22.02.2022

U mnie 2.22.2022. Dwójki powtórzą się za 200 lat. To będzie data 2. 22. 2222 za 4 generacje. Nie ważne czy wojny będą, krachy na giełdach, trzęsienia ziemi i inne kataklizmy, czas będzie mijać podobnie jak minęło 2.20.2020. Nas już nie będzie a nasze blogi coś innego zamieni.

Czas tylko będzie niezmienny. Możliwe że inne zegary będą go odmierzać ale CZAS zostanie i będzie tykać.

Od roku 1822 a więc 200 minęło, nie zmieniło się tak wiele

Warszawa-Belweder 1822 (zdjęcie z internetu: mapio.net)

Wydawany był także Kurier Warszawski. W 1822 roku uruchomiono w Warszawie pierwsze konne omnibusy.

Nie sądzę aby nastąpiły znaczne zmiany lecz kto to wie. Może być więcej sztucznej inteligencji i tak jak to chinczycy przewidują algorytmy zastąpią pracę prokuratorów i sędziów. Sztuczna niania popilnuje dziecko, a sztuczna macica to dziecko urodzi. Wszystko możliwe. Przecież nie tak dawno wynaleziono telefon bo w 1876 roku (146 lat temu) jest wciąż udoskonalany. W 1822 – urodził się nasz rodak który wynalaz lampę naftową. Oczywiście nasze życie jest skomputeryzowane i w zasadzie nie ma wiele rzeczy do odkrycia, więc postęp techniczny może również spowolnieć.

Nie wiemy i już się nie dowiemy w jakich warunkach będą żyć ludzie w 2222 roku.

Dieta bez cudów

W mojej kuchni od poranka zaczęto skanować kody na opakowaniach produktów, na zawartość w nich calorii tych dobrych i złych, cukrów i innych utrwalaczy. Nie rozumiem tej logiki, jeśli logika może być nie logiczna.

Wczoraj lodówki można było nie zamykać, aż uchwyty były bardzo upaćkane. Z 8miu godzin pracy, moze 3 były efektywne, pozostałe przestane przed lodówką. Miniony tydzień bez GYM.

Aż, tu nagle zryw!!!! Siłownia, liczenie kalorii, opowiadanie co, jak, ile. Koszulka zrolowała się na brzuchu jak u misia uszatka. 2X za małe, 3X jeszcze pasuje. Jeśli dwudniowe odchudzanie będzie polegać na liczeniu kalorii i nic po za tym, efektów po roku nie będzie, chyba że w tyciu.

Diety cud nie było i nie będzie. Każdy musi zbilansować swoją dietę ( co spożywa) do własnych potrzeb. Pracowałam z weganką, od „traw” można również utyć, jeśli będzie się jeść 24/24. Tylko silna wola, pomoże nam przymknąć usta na 3 smaczną kanapkę, następną czekoladkę itp.

Nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia! 😂😂😂😂😂😂😂

Życzę spokojnego dnia

Walentynki

Pamiętam pierwsze Walentyki w szkole u dzieci. One miały frajdę, trzeba było kupić jakieś skromniutkie prezenciki np: jajko niespodziankę lub coś w tym rodzaju. To było nowe święto jakie dotarło do naszego kraju. Początki były w przedszkolach i szkołach i tak raczkowało aby urosnąć i wejść już w dorosłe życie w tej chwili.

W ameryce Walentynki obchodzą wszyscy, starzy i młodzi. Jadąc do pracy zatrzymałam się aby kupić Pralinki. Zanim dojechałam zjadłam połowę opakowana, to było moje śniadanie.

Po powrocie do domku czekała na mnie niespodzianka: zupka z Panera, torcik, kartka Walentynkowa i tulipany w flakonie. Poczęstowałam MM Pralinkami i buziaczkiem.


Tel. Od przyjaciółki z Kanady.

Nie chciałam zakłócać jej soboty i niedzieli najzwyklejszym blabla..o wszystkim i niczym. Ostatnio skupiam sie na cebulkach tulipanów ale ileż można tego słuchać.

Odbieram… tydzień temu dokładnie w miniony poniedziałek upadła na oblodzonym chodniku i pękła kość udowa bliżej biodra. Nie dzwoniła do mnie wczesnej, żle się czuła to mało powiedzieć, czuła się tragicznie, pomimo tony środków przeciwbólowych. Ale się ciesze, ma opiekę. Syn na którego pomoc nigdy nie mogła liczyć i mąż zdrajca, dają z siebie wszystko. Na prawdę się cieszę. Jutro wizyta u specjalisty, życze jej wszystkiego dobrego. Pamiętam, kiedy miałam pęknięta główkę ramienia, doktor powiedział że byłoby lepiej gdyby sie rozleciała. Długo dochodziłam do siebe. Terapię sama sobie zrobiłam i jest 100% sprawna, nie potrzebowałam terapeutów. Pacjent lepiej wie co mu daje ulgę, co mu pomaga, wystarczy jego nakierować.

