Smrodek

Muzyczka w tel gra, czas budzić się, wstawać, doprowadzić do porządku. Nikt nie podaje mi kawy do łóżka? Nie lubię pić kawy w łóżku! Nie lubię jeść śniadania w łóżku. W łóżeczku lubię spać i ewentualnie nie tylko spać.

Zeszłam na parter, odsłoniłam okna w kuchni i jadalni kuchennej. I co ja widzę?

Za oknem mokro i mgła. Nie mogłam odgadnąć temperatury panującej na zewnątrz. Mgła? To musi być bardzo, ale to bardzo wilgotno. Bez pośpiechu, rozmawiając na tel z MM, otworzyłam drzwi na taras i….zaskoczenie. Cool, it is cool!

Zrobiłam kawcię, nakarmiłam pieski, przyszykowałam dwie maciutkie kanapeczki, przejrzałam wiadomości. W powolnym tempie, rozpoczęłam przyszykowania do wyjazdu do pracy.

Mgła ustąpiła i wyjrzało słoneczko.

Będzie dobry, miły dzień.

Więc, witam Ciebie piękny dzionku. Co mi dziś przyniesiesz, dasz, podarujesz?

8:02am


Dzionek podarował mi spokój i czarną kawcię w południe.


Nastawiony gar na krupniczek wrze. No nie ten krupniczek z procentami. Zupkę.

Córcia zamówiła krupniczek. Białą kiełbaskę MM przywiózł z polskiego sklepu w OH. To były pierwsze zakupy 21 czerwca – udane. Drugie i ostatnie zakupy 28 czerca…zanim zaczęły źle pachnieć serdelki, (piątek)zdążyłam zjeść 2 szt. 6szt oddałam pieskom. Kiełbasa podwędzana już w dniu przywiezienia pachniała kwasem. MM niezadowolony bo wybrzydzam, on je surowe i zielone mięso, ale to nie znaczy, że ja też powinnam. Więc…podwędzaną pachnącą nieświeżo kiełbaskę włożyłam do lodówkii. (życzenie MM zostało spełnione) Ja jej nie tknę. Białą kiełbaskę z pierwszego zakupu, rozmroziłam, obwąchałam z każdej strony i … wrzuciłam do gara, będzie krupniczek.

Zakupy w polskich sklepach to zawsze niewypały.

Mam nadzieję na smaczny krupniczek.


Krupniczek podrzuciłam córci do pracy. Kiełbaski nie chciała, synek też nie bardzo lubi, to ja przepadam za białą.


July 13th

Musze to napisać.

Mój nos,  może konkurować z nosem psa. Wywącha wszystko. Nie szkodzi, że maleńki ale bardzo delikatny.

Wracjąc do kiełbasy, kiedy wyjował z torby (drugie zakupy) zawinięta kiełbasę a było tam 5 pakunków. Wywąchałam zapach nieświeżej wędliny. MM rozwijał a ja delikatnie wąchałam. Nie spodobało się jemu, że tak wącham. Bo przecież ma wszystko być świeże. On tak się starał a ja…. co ja? Co ja? Wąchać nie można? Zdenerwowany rozwinął ostatni pakunek. – ta kiełbasa jest nieświeża – powiedziałam

Wojny domowej nie było, ale MM się zagniewał. Na następny dzień włożyłam do zamrażalnika bo i tak mieliśmy inne kiełbaski do zjedzenia.

Kolacja, nic w zasadzie nie szykowaliśmy, obiad był obfity. MM wyjął kiełbaskę z zamrażalnika, odmroził, wrzucił do gorującej się wody. Zapaszek rozszedł się po kuchni,nie był to zapach zachęcający do zjedzenia kiełbaski, nie powodował ślinotoku, wręcz  przeciwnie, dla mnie odruchy wymiotne.

MM wyjął kiełbaskę, pokroił dodał musztardę, nadział na widelec, włożył do ust i…..zastygł w przeżuwaniu.

Wypluł w serwetkę – psom nie wolno jej dawać- powiedział

Zrozumiał, że musi zaufać mojejmu noskowi, nawet jeśli nie ma na to ochoty, w przeciwnym razie grozi to zatruciem.

Resztę kiełbasy wyrzuciliśmy do śmieci.

