Ostatni dzień Stycznia 2020 roku

Zapach gotującej się kawy poszybował wysoko pod sufity i ogarnął cały parter. Chodzę i szczęśliwa chodzę po domu, wciągając nosem aromatyczny zapach. Za oknem pada i jest zapewne wilgotno. U mnie w domku ceplutko-aromatycznie. Zegar wybija 11:45am. Napawam się spokojem, ciszą. Ciszą? Deszcz pada, krople spadając dźwięczą w rynnach.☹️

Popijając kawę, liczę godziny. O której godzinie będę mogła piec chlebki. Ciasto (na zakwasie) na chlebki będzie rosło około 7-8 godzin. Jeden chlebek zwykły, drugi słonecznikowy, z wierzchu posypałam pestkami z dyni, tak dla urozmaicenia.

Zanim chlebek będzie gotowy do skonsumowania, robię ciasto na dwie bagietki.

Międzyczasie wstawiłam pranie. Jak widać choroba już na dobre mnie opuściła.

Bagietki – palce lizać. Nie mogłam się powstrzymać od odłamania.

Chlebuś również się upiekł. Jeszcze za gorący aby przekroić. Podobno chlebuś po wyjęciu z piekarnika jeszcze dopieka się, aż do całkowitego ostudzenia. Więc za radą profesjonalnych piekarzy… nie kroić przed ostudzenien…., cierpliwie czekam. Jestem bardzo ciekawa smaku chlebka z pestkami słonecznika.

Nieprawdaż, że pięknie wyglądają?

To nie jest lenistwo…

Po pracy wskoczyłam do łóżeczka. Przespałam kilka godzin. Czuję się znacznie lepiej po odpoczynku. Wcale to nie znaczy, że poleciałambym ze szpadlem na jard rowy lub doły kopać. Jakaś choroba krąży uparcie po moim organizmie i jutro zostaję w domu, nadal się leczyć. Co z tego będzie zobaczymy.


 

Dziś znacznie lepiej się czuję,  wyskoczyłam jedynie do banku i po malusie zakupy do spożywczego. Mam chęć pieczenia, sprzątania i z mopem latania po domu. Postrzymałam swoje zapędy. Jest jak jest. Nikt mi nie brudzi. Ok,  pieski ale …one przeważnie siedza w kuchennej jadalni. Zanim dojdą do innych pokoii to swoje zielska i liście pozostawiają na dywanie w jadalni. Nigdy nie latałam z odkurzaczem każdego dnia to i dziś wytrzymam.

Odwiedziłam też urząd pocztowy. Wysłałam mamusi, nasze zdjęcia ze świąt, sylwestra i córci urodzin. Niech ogląda i niech się cieszy. Zdjęcia w rozmiarze A4,  więc będzie mogła dokładniej sobie obejrzeć. Wiem, że będzie oglądać te zdjęcia przez kilka dni. Słabo widzi ale przy pomocy szkła powiększającego, jakoś daje sobie radę.

Kupiłam dziś truskaweczki, no nie wiem…szukałam w tych truskawkach, smaku TRUSKAWKI. Nie bardzo mi się udało. Po dodaniu cukru lub polaniu miodem, wciąż nie mogłam odnaleźć smaku truskawki.

Tydzień temu kupiłam borówki, słodziuteńkie ale, to było jedno opakowanie takie, drugie niestety …ale pozbawione smaku.  O co chodzi z tym smakiem nie wiem, bo niby ten sam dostawca, jedno opakowanie smakuje,  drugie opakowanie borówek jak kartofle.

Resztę dnia odpoczywałam, odpoczywałam i odpoczywałam. Ból głowy minął, opryszczka zniknęła, pozostał katar. Kataru niczym nie leczyłam. Nie wsadzałam nóg do gorącej wody, nie zawijałam folią aluminiową, nie robiłam też żadnych inhalacji. Podobno – nie leczony katar szybko mija. U mnie to się nie sprawdziło.

Jutro do pracy i muszę być w formie,  nie mogę dłużej chorować.

 

 

 

 

 

 

Chałka

Wczorajszy dzień. Zostałam w domku. Wyleżałam i wyspałam się. Leczyłam się, samopoczucie było byle jakie, za oknem deszcz i szaro. Można było nie wychodzić z łóżka cały dzień. Po południu wygrzebałam się z pościeli, bo zachciało się czegoś słodkiego. Oprócz moich pieczonych słodkości, sklepowego z MM nie jemy. Decyzja. Chałka, mało pracy i stania w kuchni.

