Ostatni tydzień Novembera

Melania będzie u nas do środy włącznie. MM zadowolony, ja również. Miło patrzeć jak ojciec rozmawia z córką. Zanim przyjechała: pościel zmieniłam, łazienki wszystkie wyszorowałam, cały dom odkurzyłam, podłogi wymapowałam. Później zabrałam się za ozdabianie yardu. Dom na sąsiedniej ulicy ozdobiony i oświetlony. Planuję włączenie ozdób i światełek w następny weekend, będą palić się do połowy stycznia.

We trójkę wybraliśmy się do meksykańskiej restauracji. Po dwóch wypitych piwach, szybko uciekłam do lóżeczka. MM z córką przed tv.

Będą mieli kilka dni dla siebie.

Nie po mojej myśli

Poranek leniwy na tyle, że po śniadaniu wróciłam do łóżka. Później telefon do mamusi ale siostra młodsza odebrałam. Porozmawiałyśmy od serca. Później porozmawiałam z mamusią na skype. Wysłałam paczkę świąteczną do Polski. Oddaliśmy ciasto dyniowe do sklepu i chipsy cebulowe, żarówkę zepsutą. Wróciliśmy do domku z ciastem tortowym. Po zjedzeniu ciasta nabrałam energii i wyszłam podmuchać liście na podjeździe, parkingu i chodniku. Już zmrok zapadł a ja latałam jeszcze z dmuchawą. MM posprzątał troszkę kuchnię. Ciężko nam idzie organizacjia kuchni. Nie wiemy gdzie i co ustawić. Niby kuchnia taka sama a jednak większa. W starej kuchni dolne szafki prawie nie były używane. Półka była do połowy szafki a do tego wykręcona. Upychałam więc wszystko gdzie było można, jednym słowem nie mieściło mi się wszystko. Teraz mam wszędzie szyflady, szafki górne mają dwie półki. Dwie dolne wrożne szafki mają obrotowe szafki i jedna górna. Nie powinnam mieć problemu z zagospodarowaniem szafek, jednak mam. Wciąż większość rzeczy kuchennych jest w piwnicy.

Brygada budowlana jeszcze wróci, więc i to mnie powstrzymuje przed organizacją szafek. Przecież do pionowania drzwiczek szafek, będą je otwierać. Nie chcę, żeby ktoś dmuchał, chuchał i jeszcze coś gorszego, na moje talerze. Zmęczona jestem takim stanem rzeczy, zawieszona, niby można z kuchni korzystać a jednak nie. Mogę używać zlewu a jednak nie, przecieka. Mogę układać łyżki, widelce, łyżeczki itd a jednak nie, bo będą zamalowywać dziurki po gwoździkach bez łebków. Wygląda jakby korniki zadomowiły się w mojej kuchni.

Planowałam pomalować włosy już czas, najwyższy czas. Nie mogę, czoło boli. Farba przy zmywaniu może podrażnić ranę. Pod nosem strup, również nie lubi wody.

Może jutro?

Alergia, prezenty

Co dziś mam w planie? Leżąc w łóżku właśnie, zastanawiam się, co dziś robić, przestawić …. chyba podmucham trochę liście i zajmę się ozdabianiem yardu. Trzeba wynieść resztę ozdób i lampek. Podłączyć to elektryki i sprawdzić ….  robi wrażenie czy nie?

A wczorajszego wieczoru zarzekałam się, że przeleżę i przewalam się cały dzień w łóżku. Tak, tak, będę leżeć jak będę chora, niezdolna do działania, stara, niedołężna.  Teraz trzeba wykorzystać każdy, każdziusi dzień.

Wstaję, kawa i do roboty. Dla bezpieczeństwa piję kawę Inkę. Po co kusić diabła. Ciśnienie na razie jest nie najgorsze, a przy nawale pracy, wciąż zapominam o terapii. Może dziś?

