Przed dzień sylwestra

Tak jak planowałam. Upiekłam dwie karpatki i usmażyłam pączków. Do karpatki córci użyłam lekkiego kremu, syna karpatka została pismarowana kremem budyniowym. Tak jak zamówilibtak i zrobiłam. Pączki polukrowałam jak zawsze, lukrem z soku z cytryny i cukru pudru. Słodziutkie i oczywiście, że smaczne. Córcia pod wieczór przyjechała odebrać, syn odbierze jutro.

Nie robiłam, żadnych zabiegów, typu maseczki czy masaże. Kiedyś przed wyjściem nałożyłam maseczkę z płatków owsianych, myślałam że skórę twarzy mi spali. Co dodają do płatków, trudno powiedzieć, mówią że owsianka zdrowa.

Resztę dnia przeznaczyłam na odpoczynek.

Nareszcie spokojnie

Tak, nareszcie spokojnie, beztresowo, sennie, słonecznie, mroźnie. Cisza w domu aż w uszach szumi, tylko zegar wydzwania swój, nasz, wasz, czas co 15 minut. Tyka, jak się wsłuchać to tykanie nie jest wogóle ciche. Za oknem słoneczko, ptaszki, wiewióry. Siedzę przed laptopem i organizuję zdjęcia z 2017 roku. Okazało się, że nie mam ich tak wiele. Najpierw choroba, później praca na jardzie całkowicie mnie pochłonęła. Między chorobą a yardem, wypady na koncerty na których nie wolno było robić zdjęć, spotkania na kolacjiach z dziećmi, gdzie nie chciało się pstrykać. Tak rok przeleciał. Zaczęłam szukać zdjęc z córci i syna urodzin i… omal ich nie wykasowałam. Miałam trudności z ich odnalezieniem w lesie katalogów i podkatalogów. Jakieś bzdety do trzymam na zapasowych dyskach a to co ważne, to potraktowałam jak śmieci.

Wyskoczyłam na zewnątrz naprawić przepalone lampki, okazało się przepalonych w jednym sznurze jest za dużo, powiesiłam nowy sznur. Wymieniłam na jelonku lampki z migających na stale palące się, migało fajnie ale do zdjęć lepiej aby było stałe światło. Chciałam jeszcze powsadzać cebulki tulipanów do ziemi, niestety 4 na plusie to nie dobra temperatura pracować w chłodzie i przed sylwestrem. Z ostatniego sylwestra trzeba było zrezygnować, choroba nas do łóżka położyła, tego sylwestra nie przepuszczę.

Na lunch wybraliśmy się do Waffle House, lubię ziemniaki tarkowane z dodatkami, kanapkę z serem żółtym i boczkiem. Nie lubię żadnych steków, szynek, burgerów. Kiedyś trafił się trochę nie świeży. Mój nos zawsze wywącha, nawet mięsko zjadliwe dla mnie nie jest zjadliwe. Czasami przekonuję siebie, że czepiam się, wymyślam, po zjedzeniu odchorowuję. Żeby żoładeczek czuł się komfortowo, jem tylko to co pachnie dobrze, w Waffle House tylko ziemniaczki i kanapka jak wyżej, żadnych sztucznych jajek i mięsa mielonego. Jeśli coś mi nieodpowiednio pachnie, nie jem.

Paznokietki przyszykowane do pomalowani, włoski już ufarbowałam, i wyszło bardzo dobrze.

Jutro muszę upiec karpatkę i usmażyć pączków. Nigdzie się nie wybierają na sylwestra, więc osłodzę nadejście Nowego Roku.

Sennie

ŚRODA December 27

Z rana MM powózł młodszą na lotnisko a ja pojechałam do pracy. Po powrocie poczułam się bardzo zmęczona, położyłam się odpocząć a przespałam 2 godziny. Myślałam, że w nocy będę miała trudności ze spankiem. Ależ skądże, spałam jak zabita.