 

Wyjeżdzając w niedzielę do pracy, spytał czy coś przywieżć  z polskiego sklepu. Usłyszasz przeczącą odpowiedź.

 

 

 

 

 

 

Czym się zajmuję?

W niedzielne popłudnie – wczesny wieczór… bzdurami się zajmuję. Czytam blogi, komentuję, zastanawiam się, analizuję.

Komu to potrzebne, do czego mi to potrzebne?

Oczywiście odkrywam inne osobowości, poglądy, różnice zdań. Ale jak świat światem… ile jest ludzi tyle zdań i poglądów. Wszystkiego i wszystkich  nie zdołam zrozumieć. A jeśli nawet by mi się udało, jak bym to wykorzystała i czy wogóle byłabym w stanie.

Jednym słowem… zajmuję się bzdurami.

MM leci tam gdzieś w przestworzach i oddala się odemnie.

 

Czas na przygotowanie się do jutrzejszej pracy. Ten tydzień będzie pracowity. Od poniedziałku do piątku pracuję. Na prace na yardzie czasu nie będzie – niestety.

 

Oglądam mecz

I co?

Za dużo odpoczywania i chwalenia.

Moim zdaniem:

Brak szybkości, ospałość!!!

Teraz ten stracony jeden gol należy odrobić.

Uda się?

Akcja ciągle rozgrywa się koło naszej bramki.

Obstawiam 0-2 dla Columbii, żeby zaoszczędzić polakom łez, bo 0-3 chciałabym obstawić.


Mam dziwne wrażenie, jakby biało/czerwonych koszulek było mniej. Columbijczycy jak muchy latają po całym boisku.

(Odniesienie do ciemnych koszulek)


Przerwa


No i co?

Jeszcze mecz nie zakończony, ale…. Columbia musi utrzymać ten wynik. I na pewno utrzyma.

Przykro… tak naszą drużynę media reklamowały… za dużo im czasu poświęcano. … Jak to wypoczywają i tęsknią za swoimi kobietami….

No cóż, trochę mniej kasy będzie dla “ślicznotek”.


0-3 dla Columbii.

No to na pewno mniej kasy w kasie naszej drużyny.

Przegrałabym zakład… na drugi raz będę wiedziała, nie żałować😜


Polacy od początku poruszają się wolno, beznamiętnie, całkowity brak energii.

Omal a byłoby 0-4

Mało już ważne 0-4 czy 0-5

Mecz przegrany!!!!! Czas wracać do domu. Niech będzie nauczką, nie chwalić się przed….


No honor mógłby być obroniony, chociaż jedną bramką….mogłby….piłka jest okrągła….


5 minut do końca

KONIEC

PRZEGRANA

 

 

 

 

 

 

 

 

I ogromna radość Columbii …..

Uściski zwycięscy i przegranego

Mimo

wszystko szkoda.


😔😔😔😔😔😔

 

 

(zdjęcia robiłam iphonem z transmisji meczu  w tv w  USA)

Będę lecieć

MM kupił mi bilet do Polski. Jeden raz leciałam przez Chicago i jeden przez NY. Dwa razy i dwa razy niewypał. Kobiety prześcigały się w wychwalaniu i plotkowaniu. Jedna się tak nachlała, że zrobiła awanturę na pokładzie. Odmówiono jej podania alkoholu. Inna pani hamerykanka, nie potrafiła zliczyć swoich domów i fakultetów jakie to ona pokończyła w stanach. Słuchałam i nadziwić się nie mogłam ich “wylewności”. Niech będą już te domy, fakultety i alkoholizm ale… niech w końcu zamkną swoje jadaczki.

Dlaczego wybrałam połączenie przez Chicago?

Nie miałam wyboru. Trzy – cztery przesiadki, lub w Moskwie, Stambule, Wiedniu…nie bardzo mi odpowiadały. Frankfurt jak najbardziej ale szybciej dojechałabym samochodem, niż doleciała samolotem – 10 godzin oczekiwania na połączenie z Wawa to lekka przesada. Paryża nie lubię, przewożą autobusem z jednego na drugi terminal.

Po wielogodzinnym szukaniu połączenia, stanęło na Chicago.

Wezmę słuchawki, dobrą muzykę i odetnę się od “dyskusji”. Lubię spokój podczas latania, nie chcę opowieści różnych treści.

