Wieczorno-nocne wirowanie

Pomierzyłam wszystkie sukienki, te na poważne uroczystości odwiesiłam, z metkami jeszcze nowiusieńkie muszą czekać na inne okazje, falbaniaste też trafiły na wieszak. Dwie sukienki odłożyłam z nadzieją, że jedną z nich nałożę na nasze wieczorne wyjście.

Ostatecznie MM skwitował … spodnie…

I miał rację, bo jeśli mam skakać to spodnie i lekka, przewiewna bluzeczka zawsze wygodne i najlepsze.

Na miejscu byliśmy kilka minut po 7pm.

Restauracja mieści się przy charterowym lotnisku. Podzielona jest na trzy części. Po prawej stronie stoliki przykryte obrusami, a obsługa podaje wymyślne dania. Druga strona, to dwa bary alkoholowe, stoliki i krzesła barowe. Dla osób chętnych przekąsić coś na szybko, stoliki i krzesła normalnej wysokości. Parkiet wystarczających rozmiarów aby pomieścić pary taneczne. W głębi parkietu na podwyższeniu DJ ze sprzętem muzycznym.

Trzecia część restauracji to kuchnia, umiejscowiona pomiędzy częścią taneczną i restauracyjną.

Od strony lotnika na zewnątrz usytuowane są stoliki z krzesełkami pod parasolami, gdzie można również zjeść lub usiąść aby obserwować lądujące i startujące samoloty.

15-cie lat temu bardzo często odwiedzaliśmy to miejsce. Kiedyś w części tanecznej, w miejscu stolików i krzeseł stały bardzo wygodne sofy. Wspomnienia😁.

Gdy weszliśmy parkiet był pusty. Jak zwykle MM (jest tragicznym tancerzem) nie wyraził zgody na wyjście na parkiet. Rozumiem, że się wstydzi, więc nie nalegałam. Udałam się w kierunku parkietu. Zanim tam doszłam to już jedna para podskakiwała w rytm muzyki. Ku memu zaskoczeniu MM dołączył do mnie.

Przy następnym utworze muzycznym parkiet się zapełnił.

Tłoku nie było, łokciami nie trzeba było się rozpychać, każdy miał “swój kawałek podłogi”.

Atmosfera wesoła. Pierwszą godzinę, a może dłużej na parkiecie królowały pary prosto ze szkółki tanecznej. Układ taneczny był zawsze ten sam i bez znaczenia jaka muzyka płynęła z głośników. 2 pary w wieku 70 lat i jedna 40+. Około godziny 10pm zauważyłam, że zaczęła napływać “młodzież” 30-30+. Starsze osoby po prostu wybyły.

Było wesoło a z pojawieniem 30tki zrobiło się gwarno.

Bawiliśmy się z MM do końca, a koniec nastąpił 12:30am. Wyskakałam się, powyginałam. Skakałam kazaczka i krakowiaka, twista i rokandrola. Walca i polkę. To był prawdziwy szał.

W sobotę: kości “połamane …ale za miesiąc znów planujemy wypad.

Uszczęśliwienie

Obudziłam się wcześnie, bo to chwilę po 7am będzie jeździć śmieciara. Muszę dopilnować jak będą podjeżdżać pod mój podjazd, poprosić aby zabrali zwiazane gałęzie. Nie muszą zabierać, to inna ekipa jeździ, ale jak poproszę i dam 30$ to i ta od śmieci zabierze. Ekipa od “zielonych” jeździ raz na miesiąc albo i rzadziej, trzeba zadzwonić to pierwsze, drugie kupić worki – papierowe.

Jednym słowem czekam na śmieciarę. Uchyliłam okno i nasłuchuję leżąc w łóżku. Pewnie że usłyszę, przecież robią taki łomot, że głuchy usłyszy.

Dziś będzie ładna pogoda☀️☀️🌤🌤⛅️⛅️⛅️☀️

Już zabrali związane 3 spore pęczki gałęzi. Wpuścili te pęczki do maszyny, a ona wciągnęła szatkując. Zadowoleni z napiwku, a ja jestem również zadowolona. Uszczęśliwiłam ludzi już na początku ich pracy. Mam nadzieję, że będą mieli miły dzień, czego im życzyłam. 😁☀️

Dla mnie również rozpoczyna się nowy, piękny, słoneczny DZIEŃ.


Trzymałam nasionka kwiatków ponad 3 lata. Szkoda mi było wyrzucać. Z torebeczek wsypałam do jednego pojemniczka, pomieszałam i … posiałam. Nie ważne czy wzejdą, czy nie. Znalazłam też nasionka sałaty, bazylii, koperku i buraków… wymieszałam wszystko razem i posiałam tak jak się kiedyś siało żyto ( widziałam na filmie Nad Niemnem). Urośnie dobrze, nie urośnie, mała strata i tak nasionka miały trafić do pojemnika na śmieci.

Trawę siałam podobnie i mam zielono. Kilka lat temu pieściłam się z sianiem i to co wzeszło, od razu zginęło.