Liści nie dmuchałam, hałasu nie robiłam, nie dekorowałam, nie biegałam to w jedną to drugą stronę. Na dzielnicy cicho, sąsiedzi wyjechali, mam na myśli wszystkich z czterech stron mego domu. W oddali słychać leniwie przejeżdżające samochody. Świergot ptaków przypominał radosną ciepłą wiosnę a nie koniec listopada. Aby nie zakłócać spokoju Podjęłam decyzję posprzątania garażu. Zrobił się bałagan, panabie budowlancy do mojego bałaganu dołozyli swój, puszki i wiadra z farbą, pudełko otwarte z glazurą i cementem, listwy i listeweczki. W czasie kiedy sprzątałam garaż, MM układał plastik zabezpieczajacy w szufladach i półkach kuchennych. Jak powiedział, dawno stał na nogach tak długo. Szkoda jedynie, że jedna rolka plastiku wystarczała mu na jedną szufladę. Według mego systemu, wystarczał na jedną ]ogromna szufladę i jedną małą. Nie chciałam pouczać, być mądrzejszą lub się wymądrzać. Zrobił i to się liczy. Trzeba dokupić plastiku😩.

Układając narzędzi, nacgylając się, udrzyłam się w tójzębne grabie. Jednen ząb wbił mi się w czoło w obrębie brwi. Krew zatamowałam, zabezpieczyłam, na noc spuchło. Dobrze, że nie w oko się uderzyłam, wprawdzie można zyć z jednym okiem, ale dobrze mieć oba.

Black Friday mnie nie dotyczył bezpośrednio. Ciasto dyniowe nie ruszone mieliśmy oddać do sklepu, zrobimy to jutro. Córcia dzwoniła kilka razy. Namawiała na kupienie nowej lodówki, torebki i wielu innych rzeczy, wszystko pokazując na Face time. Przekonywałam, że lodówka bardzo dobrze się reprezentuje, torebki mam a taka jak chcę to sama muszę wybrać i obniżka nawet 50$ mnie w tej chwili nie interesuje. Podobno kupiła płaszczyk a Ivan kurtkę. Nie wiem co u syna, nie dzwonił, na pewno miał urwanie głowy w swoim sklepie.

Zakupiłam na Amazonie prezent dla córci, Braun food processor, z tarczą do tarkowania ziemniaków na placki😀. Nowszy model od mojego. W planie prezenty dla MM i Ivana – hartowane noże. Valeria dostanie miseczkę firmy Tassen, zastanawiam się która twarzyczkę wybrać. Synowi jeszcze nic nie wymyśliłam, może Fitbit, ostatnio zepsuł mu się, zastanawim się. Córki MM? To należy do MM, nie trafię w ich gusta. Może w bezguścia. Oj jestem uszypliwa, ale tak jest, to nie tylko moje zdanie.

Kilka dni temu odkurzałam liście, wiedząc że jestem uczulona na kurz z suchych liści i zapach z mokrych, nie przyjełam tabletki antyalergicznej. Nie wiem i trudno mi powiedzieć dlaczego nie przyjęłam. Od ciągłego wycierania i ocierania nosa, zrobił mi się strup, bolący strup. Mało że z guzem, rozciętym czołem to jeszcze ze strupem pod nosem.

Wyglądam ponętnie 😪

O poranku

2:03am zasnąć nie mogę. Nałożyłam dwie pidżamy, futrzaną czapkę, grubaśne skarpetyi wciąż trzęsie mnie zimno. Elektryczny koc na to kołdra i następny ciepły koc. W domu ciepło. 35,3 to jest niska temperatura, nie rozgrzeje mego ciała. Czyżbym miała zachorować? Na jutro?

Przecież muszę być sprawna, zdrowa, w formie, wyglądać dobrze i wesoło. Oj nie dobrze to widzę. Zimno mi❄️❄️❄️

Całą noc przespałam w czapce w podwójnej pidżami, swetrze, przkryta pierzynami, kocami elektrycznymi i bez napięcia. Po przebudzeniu oczekiwałam kataru, bólu głowy, łamania w kościach, osłabienia, gorączki, zapalenia migdałków, płuc, oskrzeli. Leżąc w lóżku z nasuniętą czpką na czoło, przykryta pod sam nos, powolutku sprawdzałam ruszając członkami, czy aby mi nie odpadły, czy nie zamarzłam całkowicie. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Po odkryciu się, stwierdziłam, że ze mną wszystkk jest ok, nie jest mi już zimno, nie trzęsie mnie, nie występuje gęsia skórka, zęby są na swoim miejscu i nie drży mi cała szczęka od zimna.

