Niby nic, a tak wiele. 

Coś mnie dzisiaj od rana “nosi”. Nie zdążyłam z pojemnikami na śmieci, przyjechali po 7am. Już garaż otworzyłam, a oni w dole ulicy tylko śmignęli. Wczoraj nie padało, dosłownie lało, miałam dziś zwieźć. Nie przyjeżdzali jeszcze tak wcześnie, dziś przyjechali. Psy plączą się pod nogami, przecież wiem, głodne, może cieszą się że mnie widzą, a ja na nich z krzykiem. Kawy nie słodzę i nie używam cukru od rozpoczęcia diety. Dziś, posłodziłam, lecz zamiast sięgnąć po cukier, nasypałam soli. Nieświadoma pomyłki, wypiłam łyk. No, nie wiem, dlaczego wsypałam dwie łyżeczki. Bekon wczorajszy, a przecież, przecież wczoraj jadłam, dziś jest za słony. Każdy mój krok musi omijać Zimę. Kładzie się na swoje posłanie jak ja siedzę. No i czego plącze się pod nogami. Wschodzące słońce nie cieszy, zapowiadane są deszcze na dzisiaj. Kwiatki kalii i aksamitki gniją, za dużo wody. Palma w doniczce też mi zdycha.

Na pierwszej autostradzie jak zwykle korek. Wycinają z brzegu autostrady krzewy, drzewa i chaszcze. 5cio pasmówka zapchana. Zjechałam na taki pas, że stoi, normalnie stoi. Nie spieszę się do pracy i tak muszę to zrobić co mam do zrobienia. Ale żeby po 8am, kiedy są wakacje, ludzie nie powracali z długiego weekendu, stać w korku, w głowie się nie mieści. Zrobiłam update skypa i co? Z iphona nigdzie nie mogę się połączyć. Muszę wgrać jakąś starą wersję. Nowa do kitu. Stojąc w korku, zadzwoniłabym do mamusi, niestety nie zadzwonie.

Dzień rozpoczynam niemiłymi zdarzeniami. Niby nic,  a tak wiele.

Jak tak dalej pódzie, to dzień będzie stracony a dopiero 11am.

Pozytywne myślenie? Ależ nie pomogły żadne pozytywy.

Klient nie przyjechał i od godziny nie odpowiada na smsa. Będę musiała załatwić to w poniedziałek, a miałam mieć wolne. Klienci mogą sobie pozwolić zapomnieć, tylko nie ja. Jestem już w domu 12:08pm, boję się cokolwiek robić. Dzisiejszy dzień, pełen nieprzyjemnych niespodzianek. Na dziś chyba wystarczy, tylko do końca dnia daleko.

Nic nie robię. Nie gotuję – poparzę się. Nie kroję – skaleczę się. Nie biegam – połamię się. Leżę na kanapie. Oglądam TV ” How it’ s made”. Większość produkcji jest zautomatyzowana i nie trzeba dziwić się, że bezrobocie. W tej chwili i u mnie panuje, nicnierobienie.


Godz 9:17pm MM zostawił iphona w restauracji. Wyłączony i nie zlokalizuję, niestety. Próba zalogowania się jest 10ciokrotna, później wszystko zostanie wykasowane. W tej chwili tel MM jest wyłączony, jeszcze nie zablokowany, włącza się automatyczna sekretarka. Co chwilę dzwonię i sprawdzam. Smsy nie docierają.  Nie ciekawa sytuacja..MM do restauracji jeździł dwukrotnie, niestety nie odnaleziono.  Wiem jedno MM jest diabelsko przemęczony.

Dzisiejszy dzień jeszcze się nie skończył,  więc nie wiadomo co może nas jeszcze spotkać. WiFi samo się wyłączyło i rozłączyło mnie w trakcie rozmowy na Skype z MM. Aż boję się myśleć, co jeszcze?

MM jutro wraca.

Jutro będzie ……NOWY SZCZĘŚLIWY DZIEŃ….

mam nadzieję

2 thoughts on “Niby nic, a tak wiele. 

  1. Oh, znam takie dni… zwalam zawsze na kosmos. Ale chyba burze też się do tego przyczyniają. Od paru lat obserwuję zmiany w nastrojach ludzi wkoło mnie właśnie w przypadkach nadchodzącej burzy.
    Sama też mam dziś taki dzeń. I to nie 1. w tym tygodniu 😦 Trzeba jakos dać rade. Trzymam kciuki i pozdrawiam!

    Liked by 1 person

    • Chyba nieprzyjemne niespodzianki mam już za sobą. Nie ukrywam, byłam trochę przerażona. Możliwe że sam człowiek swoim nastawieniem ściąga złe zdarzenia, tak czy owak, ma się wrażenie że się tego trudno pozbyć. Złe dni mijają.

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s