smogowe chrypienie

Pogoda  – jeden dzień deszczowy, reszta dni ładnych lub pochmurnych. Dało się przeżyć pierwszy tydzień. Każdego dnia miałam 2-3 kursy Coolkulturą (taxi). W czwartek miałam trzy kursy i strasznie padało. Wszędzie pomuro, mokro i nieprzyjemnie. Drugi kurs – młody chłopak za kierownicą, a że jestem gadulska, to i z każdym gadam i opowiadam. Rozbawiłam młodego czlowieka, a na pożegnanie i umilenie ponurego, mokrego dnia dałam 100% napiwek. Młody mężczyzna, odwrócił się do mnie, pokazał swoje śliczne zęb, urocze oczy i na prawde piękną twarzyczkę. Dziękował i dziękował…. Chociaż, moi wszyscy kierowcy, nawet ci starsi dają się wciągnąć  w moje gadulstwo. Polityka jak sie okazało, nie jest moim tematem tabu.

Wracając do młodego mężczyzny. Wieczorkiem zdaję relację z moich rejsów, mojej córci.

Od słowa do słowa. Okazało się że to jest jej kolega ze studiów w Polsce. Kończyli socjologię. Wysłała zdjęcie i….. to on, to on się rozkrzyczałam ubawiona. No, żebym wiedziała wcześniej, to dałabym napiwku i 200%. Jak na razie wszyscy wszędzie są mili i sympatyczni.

Ale....jeśli jesteś, miły, sympatyczny i uśmiechnięty, otrzymujesz to samo.

Jeśli jesteś wredny, niedostępny i gderliwy, otrzymujesz to samo.

Jestem….MIŁA, SYMPATYCZNA, SZCZĘŚLIWA, ŻYCZĄCA PANI W OKIENKU NA POCZCIE MIŁEGO WEEKENDU (zrobiła oczy jak u żaby w ciąży, lecz uśmiechnęła się i życzyła mi również miłego weekendu) TO…..OTRZYMUJĘ KAŻDEGO DNIA, RADOŚĆ I SYMPATIĘ OD INNYCH.

Nie ma czarów, a może jestem czarodzejką?????

Teraz o smogu i żabie.

Mój region jest płucami Polski.

Płuca Polski chorują i niedługo, nie będzie co leczyć. Smog który nie jest wyczuwalny mieszkańcom miasta, mnie zatruwa. Każdego dnia chrypie i mój glos jest jak skrzeczącej żaby. Nie jestem przeziębiona, gardło nie boli, ogólnie nic mi nie jest.

Tylko drapie w gardle i wcale nie od lodów lecz od smogu. MM nie poznał mego głosu,ale na video poznał swoją ukochana żoneczke. Spytał…czy zamieniam się w żabkę i czy będzie musiał mnie chrypiącą całować, bo to może byc zaraźliwe a nie prowadzące do przemienienia się w księżniczkę.

Osoby którym mówię o smogu, są zszokowane, bo przecież u nas smogu nie ma.

Palenie w piecach na osiedlach domów jednorodzinnych, samochody śmierdzące spalinami (bez katalizatorów), wyyyysokie kominy ciepłowni.

Dziś mieliśmy piękny słoneczny dzień. Otworzyłam wszystkie okna w domu. Z nastaniem zmroku trzeba było szybko i szczelnie zamykać. Kto i gdzie smrodzi nie wiem, ale nie dało się oddychać. I pomyśleć, kiedyś tutaj żyłam, w większym smogu.

Tylko teraz wiem, jakie jest powietrze bez smoga i jak pachnie deszcz.

Mieszanka spalin z deszczem mi nie odpowiada.

Cierpiąca….

Z planami jest tak, że mogą przewrócić wszystko do góry nogami. Dlatego też, nie lubię planować, tylko nie jest możliwym wybrać się w podróż bez planów. Zmówić bilet lotniczy, autobusowy, pociągowy😀. W moim przypadku lotniczy. Rezarwacja hotelu i zakup biletów wstępu na różnorakie atrakcje, również z wyprzedzeniem.

Cieszyłam się na ten wyjazd, lubię łazić po ulicach NY z rana, dzień i nocy. Wypić poranna kawę na Times Square a nocną na Brooklyn.

Zaglądać przez szyby wystawowe do wnętrza sklepów, liczyć przejeżdżające żółte taxi i zadzierać wysokoooo głowę licząc piętra wieżowców. Zmęczona po trudach zwiedzania, paść na ławkę w parku i obserwować ludzi przechodzących, odpoczywających….

Tak miało być…☹️

MM dzwoni i kasuje wszelkie rezerwacje.

Będę przez weekend i przez omal następne dwa tygodnie pielęgniarką dla mojej psiny.

Brzuszek ma cały w poprzek rozciachany, wstawione deny i … cierpi. Co chwilkę ją głaszczę i pocieszam, co z tego ona rozumie to ja nie wiem, ale cierpimy obie.

Ona po swojemu a ja … po swojemu.

Nie żałuję, że NY poszedł w odstawkę, teraz potrzebna jestem Amber i mam przy niej trwać, pomagać, pocieszać i dawać dużo miłości. Amber teraz mnie bardzo potrzebuje.

A NY będzie tam i nikt jego nie zabierze.

Ukończenie ścieżki pójdzie migiem. Mam pomocnika!🙃

Nie mogłam jej samej w domku zostawić. Niech chociaż popatrzy jak pracuję.


Niedługo pracowałam, ciepły deszczyk mnie przepędził. Międzyczasie ugotowałam obiadzik (tylko drugie danie). Po obiedzie rozpogodziło się, więc i narzędzia ponownie wyniosłam. Zanim nalałam wody do wiaderka, deszcz dosłownie lunął.

Nie, nie uciekałam. Fajnie było postać na deszczu. Posłuchać jego szumu i powąchać deszczowego powietrza. Co za radość dla ciała i duszy!!!


Teraz siedzę z lampką czerwonego wina i słucham ciężkiego oddechu mego pieska, czasami zakwili, podniesie główkę, popatrzy mętnymi oczyma i ponownie zapada w sen.

Jutro będzie lepiej.

Hieny…

Dziś zawiozłam moją Amber do weterynarza. Ma być przeprowadzona operacja wycięcia czegoś tam, co narosło w pachwinie,  wielkości pięści. Piesek już mało chodził. Więcej spała i marudziła. Tylko….koszt jest nieziemski.

Zaczęłam się zastanawiać, bo to na mnie MM zrzucił decyzję. Zadecydowałam, robić operację, teraz jak ta głupia będę musiała poczekać ze swoim zabiegiem. No cóż, mam miękkie serce, za miękkie.

Tylko jak ja zejdę z tego świata to i tak operacja pieska zda się na nic. Jak ja zachoruję to piesek mi szklanki wody nie poda.. i tak można dodawać gdyby, co by, jak by….

Zabieg zrobie po powrocie z Polski. Nic mi się nie stanie. Żyłam z tym kilka lat i pożyję jeszcze roczek.  Oczywiście jadę do Polski, tylko nie wiem kiedy.

Hieny rozszarpały po exie co się dało,  a czego się nie dało, to zostawiły. Włos na głowie się jeży, bo jeszcze hieny udają, że to nie one. No cóż, pojadę pozbieram, pozamiatam i wywalę.

Dziś po dłuższej przerwie rozpoczęłam dalsze prace nad ścieżką. Więc,  betonuję kamienne płyty a między nimi wsypuję lub upycham kamyczki.

Od poniedziałku córcia pracuje na innym stanowisku – dostała awans. Zadowolona i szczęśliwa moja córcia.

U syna rozpoczął się już rok akademicki. Jeszcze trochę i będziemy celebrować ukończenie uniwersytetu.

 

 

 

 

 

Życie…..

Wiele dobrego i złego się wydażyło.

Życie….

Każdy ma swoje życie do przeżycia.

Zawsze mówiłam i wciąż mówię,

Życie Jest Improwizacją.

Nikt nie przewidzi zdarzeń jakie mają wydarzyć się w dniu jutrzejszym.

Jackowski przewiduje III wojnę światową w sierpniu ale, jeśli nie nastąpi, media przemilczą. Jeśli nastąpi to … również o nim zapomną, bo inne, bardziej sprzedawalne tematy ujrzą światło dzienne, i oby nie przerywane przez salwy armatnie.

Życie jest jak pajęcza sieć, powoli nas otacza, krępuje i pewnego dnia się rwie, nikt i nic sieci tej nie zdoła zreperować, połączyć nici. Zerwana jest, ostatecznie i na zawsze.

Jeśli coś z niej zostaje, to są tylko strzępy, wiszące ospale, zwisające i obślizgłe. Wspomnienia.

Nie powiem … kochajmy bo ludzie tak szybko odchodzą… w tym przypadku byłoby nie na miejscu.

Powiem… żyjmy tak aby pozostawić po sobie miłe wspomnienia.

O zmarłych nie mówi się źle … ależ ja nie mówię źle, z natury, pamiętam tylko co było dobre.

Jest mi przykro, smutno i mam pytanie… kto po tym zmarłym to wszystko posprząta?

Za kilka lub kilkanaście dni się wyjaśni.

Głowa pełna pomysłów

Zasłużony wypoczynek. Nie planuję wyjazdu, wyjścia, wypadu. Posiedzę na kanapie, pod rozłożystym klonem chińskim, w towarzystwie śpiewających ptaków i gaworzących wiewiórek.

Ok- wyjedziemy, do sklepu budowlano-ogrodnicze, ale to przyjemność. Trzeba zarezerwować maszynę do cyklinowania tarasu. Maszyna wygląda tak jak w Polsce z tym, że nakłada się grubo ziarnisty papier ścierny. Musimy zedrzeć starą powierznię na tarasie. Położona była przez prawdziwego fachowca, po roku zaczęło się łuszczyć. Ratowaliśmy jak się dało, łatając i ….w tym roku trzeba położyć od nowa.

Cyklinowanie oddam MM. Nakładaniem specjalnej warstwy na taras, (bo to nie będzie malowanie), sama się zajmę.