Chałeczka prawie sama się zrobiła. 😁Trzy razy rosła. Smaczniutka i słodziutka.

 Chałeczki już prawie nie ma i za chwilę zostaną okruszki.


Nie czuję się dziś najlepiej, ale można żyć. Popiłam coś tam na wzmocnienie, od przeziębienia i musi być dobrze. Nie mogę długo chorować. W poniedziałek do pracy, a roboty jest więcej niż dużo.

MM w poniedziałek też leci do pracy. Nie posiedział na bezrobociu dość długo. Tym razem nie marudził dość długo, bo każdego dnia coś robił.  Półki w piwnicy po stronie magazynowej, poprawiał. Lampę na podwórzu wymienił. Pozbierał opadłe gałęzie po silnych wiatrach. Rozpoczął organizację garażu. Sprzedał dużą i ciężką maszynę do cęcia liści. Jednym słowem nie siedział cały czas bezczynnie. Najważniejsze, że był zadowolony z wykonywanych czynności, co mnie też cieszyło i cieszy.

Żona szczęśliwa to wszyscy w domu szczęśliwi. 😁

 

Będę chora

Pierwszy objaw – coś mi rośnie na usteczkach.

Drugi objaw – mimo wielu warstw ubrania jest mi zimno.

Trzeci objaw – chce mi się płakać, już się nie chce tylko płaczę.

Czwarty objaw i ostatni – jeśli podczas chlipania mówię … nikt mnie nie kocha, jestem taka samotna … 99,9% będę chora.

Czym jest 0,1% ?

Przemęczeniem.

Stresem.

Bezsilnością.


Po powrocie do domku przebrałam się w pidżamkę, wskoczyłam do łóżeczka.

Po spanku. Humorek wrócił. I po marudzeniu śladu nie zostało.


Dobrze że to tylko marudzenie a nie chiński wirus.

Niedowiary!

Wczoraj był Dzień Babci. Wszystkie wnuki, duże i małe składały życzenia, wręczały kwiatki i laurki. Nie jedna babcia dostała czekoladkę czy bombonierkę.

Moje dzieci nie miały szczęścia dodzwonić się do babci i wcale nie dlatego, że telefon “się urywał”. Moja mama miała bardzo przykre zdarzenie. Wychodząc do sklepu zamknęła drzwi na klucz, zresztą jak zawsze. Po powrocie nie mogła niestety ich otworzyć. Zablokowały się. Dopiero wieczorkiem mogła się położyć do łóżka i odpocząć. Zdenerwowana i spłakana, nie mogła zasnąć do rana. A to dzięki szwagrowi, który nie szczędził szyderstw, a i mi się oberwało (przez telefon). Nieprzyjemna sytuacja.

Dziś mamusia była w lepszym nastroju. Porozmawiałam, uspokoiłam. Mój syn będąc u mnie, złożył babci swojej życzenia i chwilę porozmawiał.

A do mojej córci…..moja mamusia sama zadzwoniła ze skypa!!!!

Kobieta która skończyła 90 lat!!!

Dlatego niedowiary.

Niedowiary, że po instruktażu na wideo, wyłączyła i włączyła moją komórkę oraz włączyła głośność.

Moja córcia również była bardzo zaskoczona, tym bardziej, że była w pracy. Córcia moja miała również możliwość złożenia życzeń, spóźnionych ale szczerych.

Mam nadzieję, że nie było wiele babć, które w Dniu Babci płakały.

Zastanawiam się, czy pomóc zmienić testament mamusi czy go zostawić.

Mamusia została oszukana. Mnie też szwagier z siostrą zwiodł na manowce.

….będziemy się opiekować, pomagać, będzie ci dobrze….

Nie wytrzymali 2 miesięcy, chęć zdobycia majątku przywróciła ich w kanalje.

Wszystkie babcie, jeśli piszecie testament, nikomu nie mówcie!!!!

Nie mówcie mi, że u was jest, czy będzie inaczej. Też tak myślałam!!!!Teraz tylko kasa się liczy!!!

Babcie bądźcie ostrożne, bardzo ostrożne.

