Karpatka

Po pracy odebrałam Mężusia😀. Cieszę się, będzie całe 3 dni. Nakarmiłam MM czerwonym barszem. Nie trudno jest dogodzić. Musi być coś na prawdę nie zjadliwe. Po posiłku zmęczony położył się na chwilę zdrzemnąć, o 5pm telekonferencja.

Co czynić? Pogoda pod psem, pada, a jak nie pada to mokro i wilgotno. Nie muszę szukać zajęć dla siebie, robię karpatkę. Wszystkie składniki są, więc nie ma problemu. Do ciasta dodałam szczyptę soli oraz dwie łyżeczki brązowego cukru. Robiłam kilka razy wg przepisów lecz ciasto zawsze było takie nijakie. Krem mam Delecta. Nie mam ochoty gotować budyniu. Mam gotowy krem.  Oczywiście, trzeba dodać mleko i masło ale budynie amerykańskie są inne (aby stężeć muszą stać baaaardzo długo i mi nie smakują).

Nie wolno otwierać drzwiczek piekarnika podczas pieczenia. Niestety musiałam ryzykować, opadnięciem górek i pagórków albo spaleniem spodu. Nie włożyłam drugiej zabezpieczającej blachy. Opadło!!! Ten opadnięty placek będzie na spodzie, nie będzie widać. Teraz piecze się drugi placek, drzwiczek piekarnika nie ma potrzeby otwierać, mam nadzieję, że wyjdą Karpaty i się nie zapadną. Mała bieda, zjemy jeśli nawet ”góry” się będą płaskie.

Druga część leciutko opadła, podejrzewam, że proszek do pieczenia był stary. Dodałam jaki miałam. Pomimo, że do kremu dodałam o połowę mniej masła niż na podano na opakowaniu, dla mnie wciąż za dużo. Następnym razem dodam kilka łyżek a nie 200g.

Połowa karpatki zniknęła nie wiadomo kiedy😀😀😀.

Dewotka
 Autor wiersza: ula (skopiowane z internetu)
  
Na złe nastroje, niepogodę
 humor poprawi - nagroda słodka
 wśród kobiet znane, serwowane
 wyborne ciasto, zwane Dewotka.

 Nazwa raczej niecodzienna,
 na pysznym miodowym spodzie -
 konieczna przyprawa korzenna,
 należy przechowywać w chłodzie.

 Krem lekki puszysty, małmazja
 wprost w ustach się rozpływa,
 konsumpcji efekt oczywisty -
 po dewotce kalorii przybywa.

 Odmówić niegrzecznie nie wypada.
 łasuchom poziom cukru wzrasta -
 po słodkim deserze, dobra rada
 szybki spacer i kaloriom basta.
  

Bez okular

Tak jak mówiłam. Ciężki dzień, dziś miałam. Teraz jestem leniuszek kanapowiec. Później przeniosłam się do sypialni. Zmęczona zdrzemnęłam się, pieski w holu, Amber jak zawsze chrapała. Przebudziło mnie szczekanie piesków. Exterminator przyjechał. We wtorek był od komarów, dziś od innych domowych owadów. Komary – opryski miesięczne. Domowe owady – 3 miesięczne. I tak to dziala. Zbliża się termin oprysków i owady, komary, kleszcze i inne obślizgłe włazi i łazi po mieszkaniu, fruwa na zewnątrz. Po opryskach jest spokój. Facet pochodził po mieszkaniu, popryskał, na zewnątrz wokół i blisko domu. Wczoraj wylazły mrówki i z takiej szparki, że trzeba przyglądać się używając szkła powiększającego. Z kontaktu elektrycznego nocą wyłażą maciutkie pajączki. Mam nadzieję, że …. przez jakiś czas ich nie ujrzę.

Okulistyczna klinika – zadzwonili z informacją o zmianie mojej wizyty. No tak, byłam przekonana, że założę nowe okulary, lecz nie dzisiaj. Wizytę mam na 12go lipca. Pozostali lekarze, milczą, chociaż …. dzwonili wczoraj od specjalisty, nie odebrałam, myślę, że po moim drugim telefonie chcieli przyspieszyć mi wizytę. Niestety nie odebrałam telefon, był TAM a ja GDZIEŚ TAM. 