Spaloną maszynę do mycia pod ciśnieniem, trzeba zawieźć do naprawy. Moja nowa elektryczna jest wyjątkowo za słaba do mycia betonowych podjazdów i parkingów.

Myjąc schody z bel drewnianych zauważyłam, że dwie bele są jedzone od środka przez jakieś robactwo.

Trzecia belka jedzona od zewnątrz.

Trzeba cement kupić, pasek i naprawić zapadające się płytki przy murku.

Robiąc zdjęcie zauważyłam, że to nie płytki, a cała spora część betonu się podnosi. Mała moc maszyny nie wymyła żółtych plam po liściach, widoczne na zdjęciach.

Co mam zrobić z płytą i jak ją zabezpieczyć przed dalszym jej podnoszeniem, pomysłu brak.

Jeśli podniosę płytki i wyrównam je do poziomu betonu, to woda deszczowa się zatrzyma. Nie popłynie pod górę. W tym miejscu jest parking i nie ma wielkiego ruchu. Parking zrobiony był 5 lat temu przez profesjonalną firmę. Moje uwagi odnośnie parkingu i murków nie były uwzględnione. MM poparł “fachowców”. Murki tracą linię a parking jak na obrazku. Prosiłam położyć zbrojenie na podjeździe (mieszkamy na dużym wzniesieniu) murki oporowe zmurować, a nie kloc na kloc położyć. Położyć na wylewkę! Mowa moja była do słupa. Tak jak fachowcy zrobili można robić na równym terenie.?

MM ….wytrzyma 10-15 lat…..Nie wytrzymał 2lat. Teraz 5 i się wszystko sypać zaczyna.

Po roku od robót, MM przyznał mi rację ale… termin gwarancji upłynął. Do sądu? MM nie jest z tych osób, żeby się po sądach włóczył.

Mam też aligatorowe pęknięcie na podjeździe. Z tym większego problemu nie będzie. Wiem jak to załatać.

Och, to tyle i aż tyle.

Tym między innymi zajmuje się po pracy zawodowej.

Nie poodpoczywałam.

Deszcz wygonił mnie z tarasu, a po zakupach, byłam tak zmęczona, że zrezygnowałam z lunchu.


MM poszuka jakiejś firmy która rozwiąże moje problemy budowlane 🤪🤪🤪🤪.

Czy fachowcy dodadzą mi nowych problemów, czy rozwiążą moje problemy?

Jestem zmęczona…

Dziś wyszłam na deck z kawcią i kanapeczkami. Ptaszki świerocą, dzięcioł stuka w siding sąsiadów. Od tego szukania robaków w plastiku to chyba dostanie zawrotów głowy. Ryby i wieloryby jedzą plastik myląc go z pożywieniem. Dzięcioł stara się plastik, wyleczyć. Czy to pierwsze oznaki poważnych zawirowań, anomalii, zmian, a może jedynie dostosowania się do panujących warunków?

Nie pozwoliłam dzięciołowi na złamanie pięknego dziobka i go odstraszyłam. Nie trzeba dziobać tam, gdzie nic nie ma, nic się nie znajdzie. Nadzieja czasami, pozostanie tylko i wyłącznie nadzieją.

Zaplanowałam kilka prac na dzisiejszy dzień co będzie wykonane, czas i pogoda pokaże.

Przed wyjściem do prac “polowych” muszę przyjąć antyalerganta. W przeciwnym wypadku długo nie wytrzymam.


Wytrzymałam długo.

Nie planowałam ale…lubię bezplanowe prace. Wymyłam deck i wokół tarasu chodnik wraz ze schodami drewnianymi prowadzącymi do podpiwniczenia. Myłam wodą podciśnieniową. Ot mój agregat często się buntował. To nie było 2×2 m o wiele, wiele więcej. Jeden agregat spaliłam w ubiegłym roku. Temu dawałam odetchnąć, a więc przerwy 5-10 minutowe. Nie mogłam wytrzymać siedząc i czekając, tym bardziej, że pogoda wyśmienita. Słoneczko chowało się często za chmurki i o to mi chodziło. Bo ponad 30C to nie czas na prace. Niestety nie dokończyłam, bo pora była już późna. A gdyby dokończyłam to bez prysznica chyba bym padła do łóżka mokra i brudna.

Podjęłam dobrą decyzję.

Kończę.

Narzędzia i sprzęt chowam.

Prysznic.

Odpoczynek na tarasie.


Jest mi przykro, smutno i żle. Nie chcę, aby ktoś mi mówił, że jest mu źle.

W moim sercu są osoby tylko przeze mnie kochane. Tam nie ma miejsc – na pierwsze lub trzecie miejsce.

Wszyscy których kocham są na pierwszym miejscu. Czy to jest możliwe?

Tak!

Serce moje nie jest stadionem.

Bo to nie są zawody sportowe. Kto pierwszy dobiegnie do mety, staje na podium, dostaje medal.

Jak się czuję?

Smutno i źle, nie chcę wybierać, kto lepszy lub gorszy. Kobo kocham mniej czy mocniej. Bo jeśli kocham to nie ma żadnej miary. Jak zmierzyć miłość, kochanie.

To jest nienormalne.

Czuję się winna ale tak na prawdę nie wiem…winna czego? Że co?

Omal nie zleciałam ze schodów wraz z maszyną ciśnieniową?

No i niech mi ktoś powie jak zasnąć?

A miałam, miałam sny i je zignorowałam.

A trzeba było się zabezpieczyć.

Kaganiec na pysk założyć, może maskę, wyłączyć telefon, w ostateczności spaść na leb na szyję z tych jeszcze nie domytych schodów.

Na pewno wtedy nie czułabym się winna, a może wtedy dowiedziałabym się …dlaczego i czego jestem winna.

Pod wrażeniem niewrażliwców

Teraz i w moim rodzinnym kraju jest (prawie) wszystko sprywatyzowane. Tu gdzie mieszkam, wszystko. Pomijam urzędy,  które  finansowane są  z budżetu państwa. 

Biznesowe hasło: Czas to pieniądz...

nie trafia do wszystkich, możliwe, że w tych czasach do nikogo

...pieniądz robi pieniądz...

też nie bardzo, jeśli się ma “swoją” klientelę.

Kilent nasz pan.....
??????

nie aktualne w tych czasach. Każdy chce jeść, korzystać z usług, więc jeśli nie TY kliencie, to na twoje miejsce będzie ich 100.

Jeszcze jest aktualne hasło REKLAMA DŹWIGNIĄ HANDLU. 

Handel jest sprzedażą i nie tylko towarów ale i usług.

Więc, radio, telewizja, internet, prasa bombardują nas reklamami. Zachwalają, zachęcają, polecją…weź, kup, sprawdź…nie będziesz żałować. 

Zachęcają również …..solidny, terminowy, niezawodny, szybki, najtańszy…

Nigdy nie dałam się zwieść na manowce reklamom. Jestem z tych osób, które zakupy traktują jak zło konieczne (sklep budowlany i ogrodniczy jest wyjątkiem). Kupuję to co mi potrzebne lub na co JA mam ochotę, a nie reklamodawca chce mi wcisnąć, udawadniająć, że będę zadowolona z posiadania czegoś na co nie mam ochoty.

Jeśli ktoś oferuje w usługach profesjonalizm to i tego oczekuję, nie ma czegoś takiego…przepraszam, żałuję że się nie udało, klękanie i proszenie o wybaczenie …. 

Kupując usługę jako terminowa, niezawodna, mam prawo tego oczekiwać. Tym bardziej, że usługa jest dodatkowo opłacana. 

Jeśli opłacona przed dostawą, zostaje nam reklamacja i długa droga do otrzymania zwrotu należnych nam pieniędzy.

Jeśli opłacana po wykonaniu usługi mamy prawo, nie opłacić lub opłacić w zmiejszonej wysokości.

Na rynku handlowym i usługowym, króluje  

...JEŚLI NIE TY, TO ZNAJDZIE SIĘ INNY...

http://www.worldometers.info/pl/

Faktycznie, z każdą sekundą ludzi przybywa. Firmy nie muszą martwić się o pozyskania klienta. Czyżby?

Wciąż, jestem w poszukiwaniu fryzjera solidnego, terminowego, profesjonalnego. Wprawdzie nie mam nadziei na znalezienie takowego, ale…szukam.

Wiele zakładów fryzjerskich obeszłam, muszę zaznaczyć, że usługi fryzjerskie w ameryce nie należą do najtańszych bo 175$ za scięcie, kolor i pasemka oraz jako takie ułożenie (pomachanie suszarką) nie jest nawet na warunki amerykańskie tanio. Oczywiście, że są zakłady fryzjerskie, które życzą sobie ponad 200$ i więcej. Wielokrotnie sama farbuję i robię pasemka, oczywiście, że jest róznica. Z pod mojej osobistej ręki wychodzi coś co nawet nie przypomina pasemka. No cóż, w takich momenta jestem obrażona na fryzjerów i daję sobie radę jak potrafię. Po kilku takich seasnsach samorobienia, powracam do zakładu fryzjerskiego.

Byłam umówiona z fryzjerką na dzisiaj. Dochodzi 11am więc, dzwonię aby upewnić się, czy aby nie jest jeszcze zajęta z inną klientką. No i tu profezjonalizm się załamał jak cienki lód na rzece pod koniem.

Fryzjerka nie odbiera i nie oddzwania. Zaczyna działać

..jak nie ty to inna...

Ależ ja o tym wiem, że zakład fryzjerski ma nie tylko swoją klientelę, która im wszelkie potknięcia wybaczy ale i napiwek zostawi za spaprane włosy. Ale jak ja, nie zrobię podatków to mi IRS nie wybaczy.

Nie lubię takich sytuacji.

Rytm dnia został zburzony.

Nie potrafiłam się odnaleźć.

Siedziałam przed kompem z odrostami sięgającymi pleców (tak strasznie to ja nie wyglądam, tak się czułam) i … wściekła, że zostałam zlekceważona.

