Niedzielne sprzątanie

Sierściuch pojechał. Sprzątam, wycieram kurze, wszystkie szafki i blaty kuchenne wykloroksowałam, odsuwanie kanapy w telewizyjnym, wyjmowanie czegoś między poduchami kanapy,  mycie kanapy (skórzana), mycie ściany przy miskach psich, trzepanie chodniczków, mapowanie. Takie zajęcie nie piwinno być wykonywane w niedzielne popołudnie, nie mogę, nie potrafię i nie chcę zostawić sierści, kurzu i ziemi z jardu. Moje pieski chodzą, a jakże, ale to są lekkie psy. Onon ma swoją wagę, biegając po jardzie to tak jaby ją orał.

Więc, sprzątam, nie ma możliwości abym dziś skończyła.

Do rana na pewno. Takie sprzątanie nie wchodzi w grę, jutro dokończę.

Fajnie, środa wolna i domek będzie lśnił i pachniał świeżością, obym miała energię po sprzątaniu cieszyć się tą świeżością.

Zobaczymy.

Onon

Poranek.

Nie jestem marudna. Bo co? Nie chcę aby psy chodziły po sypialni? To jest w tej chwili jedyne miejsce gdzie mogę się schować. Sierściucha MM wszędzie woła, szwęda się po całym domu, ok na dole w siłowni nie był. MM gotowy spać z nim w łóżku, jeśli ma ochotę niech śpi lecz nie ma takiej potrzeby aby mnie ciągle upominać…pogłaszcz, daj mu rękę, pokochaj go….

Lubię sierściucha i wystarczy, nie chcę być zmuszana do okazywania większych uczuć dla tego psa. Ot i afera bo poprosiłam o nie wpuszczaniu psów do sypialni. 

Psy łażą za MM wszędzie, po wyjeździe czeka mnie wielkie sprzątanie, tego nie rozumie. Bo pies jest najważniejszy …pies tęskni… mam gdzieś psa tęsknotę. Jeśli pies tęskni to niech S. zabiera go ze sobą. 

Tak, mam prawo być niezadowolona. To nie był mój wybór, musiałam zgodzić się, żeby przez weekend u nas był. Miałabym niezadowolonego MM. To byłoby gorsze dla mnie,  niż moje niezadowolenie.  Dziś czuję się w domu, jakbym to ja przebywała tu przez weekend, a nie pies. Onon jest tu gospodarzem, jemu oddano cały dom do dyspozycji. Zresztą, za każdym razem tak jest, kiedy on u nas przebywa. 

Czego oczekuję? 

Żeby chociaż do mojej sypialni MM nie wprowadzał psów i nie robił z tego afery. 

____________

Po wszystkim, przy śniadaniu wyjaśniłam, czego oczekuję. 

Marnie ze mną dzisiaj

Całą nic się przemęczyłam. Nie chciałam brać nic nasennego a powinnam od razu jak przebudziłam się po 1am. Przespałabym resztę nocy. Próbowałam zasnąć ale do 6am się nie udało. 1,5 godzinki przespałam i trzeba było wstawać, szykować się do pracy. Złego wyboru dokonałam teraz będzie bardzo męczący dzień. 

Trudno nie pierwszy raz durna decyzja i nie ostatni. 

W domku żadnego pieczywa, MM pojechał po bułeczki i kanapkę dla mnie. Żonusia musi coś jeść bo zostaną skóra i kości.

Kanapeczki zjadłam połowę, nie dało się całej. 

Jazda samochodem nie była ciekawa. Nieostrożnie. Jestem cała i zdrowa. W pracy podpierałam się nosem. Ledwo dojechałam do domu. Miałam się położyć i odpocząć, wcale nie, nie położyłam się, w głowie pełno myśli … czym by się zająć…. Córcia również zmęczona, każdego dnia wstaje o 4-5 am i do pracy. Jeszcze ze mną, ma urwanie głowy.

Dziś jest u nas Onon, pies S. Coś nie wypaliło z opieką nad jej psem, mamy go na weekend. Jak jest to jest, fajny pies, nie wolno mu chodzić po całym domu, sierściuch. Co chwile siętrzęsie, jak by mógł to by całą sierść zwalił mi na podłogę. 

To nic, posprzątam jak pies pojedzie.

Nasze decyzje

Schowałam elektryczny kocyk, flanelową pościel, myśląc o lecie. Lato mamy, na podwórzu już gorąco, w domu chłodzenie, moje odchudzone (nie tak znowu wiele) ciało nie produkuje ciepła, pod kołerką jak na Syberii. Muszę założyć flanelę i okrywać się dodatkowo elektryką. Dwie kołdry, skarpety i ciepła pidżama nie pomaga, niestety. Miałam dłuższe spanko w planach, wolny dzień, sptkanie z Sandrą dopiero 11:30, 20 minut na dojazd, 20 na ogarnięcie się, wystarczy, tak planowałam kładąc się wieczorem do łóżka. 6:45 rano muzyczka smsowa. Syn, córcia i MM mają inne melodie i piosenki. Wybita ze snu nie rozróżniałam, patrzę w ciemnościach na ekranik tel. Synuś pyta co u jego mamusi słychać. Popisaliśmy troszeczkę,  ponownie usnęłam.

Restauracja w stylu i tutaj musze rzec, nie znam się na stylach, wewnątrz stoliki, gdzieś tam w głębi ukryty stolik. Muzyka nastrojowa. No i wchodzi Sanda!!!!!! Ta sama jak kiedyś, nic się nie zmieniła, nawet wyładniała. Kilka lat temu zrobiła operację plastyczną. Podniosła powieki. Po zabiegu jedna powieka jej całkiem opadła, musiała poddać się poprawce. Wygładziła zmarszczki, podniosła piersi. Byłam tam, widziałam jej cierpienie, po zabiegu, zapach opatrunków był straszny. Drapałam jej plecy, pomagałam zmieniać opatrunki. Obecnie wygląda normalnie, noooo zmarszczeczki jakieś tam są, ale …. czego oczekiwać? Że zabieg będzie działał w nieskończoność.?  Wygląda fantastycznie i nie omieszkałam powiedzieć. Spotkanie odbyło się w radosnej atmosferze, bo właśnie takie jesteśmy, szczęśliwe, pomimo że nie zawsze idzie po naszej myśli, jesteśmy szczęśliwe. Zamówiłam kawę, zanim Sandra dojechała i później zupkę pomidorową. Kawa jak kawa, czarna mocna, zupa? Chyba gorszej nie jadłam. Jak wybrałam tak miałam. Nastrój miejsca niesamowity, więc tam wrócę, z menu wybiorę inne danie.  Opowiadała o występach w NY i Las Vegas, to było dla niej bardzo pozytywne przeżycie. Brała udział w minionym i tym roku w wielu występach taneczno-baletowych oraz konkursach. Miło było patrzeć na jej ekscytację podczas opowiadań o osiągnięciach. Podoba mi sie jej, moja filozofia jak to powiedziała. Czy to moja? nie wiem, kiedyś gdzieś czytałam i w większości stosuję.

Człowiek ma możliwość wyboru. Wybiera pomiędzy dobrem a złem, szczęściem i nieszczęściem. To czy będzie się dobrze mu działo i czy będzie szczęśliwym, zależy tylko i wyłącznie od niego. Ma też możliwość wyboru przejęcia złości i złych energii od innego człowieka. Przejąć lub zignorować. Przyjmie, jest w ciągnięty w walkę lub grę innej osoby, jeśli zignoruje może obserwować zrzymanie się osoby pozostawionej z jej złą energią.

Sandra wprost była zachwycona, moimi wywodami.

Nie ma ochoty czekać na następne spotkanie do sierpnia, ustaliłyśmy spotkania jeden raz w miesiącu. To mi odpowiada i się podoba.

 

Wracając zajechałam do sklepów oddać poprzednie zakupy. Spodenki które są za duże, wymieniłam na mniejsze, dokupiłam jeszcze białe. W domku zmierzyłam, wyglądam bardzo dobrze. Zwróciłam też koszyczek ceramiczny na ściereczki, który nie pasował kolorystycznie do reszty moich rzeczy. Kupiłam włoski gliniany garnuszek, nie przepadam za chińszczyzną. Zawsze sprawdzam kraj produkcji. W garnuszku można gotować potrawy w piekarniku. Super.

Poczułam się głodna, pomidorówki zjadłam kilka łyżek. Wczoraj wyjęłam kaczkę z zamrażarki. W środku kaczki była wątróbka, sece i szyja. W swoim życiu jadłam 2 razy wątróbkę, jeśli trącenie jej widelcem, można było nazwać jedzeniem. Zawsze zapach wątróbki mnie odtrącał. Serca nigdy nie próbowałam. Podroby nigdy nie były jedzone w mojej rodzinie. Smaku płuc nie znam i nie poznam, żołądki kurze jadłam raz może dwa razy. Cynaderki? Toż one przetwarzają mocz, jak to jeść. Ludzie uwielbiają a ja osobiście, nie mam ochoty poznawać ich smaku.

Kupiona flądra rozmrażała się a mnie żołądek ściskał. Patelnia, olej, maciutka kacza wątróbka i jeszcze mniejsze serducho. Podpiekłam. Talerz i…..zjadłam. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie dobre lub  nie nadaje się do jedzenia. Wciąż jestem na diecie,  maciutkie danie i wystarczyło zaspokoić na chwilę głód. Później usmażyłam cieniutkie filety z flądry. Zjadłam trzy kawałeczki, reszta trafiła do lodówki.

