płomień ugaszony_

W pracy siedziałam najdłużej jak mogłam. Wracając zajechałam po sałatkę. Chciałam zapłacić …a tu niespodzianka…nie ma portfela. Znów zmieniłam terebkę. Dobrze,  że miałam jakieś drobniaki. Wystarczyło na zapłacenie za sałatki. No nie pozwolę MMowi, żeby siedział przed komp cały dzień, bez jedzenia. W lodówce pustki, a w zamrażarce jest , ale on nie ma czasu na smażenie.

Zaczęłam jego przed sobą tłumaczyć. Że miał wczoraj trudny dzień. Dzisiejszy poranek też nie należał do najlepszych. Serdeczny kolega został zwolniony z pracy. O tak, w jednej chwili. Zajmował dyrektorskie stanowisko ale, to nic nie znaczy, nic nie ma dożywotnio. Szefostwo zrobiło miejsce dla swojego przyjaciela. Wczoraj zwolniony, ale dyskusja wciąż trwa. Znam większość kolegów z pracy MM. Zwolniony był przyjacielem. Znają się bardzo długo. Jeśli jeden odchodzi, zmienia pracę to inni za nim idą. W tej chwili oczy się rozmowa, gdzie pójdą do jakiej firmy. W jakim mieście.

U mnie to nic się nie zmieni, MM lata do pracy. Jeśli są młodsi to z nimi całe rodziny. Przeprowadzki całych rodzin. Nowe szkoły, nowe kontakty i sąsiedzi. Rozumiem.

Możliwe, że MM zestresowany sytuacją w pracy, tak zareagował.

Prawdę mówiąc, bardzo dawno była taka nieprzyjemna sytuacja.

Tylko…stres, stresem…ale lepszej żony to MM nigdzie nie znajdzie.

Więc zajechałam po sałatkę, zajechałam też do sklepu po bieżnik. Dobrze, że nic ciekawego nie było. Bo trudno byłoby kupić bez pieniędzy i kart płatniczych.

Wracam więc do domu, rozmyślam, nie zauważyłam kiedy nacisnęłam na pedał. Leciałam, że tylko skrzydeł było brak. Mijam samochody, zostawiam je w tyle. Wyprzedzam i dziwię się, że tak wolno jadą. Robie w niektórych miejscach slalomy. Aż..jakbym otrzeźwiała… 140 na liczniku. Zdjęłam nogę z gazu i następne otrzeźwienie … mój zjazd, tuż, tuż.

Zaczęłam się wciskać do swego zjazdu.

Gdybym nawet przejechała, to są następne i też dotarłabym do domu.

Później jechałam powolutku, podobnie jak wszyscy, niepotrzebne mi było zatrzymanie i legitymowanie.

Nie byłoby większego problemu, policjant sprawdziłby po tablicy rejestracyjnej.

Wjechałam do garażu i nie biegłam jak zwykle, na piętro do MM office.

Wysiadając z samochodu nie zabrałam też od razu sałatek.

MM był już w kuchni. Nie zauważyłam nic szczególnego. Zachowywał się normalnie. Jak minął dzień, co będziemy jeść na lunch, opowiadał o jego mijającym dniu.

Tak patrzę na siebie od wewnątrz i zauważam, że jestem nabuzowana.

Zaskoczyłam MM sałatką.

Usłyszałam, że dbam o niego i bardzo dziękuje za sałatkę. To co zwykle, to co zawsze.

Powolutku moje emocje się uspokajały. W pewnym momencie zadzwoniła córcia.

Z wiadomością której nikt się nie spodziewał.

Tak jak w takich momentach się mówi…mamusiaaa siedzisz? mamusia co robiszzzz? Mamusia uważajjjj!!

Myślę jak błyskawica. Wiem, że coś dobrego ale co?…..

…….Nie muszę zdawać GMATa, mamusiaaaaa nie muszę zdawać GMATaaa!!!!!….ja się cieszę mamusia!!!!!….

MM siedzi pod drugiej stronie stołu i z zaciekawieniem patrzy na mnie, no przecież, rozmawiamy po polsku.

Córcia przekazała wiadomość również i MM. Wyglądał na radosnego. MM nigdy niczego nie urywa, żadnych emocjii. Jak zły to zły, jak rozbawiony to rozbawiony, jak zmęczony to zmęczony, jak ucieszony to ucieszony.

Prawda jakie to proste? Nie trzeba się domyślać. Bo jak mówi to mówi.

Po rozłączeniu się z córcią, chwilę jeszcze rozmawialiśmy o mojej córci.

Zaproponował wyskok na jutro do meksykańskiej restauracji.

Jakie to wszystko proste.

Po płomieniach niezgody u MM nie ma śladu. Ja potrzebuję czasu. Przemyślenia. Zastanowienia.

MM dziewczyny mają dwoje rodziców. Moje dzieci tylko mnie. O swoje dzieci walczyłam i będę walczyć, nie pozwolę nic na nie złego powiedzieć.

Nie są nieomylne, ale moje dzieci są moje!

Teraz wracam do GMAT córcia miała 0,1% szansy że nie będzie musiała zdawać tego testu. Pierwszy etap kwalifikacyjny na MBA ma za sobą, jeszcze rozmowa kwalifikacyjna.

Córcia przeskoczyła niezbędne wymagania decydujące o zakwalifikowaniu się na studia. To co było niemożliwym, stało się możliwym.

Do rozmowy kwalifikacyjnej musi być przygotowana na 100%. Bo…z jakiegoś powodu dali jej szansę. Nie przepracowała 4 lat na stanowisku menagera, nie musi zdawać GMAT i… od ukończenia uniwersytetu nie upłynęło 5 lat. Graduację ma w maju.

Jednym słowem … może, że jest najlepszą studentką, może dokumenty z Polski (stypendium dla wzorowych). A może esej, który napisała, zaintrygował komisję kwalifikacyjną. A może referencje z zakładu pracy i z uczelni?

Nie wiadomo. Wiadomo, do rozmowy musi być przygotowana.

Cieszę się ogromnie.

Radość ugasiła wszystkie iskry i płomienie wczorajszego dnia i dzisiejszego poranka.

Jestem DUMNA.


Po szczerej rozmowie.

MM przeprosił za złe zachowanie i za to, że jest złym mężem.

4 thoughts on “płomień ugaszony_

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s