Córcia zajechała do mnie w drodze ze szkoły, miała dziś egzaminy. Nie jest zadowolona, nie była skupiona, zrobiła durną pomyłkę w odpowiedzi. Oczekiwała A a jest wzorowym studentem. Jest nie pocieszona, dostała B. Syn nie ma jeszcze wyników z wczorajszego testu z finansów. 

Córcia zrobiła mi porządek w baryku, odstawiła sobie dwa wina. Oczywiście, że dałam. Przecież tego wszystkiego do śmierci nie wypiję, gdybym nie dokupowała, to co innego. Wzięła barszcz ale zapomniała śmietanę. Miło mi było widzieć córcie w moim domu. Miło, bardzo miło spędziłam z nią czas. Dziś też widziałam syna, zawiozłam jemu barszcz, śmietanę  i kajzerki. 

Teraz…..8:19pm czekam na tel od MM. Jutro wraca. 

Hurrrraaaa‼️‼️‼️‼️‼️‼️‼️MM w domku będzie do 4 lipca. Całe 4 nocki‼️‼️‼️‼️‼️‼️

Buraczki

Wczoraj miałam w pracy lekki dzień, zajechałam po spożywcze zakupy i do domku. Z uwagi na dziwne odczucia w nodze (od kilku dni) nie pracowałam na yardzie. Odpoczywałam. Można sobie zaszkodzić i rekowalenscencja może być dlugga. Zajęłam się umawianiem do lekarzy. Zadzwoniłam do swojej doktorki,  asystentka poinformowała, że choresterol trochę podwyższony i tabletki czekają na mnie w aptece. Reszta wyników jest bardzo dobra. Jestem zdrowa. Następny, był lekarz specjalista od kręgosłupa, zdecydowałam się na wizytę, prawa stopa od jakiegoś czasu mi drętwieje. Zaczęłam ponownie przyjmować tabletki. Nie chcę takiego bólu jaki miałam rok temu. Nieba można było liznąć. Rehabilitację jak najbardziej robię, możliwe nawet wiem, że na pewno, praca przy ścieżce mi szkodzi. Czasami dźwigam kamienne płyty, no trzeba przekręcić, podsunąć, odsunąć, innym bokiem ułożyć itd. Lekarz okulista, zapisana jestem na piątek, wiem że zrobię dwie pary okular a trzecie będą lecznicze słoneczne. U okulisty byłam 3 lata temu, możliwe że teraz mają większy wybór oprawek. Ostatnia lekarka to ginekolog, potrzebuję tabletek zapobiegających ostoporozie i skierowanie na prześwietlenie. Rok temu wszystko było dobrze z tym, że tabletki się skończyły i wizytę u ginekolog, jak 90% kobiet odciągałam. Najdłużej rozmawiałam z asystentką specjalisty od kregosłupa, szukałyśmy okienka na przyjęcie mnie jeszcze w tym tygodniu, żebym nie pracowała to znalazłoby się i w tym tygodniu. Wizytę mam w następny piątek. Nie jest źle, tabletki mam, ćwiczę, nic strasznego nie jest jeszcze odczuwalne, mogę poczekać. Nie potrafię siedzieć i się nudzić, aparat do ręki, statyw i pstrykałam. Mówiąc prawdę to były moje pierwsze zdjęcia robione ptakom. MM przyjedzie, sprawdzi czy ma telekonwenter, taki jaki ja potrzebuję, nie chcę robić jemu bałaganu w sprzęcie fotograficznym. Zdjęcia wrzuciłam do PC Adobe, troszkę rozświetliłam, ciutkę szumów zabrałam. ISO automatycznie leciało mi do 1600, więc i szumów więcej. Pierwsze zdjęcia ptaszków, które są w ciągłym ruchu, może być. Następnym razem zdam się na ręczne ustawienia. 

Wczoraj było spryskiwanie front i back yardu od komarów i muszek. Zrobilam też dobry uczynek, 10$ napiwku, sprawiło zaskoczenie i zadowolenia u młodego mężczyzny. Dzięki niemu jestem wolna od nieprzyjemnych owadów jakimi są komary, które mnie kochają, mogę cieszyć się śniadankiem i kolacją na decku. 
Śniadanko na decku, w oddali burczenie kosiarki i gaworzenie dzieciaczka, świergot ptaków, pochrapywanie Amber. 

