Co u mnie?

Czekamy na uroczystość graduacji mojej córci na uniwersytecie. Już prezent mamy w postaci aparatu fotograficznego. Córcia skończyła 2 letnią szkołe fotograficzną w Polsce, socjologię i zaliczyła rok farmacji. Poszła w moje ślady (fotografia) i tymi śladami podążała. Odbiegły wprawdzie od fotografii nie co w bok, ale to co się lubi, to zostaje na zawsze w sercu. Kupiliśmy z MM bardzo dobry podręczny aparat fotograficzny FujiFilmX100F, futerał skórzany płynie lub czy też przyleci z Honkongu. Miała do wyboru NikonD750 lub Fuji. Wybrała ten drugi. Nie dziwię się. Podobnie jak moje Sony RX100VI jest podręczny, można schować do torebki.

NikonD750 wraz z obiektywem ma swoją wagę, a dodać do tego statyw to i rąk zabraknie, żeby robić zdjęcia. Zdjęcia zamieszczone w poście https://wp.me/p58SQS-Tr wykonane były D750. Pamiętam kiedy zaczynałam pstrykać zdjęcia z Tatusia szpulkowego aparatu. Jest tam w Polsce, na strychu, później miałam masę szpulkowych. Sama klisze wywoływałam, zdjęcia powiększałam. Wiedziałam w jakich ilościach wymieszać odczynniki. Siedziałam w ciemni godzinami. To był och i ach. Później zaczęłam zabawę z kolorem, niestety na początku odczynniki nie były dopasowane do kolorów. Za dużo czerwieni, za dużo żółci, wszyscy pruszali się jakby mieli opaski na oczach. Odczynniki też nie dawały takiego efektu jakiego fotograf się spodziewał. To była totalna porażka kolorów. Nie pamiętam w którym to roku wszystko stało się jasne, ile czego dodać, ale ja już nie miałam czasu. Moje zdjęcia już nie trafiły na wystawę, a miały trafić…trafiło mnie co innego, wyszłam za mąż. Ex był politykiem od urodzenia i nie po drodze nam było.

Ot i moja zabawa z fotografią gasła. Ale to co jest w sercu, tam i pozostanie. Oczywiście oglądam wiele zdjęć na internecie, nie wiele mnie interesuje, nie wielu zdjęciom poświęcam uwagę. To jest takie pstrykanie, technika fotografii poszła w kąt. Nikt nie jest zainteresowany teraz techniką, a wszelkie konkursy skupione są na emigrantach. Oczywiście, że śledzę i co widzę…wygrywa ten co pstryknie zdjęcie wspinającego się emigranta po plandece samochodu, chcącego dojechać do Wielkiej Brytanii. Normalne?

Ja tak nie uważam. To pierwsze. Drugie… zdjęcie które zrobisz w chwili wysłania na konkurs nie jest twoje. Podpisujesz glejt i zrzekasz się wszelkich praw. W tej chwili mówię o prestiżowych konkursach, a nie o wojewódzkich. Dlaczego miałabym zrzekać się praw do mojego zdjęcia?

Wolę mieć je w swoich katalogach i niech nikt ich nie ogląda, niż ktoś inny podpisze się pod moim zdjęciem. Nie mówię, że jestem jakimś wybitnym fotografem, bo każdy może nim zostać, teraz dzieci maja komórki i pstrykają, ale nie każdy ma tzw. OKO. Jeśli pisze komentarz pod jakimś zdjęciem (tak tak, to do Ciebie), że to jest rewelacyjne zdjęcie, to tak musi być.

😄

Wiem, dobrze wiem, że mój czas się skończył. Teraz nie jest ważne jak robisz zdjęcie, ważne aby to było na topie. Głodne dziecko (nie ważne że cierpi w trakcie pstrykania zdjęcia), emigrant, zabity, padła owca koń czy świnia, nie ma czasu na żale…. A fotografia miała nam pokazać nie tylko samo zabijanie, wspinanie się po skałach, topienie się w przerębli, itp….miała pokazać nasze uczucia z tym wszystkim związane oraz uchwycony klimat. Klimat zdjęcia jest najważniejszy w fotografii. Fotografia zeszła do reportażu i nad tym bardzo boleję.

