Raz w roku

WALENTYNKI

Sklepy kuszą klientów balonami, kwiatkami, czekoladkami i różnymi prezentami. Ja też kupiłam różowe kwiatki w doniczce i baloniki na plastikowym patyczku.

Dlaczego nie?

Jeśli jeszcze mam żyć 25 lat to już mi pozostało 24 razy obchodzić wszelkie święta które są raz w roku. To niewiele.

Dziecko, które się rodzi ma takich świąt 78,87,90. Zakładając, że rodzi się zdrowe i żyć będzie w zdrowiu.

Więc, trzeba cieszyć się z każdego święta, mniejszego i większego.

Buraczki połączone z MBA

To był szybki poranek. Nie miałam czasu na poranną kawę i śniadanko. Kubek z kawcią wzięłam ze sobą i tak z kawcią w ręku wtoczyłam się o 6:10 am do pracy.

Za oknem było ciemno kiedy przystąpiłam do obowiązków. Niewiele pracy mniałam, skonczyłam szybciutko.

Po drodze do domu zajechałam do Farmers Market. Sklep z towarami z różnych stron świata. Chlebek żydowski, mąka pszenna rosyjska, budyń arabski, ogórki konserwowe polskie, ryż chiński.

Kupiłam buraczki czerwone z pól amerykańskich, ugotowałam barszcz czerwony. Czasami trafiają się buraki gorzkawe, rzadko ale się trafiają, te słodziutkie i smaczniutkie i taki wyszedł mi barszczyk.

No miałam degustatora w postaci MSJ, zjadł dwie miseczki. Można powiedzieć, że był głodny. Ale to nie tak, jak syn głodny a w domu nie ma nic do jedzenia lub jest to czego nie lubi, jedzie do restauracji. Nie mam obowiązku gotowania i zaopatrywania lodówki. Gotuję bo mam chęć, dogodzenia moim milusińskim.

Zaproponowałam MCD aby przyjechała po zupkę. Odmówiła, pracę późno kończyła a później szkoła.


Nie wiem czy pisałam. MCD pracuje na pełen etat w dużej renomowanej na całe stany kompanii. Jest zadowolona. Tylko nie wiemy co będzie z MBA, aplikację wprawdzie złożyła, ale nie ma niezbędnego do przyjęcia, stażu pracy na stanowisku menagera. Od początku rozpoczęcia studiów w stanach, była i jest honorowym studentem, z tym że to w przyjęciu na MBA nie pomaga. Musi zdać test GMAT. Buntuje się bo, na uniwerku miała 60% GMAT. To tylko wyciąganie pieniędzy. W stanach wszystkie studia są płatne i to nie mało. Chyba że znajdziesz sponsora, który uwiąże ciebie do biurka za marne centy, bo przecież musisz odpracować to, co w ciebie włożył.

Po 5-10 latach jest za późno na rozwój zawodowy, jeśli ciebie taki sponsor wyżyłował, podcinał skrzydła. Jeśli trafisz w dobre ręce to lecisz na fali zawodowej. Szansa na dobrego sponsora jest 50/50. Jeśli można uniknąć ryzyka, unikajmy.

Wieczorkiem siedziałam w internecie i sprawdzałam poziom trudności tego testu. Trudny.

W najbliższych dniach się wyjaśni, czy przyjmą ją na MBA czy też nie. Prowadzi rozmowy, ma dobre referencje. Ma 0,1% szansy. 🙁

Dostanie się na MBA w Polsce to jest bułka z masłem. Nie potrzeba żadnego doświadczenia na żadnym stanowisku, nie zdaje się testu GMAT.

Tylko do Polski nie pojedzie. Pracy nie rzuci, po powrocie nawet z dyplomem, nie będzie łatwo znaleźć pracę. Jednym słowem po wypadnięciu z “obiegu”, stajesz na straconej pozycji, zaczynasz od początku.

Jednym słowem czekamy, minimalna nadzieja, a byłby ewenement gdyby przyjęli, ale 0,1% jest lepsze od 0%.


Jak widać, każdy ma inne problemy życiowe.

Ktoś na świecie walczy o bułkę dla swego dziecka, gdzieś tam lawina przysypała turystów, inni ślub biorą aby za 3 minuty się rozwieść, komuś się dziecko rodzi lub ktoś z rodziny umiera.

