Życie jest sztuką…..

Jeśli jedzenie banana jest sztuką,

to sztuką mogą być wszystkie czynności jakie człowiek wykonuje, w tym, fizjologiczne.

Dlaczego nie? np: plucie, nadymanie się, napinanie się …. a nawet spuszczanie wody w toalecie.

Pewnien artysta z niemiec skupuje martwe ciała i robi sztukę.

W pewnym teatrze pokazują kopulację (z seksem nie mylić)i również, twierdzą, że to sztuka.

Moim zdaniem za dużo na tym świecie oszołomów, którzy chcą wypłynąć na bananie…..

Czy…. sztuką jest zrobić sztukę bez sztuki…?????..

Psiarnia

Lubię Onona, to jest pies starszej córki MM. Moje psinki to są przy tym psie jak miniaturki. Córka MM znalazła pracę w innym stanie, przy granicy z Kanadą i w najbliższych tygodniach wyjeżdża. Psinę zostawiła u nas na kilka dni, dziś zabiera. Wyjeżdża oczywiście, z Ononem.

Piesek ułożony, posłuszny tylko jedno ale…..sierściuch.

No nie lubię jeść sierści,  co chwilę nie będę odkurzać lub latać ze ściereczką i zcierać  mebli. Onon baaardzo często otrząsa się, fajnie i pociesznie to wygląda ale….ile sierści on z siebie strzepuje to ja chyba tylko wiem i widzę. Jeśli na stole kuchennym jest sierść to znaczy, że na niższym pułapie jest jej o wiele więcej.

Nie, jeszcze nie jestem uczulona na sierść, na pyłki kwiatowe jak najbardziej co objawia się również zawrotami głowy. Ostatnio wychodziłam w maseczce.

Więc…dziś czeka mnie sprzątanie, odkurzanie i trzepanie i to całego domu. I po co ja mówiłam, że nie jestem uczulona?

Tylko zaczęłam okurzać…kichanie, płakanie i kaszlanie. Normalnie nie mogłam tego powstrzymać. Przyjęłam tabletkę, z tym, że żadne lekarstwo nie działa natychmiast.

Odkurzanie piętra dokończyłam w maseczce. Było o niebo lepiej. Nie lubię maseczek bo pod maseczką twarz się strasznie poci.

Ale coś za coś.

solono-słodko-kwaśne

Wczoraj nie tylko sprzątałam i kawę piłam.

Usmażyłam kurczaczki ale takie, takie, że palce lizać.

Od dłuższego czasu szukałam przepisu na kurczaczki, takie, jakie jadłam dawno temu w barze, który niestety ale sie przeniósł do innego stanu. Lubiłam ja, MM i MSJ. Córcia nie miała okazji spróbować, baru już nie było to pierwsze, drugie przeprowadziliśmy się do innego domu i dzielnicy. Wiele lat poszukiwań, przewalania w internecie tysiące przepisów, na stronach nie tylko polskicha ale i obcojęzycznych,  uwieńczonych zostało sukcesem.

Nie twierdzę, że smak kurczaczków jest taki sam lub podobny, do tych kurczaczków jedzonych przed laty, bo kto by pamiętał. Kurczaczki jednak smakowały, bardzo smakowały.

Zachwalałam, no i ….synuś zjawił się dzisiaj przed pracą kilka minut po 5am oraz po pracy na dokładkę. Córcia zamówiła, na po świętach, MM w najbliższym czasie.

Oczywiście, że zamówienia zrealizuję, tym bardziej, że kurczaczki smakują naprawdę wyśmienicie.

 

Dzisiaj miałam, dalszy ciąg porządkowania, i ukończyłam. Nareszcie.

Zamiast kawy zrobiłam sobie kakao. Rozmawiając z synem, nie zwróciłam uwagi co do kakao wsypuję. Jeden łyk… biegiem do zlewu. Zamiast posłodzić …. posoliłam.

Dałam już spokój z tym kakao i wszelkimi ciepłymi napojami. Mam nadzieję na lepsze spanko tej nocki.

 

 

 

 

Brzucho

O 4:00 jeszcze nie świtało, więc nie powiem, że zerwałam się skoro świt. MM zadzwonił, zgodnie z ustaleniami o 4:30, moje budzenie minutkę później. Szybko i szybko i jeszcze raz szybko, spojrzałam na łóżko, czasu brak i takie rozbabrane zostawiłam. Och jak ja nie lubie nieposłanego łóżka, później stoi w oczach przez cały dzień takie coś , rozbabrane, nie ułożone, nie przykryte, no cóż, zdecydowałam się na takie widoki przed oczami, to będę miała. Nie miałam wyboru. Nie zjedzona kanapeczka do woreczka, skok do samochodu, tylko odrzutowego odpalenia nie było.

W pracy niespodzianka za niespodzianką, ale dałam radę. Myślałam, że skończę około 12pm, nie po to zaczęłam robotę wcześniej ….wylazłam po 3pm.

No i jak zwykle koreczki na moich wszystkich drogach. Myślałam, że przysnę za kierownicą. Jeszcze deszcz stukał w szyby, wycieraczki robiły szu, szu i już prawie odlatywałam. Nigdzie nie zajeżdzałam na żarełko, bo lubię się zakotwiczyć, wtedy siedzę, jem, siedzę-jem-myślę, siedzę-jem-myślę-czytam..i do domu po 7pm.

W domku pieski …hau, hau..zrobiły i za miłe powitanko dostały samkowitości. A ja…wyjęłam smakowitości sobie. LODY. Och, jak ja dawno lody jadłam!

W ubiegłym roku? Starałam się przypomnieć…czy na Arubie jadłam..ale chyba nie bo coś bałam się salmonelli, nie nie nie, nie słyszałam o zorganizowanym ataku salmonelli na Arubie…strzeżonego – strzeże…

Przysiadłam i wepchnęłam 350 ml, ot taki kubeczek. Gdy byłam w połowie kubeczka, chciałam kubeczek odstawić, ale gdzie tam. Jak świnka, gotowa byłam dziurę w dnie wydrapać, wylizać, zjeść kubeczek. Tak do tych lodów dopadłam.

Brzucho pełne to i pomyślałam o spanku. Prysznic, pidżamka i siup pod kołderkę. Kołderka milutka, ale te siup, przewróciło w moim brzucho lody chyba do góry nogami. Zrobiło mi się nie dobrze i omal nie miałam niespodzianki.

W tym momencie MM zadzwonił z pytaniem jak się czuję.

Po moich relacjach …..w office na biurku są tabletki, weź jedną….. wzięłam…. o jeju jak ja tego smaku nie cierpię! A tabletka jest do ssania.

Pomogło!

I co mnie podkusiło żreć tyle lodów, po tej tabletce to juz nawet smaku lodów nie pamiętam.

Siedzę w łóżku, brzucho spokojne, w domu cichutko, pieski nakarmione a ja nie doczekam się 7, 8 czy 11pm i usnę. Zzzzzz😴😴😴😴😴

Tak mi dobrze, miło i przyjemnie.