Pracuję

Przed 2pm byłam już w domu, zajechałam jeszcze po drodze na przegląd samochodu ( zrobienie emissions). Trzeba dokumencik przedstawić do urzędu, że samochodzik nie emituje spalin powyżej ustalonej normy, opłacić podatek, pobrać znaczek na 2018 rok od sierpnia do sierpnia (zgodnie z datą urodzenia) i po kłopocie. Nikogo nie interesuje moje lusterko, ogumienie, silnik, olej, hamulce. Znaczek przyklejam w wyznaczonym miejscu na tablicy rejestracyjnej – przegląd samochodu każdy robi bez ustalonych terminów. Niesprawnym i tak nie pojedzie. Teraz przebieram się w robocze ubranie i do roboty, jutro i pojutrze wolne, mogę nawet i zasnąć na yardzie😁😁😁😁.

Zamiast kończyć dróżkę, dmucham liście, gałązki paprochy z decku, patio schodów z beli drewnianych prowadzących do drugiej bramki od strony podpiwniczenia. Lało prawie cały poprzedni tydzień, więc i jest co robić. Gorąco, rozebrałam się to biustonosza. Kto mnie tu za wysokim płotem zobaczy, sąsiada murzyna nie ma, a i meble ogrodowe przestawiłam w cień we wnękę w murze. Gdyby był musiałby podglądać przez lornetkę. 

W przerwie odpoczywam na ogrodowej kanapie a pieski po jej obu stronach. Muszę dziś dokończyć dmuchanie, a jak pójdzie zobaczymy. 

Dziś rozmawiałam na skype z mamusią. Od tamtej rozmowy, kiedy powiedzialam jej o samobójstwie, nieustającym narzekaniu, mam swoją mamusię normalną taką jak kiedyś. Nie marudzi, nie narzeka, no może troszeczkę ale nie jak bywało, 2 godziny jęczenia, biadolenia. 

Córcia uczy się do egzaminu na obywatelstwo, który odbędzie się na początku następnego tygodnia. Cieszę się, synuś i ja obywatele, została córcia. Siostry córka też ma to za sobą, siostry syn w następnym roku. Moim zdaniem to jest bardzo ważne wydażenie. Podkreślam – moim zdaniem. 

Ile ludzi tyle poglądów na jedną sprawę. 

Słońce wciąż świeci w miejsce gdzie powinnam układać patio i ścieżkę, widocznie tak być musi, jutro z rana zacznę prace budowlane. Dziś sprzątam i dmucham. 

Jestem cała spocona i zakurzona. Nie Przed 2pm byłam już w domu, zajechałam jeszcze po drodze na przegląd samochodu ( zrobienie emissions). Trzeba dokumencik przedstawić do urzędu, że samochodzik nie emituje spalin powyżej ustalonej normy, opłacić podatek, pobrać znaczek na 2018 rok od sierpnia do sierpnia (zgodnie z datą urodzenia) i po kłopocie. Nikogo nie interesuje moje lusterko, ogumienie, silnik, olej, hamulce. Znaczek przyklejam w wyznaczonym miejscu na tablicy rejestracyjnej – przegląd samochodu każdy robi bez ustalonych terminów. Niesprawnym i tak nie pojedzie. 

Teraz przebieram się w robocze ubranie i do roboty, jutro i pojutrze wolne, mogę nawet i zasnąć na yardzie😁😁😁😁.

Zamiast kończyć dróżkę, dmucham liście, gałązki paprochy z decku, patio schodów z beli drewnianych prowadzących do drugiej bramki od strony podpiwniczenia. Lało prawie cały poprzedni tydzień, więc i jest co robić. Gorąco, rozebrałam się to biustonosza. Kto mnie tu za wysokim płotem zobaczy, sąsiada murzyna nie ma, a i meble ogrodowe przestawiłam w cień we wnękę w murze. Gdyby był musiałby podglądać przez lornetkę. 

W przerwie odpoczywam na ogrodowej kanapie a pieski po jej obu stronach. Muszę dziś dokończyć dmuchanie, a jak pójdzie zobaczymy. 