Rozpisałam się za bardzo… a miało być o prezencie dla córci z okazji graduacji.

MM już ma zaklepane, wraca z pracy wcześniej tj. przylatuje dzień wcześniej. Po graduacji w uniwersytecie wybieramy się do …restauracji a tam … hulanki i swawole. Ot i nie prawda. Amerykanie nie lubią dancingów. Siedzą przy barach z lampką, kieliszkiem i gawędzą. Piepszą jednym słowem, bzdury. W moim mieście są tylko dwie restauracje z dancingiem i to nie w każdy weekend. A miasto liczy około 6 mln ludności (z przyległymi miasteczkami. Barów jest…całe mnóstwo. Dyskoteki oczywiście są, ale i tak oblegane są tylko i wyłącznie bary. Zaliczyłam bary nocne, dancingi, dyskoteki…wiele widziałam i nie raz przed poznaniem MM byłam wydawana za mąż.

Wiecie co? chyba ten mój MM był mi pisany. Chociaż pierwszych oświadczyn nie przyjęłam, a przy drugich powiedziałam…ja ciebie nie kocham… to on ten obecny MM był bardzo szczęśliwy, bo przyjęłam zręczyny. Żeby nie mój Tatuś to nigdy bym nie wyszła za żadne za mąż. Bo jak MM oświadczył mi się po raz drugi, zadzwoniłam do Tatusia… Tatuś co ja mam robić, on chyba mnie naprawdę kocha a ja nie potrzebuję jego, do czego on mi potrzebny. Ja chcę wrócić do domu( ryczałam w niebogłosy w łazience MM) ja chce do dzieci.

😢

….Tatuś powiedział… w twojej szkole na Twoje miejsce przyjęli już innego pracownika, kto inny wykłada, Twoje stanowisko jest zajęte, to że masz licencje i wszelkie papiery to jest nic, w tym czasie weszły nowe przepisy, nowe firmy powstały inni zajęli twoje miejsce. Że ktoś ci obiecywał, to już na pewno i o tym zapomniał. … Tatuś nie powiedział konkretnie co mam robić z tymi oświadczynami…. zastanów się i pomyśl…Dodał… on potrzebuje twojej pomocy jest teraz twoja kolej aby pomóc człowiekowi… tak jak kiedyś pisałam. MM był dłużny 250 000$ dla amerykańkiego urzędu skarbowego. Po prostu nie rozliczał sie z Afryki i Londynu gdzie kiedyś pracował, pieniądze roztrwonił na swoje córki i exżonę która faktycznie była w tamtym czasie była ex., czego nie ukrywał.

I tak zostałam żoną amerykańca z długami. 

Ostatecznie Urząd skarbowy darował nam 90 000$ i to był szalony dzień. Pismo darujące nam 90 000$ zachowałam na pamiątkę. Tych obieranych ziemniaków i mleka popijanego nie zachowałam. Ile musiałam wycierpieć to jest tylko moje. MM nie przyzwyczajony do oszczędzania robił co raz awantury, że pracuje i nie może na nic pozwolić .

Kurcze, a na co można było sobie pozwolić mając 1/4 miliona długu?

Tak tak, przeszliśmy przez wiele, bo kiedy syn przyjechał a był sponsorowany przez MM to mego syna od pierwszego dnia, nie zaakceptował. Ale to inna bajka, to ja już wtedy cierpiałam i broniłam swego syna. A nie było to wcale łatwe.

Niech nikt nie myśli, że życie z amerykaninem to jest miód i czekolada.

Czasami, czasami wręczane kwiaty parzyły jak pokrzywa.

Wiele jest za mną i wiele przede mną.