Zrobiłam opryski nowej trawki od wszelkiego robactwa.

Przyszedł czas na obiad.

Będą placki ziemniaczane!!!

Szybciutko się robi. Obieranie migiem, tarkowanie migiem, smażenie od razu na dwóch patelniach. 40 minut placki gotowe i kuchnia posprzątana. W sumie 4 patelnie placków.

Do tego mleczko.

Dziwne zdarzenie się przytrafiło.

Popijałam placki mlekem bez laktozy. Poczułam słodki smak mleka co mi zupełnie nie pasowało do placów.

Czasami jem placki ziemniaczane ze śmietaną i cukrem, ale nie spodziewałam się słodkiego mleka. Zmusiłam się i wypilam połowę szlanki, nad połową zaczęłam się zastanawiać: wylać do zlewu czy udawać przed sobą, że jest wszystko w porządku. W tym momencie poryszyłam się na krzesełku i niechcący trąciłam szklankę z mlekiem. Mleko rozlało się na stole.

Szklanka cała.

Nalałam do szklanki normalnego mleka.

Dość dziwne zdarzenie.


Wiem, wiem nie wszyscy lubią, powiedzmy, “rytmiczną” muzykę. Uwielbiam skakać, tańczyć, wyginać się w podskokach.

No i mam na piątek zaklepane tańce w klubie nocnym.

MMowi zapowiedziałam… jeśli będzie zmęczony, a będzie, to niech siedzi obserwuje mnie, podziwia i patrzy, patrzy, patrzy, aż krzyknę … go home!!!!

Zatwierdził!!!!!😁😁😁😁

A teraz lecę w podskokach przy dźwiękach muzyki “powiedzmy rytmicznej” kręcić się na yardzie.

W przerwach pracy, skakałam, tańczyłam, wyginałam się, nooooo muszę być w formie.

Tel od MM…czy na pewno w piątek? Może w sobotę? ….spytał

…nie!!! Jeden dzień dłużej mam czekać! Piątek!!!!!…

Po drugiej stronie tel MM nie mógł powstrzymać śmiechu. No patrzcie jaki żartowniś.


Czasami / czegoś mi brak/ kogoś widzieć żądam …..

Tak po prostu chcę z kimś porozmawiać. Nie mówię o całkowitym otwarciu, to jest nie możliwe. To nie leży w mojej naturze, ale tak po ludzku, pogadać. Nawet o dupie maryni, a tu… ściana jedna, druga….piętnasta. Wtedy czuję samotność, aż wyć się chce. Wyć nie wolno, sąsiedzi wezwą policję. Może nie od razu, ale za zakłócanie porządku, to tak. Więc wyć nie będę. Płakać też nie. Nie upiję się, bo nie lubię mieć kaca. Na yard nie wyjdę bo mokro i słońce zachodzi.

Ale jest mi smutno, samotnie, byle jak.

Ja wiem, nie mogę żyć bez pracy, to jest moje lekarstwo, miłość, wybawienie, namiętność i Moje Życie. Ona mnie kiedyś zabije.

Nie mam, a raczej nie miałam wielu przyjaciół. Sandra – poważnie chora, Jolanda – chora poważnie, Ellen – wyjechała na zawsze. To były moje amerykańskie przyjaźnie. Dana (polka) mieszka w Kanadzie i to ja jestem dla niej przyjaciółką, dziwne bo nie działa to w obie strony. Z polakami w moim mieście, nie utrzymuję ŻADNYCH kontaktów. Mimo że w moim rejonie jest ich niewielu, mosty zerwane i spalone, krzyżyk im na drogę.

Czasami, mówię CZASAMI doskwiera mi samotność. Bo jakże by miało być inaczej. Przez większość tygodnia jestem: ja i psy. No weź pogadaj z psami. Czy ci smutno czy samotnie one ciągle machają ogonami. Patrzą w oczy jak żryć chcą lub głaskania, przytulania. A kto mnie przytuli?

Pies?

Mogę psa przytulić jak jest czysty, pachnący. Śmierdzącego nie chcę przytulać, mój nosek jest baaaardzoooo delikatny.

Co tam pies.

MM wróci w czwartek. Piątek ślęczy przed komputerem-taka praca. Sobota jest nasza. Niedziela? Śniadanko i zaraz pakowanko. Koniec balu panno lalu. Tyle było mego co zdążyłam złapać w locie….

To jest dzisiaj, trochę pomarudzę bo i to też potrafię, nie tylko gotowanie, chodników układanie, trawy sianie, kopanie ….

Niechby moja córcia to przeczytała

…. mamuśka a ty co!!!?????

No właśnie nie wiem.

Siedzę na schodach prowadzących na piętro i klikam w iphonie. Patrzę przez okno na soczystą zieleń drzew, krzaków a pieski patrzą na moje niecodzienne zachowanie.

Jutro biorę się do roboty, nie będzie śladu po marudzeniu.


Pod wpływem emocji człowiek pisze, później zastanawia się …czy wogóle mnie to dotyczy, nie jestem taki/taka.