 

 

 

 

Powroty o smaku wiosennych kotletów mielonych

Córcia wylądowała po 7am. Sprawdziłam. Podrzemałam. Znów sprawdziłam. W domku. Wymieniłyśmy kilka wiadomości. Powróciłam do spanka.

Niedzielka nad wyraz była spokojna. Cieszyłam się, że córcia dała radę. Pytanie dlaczego miała nie dać rady,  jeśli od chwili ukończenia 15 lat musiała mieszkać sama. To sama, nie jest do końca, mieszkała ze swoim bratem a moim synem który ukończył 13 rok swego krótkiego życia. Na ile potrafili, sprzątali, prali, gotowali, uczyli się, wagarowali. Więc? Dlaczego moje dzieci mają nie dać rady teraz, kiedy są dorosłe. Syn dołączył do mnie po pięciu latach,  córcia dopiero po ośmiu. Czasami przesadzam z tymi obawami i nerwami. Ale taka byłam wcześniej i taka jestem i teraz.

 Wypiłam kawkę.

Pobawiłam się na kompouterze i z nudów zrobiłam obiadzik.

Zrobiłam kotlety mielone. Po spróbowaniu stwierdziłam…..jeszcze tak smacznych kotletów nie jadłam…No nie jadłam.

Ostatnie były, niewypałem, a smażyłam kilka miesięcy temu – w ubiegłym roku. Twarde, smakowały jak stere drewno. Oczywiście dużo zależy od mięsa, od dodatków również. Dzisiejsze…mogłabym oddać na jakiś konkurs😄
Może bym i nie wygrała głównej nagrody, ale z zakwalifikowaniem się do konkursu, na pewno nie było by problemów.

Problemy natomiast mam zawsze ze zrobieniem sosu. Takiego smacznego jak podają w barach w moim polskim mieście. Co oni dodają? Jak oni to robią?

Podchodziłam do wielu prób ugotowania sosu i…. dobrze, że pluję do zlewu,

a nie po ścianach.

Musiałabym kuchnię odmalować.

Bez żartów, jestem sosowym nieudacznikiem.

Jedyny sos jaki mi wychodzi to biały do krewetek i do makarony. Te smame składniki i ten sam sos. Jest bardzo smaczny. Sosy do mięs i kotletów, niestety j.w. nieudacznik.

Nie ma potrzeby pisac jak ja ten sos robię, bo nikt z takiego przepisu, sosu nieudacznika, nie skorzysta.

Kotlety znikały jak ciepłe bułeczki w piekarni.

Na wieczorek wyjechaliśmy z MM na kawkę, ciasto i …zaciągnęłam MM do sklepu.

Wchodząc do sklepu mówię…ty tutaj siedź a ja, idę pochodzić po sklepie.

W jednym nic, ale w drugim…znalazłam, znalazłam…cieszę się w duchu, z uśmiechem na twarzy ciągnę wór za sobą. Widzę MM, siedzi ale ja kupię sobie za swoje pieniążki. Leciutka kołderka, dużo poduszek i prześcieradła. Oj, żebym od razu nie miała kołdyry i poduszeczek. Mam, ale ten kolor to mnie zbił z nóg. No, muszę mieć i nie ma dwóch zdań. Ciągnę wór, stoję w kolejce, panie w kolejce…jaki piękny kolor… Tak, mnie się też podoba… Myślę… toż musi się podobać, będę kupować.

Kolor…. MORNING ROSE.

Podchodzę do kasy. Wrzucam z całych sił wór z kołderką i dodatkami jakimi są poduszeczki, poszeweczki i prześcieradła i…….nie mam pieniążków !!!. Zmieniłam torebeczkę ale nie przełożyłam zawartości. Wrzuciłam jedynie telefon. Wybieraliśmy się przecież na kawę a nie po zakupy. Ale to tak jest z kobietami, nigdy niczego nie przewidzisz.

Widze MM siedzi sobie wygodnie w fotelu, więc krzyczę… mój mężusiu przyjdź do mnie, bo trzeba zapłacić..

MM podchodzi ogląda ….a my tego potrzebujemy? – pyta. Tak, tak, potrzebujemy, może ty nie, ale ja potrzebuję. Panie śmieją się, bo mój MM z nimi żartuje  i płaci. Chce sie oddalić, a ja…mężusiuuuu ty to będziesz musiał zanieść do samochodu…znów żartuje i się ze mną przekomarza.

Przykryłam łoże. No!!!! pięknie to wygląda bo te inne przykrycia jakie mam, to już się mi opatrzyły. Nie twierdzę, że to poleży długo, ale w sypialni “zapachniało” wiosną.

Wiosennie i u mnie w sypialni, ogrodzie i na duszy.

wszystko wróciło…..i sie wywróciło

od jakiegoś czasu miałam sny, sny dziwne. Nie chciałam zwracać na nie większej uwagi ale … każdej nocy śniło mi się coś, co miało wpływ na moje zachowanie w ciągu dnia. Byłam niespokojna.

To były sny ostrzegawcze, a właściwie osoba dla mnie bardzo ważna mnie przed czymś ostrzegała.

Czekałam na dzień, w którym ma sie coś wydarzyć.


 

 

Z exem poznałam się przez przypadek. Po więcej niż godzinie moja koleżanka krzykneła.

  • ojej przyszłam z kolegą!!! Ale na pewno już nie czeka na mnie – powiedziała
  • czekaj sprawdzę, może jeszcze tam sterczy  – odpowiedziałam

Przed domem był duży sad, więc nie mogłam zauważyć nikogo za płotem. Otworzyłam bramkę i za słupem ujrzałam młodzieńca.

  • aaaa to ty, co tu jeszcze robisz? wejdź do domu a nie stoisz jak ten słup – powiedziałam

Nic nie odpowiedział. Szedł za mną. Kazałam mu usiąść w fotelu, a ja z koleżanką zachwycałyśmy się jej nowo narodzoną córeczką Kasią. Nie wiem dlaczego, ale koleżanka zwróciła się do eksa

  • a może wy się pobierzecie?
  • kto wie, może może – opowiedział ex

To mi się to nie podobało. Takie stwierdzenie i te głupie zwroty mojej koleżanki. Nie zwracałam większej uwagi na tego facia. Nie był w moim guście. Chociaż gustu to do faciów ja nie miałam. Na  peryferiach większych miast trzeba było jak najszybciej wychodzić za mąż bo …. słyszało się tu i ówdzie   “stara panna”. Tylko jaka ja stara panna,  kiedy mnie nie było jeszcze 24 lat?

Zmieniłam miejsce zamieszkania, wyjechaam do innego miasta, chciałam zerwać ze starym życiem. Potrzebowałam innego życia, poznać innych ludzi i inny świat. Nie wiedziałam i nie zdawałam sobie sprawy, że jestem nazbyt atrakcyjna, żeby być samotną, a właściwie, żeby mnie pozostawiono samej sobie.

Już na dworcu ( a to były czasy na prawdę bezpieczne) poznałam Gienia. Fajny młody człowiek. Póżniej Miecia i tak poszło… Miałam grono przyjaciół, ludzie którzy nie chcieli się ze mną żenić, oświadczać, być ze mną na zawsze. To było fajne, nareszcie nikt odemnie nic nie chciał……do czasu. Kiedy Miecio zaprosił mnie do swego domu i rozłożył wesalkę. Zrobiłam awanturę na cały blok i wyszłam. Póżniej chłopcy się z Miecia śmiali, że mu się nie udało,  ale i Cienio nic nie otrzymał. I tak chłopcy zostali moimi kolegami i płakali mi w rękaw,  jaki to świat jest okrutny, bo oni nie mogą, żadnej szprychy zaciągnąć do łóżka, no Ok na wersalkę. Słuchałam, aż pewnego dnia zostawiłam ich i wróciłam do domu. Miałam dość ich łez. Gienio mnie odszukał ale…. nie miałam ochoty , na żadne z nim relacje, w dobie pisania listów, nawet na korespondencję listową..

Wróciłam do miasta swego urodzenia. A tam,  wciąż czekał na mnie J (ex). . No oczywiście jakże mogłoby być inaczej. On z bloku komunalnego, śpi w nogach u swoich rodziców, a ja mam hacjędę. No i tak się przyzsał, że pomyślałam…. Jeśli za tego potwora nie wyjdę, to starą panną zostanę… Chociaż zrywałam zaręczyny kilka razy. Jeden raz to miałam ogromną nadzieję, że już nie przyjdzie i w końcu odpuści. Zdjęłam ten złoty pierścionek z paluszka i rzuciłam go na głównej ulicy w moim mieście , tak przez siebie, z całych sił. On pobiegł za pierścionkiem. Nie wiem czy znalazł, ale później mi przyniósł inny, też złoty. Po wielu latach ukradł mi go.

Nie do ślubów mi było. Nigdy nie zamierzałam wychodzić za mąż. Nigdy męża nie chciałam mieć. Ale jak mus to mus.

Jeszcze w USC Tatuś mi mówił

  • zastanów się, możesz wszystko wycofać, wesela nie musi być, pieniądze to nie wszystko…

No tak,  ale takie świństwo zrobić moim rodzicom. No i mam. Zdjęcia ślubne jak z pogrzebu. Wyszłam za sadystę, a to dopiero był początek. (nie napisze wszystkiego, o tym nie trzeba pisać i mówić, to trzeba zapomnieć).

Życie jakie było takie było. Raz na dole a raz na górze. Ale jak mi ktoś mówi, że nie jest gotowy na dziecko, a później mówi, to samo przy drugim..,. to już było za wiele. Po jaką cholere mi taki ojciec dla moich najukochańszych dzieci.

Póżniej mu coś zaczęło parować z pod dekla i okazało się, że ma inną panią z dorosłymi dziećmi.

  • teraz mnie posłuchaj … od dziś nie piorę, nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję dla ciebie, zrozumiałeś…- powiedziałam

 

Wzruszył ramionami, a rano

 

  • Krysieńko!!! Podaj mi koszulę!!!!

