Deszcz

Od tygodnia pada, silniej, słabiej, zanika na godzinę i znów … leje, pada, siąpi. Kilka dni dpokoju i znów leje. Między jednym deszczem a drugim coś ram dłubię na yardzie Podobno jutro,  też będzie lało. Jest ciepło 25-27C lecz mokro. W nocy błyskało, grzmiało i lało. ​

Polski Dzień Matki

Nie obchodzimy polskiego Dnia Matki ale jakos tak wyszło, że skrzyknęliśmy się do meksykana. Córcia i Ivanen, synuś z Valerią i ja z MM. Było miło i wesoło. Dzieci więcej rozmawiały na tematy służbowe, trójka z nich pracuje w jednej corporacji. Wymieniali się swoimi spostrzeżeniami. Dawali wskazówki co do dalszej pracy.

Żartowaliśmy a i śmiechu było sporo. W niedzielę spotykamy się u nas na grillu, dojedzie Stefania i Onon. Pogoda zapowiada się na weekend ładna, więc grillowanie będzie na decku.

Kucharka na sto fajerek

Na wtorek gotowałam synkowi, dziś córci.

Synuś wracając od lekarza zajechał po wałówkę. Chlebek, słodkie bułeczki, upieczona sztuka mięsa, ziemniaczki i tuszona merchewka. Piekłam i gotowałam w poniedziałek wieczorem oraz we wtorek rano, jeszcze przed wyjściem do pracy. Miał przyjechać i odebrać z rana pod moją nieobecność. Wróciłam z pracy a torba z jedzeniem jak zostawiłam w kuchni na stole tak i stała. Troszkę się poddenerwowałam, że nie pojechał do lekarza. Szybko się wyjaśniło, wizytę u lekarza przełożył na popołudnie. Oczywiście przyjechał po wizycie, z Valerią. Bardzo miła wizyta.

Dziś, tusiłam marchewkę z groszkiem, piekłam kaczkę z jabłuszkami, jutro ugotuję mini ziemniaczki w mundurkach i takie też moja córcie lubi.

Upiekłam też, sobie kaczuszkę z jabłuszkami. Zapach w całym domku lecz za późna pora na schrupanie udka kaczego. Jutro na śniadanko. Jestem na diecie ale… już takiej lekkiej. Z numeru 12-14 noszę 8 to jest już coś. Ten tydzień mam luźniejszy z dietą następny poniedziałak powrót do diety … ostrej.

Spotkanie

Weszłam do sklepu, niedbale ubrana, wpadłam po brakujące mi produkty do obiado-kolacji. Czym zwróciłam uwagę tego mężczyzny? Zimowymi butami w letni dzień? Nie, to normalka, uczesaniem? Nie, włosy spięte. Coś jednak w twarzy, ubraniu, urodzie było, że on jakby czekał na mnie. Idzie w mąją stonę.

– Помогите мне пожалуйста, я ищу желе.

Z czego wnioskował, że znam język rosyjski? Moje niedbałe ubranie w porównaniu z mijanymi kobietami, było jak z żurnala😀.

Pomogłam oczywiście, nie chodziło mu o galaretkę a o żelatynę. Potrzebował o ciasta na przynętę do wędkowania😀.

Mogłam porozmawiać w języku,  który dla mnie zawsze był najpiękniejszą melodią, zachwycałam się i robię to do dziś, alfabetem.

Niby taka mondra nr2

Cały dzień pracowałam na yardzie, instalowałam krawężniki metalowe. Mzyka grała, nie za głośno i nie za cicho. Sprawdziłam z oddali na jaką odległość moja muzyka jest słyszalna. Było OK. Nikomu nie przeszadzałam, oby wszyscy tak postępowali. Rozumiem przecież, że moja muzyka nie musi być miła dla ucha sąsiada. Skakałam, tańczyłam, śpiewałam, a że wkoło mam wysoki płot nikt mnie nie widział moich wygibasów, no może z jednej strony. Sąsiad (murzyn) sporadycznie przebywa w domu. Nie wiem i nigdy nie wnikałam, pracuje na wyjazdach czy ….Jeszcze przed postawieniem płotu, często z nim rozmawiałam, miły, za miły. Nie spodobała mi się jego dziwna uprzejmość. Czasami jak przebywa w domu, na yardzie krzyknie słowo powitalne w moją stronę.

W pewnym momencie wyczułam wzrok na swojej osobie, nie jest to odległość, żeby ręką sięgnąć. Wstrzymałam się w swoich tanecznych obrotach z młotkiem w ręku, spojrzałam w stronę z której byłam ściągana wzrokiem. Dreszcz strachu przeszedł przez moje ciało. Siedziało tam dwóch czarnych, który sąsiad a który nie, z daleka trudno było rozróżnić. Krzyknął słowo powitalne i pomachali ręką na powitanie. Zignorowałam. Już nie byłam taka rozbawiona, skupiłam się na pracy. Starałam się chować za gałężmi liści. Obserwowali, czułam, czułam ich wzrok.  Wcześniej niż planowałam, zakończyłam prace polowe. Później usiadłam na kanapie pod parasolką, słuchałam muzyki. Byłam wciąż obserwowana kiedy tylko wstawałam z kanapy.

