Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Jacy są znajomi z pracy, każdy dokładnie wie. Jednych lubimy innych unikamy. Bywa i tak, że przy okazji imien lub innych uroczystości, zostajemy w oddali, nie mamy ochoty składać życzeń. Nie zależy nam na ich zdrowiu lub chorobie, szczęściu lub nieszczęściu. Pozostajemy obojętni. Nie mamy ochoty na serwowane ciasta, kawy, herbaty. Nieszczere życzenia, udawane uśmiechy, uściski, osobiście mnie drażnią. Nie chcę sztuczności i tym samym, nie chcę tą sztucznością nikogo obdarowywać. To jest bardzo proste: lubię lub nie lubię, toleruję lub nie toleruję, kocham lub nie kocham, chcę kogoś odwiedzić lub nie chcę. W zakładach pracy jest jeszcze coś pomiędzy: wypada, muszę. Nawet jak nie mamy ochoty to musimy. Inaczej odbije się to na premii, nagrodzie.

Pracowe znajomości nie żyją po za pracą. Jeśli nawet, to z biegiem czasu nabierają innych znaczeń, umierają śmiercią naturalną. W Polsce nie miałam koleżanek z pracy, na gruncie prywatnym. To były znajomości w biurach. Z biegiem lat w wyniku zajmowanych stanowisk, nie wypadało “zaprzyjaźniać się” z innymi pracownikami. Szfostwo żyło swoim życiem, z tego “życia” również nikt nie pozostał wśród mego grona znajomych, a na pewno nie przyjaciół. Edukacyjni koledzy, przyjaciele, znajomi z biegiem czasu, też się wykruszyli, jak kruszy się suchy chleb. Ktoś został, tylko kilomerty dzielące nas nie ułatwiają utrzymanie kontaktów, mimo że działają komnikatory i społeczności internetowe. Zamieszkiwanie na innych kontynentach spowodowało zmianę poglądów i nie mówię tutaj o politycznych.

Pracuję obecnie wśród społeczności amerykańskiej, jedni przyjazdni, innym wszystko obojętne. Zrobione, odfajkowane, dziękuję, do widdzenia albo i nie do widzenia. Nigdy mi nie zależało na koleżeństwie i przyjaźniach. Jestem jaka jestem, a najlepiej czuję się w swojej rodzinie i ze sobą. Nie nudzę się we własnym towarzystwie, jest mi bardzo wygodnie i to towarzystwo sobie bardzo cenię. Jestem osobą otwartą na poznawanie wszystkiego nowego. Takim to sposobem zaprosiłam koleżankę z pracy wraz z mężem w odwiedziny do mojego domu. Kupiła dom nad oceanem i wyprowadza się wraz z całym dobytkiem, a jest to mąż i pies, do innego stanu i już nowego domu. Stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować naszą znajomość nawet na odległość. Początkowo nasze spotkanie ustaliłyśmy na czartek. Hrnold a mąż Ellen, nie był chętny na towarzyszenie w spotkaniu. Po wymianie smsów, okazało się, że czwartek nie bardzo jej pasuje. Zaczęłam podejrzewać, że po prostu rezygnuje, a nie chcąc mnie urazić, kombinuje. Nie zrażona, zaproponowałam piątek. Byłam w błędzie z tym kominowaniem. Termin jak najbardziej jej pasował i …Haroldowi też.

Przyjechali!!!!!! Ellen była ciekawa mojego domu i rozpoczęliśmy “wycieczkę” po “salonach”. Harold szybko nawiązał rozmowę z MM. Upiekłam chlebek turecki, który przypadł moim gościom do gustu a kawa, jak kawa. Spędziliśmy w swoim towarzystwie ponad 2 godziny, i powiem, nie nudziliśmy się. Zaklepaliśmy następny termin naszego spotkania, jeszcze przed ich całkowitym wyjazdem z miasta.

Lubiłam i lubię swoich nowych znajomych. Po ich wyjeździe zastanawiałam się….że też im się chciało do mnie przyjechać….

Musi w tym coś być, może nie w tym, tylko we mnie.

Zadowolona jestem bardzo ze spotkania, MM również.

Mam nadzieję, że ta znajomość utrzyma się na dłużej.

Prezent jaki otrzymałam od nowych znajomych. Może to nic, a dał mi wiele radości.

Trzeba umieć cieszyć się z niczego, tak niewiele osób opanowało tą sztukę.

One thought on “Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s