Córcia zadzwoniła z dobrą infirmacją, zaliczyła markieting na B, synuś otrzymał B również. Już ma wakacje, chociaż na lato wzięła jeden przedmiot. Synuś ma we wtorek ostatnie zaliczenie i również na lato bierze jeden przedmiot. Przegadałam a właściwie, powspominałyśmy dawne czasy, na tel z córcią 2 godzinki. Szybciutko odebrać MM z Marty.

Już nie jestem sama😀😀😀.

Przebudziłam się o 1:15am. Spać nie mogę, latam po internecie i czytam nowinki i bzdety. Już 3:18am a sen za morzami i górami. Z rana do pracy przecież. Co we mnie wstąpiło, że sen odszedł, nie wiem. Mam cieplutko bo włączyłam kocyk elektryczny, naciągnęłam flanelkę. Problemów zero. MM w domku to i bezpieczniej. Nie rozumiem. Dochodzi 4am muszę sprobować zasnąć.

Lata, dlaczego tak szybko płyniecie, jak was zatrzymać?

Mamusia, córcia, mamusia, Dana, MM byli dziś na moich łączach. Mamusia czyje się raz lepiej, innym  gorzej. Na jej samopoczucie wpływ ma pogoda. W Polsce (zależy od regionu) zimno, słońce podobno było tylko 2 razy zimą, teraz znów pada.

U mnie 28°C oczywiście na plusie.

Córcia? Dziś ma final exams na uniwerytecie. Poprosiłam Tatusia o wsparcie i pomoc. Jutro synuś ma final exams, jutro drugą świecę Tatusiowi zapalę i poproszę o wsparcie i pomoc synowi.

Dana? dziś miała wolne więc mogłyśmy troszkę dłużej porozmawiać. Jutro ma do usunięcia 4 zęby. Niestety nie wiele osób na starsze lata zachowuje swoje własne zęby.  Zdarza się, ale to tak jakby, wygrać w totka miliona. Wyrwała już 4 zęby kilka tygodni temu, jutro następne. Bez narkozy jedynie ze znieczuleniem, osobiście nigdy bym się nie zdecydowała na taki zabieg bez narkozy.

Każdy z nas jest inny.

MM, pracuje i pracuje. Dobrze, jeszcze przyjdą takie czasy, że nikt nas nie zechce i nikomu oprócz rodziny nie będziemy potrzebni. Jednym słowem margines życia. Byłam młoda nie rozumiałam o czym starsi mówią, nie rozumiałam kiedy moja starsza siostra odeszła na emeryturę. Teraz zbliża się to do mnie. Boję się, boję się odrzucenia społecznego, braku zainteresowania, bólu moich stawów, kręgosłupa, na pewno jeśli będę sprawna nie będę narzekać na brak zajęć,  to mi nie grozi.

Nie jest mi łatwo nawiązywać kontakty, kontakty muszą być na moich warunkach. Mam ochotę się spotkać to idę a jeśli nie (więcej nie niż tak) to mnie nie ruszać, nie dzwonić, nie pisać. Odezwę się jak będę miała ochotę. W tym to jestem fenomenem w tym złym kierunku.  Na swój wiek jestem młoda duchowo, nie chcę spędzać czasu z moimi rówieśnikami w jakimś klubie na rozmowach o wnukach, szydełkowaniu lub opowieściach o bólu. Potrzebuję aktywności fizycznej, uwielbiam tańczyć, grecki taniec, kazaczok i wszystko jak leci. Tańczę na swoim decku każdego czwartku lub piątku. Muzyka wyje a ja…tańczę, nie potrzebny mi alkohol aby być szczęśliwą.

Zapowiedziałam moim dzieciom aby mnie spalono z moim iPhonem, włączoną muzyką i słuchawkami w uszach.

 Inaczej być nie może.

Dziś mam jakiś melancholijny nastrój. Może to wpływ kupionego biletu do Polski, może muzyka płynąca z laptopa, może przyszedł już ten czas, tzw okresówka.

SANDRA POTWIERDZIŁA SPOTKANIE, w tym momencie odebrałam smsa

No to jutro mam wypad na lunch. Cieszę się na to spotkanie i wiem, że zaproszę ją na moje urodziny w sierpniu. Musi być tak jak kiedyś, nie ma innego wyjścia.

Może zatańczy ze mną sirtaki? Jak by nie było była baletnicą i jest obecnie tancerką.

Paznokcie już pomalowałam, no cieszę się i co w tym złego? Nie wiele potrzebuję do szczęścia i radości, nie wiele mi potrzeba też do uronienia łzy, taka jestem. Za dużo we mnie (nie napisze empatii, dlaczego zapożycza się słowa) zrozumienia i współczucia dla innch, gdybym mogła (czasami) oddałabym swoje serce dla ratowania innych. Może głupia, ktoś powie ale ja nie dbam o to i nigdy nie dbałam o to co inni mówią, żyłam dla siebie i swoich dzieci.

Opowiem teraz pewną historię.

Córcia była w drugiej klasie szkoły podstawowej. Od pewnego czasu córcia, na pytanie czy pani zadała pracę domową, słyszałam …mamusia, nic nie mam zadane… przyjmowałam  za prawdowmówstwo a nie ukrywanie lub kantowanie mamusi. Trwało to kilka tygodni. W końcu nauczycielka córci dorwała mnie na korytarzu. ..Pani M. co się dzieje, pani córcia nie odrabia prac domowych, opuściła się w nauce…

Szybko myślę, nie odrabia lekcji, opuściła się w nauce no moja kombinatorka maleńka lecz aby być po stronie mojej córci , moja odpowiedź była następująca

-gdyby pani zadawała prace domowe to moja córcia na pewno by odrabiała – nauczycielka spojrzała na mnie z niedowierzaniem, chyba  to co usłyszała nie mieściło się jej w głowie.

W domu córcię, wzięłam na stronę. Włosy stanęły mi na głowie!! Na drugi dzień odwiedziłam nauczycielkę mojej córci, dowiedziałam się jakie ma zaległości. Ale i tak nie przyznałam się i nie potwierdziłam, że moja córcia zakombinowała. Stałam za córcią murem. Rozpoczęła się walka o każde słowo, bo czytanki nie chciała czytać.

Córusiu powiedz AAAAA, zacisnęła usteczka i siedzi wpatrzona w podłogę. Córusiu powiedz, prosiłam. Córuniu pokaż może już nie masz języczka? Rozbawiona pokazuje i śmieje się do rozpuku.

-oooo masz języczek a mamusia myślała, że już ci gdzieś uciekł

-mam języczek – odpowiada

I tak małymi kroczkami, płacząc i śmiejąc się każdego wieczoru, wspólnie pracowałyśmy, nadrabiając zaległości, do których się nigdy nie przyznałam, nigdy w życiu nie powiedziałam nikomu, że córcia zawiniła. Moja córcia jest dla mnie najważniejsza i wie że może zawsze na mnie liczyć

Historia  z synkiem.

Synek nigdy nie zamykał drzwi do łazienki i wiadomo, że nikt bez zapukania nie wchodził. Wtedy … weszłam bez pukania, coś mnie mówiło, powinnam wejść teraz. To co zobaczyłam na jego nogach to było przerażające. Od sinaków zielono-granatowo po czerwono-żółte. Na moje pytania odpowiadał, że upadł. Nie, nie zmylił mnie kombinowaniem. Upadek nie powoduje tak rozległych siniaków różnokolorowych. Zanim zrobiłam okłady dowiedziałam się kto, kiedy i za co? Za co? wymuszanie drobnych pieniędzy, jeśli nie dał był kopany. Kto?

Już wiedziałam kto.

Na drugi dzień poszłam do szkoły o nie, nie do dyrektora. Gdzie on był gdy kopali mego syna? czy ślepy, co się w jego szkole dzieje? Tak ślepy a najlepiej nie widzieć.

Synek pokazał mi chłopaka,  kazałam jemu iść do klasy. Podeszłam do chłopaka, starszy o rok od mojego synka. Złapałam za bluzę na wysokości piersi, z całych sił (byłam i jestem dość silną jak na kobietę mojej postury) walnęłam nim o ścianę. Trzymając go ( o my God byłam ubrana w super garsonkę, szpilki i umalowana jak się malowało do pracy na moim stanowisku dyrektora finansowego) wysyczałam przez zęby

– K…wa jak jeszcze raz dotkniesz mego syna, zabiję, zabiję ciebie, wiem gdzie ciebie znaleźć, pamiętaj zabiję ciebie gnoju…

Chłopak był zaskoczony, nie wiem czy przerażony, ale nigdy więcej mego synka nie dotknął. Po tej sytuacji, gdy wróciłam do samochodu, trzęsłam się na całym ciele, nerwy odpuszczały.

Po każdym powrocie synusia do domu kazałam pokazywac nogi i nie tylko. Synek przysięgał, że nigdy więcej do niego nie podchodził. Nie powiem mój synek jak to chłopak nie był święty i dobrze, bo cielaków nie lubiłam i nie lubię. Mój synek dla mnie jest najważniejszy i zawsze może na mnie liczyć.

Moje dzieciaczki są moim życiem i mimo, że są już dorosłe, zawsze mogą na mnie liczyć.

Co mnie dziś naszło na takie zwierzenia to nie wiem.