No ile metrów?  200-300, trudno powiedzieć z dokładnością. Z oddali wiadomo, że mężczyżni siedzą, czarni ale rysów twarzy nie rozróżnisz – za daleko. Drzewa, liście i odległość zacierała ostrość.

Ostatecznie zdecydowałam schować się w domu. Może siebie napędziłam, ale zaczęłam się bać, nie wiem czego, ale bałam się. Zawsze powtarzm sobie i innym, że jak zabiją to małe piwo, ale jeśli skaleczą, to dramat dla siebie i innych.

W pewnym momencie pieski skoczyły do drzwi ze strasznym jazgotem. Myślałam, że ze strachu umrę. Mimo później godziny zadzwoniłam do MM. Opowiedziałam swoje obawy, prosił abym wzięła pieski do sypialni.

Pożniej wysłałam do córci e-maila, z loginem do iphona. Bardzo rzadko blokuję komórkę, tym razem, zabiją komórkę zabiorą a tam wszystkie numery tel, adresy i inne wiadomości, które nie powinny wpaść w obce ręce. Usnęłam. Budziłam się kilka razy. Zapalałam i gasiłam światło.

Po7am MM zadzwonił, w tym momencie dziwne stukanie do drzwi. Serce uciekło w stopy. Pieski skoczyły do frontowych drzwi ze szczekaniem ale i od razu przestały hałasować. Mając MM na linij spytałam kto. Maaaamaaaa!!! Moja córcia przyjechała sprawdzić, czy żyję.

Niby taka mondra😀

Celowo z błędem ortograficznym. Pisałam posta, pisałam…ponieważ, czasami piszę z tak zwanego doskoku. Napiszę zdanie lub kilka (na iphonie), zapisuję i po kilku godzinach ponownie. Dopiero wieczorem lub na drugi dzień publikuję. Tylko ten…nie opublikował się i jestem zła na siebie, bo to zdarzenie warte jest zapamiętania. Ot kliknęłam, gdzieś, w coś, post poleciał w kosmos.  Opiszę któregoś dnia, wrócę pamięcią. 

Nie wolno, może to ja nie powinnam, robić kilka rzeczy naraz. 

Środowe plany

Zamiast spać do południa, przebudziłam się po 5am. Próbowałam zasnąć, podrzemać chociaż, nic nie wyszło. Kawcia, kanapeczka, jedzonko pieskom. Wyszłam na zewnątrz, za wcześnie na prace i hałasowanie, odczekałam do 9am. Zaszalałam, normalnie zaszalałam, jeszcze godzinka no dwie i metale byłyby zrobione. Krawężniki metalowe oczywiście. Musiałam przewalać olbrzymie i ciężkie, bardzooo ciężkie płyty kamienne. Nie, nie podnosiłam, wszystko sposobem, tego nauczył mnie Tatuś. MM niedowierza, że sama, do położenia potrzeba było 3 facetów, ale oni wszystko brali na siłę, trzeba trochę ruszyć głową i użyć mózgu. No nie każdy miał takiego Tatusia jak ja. Swoje dzieci również uczyłam, pracować z głową.

Teraz lampka Port California i głośna muzyka. Pogoda piękkknnnaaa, tylko na decku.

Nie lubię kiedy czarny sąsiad jest w domu. Nie bywa czesto ale wydaje mi się że mnie obserwuje. Kiedy pieski podniosły alarm po 10:30 zdenerwowalam sie i zadzwoniłam do MM. Wiem że późno ale bałam się i nie wiem ale czegoś się obawiam. Zabiorę pieski do sypialni na dzisiejszą noc.

Już leżę w łóżku. Zima wciąż gdzieś biega.

Umęczona

Leniwe wstawanie, przeciąganie się, niechęć do pracy. Ostatecznie mobilizacja i wyjście na “pole”. Obeszłam włości, nie wiadomo w co ręce włożyć. Po sobotnim obcinaniu gałęzi przez specjalistyczną firmę, na ziemi pozostało wiele małych gałązek. Nie było porządku przed ale po, powstał większy bałagan. W końcu wyciągnęłam kosiarkę. Zcięłam trawę na dwóch trawnikach, na zboczach nie kosiłam lecz jeździłam rozdrabniając wielkie liście magnolii. Kosiłam pozostałe liście po żonkilach, mizerne wschodzące inne kwiatki, nazwy nie pamiętach a które uroku żadnego nie dawały. Zbocze wysokie i wciągając kosiarkę strasznie, ale to strasznie się umordowałam. Po zakończeniu prac na lewj stronie, stojąc przodem do domu od ulicy, stwierdziłam,  że trzeba coś zrobić z prawą stroną “pola”. W tym lesie po prawej stronie to dopiero robota.