Co w planach? Dalszy ciąg prac przy ścieżce. Pogoda wspaniała, nie wolno zmarnować. Tak, tak, pamiętać o kręgosłupie. Żadne pasy mi nie pomogą, to jest opinia specjalisty. Nad dróżką pracuję powoli z wieloma przerwami na wodę, piwko i coś do przegryzienia. Układanie dróżki dochodzi do końca ułożonych metalowych krawężnków. Co dalej? Muszę kupić krawężniki bo brakuje, piasek do poziomowania płyt, malutkie kamyczki, kamyki większe i cement. No z tym cemnetem to nie jestem do końca pewna. Pod płyty ułożyłam ogrodniczy materiał, przepuszczający wodę a nie przepuszczający chwasty. Jeśli kamyczki zacementuję, woda deszczowa zamiast wsiąkać w ziemię, będzie mi spływać jak szalona, a tego nie chcę. Muszę się na poważne zastanowić. Jestem już bardzo bliziutko miejsca na patio. Przedłużę moją dróżkę do wyjścia na back yard z lewej strony. Mam tam duży spadek. Zrobię kilka stopni z wielgachnych kamieni. Do tej pory nie miałam pomysłu, teraz moja dróżka zakończy się półkolem i połączy się z wejściem i wyjściem na back yard z drugiej strony. Będzie ładnie.

Teraz za dużo słońca, więc schowałam się w domku.

Budowanie patia zostanie wstrzymane, muszę dokończyć ścieżki i jeśli zostanie kamiennych płyt, patio będzie, jeśli nie, to posadzę tuję. Czy się przyjmie? Myślę, że tak, słońce jest o zachodzie i jest zasypany niewykorzystany dołek. Pracowałam z rozumem jak to się mówi, odpoczywałam często, piłam bardzo dużo wody. 

Ubrałam się bardzo ładnie, chociaż mogłam jechać, jak robol do apteki nikt i tak by nie zwrócił uwagi. Odebrałam tabletki. Obeszłam swoje “pole’ jeszcze raz. Pocieszyłam oczy.

Zabrałam się za gotowanie barszczu czerwonego. Buraczki córcia kupiła w ubiegłym tygodniu. Najpierw wywar z mięska, zapach …. ludzie chyba takiego zapachu nigdy nie czułam, a może….jestem po prostu głodna. Zdaje mi się, że to drugie. Buraczki potarkowałam w maszynie, szybciej, no że później trochę więcej zmywania, ale jednak łatwiej. Wstawiłam też ciasto na kajzerki do maszyny.

Jednym słowem praca pali się w rękach. 

Ciasto podchodzi w maszynie, buraczki się w garze gotują, siedzę przed tv, delektując się Martini Bianco. Nie mogę się doczytać, coś z firmą Martini się zmieniło, na etykiecie jest oprócz Martini ….Rossi. Bianco smakuje tak samo, nie wiem jak Rosso, nie mam odwagi próbować, po pierwsze butla litrowa, jak nie będzie to co piję od 18 roku mojego życia, to chyba się rozpłaczę. Więc, delektuję się Bianko, delikatnniejsze niż Rosso. Rosso jest bardziej ziołowe, ale takie lubię. Córcia kupiła w swoim sklepie Martini&Rossi Rosso. Inna butelka inny smak. Ja kupiłam Martini Rosso, na dole etykiety jest Martini& Rossi. Właśnie tej butelki nie otwieram. Ktoś powie, jaka jest różnica, a jest. Wypij piwo Żuber i jakieś karmelowe. Piwo jak piwo, % niby te same lecz smak, smak jest inny. Osobiście uwielbiam Żubra. 

Jutro mam bardzo trudny dzień w pracy, a ja muszę jeszcze czekac 40 minut, kajzerki rosną.

Znów ktoś strzela 10:12pm. Nie dobrze. Zresztą, czego się można spodziewać, każdy w domu ma broń. 



Buraczkowy zapach…. co za zapach….mięsko wyjęłam przed wrzuceniem potarkowanych buraczków, smak? Mało powiedzieć smaczne, chociaż prawie nigdy nie póbuję potraw podczas gotowania, dziś uczyniłam. Dosoliłam i dodałam ciutkę pieprzu oraz soli cebulowej. Nie muszę próbować po raz drugi. 

Musi, no musi być bardzo smaczne. 

Kajzerki? Jak zawsze polskie w smaku.

