Łowca

Dziś był upalny dzień. Po powrocie z pracy nie miałam ochoty na prace na yardzie, za gorąco i za późno. Siostra starsza już w Polsce, więc wiadomo, porozmawia na skype bo w Polsce. Jak jest w NY to rozmawiamy 2-3 razy na 6-7mcy. Zajęta i nie ma warunków, jak ona może to ja w pracy. Dziś udało się mimo późnej godziny, po północy w Polsce.

Wyszłam na back yard obejrzeć kwiatuszki i krzewy. Wczoaj obficie podlałam, darowałam sobie to zajęcie w dniu dziejszym. Podchodąc bliżej karmnika dla ptaków, poczułam smród. Pierwsza moja myśl, od sąsiadów ma kurki. Muszę coś z tym zrobić.  No tak lecz smród za intensywny i “ferma” sąsiada jest za daleko. Słychać gdakanie ale nigdy nie było zapachu. Przechodząc bliżej karmnika coś  na zboczu wzniesienia zauważyłam. Wiewiórka? Nieżywa? Weszłam na wzniesienie, a jakże, wiewiórka. Dość dziwne. Założyłam okulary aby bez dotykania sprawdzić obrażenia jakie to zwierze doznało. Brzuch trochę otwarty. W pobliżu nie zauważyłam sępów i sokoła.

W poniedziałek z rana jeszcze przed pracą, zauważyłam wiewiórę na yardzie. Krzyknęłam do piesków go, go, go!!! One wiedzą co znaczy, łapać wiewióry. Amber leniwa wyskoczyła ale stanęła na decku i ani myślała biec dalej. Zima jak wichura, już zębami trzymała za ogon wiewiórę. Niestety wyślizgnęła się, podobno złapała za futro na ogonie. Widziałam to i aż pisnęłam, że Zima złapała. Nie złapała.

Wczoraj pracowałam na yardzie. Sprzątałam, rozsypywałam kamyczki itd. trupa nie było.

Dziś śmierdzący trup z obrażeniami. Myślę, że Zima w końcu dopadła.

O jedną wiewiórę mniej.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s