Zeszłam na dół do jadalni, gdzie MM przeglądał wiadomości na internecie. Dołączyłam do niego. Za chwilę zaczęłam przygotowywać kolację. Nie zdejmując pidżamy ( tą grubą zrzuciłam oczywiście) rozpoczęłam krzątanie się pi niwej kuchni. Dokończyłam sprzątanie tv room. W pidżamie gotowałam, piekłam, sprzątałam, śmieci wynosiłam, stół nakryłam. Zdjęłam ją, kiedy trzeba było przygotować się do przyjęcia gości.

Pierwsza przyjechała Melania (miało jej nie być). Starsza córka miała być, nie przyjechała. Moja córcia i syn z osobami towarzyszącymi.

Było miło, sympatycznie, a stół uginał się pod potrawami. MM pomógł mi bardzo. Upiekł indyka, przyszykował nadzienie do indyka, zrobił sos żurawinowy (wspaniały). Nie będę wymieniać wszystkich potraw, wszystko smakowało.

Moje dzieci dostały wałówkę, na kilka dni jedzenia. Lubię dogadzać swoim dzieciom.

Teraz tv, lampka wina i relax.

Do następnych świąt.

Przygotowania do indyka

Nikt od remontów miał się nie pojawić, a pracowali w poniedziałek i wtorek. MM zapowiedział, NIKOGO w Wednesday. Kolor ścian kuchennych i jadalni, bardzo mi się podoba. W piątek pomalują tzw. lamperie, tak po polsku się kiedyś nazywało, tutaj są inne i inaczej wyglądają.

Jutro Thanksgiving.

Trzeba przecież, dom ogarnąć, upiec indyka, chlebek na zakwasie, chlebek turecki, sałatki zrobić, zmówiony barszcz czerwony ugotować i jeszcze kilka innych smakołyków przyrządzić.

Back yard wygląda ładnie, pokryty liśćmi przypominał bardziej las niż ogród. Cały dzień poświęciłam na niego. Muszę też, dokończyć sprzątanie na zewnątrz, back yard. Liście jeszcze wiszą na drzewach i jak na razie nie mają chęci spadać.

Niestety siostrzenica z NY nie przyjedzie, musi pracować w piątek. MM nie pocieszony i ja również. Miałam nadzieję na spędzenie tego święta w większym gronie. Miło byłoby gościć, starszą siostrę z córką, zięciem i wnukiem. Jackob 7go grudnia kończy 5 latek. Już chodzi do zerówki i daje sobie radę.

Melania przyjedzie (młodsza córka MM), wpadnie również starsza córka MM. No i jak zwykla moje niezawodne dzieci.

Trzeba będzie zrobić miejsce a zamrażalniku. Na deser, będzie tort lodowy. Zamrażalnik pęka w szwach, na taki smakołyk gotowa jestem, coś do kosza wyrzucić a miejsce znaleźć.

Miejsce w zamrażalniku się znalazło, tylko wkładając tort lodowy na półkę, upuściłam i upadł na podłogę caluśką górą. Piękna dekoracja się połamała. Gapa jestem i tyle. Przed podaniem posypię czekoladowymi wiórkami.

Piekarniki nowe, a ja spodziewałam się, że od razu bez żadnych prób mi się uda upiec, ładny, wyrośnięty i nie spalony chlebek. Oczekiwałam, spodziewałam się, miałam nadzieję? Nie!!! Byłam pewna, że upiecze się piękniusi chlebek.

Nie miałam świeżych drożdży, więc użyłam suchych do chlebka tureckiego. Ciasto nie rosło przez godzinę, drugą godzinę też nie drgnęło. MM zaproponował wyjazd do sklepu po świeże drożdże. Gdy wróciłam po ponad godzinie. Ciasto drgnęło i trochę podrosło. Nie czekając zrobiłam szybciutko drugą michę ciasta na chlebek turecki. Zaglądam do pierwszego ciasta a ono jak szalone urosło. Wstawiłam chlebki do piekarnika bez termoobiegu. Przepisowo piekły się, 25 minut. Góra za bardzo zarumieniona, bliska przypalenia. Ogólnie chlebki mogą być.

Drugie chlebki z ciasta na świeżych drożdżach, wstawiłam do piekarnika z teroobiegiem. Po pewnym czasie przestałam sprawdzać jak długo się pieką, 25 minut dawno minęło a z bocheneczków zrobiły się placki. Przypalały się z wierzchu a od spodu surowe ciasto. Przełożyłam do drugiego piekarnika (bez termoobiegu), dopiekłam chlebo-placki. Tragedia!!!!

