Zadowolenie🙃🙃🙃🙃🙃

Nareszcie czuję się wspaniale. 12 godzin snu, pomogło, śniłam (po interpretacji) o oczyszczeniu. Cieszę się, że wszystkie myśli które zaprzątały moją głowę, ustąpiły.

Pies sąsiadki nie szczekał, pogoda na zewnątrz wspaniała, pogoda ducha również. Taki stan uwielbiam, nic nie trapi.

Po pracy wyszłam jeszcze na back yard. Chociaż każdego poranka, zaglądam do tulipanów, dziś obchodu nie opuściłam, a po południu niewiele się zmieniło.

Wiewiórka wykopała jedną cebulkę tulipana. Jutro nie pozwolę, tym szczurom kopać w ziemi. Będę pilnować.

Zbierałam połamane gałązki drzew, ostanie liście, cieszyłam się słoneczkiem myśląc że można się już opalać.

Najpiękniejsza pora roku, kiedy można jeszcze spać przy otwartych oknach. Wyjeżdżając do pracy, każdego dnia również zostawiam otwarte okna. Zapach świeżego powietrza unosi się w całym domu. Cudo no normalnie, cudo.

Muszę korzystać, za parę tygodni , trzeba będzie pozamykać wszystko szczelnie, mało że będzie bardzo gorąco to dodatkowo będzie pylić. Wszędzie będzie żółto i alergicznie.

Psa szczekanie

Dziś jestem zmęczona, umordowana, zniechęcona, śpiąca.

Umordowana bólem głowy i wysokim ciśnieniem. Oprócz regulaminowych ( powinnam przyjmować każdego dnia ale tego nie robiłam, bo jeśli ciśnienie krwi od miesięcy jest w normie, to zalecenie lekarza, moim zdaniem, jest na wyrost) tabletek, przjmuję te silne ale 1/2tabletki. Wiem dokładnie, że ciśnienie rozwala mi układ krwionośny i serce tylko i wyłącznie po stresie. Za dużo myślę, martwie się i kombinuję, jak to wszystkim dogodzić, załagodzić i pomóc. Wczorajszej nocy ujadał pies sąsiadki. Wiem, że boi się ten pies ciemności, bo w ciągu dnia nigdy nie szczeka, a jest na podwórzu. Pies ładny owczarek. Na moje pieski nie szczeka a moja Amber jest w nim dosłownie zakochana.

Położyłam się spatku po 11pm , pies szczeka, północ pies szczeka. Wsadziłam stopery do uszu ale… słuch już tak był wyczulony, że i przez korki szczekanie słyszałam. Ukołysana szczekaniem usnęłam. Budziłam się wiele razy, szczekanie było i nie było. 4am nie mogłam już spać, pies szczekał bez żadnej przerwy. Około 6 am nastała ciszaaaaaaa. Usnęłam spokojnym snem. Spałam i spałam i spałam. Spóźniłam się do pracy.

Byłam nie wyspana, wściekła i spóźniona a jeszcze korki na autostradach. Muszę pokonać trzy autostrady.

Praca nie szła tak jak powinna, marudnie i mozolnie.

Po powrocie.

Zostawiłam samochód w garażu i poszłam do sąsiadki.

Ona mi mówi, że może szczeka na kogoś.

Tego kogoś nie ma w środku nocy. Tak się rozkręciłam, że musiała mnie zastopować …slow down…

Po końcowych obietnicach i uściskach, wróciłam do swoich piesków, które wiedziały że wróciłam ale nie wiedziały dlaczego nie wchodzę do domku.

Godzina 7:50pm piesek sąsiadki powinien szczekać. Jest cisza.

Jestem w łózku, będę spać.

Dobranoc

P.S

Jeśli piesek będzie cicho, to upiekę jakieś ciasto sąsiadce. Tylko jakie? To musi być coś extra.

Jeśli będzie szczekać, odwiedzę ją jeszcze raz, jeśli nie poskutkuje, to poskutkuje telefon na policję. Cisza nocna jest ustalona odgórnie.