Dzień Jak Co Dzień

Dziś obchodziliśmy Dzień Martina Luther King Jr. Nie trzeba nikomu przypominać kim był, co uczynił i jak zginął. Pamiętam, że uczyłam się o nim 7-8klasie szkoły podstawowej.

Z tej okazji miałam i ja dzień wolny od pracy. Tak, od pracy zawodowej ale nie od domowej.

Nie planowane sprzątanie szafy mnie dopadło. Któregoś razu nie wiedziałam co na siebie nałożyć, pozwalałam ubrania na podłogę no i… nadszedł czas aby zrobić wiosenną segregację. Zrobiłam trzy grupy: te co używam, będę używać jak będę na emerturze i nikt na mnie już nie spojrzy, te które nie nałożę nigdy bo mi się już nie podobają.

Teraz nosi się spodnie rurki, te z trochę szerszymi nogawkami trafiły na grupę emerytki, bo kto wie, za kilka lat moda wróci i nie trzeba będzie wydawać kasy. Zapakowałam do pustej walizki i niech ubranko czeka na trudne lata. Czy nadejdą? Zobaczymy.

Wymęczyłam się przy sprzątaniu ale aby się już całkowicie dobić🙃 upiekłam smaczniutkie rogaliki z serem.

Tak też minął wolny dzień.

Co przyniesiesz mi wtorkowy dniu?

gif:www.tenor.com

Deszczowy poniedziałkowy poranek

Po wczorajszym pięknym i słonecznym dniu, pozostało wspomnienie.

Obudziłam się kilka minut po 3am. Myślę, że kaszel MM mnie obudzil. Nie był to jakiś atak kaszlu, dwukrotnie zakaszlał i nastała cisza, zakłucana szumem spadających kropel deszczu. Początkowo były to pojedyńcze kap, kap z czasem było więcej i więcej. Około 4:30 rozpadało się na dobre.

Już nie usnęłam ponownie, nawet nie próbowałam. Nie zmuszałam siebie do snu, budzik zadzwoni o 6am i będę musiała szykować się do wyjścia.

A deszczyk pada.

Z garażu wyjadę samochodem, nie zmoknę.

Wysiadając z samochodu, krople będą spadać za kołnierz, mokre i zimne krople.

Będzie nieprzyjemnie.

Po pracy, w taką deszczową pogodę, będę mogła schować się pod kocyk a najlepiej pod kołderkę i dokończyć nocny sen.

A teraz pozostała mi godzina czekania do wstania. Nie wiadomo co z nią zrobić.


Miłego poniedziałku.☔️☔️☔️☔️

“Coś poszło nie tak”….

Wczorajszego wieczorka długo dyskutowaliśmy z MM. W między czasie ugotowałam wyśmienitą zupę ogórkową. MM nigdy wcześniej nie jadł zupy ogórkowej, krupniku, kapuśniaku i wiele wiele innych potraw. W Chinach próbował dużo potraw ale nie skusił się na mięso z psa oraz karaluchów i nic co się na talerzu ruszało. Za to skusił się na zakupienie dla mnie podróbki zegarka Rolex, który trafił do śmietnika.

Wracając do wczorajszego wieczorku. Usmażyłam pączki. A oto mój pączuś. Z 70 dkg mąki wyszło 20 pączków każdy 61 gram +/-a

Skupiona byłam na słuchaniu i dyskusji z MM, więc moim pączusiom zabrakło serducha/uczucia ❤️. Ostatecznie, pączusie wyszły bez porównania gorsze niż ostatnio. Nie zrobiłam lukru, posypałam cukrem, lukier by nie pomógł. Pączusie mają nadzienie budyniowe oraz z śliwkowej marmolady. Pierwsze pyszne.

Żeby nie było, że wszysyko pyszne i mi się udaje, prezentuję oto:

blog czekoladowy MAMAŁYGĘ.

Nie wiem, nie pamiętam czego dodałam za dużo, czego za mało, czy masło było inne, a może powinnam dodać margarynę, no nie wiem. Mieszając jeszcze bez dodatku rodzynek, ciastek, orzechów i migdałów, powinnam wszystko wylać do zlewu, pokropić płynem do naczyń i zalać gorącą wodą.