Już nie prasowałam, gotowałam, sprzątałam, prałam dla exa. Miałam dwoje moich wspaniałych dzieci, tylko nimi się zajęłam.

Oczywiście nie obyło się bez skandalu na całą dzielnicę i naszą rodzinę,  bliższą i dalszą. Policja też była nie raz i nie dwa. Ex nie mógł sie pogodzić, że nie robię skandalu, więc on robił skandal za nas oboje. Rąbanie drzwi siekierą, wyłamywanie drzwi, zmienianie zamków, niecenzuralne słowa w stronę dzieci 3 i 1 latka. Wyzywanie mnie i całej mojej rodziny od….Ex nigdy nie naużywał alkoholu, jeśli pił to jedynie przy wielkich uroczystościach i symboliczny kieliszeczek. Awanturował sie na “sucho”. Sprawy kryminalne i walka w sądzie o dzieci, wygrał zabieranie dzieci do konkubiny, której urodził się już wnuczek. Jeśli nie dałam na widzenie dzieci,  byłam karana sądownie. To była walka o spokój psychiczny moich dzieci i mój . Przed sądami przegrywałam, w poradniach psychologicznych przegrwałam, nawet alimentów o zwykłe 10 zł nie mogłam podnieść. Jeśli alimentów nie płacił, to nie było na niego silnych. Wszystko ustawka.

Prosiłam, zaskarżałam – na nic. Walczyłam o udowodnienie mu winy rozpadu małżeństwa ponad 2,5 roku. Gdybym przegrała płaciłabym jemu rętę. O tym wiedziałam ja, moja rodzina i jego ojciec. Wygrałam ale przegrałam podział majątku. Nie pomogło nic, dosłownie NIC. 50/50 to było orzeczenie sądu. Każdy widelec, szklankę (nawet pobitą), krzaki truskawek (które już od tysięcy lat nie rosły na działce)., meble które już przy atakach szału połamał, wszystko dosłownie wszystko co istniało i nie istniało w domu,  musiałam spłacić. To dopiero był początek.

Musiałam spłacić 50% wartości domu!!! Pracowałam, na 3-4 etatach. Walczyłam jak lwica – zabrakło na ostatnią ratę.

Wszedł komornik i zaczął naliczać 36% od zaległości. To nie były małe kwoty. Ex nie miał litości.                                                                                                                                                                                                                                                            Mało, że unikał płacenia alimentów, zażyczył natychmiastowej spłaty ostatniej raty.

 

Teraz ma czelność wchodzić do domu mojej siostry i szukać kontaktów z dziećmi. Użalać się nad swoim zdrowiem. Zawał i  siedem stentsów. A co to mnie obchodzi.!!! Ma jakiś majątek, jakiś las!

Szczerze?….niech te majątki wsadzi w swoje zasrane gacie!!!

Po kolei…

Ktoś zadzwonił do bramki, kiedy byłam na skype i rozmawiałam z siostrą i mamusią.

Siostra odeszła, aby sprawdzić w monitorze, kto stoi przed bramką.

  • Krysia, H. prowadzi jakiegoś dziada z laską. Tak …sama to mi mówi, żeby nikomu bramki nie otwierać a sama to przyprowadziła jakiegoś dziada.
  • Mamusia… może ma jakis interes – odpowiadam
  • No jaki interes z takim zarośniętym dziadem? No powiedz jaki? Czekaj pójdę na korytarz i podsłucham

 

Mamusi chwilę nie było. W skype cisza, więc i ja milczę, bo i do kogo mam gadać. Dziwne..myślę… moja młodsza siostra jest bardzo ostrożna, a sama przyprowadziła jakiegoś dziada do domu. Moja wyobraźnia zaczęła działać, a oczami wyobraźni widzę starego obdartusa, w starych i brudnych dżinsach, starą wyblakłą koszulę, sandały na nogach. Niemyte od kilku dni włosy, zarost również nieświeży. No myślę sobie, jak ona takie coś mogła wpuścić w swoje progi, nieznajomego!!!!!?

 

Mamusia wróciła i…

  • Krysia ona jego musi znać, nie wiem o czym rozmawiają ale to musi być jakiś stary człowiek. Nie mogłam usłyszeć słów.
  • może kiedyś pracowali razem, kto wie – odpowiedziałam
  • No, po naszej ulicy, każdego dnia chodzi taki jeden z laską. Ale nie jestem pewna czy to on. Ale to co… to znaczy że H. zna jego?.
  • Mamusia ja nie wiem kto chodzi po waszej ulicy i kto teraz jest u H. Może zna jego i mają jakis wspólny interes – odpowiedziałam

Wbiega H. do pokoju mamusi

 

  • Krysiaaaaaa !!!! Ty nawet nie wyobrazisz kto do mnie przyszedł!!! – krzyczy w skype
  • No nie wiem, jakiś obdartus – odpowiedziałam
  • No jaki obdartus – żachnęła się – toż to J. (mój ex)– odpowiedziała

Zatkało mnie bo jak pamiętam, ostatnio, a właściwie kilka lat temu mój szwagier zagroził mu, jeśli będzie ich nachodził to wezwie policję. Dość miał “wizyt” i dzwonienia o każdej porze, dnia i nocy. No cóż, moja siostra ze szwagrem nie rozumieli, myśleli że jak inteligent to i kulturalnie będzie się zachowywać a tu… niespodzianka.

  • no wiesz był dzwonek do bramki, więc podeszłam, spytałam kto, on odpowiedział… to ja… te, to ja nic mi nie mówiło. Czym mogę panu służyć, czy pan kogoś szuka? spytałam. No to ja , ja do Ciebie a właściwie do was – odpowiedział. Nierozumiem – odpowiedziałam.

Wtedy dopiero zobaczyła w nim J. mego exa. Nie mogła wyjść z zaskoczenia, że ten stary człowiek to jest on.

W wielkim skrócie powiedziała, że jego jedyna młodsza siostra  zmarła 3-4 miesiące temu. W jakiś dziwnych okolicznościach dokładnie nie wie. A jej mąż już ma jej następczynię. Ciało skremowano i pochowano jej prochy w jakiejś wiosce z dala od miasta. a on miał zawał ……

  • czekaj on zaraz pojedzie bo ma samolot i musi się spieszyć

 

Siostra pobiegła a mamusia…

 

  • tak tak pojedzie, taki oszust, to i jeszcze może się zadomowić, ciekawe co zrobi jak na noc zostanie

Śmiałam się bo do exa wszystko podobne. Wprawdzie już nie ma wpływów takich jak kiedyś ale…. kto wie, lepiej uważać.

 

Godzina 9 pm i już 9:15pm a on wciąż u siostry siedzi i siedzi. Wreszcie pies siostry zaszczekał, to oznaczało że “gość” wstał, nocować nie będzie.

 

No I coż…. Z relacji mojej siostry… szuka kontaktów z dziećmi bo tylko one jemu zostały. Ma jakieś majątki ale… siostrze przekazałam… żadnymi majątkami moje dzieci nie są zainteresowane. Kontakt ze mną? Niemożliwy. Z dziećmi? Tym bardziej niemożliwy.

Nie istniejemy.

 

Szkoda mi tego pana jako człowieka.

Za dużo nam krzywdy zrobił.

Już dawno o tym zapomniałam.

Czy dzieci zapomniały?

 

NIE!!!!!!!

 

One nie miały ojca.

On nie ma dzieci.

 

To była kanalia !!!!!

Chce mi się płakać………..

(to są strzępy moich wspomnień i  relacji dnia dzisiejszego)

MAJĄTKI

Chamstwo, bezczelność, zachłanność miota moją siostrunię starszą jak chorągiewkę na wietrze. Już pisałam nie raz o szczególnej osobowości mojej siostruni, tym razem przeskoczyła poprzeczkę i brawo, wielkie brawo dla niej, że mamusię doprowadziła do stanu chorobowego. Mamusia dochodzi do siebie, wszystko będzie dobrze.

 

Ale….

mamusia wyjawiła mi coś, od czego postawły włosy na mojej głowie na baczność. Rok temu moja mamusia chorowała, nie chodziła i potrzebowała opieki (prawie) 24 godziny przez około tygodnia. Pominę to, że jej zbiory haftowanych obrusów, kryształów i ręczników zostały uszczuplone, bez mamusi wiedzy oczywiście. Bo jaki złodziej, poinformuje właściciela, że zostanie teraz i tej chwili, OKRADZIONY.

Mamusia z płaczem DZIŚ wyjawiła tajemnicę, przez którą nie może spać, podobnie jak przez te obrusy haftowane, kryształy i ręczniki. Do zbiorów doszło jakieś zdjęcie. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że

została zmuszona do napisania jakiegoś pisma, że (podobno po śmierci – mamusia już nie pamięta) oddaje swojej starszej córce swoją własność w postaci 50% udziałów w działce i domu na działce.

OOOOOOOOO znów narysował się majątek.

Mojej starszej zawsze mało, okradała moje dzieci pod moją obecność. Będąc u starszej zauważyłam kilka tak mi się wtedy wydawało  ( a to było wiele)moich rzeczy.

a zabieraj to gówno – słyszałam za każdym razem kiedy odkryłam a to samowarek, a to figurki, a to szkło ozdobne, a to młynek ręczny do kawy a to świeczniki mosiężne ochhh już starczy bo ten post będzie za długi.

No cóż nazwałam złodziejką,  woda po kaczce spływa … po starszej też spłynęło. Nie odzyskałam wszystkiego. Pogodziłam się z utratą, przecież to tylko rzeczy, to nie zdrowie które utraciłam.

Teraz mamusia odkrywa ubytki, najgorzej przeżywa to pismo, które napisała rok temu. W tym roku poprosiła starszą o oddanie, starsza – nie wiem gdzie położyłam…

Mamusia przeżywa,  bo była 2-wu tygodniowa wojna i są w stanie cichej wojny.

Chce odzyskać ten papier – Testament? darowizna?

Nie pamięta.

Trzy lata temu spisałam testament na rzecz starszej swoich udziałów w wysokości 25% w działce i domu na działce. Moje dzieci nie potrzebują i nie mają chęci być obdarowani po po jej śmierci.