Dzień lenia

Nie mogę siebie nazwać leniem, nigdy nie byłam i trudno nim być, kiedy w głowie 1001 projektów do zakończenia, rozpoczęcia. Dziś mam wolny dzień, wymuszony przez pogodę, dzień nicnierobienia. Cieplutko, nieprzyjemnie wilgotno i mokro, pochmurnie, momentami deszcz pada i nie pada. Między opadami wychodzę, jak rolnik na polu robi obchód, ja wychodzę na dróżkę na back yardzie, oglądam, zastanawiam się, kalkuluję i oczywiście cieszę. Poziom zachowany, woda spływa, nic nie popłynęło wraz z deszczem ( a wczoraj była znów ulewa), widzę oczami wyobraźni kńcowy efekt. 

Przy betonowej ławeczce na małym patio, ustawię ażurowy parawan, odgradzając tym sposobem zieloną i skalistą część ogrodu. Zieleń?  Zostawiłam ivy, niech rośnie, trzeba kontrolować jej rozrost. Ivy pokryło też ogromną naturalną skałę. W tej części ogrodu nie planuję żadnych zmian. Probowałam zmieniać, nie udało się, same skały. Dobrze że ivy rośnie i dwa krzaki. Probowałam zasadzić tuje, nie udało się, korzenie nie znalazły miejsca do rozrostu. Uschły, niestety. To co jest, musi pozostać, jedynie trzeba nadać jakiś kształt. 

Figusa z donicy posadzę na miejsce…. w początkowej fazie była paproć australijska (szlag trafił) później tuja (podzieliła los paproci). Nie musi owocować, niech tylko coś. 3 lata temu wykopałam więcej niż metrowej głębokości dół, więc …. muszę go wykorzystać. Jeśli zdechnie figus, posadzę brzozę, która nie potrzebuje specjalnych warunków glebowych. 

11am wciąż w łóżku a myślami na podwórku. MM śmieje się …. co ja będę robić jak ten projekt skończę ….. a koniec jest bliżej niż dalej. W moim lesie znajdę coś do roboty. Aby zdrowie dopisało. 

Jeśli o zdrowiu, idę na rehabilitację. 

Domki z tektury

Nareszcie przestało padać. Huragan przeszedł bokiem. Tornado zahaczyło o Alabamę. Trochę domów zrównanych z ziemią. 

Po przyjeździe do stanów, dziwiłam się pobudowanym domkom większym, mniejszym, wszystkie drewniane jak na polskiej wsi, a raczej na działce. Chociaż na wsi i na działkach ludzie w Polsce budowali bardzo solidne domy. 

Ameryka ma znikome złoża piasku budowlanego, który jest podstawowym składnikiem w budownictwie. Dla równowagi w przyrodzie, posiada duże zasoby drzewne. Na Florydzie znajdują się mega ogromne połacie ziemi, na której rosną szybkorosnące drzewa, które wykorzystywane są w budownictwie i przemyśle meblowym. 

Apartamentowce do 4 piętra włącznie budowane są z drewnianych szkieletów na pierwszym stropie betonowym,  w następnej fazie budowania, wypełniane materiałami dźwiękoszczelnymi i izolacyjnymi. Od zewnątrz te niższe 2 piętrowe obijane sajdingiem, wyższe tj do 4 piętra, obkładane połówką cegły klinkierowej. Wieżowce budowane są z elementów metalowych, na stropach betonowych. Domy prywatne, obkładane są od zasobności portfela. Zbudowanie domu prywatnego z cegły i na 2-3 stropach betonowych jest bardzo, bardzo kosztowne, nie spotkałam jeszcze takiego domu. Chociaż, oglądając dom obłożony połówką cegły ma się wrażenie, że jest solidny, taki europejski. Nic bardziej mylącego. 

Więc, przy hurakanie takie domki składają się jak domki z tektury. A te domki z tektury mogą kosztować 1-10mln$ i więcej. Mniejsze, w zależności od miasta i dzielnicy 80k-1mln$.

Po takim kataklizmie nie ma możliwości remontu, powtórne budowanie. 

W czasie huraganu, należy chować się w podpiwniczeniu jeśli takie coś występuje w domu, w części betonowej. Ze względu na górzysty teren moja piwnica jest betonowa lecz nie stropy. Można też chować się w wannie, w łazience, która jest w środku mieszkania i której żadna ściana nie jest ścianą zewnętrzną. Miałam już okazję kilkakrotnie chować się w piwnicznej części. Po wyjściu szacuje się straty. U sąsiada 50cio letnie drzewo zwaliło się na dom, dach był do wymiany. Innych strat ani uszczebku na zdrowiu nie było. 