Jestem i byłam silną. Bo które dziewcze po powrocie ze szkoły a to było Technikum Włókienienniczym, oświadczyło po pobieraniu 5-cio miesięcznej edukacji w tej że szkole

….nigdy tam nie wrócę… na krzyki swego taty odpowiedziała … jak chcesz to sam tam idź, ja szpulką nie zostanę….

Która dzewczyna w wieku 18 lat bierze plecak i oświadcza … jadę zwiedzać Polskę auto-stopem …

Zwiedziłam!!!!

Która dojrzała kobieta, bez znajomości języka wybierze się w podróż za ocean, a oficerowi emigracyjnemu w Chicago powie po polsku …czy mógłby pan mówić po polsku bo ja pana nie rozumiem….

Na to on krzyknął .. GO…

a dla mnie to “go” nic nie oznaczało.

Która to kobieta tęskni do swoich nieletnich dzieci, które zostawiła na pastwę losu i nie widzi ich przez 4 lata.

Trzeba mieć nerwy ze stali żeby nocować w lesie w samej pidżamie, a mrówki i robactwo po tobie chodzą.

Trzeba być silną kiedy wyrzuca ciebie polska prostytuta u której wynajmujesz jedynie kanapę, ona orzyjmuje gościa, a tobie … tylko na noc do spania jest ławka w parku.

Trzeba to przeżyć żeby zrozumieć, kiedy masz chleb spleśniały do jedzenia. Masz wybór – jesz albo zdychasz.

W sklepie zabrakło 7 centów na najtańsze parówki, netto 99 centów. Nie wiedziałam, że tax doliczają przy kasie. Znów głodówka.

Przetrwałam, przeżyłam, dzieci moje są tutaj, ze mną.

A one miały 5 zł na tydzień. Buty podarte w których chodziły, chyba przez ten cały trudny okres od lata do zimy i zimy do lata.

Czytałam reportaż o dziewczynie z której ktoś się naśmiewał, że nie miała ładnego ubrania. Kiedy byłam w ameryce moje dzieci nie miały ładnego ubrania. Nikt się nie śmiał. Moja córcia i synuś od kilku lat są w tych samych koszulkach na szkolnych zdjęciach.

W następnym roku skończą uniwersytety. Pracuję aby im pomóc. To nie jest łatwo, jeden przedmiot na uniwersytecie kosztuje od 1200-1700$. MM rownież nam pomaga. Nie jest tak, że płacisz to zaliczysz. Masz, zaznaczam MASZ umieć aby zaliczyć dany przedmiot.

Dopnę swego, dzieci zdobędą wykształcenie. Kariera zawodowa zależeć będzie już od nich. Chociaż już teraz pracują i zdobywają doświadczenie.

Powinnam się cieszyć ale… coś mnie gnębi i jest mi smutno.

Może pogoda, samotność.

A może i jedno i drugie.


Idę spać. Jutro będzie piękny słoneczny dzień, także w serduszku.

O niczym

Po wypiciu kawy wróciłam do łóżeczka. Za oknem szaro-buro-mokro. Komu potrzebny taki wolny dzień?

Zerwałam się wcześnie, czekam na dostawę 50 worków kory cyprysowej i 25 worków kamieni. Na jutro zapowiadają dzień bezdeszczowy, więc robota w rękach będzie się palić. Te wory są przeznaczone na front yard. Back yard w zasadzie zakończony. Czekam na powiew chęci na back yard i w po 4-5 godzinach pracy, będzie concluido, finished, completato, finito🥇🏆🏅

Kom(ą)binacj(i)a

Po niedzieli.

A miało być tak dobrze i pięknie. No nic … po wizycie u lekarza i po pracy, zrobię, dobrze, miło, cieplutko, przyjemnie i pięknie.

Teraz miłe i nie miłe obowiązki.


Wizytę lekarską miałam u swojej lekarki, nareszcie. Testy na kleszcza wyszły dobrze a po ugryzieniu już dawno, prawie  nie ma śladu.

Skupiłyśmy się na moim ciśnieniu i ogólnym osłabieniu organizmu.

Zleconą mam nową kombinację leków i zabroniono kombinować z lekami na własną rękę. 🤭

Ta “moja własna ręka” doprowadziła do braku symptonów wysokiego ciśnienia co jest bardzo niebezpieczne.

Jednym słowem: kombinować mogę na yardzie ale nie ze swoim zdrowiem. 🤸🏻‍♀️


 

 

Piątkowe obżarstwo.

Oj, oj, wolny piąteczek. Poprzeciągałam się w ciepłym łóżeczku, *

poczytałam to i owo. Gdy słoneczko było wysoko a pieski zaszczekały że Anthony jest już tutaj, leniwie postawiłam stopy na dywanie. Nałożyłam leciutką podomeczkę, ogarnęłam włoski. Przewitałam się z zapracowanym MM przed komp, dając lekki buziaczek w policzek, zeszłam do kuchni. Nie mogłam zdecydować się na kubek na dzisiejszą poranną kawę. Wybrałam ten oto kubeczek. Żółciutki jak słoneczko, cytrynka, kanarek, w kwiatuszki.