Naturalne “piękno” przyrody! No cóż można zrobić w lesie? Zaczęłam z brzegu na wprost garażu. Popieliłam troszeczkę, między małpią trawą rosły chwasty. Czym dalej w las tym więcej drzew. Popiłowałam konary i paletę, składowisko i obietnica MM. Popiłuję…słyszałam od kilku miesięcy. Nie popiłował, niby kiedy? Wygięłam całkowicie jedną piłkę na konarze, drugą tylko troszkę, piłowałam elektryczną piłą. Drewno popakowałam do pojemnika na śmieci oraz wielkiego czarnego plastikowego wora. Pojemniki na śmieci są bardzo duże i na kółkach.

Weszłam dalej w las i zaczęłam dmuchać liście. Z liści zrobiłam kopczyk na długość działki. Liście z wierzchu suche, pod spodem mokre. Myślałam, że nie skończę tej pracy. Chwilam chciałam to wszystko rzucić. Po godzinie 7pm skończyłam. Rozłożyłam krzesło sportowe w garażu, wyjęłam z lodówki piwo i z jedną przerwą w piciu, całą zawartość butelki wlałam w siebie. Poczułam się jak, prawdziwy robol. Taki brudny, spocony, zmęczony.

Po prysznicu wypiłam jeszcze dwa piwa i dużoooo wody. Uczucie satysfakcji to jedno a drugie, gotówkę jaką miałam przeznaczyć na firmę ogrodową, zatrzymałam w swojej kieszeni.  Fakt gdyby ktoś chciał zarobić, ale nikt nie chce pracować, brać kasę jak najbardziej, chętnych szukać nie trzeba by było.

Przysłowie: kasa wzbogaca, sprawdziła się, w tym przypadku😀

Pamięć

Leżąc w łóżeczku jak zwykle poczytałam news z kraju i ze świata lub odwrotnie świata i z kraju. Lokalnie: pochmurnie ale cieplutko, niektóre ulice zamknięte i omijać, powalone drzewa zablokowały przejazd, główna autostrada łącząca NY z Florydą wciąż w naprawie po spaleniu i zawaleniu się, możliwe że pod koniec maja oddana zostanie do użytku.

Cynamon czyni cuda!!! No to jeszcze w pidżamie pobiegłam pisypać kwiatki i krzaczki. Sypie na ziemię i kwiatuszki. Po skończeniu zorientowałam się, że ten zapach mnie nie drażni i nie jestem nerwowa, a powinnam. Czytam, napisy na buteleczce duże, okular nie potrzebuję jeszcze taka ślepa to nie jestem. Cloves, no oczywiście goździki. Wzięłam cynamon do ręki i poszłam na swoje”pole” ponownie. Posypując, tym razem odwracałam głowę.

Teraz mam mieszankę na krzakach i kwiatach, goździkowo-cynamonową. Może zapach cynamonu odstraszy wiewióry?  Byłoby dobrze. Może zapach goździków je przywoła, byłoby nie dobrze!

Więcej czasu, wolny cały tydzień, mam czas na zaparzenie kawy w rondelku. Co za zapach ahhhh, co za smak ahhhh. Nie zawsze jest czas delektować się, jeśli trzeba do pracy. Do pracy! Praca nie tylko daje pieniążki, wyjście z domu, styczność z ludźmi, wymiana zdań na tematy nawet te nieważne jest ważne.

Byłam z MM w biurze projektowym kuchnie. Całkiem inne spojrzenie, tym razem zajmuje się nami młoda kobietka. Potrafi podpowiedzieć i poradzić, co bardzie funkcjonalne. Oczywiście wiem co mi jest potrzebne i to również zmieniamy w komp, ale są kwestie całkowicie mi w tej chwili obojętne, więc ona służy pomocą i podpowiada najlepsze rozwiązanie. Poprzednio w HomeDepot – facet, bez żadnych podpowiedzi, co chcę i jak chcę to zmieniał lub nie, jemu było obojętne nie jego kuchnia i ja z nią będę się turlać, chodziło jedynie o zainkasowanie kasy, a cena z kosmosu, jedynie szafki bez kosmetyki (malowania, układania kafelek, zmiany instalacji gazowej, wodociągowej i elktrycznej.) W tym office mamy dokładnie wyliczone ze wszystkim – gotowym do przyjęcia wszelkich robót, połowa ceny. Zdecydwaliśmy się. MM umawia się na termin robót, kiedy to będę nieobecna w domu, wrzesień. To mi odpowiada. Wyjeżdzam stara kuchnia, wracam tatammmmm, nowa kuchnia. 😀😀😀. Jeszcze odbędną się spotkania i uzgadniania, lecz na ten moment, wiemy na czym stoimy. Nie musimy brać innej ekipy do malowania, kafelek (a tak swoje obecne kafelki lubię, trzeba poszukać w internecie, może ktoś takie ma) itd. Jesteśmy zadowolenia z obługi i ceny. Jeśli coś wybierzemy droższego ( the lux) to i cena podskoczy, zdajemy sprawę, rozumiemy.

Dziś mam Mother’s Day – ogólnie

Obchodzimy w niedzielę, ja dzisiaj. Idę robić się na “bustwo”😀😀😀😩

Chciałam zrobić zdjęcie przed wyjściem ale…tylko zmarszczki najlepiej się uwidaczniają na zdjęciu reszta urody blaknie przy nich. Ech😢😢😢😢 No takie to są urody ludzi + ileś tam. Kiedyś myślałam, że mam zmarszczki, teraz to na pewno mam, nie muszę ich szukać z lusterkiem powiększającym, jak to dawno temu było. Mam to mam.