Dziś rozmawiałam na skype z mamusią. Od tamtej rozmowy, kiedy powiedzialam jej o samobójstwie, nieustającym narzekaniu, mam swoją mamusię normalną taką jak kiedyś. Nie marudzi, nie narzeka, no może troszeczkę ale nie jak bywało, 2 godziny jęczenia, biadolenia. 

Córcia uczy się do egzaminu na obywatelstwo, który odbędzie się na początku następnego tygodnia. Cieszę się, synuś i ja obywatele, została córcia. Siostry córka też ma to za sobą, siostry syn w następnym roku. Moim zdaniem to jest bardzo ważne wydażenie. Podkreślam – moim zdaniem. 

Ile ludzi tyle poglądów na jedną sprawę. 

Słońce wciąż świeci w miejsce gdzie powinnam układać patio i ścieżkę, widocznie tak być musi, jutro z rana zacznę prace budowlane. Dziś sprzątam i dmucham. 

Jestem cała spocona i zakurzona. Nie należy się dziwić pracuje przy 30C w cieniu, o 6:14pm
Jeszcze troszkę i zostawię bo nie sposób zrobić całość w 2,5 godziny. 

Mężuś zamówił (online) pizzę, lubię dużo ananasa. Kolacja jak marzenie. Chłopak dostał 5$ napiwka. Zadowolony. 

Mój syn kiedyś (jeszcze w high school) zaczynał od rozwożenia chńskiego jadła. Napiwki były maciutkie ale mimo to opłacało się jemu jeździć. 

Zostawiłam 2 kawałki pizzy na jurtrzejsze śniadanko. 

Paluszek, opuszek

Nie samą pracą człowiek żyje przecież, tym bardziej, że zmiażdżyłam sobie małego palca u prawej ręki. No stało się, dobrze, że nie stopy lub nogi. Płyty kamienne są bardzo ciężkie, a musiałam je podnosić, przkręcać czy przesuwać. Nie płakałam z bólu, bo co to by dało. Wsadziłam palca do ust i trochę ulżyło. Wciąż spuchnięty i czerwony. Staram się przy innych wykonywanych czynnościach odchylać go, boli. Z miesiąc i przestanie. Czasami jak opuszkiem palca w coś dotknę to z bólu aż pisnę. Dobrze, że już jestem na ukończeniu mojej dróżki.
Jeszcze kilka dni i będzie ukończone. To tyle o moich pracach “polowych”.
W tą sobotkę MM wrócił z Meksyku. Zawsze przesiadał się w Cancun, z uwagi na niebezpieczne porachunki mafijne w tym mieście, tym razem przesiadkę miał w Mexico City. Oczywiście, że się martwiłam. Meksyk nie jest krajem bezpiecznym. Ludzie wciąż wybierają ten kraj na wakacyjny odpoczynek, uroczystości weselne itp.. Osobiście wolę inne regiony. Już właśnie wykupiliśmy 7 dniowy pobyt na Arubie, wprawdzie na wiosnę, ale już żyję wyjazdem. Nie długo, bo za miesiąc, czeka mnie wyjazd do Polski, myślę, że odpocznę. Nie planuję, żadnych remontów i porządków w ogrodzie. Jeśli coś, to poproszę brata stryjecznego. On dogląda ogrodu pod moją nieobecność,więc i w razie potrzeby, pomoże kiedy będę na miejscu.
Przez weekend odpoczywałam, jeśli odpoczywam cała rodzina wie, że muszę być baaaardzo zmęczona lub chora, innej możliwości nie ma. Tak, nie ukrywam byłam bardzo zmęczona. Tydzień miałam pracowity, a jeszcze w piątek wysprzątałam cały dom. A jest co robić. To nie tak, że jest bałagan lub brud. Mając dwa pieski, zawsze jest odkurzanie, pranie poduch, zbieranie zabawek i ewentualnie jakiś gałązek, szyszek, kamyczków. Paprochy przyczepjają się do sierści nóg piesków i mam ich czasami wiele.