Zobaczymy jak będzie. Do godziny “0” jest jeszcze kilka miesięcy.

Mimo to czas otworzyć walizkę i powolutku wrzucać rzeczy aby nie zapomnieć. Tym razem będzie to maciutka walizeczka.

Nie powiem… komu w drogę, temu czas…

…..za jakiś czas

Ale jazda 🤯🤯🤯🤯🤯🤯

Wolne od pracy zawodowej, ale nie yardowej. Bawię się w mycie chodniczka. Po roku jest zielony. Mój region jest niesamowicie wilgotny. Wilgoć dobrze działa na cerę. 😁

Niedobrze działa, na kamienie. Zielono mi wszędzie, ale nie w kieszeni, tak jakbym chciała.

Nie, nie narzekam 😜 ….na brak pracy.

Moją twórczość można podziwiać nawet na płocie. Gdy MM ujrzał napis, to tak się śmiał, że jeszcze nigdy nie słyszałam takiego śmiechu u niego. Super, że potrafiłam jego tak rozbawić.

W południe, maszyna ciśnieniowa, WYSIADŁA!!!

Oj, umiem posługiwać się, nie przemęczać maszyn, dać im i sobie odetchnąć… mimo to maszyna ledwo dycha. Później pojedziemy ją wymienić na nowy egzemplarz.

Czyste i brudne płyty.

Tak niewiele zostało mi do końca mycia płyt.

W planie miałam pozbieranie połamanych gałęzi podczas deszczu. Temp się podniosła do 34C.

Zrezygnowałam z prac na yardzie, w garażu wyczyściłam maszynę ciśnieniową.

Wskoczyłam pod prysznic. Do tej pory do mycia używałam szorstkich rękawic. Tym razem użyłam mięciutkiej i nowiutkiej gąbki.

Ręcznik mięciutki, szybciutko wytarłam się i osuszyłam włosy.

Po ubraniu się zauważyłam ciemny malutki znaczek na prawym przedramieniu.

No i się zaczęło …. normalny odjazd, panika, szał.

MAM KLESZCZA!!!!!!

No normalna nimfa!! Szkło powiększające … nie kłamie. MM ogląda na lewo, na prawo.

…. No coś jest… i probuje rozdrapać mi to paznokciem. Ten mój MM to może sobie mieć i kleszcza wielkości konia i nic… ja mieć nie mogę!!!

Zabrałam rękę, nie jestem psem, żeby mi wydłubywał kleszcze. Na informację, że chcę do lekarza, spojrzał na mnie jak na pomyloną. Może się pomyliłam, ale nie w stosunku do swojego zdrowia.

Wyszłam z pokoju. Zadzwoniłam do lekarza. Co się dowiaduję?

Przychodnia za chwilę ma być zamknięta, ale nie dałam za wygraną. Mam kleszcza i chcę, żeby mi to coś, ktoś wyjął. Nalegałam, dano mi 15 minut. Doktor poczeka.

Byłam w samochodzie kiedy krzyknęłam do MM, że jadę do lekarza.

To była jazda 135-136km/h przy dopuszczalnej 105km/h. Wyprzedzałam jak rajdowiec ( jak ja lubię szybką jazdę). “Lecę” i myślę, jak zaraz mnie złapią to …. czy wystarczy mandat czy mnie wraz z kleszczem zakajdankują? Kto wtedy wyjmie mi kleszcza? Co będzie jak jeszcze nie jestem zainfekowana, ale będę zainfekowana poczas kajdankowania?! A może mnie będą eskortować do lekarza? W końcu jadę jak na sygnale i potrzebuję pomocy medycznej. Nigdy nie mów nigdy.

Dojazd do lekarza zajął mi 10 minut. Byłam przed umówionym czasem.

Wlatuję do budynku naciskam na klamkę i…. mogę ją pocałować. Ehhh to nie ze mną takie numery. Biegnę do bocznych drzwi, ukrytych w długim korytarzu. Klamka …..i drzwi się otworzyły. Wpadam … wnętrze przychodni wygląda na opuszczone.

Ktoś pyta co ja tutaj robię???? Przychodnia jest zamknięta!