Nie wiem tylko jaki aparat wziąć na córci graduację. Jaki będzie wygodniejszy do robienia zdjęc w czasie graduacyjnej uroczystości. Uroczystość z graduacji będzie również transmitowana w internecie.

Synuś planuje graduację na uniwersytecie za 2 lata, chce przyspieszyć ale… nie da się, ma odpowiedzialną pracę. Jeden przedmiot na semestr, tyle może wziąć i zrobić. Aby zrozumieć system nauki i studiów w ameryce trzeba tutaj być i żyć.

Nie ma niczego takiego jak wieczorowe, czy studia zaoczne. Studia korepondencyjne a właściwie internetowe istnieją ale, nie sa mile widziane przez pracodawców. Nie ma czegoś takiego, że plan zajęć narzucony jest odgórnie. Tutaj student wybiera ile chce przedmiotów studiować w danym semestrze. Jest tabela w jakich godzinach i w jakich dniach może sobie ten przemiot studiować. Jeśli rano, to wybiera student poranne zajęcia, jeśli wieczorem to nie ma sprawy. Moja córcia w tej chwili kończy zajęcia o 10 pm.

Plan zajęć na uniwersytecie jest tak ustawiony tak, aby pasował dla wszytkich chcących studiować.

Zakłady pracy również kładą nacisk na edukację, w większości przypadków nie utrudniają swoim pracownikom dalszego kształcenia się.

Zaczęłam od prezentu a … odbiegam od tematu…. No nic, widocznie to jest mój dzięń, bo nie zawsze jestem taka gadatliwa.

Mój synuś uczy się w tej chwili jak szalony, a że czytelnia uniwersytecka czynna do 2 am , przesiaduje tam do zamknięcia. W czytelni można zarezwerwować sobie oddzielny pokój nauki i być tylko samemu lub z grupą. Dziś będzie w czytelni do 10pm, ale w niedzielę planuje być do zamknięcia tj 2am, w poniedziałek ma semestralny egzamin i chce zaliczyć na A – na B zaliczyłby bez dodatkowej nauki. A – jest najwyższą oceną w Ameryce. F oznacza – nie zaliczone. W Ameryce nie ma 6,5,4,…1 jest A,B…F.

W szkole średniej jest troszkę inaczej bardziej opisowo i oceny procentowe. W collage jest podobnie jak na uniwerystecie. Mój syn zaczął edukację w ameryce od szkoły średniej. Córcia od collage z tym, że jej zaliczone zostały przedmioty ze studiów w Polsce. Kiedy była w Polsce, kazałam jej się uczyć i uczyć i uczyć, zamiast siedzieć i czekać kiedy to przyjedzie do mnie, niestety jej sponsorswo trochę trwało.

A że była wzorowym uczniem i studentem w Polsce zaowocowało to i w Ameryce. W ameryce jest również wzorowym studentem. Oczywiście trudno uwierzyć…ale tak jest.

Kiedy przyjechała do Ametyki, myślała że przyjeżdża na wakacje. Niby jak miałabym jej powiedzieć, że jej nie wypuszczę? Serce omal mi nie pękło, kiedy słyszałam jak płakała, że nie pozwoliłam jej wracać do Polski. Każdy ma inne dziecko, każdy ma inną sytuację, każdy ma inną kulturę, a ja musiałam tak zrobić. Teraz…córcia jest szczęśliwa. Wiedziałam co robię, wiedziałam co mogę dać swoim dzieciom, i o nie walczę każdego dania.

Bo moje dzieci są na pierwszym miejscu.

MM jest na pierwszym miejscu również.

To są równoległe pierwsze miejsca.

Tak, tak… tylko gdzie jestem JA ?

To odpowiem..

Szęczście moich najbliższych jest moim szczęściem!!!!

Z każdej radości moich dzieci czerpię, radość i energię do dalszego życia.

Każda radość mojego MM dodaje mi siły do dalszej walki o następny dzień.

 

16 thoughts on “Co u mnie?

Leave a Reply to 365dniwobiektywielg Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s