Mąka, szafka

Zdarza mi się, nie często, ale zdarza się. Nie zasłać łóżka, później przez cały dzień stoi mi w oczach, rozbebeszone. Nie lubię takiej sytuacji, no cóż jak tak robię, tak mam. Spieszyłam się do pracy, pożałowałam kilku minut na posłanie.

Po pracy zajechałam do kilku sklepów z zamiarem kupienia markera z unmarkerem. Chodziłam między półkami, regałami i koszykami, rozmawiając na skype z mamusią. …nie muszę się nigdzie spieszyć, nikt w domu na mnie nie czeka, nie muszę gotować, prać, sprzątać, lekcji odrabiać, nogi sprawne, jeszcze mogę chodzić itp…. włożyłam do koszyka parę drobiazgów i dużyyyyy koniakowy kieliszek. Na mamy pytanie, po co kupuję, odpowiedziałam ….podba mi się i chcę go mieć… nawet ceny nie sprawdzałm. Chcę … to było najważniejsze. Markera  nie było w tym ani drugim sklepie, zamówiłam online.

Niespodziewanie dla mnie, córcia mnie odwiedziła. Posiedziałyśmy, porozmawiałyśmy o wszystkim i niczym. Opowiedziałam jak dla mojej siostrzenicy, mąż wsypał mąki do suszarki.  Po jej włączeniu siostrzenica wyglądała jak młynarz i była strasznie wściekła, ja byłam zbulwersowana, słysząc o takim zdażeniu. Córcia moja nie była zdziwiona, bo to jest teraz trendy. Była rozbawiona.

Rozumiem, można zażartować, ale jak ktoś szykuje się z rana do pracy i każda sekunda jest cenna, to sorry.

W ciągu dnia nie czułam się najlepiej (nogi, kręgosłup), po powrocie ociągałam się ze swoją terapią aż do 10pm. Zmobilizowałam się na godzinę terapii. Spać poszlam po północy.


3:44pm

Ze snu obudziło mnie ciche buczenie telefonu. To nie był sen, raczej majaki. Dom rodzinny, położyłam się na kanapie na parterze. Słońce wpada  przez okno od południa. Jest cieplutko, słonecznie i sennie. Tak było dawno temu. Pokój został okrojony, kosztem korytarza a okno zabudowene tymże korytarzem. Pozostało okno od wschodu. Wszystko inne i inaczej.

Nie wyspana, położyłam się na chwilę, po powrocie z pracy. Po krótkiej nocy, potrzebowałam chwili odpoczynku.

Nastawiłam pranie i obeszłam swoje “pole”. Trzeba zrobić inwentaryzację po 2dniach intesywnego deszczu i wczorajszej mrzawce. Z donic wylałam wodę, kwiaty pływały, oj nie dobrze. Za mało źle, za dużo wody źle. Wiewióry porobiły nowe doły, ogólnie wszystko w normie.

Zajęlam się organizają w moim office, jest większy burdel niż był wcześniej. Przykro patrzeć, podobno jestem porządnicka a swego office do ładu i składu nie potrafię doprowadzić.

 


10:49pm

Nie dokończyłam sprzątania office lecz jest już lepiej. Złozyłam szafke pod drukarkę. Szafka w paczce czekała chyba, ponad rok. Już nie pamietam. Nie miałam ochoty na skręcanie i czekałam na MM. Wypakowałam ponad miesiąc temu z opakowania i tak śrubki, deseczki i inne części szafki, leżały na środku pokoju, czekając. Czekając chyba na trzęsienie ziemi. Wciąż nie miałam ochoty. MM ofiarował swoją pomoc, kiedyś tam, czekałam. Nie jeden weekend przeminął, MM w piątki zajęty do wieczora, soboty do południa, niedziela, kto w niedzielę pracuje?  Jak dziś usłyszał, że skręcam, nie było mu miło. Wytłumaczyłam. Przecież już czas przywykną, że w domu sama wszystko (prawie wszystko) robię. Nie przeszkadza mi to i nie lubię jak mi ktoś przeszkadza w realizacji moich pomysłów.

 

 

Komunikacja

2:33am

Bilet do Polski już kupiony. Nie mogę spać. Rozmyślam, jak, co, kiedy z kim i gdzie. Koleżanki chcą się spotkać, mieszkają w innych miastach. Ich przyjazd łączy się z zakwaterowaniem. Prawdę mówiąc nie mam ochoty ich w swoim domu gościć. Chcę być sama, nie potrzebuję niepotrzebnego balastu w ciągu nocy. Jedna z nich załatwi sobie hotel z nią nie będzie problemu, z drugą jestem bardziej zżyta, ona jest taką “rodzinną” koleżanką. Znamy się baaardzo długo. Mimo to, chcę być sama ze sobą w swoim domu. Nikim się nie opiekować, nie robić kolacji, śniadań, w nocy nie nasłuchwać czy wracając z balkonu po spaleniu papierosa, zamknęła drzwi.

Jestem też przerażona każdodniowymi odwiedzinami u mamusi. Wiem, potrzebuje towarzystwa, tylko jak zawsze, będzie mówić o sobie i o sobie. Ooo jeszcze o swojej pierwszej wnuczce, inne się nie liczą. Aga jest najważniejsza. Rozumiem, była i w dalszym ciągu jest pierwszą wnuczką i dla niej, moi rodzice sece oddali. Moje dzieci były ostatnimi wnukami, odczuwam to tak … są to są…No cóż, współczuję mamie złego samopoczucia,  dotrzymam jej towarzystwa, może w tym okresie młodsza siostra położy się do szpitala na operację, względnie wyjedzie gdzieś na odpoczynek. Należy się jedno i drugie. Operacja nieunikniona, wakacje konieczne. Zastąpię w czasie jej nie obecności. U mamy nocować nie będę, nie chcę, u siostry też nie chcę, będę wracać do siebie.

Ogólnie jestem przerażona podróżą. Dwie przesiadki i pobyt dłuższy niż planowałam. Loty będą wygodne, będę miała dużo miejsca, a teansatlantycki nie powinnam zupełnie odczuć. Martwią mnie dwie przesiadki, jazda z Wawa do mego miasta 4 godziny autobusem, muszę dać radę. Prochy wezmę i będę łykać. Nie chcę, już nie chcę latać  daleko. Nie ważne, z wygodami czy bez, przecież to nie zmiejsza w żaden sposób odległości. Na drogach w Polsce jest bardzo niebezpiecznie. Autostradą nazwana jest droga, dwa pasy w jednym i dwa w przeciwnym kierunku. Jeszcze, żeby oddzielał je pas zieleni, żółte linie niczego nie załatwiają. Straszne. Odzwyczaiłam się.

Zawsze planuję wypożyczenie samochodu dla szybszego przemieszczania się po mieście podczas mego pobytu, zostają jedynie plany, korzystam z taxi. Całkowite ignorowanie przepisów, brak kultury jazdy i chamstwo na drogach wystarcza abym się bała poruszać.  Prawo jazdy mam od 19 roku życia i nie tylko mam, jeżdziłam. Nie byłam niedzielnym kierowcą. Z tym, że kiedyś było mniej samochodów i inna kultura jazdy.

Jednak spotkam się ze starszą siostrą, możliwe że przedłuży pobyt o dłużej niż zamierzała. Było by bardzo miło ja spotkać. Wypic kawę, pogadać, wypaść gdzieś na lampke wina. Gdy dowiedziała sie o moim terminie przyjkazdu, ucieszyła się, że jeśli nie przedłuży pobytu to i tak zahaczymy się kilkoma dniami.

Mimo wszystko nie jestem zadowolona, że będę ponad miesiąc. Nie było wolnych miejsc w bizness na wcześniejsze loty. Economy nie polecę, szybciej bym zrezygnowała, mój kręgosłup by nie wytrzymał tej podróży. Nie jestem strasznie chora, przecież wciąż pracuję zawodowo. Tak praca to przemieszczanie się a nie siedzenie przez 12 godzin w jednym i na tym samym miejscu, bez możliwości rozprostowania nóg. Nie pozwalają stać bez przerwy w ogonie samolotu. Już to przerabiałam, łącznie z gimnastyką. Przyjmowanie niezliczonej ilości tabletek przeciwbólowych, powoduje brak ich działania,  względnie może doprowadzić do zatrucia. Nigdy, przenigdy nie sądziłam, że kto jak kto ale ja nie zachoruję, że będę całe życie zdrowa, aż do śmierci.

Zdrowi ludzie nie umierają.

Dolecę, dojadę, nie ma co się na zapas zamartwiać.

Niezadowolenie

Niestety, oj niestety, koleżanka odmówiła wczoraj dzisiejsze spotkanie. Pierwszy raz ja odmówiłam, chorowałam. Co odwleczone, nieuniknione – jak to się mówi. Może w środku tygodnia? Zobaczymy co się da zrobić. Tańczy z grupą przed występami zespołów znanych i mniej znanych i rozumiem, ćwiczy układy. Ciekawa jestem jej wrażeń i ogólnie, życia. Znamy się około 9 lat, mieszkaliśmy wtedy w apartamentach. Nie jest młódką, starsza odemnie, pełna energii i życia, uśmiechnięta od ucha do ucha, po jej przeprowadzce do innego county, kontakty się rozluźniły, wcześniej zapraszałam na święta i inne uroczystości. Teraz wróciła do miasta, na pewno się spotkamy, obie tego chcemy. Między czasie kiedy piszę, Sandra wysłała smsa, umówione jesteśmy na czwartek 😀😀

Aby usiąść na decku pod parasolką z kawusią,  najpierw muszę paprochy podmuchać, to też zrobiłam. Nie jest to dla mnie jakimś ciężarem, paprochy spadają, MM mówi kwiaty mają teraz seks, ok niech mają, posprzątam i  usiądłam z kawusią, a MM na przeciwko w fotelu.