Miałam nadzieję, nie prawda, że miałam nadzieję, masa bez dodatków powinna być już gęsta a nie lać się jak olej. Uparcie brnęłam dalej. Wstawiłam do lodówki na całą noc z nadzieją, no bo tym razem miałam 10% nadzieji, że raniutko będze zjadliwe. Niestety, otwieram lodóweczkę, a tam!!! brzydko mówiąc guwienko(wiem jak się pisze).

To coś nawet nie było zjadliwe.

Żeby siebie nie drażnić….a miał być blok czekoladowy…wywaliłam do pojemnika na śmieci, który znajduje się na zewnątrz. Nie powstrzymał mnie nawet deszcz.

Teraz część kulminacyjna: muszę znaleźć winnego zaistniałej sytuacji, bo że blok czekoladowy się nie udał, to nie moja przecież wina. 😬😁

MM chodził po kuchni, przeszkadzał mi, podszczypując mnie tu i ówdzie, obsypując mnie buziaczkami, zagadywał i żartował.

No i kto jest winien?


Dzisiejszy chlebuś razowy.

Niespodzianka🙁☹️🙁☹️🙁☹️

Jak ja nienawidzę niespodzianek!!!!!!

Wow!!! Surprise!!!!!😬😬😬😬😬

Wjechałam do garażu, jeszcze drzwi garażowych nie zamyknęłam. Położyłam telefon w kuchni na blacie, psy podniosły alarm. Drzwi wszędzie otwarte, więc psy wybiegły na podwórze. Nie spodziewałam się nikogo o popołudniowej porze dnia. Będąc w pracy, układałam plan działania. Jak ogarnąć bałagan z dokumentami. Czy wystarczy mi czasu do przyjazdu MM. Mial przyjechać po 10pm. Pościel na łożu też zostawiłaam rozmemłaną. Zerwałam się w ostatniej chwili i szybko do pracy. W szafie (klazet), szukając …. co dziś na siebie nałożyć…. pozrzucałam w pośpiechu, swetry, bluzki na podłogę. Jednym słowem zrobiłam w domu burdel. W zlewie talerz, kilka kubków. Zmywarka pełna i na noc nie chciało mi się włączać.

Wyszłam na zewnątrz, psy szczekają. Co ja widzę… pojawia się na mojej górze taxi.

Pomyślałam, że pomyłka, moje oczy ujrzały MM na tylnym siedzeniu.

Oooo kurcze!!!!

Oooo ja nie moge!!!!!

Co teraz!!!!

MM nie zwraca uwagi na mniejszy czy większy bałagan. To ja źle się czuję z bałaganem i w bałaganie, bez znaczenia, mały czy duży.

Nie posłane łóżko, mam w oczach przez cały dzień i po powrocie z pracy, muszę posłać łóżko, nawet gdybym miała kłaść się spać za godzinę.

No i MM wysiada z taxy. A ja cały dzień czekałam na smsa, bo przecież miał wysłać gdy miał jechać na lotnisko.

Smsa nie było, ale miałam trochę pracy, więc nawet nie sprawdziłam na appce gdzie się znajduje.

To i miałam niespodziankę w postaci MMa. On wysiada z taksówki, jeszcze płaci, a ja latam po domu i sprzątam dokumenty robiąc w nich większy bałagan ( były już posortowane). Szybko zaściełam łóżko. Porozwalane ubrania upycham w szufladach, gdybym mogła wskoczyć w szufladę to bym jeszcze udeptała, żeby tylko szuflada się przymknęła.

Zbiegam na parter, szybko ogarniam okiem czy chociaż tutaj jest wszystko OK. Kilka bluzek na fotelu, jeju, lecę na piętro i wrzucam do pierwszej lepszej szuflady. Na wieszanie na wieszaki to zupełnie brak czasu. Zamykam drzwi do mego pokoju komputerowego. Witam MMa z uśmiechem. Ale jestem zziajana, więc ten uśmiech jakoś mi się nie udał.

Czy wszystko w porządku – pada pytanie.

Jakie w porządku – myśle – frędzelki dokumentów na podłodze, nie zdążyłam odkurzyć.

MM pomógł, odsuwał fotele i segregatory, poodkurzałam. Uffff

To nie koniec niespodzianek.

Niespodzianka czekała… trochę później.

Od jakiegoś czasu, szukamy wycieczki, na uroczystość związaną z 15 leciem ślubu.

Wiele możliwości ale nie wiele nam pasowało. Wpadłam na pomysł, zamiast wycieczki, restauracja i na całym piętrze wymienić wykładzinę.