Drugi niewypał!!! Chleb na zakwasie wogóle nie podrósł i ciasto trafi do śmieci. Zostawiłam na noc do wyrośnięcia, chociaż wiem, że poszło coś nie tak. Może dzisiejszy dzień jest dniem w którym nie powinnam się brać za pieczenie chleba. Jutro upiekę jakiś chlebek na drożdżach, w maszynie.

Piekarniki nowe, ładne i dobrej niemieckiej firmy, muszą być dobre tylko…nie ma możliwości pieczenia góra lub dół. Jest tylko góra z dołem łącznie. Przyzwyczaję się, ale zanim to nastąpi, zepsuję duuużooo ciasta. Termoobieg też jest inny niż w Polsce. No cóż, cierpliwości mi brakuje. Za szybko chciałam pokonać te “schody”.

Ciekawa jestem, co przniesie jutrzejszy dzień.

Kurz

Znów nakupiłam ozdób na zewnątrz i wewnątrz. Wydałam w niedzielę, ponad 400$, wczoraj ponad 100$. Jestem zadowolona i wcale nie dlatego, że w portfelu lżej. Na front yardzie, będzie pięknie.

Dziś odkurzam na back yardzie. Nasypało bardzo dużo liści. Przy dmuchaniu, kora mi się przemieszcza, więc wzięłam inna maszynę i wciągam. Trwa to dłużej, ale co mam robić. Kuchnia cała osłonięta bo malarz od wczoraj szykował a dziś maluje sufit i prawdopodobnie jeden raz pomaluje ściany. W domu bałagan ponownie. Co zorganizuję “stół” do przygotowania jakiejś kanapki, prowizorkę oczywiście, to na drugi dzień trzeba się znów przemieszczać. W piwnicy bałagan świąteczny, lamki, ozdoby, kokardy, tasiemki i inne ozdoby, zajęły mi dwa duż plastykowe stoły rozkładane. A przecież “kuchnia” miała być w piwnicy. Tak się starałam, organizowałam, znosiłam i czyściłam. A teraz dwa stoliki rozkładane w tv roomie. Na nich … trochę bałaganu. Zresztę bałagan jest wszędzie. Dywan zwinięty, szafka z kuchni, na pufie w pojemniku bułki i jabłka w woreczku. Kurz białym korzuszkuem ściele się pięknie po podłogach, w dywanach będzie jego podwójna ilość. Jednym słowem tragedia.

Dojścia do pralni też nie ma, a wyprałabym coś, z całego tygodnia się nazbierało. Ot i tak sobie żyję, w bałaganie i kurzu, czekając na ukończenie remontu.

Jednym słowem coś za coś.

Szuflada

Zmęczona jestem. Weekend wolny, tylko poniedziałek do pracy i reszta tygodnia również wolnego.

9:22pm robotnicy jeszcze stukają, kończą poziomowanie drzwiczek od kuchennych szafek. Nie miałam siły czekać na sprawdzenie. Zlew, zmywarka i piecyk gazowy podłączony i to najważniejsze. Indyka będziemy mogli piec, zmywać gary też. Nareszcie!!!!

Zmywanie w łazience, która nie jest wcale daleko bo przy kuchni nie jest wygodne. Umywalka łazienkowa nie jest zlewem kuchennym. Jakoś dawaliśmy radę i gdyby trzeba by było, dawalibyśmy radę dlużej. Cieszę się, podłczone urządzenia kuchenne hurra‼️‼️. Dalsza część remontowa będzie za dwa tygodnie, nikt się nie pojawi w następnym tygodniu. Chociaż i dziś nie spodziewaliśmy się, MM wysyłal emaile, dzwonił, kontakt był utrudniony. Główny kontraktor nigdy u nas nie był a stwierdził że wszystko przygotowane jest do malowania ścian. Och MM się wkurzył.

Robotnicy przyjechali dosłownie przed 4pm. Po pracy miałam zajechać do sklepu i dokupić jakieś ozdoby choinkowe, zrezygnowałam.