To było kilkanaście i klikadziesiąt lat temu.

– Basia wstawaj!!!!!! Krzyczalam pod jej balkonem, roztawiając stolik krzesełka i parasolkę

Wstawaj! Kawa stygnie!!! – nie dawałam za wygraną, gdy siostra udawała że śpi szłam do jej drzwi i dzwoniłam, do skutku

No nareszcie, zaspana wychodziła na balkon i zchrypiałym jeszcze od snu głosem mówiła

– czego się drzesz, ludzi pobudzisz

– kawa sygnie, chodź, co mi ludzie, niech wstają i też robią kawę albo do kościoła mogą iść – odpowiadałam

Jeden raz mówiła, że kawy nie chce, ale i tak przychodziła innym razem bez przekomarzania siedzia przy stoliku, jadła bułeczki popijając kawą. Tak było w letnie soboty lub niedziele. W tym czasie jak wrzeszczałam do siostry, dzieci miały śniadanko na stole.

Sklep osiedlowy w soboty i niedziele otwarty był od 7ej. Czasami stałam pod drzwiami czekając na jego otwarcie.

Zawsze, kiedy przyjeżdżałam do domu o letniej porze, robiłam powtórkę dla przypomnienia. Nawet jak byłam kilka lat temu z MM, kupilismy bułeczki i dzwoniliśmy do siostry drzwi, wychodziła rozczochrana w szlafroku i – ooooooBożeeee ty to spać nie możesz.

Jak nie wykorzystać pięknej słonecznej pogody? Jak siedzieć w domu zamkniętym na cztery spusty? Taka już moja natura. Leniuchuję bardzo mało, rozmyślam i analizuję również mało, planuję więcej, tęsknię najwięcej. Wnosiłam w życie siostry coś innego, zaklócałam monotonię. W tym roku będzie inaczej, podobno ona będzie w domu przede mną. Niespotkamy się. Szkoda.

Dziś sobotka, mam wrażenie że niedziela.

Do południa czytałam, MM pracował na kompie. Nagle zaczęłam się dusić, dobrze, że nie dosłownie. Z nosa pociekło, kichanie i kaszel zaatakował z taką siłą, że zabrałam swoje ”zabawki” i skryłam się w domku. MM w pogoni za mną. A już, nałożyłam robocze ubranko. Moja antyalergiczna chemia, okazało się że jest przeterminowana, teraz wiem dlaczego mało mi wczoraj pomogła. Normalnie działa  24h, działała 4-5 godzinki i bardzo bardzo słabo.

Czekamy na faceta który dorobi nam dodatkowe kluczyki do samochodu (MM zgubił swoje) i zreperuje moje, ponieważ nie działa włącznik alarmowy, nie robi pik, pik. Później odstawić pieski do mycia, zwrócić spodenki letnie do sklepu, które po zmianie diety są za duże, zakupić jakieś kwiatki, bo sadzić się chce a nie mam co. Kupiś antyalergiczne prochy.

Po kolei: spodenek nie zwróciłam, kwiatków nie kupiłam. Nie pojechaliśmy w kierunku sklepów. Na pieski czekaliśmy 2 godziny, zabrałam z boksa jeszcze nie do końca wymyte. W jakim celu ustalają godziny przyjęcia? Aby pieski trzymać w klatkach? Po mojej interwencji wzięli do boksów do mycia, kiedy usłuszałam Zimę jak piszczy, poszłam jeszcze raz tam gdzie nie wolno klientom wchodzić, weszłam. Nie zwracałam na nikogo uwagi otworzyłam boks i kazałam pieskom z tamtąt uciekać. Uciekły, szły podsłusznie przez cały długi korytarz przy moich nogach. Nie domyte, wyglądające bardzo biednie.

Oddając do mycia MM poinformował, że Zima ma problem z uszkiem, żeby nie szarpać. Zapomnieli?

Wchodząc do pomieszczenia kasowego z niedomytymi pieskami, poinformowałam MM, że idziemy do samochodu. Moje pieski nie potrzebują smyczy. Szły posłusznie obok moich nóg. Czasami któreś wybiegło, pouczyłam, że nie wolno. Tak doszliśmy do zaparkowanego nieopodal samochodu. Drzwi otworzyłam, Zima wskoczyła, Amber nie potrafi wskakiwać, więc ją włożyłam na tylne siedzenie w samochodzie. Po powrocie sama lekko ostrzygłam Amber przy oczach i pysku.

Tłumaczenia menagera, że sobota, że dużo klientów, mało pracowników, wszystkie boksy zajęte i inne bla bla, do mnie nie trafia. Chcesz zarabiać? To zorganizuj tak aby i klientom odpowiadało, jeśli nie potrafisz, umów na inną godzinę, dzień względnie zlecenia nie przyjmuj. Nie znęcaj się nad moimi pieskami trzymając je 2 godziny w klatce, a później w pośpiechu szarpiesz z chore uszko. Takiej obsługi sobie nie życzę.

Następnym razem zawiozę pieski w inne miejsce.

Może zamówię mycie piesków na dojazd?

Pole  nasze, wasze i niczyje

Nie ma co ukrywać, z MM śpimy oddzielnie. Jego chrapanie jest za głośne aby zastawić otwarte drzwi do jego sypialni, nie mówię o spaniu w jednym łóżku. Wiele razy przenosiłam się w ciągu nocy do sypialni na wprost lub na dół do gościnnej. Mam tak, że nie zasnę na nowym miejscu. Kiedy gdzieś wyjeżdżamy, mam ogromne kłopoty z zaśnięciem. W domu w Polsce wałkuję książki do 3 na ranem. Wiele razy wyłączam lampkę myśląc, że jest pora na Morfeusza, tylko że on gdzieś odchodzi w ciemnościach, zapalam lampkę powracam do lektury.

Słyszałam jak MM zszedł na parter i za chwilę słyszę tup, tup takie drobniutkie. W sypialni ciemno ale wiem że to Zima przyszła mnie odwiedzić. Zatrzymała się na holu bo tup tup ustało. Powolutku zbilżyła się do łóżka, nie widzę lecz słyszę. Odezwałam się do niej, oparła przednie łapki o mój materac, pogłaskałam i kazałam zejść do kuchni. Pobiegła. Usnęłam ponownie.

Podmuchałam paprochy i przygotowałam kącik na śniadanie. Kawcia i becon z MM przy akompaniamencie świergotu ptaszków. Niekończący się repertuar, niezmordowane struny głosowe.

Dziś wykopię wyschłe i wymarzłe krzewy. Muszę się sprężać od poniedziałku do pracy. Nie narzekam, zawsze cieszę się na powrót do pracy. Coś się dzieje no i przypływ gotówki. Bez pieniędzy jest ubogo, chociaż w zasadzie to ja nic nie potrzebuję. Jedyne to jakiś prezent siostrze na jej 60te urodziny. Myślę o bransolecie z diamentami, jeszcze nie sprawdzałam w jakich cenach. Możliwe że nastąpi zmiana prezentu. Mamusia dostanie kwiaty cięte na 88 urodziny.

Skrzynkę na listy z obu stron przyozdobiłam większymi odblaskowymi numerkami domu. Na razie będą świecić, z biegiem czasu literki czarne na białym tle blakną i nie świecą już tak intensywnie jak nowiuśkie.

Przyjechała pani z firmy szafek kuchennych. Wymierzyła, naniosła szkice w swoich papierach, pogadała, dała wizytówkę, uścisnęła rękę i pojechała. Zaproponowala zostawić moją witrynę włocławkową w takim stanie jak jest, rzekomo to jest już antyk. Nie są spotykane a to się ceni. OK. Zostawię. Nie znam się na amerykańskich antykach, zaufam fachowcom.

Poprzednia firma z HumeDepot zaśpiewała za zrobienie kuchni 50 na wstępie ze wszystkim byłoby tak do 80k. Za taką kwotę można kupić domek z piękną kuchnią, w gorszej dzielnicy bo z multikulti, ale zawsze alternatywa.

Przyjęłam Zyrtec, tabletki antyalergiczne, leci z nosa, kaszlę i kicham. Wiadomo chemia, bez niej jednak nie da się normalnie funkcjonować na podwórzu. Komarów nie ma, muszki latają też sporadycznie, chemia je wytruła. Wszędzie chemia, jedzenie, powietrze, ziemia, woda i żeby było do rymu, pogoda też.

Dwa uschnięte lub zmarznięte krzewy puściły zawiązki listeczków, tylko na jednej gałązce co oznacza że część korzeni jest jeszcze do uratowania. Obcięłam gałązki suche krócej i włożyłam do wiaderka z wodą, zamiast do pojemnika na śmieci. Krzew był śliczny. Może da się uratować, muszę zastanowić się gdzie posadzić i pamiętać aby na zimę okryć. Jaka u nas zima, śmiech😀😀😀😀🙃, widocznie i taka zima im nie odpowiada.

Wykopując suche tuje i krzewy, odkryłam, że one wyschły z jakiejś innej przyczyny niż pogodowych. Ukorzenione bardzo dobrze, trudno było ke wykopać, nasłonecznienie odpowiednie, nie za dużo i nie za mało słońca. Nawadniałam wystarczająco, muszę poszukać przyczyny.