Teraz nie dziwię się, mieszkam w takim domu. Wbijając gwoździa w nieodpowiednim miejscu, trzeba trafić w specjalny kanciak, inaczej gwóźdź schowa się w pustce ściany. W Polsce wbijając gwoździa w ścianę, zginał się i nie ważne było miejsce. Najpierw należało wywiercić dziurkę, włożyć kołek rozporowy,  niejednokroknie “zaklajstrować” bo się ruszał lub wyłaził. 

Nie marznę zimą, nie gotuję się latem. Mam działkę i 30 drzew na niej,  jeśli mam ochotę mogę posadzić i wyciąć drzewa nawet wszystkie bez żadnego pozwolenia. Jedyne co najstraszniejsze? Podczas huraganu drzewo może się zwalić na dom. Latem chronią dach domu od słońca, a lato u mnie jest bardzo długie. 

Dziś jest słonecznie, wiatr i dodatkowo wiatrak wierci powietrze, więc mogę pracować przy ścieżce. Z każdym ułożonym metrem płyt kamiennych jest ładniej. 

Jutro będzie lało, huragan sie przemieszcza. Od następnego tygodnia słonecznie. ☀️☀️☀️☀️☀️😀

Starość

– czy ty myślisz, że umrzesz bo tak Tobie się chce, że tak sobie to wymyśliłaś? Nie denerwuj mnie, bo umierasz od chwili moich urodzin i jeszcze żyjesz i mnie i moje siostry przeżyjesz. Chcesz zwrócić na siebie uwagę, ale żadna z nas nie rzuci swoich obowiązków i nie poświęci swojego życia dla Ciebie. Jesteś stara jak mówisz, nie chcesz żyć, to popełnij samobójstwo, tylko…skutecznie, tak aby nie skrzywdzić jedynie siebie. Nikt Ciebie nie rozumie? Nikomu nie opowiadasz o swoich chorobach? Ależ Ty ciągle o nich mówisz, nawet nie boli to mówisz, że boli. Kto jak nie ja biegłam 2 km do budki telefonicznej, zadzwonić po pogotowie kiedy Ty leżałaś bez znaku życia? Kto stał pod drzwiami pokoju obgryzając paznokcie i był w skrajnym załamaniu, kiedy Ciebie reanimowano? Nie rozumiem mówisz? Nie trzeba opowiadać o chorobach i cierpieniu, kiedy się mieszka w jednym domu i śpi za ścianą. Śpi? Jak zasnąć kiedy matka jęczy z bólu? Kiedy inne matki wychodzą latem na podwórze i ulicę, a moja matka leży chora w domu, szpitalu lub sanatorium. Nie rozumiem mówisz? Kiedy wracam ze szkoły głodna jak pies zimą, na obiady zapisać w szkole nie można było bo matka nie pracująca, w domu nie tylko obiadu nie ma ale po garnkach wiatr gwizdał.  Fajerki zimne bo od wielu dni nikt nie rozpalał pod nimi. Ty mówisz nie rozumiem? Kiedy za oddalającą się Belką, wyskakuje matka z kanapką i krzyczy…Belcia kocham ciebie… za mną nikt nie wyskakiwał i nigdy nikt nie powiedział, że mnie kocha. Nie rozumiem? Więcej rozumiem, niż potrafisz to sama zrozumieć. Twoja choroba była z nami i jest wciąż nie tylko z nami ale i w nas. Nawet jak ciebie nie boli, to mówisz, że boli. Tylko my nie jesteśmy Twoim mężem, my mamy swoje rodziny i swoje życie. 

Chcesz się położyć w łóżku i nie wstawać? Ależ kładź się, tylko nie oczekuj że któraś z nas będzie siedzieć przy Tobie. Złożymy się i zatrudnimy opiekę, niech siedzi, tylko kto wytrzyma z tobą? Powiedz kto? Kto będzie miał tyle współczucia jakie miał TATUŚ? Nie oczekuj od opiekunki współczucia. Dobrze leżeć bez świadomości, nie czujesz, nie słyszysz, nie rozumiesz. Gorzej ze świadomością, dupę będą wycierać za mało delikatnie, przewracać za bardzo agresywnie, karmić rozlewając. A co Ty sobie myślisz, że ktoś Ci serce swoje odda, ktoś obcy? Zacznij myśleć jak zabezpieczyć się, na jutro. Wstać bez bólu, jeśli oczywiście wystąpi. 