Po chwili zapach kawy zawładnął kuchnią. Wiedziałam, że to jest to, czego potrzebuję.

I cóż ja widzę przez kuchenne okno? Z karmnika dla ptaszków tylko ogon wiewióry zwisa!!! Na chwilę spłoszyłam to zwierze, zeskoczyło na ziemię i szybko ukryło się na drzewie wśród liści zanim Zima zdołała je dopaść.

Któregoś razu wracam z pracy… czeka na mnie niespodzianka…ogon wiewiórki, innym razem mała jaszczureczka. Moje pieski przynoszą mi orzechy, gałązki, różne większe owady, no i oczywiście cykady. Zaraz będzie ich inwazja nie tylko na zewnątrz ale i w moim domku, na podłodze. No sama nie wiem czy mam psy czy koty, które znoszą właścicielowi swoje trofea.

Trawka mi rośnie, dokarmiłam ją, dosiałam, posprzątałam, podmuchałam. Na kolację pojechaliśmy do portugalskiej restauracji. Wyszliśmy … wytoczyliśmy się, jedzonko, perfekt.

Nie lubię uczucia objedzenia, jestem bardzo ostrożna.

Rok temu, usmażyłam ziemniaczki z cebulką, do tego mleczko. Objadłam się tak, że tchu mi brakowało.

Pomyślałam … ot zgłupiałaś do reszty, teraz się ratuj, bo zdechniesz z przejedzenia, zaśmierdniesz, zanim ciebie odnajdą….

Dwa kieliszki polskiej wódki wlałam w siebie, co za “anielski” smak, że omal się nie pożyg…..

No nie wiem od czego był ten odruch wymiotny, od wódki czy tych kartofli z cebulą zapijanych mlekiem.

Po kolacji w portugalskiej nie czułam się tak źle, ale głupstwo z obżarstwem zrobiłam jeden raz w moim życiu i o jeden raz za dużo.

Jestem ostrożna.


*Zdjęcie pochodzi z internetu

Mam się nie martwić

A tak o sobie mówię… dokładna, estetyczna omal perfekcyjna itd… to wszystko rozleciało sie w pioruny. Jeśli ja, taka dokładna,  przegapiłam takie niechlujstwo, tak,  bo inaczej nie sposób tego napisać, powiedzieć, wykrzyczeć. Toż sprawdzałam, przed odebraniem kuchni, wszystko,  prawie przez szkło powiększające. A może można,  mi tak oczy zamydlić, że i kota w worku kupię? Tylko nikt nie mydlił i kota w worku nie trzymał. Miałam kilka dni na sprawdzenie, wypisanie na kartce, zaznaczenie usterek na szafkach niebieską taśmą. Może zaznaczyłam a robotnicy mi zerwali?  Nie wiem, już ręki nie dam uciąć, szybciej tę nogę obgryzioną przez kleszcza. No i…. drzwiczki od szafki są innego koloru, ale żeby tego było mało to mają inny wzór. Odkryłam to wczoraj!!!!!!!! Teraz z każdym wejściem do kuchni widzę te drzwiczki, śmieję się z siebie. Ponad 4 miesiące minęły i nikt nie zauważył. Zaczęłam podejrzewać, że panowie-fachowcy, przyjechali pod naszą nieobecność i wymienili, podmienili, zabrali mi dobre. Bezsens ale… dostali kody do drzwi, a my nie zmieniliśmy do tej pory.

Wszystkie moje podejrzenia spaliły na panewce, kiedy obejrzałam zdjęcia robione w okresie świątecznym. 

Gołym okiem widać, nie trzeba okular. Nie wiem, co zmieniło się w moim wzroku (och odmłodniałam) że zauważyłam różnicę bez okular. Ale… dlaczego tak późno? Nie ma problemu, mamy gwarancję bodajże na 7 lat, a może i dłużej, ale nie chcę znowu całej brygady w moim domu, łażenia, zaglądania, achania, że się nie da tego zrobić, a ja znów powiem, że się wszystko da zrobić jak się fachowcowi chce.

Wczorajszy dzień miałam zajęty lekarzem i co chwilę oglądaniem bąbla, więc MMowi nic nie mówiłam. Postanowiłam powiedzieć i pokazać jak już wróci, w piąteczek. Postanowienie, postanowieniem, noga ma się lepiej, bągelek znika a wraz z nim czerwona plamka, mniej swędzi, więc jak tu żyć bez żadnych zawirowań, trzęsienia ziemi, problemów.. MM na linij, no i wypaplałam.

Mam się nie matwić, bo on znalazł inną usterkę, jakaś półka się wygina, pokaże mi w piąteczek.

No to się nie martwię.