Usiedliśmy przy stole aby omówić opcje. MM wysłuchał mnie, nawet stwierdził, że pomysł mu się podoba ale….. stracił właśnie pracę. Wprawdzie przez miesiąc wynagrodzenie będzie otrzymywać ale…. Musiał powtórzyć kilka razy bo mój angielski nie załapywał, okazał się nie wystarczający aby zrozumieć, zablokował się…..

Aha, nie będzie żadnego rajdu statkiem wycieczkowym Norwegian, wymiany wykładziny, restauracji ….. bla bla bla

Będzie obiad w domu przy christmasowych świecach. Dobrze że bigos zawekowałam. 😁😁😁😁

Dziś 15 osób z firmy MM zostało zwolnionych. Nie jedna osoba miała łzy w oczach, bo nie każdemu przysłguje wypowiedzenie.

To nie pierwszy raz ( trzeci) oby ostatni, spotkała nas taka sytuacja.

MM jest dobrej myśli.

Z mojej strony, wiecej gotowania i więcej ziemniaków, za którymi MM nie przepada.

Jutro smażę pączki i robię blok czekoladowy.

Słodkości na osłodzenie życia. 😁

Bez planowania

Nic nie zapowiadało takiego sprzątanka jakie dziś urządziłam. Myślałam o innym spędzeniu dnia, wyszło jak wyszło. Zaczęłam (nie dokończyłam) od przemeblowania mego pokoju komputrowego a skończyłam ( nie dokończyłam) na niszczeniu starych dokumentów. Niektóre dokumenty były z 2005 roku, a więc 15 lat trzymałam…że jeszcze potrzebne, że się przydadzą, że ważne. Jak ważny może być rachunek zakupu kanapy, krzesła czy kilku pudełek gwiździ i młotka😁.? Może jeśli te przedmioty są wykonane ze szczerego złota. Szczere, mam na myśli: złoto na zewnątrz i wewnątrz danej rzeczy. Złoto którego nie trzeba czyścić po jednym roku, bo czernieje. Złoty pierścionek rosyjski a amerykański to jest tak daleko jak niebo od ziemi.

Zostawiłam jedynie stare dokumenty medyczne oraz ubezpieczeniowe, reszta została pocięta na drobne frędzelki.

Nie skończyłam porządków. Poukładałam w pudle, aby nie zostawiać porozrzucanych po podłodze, bo godzina była już późna i leciał fim “Pretty woman”, który mogę oglądać na okrągło.

Oczywiście, piękna bajka dla dorosłych. Dlaczego nie oglądać bajek? Gorzej jeśli ktoś uwierzy w bajkę, a ona nigdy się nie spełni.

Zostają tylko ……

Coś dla ciała

To nie było moim noworocznym postanowieniem. Nie robiłam i nie robię postanowień. Tak wyszło, że odnowiłam umowę ( tutaj karnetów nie ma) uczęszczania na siłownie La Fitness. Ogromna sala, z salami do gry w kosza, tenisa, pinponga, gimnastyczną wykorzystywaną do joga i układów tanecznych. Basen z jacuzzi, zajmuje też ogromną część budynku. Dla siłaczy jest wyodrębniona część sali no i jest ogromna część dla takich jak ja. Bieżnia, rowerek, eliptyk, schody, różnego rodzaju sprzęt do rozciągania oraz pomocny do różnego rodzaju ćwiczeń nóg, rąk, brzucha, itp.

Po poważnym upadku 8 lat temu, chodziłam na terpię ramienia. Na początku mi się podobało, z czasem zrezygnowałam, moja terapia nie pomagała na tyle ile od niej oczekiwałam. Terapeuci zmienili się i każdy nowy jakby zaczynał od nowa. Moja lewa ręka miała ograniczenia. Nie mogłam podnieść jej do góry. Złożenie ręcznika było niewykonalne, zapięcie stanika na plecach to tak jak lądowanie na słońcu. A więc, zrezygnowałam z profesjonalnej terapii i rozpoczęłam swoją, taką na wyczucie i wczucie się w siebie, a może bardziej w swoje ramie i rękę. Co jakiś czas podwyższałam “poprzeczkę” lub wracałam do poprzedniego ćwiczenia. To była mozolna praca.

