Mąka, szafka

Zdarza mi się, nie często, ale zdarza się. Nie zasłać łóżka, później przez cały dzień stoi mi w oczach, rozbebeszone. Nie lubię takiej sytuacji, no cóż jak tak robię, tak mam. Spieszyłam się do pracy, pożałowałam kilku minut na posłanie.

Po pracy zajechałam do kilku sklepów z zamiarem kupienia markera z unmarkerem. Chodziłam między półkami, regałami i koszykami, rozmawiając na skype z mamusią. …nie muszę się nigdzie spieszyć, nikt w domu na mnie nie czeka, nie muszę gotować, prać, sprzątać, lekcji odrabiać, nogi sprawne, jeszcze mogę chodzić itp…. włożyłam do koszyka parę drobiazgów i dużyyyyy koniakowy kieliszek. Na mamy pytanie, po co kupuję, odpowiedziałam ….podba mi się i chcę go mieć… nawet ceny nie sprawdzałm. Chcę … to było najważniejsze. Markera  nie było w tym ani drugim sklepie, zamówiłam online.

Niespodziewanie dla mnie, córcia mnie odwiedziła. Posiedziałyśmy, porozmawiałyśmy o wszystkim i niczym. Opowiedziałam jak dla mojej siostrzenicy, mąż wsypał mąki do suszarki.  Po jej włączeniu siostrzenica wyglądała jak młynarz i była strasznie wściekła, ja byłam zbulwersowana, słysząc o takim zdażeniu. Córcia moja nie była zdziwiona, bo to jest teraz trendy. Była rozbawiona.

Rozumiem, można zażartować, ale jak ktoś szykuje się z rana do pracy i każda sekunda jest cenna, to sorry.

W ciągu dnia nie czułam się najlepiej (nogi, kręgosłup), po powrocie ociągałam się ze swoją terapią aż do 10pm. Zmobilizowałam się na godzinę terapii. Spać poszlam po północy.


3:44pm

Ze snu obudziło mnie ciche buczenie telefonu. To nie był sen, raczej majaki. Dom rodzinny, położyłam się na kanapie na parterze. Słońce wpada  przez okno od południa. Jest cieplutko, słonecznie i sennie. Tak było dawno temu. Pokój został okrojony, kosztem korytarza a okno zabudowene tymże korytarzem. Pozostało okno od wschodu. Wszystko inne i inaczej.

Nie wyspana, położyłam się na chwilę, po powrocie z pracy. Po krótkiej nocy, potrzebowałam chwili odpoczynku.

Nastawiłam pranie i obeszłam swoje “pole”. Trzeba zrobić inwentaryzację po 2dniach intesywnego deszczu i wczorajszej mrzawce. Z donic wylałam wodę, kwiaty pływały, oj nie dobrze. Za mało źle, za dużo wody źle. Wiewióry porobiły nowe doły, ogólnie wszystko w normie.

Zajęlam się organizają w moim office, jest większy burdel niż był wcześniej. Przykro patrzeć, podobno jestem porządnicka a swego office do ładu i składu nie potrafię doprowadzić.

 


10:49pm

Nie dokończyłam sprzątania office lecz jest już lepiej. Złozyłam szafke pod drukarkę. Szafka w paczce czekała chyba, ponad rok. Już nie pamietam. Nie miałam ochoty na skręcanie i czekałam na MM. Wypakowałam ponad miesiąc temu z opakowania i tak śrubki, deseczki i inne części szafki, leżały na środku pokoju, czekając. Czekając chyba na trzęsienie ziemi. Wciąż nie miałam ochoty. MM ofiarował swoją pomoc, kiedyś tam, czekałam. Nie jeden weekend przeminął, MM w piątki zajęty do wieczora, soboty do południa, niedziela, kto w niedzielę pracuje?  Jak dziś usłyszał, że skręcam, nie było mu miło. Wytłumaczyłam. Przecież już czas przywykną, że w domu sama wszystko (prawie wszystko) robię. Nie przeszkadza mi to i nie lubię jak mi ktoś przeszkadza w realizacji moich pomysłów.

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s