– Zawsze jest.

To podjedź do lekarza, starsza córka jest, niech Ciebie zawiezie do lekarza, niech odciąży młodszą, a nie zajęta swoimi sprawami, wciąż tylko ona i ona. Czas tej starej siostrze już dorosnąć. 

– bo wiesz ona powiedziała……

Przestań nadawać na swoją najmłodszą córkę, nie chcę już tego słuchać. Mieszkasz tam i jesteś uzależniona od niej. Ona jest każdego dnia, w każdej minucie Ci pomoże, ja nie przyjadę na każde Twoje zawołanie, starsza też nie. Zresztą starsza, ma to gdzieś, wiedziałaś, że jak przyjedzie to będą tylko plotki i  tak było, zamiast uciszyć to pozwoliłaś, a może i sama dolewałaś oliwy do ognia, więc powstała afera. 

Powiedziałam, przestać gadać źle na swoje córki, niczego dobrego z tego nie będzie.

– chcę umrzeć.

To umieraj, jak chcesz to w końcu to zrób, tylko nikt na zawołanie nie umiera. Może jeszcze przeżyjesz swoje córki, co wtedy? Narzekasz i narzekasz ale co z tego wynika? Zacznij opiekować się sobą, bo nam opiekować się tobą jest trudno. Nie chcesz przyjmować tabletek, to nie przyjmuj ale i nie mów, że coś boli. Idziesz do lekarza, chrzanisz głupoty to ci przypisuje tabletki, teraz mówisz, że ich nie potrzebujesz. Zdecyduj się w końcu. 

– ja wszystkim przeszkadzam. 

No takim postępowaniem, to i przeszkadzasz. 

###########################

Nie, nie będę jak moja mama, nie jestem. Kiedy byłam małą dziewczynką, przyrzekłam sobie, że jeśli będę miała dzieci  ……  będę je przytulać, całować, mówić że je kocham, doradzać i będę najcudowniejszą mamą na świecie, takiej jakiej sama nie miałam.  MAM NADZIEJĘ ŻE JESTEM 😀😀😀

 Widziałam niedociągnięcia i pomyłki mojej mamy, może robię inne ale ….. wiem, że nie chcę być taka jak moja mama w tej chwili. 

NIE WOLNO, NIE WOLNIE i jeszcze raz NIE WOLNO!!!!!!!!!!!

Plotkować przy dziecku na drugie dziecko!!!!

Złe zdarzenia swoich dzieci zachować tylko i wyłącznie dla siebie.
STAROŚĆ NIE JEST FAJNA, ALE TRZEBA W TEJ STAROŚCI ZACHOWAĆ TWARZ. 

Weekend

Niewiele pracowałam w sobotkę. Zakupy materiałów budowlanych pochłonęły 4h. Tak się tylko wydaje, że skoczymy do sklepu, kupimy, wrócimy. Obejrzeć, zdecydować, opłacić,  załadować, przywieźć, wyładować i czas ucieka. Po południu się rozpadało, nie zmartwiłam się, trzeba też poodpoczywać.
Zastanawiałam się w którym miejscu i jak zakończyć dróżkę. Nie może być ot tak, koniec … Planowałam zrobić niewielkie patio z kamienną ławeczką. Zastanawiam się.

Dziś odpoczywam, poprzedniej niedzieli pracowałam, tydzień był baaardzoooo długi. 

Dziś również obchodzimy Dzień Ojca. MM planował na wczoraj zrobić grilla, odradziłam. Za bardzo zmęczony pracą, aby jeszcze stać przy grilu. Dziś cały dzień pracował, do wyjazdu. 

Nie wspominałam o kołach od taczki. Nie poroznosił mi worków z korą i płyt kamiennych. Mam nadzieję dam sobie radę, tym bardziej, że ten tydzień pracuję. 

Roboczo

MM powinien tutaj być wczoraj, wraca dzisiaj. Niby rozumiem jego pracę, ale wczorajszego wieczoru z tego faktu, że będzie w domu dzień później, nie byłam zadowolona. Za dużo samotnych poranków, dni, wieczorów. Martwię się, ciężko pracuje, nie ma chęci na jakąkolwiek gimnastykę. Rozumiem, tylko może mieć problemy z sercem. Siedząca i stresująca praca po 12 godzin dziennie, może doprowadzić do choroby. 