Dni przed świętami, mimo że nie były stresujące kulinarnie, ale były stresujące mentalnie. Po świńskich plotkach, nie wiedziałam jak wszystko się odbędzie. Czy młodsza poruszy temat przy stole, czy córcia nie wybuchnie. Bo to na prawdę, poruszyło moją córcię bardzo, mnie również. Jak można tak oszkalować, jeśli stara nie chciała przychodzić na wigilję mogła po prostu powiedzieć, że nie chce. Płakać nie będę, nie zależy mi na kimś, kto mnie lekceważy. Uciekać do takich chamskich podstępów? Młoda udawała, przez cały wieczór wigilijny, że mic się nie stało. Nawet nie wytłumaczyła korzystanie z karty sklepowej mojej córci w Californii. Skąd miała numery lub kartę. Chamstwo, aż cieknie po plecach. Nic się nie stało, dla mnie się stało, takiego traktowania się nia zapomina. Wchodzi i na dzień dobry mówi do mnie….cześć polska kobieto… czy moje dzieci mówią do MM …cześć amerykański facecie…? Świnia❗️❗️❗️❗️Przytulanie się i gadanie kocham ciebie, nic nie znaczy. Tak jak powiedziałam MMowi, nie cierpię fałszywej miłości, nie lubię fałszu. To i tak było mniej przytulania i “kocham” niż na indyka.

CZWARTEK December 28

Dziś kupiłam sukienkę na bal sylwestrowy lecz jeśli będę jeść bez opamiętania jak to robię od kilku dni to….trzeba będzie kupić inną, większą o rozmiar sukienkę.

Tak tak, nie szata zdobi…..ale przecież, bezdomnego w brudnych szmatach nikt nie chce zatrudnić nawet na stanowisko tragarza.

Szata zdobi nasze ciało, zachowanie czyni nas uroczymi.

Przed Wigilią, Wigilia i po niej

Wraz z MCD obawiałyśmy się wieczornej kolacji wigilijnej. MCD zapowiedziała, że nie będzie odzywać się do młodszej MM, oszczerstwa jakimi nas obdarowała, mnie też ugodziły bardzo w serce. MM chodził smutny, pogrążony w myślach, mało się odzywał. Znów miał do mnie i MCD że esemesowałysmy do jego córek. Pokazałam treść textów, rozjaśniło się w jego głowie, że nikt nie nazwałyśmy żadnej z jego córek kłamcami. Co obie nagadały ojcu, to ich wielka tajemnica. Zastanawiałam się kogo zaprosić na Wigilię, aby nie było jak na pogrzebie. Sandra pojechała do rodziny, Jolanda wyjeżdża na Florydę, Gary idzie do znajomych, Ellen też nie – ma wielką rodzinę, tym bardziej w ostatniej chwili się nie zaprasza. Cała nadzieja w Roz.

Przyjechała młoda, rzuciła się na szyję, nie byłam zadowolona z tych uścisków. Nie przeszkadzała w przygotowaniach, MM nie twierdził, że młoda czuje się nie komfortowo. Zajęli się sobą, chodz’ili na śniadania, lunche i kolacje. W dniu kiedy młoda jechała do starej chciałam dać pierożki i jeszcze coś na stół wigilijny starej. MM stiwerdził, że nie bo będzie to znaczyło, że jej nie chcemy. Jeju❗️❗️❗️❗️toż to 36 letnia kobieta❗️❗️❗️❗️to nie małe dziecko. Przmilczałam jeśli nie to nie.

