Przyłapana, na kolanach.

Drugi wolny dzień od pracy i drugi dzień sprzątania choinek i ozdób w domu. Na zewnątrz planuję zbierać ozdoby świąteczne w następnym tygodniu, zapowiadają już całkowite ocieplenie do 18C.

Dziś mieliśmy od -10C do -4C. Szkoły, poczty, panowie od śmieci, inne urzędy, nie pracują. Lód został przkryty śniegiem. Czekamy na ocieplenie.

Ozdabianie domu było długie, bo gdzie i co powiewiesić lub postawić, potrzebowało czasu. Zdejmowanie szło mi szybciej, układanie, a więc ogranizacja w pudłach szła i idzie mi trochę dłużej. Zresztą jak zawsze, przy tym zajęciu. Biegałam z piwnicy na piętro, z piętra do piwnicy, może do setki dociągnęłam. Fitbita mam ale … chyba wywaliłam do śmieci ładowarkę, drugi stareńki też nie ma ładowarki. Zegarek app, przy włączonej aplikacji aktywności fizycznej pożera baterię bardzo szybko, więc trudno powiedzieć ile pięter pokonałam. Wystarczająco dużo jeśli kolana zaczęły boleć. Schowałam się w łazience aby MM nie zauważył, bo to zaraz zacznie się martwić, kombinować co by tu zrobić, jak mi pomóc, proponować odpoczynek. Nie byłam zmęczona, jedynie kolana odmawiały posłuszeństwa, nawet przy szerokim rozstawianiu nóg wchodząc po schodach bolały, przy uciskaniu ich i schyleniu się prawie do ziemi też bolały, wchodzenie bokiem nie pomogło, na czworaka tylko nie próbowałam. 🙈Po cichutku zaczęłam nacierać kolana maścią. Nie zdążyłam schować maści i naciągnąć dresów, kiedy MM stanął w drzwiach łazienki. Ujrzałam strapioną minę. Na pytania, dlaczego nie mówię, odpowiedź była krótka, nikt mi nie pomoże, boli to boli, przestanie. Faktycznie, nawet jak coś mnie bardzo boli, odpowiadam, OK, good. Jak już ból jest nie do wytrzymania i żadne proszki przeciwbólowe nie pomagają, stwierdzam, że potrzebuję lekarza. MM podał mi swoją maść, nie skorzystałam, zanim moja maść pomaga na takie dolegliwości będę jej używać. Nigdy nie miałam problemu z kolanami ale po bieganiu po schodach i dźwiganiu pudeł, miały prawo się zbuntować. MM proponował pomoc niejednokrotnit, z tym że to jest uciążliwe. Pudło nie jest do końca załadowane lub przenoszę ozdoby z pudła do pudła. Wieczorem zaprzestałam, zbierania ozdób, chwyciłam sekator i cięłam choinkę. Córcia przez telefon, stwierdziła. ‘ Robiłaś w domu to, co zwykle robisz na zewnątrz. A że na podwórzu zimno, urządziłaś prace ogrodowe w domu. I dobrze mamuś’. Dobrze, czy źle, nabałaganiłam okrutnie. Igiełki strzelały i sypały się po pokoju. Po to mam odkurzacz aby jutro posprzątać.

Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Jacy są znajomi z pracy, każdy dokładnie wie. Jednych lubimy innych unikamy. Bywa i tak, że przy okazji imien lub innych uroczystości, zostajemy w oddali, nie mamy ochoty składać życzeń. Nie zależy nam na ich zdrowiu lub chorobie, szczęściu lub nieszczęściu. Pozostajemy obojętni. Nie mamy ochoty na serwowane ciasta, kawy, herbaty. Nieszczere życzenia, udawane uśmiechy, uściski, osobiście mnie drażnią. Nie chcę sztuczności i tym samym, nie chcę tą sztucznością nikogo obdarowywać. To jest bardzo proste: lubię lub nie lubię, toleruję lub nie toleruję, kocham lub nie kocham, chcę kogoś odwiedzić lub nie chcę. W zakładach pracy jest jeszcze coś pomiędzy: wypada, muszę. Nawet jak nie mamy ochoty to musimy. Inaczej odbije się to na premii, nagrodzie.

