Deszcz

Od tygodnia pada, silniej, słabiej, zanika na godzinę i znów … leje, pada, siąpi. Kilka dni dpokoju i znów leje. Między jednym deszczem a drugim coś ram dłubię na yardzie Podobno jutro,  też będzie lało. Jest ciepło 25-27C lecz mokro. W nocy błyskało, grzmiało i lało. ​

Polski Dzień Matki

Nie obchodzimy polskiego Dnia Matki ale jakos tak wyszło, że skrzyknęliśmy się do meksykana. Córcia i Ivanen, synuś z Valerią i ja z MM. Było miło i wesoło. Dzieci więcej rozmawiały na tematy służbowe, trójka z nich pracuje w jednej corporacji. Wymieniali się swoimi spostrzeżeniami. Dawali wskazówki co do dalszej pracy.

Żartowaliśmy a i śmiechu było sporo. W niedzielę spotykamy się u nas na grillu, dojedzie Stefania i Onon. Pogoda zapowiada się na weekend ładna, więc grillowanie będzie na decku.

Kucharka na sto fajerek

Na wtorek gotowałam synkowi, dziś córci.

Synuś wracając od lekarza zajechał po wałówkę. Chlebek, słodkie bułeczki, upieczona sztuka mięsa, ziemniaczki i tuszona merchewka. Piekłam i gotowałam w poniedziałek wieczorem oraz we wtorek rano, jeszcze przed wyjściem do pracy. Miał przyjechać i odebrać z rana pod moją nieobecność. Wróciłam z pracy a torba z jedzeniem jak zostawiłam w kuchni na stole tak i stała. Troszkę się poddenerwowałam, że nie pojechał do lekarza. Szybko się wyjaśniło, wizytę u lekarza przełożył na popołudnie. Oczywiście przyjechał po wizycie, z Valerią. Bardzo miła wizyta.

Dziś, tusiłam marchewkę z groszkiem, piekłam kaczkę z jabłuszkami, jutro ugotuję mini ziemniaczki w mundurkach i takie też moja córcie lubi.

Upiekłam też, sobie kaczuszkę z jabłuszkami. Zapach w całym domku lecz za późna pora na schrupanie udka kaczego. Jutro na śniadanko. Jestem na diecie ale… już takiej lekkiej. Z numeru 12-14 noszę 8 to jest już coś. Ten tydzień mam luźniejszy z dietą następny poniedziałak powrót do diety … ostrej.

Spotkanie

Weszłam do sklepu, niedbale ubrana, wpadłam po brakujące mi produkty do obiado-kolacji. Czym zwróciłam uwagę tego mężczyzny? Zimowymi butami w letni dzień? Nie, to normalka, uczesaniem? Nie, włosy spięte. Coś jednak w twarzy, ubraniu, urodzie było, że on jakby czekał na mnie. Idzie w mąją stonę.

– Помогите мне пожалуйста, я ищу желе.

Z czego wnioskował, że znam język rosyjski? Moje niedbałe ubranie w porównaniu z mijanymi kobietami, było jak z żurnala😀.

Pomogłam oczywiście, nie chodziło mu o galaretkę a o żelatynę. Potrzebował o ciasta na przynętę do wędkowania😀.

Mogłam porozmawiać w języku,  który dla mnie zawsze był najpiękniejszą melodią, zachwycałam się i robię to do dziś, alfabetem.

Niby taka mondra nr2

Cały dzień pracowałam na yardzie, instalowałam krawężniki metalowe. Mzyka grała, nie za głośno i nie za cicho. Sprawdziłam z oddali na jaką odległość moja muzyka jest słyszalna. Było OK. Nikomu nie przeszadzałam, oby wszyscy tak postępowali. Rozumiem przecież, że moja muzyka nie musi być miła dla ucha sąsiada. Skakałam, tańczyłam, śpiewałam, a że wkoło mam wysoki płot nikt mnie nie widział moich wygibasów, no może z jednej strony. Sąsiad (murzyn) sporadycznie przebywa w domu. Nie wiem i nigdy nie wnikałam, pracuje na wyjazdach czy ….Jeszcze przed postawieniem płotu, często z nim rozmawiałam, miły, za miły. Nie spodobała mi się jego dziwna uprzejmość. Czasami jak przebywa w domu, na yardzie krzyknie słowo powitalne w moją stronę.

