Nieskończoność 

Spałam do 6:23, super. Wiem, że wczoraj byłam bardzo zmęczona. Dziś po pracy mam mniej roboty ze ścieżką. Muszę zajechać do sklepu po zakupy warzyw na sałatki. Córcia, Ivan i Sandra jedzą minimalne ilości mięsa. Tak, Sandra potwierdziła swoją obecność w sobotę. Cieszę się, że będzie. 

Co oznacza pocałunek, taniec i wielka radość we śnie, z osobą która dawno temu zmarła?

Myślałam, że nie wyjdę dziś na yard. Zmęczona pracą, upał, każdego dnia po pracy haruję jak kilka wołów. Podczas rozmowy z MM stanowczo stwierdziłam, odpoczywam. 

Marzenie, to było marzenie. Nie wiem kiedy, na prawdę nie wiem kiedy wyszłam na ten żar i zaczęłam harować. Rizsypywałam i układałam kamienie duże, średnie i małe pod płotem i krzakami. Spieszyłam się aby skończyć zanim MM przyjedzie. Dziś ma wziąć taxi a ja lampkę wina, takie były ustalenia. Wszystko się zgadza, kampka wina już jest, ale jestem niemożebnie zmęczona. Oczywiście, że się przyznam do harówki. MM będzie niezadowolony. 

Odpocznę w Polsce. Będę spała całymi dniami, czytała, odwiedzała mamusię i jadła w knajpach. To mój cały plan na Polskę. Nie mam ochoty (jak na razie) z kimkolwiek się spotykać. Nie mam ochoty odpowiadać na pytania, jak mi tutaj się żyje itp. 

Myć okien nie będę, ogrodu sprzątać też nie będę, zmienię pościel i pościeram kurze ale w sypialni, kuchni i pokoju który będę używać, reszta niech sobie bedzie zakurzona. Nie wiem kiedy wrócę. 

Wszystko i wszyscy przez ten czas się zmienili. Łąki za naszymi domami już niema. Dobrze że mój dom jest przy następnej ulicy a nie przyległej do łaki, będą coś budować. Kiedyś moja ulica była ruchliwa, przez łąkę przechodzili i przejeżdzali mieszkańcy z dalszej dzielnicy.  Kiedy pobudowali arterię i postawili pprzy tamtej dzielnicy ogrodzenia dźwiękoszczelne, skończyła się “wędrówka ludów”. Nie ma łaki i drzw na które moje dzieci się wspinały. Syn budował domek na drzewie z kolegami a córcia zmiażdżyła palec. 

Wszyscy postarzeli, niektórzy poumierali trochę za wcześnie, młodsi powyjeżdżali i prawdę mówiąc nawet nie ma komu dzień dobry powiedzieć. 

Życie jest nieskończone, mając swój koniec. 

Zmęczona ale zadowolona

Dzień zaczął się niespodzianką. W pracy miałabym być wcześnie bo o 6:30am. Szybciutko zapakowałam kanapkę, kawę i do samochodu. Poniewierałam się w łóżku za długo, więc później wszystko w biegu. Wyjeżdżam samochodem, światła we wnątrz samochodu nie gasną. Zjeżdżam w dół do ulicy i wracam. Światła palą się, co mnie zaniepokoiło. Do pracy pojechać nie mogę, jeśli samochód zostawię z włączonymi światłami, po 7 godzinach akumurator może być do wymiany. A wogóle to jest jak w loterii, mogę samochodu wogóle nie uruchomić. Zamiast do pracy, pojechałam na stację obsługi, wcześniej wysłałam semesa do pracy, że dziś mnie nie będzie, jutro zrobię to co dziś miałam do wykonania. Na stacji obsługi byłam 20 minut przed 7Am. Do otwarcia było jeszcze 20 minut ale pracownik, otworzył drzwi i mnie przyjął. Po nie spełna godzinie otrzymałam samochód naprawiony.