Pracowe znajomości nie żyją po za pracą. Jeśli nawet, to z biegiem czasu nabierają innych znaczeń, umierają śmiercią naturalną. W Polsce nie miałam koleżanek z pracy, na gruncie prywatnym. To były znajomości w biurach. Z biegiem lat w wyniku zajmowanych stanowisk, nie wypadało “zaprzyjaźniać się” z innymi pracownikami. Szfostwo żyło swoim życiem, z tego “życia” również nikt nie pozostał wśród mego grona znajomych, a na pewno nie przyjaciół. Edukacyjni koledzy, przyjaciele, znajomi z biegiem czasu, też się wykruszyli, jak kruszy się suchy chleb. Ktoś został, tylko kilomerty dzielące nas nie ułatwiają utrzymanie kontaktów, mimo że działają komnikatory i społeczności internetowe. Zamieszkiwanie na innych kontynentach spowodowało zmianę poglądów i nie mówię tutaj o politycznych.

Pracuję obecnie wśród społeczności amerykańskiej, jedni przyjazdni, innym wszystko obojętne. Zrobione, odfajkowane, dziękuję, do widdzenia albo i nie do widzenia. Nigdy mi nie zależało na koleżeństwie i przyjaźniach. Jestem jaka jestem, a najlepiej czuję się w swojej rodzinie i ze sobą. Nie nudzę się we własnym towarzystwie, jest mi bardzo wygodnie i to towarzystwo sobie bardzo cenię. Jestem osobą otwartą na poznawanie wszystkiego nowego. Takim to sposobem zaprosiłam koleżankę z pracy wraz z mężem w odwiedziny do mojego domu. Kupiła dom nad oceanem i wyprowadza się wraz z całym dobytkiem, a jest to mąż i pies, do innego stanu i już nowego domu. Stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować naszą znajomość nawet na odległość. Początkowo nasze spotkanie ustaliłyśmy na czartek. Hrnold a mąż Ellen, nie był chętny na towarzyszenie w spotkaniu. Po wymianie smsów, okazało się, że czwartek nie bardzo jej pasuje. Zaczęłam podejrzewać, że po prostu rezygnuje, a nie chcąc mnie urazić, kombinuje. Nie zrażona, zaproponowałam piątek. Byłam w błędzie z tym kominowaniem. Termin jak najbardziej jej pasował i …Haroldowi też.

Przyjechali!!!!!! Ellen była ciekawa mojego domu i rozpoczęliśmy “wycieczkę” po “salonach”. Harold szybko nawiązał rozmowę z MM. Upiekłam chlebek turecki, który przypadł moim gościom do gustu a kawa, jak kawa. Spędziliśmy w swoim towarzystwie ponad 2 godziny, i powiem, nie nudziliśmy się. Zaklepaliśmy następny termin naszego spotkania, jeszcze przed ich całkowitym wyjazdem z miasta.

Lubiłam i lubię swoich nowych znajomych. Po ich wyjeździe zastanawiałam się….że też im się chciało do mnie przyjechać….

Musi w tym coś być, może nie w tym, tylko we mnie.

Zadowolona jestem bardzo ze spotkania, MM również.

Mam nadzieję, że ta znajomość utrzyma się na dłużej.

Prezent jaki otrzymałam od nowych znajomych. Może to nic, a dał mi wiele radości.

Trzeba umieć cieszyć się z niczego, tak niewiele osób opanowało tą sztukę.

Kapuśniak

Najlepszy dla mnie oczywiście kapuśniak, to taki co całą buzię wykrzywia i oczy zamyka. Kapusta słodka jak i kwaśna, została od świąt. Kupiłam za dużo i nie zużyłam do bigosu. Po świętach wciąż “chodził” za mną kapuśniak. Czas oczywiście był, chęci brakowało. Wczoraj zmobilizowałam się, ugotowałam kapuśniak. Smakowo dobry ale… buzi nie wykrzywiał na tyle aby oczy zamykać. Córcia zachęcona moim gotowaniem, zapowiedziała, że też ugotuje kapuśniak. Jadąc do pracy podrzuciłam córci wędzony boczek ( mój bez boczku, na świńskich nóżkach), pietruszkę ( mój bez) i słoiczek kiszonej kapusty. Po pracy zajechałam po słoiczek kapuśniaczku. To dopiero kapuśniak!!! Oczy zamykał, buzię wykrzywiał, ślinę produkował i nie pozwalał zaprzestać jedzenia. Omal łzy nie płynęły od kwaśności. Super, no mówię, super.

