Czwarty dzień wakacji

Czwarty dzień, jeśli północ można zaliczyć do dnia, przewitałam na fotelu. Oglądany film tak wciągnęł że, nawet nie zauważyłam że minęła 2am. Nie chciałam budzić MM więc, położyłam się na kanapie przykrywając się kocem. Próbowałam zasnąć, nie trwało to zbyt długo bo przed 3 am, MM stanął nademną, mówiąc prawdę, pogonił mnie do łóżka.

Spałam prawie do 10am. Upiękniłam się i….czekałam na zakończenie telelekonferencji jaką MM prowadził.

Łaziłam z łazienki na balkon, z balkonu do sypialni, z pokoju do sypialni i tak w kółko. Konferencja się przeciągała a ja robiłam się zniecierpliwiona. Oj, rozumiem, MM musi być na łączach i nie ważne urlop czy nie. Ale ja robiłam się nie tylko zniecierpliwiona ale i głodna.

No nareszcie około 1pm, uwolnił się, mogliśmy pójść już nie na śniadanie ale obiad.

Po obiadku, leżakowaliśmy, odpoczywaliśmy, leniuchowaliśmy. Wszystkich przechodzących obok witałam lub mnie witano. Toż w sobotę dałam solowy popis tańca. No nie mogę po prostu nie mogę usiedzieć kiedy muzyka gra. W domu przecież też, tańczę skaczę nawet przy wbijaniu gwoździ, kucharzeniu lub sprzątaniu. Więc, mnie witano, pytano o samopoczucie, niektórzy chwilę gawędzili.

Szybkie przebranko i wyszliśmy na zwiady, jaka restauracja i gdzie ma oprócz żarcia dancing. Przecież, 14 rocznica ślubu, trzeba ładnie się ubrać i na parkiecie się zakręcić.

Jakieś dancingi oczywiście że mają ale … daleko i dla lokalsów. Więc, można tam zajechać i już w jednym kawałku nie wrócić.

Zresztą tak jak w każdym mieście, w moim podobnie, NY, Chicago, Boston itp.

Dominikana, Jamajka, Kuba, Meksyk….oferują kuroty, a jeśli zwiedzanie to z okien autokaru.

Byliśmy ostrożni i… zostaliśmy w okolicy kurortu. Lokalsi tutaj nie zaglądają. Niepocieszeni wracając do hotelu zatrzymaliśmy się w kubańskiej restauracji.

Piękna muzyka płynęła z głośników i zanim usiadłam przy stoliku odtańczyłam salsę.

Mimo że, nie byłam pięknie ubrana spędziłam wspaniały wieczór przy hiszpańskiej muzyce.

Nogi miałam baaardzo brudne, bo trudno tańczyć w klapkach, wiec tańczyłam na bosaka. Lambada, rumba, salsa innej muzuki nie było, no tango brazylijskie.

Namęczyłam się, parkiet a właściwie posadzka posłużyła dla moich stóp jak pumeks. Chociaż…pumeksu nigdy nie używam bo starłabym przy pierwszyk użyciu skórę do krwi.

Sukienka w szafie wisi, pantofelki stoją, a ja wybawiłam się nawet nie strojąc sie na zabawę.

Nie poddam się tak szybko. Muszę przywdziać moją sukieneczkę. Może jutro, jeśli nie bo na pewno nie… płyniemy na ”poszukiwanie zachodu słońca” .

Będę niepocieszona jeśli się nie wystoję ….

Udany dzień i miła zabawa.

Jaki będzie jutrzejszy dzień? Nikt nie wie. To będzie wielka improwizacja.

To my będziemy, bohaterami i aktorami, scenariusza jaki nam życie napisze.

One thought on “Czwarty dzień wakacji

  1. Aż Ci zazdroszczę takiej zabawy. Ja już bardzo dawno nie tańczyłam, a taniec lubię bardzo. Ale cieszę się, że Ty się wybawiłaś. I tak trzymaj dalej. Baw się ile się tylko da. Ściskam Cię mocno, a swojego Męża pozdrów ode mnie, czyli od takiej jednej Marysi z Polski, która jest w mocno już zaawansowanym wieku.
    Poniewaą zamykają nam miejsce, gdzie prowadziłyśmy swoje blogi, to podaje Ci nazwę mojego nowego bloga: – Myślę, marzę, wspominam…jestem
    http://kariatyda2017.blogspot.com/

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s