Stach ma wielkie oczy

Odwiozłam skoro świt bo o 6am MM do Marty. Niespodziewanie poleciał do pracy. W pracy wszystko w najlepszym porządku. Cieszę się, że pracuje z ludźmi których znam, no może znałam. Minęło ponad 12 lat. Wszyscy dziwją się, że wciąż trwam przy MM. 😀

W pracy byłam wcześnie. Miałam dziwne uczucie, jakby coś miało się za chwilę wydarzyć. Minęło pół godziny. Nagły silny ucisk w mostku, chwyciłam telefon, usiadłam wygodnie i zaczęłam spokojnie całymi płucami oddychać. Myśli skierowałam tylko na oddech. Ucisk trwał, nie poddawałam się, oddychałam. Trudno powiedzieć jak długo, w takich przypadkach zawsze wydaje się, że ból trwa wiecznie. Możliwe, że minutę, może krócej lub dłużej.Telefon sciskałamw dłoni aby zadzwonić na pogotowie. Głowa wolna od myśli i głęboki oddech pomógł. Powoli ucisk słabł, aż mogłam wstać, pójść do samochodu, wziąć aparat do mierzenia ciśnienia i tabletki. Czułam się już dobrze. 148/90 trochę za wysokie. Przyjęłam pół tabletki (silna) i postanowiłam odpocząć z 15 minut. W pracy dziś byłam sama, oczywiście, że przeszło mi przez myśl, powrót do domu, ale usiąść za kierownicę było by bardzo ryzykowne.

Nie wiedziałam co to było, stan przedzawałowy? Z pomocą przyszedł wujek google. Żaden stan przedzawałowy, za mało objawów. STRES😲!!!!!!!

Za bardzo się przejmuję.

Ale jak nie przejmować się, jeśli się swoje dzieci kocha i nie jest obojętna mi ich sytuacja. Nie wtrącam się, nie pouczam, nie marudzę. Wyschucham, to wystarczy, zapada mi głeboko do serca. O tym nie mogę porozmawiać z MM. Tym problemom muszę dać sobie sama radę. Tak było, tak jest i tak będzie. Nie jest prostym zadaniem pomagać swoim dzieciom – pomagać MMa córkom – pomagać MMowi. Jeśli moje dzieci mają problem, ten problem jest między nami tylko i wyłącznie – ja i moje dzieci. Jeśli córki MM mają problem to jest problem – mój, MM i jego córek.

Który to raz czuję się samotna. Tak dużo pracy włożyłam aby mieć męża jakiego chcę, no i mam. Pewnych barier nie przeskoczę. To są DWIE odrębne, rodziny i kultury. Wcale nie prawdą jest, że amerykańska kultura jest podobna do polskiej. Skłaniam się powiedzieć, że bardziej meksykańska.


Mam piękne popołudnie 25C. Siedzę na decku z gorącą czekoladą i chipsami. Wprawdzie jedno do drugiego nie pasuje, ale ujdzie jak nic innego się nie ma, a do sklepu jechać się nie chce.

Kryształowy flakon z białymi tulipanamu ustawiłam na stoliku, rozłożyłam parasol, popijam czekoladę i słucham śpiewu ptaków.

Muszę odpocząć aby nie zwariować.

To jest mój odstresowywacz. Program pigment. Przy kolorowaniu myśli zajęte są kolorami, niczym innym.

Oczekiwanie.

Niepewność połączona z oczekiwaniem.

Czy w ostatniej sekundzie nie zrezygnuje, mimo, że mówi, zrobię.

Kiedy zadzwoni? Czy wogóle zadzwoni, nie mogę naciskać, już tłumczyłam setki razy w ostatnim okresie.

Zrozumiał? TAK

Ale jaka będzie ostateczna decyzja. Miota się, doprowadził swoją psychikę do granicy wytrzymałości.

Boję się, aby nie popadł w depresję.

Dam radę, pmogę.

Damy radę.

Boję się nieprzepanych nocy, koszmarów, boję się o MSJ.

Może znaleźć wymówkę. Deszcz padał.

Dopiero po 3pm napisał smsa.

Śpi, odsypia.

Niech śpi, niech odsypia. To jest dla niego bardzo trudny okres.

Uspokoiłam się troszeczkę, ale nie na tyle, żeby MM nie zadał pytania….co się dzieje? Jakiś problem….

Nie mam problemu, nic się nie dzieje.

Bezsenność

Minęła północ, nie mogę zasnąć. Przecież po 9pm, przecierałam oczy dłońmi, jak to zwykle robią małe dzieci. Przed 10pm byłam już w łóżku, włączyłam kocyk elektryczny z poziomu 1-20 nastawiłam na 12. Grzeje, nie czuję ciepła. Skarpetki cieplutkie na stopach, czuję zimne nogi.

Syrop nasenny tym razem nie pomaga albo przeskoczyłam ten moment kiedy działał, czytałam bloga.