Pląsy kropli deszczu

Za oknem pada deszcz, krople spadając wewnątrz rynny dzwonią, ta “muzyka” nastraja melancholijnie. Pomimo że należę do grupy osób trzeźwo stąpających po ziemi, jestem romantyczką. W dzisiejszy poranek, czegoś mi brak, myśli błądzą po zakamarkach mózgu. Nie mogę, nie potrafię sprecyzować swoich myśli, o co konkretnie mi chodzi, czego chcę od siebie od życia ( oprócz czarnej kawy)?. Wiem, że coś mnie trapi, jest mi smutno, nie wiem czy chcę coś z tym zrobić, czy chcę w takim stanie trwać cały dzień.

Uciec gdzieś na chwilę, nabrać sił, energii, napełnić wszelką szczęśliwością ciało i serce, powrócić jakby nigdy nie było tego beznadziejnego stanu.

Zapłakane okno, za nim mokre tulipany, moje myśli są jak ta szyba i płatki kwiatów.

Tatuś powtarzał: praca fizyczna leczy wszystko.

DUSZY nie wyleczy.


Ludzie patrzcie

Tyle kroków dziś na produkowałam a to nie koniec dnia🤓. Pracowałam dziś sumiennie na yardzie. Trawka rośnie i rolnikowi też. A że “rolniczka ” ze mnie to mi nic oprócz kwiatków, krzewów, trawy i innych zielonych ( nie mylić z $) nie urośnie. Na dreptałam się, teraz dla rozgrzewki popijam drugie piwo. Och, Żuber to piwo i gorycz i smak nie z tej ziemi. To tutaj to piwo jest OK, tylko procentów niewiele.

To nie jest reklama piwa.

Pokazuję co piję.

Jeju jakaż ja jestem z siebie dumna.

Nie dlatego, że piję!!! Z mojej pracy!!!!

🌷Dziś Dzień Rodzeństwa🌷

Nie będę pisać o starszej lub młodzszej siostrze.

Nie będę pisać jak im dokuczałam i biłam.

Nie będę pisać o pomocy jaką niosłam w razie potrzeby moim siostrom.

Napiszę…. trudno być średnim dzieckiem, a więc takim, które rodzi sie po pierwszym i przed trzecim dzieckiem.

Ta druga… musiała się szybko nauczyć wszystkiego, co już pierwsza umiała i potrafiła.

Ta druga, była pominięta jak trzecie dziecko się urodziło.

Ta druga nie potrzebowała opieki i uwagi rodziców.

Ta druga utorowała sobie swoją drogę w życiu.

Mogę…podziękować siostrom, że jestem DRUGA, nie pierwsza i trzecia.

Bycie drugą, to zdobywanie szczytów bez udowadniania, że się je zdobyło.

Bycie drugą, daje większe możliwości rozwoju.

Bycie drugą, oznacza być pierwszą i trzecią.

Dziękuję moim siostrom i rodzicom, za tę możliwość.

❤️Moje siostry wiedzą, że je bardzo kocham, moje uczucie miłości przekładało i przekłada we wszelkiej im pomocy.❤️

Przyjąć albo nie

Życie jakie jest, każdy widzi i czuje.

Widzi ludzi kochających się i nienawidzących. Smutnych -wesołych. Rozżalonych – rozanielonych. Szanujących się i nie. Uzurpujących prawo do wszystkiego – filantropów. Bogatych -biednych. Walecznych i poddańczych.

Do jakiej kategorii zakwalifikować osobę, zostawiający rodzinę dla chwili (około roku) uniesienia.

Kłamca?

Gracz?

Zakochany?

Oczywiście można się zakochać, nigdy nie wiemy kiedy i w jakim momencie to uczucie nas zaatakuje. Później miotamy się jak mysz w pułapce. Żonę/męża oszukać, kochanka/kę okłamać. Nie da się być w dwu miejscach naraz w tym samym czasie. Nie możliwym jest umawiać się z kochanką/kiem w miejscu publicznym jeśli chcemy utrzymać małżeństwo, obiekt naszch westchnień i nie tylko, dwa łóżka. Spotkania w miejscach ustronnych szybko nudzą, chce sie więcej, lepiej dłużej, bezproblemowo. Na dłuższą metę się nie da. Ona/on dostrzega że małżonek/ka bardziej dba o siebie, wraca później, drzemie na kanapie, rozmowy wieczorne się urywają bo nie ma, nie tyle kontaktu wzrokowego jak duchowego. Ona/on jest fizycznie ale … myślami w innym ciekawszym świecie. Zdradzają maślane oczy i uśmiech do własnych myśli. Błogi stan zakłócany jest myślami, o wymyśleniu następnego kłamstwa, takiego które da się “sprzedać za dobrą cenę”.

Nie ma zbrodni doskonałej, jak też nie ma zdrady doskonałej.

Wcześniej czy później wszystko ujrzy światło dzienne.

W zdradach najlepszymi śledczymi są dzieci i osoby trzecie.

Skyp zadzwonił. Na wyświetlaczu Dana. Nie wiem skąd, nie wiem jak to zrobiłam. Wiedziałam, że ON chce wrócić.

-powiedz co mam zrobić? spytała

-przyjądź – to była moja odpowiedź.