Kierunek dom. Teraz śniadanko, przebrać się i na “pole”. Nie planowane zajęcia, trudno się zmobilizować. Miało być inaczej a jest tak, jak jest. Materiały budowlane i ogrodowe oraz kwiatki, zakupione, leżą obok garażu, tylko pracować.
W bluzce której obcięłam krótkie rękawki, teraz na całości powycinałam dziurki, mniejsze, większe bezkształtne i ogrąglutkie. Mam przewiew.
Udało się wykopać dołek prawie na środeczku części zasłoniętej korą, nie jest głęboki ale szeroki. Posadziłam hibiskusa, jeżówkę białą (echinacea pallida)wsadziłam nie w odpowiednim miejscu bo…nie wiedziałam że rośnie wysoko. Przesadzę w następnym roku. Drobniutkim i niziutkim chryzantemom znalazłam miejsce na rabatce, zaczynają kwitnąć. Z kwiatami prace zakończone, czas na patio.
Mówiąc prawdę, się nie chce.
Za długo ta robota mi się ciągnie. Nikt nie dokończy oprócz mnie i jak trzeba robić to trzeba,  nie ma zmiłuj się.

Nie tak dawno zerknęłam na godzinę, była 1:46pm, nie wiem jak zleciało, wiem że za szybko bo 3:47pm

Patio jest prawie zrobione. Zmęczona jestem pracą, gorącem i poganianiem siebie. 

Chcę już skończyć, usiąść i po prostu nic, zupełnie nic nie robić. W takim stanie będę gotowa, do wymyślenia następnego projektu. Ale jeszcze nie koniec roboty, za kilka dni. Prawdę mówiąc, nie muszę wymyślać, mam kilka projektów w głowie. MM jest pełen strachu😁. 

Hura, hura, hura….!!!!!!!! Skończyłam patio, skończyłam!!!!!!wymeczyłam się bardziej psychicznie niż fizycznie. Teraz z drugiej strony rozgałęzienie ścieżki dokończyć, około 4 m. Będzie łatwiej, teren równy i ścieżka jest w linij prostej, żadnych załamań i okrągłości. Położyłam już płyty, tak żeby zobaczyć jak to bedzie wyglądać. Kilka godzin mi zejdzie, ale to już końcówka. Później dokończyć ścieżkę poniżej moich schodków. Dokończyć, tzn. Muszę przyciąć krawężnik ale….muszę wskoczyć do sklepu po odpowiedni krążek do cięcia płyt kamiennych, ten który używałam jest tępy i już nie mogę nic, dosłownie nic przyciąć. Przy okazji kupię do cięcia drewienek, przyda się. Kto wie może pobuduję altankę. Zobaczymy.

Cieszę się jak mały dzidziuś z nowej zabawki, UKOŃCZYŁAM patio!!!!‼️‼️‼️‼️‼️‼️Nareszcie z głowy!!!!‼️‼️‼️‼️‼️❗️❗️❗️

Najgorzej, że jutro do pracy😪😪😪😪😪

Okrojone party

Bez większych emocji wyszłam z łóżka. Wizyta u lekarza, rozbiła mój dzień. Z rana troszkę popracuję,  po południu już chyba nic nie zrobię – tak myślałam. Leniwie zeszłam na dół, nakarmiłam pieski, zadzwoniłam do lekarza upewnić się co do godziny wizyty, gdzieś mi się zapodział bilecik z terminem wizyty. 

Termin wizyty jest za tydzień!! 

Ucieszona pojechałam do sklepu po zakupy pieczywa na śniadanie. Nie piekę, nie mam czasu, umorsana nie będę doglądać ciasta i w butach nie będę chodzić po mieszkaniu. Zanim usiadłam do śniadanka, jeszcze raz zadzwoniłam do przychodni, przełożyłam wizytę na 25-go. Przecież 19go mamy party i nie mogę sobie pozwolić na lekarza w  przed dzień uroczystości. Wizyta kekarska zajmuje mi prawie pół dnia – daleko i korki. 

Przełożyłam i się cieszę. Za chwilę wychodzę na yard, pogoda – słoneczko raz świeci innym razem chowa się za chmurami, po południu zapowiadają opady deszczu. Jak ja nie lubię w deszcz pracować‼️ wszystko ze mnie zcieka. Można mnie wykręcić jak stary mokry ręcznik.  No cóż, party przełożyć się nie da, a nawet i dobrze, wreszcie skończę mój back yard. Szkoda, że nie mogę ułożyć trawy, na skałach nie urośnie, byłoby zieloniutko. A tak, układam tkaninę na to siatkę i korę. Nie jest źle, ale ja lubię kolor zielony. 