Co? Co ja tutaj robię? To ja pytam gdzie jest doktor, która miała na mnie czekać? To ja pytam kto mnie wyjmnie kleszcza? To ja pytam, co ja mam teraz robić? To ja pytam dlaczego wprowadzono mnie w błąd?

Uffff … już nie byłam sam na sam z jakąś panią, już znalazły się 2 pielęgniarki.

Przełożona pielęgniarek: mąż ciebie szuka….

Sprawdziłam na tel, dzwonił kilka razy, ale…. ja nie mam teraz czasu, ja walczę o życie !!!!!

Zaprowadzono do gabinetu, przeprowadzono wywiad. Kilka minut i… przyszła doktor.

Opowiedziałam o wczorajszym ugryzieniu, dzisiejszym również.

Obejrzała, wyszła. Wróciła z pudełeczkiem w którym były narzędzia do “operacji”. Wyjęła!!!

Tylko co?

Nie była pewna jaki to owad. Kleszcz, nie kleszcz, bo to co zostało, nie pozwalało na zindentyfikowanie. Za mało też materiału do przeprowadzenia badań na boleriozę. Jeśli oczywiście był to kleszcz.

Podobno, podczas kąpieli zmyłam to coś.

Teraz mam obserwować miejsce po ugryzieniu.

Czy w moim przypadku wszystkie ugryzienia muszą być skomplikowane, niezindentyfikowane, niewiadomego pochodzenia??? No z kosmosu!

Nie mam szczęścia

Znów mnie coś ugryzło. Najpierw był bąbel, taki jaki jest po ugryzieniu komara. Swędziało a jakże, tak jak po ugryzieniu komara. Za jakiś czas bąbel się powiększył. Dziwne wyglądało.

Po trzech godzinach od ugryzienia mam rumień.

No super, normalnie super.

Niech to diabli wezmą!!!!

Czy te cholerne szczypawki, komary, kleszcze muszki i inne, dadzą mi wreszcie spokój?

Jak żyć? Jeśli nie mogę wychodzić na zewnątrz. Teraz piszę, a po ekranie ipada maszeruje maleńkie, maciutkie coś!!! Siedzę w domu!!!!

Nie żyje!!!! Rozdusiłam kciukiem.

Posprejowałam się, spodnie, bluzkę, buty. Ale co tam, chemia patrzę już na nikogo nie działa. Płakać mi się chce.

Jutro mam wizytę u dermatologa.


Fiksuję….

Był rumień – nie ma rumienia. Po niespełna 30 minutach, wszystko blednie.

Czy to normalne – czy ja głupieję, durnieję?

Ale psychoza!


Dziwne, wcześniej była prawa noga. Teraz lewa i prawie w tym samym miejscu.


Wieczorem zmierzę temperaturę. Nie na podwórzu, tam jest 32C, ciałka swego kochanego.

Podobno trzeba to zrobić.

Nie trzeba robić !!!! – grzebać w internecie i czytać bzdety.

Każdy reaguje inaczej na ugryzienie: komara, kleszcza, muchy i krokodyla. 😁😁😁


Nie mam z czym iść do dermatologa. To co mnie bardzo niepokoiło jak na złość od połunia nie isnieje. Ugryzienie? Został mój obrysowany okrąg. Ugryzienia owada w padue leczą się. Iść aby iść?

Wygląda na to, że tym razem więcej paniki niż orawdziwych symptomów jakuejś poważnej choroby.

Zalecenia lekarza

Stosując się do zaleceń lekarza rodzinnego – moje bąbke mają się bardzo dobrze. Swędzi jak najjaśnista cholera. Przychodnie dermatologiczne w sobotę nieczynne. Muszę czekać do poniedziałku.

No pięknie, po prostu pięknie.

Niechby był ten diabelski świerzb to byłoby mi chociaż lżej. A to nawet świerzbu mieć nie mogę, tylko coś z kosmosu.

Oczywiście, że doszło kilka bąbli, a jakże by inaczej. Stare swędzą a nowe to dopiero swędzą. Jak tylko dotknę, to skórę mogę zerwać z siebie.

Wiem, że dam radę. W dzień zajmę się czymś. Dziwne że w nocy nie swędzą. A może tak z łóżka do poniedziałku, nie wychodzić.

No dziś jestem jak osa. Rozdrażniona do granic możliwości.