Ot i wieczór walentynkowy jest na ukończeniu. Jutro zostaje w domu, nie musze zrywać się z łóżka skoro świt.

Noc jest dowodem, że dzień nie wystarczy.

(Elizabeth Quin)

Antique Market

Dawno temu, na pewno 10lat już minęło kiedy z MM pojechaliśmy na pchli targ. Więcej było tam pcheł i śmieci niż jakichkolwiekrzeczy nie nie kupienia lecz oglądania. To był mój pierwszy i ostatni raz. Parę lat temu dostałam od koleżanki adres do Antique Market. Nie spieszno mi było, sprawdziłam stronę nternetową i moge powiedzieć, że rewelacyjna ale nie miałam zamiaru czegokolweik kupować na jakimś markecie. Nie kupuję urzywanych rzeczy osobistych: obuwia, pierścionków, kolczyków, zegarków bransoletek, ubrania. Chociaż zdarzyło mi się kupić futerko krciutkie, które mi jakiś czas służyło. Sukienkę letnią – po tygodniu wyrzuciłam i sweter biały, długi, który przywiozłam do ameryki i bardzo go lubię. Nie kupuję używanych foteli, kanap i materacy.

Postanowiłam w końcu odwiedzić to miejsce. W jedną stronę 45 minut jazdy samochodem, powrotna droga w milach taka sama, czasowo dłuższa. Kupiłam jedynie tylko jeden kryształowy kieliszek. Spędziliśmy tam ponad 5h.

Sprzedawane były rzeczy używane i nowe. Piękne meble, obrazy, biżuteria złota i srebrna, dywany, zasłony. Chodziłam podziwiałam. Wrócę po dywan, nie są tanie ale …. chcę podobny jak moja mamusia ma w dużym pokoju, czerwony. Wrócę po zasłony i donice.

Wiosennie

Wczorajszy dzień nie należał do łatwych, mówię o pracy zawodowe. Zatrzymałam się na dłużej aby obgadać kilka spraw. Powrót do domu również nie należał do łatwych. Wszystki arterie i uliczki zatłoczone. Za późno było na sadzenie ostatnich cebulek tulipanów. Nasionka ostróżki i łubinu również czekają. Nie wygospoadowałam jeszcze miejsca na te kwiaty, które rosną dość wysoko ale coś tam mam w planach. Na zdjęciach z opakowania pięknie wyglądają, oby i na moim polu tak dostojnie się reprezenowały.

Zastanawiam się. Czy nie wysiać do wielkiej donicy.

Dzisiejszy dzień zawodowo będzie krótki. Wysokocze na pole i … będę się grzebać. Pogodę zapowiadają cieplutką 18-19C.

Refleksja

Aktywna zawodowo, yardowo i rodzinnie, zapominam lub też z braku czasu, o napisaniu w moim osobistym pamiętniku kilku zdań o wydarzeniach z minionego dnia.

Często krytykuję MM, jego starzenie się. A przecież starzenie się to nie tylko uśmiechy, to brak pamięci, powolność, marudzenie, niechęć, ból i strach…itp. Niby pamiętałam, widziałam, przeżywałam z innymi osobami w rodzinie i po za nią, a jednak zapomniałam. A może od MM zaczęłam na jego starość, więcej wymagać. Możliwe, że chciałam zagłuszyć widok starzejącego się człowieka ze swoim widokiem w lustrze. Nie wiem, trudno mi to ocenić. Wiem, że zaczęłam się od MM oddalać, kiedy on wciąż trwał i trwa przy mnie. Nie chciałam i nie chcę widzieć jego drżącej prawej dłoni. Udaję, że nie widzę. A przecież coś się dzieje. Myślę, że nie idzie do lekarza bo nie chce usłyszeć diagnozy. To jego prawo, prawo wyboru, które na siłę chcę zmienić. Zwracałam uwagę na pierdoły..stawianie brudnych butów na stół nie widząc, że dla mnie chodzi 2 km z ciężarami w plecaku. Drapaniu widelcem po talerzu, nie widząc jego bąbli na stopach. Niby takie drobnostki a ja właśnie do tych drobnostek zaczęłam przywiązywać większą wagę, zamiast podtrzymywać jego na duchu, dawać więcej zainteresowania. Nie, nie krytykowałam MM za jego zachowania: butów, skrobania widelcem, smarkania podczas obiadu itp. wychodziłam na tę chwilę z kuchni. Nie krytykowałam ale zmieniałam się w zachowaniu do niego. Nie kłóciłam się tylko uciekałam na yard, a tam budowałam sobie skorupę. Można mieć skorupę ale trzeba zauważyć drugiego człowieka. Stałam się skorupiakiem, widzącym tylko swoje potrzeby. Wygodnie było i jest kiedy udaję że nie widzę lecz moje i MMa starzenie sie włazi przez każdą naszą komóreczkę do środka nas. Jestem aktywna, pełna wigoru ale czy ta aktywność jest taka sama jak u 30tki?