Sadzę wciąż małpią trawę gdzie mogę wykopać jakiś dołek. Małpia jak to małpia, leżała na słońcu na betonie około miesiąca, nie zdechła. Może między skałami uda się jej ukorzenić. 

Zrobiłam krótką przerwę. Ubranie wrzuciłam do pralki, zmieniłam na suche i czyste. Uciążliwe jest ciągłe zmienianie, nie lubię klejącego się do ciała.

Mam 4-5 godzin bez deszczu, później ma padać, choć już sie zachmurzyło i kropi. 

Znów króciutka przerwa, tym razem na piwko, zanim pojadę po MM to procenty wyparują. 

Patrzę na back yard i oczy się cieszą. Nareszcie jakiś wygląd, jeszcze nie ostateczny, ale widać jakieś uporządkowanie, ład, organizację. 

Ciekawa jestem co MM powie🙏🏻. Do tej pory był pozytywnie nastawiony do mojego projektu, po 5 dniach nabrało wszystko “rumieńców” za sprawą czerwonej kory.🙃

Sprawdziłam cenę brązowej kory i resztę przysypię brązem. Tańsza a i inny kolor potrzebny. 

Po piwku zrobiło się przyjemniutko i leciutko więc wracam do robotki. MM wzosi się w chmurki mam około 3 godzinek na prace. 

Układam płyty na patio, jest łatwiej, nie przemieszczam się i mogę uruchomić wiatrak. Przycinarka omal mi się nie przepaliła, muszę czasami przyciąć a szczególnie przy zakończeniach gdzie kładę metalową blokadę, którą też trzeba przyciąć. 

MM pochwalił, jest zachwycony i zdziwiony ogromem pracy jaką wykonałam. Kora brązowa jest tańsza ale i gorsza, stwierdził. Jutro zobaczymy w sklepie. 

Jestem już zmęczona i na dziś będę prace “polowe” kończyć. 

No i czego się dowiedziałam? Trzy pary które miały przybyć na party, z różnych powodów nie będą mogły przybyć. Złapałam za telefon, zadzwoniłam do Ellen i Sandry. Nie odebrały. Ellen oddzwoniła po kilku minutach. Nie przyjdzie jest w swoim nowym domu w SC, muszą dopilnować wymiany dachu. Rozumiem. Sandra nie odzwoniła, może źle się czuje, rozumiem. Starsza córka MM wyjeżdża na FL. 

Niezawodne są moje dzieci. 

Będę kończyć back yard w takim tempie, jakim zaplanowałam. W tym temacie nic się nie zmieniło. 

A że mi przykro, tego już nic nie zmieni. 

Sen to zdrowie, a praca wzbogaca😁😁😁💵💵💵💵

Pracowałam w mrzawkę, deszcz, słoneczko.  Po południu około 3 pm rozpadało się na dobre, skryłam się w domku, po prysznicu wskoczyłam do łóżeczka. No i usnęłam, zmęczona i wymoczona. 

Nie miałam ochoty wracać na swoje “pole”. Słoneczko wabiło przez szparki między żaluzjami a oknem, że znów przebrałam się  w robocze ciuchy. Leniwie zaczynałam swoje niedokończone wciąż projekty. Zaczęłam od wykopywania małpiej trawy. Rozrosła się bardzo, nie nadawała już uroku. Powolutku wciągnęłam się do roboty, skończyłam po 8pm. Ciemno się zrobiło, praca przy lampie to żadna praca. 

Prawie 2 godzinne spanie w ciągu dnia, dodało energii do pracy lecz źle działa na sen  w nocy. 

Nie mogę usnąć. 