Więc ma ….25% moich udziałów… ale to dopiero po mojej śmierci, dobrze że nie mieszkam w Polsce, i w tym roku nie będę się z nią widzieć bo śmierć mogłaby być nieoczekiwana…kto wie.

25% swoich udziałów

50 lub 25% mamusi udziałów…wymuszonych od mamusi.

Wojna ale nie ma jeszcze broni.

Znalazłam broń!!!!

Moich udziałów moja rodzina nie chce, a łasa jest starsza.

Podaruję starszej moje 25% udziałów w formie darowizny.

A co…..stać mnie na to😄😋

Przestanie źle życzyć mnie i mojej rodzinie, nareszcie będzie miała o co walczy, może się uspokoi. Chociaż wątpię… znów powie że jej gówno tym razem dałam, poprzednio kradła gówno.

Ludzie !!!!! Jak żyć????

Mamusię uspokoiłam niech już starszej córce odpuści, podaruje, da, napisze i co tam jeszcze starsza chce. Lecz, moja mamusia nie może pogodzić się z taką sytuacją, że jej własna córka ją okrada i zmusza do spisywania jakiś dokumentów. Płacze i pyta mnie  …dlaczego? dlaczego ona taka jest?…

Zawsze była taka, tylko nie mieliśmy czasu zajmować się “bzdurami”. Praca, dom, praca, żłobek, przedszkole. Dzieci rosły a my wszyscy w biegu. Były incydenty ze starszą ale kto by na to zwracał uwagę.

Gdy wyjechałam do stanów, pomagałam, przyjeżdżałam pomagałam – buty, torebeczki, bluzeczki, tankowanko (a większość jeżdziłam miejskim autobusem),  jedzonko i tak przez cały okres pobytu. Pieniążki do łapki, tablica na grób jej ex, kartę w łapkę do konta w ameryce …bierz jak będziesz potrzebować. Ogrodnik opłacany z mojej kasy…tego nie spamiętam ile i gdzie.

Miała za dobrze…. teraz się skończyło.

No przykro mi jest….niech by już mnie dalej okradała, po jaką cholerę poszła do mamusi!!!!!?????

 

________________________________________________________________________________________

Ten post publikuje tylko dlatego, że nie godzę się na taką sytuację.

Chcę z siebie wykrzyczeć niesprawiedliwość jaka spotyka moją mamusię, bo ja dam radę.

 

 

 

 

Przyjąć albo nie

Życie jakie jest, każdy widzi i czuje.

Widzi ludzi kochających się i nienawidzących. Smutnych -wesołych. Rozżalonych – rozanielonych. Szanujących się i nie. Uzurpujących prawo do wszystkiego – filantropów. Bogatych -biednych. Walecznych i poddańczych.

Do jakiej kategorii zakwalifikować osobę, zostawiający rodzinę dla chwili (około roku) uniesienia.

Kłamca?

Gracz?

Zakochany?

Oczywiście można się zakochać, nigdy nie wiemy kiedy i w jakim momencie to uczucie nas zaatakuje. Później miotamy się jak mysz w pułapce. Żonę/męża oszukać, kochanka/kę okłamać. Nie da się być w dwu miejscach naraz w tym samym czasie. Nie możliwym jest umawiać się z kochanką/kiem w miejscu publicznym jeśli chcemy utrzymać małżeństwo, obiekt naszch westchnień i nie tylko, dwa łóżka. Spotkania w miejscach ustronnych szybko nudzą, chce sie więcej, lepiej dłużej, bezproblemowo. Na dłuższą metę się nie da. Ona/on dostrzega że małżonek/ka bardziej dba o siebie, wraca później, drzemie na kanapie, rozmowy wieczorne się urywają bo nie ma, nie tyle kontaktu wzrokowego jak duchowego. Ona/on jest fizycznie ale … myślami w innym ciekawszym świecie. Zdradzają maślane oczy i uśmiech do własnych myśli. Błogi stan zakłócany jest myślami, o wymyśleniu następnego kłamstwa, takiego które da się “sprzedać za dobrą cenę”.

Nie ma zbrodni doskonałej, jak też nie ma zdrady doskonałej.

Wcześniej czy później wszystko ujrzy światło dzienne.

W zdradach najlepszymi śledczymi są dzieci i osoby trzecie.

Skyp zadzwonił. Na wyświetlaczu Dana. Nie wiem skąd, nie wiem jak to zrobiłam. Wiedziałam, że ON chce wrócić.

-powiedz co mam zrobić? spytała

-przyjądź – to była moja odpowiedź.

Nie musiałam się zastanawiać, o co Dana poprosiła. Zastanawiałam się nad ich sytuacją dość długo. Od dnia kiedy ON się wyprowadził zastanawiałam się częściej. Rozważałam za i przeciw. Dana podchodzi emocjonalnie a ja znając ich oboje od studiów, rozważam ich charaktery, podejście do życia, ich potknięcia i osiągnięcia.

-a gdyby Tobie coś takiego się przytrafiło? spytałam

-nie przytrafiło się – usłyszałam

-ale szukałaś …..

Milczenie.

-no to co mam robić – spytała

No co ona ma robić. Przeżyli ze sobą wiele lat, w zasadzie nie kłócili się, żyli w zgodnie, podjęli wspólną decyzję wyemigrowania, przeżyli wszystko najgorsze co może spotkać emigranta na obczyźnie, dzieci dorosłe, mają już swoje lata i kredyt na dom. Jeśli chcą mieszkać osobno i gdzieś kątem aż do śmierci …

Bo dom trzeba sprzedać, a ze sprzedaży, nawet jednego apartamentu nie kupią. Młodszy syn jest na etapie wyprowadzki nie stać będzie jej spłacać kredyt za dom.

On nowego życia już nie rozpoczął a ona też nie rozpocznie. Po co szukać czegoś gorszego, jeśli to co mają jest znośnie.

Ona spróbowała z “brydzystą”, on z “korzeniami włoskimi”, czas się na stare lata ustatkować.

W taki to sposób kończą się romanse starych ludzi.

Gdyby to było na gruncie polskim, podejrzewam, że by się rozstali.

Kanada ich połączy.

Nie na darmo, nie tak dawno , krzyczała mi na skype

….jak ja kocham Kanadę…!!!!!!

Poniedziałkowe lenistwo

Może to nie było takie całkowite lenistwo. Wprawdzie z łóżka wyszłam w południe, ale coś tam upitrasiłam. Na powórzu przy drzwiach garażowych popieliłam. Do łóżka, wciągnęło mnie około 4pm.

Dopiero ból głowy, przypomniał mi aby zmierzyć ciśnienie. Mimo tabletek ciśnienie rosło do 2am. Bałam się usnąć. 161/88 nie jest to niskie, tym bardziej po całej tabletce Valsartanu i Hydr… coś tam. Poczekam jeszcze z pół godziny.

Jestem zmęczona i chętnie już bym usnęła.

Było przed 4am, kiedy zmęczona rosnącym wciąż ciśnieniem, bólem głowy i mokrym czołem i szyją od mokrego ręcznika, usnęłam.


Wtoreczek

Przed 8 am, obudziła mnie cicha melodia komórki. Sms od Sandry otworzył mi oczy. Jest w szpitalu, zakażenie krwi, przerzuty na płuca i kości. Zrobiło mi się przykro. Ja mam jakieś tam ciśnienie a ona walczy o życie. Tylko moje wysokie ciśnienie może mnie doprowadzić również na cmentarz. Nie będę się targować, ale Sandra naprawdę w tej chwili cierpi. Odwiedzin nie chce, córcia się nią opiekuje. W krótkim czasie da znać co dalej i ewentualnie kiedy będzie w domu. Smutne.

To jest moja Sandra – baletnica. Pochodzi z Francji, ukończyła szkołę baletową w Paryżu i tam też tańczyła. Wspaniała osobowość.


Dla odmiany, dziś ciśnienie bardzo niskie. Poruszam się powoli, głowa ciężka, myśli biegną wolno, szybko się męczę, zimne poty występują na czole i czuję jak plecy robią się mokre.

Pchając wózek sklepowy z zakupami musiałam dwa razy przystanąć.

Czy to ciśnienie zawsze tak będzie skakać? Czy będzie tak samo jak z moim Tatusiem?

Tylko… On dożył do 91 lat, ja też bym tak chciała. Zobaczyć moje dzieci jak dają sobie radę. Jak po szczeblach kariery pną się do góry ( podobnie jak ich mama). Nie mówię o wnukach, moje dzieci uważają że jeszcze jest czas na dzieci, a ja też nie jestem gotowa na kwilące maleństwa.

Ciekawa jestem jaka partia polityczna wygra w Polsce i USA w następnych wyborach.

Chciałabym też zobaczyć latające taxi.

Niestety, człowiek nie zna dnia ani godziny swego odejścia.

Aby nie odchodzić z tego padołu z pustym żołądkiem. Ugotowałam kopytka, a że nigdy nie miałam pomysłu z czym je podawać, zjadłam tak po prostu “na sucho”. Wiele jest porad podawania kopytek, ale nic mi nie pasowało i nie pasuje.

Żeby mi się jeszcze bardziej nudziło, internet wysiadł i tv nie działa. Spożytkowałam te kilka godzinek na posadzenie cebulek kwiatów na MM rabatce. Mają urosnąć kwiatki do których będą zlatywać się motyle. Wtedy MM chwyci aparat i będzie cykać zdjęcia.

Teraz zasłużyłam na odpoczynek.

Na zakończenie dnia upiekłam biszkopt z jabłkami.

1 szklanka mąki

1 szklanka cukru

1 opakowanie cukru waniliowego

6-7 jajek w zależności od wielkości

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

szczypta soli

4 duże jabłka

——-

Jajka z solą i cukrem i cukrem waniliowym, mieszam mikserem na największych obrotach około 2 minut. Dodaję mąkę i proszek do pieczenia. Mieszam około 2-3 minut. Odstawiam na chwilę.