Wiem, że muszę „przemeblować” swoje postępowanie, nastawienie, myślenie. Większą uwagę skierować w kierunku swego męża, bo przecież chciałam zestarzeć się z nim, a teraz uciekam. Przecież byłam i jestem, wyrozumiała, cierpliwa, delikatna ale…. coraz mniej w stosunku do MM.

W tym miejscu chciałabym podziękować Tara53, której ostatnia notka na blogu zmusiła do refleksji. Dziękuję Ci. 🌷🌷

Pogoda ducha

Cała prawda

Szukam kogoś, kogoś na stałe, na długą drogę w dal

Szukam kogoś, na życie całe na wspólny śmiech i żal

……

spiewała Urszula Sośnicka.

Ehhh

Nasze wyobrażenia o dalszym życiu. Nasze oczekiwania i marzenia, uleciały i pozostała proza życia. Wszystko co chciałm znaleźć u drugiego człowieka, znalazłam w sobie.

Mimo słoneczka zaglądającego przez szybę, dopadł mnie smutek porażki. A przecież wszystko przezwyciężam. Może to nie smutek porażki, jedynie zmęczenie, zmęczenie i wymordowanie psychiczne.

Moja znajoma ŚP. Sandra. Zostawiła swojego męża po 25 latach małżeństawa. Nie mogła znieść jego narzekania, braku choć jednego pozytywnego słowa, braku uśmiechu, po prostu braku życia w tym człowieku. Mimo wysportowanego ciała, wewnątrz ten mężczyzna każdego dnia ją dołował swoim pesymistycznym nastrojem, podejściem do świata. On zabierał jej radość aby samem żyć dalej. Ona była jego BATERIĄ. Odeszła. Wrócila jej radość i sens życia. Odkrywała każdy dzień na nowo a nie słysząc ….i jeszcze jeden następny dzień… wypowiedziany z niechęcią i nienawiścią do tego dnia że wogóle się rozpoczął, tak jakby on nie chciałby go przeżyć. Sandra była moją prawdziwą przyjaciółką, nie byłyśmy uzupełnieniem, byłyśmy jak jedność. Razem cieszyłyśmy się i płakałyśmy. Pocieszałyśmy się wzajemnie. Brak mi Sandry, brak jej uśmiechu, radości życia, chęci życia

Dzisiejszy dzień nie jest dla mnie, znienawidzonym dniem. To będzie piękny dzień i przeżyje z radością i uśmiechem. Wezmę z dzisiejszego życia co najlepsze i najpiekniejsze. Nie pozwolę aby ktokolwiek podpiął się i naładował, a na pewno nie pesymista.

Mroźna sobotka

Poranek przywitał przymrozkiem -2C. Nie wiem komu wierzyć, appce pokazującej -1 czy termometrowi -2C. Myślę, że to drugie urządzenie pokazuje prawidłową temperature. Bo z mego pola, appka łapie duży okręg.

Zamroziło

Wczoraj padało, rękawice zostały na podwórku i je zamroziło.

Zamroziło

Bardzo lubię wychodzić o poranku, jeszcze w szlafroku i kapciach, na „pole”, obejrzeć, popatrzeć, co nowego się pojawiło? Po wczorajszym deszczu, nic nowego. Deszcz wymył decki, chodniki i patia. Nie oznacza to że nie będzie potrzeb ciśnieniowe mycie. Jak co roku po ulewach, wszystkie mórki i chodniki, zazieleniły się.

Znów będzie roboty oj roboty. A MM jak zwykle …ja się nudze…..Bo i przestaje się już jemu dziwić. Ciśnieniowego mycia będzie na 3 dni po około 6h. Nie dziwie się też maszynom, że nie wytzymują tego napięcia pracy. W ciągu 6h pracy, przeważnie robię jedną 15-20minutową przerwę. Możliwe, że w tym roku będą przerwy dłuższe i praca przy myciu. Jakby nie było, ale lat przybyło.