Dopięłam swego, ręka jak i ramie jest sprawne w 100%

Na siłownie uczęszczam od wieków. Czasami robię przerwy dłuższe lub krótsze ale wracam.

Dziś ćwiczyło mi się tak dobrze, że spędziłam na siłowni 1 1/2godziny.

Jeżdże na rowerku z oparciem, ze względy na mój kręgosłup, na eliptyku staję tylko na palcach, jest to utrudnione ale również pomocne dla kręgosłupa. Korzystam też z urządzenia pomocnego przy ćwiczeniach bioder. Kiedy zakończę prace z kręgosłupem, ćwiczę muskuły😁. Podnoszę ciężarki, podciągam się itp.

Z brzuszkiem nie przesadzałam, zrobiłam tylko 50 ćwiczeń. Mięśnie brzucha przy chodzeniu nie bolą, ale przy ćwiczeniach nie czułam się komfortowo. Stoczyłam się z ławeczki.

Czas na gotowanie zamówionego przez córcię kapuśniaczku😁

Poniedziałkowe wypieki

Po wczorajszej gimnastyce, wiem że mam mięśnie brzucha. 30 minut rowerek, 15 minut eliptyk, 100 ćwiczeń brzucha na urządzeniu oraz po 100 ćwiczeń ud na 2 różnych urządzenieniach. Miałam 3 miesięczną przerwę i rozpoczęłam ćwiczenia bez przygotowania, zresztą jak zwykle. 4 lipca biegnę w maratonie 10k. Tym razem muszę się przygotować. Nie zdobędę 1 miejsca bo miejsca w 1 dziesiątce są zarezerwowane dla kenejczyków lub innych biegaczy z długimi nogami. Ja będę szła, biegła, tańczyła, skakała i śpiewała. Lubię tą uroczystość, lubię ludzi biorących w niej udział, nie tylko biegnących ale oglądających i witających.

Dzisiejszy dzień spędziłam sprzątając ozdoby oraz smażąc naleśniki na śniadanko.

Godzina była dość późna bo 9pm a ja wstawiałam chlebek do piekarnika. Ostatnie okruszki w szufladzie więc czas na nowy chlebuś. Tym razem z przyprawami: tymianek, majranek, cebula i mięta.

Zapachniało w kuchni chlebkiem.

Smaczny!!!

Zawsze ale to zawsze pilnuję, żeby w lodówce było mleko. Niestety, ilość jaka została w kartonie była niewystarczająca do ciasta chlebowego. Trudno mi powiedzieć jaki smak chlebka byłby z dodatkiem mleka z kartonu, ponieważ dodałam rozpuszczone mleko suche.

Polecam, chlebek smakowity.


A myślałam, że dziś już wtorek.

I dziwić się starszej osobie która pyta …. a jaki dziś dzień mamy….

Poniedziałek😁😁😁😁

Zguby

Często się zdarza, że położymy okulary, a późnej ich szukamy. Oczywiście zdarza się to osobom ich używających. Zaczęłam używać okular po pierwszym komputerze. Był bez filtra tego wmontowanego i tego nakładanego. Moja starsza zawsze szukała kluczyków do samochodu. MM szuka przeważnie swojego portfela, który to nie przypomin portfela. Teraz produkuje się coś takiego, żeby prawo jazdy i karty debetowe i kredytowe były w jednym miejscu. Gotówki większej teraz się nie używa, więc wszelkie portfele idą w niepamięć.

Obie strony są metalowe, połączone jakąś gumą. Ale nie o portfelu będę pisać przecież.

Wczoraj wieczorem zaliczyliśmy jeszcze sushi restauracje. Jakiś czas temu zahadałam się sushi, teraz omijam szerokim kręgiem. W tej restauracji do której bardzo często chodzimy, oprócz sushi serwują różnego rodzaju sałatki. Można wybrać oprócz owoców morza, kurczaka lub plasterki wołowiny w jakimś tam sosie. Piszę jakimś tam, ponieważ japoński język jest dla mnie nie zrozumiałym a po przetłumaczeniu również nie mam żadnych skojarzeń.

Pogawędziliśmy z mężem i do domku.

Raniutko, MM jest w akcji, poszukiwania portfela. Nie było nigdzie. Zdecydował się pojechać do restauracji w nadzieji odnalezienia. Portfel się odnalazł, problemów nie będzie. Całe szczęście, że tak się skończyło.