Nałożyłam sukienkę , która dość długo wisiała i czekała na okazję, mam takich rzeczy z metkami jeszcze dość sporo😀. Jak na mamuśkę dorosłych dzieci,  wyglądałam nie dość ale naprawdę superowsko. Byłam już po dwóch alkoholowych drinkach. Wciąż przestrzegam diety, może nie tak restrykcyjnie jak na początku stosowania diety. Dwa drinki zadziałały, chociaż nie potrzebuję wspomagacza aby być szczęśliwą, moja buzia zawsze się śmieje. Podchodzi do mego stolika kobieta, podchodzi do mnie, wiem że nie jest kelnerką bo mamy kelnera, wstaję i mówię do niej …. znam ciebie, ja ciebie znam… ona na to …jestem twoim lekarzem… o mój Boże …odpowiadam i biorę ją w objęcia. Całuję ją w policzek, ona składa mi życzenia z okazji dnia matki. Odwzajemniam życzenia. Ona była szczęśliwa ja również. Odeszła. Moje dzieci i mąż patrzą na mnie w oczekiwaniu wyjaśnienia, kim była kobieta. Moja ginekolog. MM skwitował – dobrych i szczęśliwych ludzi wszyscy pamiętają. Odchodząc podeszłam do jej stolika życząc miłego dnia. To była naprawdę niespodziewana niespodzianka, no bo jakie mogą być niespodzianki?  Czy w Polsce jest możliwym, aby lekarz podszedł do pacjenta i składał jemu życzenia? Szybciej śmierci można się spodziewać.

Byłam nauczycielem akademickim, nigdy się nie stawiałam. Dwóm studentkom załatwiłam pracę. Na ulicy i w sklepie podchodzili studenci do mnie z … dzień dobry  pani profesor, czy pani mnie pamięta?… niestety nie pamiętałam, żeby to była jedna klasa to możliwym, że 30 osób bym zapamiętała lecz więcej, z młodszych i starszych roczników, niestety, odpowiadałam…oczywiście, że pamiętam, co u ciebie, jak dajesz sobie radę…. Wiem, wiem, że to nie fair, lecz co można uczynić aby człowieka nie urazić, tym bardziej że darzy ciebie jakimś uczuciem, pamięta i chce być pamiętanym. Trudna sytuacja. Teraz po latach twarze moich studentów całkowicie się zatarły, z iminia niektórych pamiętam, z nazwiska jednego szczególnie. Nie da się zapomnieć, kiedy ci na wykładach zjada kanapkę wraz z folią w którą mama zawinęła, trzeba było wzywać pogotowie ratunkowe.

Dzisiejsza sytuacja dała mi  bardzo dużo do myślenia. Ludzie mnie pamiętają bo chcą pamiętać, a to bardzo miłe. Dzieki im za to i wielkie ukłony w ich stronę.

Córcia powiedziała…..

Opowiedziałam mojej córci, o piesku bohaterze. Ostudzila moje emocje i miała racje. Zima nie zostawiłaby zdobyczy, wciągnęlaby do domu, w najgorszym razie taras. Względnie nie opuściłaby i nie odeszła. Nie rozszarpałaby brzucha, jedynie by się pobawiła a nie otwierala brzyszysko. Możliwe że sokół niósł wysoko i upuścił, możliwe że sąsiad któryś podrzócił. Późną jesienią znalazłam przecież dwie martwe wiewiórki na moim yardzie. Psy wtedy omijały te dwa trupy z daleka. Jeśli sąsiad, to i bez takiego prezentu wiem że kanalie a nie sąsiedzi. Również….Zima nie była ubrudzona bo … gdyby grzebała we wnętrznościach, pysk nie byłby czysty. No i nie mam w domu bohatera.

Moja córcia zrobila mi ogromną niespodziankę. Zadzwoniła i powiedziała, że zaspała i dopiero jedzie do biura a do mnie …. i tutaj była cisza. O Boże, pomyślałam. Dam sobie radę ale …. pomyślałam ja to ja ale do biura zaspała, to nie dobrze. Za chwilę chichocze mi w słuchawkę, wyglądam przez okno a ona niedobra cóecia wysiada z samochodu. Napracowałyśmy się niesamowicie ale jak to znami, musimy porozmawiać. Dzisiejszym tematem była moja starsza siostra. Moja siostrunia jest specyficzna, taka dama przez duże Ą i Ę. Najważniejsze ona nie gra ona taka jest. Dama całą gębą jak to mówią. Tylko żeby nie zgrywała się ta dama na nastolatkę, po prostu nie pasuje, nie pasuje nakładać kurteczki która trzeszczy w szwach. Przecież można kupić o numer większą i nie narażać się na śmieszność. Tłumaczenia nie pomagają. Córka mojej siostry już nie zwraca uwagi, widocznie się przyzwyczaiła.