W pewnym momencie wyczułam wzrok na swojej osobie, nie jest to odległość, żeby ręką sięgnąć. Wstrzymałam się w swoich tanecznych obrotach z młotkiem w ręku, spojrzałam w stronę z której byłam ściągana wzrokiem. Dreszcz strachu przeszedł przez moje ciało. Siedziało tam dwóch czarnych, który sąsiad a który nie, z daleka trudno było rozróżnić. Krzyknął słowo powitalne i pomachali ręką na powitanie. Zignorowałam. Już nie byłam taka rozbawiona, skupiłam się na pracy. Starałam się chować za gałężmi liści. Obserwowali, czułam, czułam ich wzrok.  Wcześniej niż planowałam, zakończyłam prace polowe. Później usiadłam na kanapie pod parasolką, słuchałam muzyki. Byłam wciąż obserwowana kiedy tylko wstawałam z kanapy.

No ile metrów?  200-300, trudno powiedzieć z dokładnością. Z oddali wiadomo, że mężczyżni siedzą, czarni ale rysów twarzy nie rozróżnisz – za daleko. Drzewa, liście i odległość zacierała ostrość.

Ostatecznie zdecydowałam schować się w domu. Może siebie napędziłam, ale zaczęłam się bać, nie wiem czego, ale bałam się. Zawsze powtarzm sobie i innym, że jak zabiją to małe piwo, ale jeśli skaleczą, to dramat dla siebie i innych.

W pewnym momencie pieski skoczyły do drzwi ze strasznym jazgotem. Myślałam, że ze strachu umrę. Mimo później godziny zadzwoniłam do MM. Opowiedziałam swoje obawy, prosił abym wzięła pieski do sypialni.

Pożniej wysłałam do córci e-maila, z loginem do iphona. Bardzo rzadko blokuję komórkę, tym razem, zabiją komórkę zabiorą a tam wszystkie numery tel, adresy i inne wiadomości, które nie powinny wpaść w obce ręce. Usnęłam. Budziłam się kilka razy. Zapalałam i gasiłam światło.

Po7am MM zadzwonił, w tym momencie dziwne stukanie do drzwi. Serce uciekło w stopy. Pieski skoczyły do frontowych drzwi ze szczekaniem ale i od razu przestały hałasować. Mając MM na linij spytałam kto. Maaaamaaaa!!! Moja córcia przyjechała sprawdzić, czy żyję.

Niby taka mondra😀

Celowo z błędem ortograficznym. Pisałam posta, pisałam…ponieważ, czasami piszę z tak zwanego doskoku. Napiszę zdanie lub kilka (na iphonie), zapisuję i po kilku godzinach ponownie. Dopiero wieczorem lub na drugi dzień publikuję. Tylko ten…nie opublikował się i jestem zła na siebie, bo to zdarzenie warte jest zapamiętania. Ot kliknęłam, gdzieś, w coś, post poleciał w kosmos.  Opiszę któregoś dnia, wrócę pamięcią. 

Nie wolno, może to ja nie powinnam, robić kilka rzeczy naraz. 

Środowe plany

Zamiast spać do południa, przebudziłam się po 5am. Próbowałam zasnąć, podrzemać chociaż, nic nie wyszło. Kawcia, kanapeczka, jedzonko pieskom. Wyszłam na zewnątrz, za wcześnie na prace i hałasowanie, odczekałam do 9am. Zaszalałam, normalnie zaszalałam, jeszcze godzinka no dwie i metale byłyby zrobione. Krawężniki metalowe oczywiście. Musiałam przewalać olbrzymie i ciężkie, bardzooo ciężkie płyty kamienne. Nie, nie podnosiłam, wszystko sposobem, tego nauczył mnie Tatuś. MM niedowierza, że sama, do położenia potrzeba było 3 facetów, ale oni wszystko brali na siłę, trzeba trochę ruszyć głową i użyć mózgu. No nie każdy miał takiego Tatusia jak ja. Swoje dzieci również uczyłam, pracować z głową.