Takie to są uroki posiadania piesków.

Ten tydzień będzie spokojniejszy. 2 sierpnia mam wolne – moje urodziny. Wybieram się z moimi dziećmi na wystawną kolację. Party robię 19 sierpnia. Do tego dnia moj back yard ma być gotowy i zapięty na ostatni guzik. Jeszcze menu nie zostało opracowane, ale to najmniejszy kłopot. Zamówione zostały gołąbki, chlebek. Tort upiecze żona przyjaciela MM. Nie lubię jej wypieków, mimo że jej torty są przepięknie udekorowane (prowadzi firmę) lecz nie zjadliwe, za dużo cukru.
Wiem, że upiekę swój tort owocowy. Dawno dawno temu, zamieszczałam przepis wraz ze zdjęciami na starym blogu. Palce lizać.
MM dziś znów wyjeżdza, do czwartkowego wieczora będę sama.

Zależności

Godzina późna na zegarze, wszyscy kładą się spać …..a ja pracuję. Położyłam wielkieeee kamienie na schodkach. Trzy stopnie i po trzy skały na schodku. Można i dwie. Znów brak pomysłu. Stoję patrzę, patrzę i stoję. Nie wiem co dalej. Schodki wyglądają ciężko i kamiennie. No fakt, z kamienia to i tak wyglądają. Smutny widok. Z prawej strony mam drewniane z bel, widok lekki z lewej ciężki. No cóż, położyłam tylko aby zobaczyć jak to będzie teraz szukać mądrości w głowie jak wykonczyć, aby nikt się nie skaleczł i nie zabił. 

Dróżka z lewej prawie na ukończeniu. Aby ją zakończyć muszę skończyć schodki. 

Zawsze coś, od czegoś jest uzależnione. 

Mam to co lubię, lubię to co mam

Plany na dziś? Praca na yardzie to pierwsze. Drugie praca na yardzie, po …..dziesiąte jak wyżej, praca na yardzie. Z rana jeszcze nie jest gorąco, 26C muszę za chwilę zaczynać, dać możliwość organizmowi powolnego oswajania się z temperaturą. I kiedy dojdzie do 37 bedę ja ryba w wodzie. No prawie. 30 minut ciężkiego równania gruntu i odpoczynek. Nie jest łatwo mimo narzędzi i wiatraka, który miele ciepłe powietrze. 

Frappuccino z lodem dla ochłody i znów do kilofa. Najpierw muszę ziemię zruszyć kilofem a jak natrafię na głaz lub duży kamień, to aż iskry się sypią, a w dłoniach przechodzą prądy. Nie wiem jaką energię wytwarza siła uderzenia w masę i na pewno to jest zależne od napędu tej siły ale, coś tam wytwarzam. Teraz zastanawiam się czy ma to jakieś znaczenie dla świata. Prądu nie wytwarzam, mój yard zmienia się na pewno, nie dzięki tym iskierkom lecz moim mięśniom. 

Co raz częściej odpoczywam. Słońce wyżej, robi się gorąco.

1:15pm 

Nie mam pojęcia jak schodki zrobić, aby ziemia się nie osuwała. Mam specjalny żwir, mam wielkie kamienie ale to na poziom. Co na pion? Na podtrzymanie? Czy wystarczy zabezpieczenie materiałem tekstylnym i metalowym krawężnikiem? Nie wiem. Poszukam na youtube, może mają jakieś sensowne rozwiązanie. 

Youtube nic nie ma co by mnie interesowało, wszystko jest wzmacniane zaprawą cementową. Zrezygnowałam z takich rozwiązań. Wykombinuję coś sama, już mam pomysł, muszę przemyśleć. Jak na razie to burza wygoniła mnie z yardu. Najpierw grzmoty i oczekiwałam deszczu. Czarne chmury krążyły na niebie w oddali. Deszczu nie było, grzmiało blisko i strasznie. 