Ogrodnik to jest taka osoba, która poszukuje przyczyn, obumarcia, wyschnięcia, zalania, nieurodzaju, nadurodzaju, kwitnienia za cześnie, za późno itp

Cierpliwością i pracą ludzie się bogacą

Jest popołudnie, zapracowana zapomniałam o śniadaniu i obiedzie. Jedna kawa to za mało i trudno liczyć jako posiłek. Nie mam pomysłu na obiad, jak często można jeść jajka, bekon, ryby, shrimpy, i wszystko akwariowe obrzydło. Coś bym zjadła ale co? Następna kawa i …. cottage cheese wymieszałam z winogronem i odrobiną miodu. MMowi wyjęłam jednak udko kurczacze. Napracowałam się i nie będę miała siły robić sałatki, na kolację zjem kilka pomidorów albo żółtą papryczkę.

Cieplutki wiosenny deszczyk mnie wygonił i zanim wszystkie narzędzia pozbierałam, wiaderka i worki plastikowe z zielskiem uporządkowalam, przykryłam meble ogrodowe, złożylam parasolkę, zmoknięta ociekająca kroplami deszczuzauważyłam, że deszczyk ustał. Już nie wróciłam na swoje “pole”. Na dziś wystarczy prac polowych, mimo że słoneczko cudnie świeci i nie jest upalnie. Jutro też będzie dzień, pojutrze również.

Zeszłam na dół na gimnastykę terapeutyczną. 1,5 godziny ćwiczyłam swoje  ciało i kości.

No i jak nie wyjść na podwórze, kiedy słoneczko cudne. Wyrywałam zielsko, zbierałam gałązki, śpiewałam, tańczyłam nawet na kuckach. Ot i taim momencie rozkosznym moja córcia zadzwoniła. Rozmawiając przez tel jedną ręką zbierałam resztę gałązek.

Odwiedziła w szpitalu swoją bossową. Kobieta upadła i złamała biodro. Też tak robię jak ona robiła. Kładę gałąź z jednej strony ma być wyżej i z całej siły stukam stopą  w gałąź, czasami od takiego stuknięcia cała noga boli. Kobieta niestety się przewróciła. Nie będę tak już robić, to niebezpieczne. Córcia w szpitali spędziła ponad 2 godziny, bossowa uczyła ją niektórych spraw księgowo-kadrowych. Córcia była bardzo cierpliwa, wysłuchała całą historię zdarzenia, zabiegu i rehabilitacji jaka nastąpi. To to chyba ma po mnie 😀😀😀.

Moje ”pole” jest ładnie posprzątane. Jestem zachwycona.
Cierpliwość  jest towarzyszką mądrości.

Póki żyjemy

Usnęłam po 2am, obudziłam się 9:20am – prawidłowo, 7 godzin snu, wystarczająco. Nie mogę zmarnować dzisiejszego dnia, muszę zrobić coś pożytecznego, dla siebie i domu. Pogoda słoneczna, słoneczko wpada przez okno i cieplutko, sprawdziłam na internecie. W pierwszej kolejności zrobię terapię bo zaniedbałam, takiego lenia dostałam. Oj nie dobrze.

A może tak długo siły regeneruję? Nie jestem już, młódka, mimo że tak wyglądam ( na 40ci parę). Ciało domaga się odpoczynku, spowolnienia.

Psince wpóściłam krople do uszka, jest na tyle dobrze, że nie mogłam rozpoznać które uszko chore. Muszę zrobić się na “bustwo” , położyłam na twarz i szyję, jeden i drugi kremik, poklepałam. Włoski ułożyłam, kolczyki założyłam, naciągnęłam sportowe odzienie i jestem gotowa na kawcię, ćwiczenia i prace na “polu”. Nastąpiła zmiana planów, przed kawcią podmuchałam paprochy, ćwiczenia będą przed pracami “polowymi” i przed ukropem lejącym się z nieba.

Zmierzyłam spodnie, te które były moją miarką, czuję się komfortowo!!!! Myślę, że dokończę te 11 dni i zastopuję. MM zadzwonił jak zawsze i….chyżby już nie jest na dziecie? Mam wyjąć udko z kurczaka z zamrażarki, oj oj, tego nie zrobię raczej sałatkę jakąś wykominuję. O godzinie 9pm jeść mięso jest nie zdrowo. A przecież rozmawiałam z nim, no rozmawiałam, musi zrzucić nie parę a kilkanaście kilo. Zapomniał. Nie szkodzi, ja dziś jemu wieczorkiem przypomnę, kiedy dam sałatkę do zjedzenia. Przyzwyczajenia amerykanów są nie zdrowe, restauracje oblegane od 7-10:30pm, jedzą kolację. Pytam, jaką kolację? 10:30pm to czas wyciszenia a starszym ludziom spania. Tak też uczą małe dzieci, które są z nimi w restauracjach, jedzenia do prawie do północy. Więc MM żreć nie będzie, chrupać marcheweczki, pomidorki i inne ważywka przez ten weekend będzie i wcale nie dlatego, że ja jdestem na diecie, dlatego, że za chwilę będę miała 2xMM.

Zrobiłam porządek na rabatce, wycięłam wszystkie liście tulipanów, w tym roku cebulki zostawiam w ziemi, jesienią dosadzę więcej.  Zbieram suche gałęzie i wyrywam zielsko, rozpleniło się chyba wszędzie, podlewam, przesadzam. Gorczyca polska rośnie i niedługo będzie kwitła. Niezapominajki jedne kwitną inne za kilka dni zakwitną. Kupionym liliom trzeba znaleźć miejsce na mojej rabatce, od soboty cierpią w plastikowej doniczce. W innych donicach widać wschodzące piwonie. Ptaszki świergocą w oddali szum samochodów, pieski burczą, obwąchują i biegają od jednej strony płotu do drugiej. Gdzieś w oddali słychać przesuwaną drabinę, to u sąsiada na przeciw, firma reperuje dach.

Synuś na mój sms odpowiedział natychmiastowo i z zapytaniem o moje samopoczucie. Czuję się wyśmienicie, pracowicie, radośnie i szczęśliwie. Szkoda że jak człowiek umrze, nie usłyszy świergotu ptaków, nie zobaczy kolorów kwiatów i słoneczka, bojeśli jak nie wypalą oczu i uszu to robaki to wszystko wyjedzą. Brrr

Jednym słowem: cieszyć się wszystkim póki żyjemy.

Czytelnia i rozmyślania

Bez planów na dzień dzisiejszy zerwałam się przed 8am, musiałam zwieźć pojemniki na dół do ulicy. W pewnej chwili zrezygnowałam z wychodzenia i wróciłam do łóżka, bo śmieci i papierów nie wiele. Położyłam się. Wyrzucając sobie lenistwo i brak odpowiedzialności, ponownie się zwlokłam, w pidżamie i kapciach zwiozłam. Jak już się rozruszałam to powolutku doprowadziłam się do “użytku” łącznie z ułożeniem włosów. Zrobiona na “bustwo” (celowo przez u) przedmuchałam deck i patio z paprochów, które wciąż się sypią z drzew. Miałam nadzieję na kawę na zewnątrz. Pogoda szaro-bura nie zachęciała mnie do wypicia kawy pod parasolką.  Na dodatek zaczęło coś padać, nie deszcz i nie mrzawka, pomiędzy.

Zadzwoniłam do mamy na skype. Rozmowa o wszystkim i niczym a raczej bardziej o jej zdrowiu. Wszyscy wiemy jakie zdrowie, nie najlepsze bo i zależne od pogody. W Polsce pogoda pod psem z budą. U mnie chociaż 20 na + u mamy tylko 5. No nie dziwię się, że ciśnienie skacze,w kościach kręci, głowa boli, brak chęci. Wszyscy w rodzinie znamy jej choroby, jeśli lekarz nie pomaga to jej dzieci na pewno nie pomogą. Jedynie rozmową możemy wspomóc, ale czasami jest męczące. Dziś rozmowa przebiegała dobrze, nawet się śmiała. Nie często, oj nie często moja mamusia się śmiała i śmieje. A życie miała bardzo dobre i nie ma w tej chwili źle, żeby nie choroby wieku starczego, można by było powiedzieć, żyć nie umierać.

Wczoraj oglądałam rosyjskie filmy w oryginale, dziś czytałam książki po angielsku. Robiłam porządki w swoim office, robię je od jakiegoś czasu, postępy widoczne. Wpadła mi do ręki książka Nicholasa Sparks ” The last song ”. Mam chyba wszystkie jego wydania w oryginale. W tłumaczeniu polskim przeczytałam jednym tchem, zachciało mi się w oryginale. Znając fabułę otworzyłam na środku książki i ….zaczęłam czytać. Zaczytana zapomiałam o obiedzie. Po posiłku sprawdzilam co w internecie na znajomych mi blogach, zaczytałam się na jednym. Czytam od początku jego powstania. Zaciekawiła mnie osobowość tej blogerki jak i jej perypetie życiowe. Jest bardzo odważną i energiczną osobą, wcale nie młodą, duchem jak najbardziej. Wprawdzie młodszą odemnie o 9 lat, ale coś mamy wspólnego. ”Pióro” jej jest lekkie i chce się czytać, mimo że są to relacje z życia codziennego a nie lotu na księżyc. Lot na księżyc byłby nudną podróżą bo z okien statku kosmicznego nic po za ciemnością i przelatującymi astroidami,  dostrzec byłoby nie sposób, czy było na prawdę fascynujące? Życie niesie więcej niespodzianek, dobrych i złych.