MM obiecywał, że mi jutro pomoże przy korze. Dziś deszczyk siąpi i bardzo dobrze. Przymusowy odpoczynek. Potrzebny i wskazany. 

Jednak wyszłam na podwórze 24C i przy częściowym zachmurzeniu nie jest gorąco. Po południu będzie 26C. Wietrzyk o zapachu oceanu chłodzi, można pracować i odpoczywać. 

Dywanik z decku mokry, rozwiesiłam na balustradzie. 

Do południa oprócz kawy nic nie miałam w ustach. Układałam chodnik, kiedy żołądek przypomniał się o siebie. Wczorajszy kurczak  i resztki z obiadu szybciutko podgrzałam szybciutko w mikrofali. Szkoda tak pięknej pogody, no i układanie idzie mi dość sprytnie.

MM nie odpowiedział na porannego smsa, dochodzi pora obiadowa, może zadzwoni. Widzę go, jest w biurze. Wczorajszego wieczoru rozmawialiśmy, jeszcze jak długo pracuje nie miał tak upierdliwego, trudnego, problematycznego klienta (przedsiębiorstwa-fabryki). Pracował prawie na całym świecie i nie zdołał przypomnieć, aby było tak źle. Miał wysłać emaila do rekrutora aby zaczął poszukiwać coś normalnego, może być dalej od domu, może być na miejscu ale normalnie. 

A co ja na to? MM pracować musi, w domu zwariuje. Nie lubi “prac polowych” i nie będzie się tym zajmować. Komputer i fotografia, to są jego zajęcia, praca, hobby. Wiem, że potrzebuje przynajmniej tygodniowego odpoczynku. 

MM zadzwonił, napisał, jestem spokojna. Wiem, że MM będzie jeszcze kilka tygodni ciężko pracować przed komputerem, moim zadaniem natomiast, będzie…odrywać od pracy. Napimpować koła w tacze, poroznosić korę po yardzie, pozanosić abym nie musiała sama ciągać i dźwigać płyty kamienne, podjechać do sklepu po małe kamyczki i żwirek, chyba wystarczy na jutro prac fizycznych. MM nie lubi ale…. będzie musiał.

4pm słońce już nie chowa się za chmurami☀️☀️☀️☀️28C. Gorąco, pracuję w cieniu, często chowam się w domku. 

Zanim MMa odebrałam, posprzątałam narzędzia, prysznic i… zaraz był w domku. Na kolację pojechaliśmy Buffalo Wild Wings. Zozmawialiśmy o MM i mojej pracy, naszych urodzinach, moim wyjeździe do Polski. Niby termin wyjazdu daleki, ale się bardzo szybko zbliża. 

Jutro MM mi pomoże!!!! Jestem zadowolona.

Nie jestem już sama!!!!!

Arbuz był winien

Wstałam bardzo wcześnie, w pracy musiałam być 6:30 am. Jazda płynna i bez korków. To mi się podoba ale wczesne wstawanie już mniej się podoba. W drodze powrotnej zrobiłam zakupy. 

Teraz zdycham, objadłam się!!! Objadłam się arbuzem!!! Ledwo dyszę. Wiedziałam, no wiedziałam, że trudno będzie przestać jeść. Był słodziutki i soczysty. 

Jedyne słodkości jakie teraz jem to są owoce. Nie używam cukru. Więc jak dopadłam do arbuza to soczek po brodzie kapał. 

No nie, całego w siebie nie wcisnęłam. 

Odpoczywam, trudno mi się ruszać. 

Bardzo często oglądam program 600lb. Ostatnio pokazywali młodego faceta 1003lb. Około 4 lat nie siedzial i nie był na zewnątrz. Grubas jadł, jadł i jadł. Aby się nie denerwował matka jego, donosiła jedzenie, jeśli brakowało zamawiał online lub telefonicznie. Spożywając posiłek niejednokrotnie mam przed oczami uczestników programu 600lb. 

Do 600lb brakuje mi baaardzzzo dużo, lecz chwila zapomnienia i można wpaść w spiralę niekończącego się głodu. Każdego z nas może to samo spotkać, wystarczy wyłączyć kontrolkę nie można, włączyć – można, chcę. 

Przecież zeżarłam dwa wielgachne plastry arbuza. Moja kontrolka się zepsuła, migała ale się nie włączyła. 

Kochanego ciałka nigdy za wiele. Wiekszość osób 600lb nienawidzi swego ciała. 

Więc, prawda jak zwykle leży po środku.