Mój Tatuś może być dumny z wnuczki.

Drugi dzień 2018

Przegląd wiadomości: ” Stockinger się zakochał”

Bardzo dobrze, lepsza miłość od nienawiści. Nawet jeśli kocha 20-latkę. Co komu do tego. Miłość, mówią, nie zna granic i nie liczy wieku. Nie każdemu jest dane przeżycie prawdziwej miłości, różowych okulach, skrzydeł zamiast ramion, łez z uniesienia i braku możliwości Jego widzenia, seca drżenia. Kochać kogoś, daje nam wiarę na lepszą przyszłość. Kochajmy i róbmy wszystko aby nas kochana. Pozwolić komuś aby nas kochał, nie jest proste. Przecież jesteśmy otwarci, wspaniali, piękni, mądrzy, tylko …. kocha się za SERCE a nie za piękno czy mądrość. Dodatki w postaci piękna i mądrości są jak najbardziej mile widziane na początku naszej miłosnej drogi😁.

Czasami mamy wrażenie, że kochamy a przy mniejszej porażce jego/jej wylewamy kubeł zimnej wody, nie ma prób zrozumienia, pomocy, kompromisu. Ale i taka namiastka miłości jest światu potrzebna, bo każde uczucie prowadzi do miłości, mimo że jest to kręta droga. Każda miłość przemienia się w inną dojrzalszą miłość, zroumienie, uczy nad ciepliwości i dbałości o jego/ją.

Więc nie należy krytykować kogoś za jego uczucia miłości. ( nie poruszam spraw religijnych) Niech kocha i niech będzie kochany, nawet za to że ma kasę lub jej nie ma, za zmarszczki, za to że nas kocha, za młodość i starość wreszcie za serce, którego coraz mniej na tym świecie.

Pozwólmy ludziom dokonywać wybory, robić pomyłki i płacz po utracie. Nie decydujmy za innych, każdy ma swoje życie do przeżycia i nie starajmy się żyć za kogoś, to jest niemożliwe.

“Chiny potęgą gospodarczą”. Kraj bogaci się na wykorzystywaniu dzieci do prac za miseczkę ryżu. Kraj gdzie jest najwyższy wskaźnik samobójstw. Kraj w którym ludzie sciśnięci są jak sardynki w konserwie, gdzie jeszcze do nie dawna pozwalano na zabicie drugiegi dziecka tym samym posiadanie JEDNEGO. Kraj gdzie je się dosłownie wszystko, łącznie z karaluchami. MM pracował w Chinach przez 6 miesięcy. Widział – ruszające się na takerzach ruszające się robaki, karaluchy, smażone psie mięso itd. Kraj który nie daje rady z wyżywieniem swoich obywateli, emisją gazów (wszędobylski smog), wykorzystywaniem ludzi do orac w nieludzkich warunkach, jest na łamach wszystkich gazet i wigóke nie dlatego że jego praktyki są karygodne ale, że w związku z prowadzeniem karygodnej polityki staje się potęgą gospodarczą. Każdy czytał o listach wszywanych lub wkładanych w wyroby z Chin, w których pracownicy proszą o pomoc. Świat nic z tym nie robi, zachłystnął się “potęgą” i spowadza za grosze produkty z Chin.