Wymęczona, strasznie wymęczona, podlałam kwiatki i krzaczki i….wymyłam samochód. Tak jakoś wyszło. Jutro ani ręką ani nogą nie będę mogła ruszyć. Z tym samochodem jakoś tak wyszło no i te długie metale zabrałam z pod garażu. Teraz pojechać po MM i …mogę leżeć.

Łowca

Dziś był upalny dzień. Po powrocie z pracy nie miałam ochoty na prace na yardzie, za gorąco i za późno. Siostra starsza już w Polsce, więc wiadomo, porozmawia na skype bo w Polsce. Jak jest w NY to rozmawiamy 2-3 razy na 6-7mcy. Zajęta i nie ma warunków, jak ona może to ja w pracy. Dziś udało się mimo późnej godziny, po północy w Polsce.

Wyszłam na back yard obejrzeć kwiatuszki i krzewy. Wczoaj obficie podlałam, darowałam sobie to zajęcie w dniu dziejszym. Podchodąc bliżej karmnika dla ptaków, poczułam smród. Pierwsza moja myśl, od sąsiadów ma kurki. Muszę coś z tym zrobić.  No tak lecz smród za intensywny i “ferma” sąsiada jest za daleko. Słychać gdakanie ale nigdy nie było zapachu. Przechodząc bliżej karmnika coś  na zboczu wzniesienia zauważyłam. Wiewiórka? Nieżywa? Weszłam na wzniesienie, a jakże, wiewiórka. Dość dziwne. Założyłam okulary aby bez dotykania sprawdzić obrażenia jakie to zwierze doznało. Brzuch trochę otwarty. W pobliżu nie zauważyłam sępów i sokoła.

W poniedziałek z rana jeszcze przed pracą, zauważyłam wiewiórę na yardzie. Krzyknęłam do piesków go, go, go!!! One wiedzą co znaczy, łapać wiewióry. Amber leniwa wyskoczyła ale stanęła na decku i ani myślała biec dalej. Zima jak wichura, już zębami trzymała za ogon wiewiórę. Niestety wyślizgnęła się, podobno złapała za futro na ogonie. Widziałam to i aż pisnęłam, że Zima złapała. Nie złapała.

Wczoraj pracowałam na yardzie. Sprzątałam, rozsypywałam kamyczki itd. trupa nie było.

Dziś śmierdzący trup z obrażeniami. Myślę, że Zima w końcu dopadła.

O jedną wiewiórę mniej.

Dawno temu

To było bardzo, bardzo dawno. No oczywiście kiedyś miałam 21 lat. Moja koleżanka ze szkoły średniej wyszła za mąż bardzo wcześnie. W wieku 21 lat miała 2 dzieci i była wdową. Mąż jej upadł na chodniku, pomoc przyszła zbyt późno. W wieku 25 lat zmarł na zawał.

Nigdy nie jest za wcześnie na śmierć.

Nigdy też nie jest za późno.

Pogotowie ratunkowe

Wstałam jak to w wolny dzień, dość wcześnie. Łóżeczko zasłałam, włoski ułożyłam i zeszłam na parter do piesków, na śniadanko i kawcie. Pojechałam do sklepu. Kupiłam 25 metalowych krawężników i specjalnych metalowych blaszek mocujących oraz drobnych rzeczy. Kwiatków nie kupowałam bo za drogie i nie trzeba zajmować się sadzeniem kiedy mam poprawiać z jednej strony a z drugiej robić krawężnik.

Kiedy pracownik sklepu pakował metal do samochodu, zadzwonił syn. Bardzo źle się czuł, ból głowy, klatki piersiowej i pleców. Powiedziałam aby podszedł do departamentu apteki to zmierzą ciśnienie krwi. Miał 150/91 podali mu dwie tabletki do ssania.

Wróciłam do domu i powolutku szykowałam się do prac “polowych”. Syn zadzwonił z pytaniem o numer tel do lekarki rodzinnej. Jadąc do niej, zadzwonił, kazali jechać na pogotowie. Zajechał do mnie. Szybko przebrałam się, kiedy on leżał na kanapie.

Nie wiem skąd wzięłam siły, w sekundę wypakowałam ciężkie długie metale. Szybko dojechaliśmy na pogotowie. Wysadziłam jego przed drzwiami, pojechałam zaparkować. Nigdzie wolnego miejsca, parking objechałam dwa razy. Podjechałam do budki przy wyjeździe z parkingu. Poprosiłam o pomoc, …syn na emergancy potrzebuję zaparkować… za mną ustawił się już samochód do wyjazdu, też krążył w poszukiwaniu wolnego miejsca. Pracownik z budki wyszedł, kazał kierowcy z samochodu za mną wycofać. Kazał mi wycofać i tyłem zaparkować tam gdzie nie wolno parkować.