Ostatnia brygada remontowa – mimo że była planowana szuflada, zakleiła front szuflady a resztę wraz z szynami wywaliła do garażu. Dobrze, że nie do śmieci. Patrzyłam na szufladę w garażu i widziałam oczami wyobraźni moje $$$, szyny do szuflad około lub ponad 200$ a reszta to też nie złotówka. Byłam zła, że nie skonsultowali się ze mną, tak po prostu sami zadycydowali. Okazało się, że im szuflada nie pasowała po piecykiem gazowym. A wcześniej przecież rozmawiałam, żeby w razie trudności z głębokością szafki lub długością, przyciąć. Zakleżało mi i to bardzo na tej szufladzie. W każdej kuchni jest taka szuflada, gdzie zbiera się “coś”, “skarby”, wrzucane na szybkiego, a nie padujące do innych szuflad. Znam się na wielu a może więcej niż wielu rzeczach. Nie podobało mi się takie załawienie sprawy. Po rozmowie, wytłumaczeniu, ostatecznie zrobili tak jak ja to chciałam. Przycięli, odkleili, przykleili, przykręcili, mam szufladę na śmieciuszki. Chodzę po kuchni i prawdzam, gdzie obite, niedopasowane, odstające i przeciekające. W zlewie mają wymienić sitka za mały rozmiar do mojego zlewu. Mają zamówić odpowiedni rozmiar, a tym czasem podstawiłam garnuszek i miseczkę. Pod pochłaniacz potrzebuję listewkę ceramiczną, zakończającą glazurę.

Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej kuchni. Nie mogę jeszcze, ustawiać i układać ale …. ugotować i zmywać jak najbardziej. Jak jestem przy zmywaniu. Zmywarka ustawiona ukosem. 😪

Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Poniedziałek 11/13/17

Dziś miałam trudny dzień w pracy. Wyjechałam przed 6am do domu wróciłam po 3pm. Pocieszające że jutro wolny dzień.

Ponad miesiąc temu na córci przód samochodu na parkingu najechał inny samochód. Młody człowiek zamiast włączyć automatyczną skrzynię na D włączył na R. Nie duże uszkodzenie ale dlaczego miałaby pokrywać koszty naprawy z własnej kieszeni. Nareszcie ubezpieczenie wczoraj się odezwało. Córcia przesłała im wszystkie zdjęcia jakie miała z tego zdarzenia i teraz czeka.

Rozpoczęłam ozdabianie yardu. Mam mnóstwo pomysłów na zrobienie ozdób.

Zmęczona z zapchanym brzuchem od słodyczy smacznie i szybko usnęłam.

Zegarek

Wczorajszej nocki, po całodziennym dmuchaniu liści z przewą na szybki wyjazd do sklepu w roboczym ubraniu, także szybkim prysznicu i lampce wina do malutkiej kolacji, którą przyszykował MM, wsoczyłam do łóżka. Jak dla mnie była wczesna jeszcze godzina, bo przed 9pm, usnęłam nie czując, że odleciałam. Ostatnio przesypiam 10-11 godzin. Czyżbym wracała do czasów niemowlęcych? A mówią i piszą, stary człowiek przesypia 5-6 godzin. Tylko się cieszyć, moje spanie nie wskazuje na starzenie się mego orgazizmu. Martwi mnie, czyżbym w krótkim czasie potrzebowała piaskownicy😀😀😀.

Śniadanko mieliśmy w Einsteinie, jak zawsze kanapki z łososiem i kawka. Przejrzałam nowości i ….wpadłam na pomysł. Zastanawiałam się jakiś czas nad moim pomysłem w ciszy. MM ciekaw był mego pomysłu, a właściwie pomysłu na prezenty konkretnie dla nas. Zdradziłam. MM zachwycony.

– ale do świąt daleko

– a dlaczego mamy czekać do świąt, każdy dzień jest świętem / odpowiedziałam

MM podchwycił. Sklep apple odwiedziliśmy po południu sprawiając sobie po zegarku. MM kupił większy bo i ręka większa, mój jest damski i mniejszy. Teraz będę dostępna 24/7. Nie będę musiała pilnować iphona, ipada. Mam nowy gadżet. Do świąt, prawdę mówiąc trzeba dożyć, chcę już cieszyć się i korzystać dziś a nie za kilka tygodni.

Mieliśmy frajdę uruchamiając no i poznając zegarek app. Jak kiedyś pisałam jestem fanką apple. Dziwię się, że dopiero w tym roku zdecydowałam się na zegarek. MM dawno proponował.

Do wszystkiego trzeba dojrzeć, dorosnąć.