Dziś wolna ale mroźna sobota. Co z nią zrobić aby nie zmarnować, jeszcze nie wiem.

Kolekcja

Mam kolekcję zestawu sól i pieprz. Nie jest to kolekcja historyczna, antyczna a współczesna. Kupuję na wyjazdach lub sklepach internetowych. Mój „skarb” musi mieć to coś co zachęci mnie do zakupu. Ostatnio zakupiłam dwa zestawy.

Made in Japan

Zestaw jest właściwie jedynie do kolekcji, za mały do używania. Urzekła mnie łódka a na niej kontenery.

Made in Mexico

Zestaw świątecznych pisanek, można pistawić na świątecznym wielkanocnym stole. Podobaja mi się.

MM nazywa to zbieraczami kurzu, niech i tak będzie ale … wszystko co w domu posiadamy można podciągnąć pod określenie „zbieracz kurzu”.

Dom bez rzeczy nie jest domem, jest tylko pustym pomieszczeniem.

2/2/2022

Data jak data. Nic szczególnego się nie wydarzyło. Po pracy, wsadziłam worek tulipanów do ziemi. No nie worek ale tulipan każdy z osobna brałam z tego worka. Wogóle to zrezygnowałam z wyjścia na pole, ale MM tak mnie wnerwił, że potrzebowałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Sta i tak bez namiętnie oddychać to ja nie potrafię. Wzięłam więc ten worek z tulipanami i poszłam na to pole. Upychałam juz jak popadnie, bo i złość i rezygnacja ze wszystkiego mnie dopadła no i kilka łez, potoczyło sie po policzku. Jaka to ja jestem nieszczęśliwa, zmarnowałam sama sobie życie, mam tego dość, wracam do domu, i takie tam códa niewidy. Jak już w worku nie było cebulek, rozum wrócił na miejsce, łzy otarte no i lekka i wesoła weszłam do domu.

I czego ja tak się wnerwiłam? MM jest raczej facetem nie ociosanym, nie oszlifowanym, toporny ten facet ale z dobrym sercem. Tylko, że jest ciężko starego faceta wychowywać i w nieskończoność tłumaczyć. Po 15 rocznicy ślubu zaprzestałam tłumaczeń i wychowywania. Zdrowie na tym straciłam, to nie znaczy, że teraz nie tracę. Ale żyć się da, mam swoje pole na które uciekam w razie „awarii” domowej

W tej chwil pada deszcz i to mnie cieszy ponieważ moje tulipany potrzebują wody, krzewy i drzewa również. Jutro wyjdę jeszcze na pole od frontu mam chyba 100 lub więcej cebulek do posadzenia. Poupucham wszędzie gdzie się da. Zonkile też czekają na posadzenie.

Ogólnie to u mnie wiosna, Snieżki już wschodzą, Mam żonkile wieloletnie w kilku miejscach, już pokazały sie pąki.

Będzie na moim polu znów cudnie jak każdej wiosny.

Liściowe złotko

Upchałam w ziemi 300 cebulek tulipanów. Zostało mi na jutro 4 worki. A pogodę zapowiadają, cieplutką i słoneczną, to po pracy zabiorę się do roboty. Jednak miałam rację z zakupem cebulek wczesną (u mnie) wiosną. Gdy kupowałam jesienią, po przebraniu połowa z nich była gniła lub wyschnięta. Z tych 300 cebulek, tylko jedna cebulka była sucha.

W weekend zamówimy korę. Jeszcze musze policzyć ile worków. Ostatnio keżała u mnie brązowa, chciałam odmiany ale jednak wrócę do cyprysowej i czerwonej. Ciemna brązowa szybko blaknie. Krzewy przycięłam późną jesienią, to chociaż ta praca mi odeszła.

Jeszcze mam sporo liści. U mnie zmieniono odbieranie śmieci, podobno ze względu na covida a ja myślę, że ze względu na koszty. Odbierają tylko jeden pojemnik bez sortowania. Nie jeździ już drugi samochód po sortowane. Mam w kuchni dwa pojemniki i w dalszym ciągu sortujemy ale wrzucamy do jednego dużego zewnętrzego pojemnika. Bezsens. Teraz nawet liści nie zabiorą, zmiana do odwołania. Liście będę zbierać pod drzewami w swoim lesie. Już sprzątać ich nie będę. Też mniej pracy do wykonania. trzeba będzie tylko przelecieć się kosiarką j je rozdrobnić. Z ładnego, czystego osiedla zrobi się zaniedbane osiedle. na moim osiedlu każda działka ma drzewa, nie jedno i nie dwa. Każda działka ma liście. Jak będzie z tym „liściowym złotem” ? Pożyjemy, zobaczymy.