Nie popieram polityki Chin, również kupuję chińszczyznę i wcale nie dlatego że jest tania, nie ma czasami wyboru, bo w moim kraju taki produkt nie jest produkowany. (Światowa polityka?) MM kupił, a właściwie zamówił na amazonie, coś co pomoże i ułatwi śpiące życie. Przed snem nie będę musiał trzymać w ręku iphona lub ipada. Pudełko jak pudełko lecz zastawiające, nie ma żadnej wzmianki o producencie, obracając we wszystkie strony, szukałam i szukałam na pudle i pudło. Nie znalazłam. MM zamontował, próbowałam jeszcze przed świętami, jeden raz. Trochę nie wygodne jak się nie ruszam, w bezruchu jest ok. Ręce wolne, ale co z nimi możba robić w łóżku? Postawiłam to coś ponownie. Poruszyłam się, to coś zwaliło się na podłogę, na dywan, dywan pluszowy, gruby. Dlaczego to takie ważne, jaki dywan? Pod dywanem jest wykładzina! To coś się połamało!!!!! MM powiedział – czego oczekiwać po chińczykach. Zamówił dwa egzemplarze, postawił mi na łóżeczku drugi.

“Playback Fonsiego” – zrobiony problem z niczego. Zapłacili pół miliona, nie mogłam doczytać się w jakiej walucie. Zagrał jak zagrał, kase zwinął i się bez winy zwinął. Na przyszłość należy warunki umowy jasno i przejrzyście ustalić, bo następnym razem zapłaci się za coś czego nie będzie lub nigdy nie istniało, jeszcze się nie narodziło lub już bawi się z aniołkami. Możliwym jest, że w umowie był dopuszczony playback, więc nie ma po co bić piany. Media podsycają, nie wyjaśniają.

Jeszcze wiele artykułów, szkoda mojego czasu. Zeszłam do piwnicy, uporządkować choinkowy bałagan. Późnym wieczorkiem skończyłam porządki.

Wyjaśnienie

Muszę przejrzeć moje posty. Pisze na: iphonie, ipadzie, laptopie. Post zaczynam pisać np. Iphonie w międzyczasie dopisuję na ipadzie. Oczywiście zapisuję często. Otwierając laptopa nie widzę zapisanego posta, zaczynam od nowa. Wspaniała technika kasuje mi lub urywa pół posta. Czasami świadoma lub nie, publikuję całego posta a tak na prawdę publikuje się połowę z urządzenia na którym zaczęłam pisać a nie z tego na którym posta zakończyłam.

W tym tygodniu mam kilka dni wolnych, muszę przejrzeć. Zrobił się bałagan.

Jeszcze raz, wszystkiego dobrego w 2018 roku🎄🍾

1 STYCZEŃ 2018

Nowy rok zaczął się bardzo pomysłowo.

Moje goluśkie nogi wsadziłam w rękawy szlafroka hotelowego, owinęłam się, MM miał bluzę z długim rękawem, którą mi użyczył. Tak opatulona probowałam zasnąć. Ciężko było. Materac, poduszka, kołderka nie moja, myśli krążyły wokół – kto walał się wcześniej na tym łożu, kto pluł na wykładzinę, ile osób, co, jak, kiedy….

Wypite drinki i tabletka nasenna nie przyszły mi z pomocą.

Co się tyczy drinków, podejrzewam, że do butelek w których alkohol był przechowywany dolano, jakiegoś rozcięczacza. W domu po dwóch drinkach lub 2-3 lampkach vermutu, w głowie zaczynało szumieć. Wypiłam 4 drinki z rumem, 4 lampki vermutu, ani w głowie ani w nogach.

Po śniadanku serwowanym w części restauracyjnej, wyruszyliśmy w drogę powrotną.

Jestem zadowolona, wszystko było super!!!

Czas na odpoczynek w swoim łóżku pod elektrycznym kocykiem.

31 December 2017 🍾🍾🍾

Ostatni dzień starego roku. Jaki będzie?

Poranek.

Kilkakrotnie budziłam się w nocy, sięgając po tel aby sprawdzić godzinę, czy aby to rano i trzeba wstawać. Nie, nie trzeba było. 2:25am, 4:10am wczesna pora na pobudkę.

Ostatecznie o 7:14am jednym okiem łypałam (przymrużonym okiem starałam się dojrzeć) na ekran iphona. MM już na dole, kuchni lub tvroom. Wiadomości, nowości brak. Pożary, trzęsienia ziemi, ktoś zginął pod kołami. W Zakopanem afera, Louisianie też, ogólnie końca świata nie było.