MM limit zgubienia w tym roku już wykorzytał.

W każdym roku coś gubi. W ubiegłym roku ipada, wcześniejsze lata – 2xiphona, potfele.

Ja przeważnie zostawiam okulary słoneczne. W domu i samochodzie mam ich zapas. Jeśli zgubię, nie rozpaczam, chyba że słoneczne i od okulisty.

Wciąż pada☔️☔️☔️☔️☔️

Świąteczna choinka

Nie jest już świąteczną. W tym roku szybko ją rozebrałam, bo dzisiaj. Bąbki i wszystkie ozdoby spadały na podłogę a drzewko bardzo wyschło. Dbałam o drzewko podlewając ale od pierwszego dnia nie było spragnione. Kubeczek wody podlałam na drugi dzień. Woda w pojemniczku przez cały czas utrztrzymywała się na tym samym poziomie.

Postanowiłam zdjąć ozdoby

I przed wyrzuceniem obciąć gałązki jak zwykle to robię.

Stoi taka nagiusieńka, czeka na MM. Żeby nie było wody w pojemniku, nie potrzebowałabym pomocnika. Pojemnik pełen, więc operacja utrudnina.

Pierwszy raz zakupiłam srebrną choinkę, po raz ostatni.

Podobała mi się nie tylko z powodu srebrzystych gałązek ale również z powodu igiełek, nie kłuły. Nie kłkuły przy ubieraniu jej i rozbieraniu.

Za któtko cieszyłam się jej widokiem.

☔️☔️☔️☔️deszczowa zupka🥣🥣🥣🥣🥄🥄🥄

Dziś 2-go STYCZNIA 2020.

Synuś zadzwonił po raz kolejny z życzeniami.

Mamusia zbuntowana bo za używane media, młodszej nie chce płacić, bo młodsza pożyczyła spore pieniądze i nie chce oddać. Szwagier warczy i straszy, że wszystkie media mamusi odetnie.

Tak to się zaczęło.

Po wytłumaczeniu, mamusia ostatecznie zapłaciła szwagrowi za grudzień. Mimo to jest zbuntowana…

Mamusia chce sprawiedliwości ale w tamtym domu nie tylko sprawiedliwości nie ma, tam spokoju nie ma i nie będzie. Najlepiej starą wywalić gdziekolwiek, zrobić remont w jej mieszkaniu i się urządzić samemu i po swojemu.

A MATKA wychodzić, chorować i umierać, NIE CHCE.

Miała moja MATKA trzy córki. Dwie goniąc za majątkami, zatraciły ludzkie uczucia,  a i do zwierzęcych im daleko, żeby nie wisiała nad nimi kara to by ją ukatrupiły.

Wiem, pamiętam do mnie matka też się wyzwierzała, ale to nie znaczy, że starą matkę trzeba od razu zniszczyć i wywalić na ulicę.

Obzywana, szargana, wyganiana z własnego domu zaczęła się tak zachowywać.

W tej chwili jest dobrze. Przyjmuje leki od depresji, krążenia, serca oraz witaminy.

Dzwonię, pytam podstępnie bo wiem, że może okłamać, w tym roku będzie miała 91lat.

Stary człowiek! Potrzebuje spokoju, wyciszenia i jeden raz na dzień usłyszenia … dzień dobry…

Na dzień dobry słyszy, że jest stara, durna i nic nie rozumie.

Opieka społeczna odmówiła jej przyjęcia. Nie kwalifikuje się bo nie mieszka samotnie.

Ok, zmieniam temat. To temat, rzeka.

Dla rozluźnienia będę sprzątać lodówkę.


No i okazało się, że lodówka pusta. Tak ją wysprzątałam. Deszcz dzisiejszego dnia nas nie oszczędza, wybrałam się po zakupy aby lodóweczka nie świeciła pustkami. Ludzie próbowali jechać ostrożnie ale i tak niektórzy nie uniknęli kolizji i większych wypadków samochodowych.

Jeden samochód stał na autostradzie i udawał że jedzie w przeciwnym kierunku.

Po przejechaniu ze 3km, sportowy samochód ( jakkka brykkkka!) miał rozbity przód, stał w rowie. Policja zaopiekowała się samochodami. W pierwszym przypadku pani na poboczu stała w deszczu i dzwoniła. W drugim, kierowcy ani pasażerów nie było. Samochód wyglądał na porządnie uszkodzony. Przykry początek roku.