Wpisów jest baaarrrdzo dużo, bloga prowadzi od 2012 roku, posty zamieszczane są można powiedzieć, każdego dnia, czasami dwa dziennie.

Dlaczego czytam? Pozwala mi spojrzeć na problemy innych osób z innej strony niż oni sami. Szukam innych, moich rozwiązań. Zastanawiam się i analizuję, nad zmianami jakie dokonują w swoim życiu. Nie krytykuję, nie wymądrzam się, każdy z nas ma swoje własne życie do przeżycia. Szukam wskazówek dla siebie, bo nikt nie wie co nas czeka, możliwe że będę potrzebować kiedyś porady, jak postąpić …. od każdego człowieka można się czegoś dowiedzieć i nauczyć, jedynie trzeba umieć i chcieć to zrobić. Trzeba umieć patrzeć i słuchać. Nie wolno być pewnym swoich mądrości, to co dla nas jest mądrością, inni mogą potraktować za bzdurę, nie umiejętność postrzegania innych rozwiązań, nieuctwo i brak wyobraźni.

 


 

Wciąż jestem na diecie i na kolację zrobiłam surówkę z pomidorków i cebuli. 
Córcia zaniepokojona nie znalezieniem mojej location na aplikacji, zadzwoniła z pytaniem gdzie jestem. Jestem w domu, czuję się wyśmienicie i nie wiem jak długo wytrzymam w nicnierobieniu. To jest fascynujące. Odkryłam, że stan nicnierobienia jest na prawdę wspaniały. Nic nie muszę!!! Śpię ile chcę, robię co konieczne, lub nie robię co konieczne, jak długo?  Do poniedziałku😩😩😩. 

Takie bezowocne życie wcale nie jest złe. Z rana wyleguję się, coś tam zjem, poczytam, pooglądam, poleżę na kanapie, ponudzę się i przed sobą pomarudzę. Najważniejsze, nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Backyard niedokończony i chwasty go zarastają, jedyne zielone co rośnie na tej glebie, wcale ale to wcale mnie nie wzrusza. Patrzę na to zielsko i jakbym nie widziała. Frontyard jest ok, też mój wzrok jakby to omijał. Co stało się z moimi planami? Gdzie są moje pragnienia porządku, piękna i kolorów na yardzie. Gdzie jestem ja? Dlaczego już mi to nie spędza snu z powiek? Dlaczego staję się obojętna? 

Jeszcze w ubiegłym roku przenosiłam głazy, budowałam skalniaki, sadziłam kwiatki i bratki, w tym roku oprócz rabatki, nie robię nic. Gałęzie suche walają się po działce a ja przestępuję, jakby to wszystko nie było moje. Nie mam chęci i zapału, ochoty.  Co zmieniło się moim myśleniu? 

Na co czekam?

Planowałam pomalować swój office a układanie dokumentów z kanapy i podłogi idzie mi opornie. Farba, taśma, pędzle, wałki czekają w pogotowiu, jedynie ja nie jestem gotowa. Zajmuję się leniuchowaniem. Jedyne co robię to trzymam porządek w domu, każdy okruszek jest sprzątnięty, plamka wytarta, kurze przetarte.

Nie rozumiem siebie. 

O co mi chodzi? Czy to jest reakcja na moje ogólne zmęczenie? 

Na pytanie co robię, odpowiadam NIC, nikt mi nie wierzy, bo to nie możliwe abym nic nie robiła. Na prawdę NIC nie robię. 

W poniedziałek do pracy, powiem, że dobrze, zaczynam nie lubić dni wolnych. 

ZIMOWO i filmowo

Od 2 dni zauważyłam, że Zimie coś dolega. Nie byłam pewna co, więc obserwowałam. I kiedy zaczęła potrząsać głową, zajrzałam jej w uszka. Jedno uszko miało infekcję. Zadzwoniłam do przychodni weterynaryjnej lecz na popołudnie w poniedziałek nie było wolnego miejsca. Wizyta we wtorek w godzinach rannych, odpowiadała. Zapakowawałam  Zimę do samochodu i w drogę, 3 minutki jazdy to nie żadna wyprawa. Wizyta zajęła nam 2,5 godziny, łącznie z czekaniem. Gdy Zimę zabrano na czyszczenie uszka, pojechałam do sklepu po owocowe zakupy.

Dostaliśmy krople, 2 x po 7-10 kropli do chorego uszka. Prawie cały wtorkowy dzień przespała.

A z uszka wychodził bardzo nieprzyjemny zapach.

Psinka dziś czuje się lepiej, wciąż śpi ale po obudzeniu ma więcej energii w porównaniu do poprzednich dni.

Będzie dobrze.


Wczorajszy dzień poświęciłam na odpoczynek i relaks. Oglądałam filmy na youtube – rosyjskie melodramaty😀.

W niedzielę wieczorem siadł na piętrze  air conditioner, przyjechała firma, naprawili. Gdy usłyszał głos z filmu, ze zdziwiem spytał w jakim języku leci film i ze zdziwieniem stwierdził, że znam rosyjski.

Rosyjski znam jak polski, rozumiem czeski, słowacki i białoruski lecz nie potrafię mówić. Szkoda. Szlifuję angielski i chciałabym nauczyć się ( całkowicie zapomniałam ) fracuskiego.

 

 

Śniadanko na decku

Pogoda przepiękna, słońce gdzieś tam jeszcze opóźnione wstaje, podobnie było ze mną dzisiejszego poranka. Tak ładny sen miałam, że nie chciałam się obudzić. Temp. lekko powyżej 20°C. Wyszłam z dietetycznym śniadaniem na zewnątrz i jeszcze w letniej (zaznaczam letniej) pidżamie. Od dzisiaj mam następne 11 dni diety.

Wyjechałam na pocztę i zakupy, nieplanowane zakupy. Chciałam coś kupić, coś nieokreślonego. Kupiłam torebkę, raczej torbę, koszyczek do kuchni na ściereczki, jednego króliczka ceramicznego i pojemniczek ceramiczny na kuchenną gąbkę. Ot takie bzdurki a cieszą.


MSJ czuje się dziś dobrze, MCD ma bóle kości w prawj ręce.

Dzień mija spokojnie i relaksowo.

Świąteczna Niedziela

Wyszliśmy z MM na śniadanko do Einstein Bros. Mimo, że mamy pełną lodówkę, po wczorajszej sutej kolacji zachciało się zmiany menu. Nie było odwiedzin rodziców, nie było witania rodziców u mnie. Tamte lata już za mną i nigdy nie powrócą.

Córcia po pracy wpadła po wałówkę, zmęczona – musiała być w pracy o 4am, bossowa złamała biodro i córcia musi wyrabiać się z dokumentami. Nikt nie jest jej w stanie pomóc. Ten tydzień będzie miała trudny. Wierzę, że da sobie radę.

MM pojechał Uberem na lotnisko, zostałam jak zwykle z pieskami. Świąteczna niedziela jest bardzo słoneczna i taka temperatura mogłaby być przez cały rok.

Syn niestety nie mógł przyjechać po wałówkę. W trakcie pracy miał krwotok z nosa, przyszli mu z pomocą pracownicy oraz jego dyrektorka. Po powrocie do domu miał po raz drugi. Za dużo pracuje i się przejmuje ale jak tego nie robić. Odpowiedzialne stanowisko wymaga odpowiedzialności. Valeria wracając od swojej mamy zajechała i odebrała moje specjały. Zapomniałam dać prawdziwe smakołyki i musiałam jej dostarczyć w umówionym miejscu bo była już na autostradzie gdzie nie ma możliwości zawrócenia. Zjechała na najbliższym exit a ja dojechałam do niej.

Zajechałam jeszcze po drodze do sklepu, kupiłam orzeszki ziemne i laskowe. Moje wiewióry napewno będą zadowolone i wejdą do klatki a ja wywiozę je po kolei do lasu, prawdziwego lasu. Wczoraj jedna weszła i MM wywiózł nad jeziorko. 🐿🐿🐿🐿 Mam nadzieję na całe stado wiewórek jutro. Obym nie musiała dodatkowo tankować samochodu. 🚘🚘🚘🚘🚘

Dzisiejszy dzień dobiega końca, a właściwie jest już późny wieczór – 8:45pm.

Miłego Lanego Poniedziałku.

Świąteczna Sobota

Goście już się rozjechali 😩😥😢😥😢. MM schował się w domku, zostałam na zewnątrz, piękna letnia pogoda, szkoda mi każdego dnia. W tym tygodniu będzie słonecznie i ukropnie, więc wykorzystuję, kiedy jeszcze nie trzeba się kryć w domu przed słońcem. W ubiegłym tygodniu specjalna firma od komarów i innego robactwa opylała ziemię, drzewa i krzewy, teraz mogę siedzieć na podwórzu bez spryskiwania całego ciala chemikaliami.

W czwartek po pracy, jadąc samochodem byłam bardzo zmęczona i nie przewidywałam żadnych prac przygotowawczych do świąt. Zawsze ale to zawsze, podczas jazdy samochodem moje ciało się regeneruje i poczas zbliżania się do domu, zaczynam obmyślać plan działania. Tym razem też tak było. Przyszykowałam liście kapusty na gołąbki. To jest bardzo pracochłonne zajęcie. Zadowolona zrobiłam i pojechałam odebrać MM, oczywiście jak zawykle powrót z pracy. Cieszę się na jego powrót. Nie lubię sama zostawać.