Gdy oczy oswoiły się ze światłem, włączyłam pilotem lampki na choince. Zajrzałam do bloxa. Blog do którego często zaglądałam, od tygodnia jest skasowany lub zablokowany przez administratora. Blog nie zawierał treści zabronionych. Relacje z życia codziennego. Nie zawsze zgadzałam się z blogowiczką, ale nie mój blog i nie moje życie. Nie komentowałam w sposób negatywny. Inna blogowiczka z bloxa rozpoczęła poszukiwania “zaginionej”.

We wczorajszych planach był wyjazd na śniadanie. Zostaliśmy w domku.

MM usmażył boczek a ja na tym tłuszczu kromki chleba. Dawno jadłam taki chlebek, oj dawno. Pieski dostały resztki z boczku. MM usmażył sobie jajka na warzywach. Takim sposobem, wszyscy o poranku najedzeni i szczęśliwi.

Pieski jak widać, wciąż czekają.

Przed południe. Zapomniałam o zakwasie pozostawionym do wyrośnięcia. Z części zagniotłam ciasto chlebowe, resztę schowałam do lodówki. Pieczenie chlebka nie planowane, no cóż, to będzie ostatni pieczony chlebek w tym starym roku.

Na skype porozmawiałam z mamusią i MSH. Złożyłyśmy wzajemnie noworoczne życzenia.

Czas na obejrzenie ubrania MM. Co on na siebie włoży, brak problemu jest problemem. Trochę schudł, może być problem lub nie.

No i był problem, garnitur pracowy nie nadaje się na sylwestra. Ślubny za duży a gdyby nawet, mole pojadły. Został jeden pognieciony. Z tym to dałam radę, spryskałam i do suszarki ale…mole też dziurki zrobiły. Zamazałam flamastrem.

Może być😁😜w półmroku i tak nikt nie zobaczy.

Synek przyjechał, wziął wałówkę, chwilę ze mną posiedział. Niestety, nowy rok nie zapowiada się milusio. Zobaczymy jak rozwinie lub zwinie się sytuacja. Przykro i nie, o tym później około marca nowego roku.

Na miejsce dojechaliśmy szczęśliwie. Po zakwaterowaniu i przebraniu zostaliśmy przewiezieni na salę balową.

No i zaczynamy!!!!!!!!!

Jemy, jemy, jemy. Po 8pm ludziska poszli na parkiet. Dwie godziny siedzenia i jedzenia, teraz i ja muszę wyskakać. W przerwie dla złapania tchu, mogę popisać.

Muzyka a raczej zespół muzyczny gra od 6pm bez żadnej przerwy, muszą mieć dużo energii żeby się tak produkować.

Przy moim stoliku siedzi oprócz mnie i MM 3 pary. Dwa krzesła wciąż są wolne. Możliwe, że nikt nie przyjdzie. Ludzie bardzo sympatyczni, wiek około lub po 40-ce.

Zespół po 3 godzinach grania się zwinął, kto lub co będzie teraz grało. Zobaczymy. Do Nowego Roku został TRZY godziny.

Muzyka drugiego zespołu nie tylko do tańca, gimnastyki i różnego rodzaju wygibasów. Kalarie wrzucone podczas jedzienia, spalę, wyrzucę z siebie. Teraz mamy przerwę. Mniej niż DWIE godziny do Nowego Roku.

Murzynka pochwaliła mnie za wykonany taniec😁😁

Zostało nie całe 30 minut Sarego Roku. Nogi bolą od skakania. Już posiedzę sobie. Odpoczynek jak najbardziej mi się należy. Zapomniałam pidżamy wziąć ze sobą, tę jedną noc prześpię w …swetrze, jest w szafie tutaj długi szlafrok, może się w niego wtulę, po przyjęciu tabletki na sen zaaplikowaniu korków do uszu, nie będę myślała czy szlafrok prany czy tylko odświeżony. Bo wiadomo, w najlepszych hotelach oszczędzają na wszystkim, dlaczego by w tym tego nie robili.

24 minuty!

14 minut!

4minuty!

Szczęśliwego Nowego Roku 🍾🍾🍾🍾🍾‼️‼️‼️‼️‼️‼️‼️‼️

Na podwórzu fajerwerki. Wrzaski, hałas, przymrozek, radość i szczęście.

MAMY NOWY ROK 2018🍾‼️