Juro, nie jutro ale dziś niedzielka, spać mogę do południa.


Jak można tak wcześnie wstać? I po co? Niedziela, wolny dzień od pracy.

Zaplanowany wczoraj dzisiejszy wypad do sklepu, oddać spodnie. Wczoraj kupiłam dwie pary, dwa rozmiary. Większy rozmiar trzeba zwrócić. Nie miałam ochoty. Zostaliśmy w domu. Kilka maszyn sportowych przenieśliśmy do dalszej części piwnicy. Robimy miejsce …. syn się sprowadza. Nie na długo… 6miesięcy? Więcej???? Dłużej????

Nie wiem. On nie wie. My nie wiemy.

Zrobiłam z nudów obiadzik i nakarmiłam MM.

Ciężkie krople deszcze dzwonią o rynny, a mi się smutno zrobiło.

 

Może gdyby MM nie było w domu to bym popłakała.

Nie mogę, będzie się martwił.

Jutro wolny dzień. Święto !!!!!

B7826AE2-50BA-40D6-BE8D-CF82524775A8

 

 

 

 

Słodkości-mdłości

Jeszcze spałam, jak MM pojechał po świeże bułeczki. Wciąż byłam w łóżecKu, gdy usłyszałam szczekanie piesków na dole. Po wczorajszym dniu w pracy i córci domku, niespiesznie zwlokłam się z łóżka. Włosy doprowadziłam do porządku, mogę być w pidżamie ale włosy muszą być, nie mówię ułożone jak na bal, ale nie mogą pamiętać poduszki. Suszarką na sucho szybciutko ułożyła, a że włosy mam łatwe do ukladania, 1 minutka i ….piękna zeszłam do kuchni. Bułeczki, serek, gorąca woda na herbatkę lub kawę i coś słodkiego, czekało na mnie. Donuts nigdy nie przypominało smakiem polskich pączków, ze względu na diurkę w środku widokiem przypomina oponki. Smakiem także dalekie jest od oponek. Za słodkie, za mdłe. W różowym pudełeczku mieściło się sześć donuts, wyglądających an prawdę smakowicie. Niestety nie ma już nadziewanych Boston Cream. Zastąpiono mdłym lejącym się i wyciekającym budyniem. Po śniadanku sięgnęłam po donutsa z … budyniem, 😲 nie dokończyłam, trafił do kosza.

Nie skończyłam sprzątać ze stołu kiedy odwiedził nas Mike, najlepszy kolega MM. Co trzymał w jedym ręku? Całe pudło Donuts 12 szt, na nim różowe pudełeczko z cupcakes zrobionymi przez jego żonę, w drugiej ręce w pudełeczku trzy kawy ze Starbucks.

Mike odjechal po 2pm, my pojechaliśmy na lunch i malutkie zakupy. Potrzebny mi był dysk zewnętrzy, mam!!!!!!! 6TB. Teraz mogę robić porządki na wszystki dyskach zewnętrznych. Na jabłuszku nic nie mam, wyczyściłam ze wszystkich zdjęć i muzyki.

Po powrocie doszliśmy z MM, że mamy za dużo słodkości. Mimo że widziałam bardzo dużo ciasta i serników w lodówce córci. Zaproponowałam, ze może się skusi i przyjedzie z Ivanem. Nie miała ochoty na słodkości.

Chciałam, nie chciałam zjedłam 1 cupcake i 1 donut. Za słodkie, za mdłe, za dużo.

Dla równowagi, piję niesłodzoną herbatkę jagodową.

Jeszcze jeden deszczowy dzień☔️☁️☁️☁️☁️☔️☔️

Ponuro, szaro buro i … nawet przyjemnie bo cieplutko. Nie wiem, jaki będzie dzisiejszy dzień. Siedzę przy stole kuchennym, patrzę na ptaszki fruwające wokół dwóch karmników, dzikie gołębie dostojnie maszerujące pod karmnikami, oczekujące na spadające nasionka, które ptaszki rozsypują i rozdłubują w karmnikach. Patrzę przez okno na swój back yard i nadziwić się nie mogę jaki piękny jest ten świat? To było w jakiej piosence z czasów mojej mamusi? Nadziwić się nie mogę, jak ja ten yard zrobiłam, krawężniki, płyty, usypana kora, posadzone krzewy i trawy. To wszystko wygląda jakby zawsze tutaj było. Że niemożliwością byłoby doprowadzić tamten buszo-śmietnik, do stanu używalności. Płotek był połamany, a przez siatkę widoczne były inne mniej lub bardziej zadbane podwórka sąsiadów. Mam swoją enklawę, nikt nie zagląda, no czasami zagląda sąsiad o ciemnogranatowoczarnym kolorze skóry. Pracuje gdzieś na wyjazdach, może i w Afryce, jego żona polka wyprowadziła się jeszcze przed naszym zakupem domu. Przychodzą tylko ich dzieci, nie często, dwa lub trzy razy do roku. Dzieci w kolorach mlecznokakaowych. Te wiadomości otrzymałam od sąsiadów, zanim nie pobudowałam wysokiego płotu.