Obieram jabłka, kroję i pisypuję mąką, mieszam do połączenia się mąki z jabłkami.

Jabłka wkładam do ciasta i mieszam łyżką. Wlewam wszystko do okrąfłej foremki.

—–

Jabłka posypuję mąką aby w czasie pieczenia nie opadały na dół biszkoptu.

—–

Biszkopt pychotka.


Przed snem sprawdziłam ciśnienie, jest niskie ale już lepiej, czuję się też lepiej.

Będę żyć!!!!!😀

Ktoś musi być winien

 

Przed snem, przeglądam wiadomości na iphonie lub ipadzie, w zależności co mam pod ręką. Pocztę sprawdzałam w ciągu dnia, ale coś mi podpowiedziało…sprawdź, otwórz….

Aż, na łóżku podskoczyłam. Wiadomość z PayPala, potrącili tyle i tyle.

W tamtym roku zniknęło mi z konta innego banku około 8tys$ – ktoś świetnie bawił się w Californii na mój koszt. Po ciągłych wyjaśnianiach, sprawdzaniach i wizytach w banku zwrócono co do centa. To były stresowe miesiące. Kilka lat wcześniej również używano mego konta do zakupów na amazonie, w dniach przedświątecznych. Za każdym razem numery kont były zmieniane, ale widocznie mam takie szczęście, że mnie złodzieje upodobali.

Więc, zerwałam się na równe nogi i do laptopa. Gdzie, kiedy i kto, znów dorwał się do mego tym razem innego konta. Nie duża kwota, bo to nie całe 8$, ale to tak się zaczyna. Biuro czynne w godzinach urzdowania, a więc do 6pm. Infolinii brak. To co to za bank, PayPal, jeśli nie ma infolinii? Nigdy nie zastanawiałam się, a jestem w tym banku około 10 lat i nigdy, nie miałam problemów, nie było potrzeby dzwonienia. Nie spodobało mi się to, usunęłam konto online. Oczywiście, nie przemyślałam swego posunięcia, dokonałam tego pod wpływem emocji.

Dziś raniutko, zaczęłam się zastanawiać… na pewno mam coś do zapłaty … pobieżnie widziałam że było coś 7,99$ do zapłaty.  Rozpoczęłam dzwonienie, odsyłana od jednego pracownika do drugiego, ostatecznie zapłaciłam bieżącą zaległość w wysokości 7,99$. Konta nie dało się reaktywować, jedynie co mogę zrobić to założyć nowe. Nie, nie chcę.

Zapłaciłam, nie mam długów i jest ok. Ale czy na pewno?  Możliwe, że iTune obciążyło a kwota, jest w zawieszeniu, między iTune a PayPal.

Znów telefony do iTune tym razem o sprawdzenie mego stanu konta, czy aby nie jestem dłużna. Odsyłana od jednego do drugiego trafiłam na panią z Indii, skąd wiem? Akcent!! Rozpoznam rosjankę, murzynkę, ukrainkę, indyjkę z Indii, meksykankę i wiele innych narodowości, podobnie jak i oni mnie rozpoznają. Jedynie mylą z ukrainką lub rosjanką –  dla nich podobny akcent. Zadłużenia nie miałam, pokierowała mnie tak, że tego czego nie widziałam na moim Iphonie, zobaczyłam i mogłam usunąć subskrybcję. 5 (pięć) godzin pracy, a właściwie wyjaśniania, czekania na połączenia, kilkakrotnego dzwonienia w to samo miejsce… bo się rozłączało. Ale załatwiłam mogę spać spokojnie.

Trzy miesiące temu, MM chcąc mnie uszczęśliwić,  kupił mi na iTune kolorowankę “Pigment” w wersji dla dorosłych. Kilka malowanek zamieściłam na blogu. Bawiłam się, nie powiem, nawet dobrze. Miałam trochę rodzinnych problemów, więc takie malowanie pozwalało mi się oderwać od natrętnych myśli.

Pogoda za oknem wspaniała, przyszła wiosna, szkoda siedzieć w domu to pierwsze, drugie – problemy już nie są problemami tej rangi co w chwili powstania, pomyślałam, nie potrzebuję za coś płacić,  z czego nie korzystam.

 

Już nie będę malować za $, jest dostępna wersja za free i tyle mi wystarczy.  A to, że straciłam 5 godzin ze swego życia winny jest MM. Przecież mówiłam, nie potrzebuję, nie chcę.

Jeszcze się taki nie urodził, żeby kobiecie dogodził. 

To zdarzenie pasuje do mnie, jak ulał. Tylko to, i wyłącznie to.

 

 

Psa szczekanie

Dziś jestem zmęczona, umordowana, zniechęcona, śpiąca.

Umordowana bólem głowy i wysokim ciśnieniem. Oprócz regulaminowych ( powinnam przyjmować każdego dnia ale tego nie robiłam, bo jeśli ciśnienie krwi od miesięcy jest w normie, to zalecenie lekarza, moim zdaniem, jest na wyrost) tabletek, przjmuję te silne ale 1/2tabletki. Wiem dokładnie, że ciśnienie rozwala mi układ krwionośny i serce tylko i wyłącznie po stresie. Za dużo myślę, martwie się i kombinuję, jak to wszystkim dogodzić, załagodzić i pomóc. Wczorajszej nocy ujadał pies sąsiadki. Wiem, że boi się ten pies ciemności, bo w ciągu dnia nigdy nie szczeka, a jest na podwórzu. Pies ładny owczarek. Na moje pieski nie szczeka a moja Amber jest w nim dosłownie zakochana.

Położyłam się spatku po 11pm , pies szczeka, północ pies szczeka. Wsadziłam stopery do uszu ale… słuch już tak był wyczulony, że i przez korki szczekanie słyszałam. Ukołysana szczekaniem usnęłam. Budziłam się wiele razy, szczekanie było i nie było. 4am nie mogłam już spać, pies szczekał bez żadnej przerwy. Około 6 am nastała ciszaaaaaaa. Usnęłam spokojnym snem. Spałam i spałam i spałam. Spóźniłam się do pracy.

Byłam nie wyspana, wściekła i spóźniona a jeszcze korki na autostradach. Muszę pokonać trzy autostrady.

Praca nie szła tak jak powinna, marudnie i mozolnie.

Po powrocie.

Zostawiłam samochód w garażu i poszłam do sąsiadki.

Ona mi mówi, że może szczeka na kogoś.

Tego kogoś nie ma w środku nocy. Tak się rozkręciłam, że musiała mnie zastopować …slow down…

Po końcowych obietnicach i uściskach, wróciłam do swoich piesków, które wiedziały że wróciłam ale nie wiedziały dlaczego nie wchodzę do domku.

Godzina 7:50pm piesek sąsiadki powinien szczekać. Jest cisza.

Jestem w łózku, będę spać.

Dobranoc

P.S

Jeśli piesek będzie cicho, to upiekę jakieś ciasto sąsiadce. Tylko jakie? To musi być coś extra.

Jeśli będzie szczekać, odwiedzę ją jeszcze raz, jeśli nie poskutkuje, to poskutkuje telefon na policję. Cisza nocna jest ustalona odgórnie.

„matka (kanadyjka)”

Nie jedne zmagania olimpijskie są za mną. Nigdy jednak tak nie kibicowałam amerykańskim sportowcom zimowych igrzysk.

Kilka dni temu, a dokładnie w czwartek, rozmawiałam na skype z Daną. Nie będę wspominać o jej kłamstwach odnośnie faceta z gazety. I jej nie pierwszego spotkania z nim. Jak to w rozmowie, niespodziewanie dla niej samej, wygadała się, a ja udałam, że nie zauważyłam, jestem głucha i głupia. Nie chciałam stawiać jej w głupiej sytuacji, nie trzeba mi pokrętnych tłumaczeń, wyjaśnień. Znamy się tyle, tyle lat … a ona, a ona chce ciągle coś mi pokazać, udowodnić. Każdy rodzi się w innej rodzinie i z innym rodzinnym bagażem. Miałam wspaniałego Tatusia, mimo że mamusia nie potrafiła okazywać miłości, Tatuś dał mi miłość jakiej dziecko oczekuje. Miałam wspaniałe dzieciństwo. Dana dorastała w innej rodzinie i innej kulturze rodzinnej. Zawsze była poważna, upolityczniona, beztroskie zachowanie było jej obce. Chciała zachowywać się czasami swawolnie, ale jej nie wyszło. Pierwsze małżeństwo dla żartu jeszcze na studiach, skończyło się rozwodem.

Teraz drugie małżeństwo, skończy się… nie wiem jak, ale do końca lutego mąż ma się wyprowadzić. A ona szuka faceta (na gwałt) i mi kłamie, że na oczy go nigdy nie widziała. Nie pasował mi ten brydż, bo już o tak facet, gra w brydża, a tydzień wcześniej była na brydżu ze staruszkami. Nie pasowało mi i nie pasuje, wiele szczegółów.

Nie ważne.

Rozkrzyczałała mi się na skype .

Kocham Kanadę!!!! Jak ja kocham Kanadę!!!!!

Aż mi się głupio zrobiło, że kocham TYLKO rodzinę, dom, kwiaty, zwierzęta, ludzi….. A nigdy nie pomyślałam, żeby wrzeszczeć, że kocham, USA, POLSKĘ, FRANCJĘ, …..nie będę też wydzierać się, że kocham morze, ale lubię morze, ocean, mimo że woda może mi sięgać tylko do kostek. Zrobiło mi się przykro, że jestem niewdzięczna krajowi w którym się wychowałam i temu, który mnie przygarnął. Tylko….nikt mi niczego nie dał za darmo, do wszystkiego doszłam swoją ciężką pracą, fizyczną i umysłową oraz cierpliwością w zdobywaniu wieli pagórków i szczytów. Niech wspomnę też, zdobywając upragnione szczyty nie raz, potykałam się, nabijałam guza, opadałam z sił. Kraj to też, panujące w nim przepisy, ustawy, nakazy i zakazy, które nie zawsze działają na korzyść obywatela, a działać powinny. Np. ochrona kobiet przed oprawcami. W stanach kobieta nie musi uciekać, to oprawcę się w sekundę eksmituje.

