Czytelnia i rozmyślania

Bez planów na dzień dzisiejszy zerwałam się przed 8am, musiałam zwieźć pojemniki na dół do ulicy. W pewnej chwili zrezygnowałam z wychodzenia i wróciłam do łóżka, bo śmieci i papierów nie wiele. Położyłam się. Wyrzucając sobie lenistwo i brak odpowiedzialności, ponownie się zwlokłam, w pidżamie i kapciach zwiozłam. Jak już się rozruszałam to powolutku doprowadziłam się do “użytku” łącznie z ułożeniem włosów. Zrobiona na “bustwo” (celowo przez u) przedmuchałam deck i patio z paprochów, które wciąż się sypią z drzew. Miałam nadzieję na kawę na zewnątrz. Pogoda szaro-bura nie zachęciała mnie do wypicia kawy pod parasolką.  Na dodatek zaczęło coś padać, nie deszcz i nie mrzawka, pomiędzy.

Zadzwoniłam do mamy na skype. Rozmowa o wszystkim i niczym a raczej bardziej o jej zdrowiu. Wszyscy wiemy jakie zdrowie, nie najlepsze bo i zależne od pogody. W Polsce pogoda pod psem z budą. U mnie chociaż 20 na + u mamy tylko 5. No nie dziwię się, że ciśnienie skacze,w kościach kręci, głowa boli, brak chęci. Wszyscy w rodzinie znamy jej choroby, jeśli lekarz nie pomaga to jej dzieci na pewno nie pomogą. Jedynie rozmową możemy wspomóc, ale czasami jest męczące. Dziś rozmowa przebiegała dobrze, nawet się śmiała. Nie często, oj nie często moja mamusia się śmiała i śmieje. A życie miała bardzo dobre i nie ma w tej chwili źle, żeby nie choroby wieku starczego, można by było powiedzieć, żyć nie umierać.

Wczoraj oglądałam rosyjskie filmy w oryginale, dziś czytałam książki po angielsku. Robiłam porządki w swoim office, robię je od jakiegoś czasu, postępy widoczne. Wpadła mi do ręki książka Nicholasa Sparks ” The last song ”. Mam chyba wszystkie jego wydania w oryginale. W tłumaczeniu polskim przeczytałam jednym tchem, zachciało mi się w oryginale. Znając fabułę otworzyłam na środku książki i ….zaczęłam czytać. Zaczytana zapomiałam o obiedzie. Po posiłku sprawdzilam co w internecie na znajomych mi blogach, zaczytałam się na jednym. Czytam od początku jego powstania. Zaciekawiła mnie osobowość tej blogerki jak i jej perypetie życiowe. Jest bardzo odważną i energiczną osobą, wcale nie młodą, duchem jak najbardziej. Wprawdzie młodszą odemnie o 9 lat, ale coś mamy wspólnego. ”Pióro” jej jest lekkie i chce się czytać, mimo że są to relacje z życia codziennego a nie lotu na księżyc. Lot na księżyc byłby nudną podróżą bo z okien statku kosmicznego nic po za ciemnością i przelatującymi astroidami,  dostrzec byłoby nie sposób, czy było na prawdę fascynujące? Życie niesie więcej niespodzianek, dobrych i złych.

Wpisów jest baaarrrdzo dużo, bloga prowadzi od 2012 roku, posty zamieszczane są można powiedzieć, każdego dnia, czasami dwa dziennie.

Dlaczego czytam? Pozwala mi spojrzeć na problemy innych osób z innej strony niż oni sami. Szukam innych, moich rozwiązań. Zastanawiam się i analizuję, nad zmianami jakie dokonują w swoim życiu. Nie krytykuję, nie wymądrzam się, każdy z nas ma swoje własne życie do przeżycia. Szukam wskazówek dla siebie, bo nikt nie wie co nas czeka, możliwe że będę potrzebować kiedyś porady, jak postąpić …. od każdego człowieka można się czegoś dowiedzieć i nauczyć, jedynie trzeba umieć i chcieć to zrobić. Trzeba umieć patrzeć i słuchać. Nie wolno być pewnym swoich mądrości, to co dla nas jest mądrością, inni mogą potraktować za bzdurę, nie umiejętność postrzegania innych rozwiązań, nieuctwo i brak wyobraźni.

 


 

Wciąż jestem na diecie i na kolację zrobiłam surówkę z pomidorków i cebuli. 
Córcia zaniepokojona nie znalezieniem mojej location na aplikacji, zadzwoniła z pytaniem gdzie jestem. Jestem w domu, czuję się wyśmienicie i nie wiem jak długo wytrzymam w nicnierobieniu. To jest fascynujące. Odkryłam, że stan nicnierobienia jest na prawdę wspaniały. Nic nie muszę!!! Śpię ile chcę, robię co konieczne, lub nie robię co konieczne, jak długo?  Do poniedziałku😩😩😩. 

Takie bezowocne życie wcale nie jest złe. Z rana wyleguję się, coś tam zjem, poczytam, pooglądam, poleżę na kanapie, ponudzę się i przed sobą pomarudzę. Najważniejsze, nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Backyard niedokończony i chwasty go zarastają, jedyne zielone co rośnie na tej glebie, wcale ale to wcale mnie nie wzrusza. Patrzę na to zielsko i jakbym nie widziała. Frontyard jest ok, też mój wzrok jakby to omijał. Co stało się z moimi planami? Gdzie są moje pragnienia porządku, piękna i kolorów na yardzie. Gdzie jestem ja? Dlaczego już mi to nie spędza snu z powiek? Dlaczego staję się obojętna? 

Jeszcze w ubiegłym roku przenosiłam głazy, budowałam skalniaki, sadziłam kwiatki i bratki, w tym roku oprócz rabatki, nie robię nic. Gałęzie suche walają się po działce a ja przestępuję, jakby to wszystko nie było moje. Nie mam chęci i zapału, ochoty.  Co zmieniło się moim myśleniu? 

Na co czekam?

Planowałam pomalować swój office a układanie dokumentów z kanapy i podłogi idzie mi opornie. Farba, taśma, pędzle, wałki czekają w pogotowiu, jedynie ja nie jestem gotowa. Zajmuję się leniuchowaniem. Jedyne co robię to trzymam porządek w domu, każdy okruszek jest sprzątnięty, plamka wytarta, kurze przetarte.

Nie rozumiem siebie. 

O co mi chodzi? Czy to jest reakcja na moje ogólne zmęczenie? 

Na pytanie co robię, odpowiadam NIC, nikt mi nie wierzy, bo to nie możliwe abym nic nie robiła. Na prawdę NIC nie robię. 

W poniedziałek do pracy, powiem, że dobrze, zaczynam nie lubić dni wolnych. 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s