MM zadwonił do swojej przychodni dermatologicznej. Miałam szczęście w ten weekend dyżuruje.

Gdy pielęgniarka zobaczyła…od razu przybiegły 2 następne i lekarz.

Zostałam pogryziona na yardzie przez coś.

Niestety nikt nie wie jakie draństwo mnie pogryzło.

Dostałam zastrzyk w pośladek. Krem do smarowania 2 razy dziennie i lekarstwo w spreju.

Ot i cała moja historia.

Pogryzło mnie coś w pasie dlatego, że tam były zapięte spodnie i na plecach i pociłam. Pot spływał w pas spodni. To coś pożywiło się mną.

Nie mam pojęcia jak zabezpieczyć się przed żyjątkami. Na nagusa przecież pracować nie będę.

A może powinnam. 😲😲🤪🤪🤪

Nie do wytrzymania

8:44am bąble idą, idą!!! Na plecy!!! Swędzi jak jasna cholera.

O 3:30pm mam wizytę u lekarza. Jak wytrzymać!!!!???

Jeden jest przy kciuku. To są bąble, żadne ugryzienie.

Muszę czymś się zająć bo oszaleję.

Będę myć podjazd.

Zapomnę o plecach.


Jeden pokazał się między palcami. No i moja idea… świerzb!!! Wszystko możliwe. Będąc na koncercie kupiłam koszulkę. Zawsze piorę nowe rzeczy, tym razem nie uprałam. Nałożyłam. Ot i mam!!!!

Czekam do 3:30pm a to jeszcze 6 godzin i 22minuty.

Odchodzę od zmysłów.

Nałożyłam rękawiczki, żeby ewentualne żyjątka jakie mnie jedzą nie padały na podłogę. Jeju!!!! Jak ja się siebie brzydzę.

A może to nie świerzb?


Cdn…

Nie dawno kupiłam kremik miodowy do kawy. Po wypiciu kawy, dostałam więcej bąbli. Teraz wypiłam cały kieliszek tego kremiku, czekam na reakcję. Na kit pszczeli jestem śmiertelnie uczulona ale … miodzikiem zajadałam się i nic się nie działo.

Czekam….

Cdn…


Nie świerzb, nie pluskwy. Kremik miodowy nie daje żadnych reakcji alergicznych. Jeden bąbel pod kolanem pokazał się przed wypiciem kremiku.

Opanowało mnie uczucie swędzenia, wszędzie. Głowa, czoło, nawet brwi. To jest straszne.

Jestem już gotowa na wizytę.

Cdn…


Po wizycie u lekarza. Nic pewnego. Dwa bąbelki między palcami wskazywały by na świerzb. Ale z tyłu w pasie, pośladkach i kierujące się w kierunku plecach na ….

skierowanie do dermatologa.

Przypisano mi maść, mam się na noc wysmarować od szyji po czubki palców i tak pójść spać. Jeśli nie pomoże, dermatolog i biopsja.

To wszystko.

Jak nie dotykam to da się wytrzymać, bezczynnie nie można siedzieć bo swędzi.

Ogólnie nic nie wiadomo i doktorka nie ukrywała swojej niewiedzy na temat moich bąbelków.

Nie dziwię się, sama się pogubiłam.

Kurcze…. cierpie katusze.


Posmarowałam się kremem, oczywiście z pomocą MM. Zobaczymy co będzie jutro.🤓🤓🤓🤓

Mięsko na gołąbki

Ciężki dzień miałam dzisiaj. Zresztą jak zawsze. Trawka zieloniutka, podlewam, dokarmiam. Krzewy i letnie kwiaty rosną. Drzewa niepotrzebne wycięłam, oczywiście piłą elektryczną.

Czas na nowy projekt. Ciśnieniowe mycie wjazdu, chodników, murków, tarasu i patio. To są moje brudne nóżki 😁😁😁😁Zaczęłam wcześnie rano, skończyłam przed lądowaniem MM. Zostało dość dużo pracy na jutro.

Niezmordowana, nie chciałam zepsuć mięska na gołąbki.

Kapustkę przygotowałam i czas na mięsko. Otwieram mięsko z indyka, pachnie dobrze. Otwieram wołowe…zapachniało mi inaczej, na pewno nie świeżością. Dodałam jajeczka itd…wrzucam do maszyny bo nie będę przecież spracowanymi rączkami mieszać.