Bo czym jest miłość do kraju, którego nie znasz, czym jest miłość do kraju, który opuściłeś?

Moim skromnym zdaniem, najważniejsza jest rodzina, bo czymże byłby kraj bez rodziny? Połacią ziemi nad którą tylko wieje wiatr. Można kochać i wiatr i tą połać, ale to jest miłość nie odwzajemniona, pusta, nie budująca, jałowa.

Krzyczała o tej swojej miłości do Kanady, że niby Kanada dała jej wszystko. Dokładnie widziałam co dała, a co w Polsce Dana miała. Miała dom swoich marzeń, zamieniła legalnie na … mniejsza o to.

Więc, śledziłam zmagania sportowe olimpiady zimowej i cieszyłam się ze zdobytego każdego pierwszego miejsca amerykanów. Żeby Dana mi nie mówiła … teraz wiesz dlaczego kocham Kanadę…

Każdy kocha to co chce.

Można kochać marzenia i sny ulotne.

Do odważnych świat należy😜

Wczrajszego popołudnia MCD była na lodowisku. Zachwalała tak bardzo, że z MM i my postanowiliśmy pojechać i sprawdzić swoje umiejętności. MCD upadła jeden raz, Ivan wysłał video jak dawała radę z jazdą na lodzie i szło jej nie najgorzej. Wczorajszego wieczorku jeszcze omówiliśmy sytację Dany, powspominaliśmy i tak minął nam czas prawie do północy. Miło było pogawędzić z MM. Przyznał, że prawdopodobne, facet z którym Dana ma się spotkać szuka kobiety, ale najszybciej ciepłego kąta.

Nie często mi się zdarza spać do 10am. Może bym dłużej spała lecz Dana dobijała się na skype. Dałam kilka rad. Pierwsza: ona ma nie kontrolowane odruchy dłubania w nosie, żeby tylko dotykała tego nosa, to jeszcze by uszło ale wsadza palucha głęboko w nochala. Najpierw delikatnie a później już bez ogródek powiedziałam jak to wygląda. Oczywiście, była zdumiona, że to robi, że wogóle coś takiego robi. Obrzydliwe. Trzymać ręce przy sobie i każdy ruch kontrolować. Druga: przestać powtarzać co kilka wyrazów … no wiesz jak to jest… osobiście nie wiem jak to jest, bo każdy ma inne uczucia i odczucia.

Ostatecznie nałożyła zielonoszarą bluzkę z długim rękawem i do tego czarne spodnie. Źle nie wyglądała. Ona na randkę a ja na lodowisko.

Nałożyłam figurówki, po korytarzu szłam zgrabnie bez żadnych potknięć. Świadczyło to o dobrej równowadze. Pocieszające. Równowaga gdzieś mi zniknęła gdy postawiłam jedną a później drugą nogę na lodzie. Chwyciłam się murku, a właściwie parapeciku. No cóż, nie ja jedyna chodziłam i ślizgałam się przy tym murku. Poruszałam się powolutku, czasami puszczając ręce i próbując utrzymać się na lodzie. Gdyby nie strach przed upadkiem, może bym się szybciej i odważniej poruszała. Tak posuwając się przy murku doszłam do dziewczyn które kurczowo trzymały sie murka i nie mogły mnie przepuścić. Gdybym chciała przejść dalej musiałabym je okrążyć a tym samym puścić się nieszczęsnego murka. One były w tej samej sytuacji co ja. Śmiechu mnustwo, bo nikt nie chciał puścić murka. Zawróciłam. Z minuty na minutę szło mi lepiej i puszczałam ręce swobodniej. Ostatecznie dałam se z jazdą na łyżwach spokój. Upaść i połamać kości łatwo, poskładać je byłoby trudniej i boleśnie.

Moje pierwsze kroki na lodzie.

Nie udało mi się opanować jazdy na łyżwach, więc postanowiłam założyć rolki. Przecież to nie lód i 4 kółka. Musi być łatwiej, myślałam. Nie było łatwiej. Strach przed upadkiem i … rolki miałam na nogach po raz pierwszy w swoim życiu. Na łyżwach jeżdziłam, dawno dawno temu.

Ostatecznie, zdjęłam rolki i w rytm muzyki poskakałam do wyjścia.

Po doznanych wrażeniach, zatrzymaliśmy się na posiłek.

Zadzwoniła Dana. Facet ( w niewidoczym stopniu inwalida) szuka kobiety i miejsca do zamieszkania. Znów przedstawiała mi jakieś durnowate wizje. W tygodniu pojedzie z nim do jego znajomych na brydża. Tylko… dlaczego ona znów się chce pchać na jakiegoś brydża? I jechać 100km z facetem, którego nie zna i nie zna jego znajomych. Wytłumaczyłam: chcesz jedź ale za jakiś czas.

Faceta kobieta wywala z mieszkania, więc coś jest nie tak. Ma gdzieś na Kostaryce mieszkanie, więc jako inwalida ma dopływ gotówki niech jedzie na Kostarykę. Coś mi się to nie podoba- mówię. Dana zaczęła myśleć i przyznała racji.

Odwaga to wiedza o tym, czego się bać trzeba, a czego nie – Platon

Naiwność czy głupota?

Faceta z którym się Danuś ma jutro spotkać, na oczy nie widziała. Trzeba do reszty zgłupieć albo być desperatką, aby pozwolić nieznajomemu facetowi (polak) przyjechać pod swój dom. Wsiąść do jego samochodu i pozwolić się zawieźć na lunch. A jeśli się jej ten facet nie spodoba? to też wsiądzie do jego samochodu? A jeśli będzie ją później nachodzić? A jeśli się facet spodoba, ona wsiądzie do jego samochodu a on jej nie zawiezie do restauracji tylko wypchnie z rozpędzonego samochodu, za jej głupie gadulstwo?

A jeśli…..

Dlaczego kobiety nie myślą? Dlaczego chce zrobić na złość swemu zakochanemu w młódce mężowi? Co i komu chce udowodnić? Dobrze jeśli wszystko się dobrze zakończy, ale żeby podawać adres nieznajomemu to szczyt głupoty.

No cóż, nie moje życie. Nie mój mąż. Żeby tego było mało, to poleciała do wróżki, wydała 60$ (kanadyjskich dolców), licząc w tej chwili każdego centa, bo zakochany mąż wydaje na panienkę. No cóż wydała to wydała.

– ona jest w ciąży – powiedziała.

Przez myśl przelaciała mi dziewczyna jej młodszego syna. Danuś sprostowała moje myśli.

– dzwoniła do ciebie, mąż ci powiedział? – dopytuję się

– no co ty, wróżka mi powiedziała

Aby nie zrobić Dance przykrości, śmiech stłumiłam. Pisząc to. W tej chwili nie mogę powstrzymać śmiechu.

– muszę z nim porozmawiać, bo jego panienka jest w ciąży, on o tym nie wie, to jest moja rodzina- gadała bez sensu

– to co? Powież mu że wróżka ci powiedziała? – spytałam

Danka chyba straciła resztki rozsądku. Na siłę chce poznać faceta, lata na baseny, kółka brydża, wertuje anonse, odwiedza wróżku. Nie dociera do niej, że staje się śmieszna. Nie potrafię jej uspokoić przez skypa, czy potrafiłabym to zrobić będąc tam na miejscu? Wątpliwe. Ona wpada w jakąś paranoję.

Jak było fajnie z mężem to się nudziła zamiast swoje małżeństwo ożywić, teraz jest jak jest. Oh, wiem, czasami nie ma czego już ożywiać, rozpada się, wali i umiera.

Zobaczymy co jutrzejszy dzień przyniesie.

Pogody nie zmienimy, obrotu kuli ziemskiej nie wstrzymamy, reszta jest w naszych możliwościach.

Fryzjerka

Ostatni raz u fryzjera byłam we wrześniu, jeszcze w Polsce. Moje włosy szybko rosną, spinałam już w mysi ogonek. Nie mam tak wiele i tak grubych włosów jak chinki, wietnamki lub meksykanki. Moje włosy bez podkręcania się falują. Przy długich włosach jest ok, przy krótkich niezbędne prostowanie, przy tej czynności niejedokrotne przypalam. A po tym, włosy łamią się i wypadają. Oj jak będę łysa to będę, malować nie przestanę siwych naturalnych, jak to zwykle mówią siwe babcie, farba szkodzi włosom. Niech szkodzi, mi już nic nie zaszkodzi. Maluję od 18go roku życia. Były takie okresy, że tydzień byłam blondynką a następny szatynką, brynetką lub granatową.

Dzień wcześniej zamówiłam wizytę i wczoraj wieczorkiem, zostałam przecudnie obcięta. MM owi się podoba😁. Nie zawsze udaje się mojej fryzjerce, dobre scięcie. Czasami tak obetnie, że tylko płakać. Dawno temu położyła farbę na włosy, malując tak skutecznie pół czoła, że zcierałam około tygodnia. Po tym fakcie nie odwiedzałam jej około roku. Po tej przerwie, ona zmieniła zakład, a ja ochłonęłam. Na pytanie dlaczego nie przychodziła, zgodnie z prawdą powiedziałam o problemie jaki mi zafundowała. Fryzjerka szczególnie moja, musi mieć fotografię z fryzurą przed sobą. Wtedy, trafia w 9,999999. W 10 nie trafi, ponieważ jest to uzależnione, od owalu twarzy, gęstości włosów itd.

Dziś mnie telepie. Czyżby szło przeziębienie, grypa, jakaś inna choroba? Oczywiście, że jak słoneczko świeci to zdejmuję okrycie i wystawiam gołe ramiona. Może i gdzieś powiało. Popijam harbatkę owocową z miodem i rumem. Nie rozgrzewa niestety, może za mało rumu lub miodu.

