Koncert

Wieczorkiem byłam już zmęczona. Dekoracje świąteczne w piwnicy, trzeba się nadreptać po schodach. Jak co roku, dekoruję każdy pokój, piętro również. Pokonać wszystkie schody i to nie jeden czy dwa razy, to jest już wyczyn. Sylwetkę za to będę miała prawie osy. 😁 Oczywiście że żart. Około 5pm doprowadziłam się do odpowiedniego stanu, po prysznicu wróciło życie. Zapomniałam o wykonanej pracy i zmęczeniu. Makijaż, fryz, dress i byłam gotowa do wyjścia. MM też reprezentował się dobrze. Od jakiegoś czasu jest na diecie, trochę schudł i wygląda na prawdę lepiej. Uważa na to co je i spożywa mniejsze ilości. Chcieliśmy jeszcze przed koncertem wskoczyć na kolację. Z racji zbliżających się świąt, restauracje w których chcieliśmy spędzić czas do rozpoczęcia koncertu, miały pełen komplet klientów. Czekanie na wolny stolik, około lub ponad godziny. Weszliśmy do baru. Niesamowita klientela, grubasy, grubasy i xxxxxl grubasy. Na zewnątrz mróz a grubasy w białych skarpetach i klapkach. Koszmar, DZIĘKI, że nie mieszkam w tym regionie.

Sałatka, jaką zamówiłam była dobra. Ustawiona maszyna cocacoli, była oblegana, często ustawiała się kolejka. Maszyna serwowała napoje o smakach, których nie sposób kupić w sklepach. Wybór napoi i smaków ogromny.

Centrum koncertowe na 13tys miejsc. Prawie wszystkie były zajęte. Miejsca mieliśmy dobre, blisko i dobra widoczność. Niesamowite widowisko. Nazwa zespołu wskazywała  na rosyjską okiestrę, natomiast w skladzie byli: 1 kanadyjka, 2 chńczyków, reszta amerykanie.

Podobał mi sie bardzo. Z tym, że siedzenia były dość wysłużone, nie należę do grubasów i na tyłku nie mam sadła więć odczuwałam sprężyny, zamieniłam się z MM siedzeniami, trochę było lepiej ale…siedzenie obok zanim nik nie zajął, wyprobowałam, o niebo lepsze od  MMa. No cóż, wytrzymałam bo ponad 2 godziny bez przerwy na oddech. Nie tylko widownia nie miała przerwy ale i wykonawcy. Nie mogąc wytrzymać na wygodnych inaczej fotelikach, zdecydowałam opuścić widownię i koncert. Nie martwiłam się za bardzo ponieważ, możliwe, że do końca zostało 10-15 minut.

Gdybyśmy nie opuścili wczesniej (nie tylko my byliśmy tacy sprytni) fala narodu zalałaby parkingi i wyjazd z niego trwałby 1 godzine lub dłużej. Kilka razy nam się już to przytrafiło. Szybciutko do domku i…niespodzianka… podjechaliśmy pod nasz wjazd i …. ślizgiem samochód zjechał na dół ulicy. Zamarzło to co słońce troszkę roztopiło. MM nie probował wjechać ponownie. Samochód zostawiliśmy w dole na ulicy.

MM dziś zdecydował trochę odśnieżyć. Czyżbym miała jakąś moc nadprzyrodzoną o której nie wiem? Odśmieżał o odlodowywał nasz zjazd do drogi. Nie omieszkałam nagrać filmik bo to wielkie wydarzenie😄😱. Och wiem jestem sarkastyczna ale i mi się czasami zdarza być normalnym człowiekiem.

 

Dziś wyjechaliśmy na śniadanie, po powrocie, też nie mogliśmy wjechać na naszą górę.

Niespodzianki się zdarzają.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s