W tym czasie synowi zrobili ekg i inne badania. Za chwilę zrobili wywiad i zostaliśmy skierowani do pokoju lekarskiego. Sekunda i pielęgniarka była przy nas. Sprawdziła dane syna 9imię nazwisko dokładną datę urodzenia). Znów popodłączała kable na całą klatkę piersiową, plec, pobrała wiadro krwi zostawiła wenflon. Krew z niektórych ampułek nakrapiała na specjalną wkładkę, podobną do karty pamieci aparatu fotograficznego, wkładała przy nas do specjalnego maciutkiego urządzenia i odczytywała to komputerze, inne ampułki zabrała ze sobą. Po powrocie sprawdzała dane syna (robiła to każdorazowo kiedy opuszczała pokój i powracała) sprawdzała prawidłowość podłączeń do monitora który pipkał, pytała o samopoczucie, badała. Lekarz przyszedł w jakimś odstępie czasu, do 10 min. Badał, pytał i badał. Nic stwierdzić nie mógł bo czekał na wyniki. Stetoskopem nic nie wysłuchał. Pielęgniarka dała dwa zastrzyki dożylne. Czekaliśmy na wyniki. Później zabrali syna z pokoju na inne badania. Zostałam sama. Po głowie mi latało…stan przedzawałowy… nie nie dobrze, oj nie dobrze, chociaż lekarz ani pielęgniarka, nie wypowiadali się w tym kierunku. Po przywiezieniu syna z badań, syn usnął na tym niewygodnym/wygodnym łóżku  szpitalnym na kółkach. Powiem, że sprzęt medyczny w ameryce jest wysokiej klasy. Córcia kazała mi sprawdzać czy aby jej brat oddycha, był podłączony do głównego monitora i gdyby coś się stało, w ułamku sekundy byli by przy nim (pielegniarka wyjaśniła),  MM zmartwiony. Dziewczyna syna również. Co ja mogłam powiedzieć, widząc jego w takim stanie. Widziałam też jak szło na poprawę. W końcu przyszedł lekarz z dobrymi wiadomościami, nie ma stanu przedzawałowego i zawałowego, unikać stresu, zgłosić się do lekarza rodzinnego z wypisem, podjąć leczenie jeśli to bedzie niezbęde, na tą chwile 141/98 jest słabe ok. Stres odejdzie unormuje się ciśnienie krwi i uspokoi się ból w klatce piersiowej. Płuca, serce, nerki i większość organów jakie mogli sprawdzić jest w dobrej kondycji. Nie ma powodu do zmartwień. Spokojny rytm życia.

To ja jako mama wiem, mój syn zawsze był nadpobudliwy, jednocześnie był wybitny. W latach 80tych i tych późnych 80tych nie było możliwości badania nadpobudliwości, braku skupienia. Widziałam że jest coś nie tak, pracowałam nad synkiem, każdego dnia. Uspokajałam a klocki Lego były jego jedyną zabawą. Chciałam jego oddać do podstawówki wczesniej o rok, przeszedł wszystkie psychologiczne badania perfekcyjnie, zakwalifikował się bez mrugnięcia oka na rozpoczęcie roku szkolnego z uczniami o rok starszymi. Wstrzymałam się, moim zdaniem to nie był dobry pomysł, mimo że syn psychicznie był gotowy. Dziś on mi mówi, on sam mi mówi, że chyba maiał i ma ADHD, że czasami ma problem ze skupieniem się nad czymś, że i że… ale ja to wiedziałam i wiem, to dlatego podawałam mu waleriankę na noc bo tabletki jakie pediatra przypisywała były za silne. Pracowałam nad nim całe życie, przestałam kiedy się wyprowadził. On chce ciągle udowodnić sobie, że jest dobry w pracy na studiach i we wszystkim co robi. On jest dobry ja wiem, moja córcia też wie ale, on musi sobie udowadniać. Może i miał, czy też ma to diabelstwo pod sktótem ADHD ale w tamtych latach lekarze nie umieli tego sprecyzowć. Teraz? Teraz jest stres, a przecież zdał egzaminy końcowe na B+ mając stresującą pracę.

Wróciliśmy do mnie do domu. Odjechał. Byłam spokojna, dojedzie. Obiecał, że jak dojedzie do siebie wyśle smsa, nie wysłał. Zapewne poszedł spać, był wykończony całym dzisiejszym dniem.

On wie, że musi iść teraz do rodzinnego lekarza, po pomoc.

Jeju jak mi jest smutno, nie mogę synkowi pomóc, mimo że pomagam. Córcia się martwi, pyta czy dojechał do domu, tylko skąd ja mogę wiedzieć. Nie dzwonię, jeśli śpi to i tak nie odbierze, telefon ma wyłączony volume. Żyje bo policja u progu mego domu nie stoi.

Córcia mnie skrzyczała. Dlaczego nie zadzwoniłam na 911 a sama powiozłam jego na pogotowie. Ot durny zwyczaj, że to będzie szybciej. Nie było korków, miałam szczęście. Mieliśmy szczęście, że to nie zawał. Miałam szczęście, że pozwolono mi zaparkować na miejscu nieparkowym. Miałam szczęście, że synuś lepiej się czuje, bo nie dzwoni. Oby przespał noc w ciszy i spokoju.

A ja? Dla odstresowania nalałam coś alkoholowego do kieliszka. Bo mi płakać się chce.

To był bardzo stresujący dzień.