Teraz lampka Port California i głośna muzyka. Pogoda piękkknnnaaa, tylko na decku.

Nie lubię kiedy czarny sąsiad jest w domu. Nie bywa czesto ale wydaje mi się że mnie obserwuje. Kiedy pieski podniosły alarm po 10:30 zdenerwowalam sie i zadzwoniłam do MM. Wiem że późno ale bałam się i nie wiem ale czegoś się obawiam. Zabiorę pieski do sypialni na dzisiejszą noc.

Już leżę w łóżku. Zima wciąż gdzieś biega.

Umęczona

Leniwe wstawanie, przeciąganie się, niechęć do pracy. Ostatecznie mobilizacja i wyjście na “pole”. Obeszłam włości, nie wiadomo w co ręce włożyć. Po sobotnim obcinaniu gałęzi przez specjalistyczną firmę, na ziemi pozostało wiele małych gałązek. Nie było porządku przed ale po, powstał większy bałagan. W końcu wyciągnęłam kosiarkę. Zcięłam trawę na dwóch trawnikach, na zboczach nie kosiłam lecz jeździłam rozdrabniając wielkie liście magnolii. Kosiłam pozostałe liście po żonkilach, mizerne wschodzące inne kwiatki, nazwy nie pamiętach a które uroku żadnego nie dawały. Zbocze wysokie i wciągając kosiarkę strasznie, ale to strasznie się umordowałam. Po zakończeniu prac na lewj stronie, stojąc przodem do domu od ulicy, stwierdziłam,  że trzeba coś zrobić z prawą stroną “pola”. W tym lesie po prawej stronie to dopiero robota.

Naturalne “piękno” przyrody! No cóż można zrobić w lesie? Zaczęłam z brzegu na wprost garażu. Popieliłam troszeczkę, między małpią trawą rosły chwasty. Czym dalej w las tym więcej drzew. Popiłowałam konary i paletę, składowisko i obietnica MM. Popiłuję…słyszałam od kilku miesięcy. Nie popiłował, niby kiedy? Wygięłam całkowicie jedną piłkę na konarze, drugą tylko troszkę, piłowałam elektryczną piłą. Drewno popakowałam do pojemnika na śmieci oraz wielkiego czarnego plastikowego wora. Pojemniki na śmieci są bardzo duże i na kółkach.

Weszłam dalej w las i zaczęłam dmuchać liście. Z liści zrobiłam kopczyk na długość działki. Liście z wierzchu suche, pod spodem mokre. Myślałam, że nie skończę tej pracy. Chwilam chciałam to wszystko rzucić. Po godzinie 7pm skończyłam. Rozłożyłam krzesło sportowe w garażu, wyjęłam z lodówki piwo i z jedną przerwą w piciu, całą zawartość butelki wlałam w siebie. Poczułam się jak, prawdziwy robol. Taki brudny, spocony, zmęczony.

Po prysznicu wypiłam jeszcze dwa piwa i dużoooo wody. Uczucie satysfakcji to jedno a drugie, gotówkę jaką miałam przeznaczyć na firmę ogrodową, zatrzymałam w swojej kieszeni.  Fakt gdyby ktoś chciał zarobić, ale nikt nie chce pracować, brać kasę jak najbardziej, chętnych szukać nie trzeba by było.

Przysłowie: kasa wzbogaca, sprawdziła się, w tym przypadku😀

Pamięć

Leżąc w łóżeczku jak zwykle poczytałam news z kraju i ze świata lub odwrotnie świata i z kraju. Lokalnie: pochmurnie ale cieplutko, niektóre ulice zamknięte i omijać, powalone drzewa zablokowały przejazd, główna autostrada łącząca NY z Florydą wciąż w naprawie po spaleniu i zawaleniu się, możliwe że pod koniec maja oddana zostanie do użytku.

Cynamon czyni cuda!!! No to jeszcze w pidżamie pobiegłam pisypać kwiatki i krzaczki. Sypie na ziemię i kwiatuszki. Po skończeniu zorientowałam się, że ten zapach mnie nie drażni i nie jestem nerwowa, a powinnam. Czytam, napisy na buteleczce duże, okular nie potrzebuję jeszcze taka ślepa to nie jestem. Cloves, no oczywiście goździki. Wzięłam cynamon do ręki i poszłam na swoje”pole” ponownie. Posypując, tym razem odwracałam głowę.