W piątek po pracy, też wracałam już nie tylko zmęczona ale wykończona. Nic nie planowałam. Myślałam o świętach ale jakby one były nie w tym ale za kilka tygodni. Weszłam do domu, na chwileczkę musiałam się położyć na kanapie, żeby wstać po paru minutach, aby zacząć walkę z gołąbkami, chlebem na zakwasie, sałatką jarzynową, sernikiem, kurczakiem i już nie pamiętam z czym tam jeszcze. Z kurczakiem to jest cała “zabawa”, trzeba wyciąć wszystkie kosteczki od środka, zostawić udka i skrzydełka nie naruszone. Trzeba to robić maleńkim wąskim ostrym nożykiem. Zajęło mi to trochę czasu ale…. przyjechała córcia z Ivanem i przy piwie i pizzy jakoś mi tym razem sprytnie poszło. Najgorsze!!!! Zapomniałam dodać ryżu do mięsa na gołąbk!!

Chlebek podchodził całą noc, ale po upieczeniu pychotka. Gołąbki bez ryżu wyśmienite. Kurczak nadziewany mięsem mielonym (dodałam parmezanu) palce lizać. To nie moje relacje, goście stwierdzili, że wszystko wspaniałe…oprócz sernika. No i miałam wpadkę. Co mnie tym razem podkusiło, żeby zmienić ser biały, no nie wiem? Zawsze kupuję litewski lub polski, tym razem kupiłam farmerski. Upiekł się ładnie ale….za słony. No cóż, czasami tak mam, że na same święta coś zmieniam. Pamiętam kilka lat temu, zmieniłam farsz do pieczonych pierożków, wszystkie trafiły do śmietnika, a się napracowałam.

Było miło patrzeć na uśmiechnięte twarze moich dzieci i ich osoby towarzyszące. Dyskutowali, przekomarzali się i chichotali. Tego mi trzeba, ciepła i radości. Po obiedzie przenieśliśmy się pod “parasolkę”. Syn umawiał się wcześniej z Valerią na tenisa ale posiedzieli dłużej, wprawdzie kort jest oświetlony, więc problemu nie będą mieli. Córcia z Ivanem, też była zmęczona bo po pracy ale nie chciało się im ruszać z miejsca. Cieszy mnie, że wszyscy czują się u mnie dobrze. MM również, mimo że zmęczony dał sie wciągnać w dyskusję.

Cieszy mnie radość i szczęście innych, bo na smutek zawsze jest czas, przychodzi tak niespodziewanie.k.wielkanoc1

Pracowity wtoreczek

To się nazywa wolny dzień. Mogłam wstać później ale oczy otorzyłam już o 4am, zmusiłam się do spania i pospałam do 7am. Nie miałam konkretnych planów, wczoraj dmuchałam paprochy, przygotowałam deck na wolny dzień. Wiedziałam , że śniadanko zjem na decku, reszta dnia bezplanowo. Spojrzałam na dywan w kuchennej jadalni. Już wiedziałam czym się zajmę. Wyprałam dywan jeden, później przeniosłam sie do tvroom, następnie do livingroom, chodniczki w holu. Nie prałam w dinningroom, nie było takiej potrzeby. Podłogi wszędzie wymapowałam i… poszłam na piętro. Wyszorowałam schody, wymyłam wykładzinę w office MM i zrobiłam ogólny porządek, gościnna sypialnia też prałam wykładzinę i zrobiłam ogólny porządek. Zastopowałam. Jeszcze przeleciałam 3 łazienki i … na dziś miałam dość. Został mój office, masterbedroom i cały dół. Sypialnia gościnna, łazienka i siłownia. W części magazynowej  narobiłam trochę bałaganu. To innym razem, nie zdążę do świąt. To się nazywa odpoczynek w dzień wolny od pracy 😀😀😀.

Pofarbowałam włosy, ułożyłam i wreszcie usiadłam na podwórzu pod prasolem. Słońce zachodzi i robi się szarówka. 

Czy ja mogę żyć bez pracy, jak czuję się dobrze to mogłabym góry przenosić ale nie przenoszę, staram się sobie nie zaszkodzić. Na yardzie już nie pracuję. W sobotę był człowiek który dokończy moje dzieło, zrobi dróżki, ułoży płyty kamienne, posadzi krzewy i wszystko co będę chciała. Ta praca jest już nie dla mnie. Moja zabawa w ogrodnika będzie ograniczać się do sadzenia kwiatków i dmuchania liści względnie jak w obecnej chwili paprochów ( suchy kwiat z drzew). 

Dzień bardzo szybko minął, a był bardzo słoneczny i pracowity.

Poniedziałek

Dziś pracowałam z MSJ, nie tryskał humorem. Na początku był milczący, gdy pytałam czy coś się stało odpowiadał, że nic. Chce pracować, szybko skończyć i jechać do domu.

Kto by nie chciał.

Pieniądze potrzebne na opłacenie rachunków, lokum, kupienie żywności i po to aby być samodzielnym. Trzeba dziękować losowi, że możemy pracować i cieszyć się z posiadanej pracy. Ważne jest aby dawała satysfakcję nie tylko finansową lecz...ażeby takie zdażenie nastąpiło, trzeba nad tym pracować.

Po jakimś czsie MSJ jeszcze czegoś burczał, póżniej przestał i zaczął normalnie rozmawiać.

Wiem, był głodny, mówił, że zjadł śniadanie ale nic na to nie wskazywało. Na koniec się rozkręcił, przestał się już spieszyć do domu. 


Jestem na diecie zjadłam serek z miodem. Wyjęłam flądrę z zamrażalnika, będzie na kolację.

Podmuchałam paprochy, które lecą z drzew i zrobiłam ogólny porządek na backyardzie, zajęło to mi ponad 3 godziny. Ustawiłam meble ogrodowe i rozłożyłam dywanik na decku

Poustawiałam donice z kwiatami. W końcu usiadłam z lampką Porto pod parasolką. Parasolka rozłożona, słońce skryło się za moim domkiem na górce, teraz można odpocząć bo słoneczko nie parzy. Ptaszki cudownie śpiewają, dziękują mi za dokarmianie.
 Wielka, niewyobrażanie wielka niespodzianka, zadzwonił do mnie klient sprzed 7 lat. Musiałam być dobra, nie dobra, prefekcyjna, jeśli o mnie jeszcze pamięta!😄

wszystkiego po trochu

Od 2 tygodni przymierzam się pomalować włosy. Drugi raz kupiłam już farbę. Pierwsza dobra a druga farba jeszcze lepsza,  bo w odcieniu czekolady. Jakoś nie mam ochoty na ten proceder. Może w końcu we wtorek to zrobię. Mam wolny dzień. Chociaż teraz, mam wszystkie wolne wtorki i w ostatni jakoś mi też się nie chciało. Jutro do pracy. Pracuję z MSJ. Mam nadzieję, że szybko skończymy. Teraz przypomniałam, że muszę wziąć deklaracje podatkowe do podpisu dla niego. Dobrze, że przypomniałam. Ociągał się bardzo z tym rozliczeniem, omal na ostatnią chwilę. Miał przecież prawie 4 miesiące. Rozumiem był chory, miał grypę ale przed chorobą były prawie 3 miesiące. No nic. Już deklaracje zrobione i we wtorek wyślę.
____________
Nie ma co ukrywać, jestem od roku emerytką w Polsce z baaardzooo małą emeryturą. Mam legitymację upoważniającą mnie do ulgowego biletu na środki lokomocji miejskiej. Nie wiem jak z pozostałymi. Po wyjeździe do stanów moje oryginalne dokumenty zostawiłam w domu mojej mamy. Uważałam, że będą bezpieczniejsze. Po śmierci Tatusia, obejrzałam jeszcze raz i postanowiłam je zostawić. Wiem gdzie zostawiłam lecz po roku już ich nie było w tym miejscu. Na siłę udawadniano mi, że zabrałam, nie pamiętam, czepiam się i takie tam. Z tych dokumentów które dostałam z archiwum narodowego, wyliczono mi 963zł. No cóż, straciłam bardzo dużo. Płakałam, wściekałam się, prosiłam, omal błagałam aby pozwolono mi wejść na strych w mamy domu. Ściana, betonowa ściana – ich tam nie ma. Pogodziłam się ze stratą i nie pogodziłam bo mogłabym mieć podwójnie. Spółki nie istnieją i nie miały obowiązku po ich likwidacji, przekazywać dokumentów do archiwów. Dziś ponownie rozmawialiśmy z MM o naszej emeryturze w stanach. MM stara się zabezpieczyć mnie na przyszłość (raczej krótką przyszłość) gdyby jego zabrakło. Nie chcę, żeby jego zabrakło. Nie chcę również umierać przed nim. Chcę razem.
Niestety wyroki Boskie są nie znane, nie odgadnione, nie przewidywalne. Niestety, raczej dobrze że tak jest, bo każdy mógłby zmienić swoje przeznaczenie i to też nie dało by szczęścia. To co dziś wydaje się szczęściem, za kilka lat, miesięcy dni, może okazać się nieszczęściem.
Jak zmienić nieszczęście które może się przytrafić za kilka lat, w szczęście na dziś i przyszłe lata?