Kanapowiec

Tak jak zaplanowałam. Po pracy wpadłam jeszcze na yard. Obejrzałam sobotnie i wczorajsze nasadzenia. Lilia różowa paaachnie przecudnie. Wiewiórka zrobiła trochę dołów. Ogólnie wszystko się pięknie zieleni i kwitnie. Posdziłam dwa krzewy i trzy zostały na jutro. Dwa bukszpany pójdą na front przed murek. Krzew o ciemno bordowych listeczkach posadzę pomiędzy dwa inne po drugiej stronie front yardu.

Poprawiałam krawężnik. Niedokończona dróżka to i krawężnik mi się zepsuł. Montuję metalowe długie listwy aby kamienne krawężniki miały stabilne oparcie, plastikowe są za delikatne. Wyliczyłam że potrzebuję 25 szt aby wszystko dokończyć i 50 specjalnych mocowań do listw. Przy okazji dokupię jutro kwiatuszków🙃.

Wymęczona położyłam się na kanapie przed tv. Program o łączeniu rodzin mnie wciągnął, przy jednej historii uroniłam łzę a inna mnie uśpiła. Po przebudzeniu nie chciało mi się przenosić do sypialni lecz wizja “połamany kości” jutro z rana, szybko postawiła mnie na nogi.

Czas spać,  jutro pracowity dzień.

Niedzielne bułeczki

 Przed południem pojechaliśmy po kilka krzewów i kwiatów – zabrakło.
Kupiłam cudnie pachnącą i wyglądająco różową lilję.
W dużej donicy mam białe. Jeszcze nie kwitną, za miesiąc, będzie i zapach i kwiecie. Mimo niedzielki, wszystkie kwiatki posadziłam do gruntu. Różowiutka lilia będzie rosła w donicy.
Obrysowałam również miejsce na drugi krawężnik mojej dróżki.
Jutro po pracy czeka mnie robota. Wiem, że nie wolno mi podnosić ciężkich jamieni, nie będę podnosić. Nie chcę nadwyrężyć kręgosłupa. Jeśli czuję się dobrze, nie wolno mi tego zepsuć.
Bułeczki upiekłam, zawiozę jutro synowi, kilka zostawię sobie.

Ogrodnictwo

k.kwiat13ak.kwiat12ak.kwiat11a

Umówiona firma ogrodowa nie przyjechała. Mieliśmy uzgodnić warunki pracy i płacy. Czy to pierwsza firma chce się nachapać i się nie narobić? Nie. Facet od dokończenia mojej dróżki oraz krawężnika tylko z jednej strony, rozsypania kory i ułożenia i rozsypania kamieni, zaśpiewał 4tys$. Chory. Kilka dni pracy, moje materiały i w większości moje narzędzia, on chce za samą robociznę 4tysie. To praca dla 3 facetów na 3 dni. Dzień liczę 6-7godzin. 7hx3dni=21h x3os= 33h

4000:33h = 121,21$/h

Nieźle sobie wykombinował.

Jestem kobietką i krawężnik ułożyłam w ciągu jednego dnia, w przerwach piekłam kajzerki. Facet ma więcej siły i jeśli tym się na co dzień zajmuje nie potrzebuje myśleć jak, gdzie i co.

Będę kończyć sama backyard.

Ci co dziś mieli przyjechać mieli być od front yardu. Wychodzi na to, że i na froncie sama będę musiała posprzątać, do cięższych prac weźmiemy robotników ze stójki. 2 facetów na kilka godzin 20$/h. Zawsze to taniej.

Dziś kupiłam kwiatuszków i krzewów. W miejsce wymarzłych krzewów już posadziłam nowe.

Pozbierałam gałązki z jednej strony front yardu. Podmuchałam po wichurze i nadałam trochę wyglądu ale tylko z jednej strony. Za duża działka, żeby zrobić w ciągu kilku godzin. Oczywiście robiłam przerwy na kawkę.

Ostatecznie, wymordowałam się. Po prysznicu MM bardzo nieśmiało zaproponował zamówienie pizzy. Po zastanowieniu przystałam na propozycję. Miałam ochotę na piwo, ale tak na sucho pić nie bardzo wypadało. To była wspaniała decyzja. Wypiłam dwa piwa i zjadłam calutką małą pizzę. Smakowała wyśmienicie, dodatkowo zamówiłam ananas. Super, super i jeszcze raz super.

Grubasek

Już jestem zmęczona, zdziwienia nie powinno być. Dochodzi północ a ja wciąż na chodzie. Nie wiem co mnie podkusiło z chlebem na zakwasie. W piątek mam 3 dni przerwy w diecie, może to mnie zmobilizowało. 

Wróciłam po 4 pm, szybciutko postawiłam ciasto chlebowe do rośnięcia. Rosło prawie 6 godzin, długo. Między czasie, upiekłam bułeczki mleczne z różanym dżemem, usmażyłam kotlety mielone. 

Niczego nie tknęłam, nic nie spobowałam, chociaż zapachy w kuchni kusiły bardzo bardzo. 