Bez pośpiechu i stresu, przyszykowałam stół wigilijny. Goście zajęli swoje miejsca. Było spokojnie, miło i sympatycznie. MCD unikała spojrzeń, pytań i rozmów z młodszą, mimo to było bezproblemowo. Wszystkie prezenty otwierał Ivan, kiedy otworzył swój prezent odemnie ( nie wiedział, że ja zrobiłam jemu taką niespodziankę) omal się nie rozpłakał. W pierwszej chwili zabrakło mu słów i tchu. To był japoński nóż kuchenny chef. Szkoda, nie zrobiłam zdjęcia. Córcia dostała oprócz drobnostek, robot Braun z dyskiem do tarkowania ziemniaków. Syn najnowszy iphone. Ja z MM sprawiliśmy sobie wcześniej zegarki apple, o czym pisałam. Cukierki, czekoladki, słoiki z dobrym miodem, ser wędzony, syropy smakowe do herbaty i kawy. Goście dostali drobne prezenty w postaci tlarzyków, świec zapachowych i innych drobnostek. Niestety, piszę niestety, ponieważ MSJ położył się na kanapie i …..zasnął. Nie dało się go obudzić. Synuś ma to do siebie, że nie da się go obudzić, na pytania odpowiada czasami z sensem czasami bez sensu. Potrafi chodzić, co uczynił i poszedł na dół i położył się do łóżka. Kiedy już wszyscy się rozeszli a ja sprzątałam w kuchni, syn przyszedł z obówiem w ręku, gdy był nachylony, spytałam kiedy przyjdzie po prezenty … za tydzień…. Nie mogłam zatrzymać, wiedząc, że śpi, pozwoliłam mu pojechać samochodem. Widziałam jego oczy, jego zachowanie, nie wolno budzić. Kiedy zadzwonił na drugi dzień, spytałam … pamiętasz? … tak jakby. Trzeba było mnie obudzić, gdy opowiadałam o otwieraniu prezentów. Próbowałam i ja i córcia.

Pierwszy dzień świąt, był spokojny i powolny. Młodsza pojechała do starej. Nic się nie wydarzyło.

Drugi dzień świąt. Przed południem MM wybierając się do starszej, spytał o pierogi i coś jeszcze. ” nic nie dostanie, nie chciała przyjechać to nic dla niej nie mam, sam powiedziałeś, że nie trzeba nic dla niej dawać”

– zmieniam zdanie – odpowiedział

– ale ja nie zmieniam, nic jej nie dam, nie lubi mnie i nie lubi mojego jedzenia i jej psa nie będę pilnować – odpowiedziałam

Nie wiem na ile szczerze i czy wogóle szczerze ale młoda mnie poparła, chociarz nie potrzebóję żadnych klakierów, dam sobie sama radę.

W tym czasie przyjechał synuś po prezenty i wałówę. Jego prezenty wciąż leżały pod choinką. Na prośbę córci nagrywałam wideo podczas otwierania prezentów. Prezenty były trafione. Jeszcze spotkał się z MM i młodszą. Wieczorkiem wybrałam się z nimi do meksykańskiej. Było sympatycznie.

Pierogów dalszy ciąg

W pracy miałam dziś bardzo ciężko. Jechałam do domu bardzo szybko, przekraczając prędkość. Chciałam odpocząć, wziąć kąpiel a później nic nie robić. Kąpiel…to jest dłuuuugieeee moczenie się w wannie. 🛁🛀🛁🛀

Tak tak, chciałabym, tak leżeć. Otworzyłam lodówkę, a tam….ciasto wczorajsze na pierogi, zawinięte w folię. I takim to sposobem zamieniłam kąpiel na pierogi. Później jeszcze dorobiłam ciasta i znów zostało, zabrakło farszu. Ostatecznie pierogów miałam 180-200, po pewnym czasie przestałam liczyć. Pierogi z pieczarkami i kiszoną podsmażaną kapustą zaczęły królować w zamrażarce. Rozpoczęłam również gotowanie bigosu, krojenie kapusty poszło mi łatwo, użyłam robota do tarkowania, jedynie co musiałam zrobić, to pokroić kapustę na mniejsze kawałki. Półgłówki i ćwiartki były za duże. Szybko i sprawnie to załatwiłam. Ogromny wpływ miała organizacja nowej kuchni, wszystko pod ręką, zlew duży z przegrodą na mniejszą i większą część sięgający do połowy głąbokości zlewu, co w znacznym stopniu ułatwiało zmywanie naczyć z długimi uchwytami. Siatki w zlewach na całej ich powierzchni na łatwiejsze korzystanie. Duży blat gazowy był dużym udogodnieniem. Pięć palników o różnych wielkościach pozwalał na ustawienie kilku wielkich garów w jednym czasie, bez marnotrawienia tego czasu, jak to wcześniej bywało. Dwa piekarniki oczekiwały na uruchomienie, mnustwo szuflad ukrywało wiele produktów i ich użycia. Poruszałam się w kuchni jak baletnica ciesząca się z sukcesów, które wkrótce miały nadejść.