Teraz mam mieszankę na krzakach i kwiatach, goździkowo-cynamonową. Może zapach cynamonu odstraszy wiewióry?  Byłoby dobrze. Może zapach goździków je przywoła, byłoby nie dobrze!

Więcej czasu, wolny cały tydzień, mam czas na zaparzenie kawy w rondelku. Co za zapach ahhhh, co za smak ahhhh. Nie zawsze jest czas delektować się, jeśli trzeba do pracy. Do pracy! Praca nie tylko daje pieniążki, wyjście z domu, styczność z ludźmi, wymiana zdań na tematy nawet te nieważne jest ważne.

Byłam z MM w biurze projektowym kuchnie. Całkiem inne spojrzenie, tym razem zajmuje się nami młoda kobietka. Potrafi podpowiedzieć i poradzić, co bardzie funkcjonalne. Oczywiście wiem co mi jest potrzebne i to również zmieniamy w komp, ale są kwestie całkowicie mi w tej chwili obojętne, więc ona służy pomocą i podpowiada najlepsze rozwiązanie. Poprzednio w HomeDepot – facet, bez żadnych podpowiedzi, co chcę i jak chcę to zmieniał lub nie, jemu było obojętne nie jego kuchnia i ja z nią będę się turlać, chodziło jedynie o zainkasowanie kasy, a cena z kosmosu, jedynie szafki bez kosmetyki (malowania, układania kafelek, zmiany instalacji gazowej, wodociągowej i elktrycznej.) W tym office mamy dokładnie wyliczone ze wszystkim – gotowym do przyjęcia wszelkich robót, połowa ceny. Zdecydwaliśmy się. MM umawia się na termin robót, kiedy to będę nieobecna w domu, wrzesień. To mi odpowiada. Wyjeżdzam stara kuchnia, wracam tatammmmm, nowa kuchnia. 😀😀😀. Jeszcze odbędną się spotkania i uzgadniania, lecz na ten moment, wiemy na czym stoimy. Nie musimy brać innej ekipy do malowania, kafelek (a tak swoje obecne kafelki lubię, trzeba poszukać w internecie, może ktoś takie ma) itd. Jesteśmy zadowolenia z obługi i ceny. Jeśli coś wybierzemy droższego ( the lux) to i cena podskoczy, zdajemy sprawę, rozumiemy.

Dziś mam Mother’s Day – ogólnie

Obchodzimy w niedzielę, ja dzisiaj. Idę robić się na “bustwo”😀😀😀😩

Chciałam zrobić zdjęcie przed wyjściem ale…tylko zmarszczki najlepiej się uwidaczniają na zdjęciu reszta urody blaknie przy nich. Ech😢😢😢😢 No takie to są urody ludzi + ileś tam. Kiedyś myślałam, że mam zmarszczki, teraz to na pewno mam, nie muszę ich szukać z lusterkiem powiększającym, jak to dawno temu było. Mam to mam.

Nałożyłam sukienkę , która dość długo wisiała i czekała na okazję, mam takich rzeczy z metkami jeszcze dość sporo😀. Jak na mamuśkę dorosłych dzieci,  wyglądałam nie dość ale naprawdę superowsko. Byłam już po dwóch alkoholowych drinkach. Wciąż przestrzegam diety, może nie tak restrykcyjnie jak na początku stosowania diety. Dwa drinki zadziałały, chociaż nie potrzebuję wspomagacza aby być szczęśliwą, moja buzia zawsze się śmieje. Podchodzi do mego stolika kobieta, podchodzi do mnie, wiem że nie jest kelnerką bo mamy kelnera, wstaję i mówię do niej …. znam ciebie, ja ciebie znam… ona na to …jestem twoim lekarzem… o mój Boże …odpowiadam i biorę ją w objęcia. Całuję ją w policzek, ona składa mi życzenia z okazji dnia matki. Odwzajemniam życzenia. Ona była szczęśliwa ja również. Odeszła. Moje dzieci i mąż patrzą na mnie w oczekiwaniu wyjaśnienia, kim była kobieta. Moja ginekolog. MM skwitował – dobrych i szczęśliwych ludzi wszyscy pamiętają. Odchodząc podeszłam do jej stolika życząc miłego dnia. To była naprawdę niespodziewana niespodzianka, no bo jakie mogą być niespodzianki?  Czy w Polsce jest możliwym, aby lekarz podszedł do pacjenta i składał jemu życzenia? Szybciej śmierci można się spodziewać.