Nie jest dobrze, wciąż zimno, kaszlę i co raz częściej sięgam po husteczki do nosa. Jeszcze jutro do pracy, następny tydzień wolny od pracy, mam jedynie spotkanie lanchowe z Sandrą, chyba ostanie spotkanie z Ellen przed jej ostatecznym wyjazdem z miasta, Jolanda się nie odzywa, więc też trzeba odwiedzić, możliwe że jest chora. Następny tydzień zapowiada się obiecująco. Oczywiście, jeśli grypa nie zatrzyma w łóżku.

Cebulki tulipanów czekają od jesieni na schowanie do ziemi. Jesień była za ciepła, teraz jest już czas, muszę wygospodarować kilka godzin ze swego napiętego spotkaniami grafiku.

Tak było w kwietniu 2017, jak będzie w tym roku?

Porada

Zadzwoniła Danuś. Oczywiście ma problemy z mężem. No cóż, zakochany ale nie w żonie. Zmienił upodobania na młodsze i z korzeniami włoskimi. Z jego korzonkiem jak Danuś zdradziła, jest nie najlepiej, w to nie będę wnikać. Młodsze? Bo on i od Dany jest 4-5 lat młodszy. Nie pamiętam, bo w czym niby to jej by pomogło. Nie odmłodzi się, lat nie cofnie, a gdyby nawet by się udało, to zakochany obiektu swego uwielbienia nie skieruje obecnie w stronę swojej ślubnej. Nie po to wzdycha i nie tylko, bo wakacje spędził ze swoją 35latką, żeby teraz drapać plecy swojej starej żonie. Na prośbę o podrapanie , usłyszała … podrap sobie sama… Ot i się doczekała. Niańczyła go, traktowała go jak trzecie swoje dziecko. A “dziecko” niewdzięczne, robi jej problemy. Rozszalała się i rozkrzyczała Danuś…pogonię, rozwiodę się, dom na kredycie sprzedam, wywalę z sypialni…pokrzyczala i na tym zakończyła. Poszła do adwokata – polskiego darmowego. Jaka zapłata taka i porada. Rozwiedzie się, to państwo da rozwiedzionej:  pieniądze, dom i słuchając co Danuś mi opowiada, oczami wyobraźni widzę Kanadę jak Danuśce jeszcze jedzenie wkłada do buźki a Danuś wybrzydza. Zapomniała moja Danuś jak jej państwo pomogło po przyjeżdzie, a jednak emigrowała do Kanady legalnie. Przez pół roku nie mieli na chleb, nie mieli pracy, tułali się z jednego domu polskiego do drugiego. Dostali komunalne mieszkanko z innymi emigrantami, po powrocie z urzędów zastali tylko ramy do łóżek, nic więcej. Przejedli pieniądze które z Polski przywieźli. I teraz niby Kanada ma jej dać wszystko. Jeśli da to dobrze ale… nie licz na cudze jak swojego nie masz. Nie dała Danuś nic sobie wytłumaczyć. Poleciała do koleżanki, która ją skutecznie sprowadziła z obłoków na ziemię i postawiła obok zakochanego w młódce męża. Nie podskakuj, masz faceta zakochany to zakochany, tankuje samochód, spłaca kredyt, naprawy w domu dokonuje, coś tam gotuje, więc cicho siedź bo możesz mieć po rozwodzie tylko gorzej- powiedziała. Więc Danuśka, poluzowała, ucichła, nie podskakuje, tylko… zaczęła szukać w odwet na mężu, faceta. Pyta czy ja mam jakiegoś dla niej. Gdzie ja a gdzie ona, odległość. Całkowicie odbiło babie i tak też jej mówię. Przyjadę do ciebie – krzyczy – chcę podładować akumulatory. ….Oooo nie, ty chcesz mnie babo zamordować, masz siedzieć tam gdzie siedzisz – usłyszała w odpowiedzi. Niepocieszona umilkła. Rozumiem, chce coś zmienić, komuś coś udowodnić, ale tak się nie da, za szybko, za natarczywie. Dziś dzwoni i prosi o radę, a właściwie o naukę. Bo jak to ja robię, że faceci  za mną sikają – tak powiedziała. Zaszokowała mnie to mówiąc. Nie widziałam sikającego faceta, chyba gdzieś tam pod drzewem lub murem, obszymurka, było to w Polsce bo tutaj nie mam takiej możliwości. Wszędzie samochodem, pod sklepem alkoholowym nigdy nie ma żadnej opierającej się o mur lub drzwi osoby.

Naucz mnie proszę bo szykuje mi się randka – prosi. Ty jesteś taka inna, ja tak chcę, ja chcę być taka. Po tych słowach zaczęłam zastanawiać się, jaka to ja jestem. Normalna, wesoła, szczęśliwa, uśmiechnięta, o poranku widząc siebie w lusterku uśmiecham się i życzę miłego dnia puszczając do siebie oczko, cierpliwa, wyrozumiała, delikatna, twardzielka, szczera, uczynna, pracowita, miła, sympatyczna, potrafiąca zamknąć buzię w pół zdania. No nie, same zalety. Po prostu nie mam i nigdy nie miałam kompleksów co nie znaczy, że rozpiera mnie pycha i zarozumialstwo. No i jak moją Danuś nauczyć tego wszystkiego. Mam jeszcze obejrzeć przez skypa jej garderobę i podpowiedzieć co ma na siebie włożyć. Od razu zapowiedziałam, że te klapkopapucie to ma wsadzić głęboko w szafie.

Niestety nie podejmuję się nauczenia jej bycia mną. Tego się nie da zrobić. Każdy ma swój charakter, usposobienie, zachowanie. Ma być sobą, koniec i kropka. Tylko nie może być nudna bo nikt nie wytrzyma na dłuższą metę, a jest, o tym ona wie, ja i jej zakochany mążniemąż.

Tak to teraz widzę: mąż szalejąc, zaraził żonę, czy to grypa czy katar ale to im przejdzie.

Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Jacy są znajomi z pracy, każdy dokładnie wie. Jednych lubimy innych unikamy. Bywa i tak, że przy okazji imien lub innych uroczystości, zostajemy w oddali, nie mamy ochoty składać życzeń. Nie zależy nam na ich zdrowiu lub chorobie, szczęściu lub nieszczęściu. Pozostajemy obojętni. Nie mamy ochoty na serwowane ciasta, kawy, herbaty. Nieszczere życzenia, udawane uśmiechy, uściski, osobiście mnie drażnią. Nie chcę sztuczności i tym samym, nie chcę tą sztucznością nikogo obdarowywać. To jest bardzo proste: lubię lub nie lubię, toleruję lub nie toleruję, kocham lub nie kocham, chcę kogoś odwiedzić lub nie chcę. W zakładach pracy jest jeszcze coś pomiędzy: wypada, muszę. Nawet jak nie mamy ochoty to musimy. Inaczej odbije się to na premii, nagrodzie.

Pracowe znajomości nie żyją po za pracą. Jeśli nawet, to z biegiem czasu nabierają innych znaczeń, umierają śmiercią naturalną. W Polsce nie miałam koleżanek z pracy, na gruncie prywatnym. To były znajomości w biurach. Z biegiem lat w wyniku zajmowanych stanowisk, nie wypadało “zaprzyjaźniać się” z innymi pracownikami. Szfostwo żyło swoim życiem, z tego “życia” również nikt nie pozostał wśród mego grona znajomych, a na pewno nie przyjaciół. Edukacyjni koledzy, przyjaciele, znajomi z biegiem czasu, też się wykruszyli, jak kruszy się suchy chleb. Ktoś został, tylko kilomerty dzielące nas nie ułatwiają utrzymanie kontaktów, mimo że działają komnikatory i społeczności internetowe. Zamieszkiwanie na innych kontynentach spowodowało zmianę poglądów i nie mówię tutaj o politycznych.

Pracuję obecnie wśród społeczności amerykańskiej, jedni przyjazdni, innym wszystko obojętne. Zrobione, odfajkowane, dziękuję, do widdzenia albo i nie do widzenia. Nigdy mi nie zależało na koleżeństwie i przyjaźniach. Jestem jaka jestem, a najlepiej czuję się w swojej rodzinie i ze sobą. Nie nudzę się we własnym towarzystwie, jest mi bardzo wygodnie i to towarzystwo sobie bardzo cenię. Jestem osobą otwartą na poznawanie wszystkiego nowego. Takim to sposobem zaprosiłam koleżankę z pracy wraz z mężem w odwiedziny do mojego domu. Kupiła dom nad oceanem i wyprowadza się wraz z całym dobytkiem, a jest to mąż i pies, do innego stanu i już nowego domu. Stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować naszą znajomość nawet na odległość. Początkowo nasze spotkanie ustaliłyśmy na czartek. Hrnold a mąż Ellen, nie był chętny na towarzyszenie w spotkaniu. Po wymianie smsów, okazało się, że czwartek nie bardzo jej pasuje. Zaczęłam podejrzewać, że po prostu rezygnuje, a nie chcąc mnie urazić, kombinuje. Nie zrażona, zaproponowałam piątek. Byłam w błędzie z tym kominowaniem. Termin jak najbardziej jej pasował i …Haroldowi też.

Przyjechali!!!!!! Ellen była ciekawa mojego domu i rozpoczęliśmy “wycieczkę” po “salonach”. Harold szybko nawiązał rozmowę z MM. Upiekłam chlebek turecki, który przypadł moim gościom do gustu a kawa, jak kawa. Spędziliśmy w swoim towarzystwie ponad 2 godziny, i powiem, nie nudziliśmy się. Zaklepaliśmy następny termin naszego spotkania, jeszcze przed ich całkowitym wyjazdem z miasta.

Lubiłam i lubię swoich nowych znajomych. Po ich wyjeździe zastanawiałam się….że też im się chciało do mnie przyjechać….

Musi w tym coś być, może nie w tym, tylko we mnie.

Zadowolona jestem bardzo ze spotkania, MM również.

Mam nadzieję, że ta znajomość utrzyma się na dłużej.

Prezent jaki otrzymałam od nowych znajomych. Może to nic, a dał mi wiele radości.

Trzeba umieć cieszyć się z niczego, tak niewiele osób opanowało tą sztukę.