Pracowicie

5am

Przygotowania do świąt idą powolutku. Jedynie posmażyłam pieczarki i kiszoną kapustę na nadzienie do pierogów. Dziś po pracy będę kleić pierogi. Zamrożę. Resztę dań szykować będę w piątek, sobotę i niedzielę. Lubię świeże to pierwsze, drugie – można jedzonkiem cieszyć się dłużej. Nie lubię podgrzewanego lub zamrożonego.

Wyszorowałam lodówkę, robiąc więcej miejsca w lodówce. Trzeba też przejrzeć zamrażarkę. Co zostawić i zużyć, na święta. Czeka mnie odkurzanie i lakierowanie podłóg. Uwielbiam jak są jak lustra. 😁 Nie jest to ciężka praca ale zawsze . …. trzeba się naschylać, za czym mój kręgosłup ostatnio nie przepada. Znów mam mrowienie w palcach u prawej stopy. Nikomu nie mówię bo mnie skrzyczą. Ale obiecuję, dziś zrobię gimnastykę na kręgosłup.

Godzina już “łóżkowa”, nie dawno skończyłam gotowanie pierogów, dziś 90 szt. Nie liczę 35szt. malutkich do barszczyku.

Tylko tydzień

Och wiem, że są ludzie nielubiący świąt i ich nieobchodzący. Wiem też, że są samotni, którzy stawiają choinkę i robiący sobie prezenty. Bez względu na różne poglądy i powody, mam święta i choinkę każdego roku. Yard z MM wydmuchałam z (chyba) ostatnich liści. Od paru tygodni yard jest ozdobiony. Domek wewnątrz również, czas na choineczkę, czeka nagusieńka na przybranie🌲.

Caluśki dzień przyozdabiałam choineczkę, rozmawiając na skype z mamą a później z młodszą siostrą. Miło się gawędziło.

Choineczka ubrana🎄🎄🎄🎄🎄

Paczka

Wysłana paczka dotarła do celu na początku tego tygodnia. Była do odebrania na poczcie już wcześniej ale siostra musiała wyjechać do Wawy. Mieszkanko odmalować, podszykować, posprzątać dla następnych lokatorów wynajmujących. U mnie sypało śniegiem a szwagier wysyła zdjęcie prawie roznegliżowanej siostruni. Ładna ta moja młodsza, pożartowałam ze szwagrem, ładną laskę sobie przygruchał. Z paczki wszyscy zadowoleni, cukierki, ciasteczka i choinkowe zabawki. Bałwanek śpiewający i kręcący się a kółko, karuzela z muzyką. Mikołaj podnoszący na oczy woreczek i opuszczający do dołu. Tak byli zachwyceni, że siostra w jeden w dzień nosiła do pracy pokazać w następny siostrzenica do swojego biura. Cieszę się, że podobało, że i oni mieli trochę radości. Mamusia zadowolona i kiedy z nią rozmawiałam, opowiadając, śmiała się. Nie łatwo rozbawić moją mamusię.Mamusia ma chyba z 13 takich zabaweczek. Kolekcjonuje, wysyłam każdego roku. Już wyjęła z szafy. Ja mam 3 lecz jedna nawet po założeniu nowych baterii nie uruchomiła się, nie kupowałam sobie, zawsze w sklepie naśmieję się, nabawię. Nie miałam potrzeby kupowania.

Każdego dnia przekładałam zakup choinki świątecznej, za późna pora. Dziś już jest ten dzień.

Bez tytułu

A właśnie, że dzień pracy nie był ciężki. Nawet przyjemny. Skończyłam wcześniej, niż przewidywałam. Zajechałam do sklepu, kupiłam drobnostki do paczek świątecznych. Talerzyk, pojemniczek na avocado, trzy oliwy w metalowej postawce, miód, syrop waniliowy i o smaku białej czekolady. Wrszłam też do Farmer Marketu zrobiłam pierwsze zakupy. Po raz pierwszy zdecydowałam zamrozić pierogi. Wiadomo wyrób pierogów jest czasochłonny, po ich zrobieniu opadam z sił. W tym roku wyprobuję mrożenie pierogów. Kupiłam też nóżki na galaretę i języki. Makaron łazankowy, pęczak na kutie.