Nie musiałam się zastanawiać, o co Dana poprosiła. Zastanawiałam się nad ich sytuacją dość długo. Od dnia kiedy ON się wyprowadził zastanawiałam się częściej. Rozważałam za i przeciw. Dana podchodzi emocjonalnie a ja znając ich oboje od studiów, rozważam ich charaktery, podejście do życia, ich potknięcia i osiągnięcia.

-a gdyby Tobie coś takiego się przytrafiło? spytałam

-nie przytrafiło się – usłyszałam

-ale szukałaś …..

Milczenie.

-no to co mam robić – spytała

No co ona ma robić. Przeżyli ze sobą wiele lat, w zasadzie nie kłócili się, żyli w zgodnie, podjęli wspólną decyzję wyemigrowania, przeżyli wszystko najgorsze co może spotkać emigranta na obczyźnie, dzieci dorosłe, mają już swoje lata i kredyt na dom. Jeśli chcą mieszkać osobno i gdzieś kątem aż do śmierci …

Bo dom trzeba sprzedać, a ze sprzedaży, nawet jednego apartamentu nie kupią. Młodszy syn jest na etapie wyprowadzki nie stać będzie jej spłacać kredyt za dom.

On nowego życia już nie rozpoczął a ona też nie rozpocznie. Po co szukać czegoś gorszego, jeśli to co mają jest znośnie.

Ona spróbowała z “brydzystą”, on z “korzeniami włoskimi”, czas się na stare lata ustatkować.

W taki to sposób kończą się romanse starych ludzi.

Gdyby to było na gruncie polskim, podejrzewam, że by się rozstali.

Kanada ich połączy.

Nie na darmo, nie tak dawno , krzyczała mi na skype

….jak ja kocham Kanadę…!!!!!!

Uśmiechnij się 🐿🐿🐿🐿🦉🦉🦉😥

Wiewióry robią spustoszenie na mojej działce. Nie poddaję się ale jestem bezradna w stosunku do chipmunka, z zachowania podobny do kreta. Od dołu podgryza korzonki i zabiera cebulki kwiatów. Jest niewidoczny na ziemi, czasami wyłazi na powierzchnie, przebiega jak błyskawica.

Zdjęcie pochodzi z inernetu

Warte odnotowania

Moja córcia była na siłowni!!!!!

Tak to już jest, jak obuchem w głowę nie dostaniesz, to nie zrozumiesz.

Oj, przytyło się mojej córci troszeczkę. Zadowolona i szczęśliwa była z sadełka. No nie, żeby zaraz 200kg. Ale…z 10kg na pewno.

Szykowała się do spotkania bussines, nie byle gdzie, bo CNN. Wiadomo, trzeba “jakoś” wyglądać. Tylko jak wyglądać jak nic na ciałko nie można wciągnąć. Ostatecznie w garsonkę weszła, pokazała mi się po powrocie.

Wyglądała bardzo dobrze, a włosy do pasa zakrywały to i owo.

Dwoni z rana

– zgadni gdzie byłam?

No weź i zgadnij. Powinna na łóżku na drugi bok się przewracać, ona pyta ….gdzie byłam….

– na siłowni!!!!!

Szybciej spodziewałabym się trafienia 6 w totka🤗.

Ćwiczyła 40minut. Dłużej nie mogła. Moja córcia się nie poci, co jest niebezpieczne i nie wie, czy się przegrzewa czy też nie.

To było wczoraj.


Dziś🤭🤭🤭🤭pojechała na siłownię!!!!! TEŻ!!!!RÓWNIEŻ!!!!PO RAZ DRUGI!!!!!!

To znaczy, że….naprawdę z ciuchów “wyrosła”.

– na nowe ciuchy pieniędzy wydawać nie będę – powiedziała.

Ok, popieram siłownie w 100% ale jakiś ciuch to chyba będę musiała jej zasponsorować.

Tylko się zastanawiam:

Teraz?

Później?

Wzięło na wspominki

Miało być deszczowo a będzie tylko mokro. Słoneczko już wygląda spomiędzy chmur. Zobaczymy na ile ociepli chłodnawy wiaterek.

Wczoraj wskoczyła po szkole moja córcia. Zabrała babkę ziemniaczaną, właściwie to dla niej ją piekłam. Mój kawałeczek był pieczony w oddzielnej blaszce.

Wczoraj był test na uczelni i… córcia, co jest niepojęte, wzorowa studentka, ściągała od swego brata😁. Syn po powrocie z uczelni stwierdził …za samo noszenie książki powinienem dostać A….😁😁😁

Ja za samo spanie całą noc na książce powinnam była dostać 5. Dobrze że nauczyciel nie wygonił mnie z klasy.