Pochowałam narzędzia i schowałam się w domu, a że pora jeszcze wczesna, to posprzątałam cały parter. Kurze, odkurzanie, w kuchni szafki i blaty. Poprałam też poduchy piesków. Jak zwykle oglądałam “House”. Odcinki powtarzane, mi nie przeszkadza. 

Zawsze powraca się do tego co się lubi. Lody się nigdy nie przejedzą, jedynie trzeba je jubić. 

Praca za dolarki

Musiałam sprawdzić w internecie, kto to taki, Karolina Wydra, kiedy u Hausa przeleciało to nazwisko na ekranie. Znalazłam, amerykańsko-polska aktorka, wcześniej nie spotkałam się z tym nazwiskiem. Może jestem za stara, ona za młoda.  Tylko pytanie dlaczego polskie aktorki, w amerykańskich filmach grają bezmuzgowe emigrantki z tragicznym akcentem jak Wydra lub dziwki jak Miko. Przykro oglądać, no cóż z czegoś trzeba żyć a w Holl…nie łatwo się wybić. Nie tylko one, polska góralka też probowała, nie z tym co ma plecy i została pamiątka na całe życie. Nie znam szczegółów i nie chcę.

Fakty same mówią za siebie. 

——

Wydra dobrze gra mimo akcentu, który całkowicie kaleczy język angielski, że słowo daję ….. nie rozumiem co mówi!!! 

Oglądam dalej, wcześniej oglądałam ten odcinek,  mnie przekonała ale urzędnika imigracyjnego niestety nie, będzie deportowana. 

Dróżka

Nawilżacz z zapachem lawendowym cichutko szumi i zmienia kolory lampek, zielony, czerwony, fioletowy, niebieski. Możliwe, że lawendowe powietrze działa kojąco, przebudziłam się dzisiaj kilka minut po 9am. Ranek minął bez żadnych rewelacji. Leniwie i wolniutko, śniadanko, później zrobiłam ciasto chlebowe na zakwasie. Podchodziło 5 godzin, smak chleba niesamowity. 

Wyszłam na zewnątrz, powyrywałam zielsko które obficie rośnie dzięki codziennym opadom deszczu. Ostatecznie rozpoczęłam budowę dróżki z lewej strony. Trzeba było wyrównać skarpę nawożąc ziemi i kamieni. Położyłam też metalową i plastikową siatkę przed osypywaniem się i spływaniem nawiezionej ziemi. Z lewej stony buduję dróżkę o 10cm węższą niż z prawej. Spad ziemi jest bardzo duży i trudno jest z wyrównaniem jej do zerowego poziomu. Pioruny i deszcz przerwał moją pracę. Może i dobrze bo byłam już zmęczona, nie tak pracą jak gorącem. 

Kiedy burza ucichła, wyszłam sprawdzić czy nawieziona ziemia na skarpie się nie osunęła. To nie jest moje pierwsze wyrównywanie terenu, więc nie martwiłam sie, ale sprawdzić trzeba. Wszystko w najlepszym porządku. 

MM rozniósł po frontowym yardzie worki z korą. Był bardzo pomocny, radziłam się również odnośnie mojej dróżki. 

Dwie głowy to nie jedna👵🏻👴🏻.

Dziś jest 7/7/17

Do północy siedziałam przed kompem, kasowałam zdjęcia. Porządek zrobiłam z 1tys. Wykasowałam może i 9tys. Laptop ma się dobrze, zmywarkę włczyłam dopiero po 12am. Odkryłam, że wczoraj zostawiłam włączoną prostownicę do włosów. Wynosząc śmieci w nocy, odkryłam też przepaloną żarówkę w lampie cyk cyk. To lampa zapalająca się w chwili przechodzenia w jej zasięgu. Nie zapaliła się. Zaliczam to wszystko do dnia wczorajszego. 

Godz 12:28 am

Dziś rozpoczął się nowy cudowny dzień. 

Czas na odpoczynek.