Choinki dziś nie kupiliśmy. Za późno wróciłam do domu. Plac na którym choinki sprzedają otwarty jest bardzo długo lecz nie mam ochoty wybierać drzewka przy światłach latarni. Marzy mi się smukłe i za takim będę się rozglądać.

Dziś zadzwoniła Sandra. Wróciła z Californii. Święta będzie spędzać z rodziną. Spotkamy się już w nowym roku.

Przedświątecznie

W pracy prawdziwa harówka. Wróciłam przed 6pm. Byłam wymięta, wyrzęta (nie wiem dokładnie co to oznacza ale tak kiedyś starsze panie mówiły), przeciśnięta przez dziurkę w igle. Dowlekłam się do lodówki, pistawiłam rosół do podgrzania. MM proponował indyka, kiełbaskę, nie miałam siły ruszać szczęką. Wszystko tylko nie to. Rosołek wlałam w siebie. Po prysznicu, zrobieniu paznokci, wróciły siły lecz nie zdecydowałam się na żadne prace ozdobnicze. Ległam na kanapie. Pies obok, MM przykrył kocykiem. Life is good. Ozdoby walają się po całym domu a mnie to nie rusza. Kopnęłam to i owo, bo plącze mi się po nogami, pieski bawią się ozdobami a ja, dosłownie nic. Co się ze mną stało, zastanawiam się. Czy to ze zmęczenia brak reakcji. Nie ważne, mam czas. Choinkę kupimy jutro, to też mnie nie przeraża. Toż w ubiegłym roku choineczka stała już o tej porze. To był tamten rok, należy do historii. W tym roku będzie inaczej. Jak na razie walam się na kanapie.

Synuś nie ma zapalenia płuc, dobrze. Czuje się wciąż źle.

Mój katar i kaszel minął.

Dałam córci pieniążki na choineczkę i ozdoby. Niech ma, pieniżki mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą.

Jaki jutro będzie dzień?

Ciężki.

Piątek wolny!!!!!!!!!!😁😁😁😁

Cenne jest zdrowie, każdy ci to powie 😷😷

Z moich planów przed świątecznych, że będę miała wolny tydzień nic nie wyszło. Następny tydzień, niestety pracujący. No cóż po pracy będę kucharzyć. Ozdabianie domku jest w trakcie, bez pośpiechu i naciskań. W rytmach kolęd dekoruję. Jutro kupimy choinkę. Bez nerwów, na spokojnie ze wszystkim zdążę.

Synuś miał dziś egzaminy końcowe semestralne i prześwietlenie płuc. Zajechał do mnie, nie wyglądał dobrze. Zjadł rosołek i dałam w słoiku do domu. Będzie miał na jutro. Jeszcze dwa dni zwolnienia, może jutro doktorka zadzwoni odnośnie prześwietlenia. Oby wszystko było dobrze.

Cenne jest to co tracimy i na czym nam najbardziej zależy.

Zmiany

Zimne poty obudziły mnie po 2am. Cała twarz zlana zimnym potem. Moje ciało rozpalone jak ogień, chociaż gorąca nie czuję. Nos zapchany i mam katar wewnętrzny, zbiera mi się na kichanie co chwilę. Zbiera się, ale nie kicham. Co dalej. Trudno powiedzieć. Muszę wstać i jakieś medykamenty przyjąć. Inaczej będzie źle bo nieciekawie to widzę. Ten tydzień mam pracujący. Aby mnie nie położyło do lóżka na dobre. Gorączki nie mierzyłam ale i nie czuję abym miała. Wygląda to na wstępne przeziębienie. Jeszcze półtorej godziny i trzeba będzie wstawać.

Ciekawa jestem i zjadę samochodem na dół do ulicy. Mam zapas piasku. Może mi się uda. Temperatura -3C, znów zapewne zamarzło to co wczorajsze słońce roztopiło. Planuję wyjazd z dzielnicy inną trasą, mniej pagórków i mniej oblodzonej jezdni. Tylko ulice osiedliwe są jeszcze w złym stanie, autostrady używane przez 24/h są przejezdne. Wczoraj były.