Nie było mi po drodze z książkami szkolnymi inne mogłam połykać, ale lektury czy historia to był koszmar. Siedzę sobie przy stole z otwartą szufladą w której trzymałam jakąś książkę przygodową. Na stole książka od historii. Kiedy mamusia wchodziła do pokoju, szybko ciałem napierałam na szufladę i ją zamykałam. Udawałam, że jestem skupiona nad historią. Ot takie to kombinacje. Do matury przeczytałam wszystkie lektury obowiązkowe i nie. Kułam jak dziki na pustyni, wszystkie wzory z natematyki. Myślałam, że mózg mi eksploduje. Mój wujek z za płotu, a siedziałam na balkonie, pytał moją mamusię, co ja tak się uczę. No pewnie, ja i nauka, wszędzie byłam ale nie przy książkach. Aż tu nagle, ja siedzę wytrawale po kilka godzin nad … książką!! niebywałe!

Pewnie, że zdałam maturę. Ale na bal maturalny nie poszłam. Chciałam iść z kimś wyjątkowym, a że wyjątkowego nie było, to… ominęło mnie pijaństwo w szatni lub kiblu. Ot takie były sprawozdania moich koleżanek klasowych.

Jednym słowem nie żałowałam swojej decyzji.

Nie byłam też na uroczystości wręczania magisterium. Bo…4 rok i 5 rok studiów zaliczałam w ciągu jednego roku. Pisanie pracy magisterskiej i dwa lata studiów w jednym roku kalendarzowym nie zbliżyło mnie do koleżanek, zależało mi wtedy na zaliczaniu egzaminów.

Z czasów studiów podyplomowych i doktoranckich, zostało mi trochę znajomych.

Pamiętam jak żywcem ściągałam na egzaminach, czy to na jednym, och nie. Po wielu latach kiedy stanęłam po drugiej stronie sali i wszystkich studentów miałam jak na dłoni, zrozumiałam. To tylko przyzwolenie wykładowcy na ściąganie, pozwala nam ściągać.

Kiedy krzyknęłam … dokonałam!!!!?

Tłumaczyłam bardzo trudny temat, wiadomo godziny to nie guma. Masz temat do przerobienia, czy studenci rozumieją czy nie trzeba iść, lecieć dalej, bo rozliczali z przerobionego materiału, a nie z tego co student rozumie. Każde zajęcia zaczynałam od powtórzenia poprzedniego materiału, zależało mi aby studenci zrozumieli…po jakimś czasie ( oj nie zapomnę jego imienia, Robert) nieśmiało podniósł rękę do góry… to był początek dyskusji. Nie ważne jak i kiedy, ważne że powodujesz, że poruszyłeś to co było nie do poruszenia…myśl.

To był piękny czas. Kiedy mój synuś kończył lekcje wcześniej, przyjeżdzał do mnie, siadał przy ostatnim wolnym stoliku i rysując, czekał na zakończenie moich zajęć ze studentami.

To był piękny czas i zawsze będę wspominać z łezką w oku.

Zaczęło się od matury s skończyło na nieskończoności ….

Nie lubię żyć zgodnie z planem

Nakładając buty wspinaczkowe ( do moich robót yardowych tylko takie się sprawdzają, chronią kostki i nogę przed skręceniem) zawsze należy sprawdzić, czy coś nie siedzi w środku. To coś może spać sobie w najlepsze, na brzuszku lub boczku a ja wsuwam sobie stopę. I stając … hrobot … rozgniotłam!!! Tylko raz mi się tak zdarzyło. Obrzydzenie i trauma na lata. Jestem mordercą albo ofiarą, bo przecież mogłabym być ugryziona przez jakiegoś węża, skorpiona. Hrobot to robią te osobniki.

Więc, dokładne trzepanko butów zanim się je nałoży. Dla pewności sprawdzić wzrokowo jeśli się da lub ręką w rękawiczce. Bo przecież, może to coś trzymać się uporczywie brzegów buta i nie zgadzać się na przeprowadzkę. Po policję przecież nie zadzwonię, że mam nieproszonego lokatora.

Droga wolna, nakładamy.

Jakby na potwierdzenie znalazłam to coś, odsuwając płytę ze ścieżki. Jestem 100%miastowa i nie wiem co to za osobnik. Konia od krowy, psa od kota, koguta od kury rozrurznię ale co to jest? W grze milion do wygrania, bym padła.

 

 

 

 

Córcia bez zastanowienia orzekła – salamandra jaszczurka, przyjazna dla środowiska.

Nie rozumiem dlaczego nie widać mojej delikatności z jaką dotykałam jaszczurkę. Przysięgam byłam delikatna i  przestraszona. Odeszłam na moment a jej już tam nie było.

Nie tak łatwo wrócić do prac, wstrzymanych w ubiegłym roku. Piłkę do cięcia kamieni znalazłam ale gdzie tarcza, niestety nie mam pomysłu. Możliwe że zużytą wyrzuciłam do śmieci a nowej nie kupiłam. To samo z 15calowymi gwoździami. Używałam do podtrzymywania ozdób świątecznych, ręki nie dam uciąć, że wszystkie wyjęłam z ziemi.

Zamiast pracować bawię się z płazami i w poszukiwacza, na pewno nie skarbów.