11:48am MM już w domku, doleciał bez żadnych niespodzianek. A w domu? Router WiFi się zepsuł!!! Podłącza nowy, musi pracować a tutaj taka niespodzianka. MM poddenerwowany, chowam się w swoim pokoju. 

Z MAC zginęły wszystkie zdjęcia z aplikacji iPhoto. Pustooooo. Możliwe że wykasowałam przez pomyłkę, organizując katalogi ze zdjęciami. 

Następny dzień nieprzyjemności? Byłoby nisprawiedliwe, na jeden dom tyle niedobrego. Chyba zacznę się dzielić. 

Może już koniec tych nieprzyjemności? Dziś miałam wizytę u lekarza od kręgosłupa. Panienka w recepcji chciała mi wcisnąć, że jakoby zmieniłam ubezpieczyciela i dziś nie mogę być przyjęta i inne blabla. MM siedział nie daleko, pytam, wszystko możliwe. Oj się trochę wkurzył, ubezpieczycielna nie zmieniał i nie możliwym jest, aby doktor mnie dziś nie przyjął. Naszym niezadowoleniem zainteresowała się recepcjonistka siedząca obok, pamientająca mnie. Zajrzała do mojej teczki i … już nie było żadnego problemu. 

Lekarz zadowolony i nie zadowolony z moich zdjęć jakie na miejscu wykonano. Dostałam tabletki i dokładny instruktaż ich przyjmowania oraz dalszej mojej fizykoterapii. Terapia jak najbardziej pomogła, pomaga i jest nadzieja na dalsze pomaganie. Bez terapii nie ma funkcjonowania. No cóż jak trzeba to trzeba. Pracować na yardzie mogę lecz….30 minut przed pracą muszę przyjąć tabletkę. Jeśli jakiś problem z kręgosłupem, nogami, biodrami – tabletka nawet 2xdziennie. Jeśli wszystko dobrze, nie trzeba się truć. 

Zajechaliśmy do AT&T po rozwiązanie problemu z MM telefonu, na wczesną kolację, apteki i szybkie zakupy pieczywa na jutro. 

Jutro będzie spokojny dzień. 

Niby nic, a tak wiele. 

Coś mnie dzisiaj od rana “nosi”. Nie zdążyłam z pojemnikami na śmieci, przyjechali po 7am. Już garaż otworzyłam, a oni w dole ulicy tylko śmignęli. Wczoraj nie padało, dosłownie lało, miałam dziś zwieźć. Nie przyjeżdzali jeszcze tak wcześnie, dziś przyjechali. Psy plączą się pod nogami, przecież wiem, głodne, może cieszą się że mnie widzą, a ja na nich z krzykiem. Kawy nie słodzę i nie używam cukru od rozpoczęcia diety. Dziś, posłodziłam, lecz zamiast sięgnąć po cukier, nasypałam soli. Nieświadoma pomyłki, wypiłam łyk. No, nie wiem, dlaczego wsypałam dwie łyżeczki. Bekon wczorajszy, a przecież, przecież wczoraj jadłam, dziś jest za słony. Każdy mój krok musi omijać Zimę. Kładzie się na swoje posłanie jak ja siedzę. No i czego plącze się pod nogami. Wschodzące słońce nie cieszy, zapowiadane są deszcze na dzisiaj. Kwiatki kalii i aksamitki gniją, za dużo wody. Palma w doniczce też mi zdycha.

Na pierwszej autostradzie jak zwykle korek. Wycinają z brzegu autostrady krzewy, drzewa i chaszcze. 5cio pasmówka zapchana. Zjechałam na taki pas, że stoi, normalnie stoi. Nie spieszę się do pracy i tak muszę to zrobić co mam do zrobienia. Ale żeby po 8am, kiedy są wakacje, ludzie nie powracali z długiego weekendu, stać w korku, w głowie się nie mieści. Zrobiłam update skypa i co? Z iphona nigdzie nie mogę się połączyć. Muszę wgrać jakąś starą wersję. Nowa do kitu. Stojąc w korku, zadzwoniłabym do mamusi, niestety nie zadzwonie.