Jeszcze przekonuje siebie, że jest dobrze, że znów wymyślam. Moj nosek jest tak bardzo delikatny, że wywącha to czego nikt inny nie wywącha. Mam to po Tacie. Nie zdecydowałam się użyć tego mięska do gołąbków.

Odebrałam MM z metra i zajechaliśmy po inne mięsko. Moje trafiło do kosza. Zdejmuję folię z tacki i wącham, zapaszek nie dobry, oj nie dobry, zagłębiam paluszki w mięsku wołowym, a tam pod warstwą czerwonego mięska, zielono-granatowo.

Pojechaliśmy do sklepu aby wymienić mięsko. Tym razem jeszcze w sklepie zdjęłam folię z tacki i w zabezpieczonych w worek foliowy paluszkach, rozgrzebałam mięsko. Tym razem wzięłam wieprzowe. Miesko dobre, w domku pachnie gołąbkami.

Jeszcze 20 minut i gołąbeczki będą gotowe.

Dodałam mięsko z indyka i wieprzowe. Lubię takie mieszanki.

Smacznego

Znów pogryziona

Nie wiem co i kiedy ale….

Wtorek miałam bardzo pracowity. Wycięłam dwa drzewa. Wysokie, umiem ciąć tak, aby spadły w odpowiednim miejscu. Później przez cały dzień cięłam na małe kawałki. Pakowałam do worów mniejsze gałęzie, a konary wiązałam. Tak mi zleciał cały dzień.

Możliwe że ugryzł mnie jakiś zabłąkany komar, ale z rana wstałam pogryziona jeszcze bardziej. Z tyłu w pasie z lewej strony miałam kilka swędzących ugryzień. Zdziwiłam się bardzo, posprejowałam się od komarów, dziwne, dlaczego z tyłu w pasie mnie pogryzły, nie ręce, nogi, czoło. Pogryzły z tyłu w pasie i do tego przez bluzkę. Nie drapałam, nie smarowałam. Nie wiedziałam co, więc nie wiadomo co może mi ulżyć. Drapanie może skończyć się infekcją.

W pracy, cierpiałam. Nie tylko swędziało, paliło.

Po powrocie do domku, wskoczyłam pod zimny prysznic. Omal nie zdarłam z siebie skóry. Opanowałam się, a było bardzo trudno.

W czwartek, a więc dziś. Mam bąble po prawej stronie. A więc, pas z tyłu jest obąblowany. Nie mogę siadając się opierać, zakładać majteczek ( nie ważne jakie). Bąble schodzą na pośladki. Jeden jest na szyi ( z tyłu) pod włosami.

Zaczęłam szukać w google. Nie wiem dlaczego, ale na myśl mi przyszły pluskwy. MM lata samolotami, mieszka w hotelach, może przywiózł pasażerów na gapę? Może, za dużo łykam witaminek. Jutro mam wizytę u lekarza. Wszystko się wyjaśni.

Strach kłaść się do łóżka. Mam nadzieję, jeśli to pluskwy to MM będą chrupać, więcej ciałka.

No jak to w małżeństwie… co jest moje to jest twoje…

Wyjaśnienie – ostrzeżenie? oszukanych liczyć na palcach jednej ręki, czy palców nie starczy

https://tvn24bis.pl/z-kraju,74/orange-polska-ostrzega-przed-telefonami-z-papui-nowej-gwinei,842667.html

Uwaga na telefony z egzotycznych numerów. Sieć komórkowa ostrzega: nie oddzwaniajcie

Powinno być dodane : Nie odbierać telefonów z papui!!

Nie mam zarejestrowanego tel w orange, nie byłam na egzotycznych wakacjach, od kilku miesięcy nie loguję się do facebooka, a jednak zdzwonili i to dzięki http://www.wp.pl . Czyżby odwiedziny na wp.pl należałoby traktować jako wczasy w egzotycznych krajach? Jak napisałam w poprzednim poście, ten portal dla mnie już nie istnieje.

Inny popularny polski portal, również zamieścił wiadomość o tym egzotycznym kraju, który to zablokował(?) facebooka. Możliwe, że to chwyt “reklamowy”.

Czy ktokolwiek sprawdził ten “news”?