Płyt nie mam czym ciąć, krawężników i kamyczków mam za mało, cementu wogóle brak. Wbić w bele długie pręty jest ponad moje siły. Jak pracować. Do sklepu mogłabym podjechać i kupić, załadują materiał ale nie mam zamiaru gimnastkować się z workami tutaj na miejscu.

Poczekam na MM.

Zajmę się podlewaniem i sprzątaniem.

Zmiana planu

Dlatego nie lubię planować, na żywioł u mnie się tylko sprawdza.

Planowałam, że w tym roku, zabetonuję szczeliny pomiędzy kamiennymi płytami, w których są kamyczki w tej chwili, wciskając kamyczki na powrót w cement. Chodzę patrzę i doszłam do wniosku, że nie ma takiej potrzeby. Moje ścieżki przetrwały śnieg (byl kilka dni), deszcze, ulewy, a ja chcę to naruszać. Po jakiego diabła dodawać sobie pracy?

Nie lepiej skupić się na utrzymaniu w porządku tego co mam. Na jakiś drobnych naprawach a w ostateczności skupić się na wypoczynku. Całe życie, pracuję i pracy nie przerobiłam którą sama sobie narzucam. No jestem pracoholikiem ale … wystarczy tego!!!

Suma sumarum – dróżki zostają w tym stanie jakim są w tej chwili. Żadnych innowacji.

Ahhhh… MM się ucieszy …. 😁😁😁😁😁😁😁😁


Siedzę na decku popijam czerwone wino i zagryzam babką ziemniaczaną.

Ta kombinacja bardzo mi się podoba.


Patrzę na kwitnąco/wschodzące tulipany. A będzie ich więcej i więcej.

Dzień wolny i nie-wolny

Czy nie można się wkurzyć?

Wczoraj najchętniej nie wyłaziłabym z łóżka, spała i spała i jeszcze raz bym spała. No oczywiście do pracy – trzeba było jednak wstać.

Dziś – wolny dzień. Obudziłam się skoro świt. Po co, dlaczego? Dlaczego tak wcześnie? Bo mam wolne!!!!

Leżę w łóżku, czytam blogi, wiadomości i klepię literki.

Czy po to obudziłam się, aby to robić? Czytać i klepać?

Jaki bezsens w zachowaniu i czynnościach, aż na tą myśl poczułam gorąco na całym ciele, od czubków palców u nóg po końcówki włosów. Gorąco, że musiałam się odkryć, a pot wystąpił na twarzy.

Bezsens!!!

Jaki będziesz dzisiejszy dniu, jeśli zaczynam ciebie od bezsensu…?


Pierwsze odgłosy – daleko szum autostrady, blisko – zamykane drzwi samochodu przez młodszego, jeszcze bliżej – poruszanie się piesków na poduchach na korytarzu.

Czas na kawę. Niemrawo, ciągnąc noga za nogą podążałam do łazienki, poprawiłam nową fryzurkę, nie omieszkałam wypowiedzieć zachwytu …oh, ach jak ja cudnie wyglądam…😁😁😁A co nie mogę? Zanim się doczekam to zapomnę, że tak jest. Nie wolno wychodzić z wprawy. MM wraca dopiero w czwartek!

No tak, bez okular to i pies może być kotem. No tak strasznie ze mną nie jest ale te + 1,5 wygładza mi znacznie cerę. Po co się przejmować, jeśli można na to zaradzić? Ostatnio kupiony krem, jak najbardziej stosuję, jest lepiej z…. moją szyją. Oczy jak oczy, worków nie było, cieni też nie, a że mój uśmiech od uch do ucha angażuje moje oczęta, tal ma być i musi. Uśmiechać się z tego powodu nie przestanę. Wolę być pomarszczona, ale wesoła, niż bezzmarszczowa i niezadowolona.

Na śniadanie – pełna lodówka do dyspozycji. Planowana jajecznica musi poczekać na dzień bardziej ubogi w produkty spożywcze. Bo, jajka u mnie się je na Wielkanoc i jak już nic nie ma do jedzenia a są tylkooooo jajka.


Mam plan!!!!!

Dziś dokończę układać kawalącik mojej ścieżki. Czy ktoś ma pomysł jak się dotego zabrać? Przeraża mnie cięcie płyt kamiennych. Wszędzie kurz. Maska, okulary pomagają nie wiele. A co z uszami? Tam też włazi kurz. Koszmar.

Jak mus to mus.

Drugi dzień świąt

U mnie nie ma drugiego dnia świąt. MM już wczoraj poleciał do pracy. Poczułam się samotnie i aby nie wpaść w smutek, wyszłam na yard zbierać gałązki, stare suche pojedyńcze liście, podlać trawę od frontu. Chodziłam i podziwiałam tulipany kwitnące, dotykając i gładząc ich płatki. Każdego dnia zakwita więcej kwatów i krzewów. Ciszę się jak małe dziecko. Kwiaty i kolory lubiłam odkąd sięgam pamięcią.

Dzisiejszy dzień nie spędziłam, niestety, relaksująco. Pracująco. Odwiedziłam również fryzjerkę, robiąc się na bóstwo. Oh. 😁