Ugoda

Wystarczyło wstać wczoraj o 5am, aby  dziś przebudzić się także wcześnie. A mogłabym pospać, poleniuchować. Przecież nic mnie nie goni. MM na wyjeździe,  jak jest w domu to też nie mam żadnych związanych obowiązków z jego osobą. MM wstawał raniuśko, robił śniadanko i czekał w kuchni na mnie. Bez względu czy jechałam raniutko do pracy, czy nie, świeżutkie kanapeczki i pieczywo zawsze na mnie czekało.  Tak było od 3 miesięcy.
Kontrakt się nieoczekiwanie zakończył i bez środków finansowych, zjechał do domu. Środki przeznaczone na wypłaty za pracę znikły bez śladu. Sprawa trafia do sądu, bo to nie rozchodzi się o 2tys. Okres świąteczny, a z tym związany koniec roku, rozliczenia podatkowe, bilanse, planowanie budżetów, to najgorszy czas dla MM na poszukiwanie pracy. Miałam MM przez ponad 3 miesiąc, każdego dnia. Przyzwyczajona do bycia samej, kiedy MM zjeżdżał na weekendy, wiedziałam, że wcześniej czy później, będziemy przeznaczeni na przebywanie ze sobą od rana do nocy.
Nie, nie było i nie jest  trudno.
Ustaliliśmy zasadę: nie wchodzić sobie w drogę. A więc: jeśli mam ochotę na porządki w czystym domu, to robię, jeśli chcę kopać ogródek podczas, deszczu, śnieżycy, w środku nocy przy latarce – mogę robić  (lecz bez uszczerbku dla zdrowia). Mam ochotę ugotować kapuśniak, upiec ciasto o północy – to robię. Słuchać muzyki na cały regulator – mogę słuchać, MM nakłada słuchawki. Jeśli MM ma ochotę leniuchować cały dzień w łóżku – podaję do łóżka coś do picia.  Jeśli MM chce pracować przed komp aż oczy wyłażą – podaję kropelki do oczu i miskę na gałki oczne – niech siedzi i pracuje. Jeśli chce spać z psami,  a na głowie swojej trzymać ich tyłki – znikam z pokoju bo mnie taki widok przeraża, MM nie powinien pytać dlaczego opuszczam salon.
Sprawdziło się!!!!!
Nie było żadnej nerwówki, a jeśli nawet zaczynał, to _ I love you too_ i znikałam aby nie dać możliwości kontynuowania złego chumoru.
MM jest na interview, w Ohio. Wczoraj miał wstęp do rozmów, dziś bardziej konkretnie. Ma kilka propozycji odnośnie pracy,  w tym w Panama City, Panama. Osobiście wolałabym, aby był na miejscu, swoje już objeździł, zaliczył Afykę, Chiny, Meksyk, Amerykę Połudnową i większość Europy. Wystarczy, teraz niech będzie tutaj, na rzut beretem.
Wracając do bezplanowanego życia. Wymyłam suszarkę i pralkę. Pralkę włączyłam na automatyczne czyszczenie, przed tym wymyłam ręcznie. Poukładałam w szafkach w pralni. Jeszcze wszystko do końca nie mam zorganizowanego, szafki w pralni,  również zostały wymienione,  więc wiele rzeczy nie wróciło na swoje miejsce, magazynuję je jeszcze w piwnicy. A może są nie potrzebne? Jeśli jakiejś rzeczy nie używasz przez kilka lat,  oznacza, że powinna trafić do kosza na śmieci – podobno tak należy zrobić. Jeśli po tym wywaleniu do śmieci okaże się, że jest potrzebna? Mam miejsce do magazynowania, będę trzymać. Kilka lat i rok dłużej.
Moje znajome:
Sandra nie odpisała – na wyjeździe z występami, chora lub zapomniała.
Jolanda – oddzwoniła – chora, po ataku serca podejrzewają bronchit. Zaatakowała ją również grypa. W domu, jeśli chodzi, używa maski.
Ellen – wciąż sie pakuje. Jak widać mniej sprawnie niż to sobie wyobrażała.
MM leci w domu będzie za 2 godziny. Czekając na niego, bawię się na komputerze.
_________________

2 thoughts on “Ugoda

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s