Do pracy dojechałam cała i niezdrowa. Katar, kaszel ale nie mam bólu głowy, gorączki, osłabienia, zawrotów głowy, nudności. Więc, z kaszlem i katarem dam sobie radę. 🤧😷🤫

Drogi główne przejezdne, szkoły od dzisiaj czynne to i ruch większy.

Dzień przeżyłam. Z nosa lało się jak z kranu, teraz kran jedynie przecieka.

Mój syn chory, jeszcze nigdy nie widziałam go tak zbiedzonego. Umówiłam wizytę i kazałam jechać do lekarza. Trochę marudził, w ostatniej chwili wyskoczył z łóżka i pojechał. Gorączka, wysokie ciśnienie, poty, dreszcze, osłabienie, ból żołądka. Dziś było za późno na zrobienie RTG, jutro musi pojechać. Dostał trochę leków w tym antybiotyk. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Dostał zwolnienie. Źle czuje się od tygodnia, wczoraj było lepiej i zdecydował się pójść do pracy. Dziś bardzo źle. Nastrój też ma przygnębiający.

Długo z nim rozmawiałam lecz do niczego nie doszliśmy. Ma trochę problemów z dziewczyną, wygląda na to, że się rozstaną. Jak każda kochająca mama, chciałabym jak najlepiej lecz….to dziewcze nie jest dla niego. Pozbawiona uczuć, zimna ryba nastawiona na branie. Zobaczymy co będzie, zebym chciała o tym napisać, powstałaby powieść.

Nie jestem chętna do prac ozdobniczych w moim domu. Jutro mam krótszy dzień w pracy, więc może po pracy zabiorę się do pracy😱.

Nie mam też ochoty ślęczenia w internecie i wyszukiwania prezentów, może też jutro.

Brak chęci nie kręci.

Koncert

Wieczorkiem byłam już zmęczona. Dekoracje świąteczne w piwnicy, trzeba się nadreptać po schodach. Jak co roku, dekoruję każdy pokój, piętro również. Pokonać wszystkie schody i to nie jeden czy dwa razy, to jest już wyczyn. Sylwetkę za to będę miała prawie osy. 😁 Oczywiście że żart. Około 5pm doprowadziłam się do odpowiedniego stanu, po prysznicu wróciło życie. Zapomniałam o wykonanej pracy i zmęczeniu. Makijaż, fryz, dress i byłam gotowa do wyjścia. MM też reprezentował się dobrze. Od jakiegoś czasu jest na diecie, trochę schudł i wygląda na prawdę lepiej. Uważa na to co je i spożywa mniejsze ilości. Chcieliśmy jeszcze przed koncertem wskoczyć na kolację. Z racji zbliżających się świąt, restauracje w których chcieliśmy spędzić czas do rozpoczęcia koncertu, miały pełen komplet klientów. Czekanie na wolny stolik, około lub ponad godziny. Weszliśmy do baru. Niesamowita klientela, grubasy, grubasy i xxxxxl grubasy. Na zewnątrz mróz a grubasy w białych skarpetach i klapkach. Koszmar, DZIĘKI, że nie mieszkam w tym regionie.

Sałatka, jaką zamówiłam była dobra. Ustawiona maszyna cocacoli, była oblegana, często ustawiała się kolejka. Maszyna serwowała napoje o smakach, których nie sposób kupić w sklepach. Wybór napoi i smaków ogromny.

Centrum koncertowe na 13tys miejsc. Prawie wszystkie były zajęte. Miejsca mieliśmy dobre, blisko i dobra widoczność. Niesamowite widowisko. Nazwa zespołu wskazywała  na rosyjską okiestrę, natomiast w skladzie byli: 1 kanadyjka, 2 chńczyków, reszta amerykanie.