Usnęłam przed 1am

____________

Miałam trochę trudności z wstawaniem, mimo że helikopter latał nie daleko robiąc niemiłosieny hałas, drzemałam, drzemałam…

Pękła miejska rura wodociągowa i zapadła się jezdnia, powstało jeziorko, zamknęli pewien odcinek  jezdni. Wczoraj robiąc bułeczki, nie mogłam się nadziwić, że helikopter prawie wisi nad moim domem, nowa droga powietrzna? 

Nagrywali lokalne wiadomości. 

Po powrocie z pracy, brak chęci, brak chęci, brak chęci….

Na nic nie mam ochoty a myśli krążą wokół MM. Znów jego kolacje są obfite, znów mi powie że schudł, a przecież utył. Powie że może nie schudł ale i nie przytył. A ja widzę jego pasek od spodni pod  brzuchem i co raz niżej. Nie przyjmuje do wiadomości. Rozmowa nic nie dała. Co raz częściej denerwuje się jak musi się schylić, dwa brzuchy to nie jeden. 

Nie wiem, po prostu nie wiem jak wytłumaczyć. Jak zmusić aby stanął na wagę. Praca siedząca, brak ćwiczeń, jedzenie kolacji ( pochłanuanie kolacji), podjadanie orzeszków, rodzynek, ciasteczek. 

Muszę to zrobić bo w bardzo krótkim czasie mogę zostać sama. Pierwsza rozmowa działała tylko przez weekend. Nie chcę być żandarmem w weekend, na wyjeździe sobie odbija, chcę żeby zrozumiał, że to igranie ze zdrowiem. 

130kg to już nie zabawa. Że wysoki ok, ale i 2 brzuchy, o jeden za dużo.

_____________

Czasami zastanawiałam się o czym rozmawiają kobiety przez tel, a sama wiszę na tel z córcią 3h a z mamusią tyle samo. Rozmowa o wszystkim, dużo śmiechu, codziennych zdażeń i wspomnień.

Decyzje

Przepiękny dziś dzień. Słoneczko świeci lecz nie parzy. Od rana zajęłam się sobą, włoski ułożyłam, makijaż i paznokcie pomalowałam. Patrząc w lustro nie chcę się wstydzić swego wyglądu. Nic nie planowałam, wyjścia, wyjazdu, nawet prac ogrodowych. Chcę ładnie wyglądać dla siebie, cieszyć się swoim widokiem zanim jeszcze mogę.

Przez okno spojrzałam na front yard i zdecydowałam zadzwonić do firmy ogrodowej. Skosić i dopatrzyć trawników, korę i igły rozsypać, podciąć krzewy, posprzątać i zrobić ogólny porządek.  Czekam na szacunkową wycenę.

Mam dość, mam dość zajmowania się ciężkimi pracami i jeśli chcę pożyć dłużej i bez cierpienia, tym bardziej nie powinnam tego robić. Do mnie mają należeć kwiatki, przesadzanie, sadzenie i podlewanie.

Back yard… to zaraz obrośnie w historię. MM poszukuje firmy która dokończy moje dzieło. Na razie to tylko obiecanki lecz żadnej wyceny nikt nam nie przedstawił. Pozostało niewiele do zrobienia, ja tego robić już nie mam zamiaru. Uzbroiłam się w cierpliwość i czekam.

Zadzwoniła córcia z zapytaniem, czy możemy podjechać do Costko (potrzebna karta wejściowa). Z i Ivanem zrobili większe zakupy. Wróciłam do domku.

Firma była pod moją nieobecność, podobno oszacowała to i owo. Umówiłyśmy się na sobotę rano. Niestety nie przyjechała. Za dużo pracy, lenie i to wszystko.

Prezent

Najpierw przeszukałam internet. Teraz wiem, że do jubilerów już iść nie muszę. Prześliczne bransolety, które sama bym nałożyła oscylują w cenach 10k$-w zwyż. Na polskich stronach podobnie w zł. Tutaj nie chodzi o to mam czy nie mam takich pieniędzy. Nie kupię tak wartościowego prezentu. Po pierwsze, takie pieniądze otrzymane w gotówce byłyby przeznaczone na inny pilniejszy cel niż bransoleta, która by leżała w szufladzie. Za 1k& nie ma sensu wogóle kupować, brzydkie, tandetne, odpustowe, szuflady szkoda. Młodsza siostra kończy 60tkę, a więc prwien etap swego życia będzie miała za sobą, emerytura tuż, tuż, nawet nie będzie miała gdzie nałożyć bransolety za 500zł co mówić droższej. Inwestycja? Nie mnie inwestować w siostrę, ona na pewno już ma poczynione jakieś inwestycje finansowe.

Dobry pomysł miała moja córcia z prezentem, nie do zrealizowania.

Czekam na rozjaśnienie umysłu w sprawie prezentu. W najgorszym przypadku, kwiaty i koperta. Gotówka się przyda, wyjedzie na wczasy, opłaci pielęgniarkę po operacji, spłaci ratę kredytu lub … wyda na co będzie chciała.

Wiem, że opłacę cały rachunek w restauracji. MM zaproponował. Piękny gest z MM strony.

Kwestia prezentu wciąż otwarta.