A więc, szaro, buro i deszczowo. Popijam poranną herbatkę. Od dnia w którym zrezygnowałam z rozpuszczalnej kawy, na rzecz herbaty i kawy naturalnej gotowanej 2 minutki, mój żołądeczek nie odczuwa żadnych atakujacych go związków chemicznych, których nie trawił. Chemia jest wszędzie i widocznie dostarczałam swojemu organizmowi za dużą dawkę, nie mógł zaakceptować nadmiaru.

Jaki będziesz piękny dniu?????

Na początku zajęłam się korespondencją. Najwięcej listów przychodzi z banków, oferujących korzystne i mniej korzystne warunki zawarcia umowy kredytowej. Nowe banki, już istniejące oraz wogóle nieznane na moim terenie. Możliwe, że te mi nieznane bardzo dobrze prosperuja w innych stanach, nie jestem zainteresowana, więc korespondencja trafia do zniszczarki. Musiałam być ostrożna, aby przez przypadek nie wrzucić no maszyny i nie zniczczyć na wiór dokumentów podatkowych, ubezpieczeniowych i innych bardzo ważnych.

Uzupełniłam nasionami karmniki, troszkę rozsypałam na ziemi, aby większe ptaszki mogły podziubać. Przylatują różn, żółte, czarne jak smoła, czerwone, brązowe, szare i oczywiście wróble, które nie są tak dorodne jak w Polsce. Dzięcioły, kardynały i inne, nieznam się na ptaszkach i nie będzie to nigdy moim hobby. Nie mam też cierpliwości siedzenia w ukryciu z kamerą przez cały dzień, żeby zrobić jedno zdjęcie. Kwiaty, miasta a w nim budowle, lasy-drzewa i inne nie poruszające się w szybkim tempie istnienia, mogę fotografować. Chociaż to było wielkim moim konikiem, teraz odeszło jakby w zapomnienie, pomimo wielu profesjonalnych apatatów fotograficznych będących w moim posiadaniu.

Nie dokończyłam układania dokumentów, mozolna i nużąca praca. Odskocznią było wyregulowanie brwi. Czasu miałam wiele, więc wyrywałam maciutki włosek po włosku. Nic nie bolało. Zdziwiona sprawdziłam czy na pewno wyrywam włosy, czy tylko powietrze szarpię. W pincecie włoski były, możliwe że mam mniejsze czucie na ból. Kto wie? Spożywamy co raz więcej chemii, która przecież nie jest obojętna dla naszego organizmu.

Deszcz przestał padać, wyszłam na zewnątrz zrobić obchód, co wschodzi, co gnije, a co wypuszcza pączki. Za wcześnie na tulipany, kilka dni temu wsadziłam do ziemi, chcę żeby już się ukazały. To nie możliwe. Dobrze, że cieplutko i pada, wspaniała pogoda dla cebulek tulipanów.

MM przyciął drzewa, pięły się bardzo do góry i nie było widać kwiatów. Po przycięciu trzeba będzie poczekać na kwiat 2-3 lata ale … lepsze to niż, sterczące badyle pnące do nieba.

Scięte dłuuuugie gałęzie, próbowałam pociąć nożycami, sekatorem, nie udało się, drewno scisłe i mokre. Trzeba będzie popiłować piłą. Zostawię, MM obiecał tym się zająć👏🏻

Mimo, że słońce nie pokazało się przez resztę dnia, temperatura zachęcała do pozostania na zewnątrz. Posprzątałam liście na parkingu gościnnym. Podmuchałam, odkurzyłam.

MM zasiadł przed moim kom żeby przeinstalować programy adobe. Fajnie patrzeć jak ktoś z Indii siedzący przed swoim komputerem, lata jak dziki po moim komputerze. Instaluje, przeinstalowuje, włącza monitor, przełącza, a ja tylko patrzę co robi i czy aby wszystkiego mi nie zepsuje. Wszystko zakończyło się pomyślnie.