Podobał mi sie bardzo. Z tym, że siedzenia były dość wysłużone, nie należę do grubasów i na tyłku nie mam sadła więć odczuwałam sprężyny, zamieniłam się z MM siedzeniami, trochę było lepiej ale…siedzenie obok zanim nik nie zajął, wyprobowałam, o niebo lepsze od  MMa. No cóż, wytrzymałam bo ponad 2 godziny bez przerwy na oddech. Nie tylko widownia nie miała przerwy ale i wykonawcy. Nie mogąc wytrzymać na wygodnych inaczej fotelikach, zdecydowałam opuścić widownię i koncert. Nie martwiłam się za bardzo ponieważ, możliwe, że do końca zostało 10-15 minut.

Gdybyśmy nie opuścili wczesniej (nie tylko my byliśmy tacy sprytni) fala narodu zalałaby parkingi i wyjazd z niego trwałby 1 godzine lub dłużej. Kilka razy nam się już to przytrafiło. Szybciutko do domku i…niespodzianka… podjechaliśmy pod nasz wjazd i …. ślizgiem samochód zjechał na dół ulicy. Zamarzło to co słońce troszkę roztopiło. MM nie probował wjechać ponownie. Samochód zostawiliśmy w dole na ulicy.

MM dziś zdecydował trochę odśnieżyć. Czyżbym miała jakąś moc nadprzyrodzoną o której nie wiem? Odśmieżał o odlodowywał nasz zjazd do drogi. Nie omieszkałam nagrać filmik bo to wielkie wydarzenie😄😱. Och wiem jestem sarkastyczna ale i mi się czasami zdarza być normalnym człowiekiem.

 

Dziś wyjechaliśmy na śniadanie, po powrocie, też nie mogliśmy wjechać na naszą górę.

Niespodzianki się zdarzają.

Nerwówka

Nie lubię z MM pracować. Choć przygotowania do świąt, to nie jest prawdziwa praca. Poprosiłam aby przyciął mi metal, ohhh najpierw się nagadał, przyciął z boków o których nie wspominałam. Boki które chciałam aby były przycięte, zostawił i nie chciał zrozumieć o co mi chodzi. Nie jestem tak wielka jak on, nie sięgam!!! On swoje. Zostaw to i daj spokój – powiedziałam. Wkurzyłam się, bo siedzi i marudzi, że nie ma co robić a jak już poproszę to….przenosząc doniczkę z dużym drzewkiem…porozlewał wodę (na dywan też), zamiast na stojaczek, postawił obok. Już drugi raz nie poprosiłam. Modląc się po cichu aby nie naruszyć kręgosłupa, postawiłam na stojaczku (siega mi do pasa). Siedział w kuchni i znów marudził, że nie ma co robić, w pewnej chwili chciałam wypomnieć mu, ten metal, rozlaną wodę na dywan z doniczki i postawienie doniczki byle gdzie, tak na odczepnego. Dałam spokój, nie zrozumie, bo zrozumieć nie chce. – zrób mi ten metal powiedziałam …. ale po co, dlaczego, nie ma sensu. – to nie rób.

Przytargał metal z garażu, w złości wywaliłam do garażu. No i na nowych kuchennych blatach zaczął ciąć a później kleić. Martwiłam się o kuchnie, nowa, piękna a MM ma to gdzieś, zamiast na stole , to na nowych blatach musi ciąć. Dobrze, że podłożył ściereczkę.

Koszmar, MM się nudzi a ja mam przygotowań do świąt tak wiele, że nie zauważam kiedy wieczór nastaje. Boję się go prosić o pomoc, bo jest nie ostrożny. Niech będzie tak jak jest, sama wszystko zrobię. To nie jest tak, że uważam, że zrobię najlepiej, ale gdy widzę jego minę, pośpiech, niechęć i niezdarność, wolę sama zrobić. Niech siedzi i się nudzi, nie wiem i nie rozumiem co to znaczy NUDA, ale niech się nudzi. Śniegu napadało mógłby poodgarniać, nie zrobi bo takiej pracy nienawidzi.

No i dowiedziałam się, młodsza córka jednak przyjedzie na święta. Dobrze że na drugi dzień świąt pójdę do pracy. Gdyby nie przyjechała zrobiłabym sobie wolne.

Nie ma nigdy tak jakbyśmy chcieli, niestety.