W moim regionie kierowcy nie umieją jeździć w deszcz. Gdy spadnie śnieg to jest zagłada i nikt z domów się nie rusza.

Zakupy zrobiłam, a deszcz nie odpuszczał.

Po wigilii zostały mi 2 buraki, marchewka i ziemniaki. Potarkowałam te warzywka i wrzuciłam w torebeczce foliowej do zamrażarki.

Dziś dokupiłam: kapustę i fasolę.

Będzie barszcz ukraiński. W swoim życiu, wcale nie takim krótkim, tylko jeden raz gotowałam barszcz ukraiński. Dziś – drugi raz.

Mamusia moja kiedyś gotowała wspaniały barszcz ukraiński. Teraz kupuje w osiedlowym sklepiku, Zupa Barszcz Ukraiński mrożony. Dodaje mięsko i gotuje. Jadłam zupka była dobra.

Dziś i ja ugotuję barszczyk na podobieństwo zupki mrożonej sklepowej. W pierwszej kolejności wrzuciłam do garnka fasolkę, nie miałam czasu moczyć, później mięsko. Nie będę opisywać całego procesu gotowania zupy.

Pachnie dobrze

A może to tylko ja jestem głodna?


Zupka się gotuje, smacznie pachnie.

A za oknem, a za szybą ……deszcz.

W taką deszczową pogodę, gorąca zupka może zdziałać cuda.

Szczęśliwego całego, calusieńkuego ROKU 2020 🍾🍾🍾🥂

Nigdy nie rozliczałam starego roku.

Minionych wydażeń nie można już zmienić, wykasować, wytrzeć gumką myszką.

Minione wydażenie nigdy się nie powtórzą. Mogą być podobne ale nie takie same. Każdy dzień jest jedyny, wyjątowy, niepowtarzalny, unikalny. Żadnego dnia nie można porównać do minionego.

Moj sylwester był również wyjątkowy, niepowtarzalny.

Ostatni dzień roku 2019

Z córcią rozmawiałam do północy. Jeszcze o północy dzwoniła do ubezpieczyciela. Jeszcze przed zadzwonieniem sprzeczała się … że późno, nie pracują itp… Moja odpowiedź brzmiała … każda pora dnia i nocy jest dobra do zarabiania pieniędzy…

Zadawałam córci pytania i na króre nie potrafiła mi odpowiedzieć, musiała znaleźć odpowiedź właśnie u ubezpeczyciela. Jestem bardzo (czasami i jak sytuacja wymaga) dociekliwa.

Jeszcze w łóżeczu jestem, wyjeżdżamy na ball po 3pm, więc jeszcze mam czas. Jest dopiero 7:45

Mam jechać do banku i sephory, więcej spraw do załatwienia nie mam. Później zrobić się na bóstwo i w drogę.


Wczoraj było przyjemnie cieplutko na zewnątrz, myślałam że poranną kawę w ostatnim dniu jeszcze tego roku wypiję na decku. Ale niestety, przy 3C nie byłoby przyjemnie siedzieć w cieniutkim szlafroczku.

Kawusię popijałam przy kuchennym stole, patrząc przez duże okno na wschodzące słońce.


5 godzin później

Szykuję się do wyjazdu. 🚘🚘🚘🚘🚘

Jestem na miejscu szybko video

I lecimy na obchód


Barman pamięta mnie z poprzedniego balu. Bo kto pije wermuth w ameryce? Tak bez rozcięczania jakimś sokiem. Zatrzymałam się przy barze na bardzo długą chwilę, pogawędziliśmy. Fajny facet. A przy stoliku stare się trafili, nic do starych nie mam żeby nie byli tacu starzy. Nie mam z nimi wspólnego tematu. Nawet gatunek muzyki jaki oni preferują nie jest w moim guście, lata 1960? Ja pierdziele ale to nie moje klimaty. Popijając kawę i wermuth czekam na zespół. Oj zz wyjdę na parkiet to chyba gwiazdę zrobię bo mnie energia rozpiera.


No i prawie zrobiłam. 10 minut do pólnocy już się wyszalałam, wytanczyłam. Czekam na przybycie Nowego Roku.

Wszystkim szczęśliwego Nowego 2020 Roku!!!