Nie planowałam kolacj. MM zaproponował pizze i coś słodkiego. Świętowaliśmy Walentynki. Kilka dni wcześniej, lecz MM wyjeżdża jutro do pracy, wraca wieczorem w piątek. Kwiaty już wczoraj dostałam😁

Po kolacji zasiadłam przed TV, śledziłam zimową olimpiadę. Mieszkam w stanach, amerykańska telewizja transmituje jedynie zmagania amerykańskich sportowców. Cieszę się wraz ze spotowcami i bez znaczenia jakie państwo reprezentuje. Miło patrzeć na ich szczęśliwe twarze i łzy szczęścia. Współczuję natomiast wszystkim którzy nie stają na podium zdobywców medali.

To tylko 17-to letnia dziewczyna. Miło patrzeć na jej szczęście, nie wolno zapominać, że aby stanąć na podium, musiała przejść długą drogę wyrzeczeń i ćwiczeń.

Nic na tym świecie nie ma za darmo.

„matka (kanadyjka)”

Nie jedne zmagania olimpijskie są za mną. Nigdy jednak tak nie kibicowałam amerykańskim sportowcom zimowych igrzysk.

Kilka dni temu, a dokładnie w czwartek, rozmawiałam na skype z Daną. Nie będę wspominać o jej kłamstwach odnośnie faceta z gazety. I jej nie pierwszego spotkania z nim. Jak to w rozmowie, niespodziewanie dla niej samej, wygadała się, a ja udałam, że nie zauważyłam, jestem głucha i głupia. Nie chciałam stawiać jej w głupiej sytuacji, nie trzeba mi pokrętnych tłumaczeń, wyjaśnień. Znamy się tyle, tyle lat … a ona, a ona chce ciągle coś mi pokazać, udowodnić. Każdy rodzi się w innej rodzinie i z innym rodzinnym bagażem. Miałam wspaniałego Tatusia, mimo że mamusia nie potrafiła okazywać miłości, Tatuś dał mi miłość jakiej dziecko oczekuje. Miałam wspaniałe dzieciństwo. Dana dorastała w innej rodzinie i innej kulturze rodzinnej. Zawsze była poważna, upolityczniona, beztroskie zachowanie było jej obce. Chciała zachowywać się czasami swawolnie, ale jej nie wyszło. Pierwsze małżeństwo dla żartu jeszcze na studiach, skończyło się rozwodem.

Teraz drugie małżeństwo, skończy się… nie wiem jak, ale do końca lutego mąż ma się wyprowadzić. A ona szuka faceta (na gwałt) i mi kłamie, że na oczy go nigdy nie widziała. Nie pasował mi ten brydż, bo już o tak facet, gra w brydża, a tydzień wcześniej była na brydżu ze staruszkami. Nie pasowało mi i nie pasuje, wiele szczegółów.

Nie ważne.

Rozkrzyczałała mi się na skype .

Kocham Kanadę!!!! Jak ja kocham Kanadę!!!!!

Aż mi się głupio zrobiło, że kocham TYLKO rodzinę, dom, kwiaty, zwierzęta, ludzi….. A nigdy nie pomyślałam, żeby wrzeszczeć, że kocham, USA, POLSKĘ, FRANCJĘ, …..nie będę też wydzierać się, że kocham morze, ale lubię morze, ocean, mimo że woda może mi sięgać tylko do kostek. Zrobiło mi się przykro, że jestem niewdzięczna krajowi w którym się wychowałam i temu, który mnie przygarnął. Tylko….nikt mi niczego nie dał za darmo, do wszystkiego doszłam swoją ciężką pracą, fizyczną i umysłową oraz cierpliwością w zdobywaniu wieli pagórków i szczytów. Niech wspomnę też, zdobywając upragnione szczyty nie raz, potykałam się, nabijałam guza, opadałam z sił. Kraj to też, panujące w nim przepisy, ustawy, nakazy i zakazy, które nie zawsze działają na korzyść obywatela, a działać powinny. Np. ochrona kobiet przed oprawcami. W stanach kobieta nie musi uciekać, to oprawcę się w sekundę eksmituje.

Bo czym jest miłość do kraju, którego nie znasz, czym jest miłość do kraju, który opuściłeś?

Moim skromnym zdaniem, najważniejsza jest rodzina, bo czymże byłby kraj bez rodziny? Połacią ziemi nad którą tylko wieje wiatr. Można kochać i wiatr i tą połać, ale to jest miłość nie odwzajemniona, pusta, nie budująca, jałowa.