Ile jest ludzi tyle jest problemów, kłopotów, zdarzeń, zdarzeń tragicznych i szczęśliwych.


Córcia do domu wróciła przed 11pm. A ja czekałam na wiadomości od niej.

Mogłam już poprawić poduszkę i usnąć.

Nie ważne w jakim wieku są i będą moje dzieci. Zawsze będę się o nie martwić i cieszyć z ich szczęścia.

Co się odwlecze….

Zanim wyjechałam do pracy. Wyjęłam naczynia ze zmywarki. Zmyłam blaty w kuchni i płytce gazowej. Stół kuchenny doprowadziłam do używalności po śniadaniu. Oczywiście MM wrócił i usmażył mi boczek. No nie mój 😀.

Ogarnęłam wzrokiem moją jadalnię i kuchnię…i mogłam jechać do pracy.

Po pracy, wracam …kuchnia nie naruszona. MM pracował cały czas w office.

Na późniejszy lanch wybraliśmy się do Whole Foods. Można wybrać co lubisz, co chcesz i ile chcesz. A, że mój żołądeczek się skurczył to niewiele mi trzeba.

Córcia zmówiła na niedzielę tort Napoleon. Zanim zaczęłam zabawę z “generałem”, zrobiłam drzemkę.

Ciasto jak najbardziej zrobiłam, ale nie miałam ochoty już na pieczenie. Czym dłużej pobędzie w lodówce, tym lepiej. Piekarnik też nie był gotowy. Na święta Bożego Narodzenia piekłam ciasto pomarańczowe. Wszystkie składniki wymieszałam jak w przepisie było podane. Olej kokosowy też dodałam, zgodnie z zaleceniem, tylko nic nie było o tym, że tą białą maź powinnam rozpuścić przed dodaniem do ciasta. Ciasto piekło się, a z niego kapało i kapało, nie mogłam zrozumieć dlaczego? Pierwszy raz w życiu używałam oleju kokosowego, więc mogłam nie wiedzieć. Olej palił mi się w piekarniku, a ja miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie było!

Cały olej wykapał zanim ciasto się upiekło. Po ostudzeniu, ciasto wyszło w zapachu pomarańczowe, w krojeniu kamienne. Byłam jedyną osobą, która spróbowała kamienne ciasto.

Póżniej do pieczenia używałam drugiego dolnego piekarnika, górny oczekiwał na czyszczenie. Oczywiście czyszczenie automatyczne jest, z tym, że cały proces trwa 3 godziny i spala wszystko. Przy spalaniu mam taki smród w kuchni, że pochłaniacz oraz otwieranie okien nie pomaga.

Spryskałam więc chemią piekarnik górny, dlaczego górny taki ważny? Jest z termoobiegiem.

Odmaczałam i czyściłam, aż… zostawiłam.


Seans wieczorny

Obejrzeliśmy z MM przepiękny film rysunkowy Dumbo oraz Something’s gotta give w rolach głównych Jack Nicholson, Diane Keaton oraz Keanu Reaves.

Mam wiele ulubionych filmów, które mi się nigdy nie nudzą. Zawsze znajduję w nich coś ciekawego i zawsze mnie rozbawiają do łez. Podobnie z książkami.


Ciasto podzielone na kuleczki, zostało w lodówce.

Wiosenny relax

Dziś znów sprzątałam zeszłoroczne liście. Poprzycinałam krzewy, odsłoniłam, niektóre kwiatki. Potrzebne mi jest jeszcze jedno słoneczne popołudnie, aby dokończyć pakowanie liści. Może czwartek, bo w pozostałe dni ma padać. Jeśli w czwartek zacznę pracę (zawodową) wcześniej, to w domu powinnam być około południa.

No oczywiście, się zobaczy.

Wyniosłam już trzy donice z kwiatami domowymi na zewnątrz. Jeśli wyskoczy zimniejsza nocka, to opatulę. Nie spodziwamy się przymrozków.

Bardzo przyjemnie posiedzieć na decku, po pracy fizycznej na yardzie. Winko w kieliszku, mogę się w końcu zrelaksować.

Najważniejsze, jeszcze nie ma komarów, meszki i innych nieprzyjemnych i natrętnych owadów.

Trzeba korzystać z pięknych dni, jak przyjdą upały to nie będzie żadnego relaksu.