Byłam nauczycielem akademickim, nigdy się nie stawiałam. Dwóm studentkom załatwiłam pracę. Na ulicy i w sklepie podchodzili studenci do mnie z … dzień dobry  pani profesor, czy pani mnie pamięta?… niestety nie pamiętałam, żeby to była jedna klasa to możliwym, że 30 osób bym zapamiętała lecz więcej, z młodszych i starszych roczników, niestety, odpowiadałam…oczywiście, że pamiętam, co u ciebie, jak dajesz sobie radę…. Wiem, wiem, że to nie fair, lecz co można uczynić aby człowieka nie urazić, tym bardziej że darzy ciebie jakimś uczuciem, pamięta i chce być pamiętanym. Trudna sytuacja. Teraz po latach twarze moich studentów całkowicie się zatarły, z iminia niektórych pamiętam, z nazwiska jednego szczególnie. Nie da się zapomnieć, kiedy ci na wykładach zjada kanapkę wraz z folią w którą mama zawinęła, trzeba było wzywać pogotowie ratunkowe.

Dzisiejsza sytuacja dała mi  bardzo dużo do myślenia. Ludzie mnie pamiętają bo chcą pamiętać, a to bardzo miłe. Dzieki im za to i wielkie ukłony w ich stronę.

Córcia powiedziała…..

Opowiedziałam mojej córci, o piesku bohaterze. Ostudzila moje emocje i miała racje. Zima nie zostawiłaby zdobyczy, wciągnęlaby do domu, w najgorszym razie taras. Względnie nie opuściłaby i nie odeszła. Nie rozszarpałaby brzucha, jedynie by się pobawiła a nie otwierala brzyszysko. Możliwe że sokół niósł wysoko i upuścił, możliwe że sąsiad któryś podrzócił. Późną jesienią znalazłam przecież dwie martwe wiewiórki na moim yardzie. Psy wtedy omijały te dwa trupy z daleka. Jeśli sąsiad, to i bez takiego prezentu wiem że kanalie a nie sąsiedzi. Również….Zima nie była ubrudzona bo … gdyby grzebała we wnętrznościach, pysk nie byłby czysty. No i nie mam w domu bohatera.

Moja córcia zrobila mi ogromną niespodziankę. Zadzwoniła i powiedziała, że zaspała i dopiero jedzie do biura a do mnie …. i tutaj była cisza. O Boże, pomyślałam. Dam sobie radę ale …. pomyślałam ja to ja ale do biura zaspała, to nie dobrze. Za chwilę chichocze mi w słuchawkę, wyglądam przez okno a ona niedobra cóecia wysiada z samochodu. Napracowałyśmy się niesamowicie ale jak to znami, musimy porozmawiać. Dzisiejszym tematem była moja starsza siostra. Moja siostrunia jest specyficzna, taka dama przez duże Ą i Ę. Najważniejsze ona nie gra ona taka jest. Dama całą gębą jak to mówią. Tylko żeby nie zgrywała się ta dama na nastolatkę, po prostu nie pasuje, nie pasuje nakładać kurteczki która trzeszczy w szwach. Przecież można kupić o numer większą i nie narażać się na śmieszność. Tłumaczenia nie pomagają. Córka mojej siostry już nie zwraca uwagi, widocznie się przyzwyczaiła.

Wymęczona, strasznie wymęczona, podlałam kwiatki i krzaczki i….wymyłam samochód. Tak jakoś wyszło. Jutro ani ręką ani nogą nie będę mogła ruszyć. Z tym samochodem jakoś tak wyszło no i te długie metale zabrałam z pod garażu. Teraz pojechać po MM i …mogę leżeć.