Krzyczała o tej swojej miłości do Kanady, że niby Kanada dała jej wszystko. Dokładnie widziałam co dała, a co w Polsce Dana miała. Miała dom swoich marzeń, zamieniła legalnie na … mniejsza o to.

Więc, śledziłam zmagania sportowe olimpiady zimowej i cieszyłam się ze zdobytego każdego pierwszego miejsca amerykanów. Żeby Dana mi nie mówiła … teraz wiesz dlaczego kocham Kanadę…

Każdy kocha to co chce.

Można kochać marzenia i sny ulotne.

Wiosna

Przyszła wiosna do mego ogródeczka!!! Uwielbiam prace “polowe”. Lubię podglądać, jak wschodzi, rośnie, kwitnie, owocuje ( u mnie nie ma niestety co owocować 😭), przekwita, schnie z nadejściem zimy. Lubię wszystkie pory roku, nie wszystkie natomiast sprzyjają pracom w ogródku. Rozleniwiłam się okrutnie i po pracy, siadłam na kanapie w celu leniuchowania. Słoneczko piękne a ja … gram w głupie gry. Dałam sobie najpierw 10 minut, które minęły dość szybko, popatrzyłam na zegar … ok za 15 minut wychodzę, pomyślałam. Wszystkie gry wciągają, uzależniają i bardzo rzadko ściągam appkę. Wstałam z kanapy przed upływem 15 minut. Zdecydowałam – żadna bzdurna gra nie przejmie nademną władzy !!!

Posadziłam 360 cebulek tulipanów!!! Jeśli wszystkie wzejdą będę miała tulipanowo😁.

Nie mogłam posadzić cebulek jesienią. Jesień była długa i ciepła. Krzewy i niektóre kwiaty, zaczęły nie tylko budzić się ale i kwitnąć. Później przyszło kilka dni mroźnych, spadł deszcz i niestety przemarzły kwiaty i krzewy. Cebulki tulipanów trzymałam w garażu i dziś, był czas aby wsadzić do ziemi.

MM nie lubi prac na yardzie ale wyszedł na chwilę, zagrabił ostatnie suche liście.

Cieszę się na myśl o wypoczynku na decku, już nie długo.

Bomba kaloryczna

Tak!!!!! zafundowałam na śniadanko bombę kaloryczną.😀🧐

Pizzę z 660cal. Do tego należy doliczyć miodzik 180cal,  dodany do herbaty. W sumie 840cal.

Uffff. Pizza smaczna, pożywna, pachnąca, cieplutka, prosto z piekarnika. MM nie pierwszy raz dziwi się moim upodobaniom smakowym na śniadanie. Bo…na śniadanie mogę zjeść obiad lub kolację, zagryzając śledziem lub krówką mleczną.  Ochh, króweczki takie do połowy chrupiące,  a od środeczka ciąąąąąąągnce.  Najlepsze,  opakowane w papierek z krówką w biało-czarne łatki (moje smaki, moje upodobania). Niechcący rozpoczęłam właśnie dietę. Nie planowałam, a zrobiłam. Miałam w planach,  tylko nie w tym tygodniu, kiedy mam wolne od pracy. Lodówka blisko, w szafkach i szufladach zawsze coś jest do schrupania, po prostu, nęci. Nie jestem jeszcze na takim wtapie, a byłam, żeby położyć garść cukierków przed sobą i ich nie dotknąć. Dojdę do tego, że na słodycze nie będę mogła patrzeć, ale teraz jest ciutkę za wcześnie, i nie chcę się katować. To jest dobre na pracę z silną wolą, ale ja ją mam, jak się uprę to wszystkiego dokonam (no bez przesady, w ramach moich fizycznych możliwości).

Na obiad zaserwowałam yogurt. No chodzi za mną coś słodkiego, to przynajmniej coś zmlekiem i cukrem.

Nie mogę uwierzyć, że nie najadłam się maleńkim yogurtem a spożyłam 160cal. No i takim sposobem przekroczyłam 1000cal.

MM podpowiada, pobiegaj, pojeźdź na rowerku…oj fajnie mówić, patrzę na niego i milczę. Po prostu, nie chce mi się. Chcę iść do pracy, przynajmniej tam się coś dzieje, w domu po zrobieniu back hardu nie mam za wiele prac do wykonania.

A może, przedwiośnie tak na mnie działa?