Dzień rozpoczynam niemiłymi zdarzeniami. Niby nic,  a tak wiele.

Jak tak dalej pódzie, to dzień będzie stracony a dopiero 11am.

Pozytywne myślenie? Ależ nie pomogły żadne pozytywy.

Klient nie przyjechał i od godziny nie odpowiada na smsa. Będę musiała załatwić to w poniedziałek, a miałam mieć wolne. Klienci mogą sobie pozwolić zapomnieć, tylko nie ja. Jestem już w domu 12:08pm, boję się cokolwiek robić. Dzisiejszy dzień, pełen nieprzyjemnych niespodzianek. Na dziś chyba wystarczy, tylko do końca dnia daleko.

Nic nie robię. Nie gotuję – poparzę się. Nie kroję – skaleczę się. Nie biegam – połamię się. Leżę na kanapie. Oglądam TV ” How it’ s made”. Większość produkcji jest zautomatyzowana i nie trzeba dziwić się, że bezrobocie. W tej chwili i u mnie panuje, nicnierobienie.


Godz 9:17pm MM zostawił iphona w restauracji. Wyłączony i nie zlokalizuję, niestety. Próba zalogowania się jest 10ciokrotna, później wszystko zostanie wykasowane. W tej chwili tel MM jest wyłączony, jeszcze nie zablokowany, włącza się automatyczna sekretarka. Co chwilę dzwonię i sprawdzam. Smsy nie docierają.  Nie ciekawa sytuacja..MM do restauracji jeździł dwukrotnie, niestety nie odnaleziono.  Wiem jedno MM jest diabelsko przemęczony.

Dzisiejszy dzień jeszcze się nie skończył,  więc nie wiadomo co może nas jeszcze spotkać. WiFi samo się wyłączyło i rozłączyło mnie w trakcie rozmowy na Skype z MM. Aż boję się myśleć, co jeszcze?

MM jutro wraca.

Jutro będzie ……NOWY SZCZĘŚLIWY DZIEŃ….

mam nadzieję

TB

Jakiego bałaganu narobiłam w komp w katalogu “zdjęcia”, tylko ja wiem o tym. Aby nie poginęły gdzieś tam w kosmosie, a miałam taką sytuację. Jeszcze w tamtym czasie było GG komunikatorem. Nie był idealny. Często trzeba było się logować lub też zmieniać numer GG. To był mój łącznik z rodziną. Dzieci siostry przenosiły się do innego miasta i pewnego dnia dostałam wiadomość. …otwórz tu są zdjęcia… nie przeczuwałam nic złego. Pomyślałam, syn siostry pstryknął zdjęcie i przesłał. Otworzyłam, w przeciągu kilku sekund laptop był do wyrzucenia. MM wrócił z pracy, cała we łzach, tłumaczę. Nic nie dało się zrobić, laptopik był zaledwie 3 miesięczny. Przejechałam się też na Dropboxie (płatnym). Wszystkie zdjęcia szlag trafił. Przebolałam. Trudno. Miałam nauczkę, ale żeby robić kopię z kopii i jeszcze kilka razy, bez przesady. 

Siedzę przed kompem i usuwam, kopie i durnowate zdjęcia. Bo przecież cykając, nie zawsze wszystkie nadają się do oglądania. Ostrość słaba, brak lub za dużo oświetlenia, w pośpiechu kadr zły itd. Nic nie kasowałam. Ściągałam z karty pamięci na dysk zewnętrzny a że mam ich wiele, to i kopii dość dużo. Największy dysk to Lacie4TB, tutaj mam prawie, wszystko. Jak zrobię porządek to miejsca wolnego będzie więcej. 

Mozolna praca, jak narazie obejrzałam 555zdjęć. To jest kropla w oceanie. MM daje mi 2-3 lata na zrobienie porządku. Może ma racje, ale, gdybym pracowała nad tym po 8 godzin dziennie, to bym…ale nie poświęcę tyle godzin. Mam inne obowiązki. Początek zrobiony. Co dalej zobaczymy.