Cieplutko … na sercu również

Pogoda była dziś słoneczna i cieplutka. Na lunch wybraliśmy się z MM do Panera. Nie mieliśmy pomysłu na danie lunchowe, mimo że wyjęłam shrimpy. MM spakował się do wyjazdu, wrzucił walizkę i torbę do samochodu i pojechaliśmy. Zanim dojechaliśmy do zjazdu na autostradę mieliśmy uchylone okna, przez które wlatywał cieplutki , świeży  i rześki wietrzyk. Po posiłku zajrzeliśmy do kilku sklepów. Właściwie niczego nie potrzebuję, po prostu, lubię jak mi coś w oczy wskoczy i z zachwytu nie oprę się kupieniu. Tym razem nie było WOW!.

MM odjechał, a ja wróciłam do domu.

Do karmnika przyleciał żółciutki ptaszek, zanim chwyciłam aparat do ręki, ptaszek uleciał.

Trzeba być przygotowanym na szczęście i w odpowiednim czasie zacisnąć je w  dłoń.

Nie ma co ukrywać, jestem od roku emerytką w Polsce z baaardzooo małą emeryturą. Mam legitymację upoważniającą mnie do ulgowego biletu na środki lokomocji miejskiej. Nie wiem jak z pozostałymi. Po wyjeździe do stanów moje oryginalne dokumenty zostawiłam w domu mojej mamy. Uważałam, że będą bezpieczniejsze. Po śmierci Tatusia, obejrzałam jeszcze raz i postanowiłam je zostawić. Wiem gdzie zostawiłam lecz po roku już ich nie było w tym miejscu. Na siłę udawadniano mi, że zabrałam, nie pamiętam, czepiam się i takie tam. Z tych dokumentów które dostałam z archiwum narodowego, wyliczono mi 963zł. No cóż, straciłam bardzo dużo. Płakałam, wściekałam się, prosiłam, omal błagałam aby pozwolono mi wejść na strych w mamy domu. Ściana, betonowa ściana – ich tam nie ma. Pogodziłam się ze stratą i nie pogodziłam bo mogłabym mieć podwójnie. Spółki nie istnieją i nie miały obowiązku po ich likwidacji, przekazywać dokumentów do archiwów. Dziś ponownie rozmawialiśmy z MM o naszej emeryturze w stanach. MM stara się zabezpieczyć mnie na przyszłość (raczej krótką przyszłość) gdyby jego zabrakło. Nie chcę, żeby jego zabrakło. Nie chcę również umierać przed nim. Chcę razem.

Niestety wyroki Boskie są nie znane, nie odgadnione, nie przewidywalne. Niestety, raczej dobrze że tak jest, bo każdy mógłby zmienić swoje przeznaczenie i to też nie dało by szczęścia. To co dziś wydaje się szczęściem, za kilka lat, miesięcy dni, może okazać się nieszczęściem.

Jak zmienić nieszczęście które może się przytrafić za kilka lat, w szczęście na dziś i przyszłe lata?

Wspólnie

Ten weekend nie był trudny w utrzymaniu diety. Piątek rano MM postanowił, dołączyć się do moich dietetycznych posiłków. Przez trzy dni dieta dla MM nie była łatwa, jednakże dał sobie radę. Nie czuł głodu, jedynie ciągnęło go do zjedzenia lub pochrupania czegoś, spoza diety. Gdy potrzebował coś “na ząb” proponowałam marcheweczki. Posiłki były co 3,5-4 godziny. Jeśli jedliśmy coś tłuszczowego odstęp między posiłkami był i musi być dłuższy. Należy dać żołądkowi czas na  przetrawienie. Podwieczorek i kolacja składała się z warzyw z dodatkiem dressingu lub owoce. Jedząc jajka rozmącone na śniadanie, MM stwierdził, że smakują jak najlepsza czekolada. Uśmiałam się, bo faktycznie, ja również tak czuję. Nie odczuwamy głodu lecz warzywa i owoce już obrzydły. Na obiad będą krewetki z masełkiem. Kolację zjem już sama, cóż to za kolacja? Seler naciowy.  Cukru wciąż nie używam i robię 1godzinną fizykoterapię. Nie są to jakieś wyszukane ćwiczenia, najważniejsze, że pomagają na mój kręgosłup.

Widać, widać efekty, już mogę zapiąć letnie spodnie i lepiej wyglądam. Wciąż nie to o co mi chodzi, ale mogę zapiąć. Po Wielkanocy znów przejdę na 11 dni diety. Wtedy zadecyduję, czy zaprzestać i  czy zastosować jeszcze raz 11 dni. 

MM obiecywał, że będzie ostrożny z jedzeniem posiłków na wyjeździe, chociaż jest to utrudnione, kiedy na kolację do restauracji idzie grupa ludzi z którymi pracuje. Dobrze chociaż, że widzi różnicę w pracy żołądka. Poprawia się metabolizm i o to chodzi. 

dywanowo-wykładzinowo

Wczoraj po pracy, zajechałam do córci aby pomóc jej w praniu wykładziny i dywanu. Córcia ma 2 kotki, jeden jej chłopaka,  drugi jest jej. Fajne kociaczki, czyste i ten młodszy jest milusiński, starszy zapomniał już mnie. Mieszkał z nami lecz niestety zapomniał. Jak to z kotkami i sierściuchami jest sierść i się jej nikt nie pozbędzie. Czesanie zwierzaczków częściowo  wyeliminuje wypadanie lecz… tak jak mówię częściowo. Moje pieski mają włosy,  które również znajduję nie tylko na podłodze, a kotki mają sierść. Z przyjemnością pomogłam, myłam wykładzinę pod łóżkiem gdzie kotki się chowają. Nie przeuwałyśmy łóżka, zdjęłyśmy materace. Dywan miał dłuższy włos ale dało się również wyprać. Zapachniało świeżością, a właściwie zapachniało wodą z specjalnym szamponem do mycia dywanów i wykładzin. Córcia była zadowolona z pomocy. Chłopak jej wysłał mi smsa z podziękowaniem.

Przyjemnie jest pomagać.

nie przewidzisz z której strony zawieje

W nocy wiało, padało i grzmiało. Trochę gałęzi tez połamało. Dziś też bardzo ale to bardzo wietrznie. Do 1pm padało lecz wiać nie przestało. Patrząc na czubki drzew, miało się wrażenie, że za chwilę drzewo przełamie się w pół. Nic takiego się nie stało.

MM powinien już zajmowac miejsce w samolocie lecz nic takiego się nie wydarzyło. Wszystkie loty w moja stronę zostały odwołane do jutra rano. Jednym słowem koszmar.

Dogadał się z jakimś podróżnym, który mieszka w sąsiednim county, że wynajmą samochód i będą jechać. Podróż będzie trwc 6-7 godzin, lepsze to niż czekać do jutra co nikt nie daje gwarancji, że pogoda się ustabilizuje i samoloty jutro rano wystartują.

Nic nie ma pewnego, nic nie można przewidzieć.


Nie było tak późno, kiedy MM podjechał pod garaż. Podróż trwała 5 godzin. Mężczyzni podjęli słuszną decyzję. Loty zostały odwołane do piątkowego popłudnia. Najbliższy lot miał się odbyć w piątek o 4pm.

To są uroki pracy na wyjazdach.

Wolny dzień wtorek

Miałam dziś wolny dzień. Dobrze, że wolny bo samopoczucie nie najlepsze. Ogólne osłabienie i w ciągu dnia tak mną telepało, że w mieszkaniu podniosłam temp do 26. Myślałam, że dłonie od zimna mi odpadną. Wczoraj nałożyłam rękawiczki, dziś leżałam owinięta w kocach na kanapie i nie chciało mi się iść na piętro do sypialni gdzie je wczoraj zostawiłam. Przysypiałam kilka razy, przy włączonym TV. Noga ( od chorego kręgosłupa ) zaczęła mi dokuczać, zeszłam na dół do siłowni. Dobrze mieć własną siłownie w domu. Można poćwiczyć w papciach, tak też zrobiłam. 30 minut ćwiczeń znacznie poprawiło kondycję mojej nogi. Tabletek nie przyjmuję lecz…za często daje mi ta noga znać o sobie. Martwię się, czeka mnie długa podróż do DOMU, od momenty wyjścia z jednego do wejścia do drugiego domu jest ponad 24 godzin. Przed wyjazdem muszę odwiedzić mego lekarza. 

Drugi etap diety

 

Miałam 3 dni “żarcia”. Nie to nie było, żadne żarcie, miałam ochotę na placki i inne specjały kulinarne lecz jak przyszło co do czego, to jadłam małe porcje.

Kawa lub herbata z cukrem lub słodzikiem jest za słodka.  Wszystko wydaje mi się za słone. Żoładek się skurczył, smak się zmienił. Oczami zjadłabym dużo, w rzeczywistości dużo, dużo mniej.

 

Od wczoraj, drugi etap.

Dziś owocowy dzień, zaczęłam śniadanie od jabłka. Później zobaczę na co będę miała ochotę.

 

 

Ile jest cukru w cukrze

Nie smakuje mi już kawa z dodatkiem słodzika i cukru. Nie smakuje tylko ze słodzikiem, jest za słodka i nie da się jej pić. Kawa z mleczkiem smakowym i zwykłam, posiada wystarczającą ilość cukru i jest słodziutka.

Smak jednak się zmienił.

Mniejsza ilość cukru dobrze wpłynie na mój system metaboliczny. Nadmierna ilość spożywanego cukru wstrzymuje spalanie tłuszczu. Tak więc, mniej cukru, więcej ruchu i efekty widoczne.

Jestem zadowolona ze swego dotychczasowego osiągnięcia. Nie było łatwo ale należy mi się medal.