Paluszek, opuszek

Nie samą pracą człowiek żyje przecież, tym bardziej, że zmiażdżyłam sobie małego palca u prawej ręki. No stało się, dobrze, że nie stopy lub nogi. Płyty kamienne są bardzo ciężkie, a musiałam je podnosić, przkręcać czy przesuwać. Nie płakałam z bólu, bo co to by dało. Wsadziłam palca do ust i trochę ulżyło. Wciąż spuchnięty i czerwony. Staram się przy innych wykonywanych czynnościach odchylać go, boli. Z miesiąc i przestanie. Czasami jak opuszkiem palca w coś dotknę to z bólu aż pisnę. Dobrze, że już jestem na ukończeniu mojej dróżki.
Jeszcze kilka dni i będzie ukończone. To tyle o moich pracach “polowych”.
W tą sobotkę MM wrócił z Meksyku. Zawsze przesiadał się w Cancun, z uwagi na niebezpieczne porachunki mafijne w tym mieście, tym razem przesiadkę miał w Mexico City. Oczywiście, że się martwiłam. Meksyk nie jest krajem bezpiecznym. Ludzie wciąż wybierają ten kraj na wakacyjny odpoczynek, uroczystości weselne itp.. Osobiście wolę inne regiony. Już właśnie wykupiliśmy 7 dniowy pobyt na Arubie, wprawdzie na wiosnę, ale już żyję wyjazdem. Nie długo, bo za miesiąc, czeka mnie wyjazd do Polski, myślę, że odpocznę. Nie planuję, żadnych remontów i porządków w ogrodzie. Jeśli coś, to poproszę brata stryjecznego. On dogląda ogrodu pod moją nieobecność,więc i w razie potrzeby, pomoże kiedy będę na miejscu.
Przez weekend odpoczywałam, jeśli odpoczywam cała rodzina wie, że muszę być baaaardzo zmęczona lub chora, innej możliwości nie ma. Tak, nie ukrywam byłam bardzo zmęczona. Tydzień miałam pracowity, a jeszcze w piątek wysprzątałam cały dom. A jest co robić. To nie tak, że jest bałagan lub brud. Mając dwa pieski, zawsze jest odkurzanie, pranie poduch, zbieranie zabawek i ewentualnie jakiś gałązek, szyszek, kamyczków. Paprochy przyczepjają się do sierści nóg piesków i mam ich czasami wiele.

Takie to są uroki posiadania piesków.

Ten tydzień będzie spokojniejszy. 2 sierpnia mam wolne – moje urodziny. Wybieram się z moimi dziećmi na wystawną kolację. Party robię 19 sierpnia. Do tego dnia moj back yard ma być gotowy i zapięty na ostatni guzik. Jeszcze menu nie zostało opracowane, ale to najmniejszy kłopot. Zamówione zostały gołąbki, chlebek. Tort upiecze żona przyjaciela MM. Nie lubię jej wypieków, mimo że jej torty są przepięknie udekorowane (prowadzi firmę) lecz nie zjadliwe, za dużo cukru.
Wiem, że upiekę swój tort owocowy. Dawno dawno temu, zamieszczałam przepis wraz ze zdjęciami na starym blogu. Palce lizać.
MM dziś znów wyjeżdza, do czwartkowego wieczora będę sama.

Dróżka

Nawilżacz z zapachem lawendowym cichutko szumi i zmienia kolory lampek, zielony, czerwony, fioletowy, niebieski. Możliwe, że lawendowe powietrze działa kojąco, przebudziłam się dzisiaj kilka minut po 9am. Ranek minął bez żadnych rewelacji. Leniwie i wolniutko, śniadanko, później zrobiłam ciasto chlebowe na zakwasie. Podchodziło 5 godzin, smak chleba niesamowity. 

Wyszłam na zewnątrz, powyrywałam zielsko które obficie rośnie dzięki codziennym opadom deszczu. Ostatecznie rozpoczęłam budowę dróżki z lewej strony. Trzeba było wyrównać skarpę nawożąc ziemi i kamieni. Położyłam też metalową i plastikową siatkę przed osypywaniem się i spływaniem nawiezionej ziemi. Z lewej stony buduję dróżkę o 10cm węższą niż z prawej. Spad ziemi jest bardzo duży i trudno jest z wyrównaniem jej do zerowego poziomu. Pioruny i deszcz przerwał moją pracę. Może i dobrze bo byłam już zmęczona, nie tak pracą jak gorącem. 

Kiedy burza ucichła, wyszłam sprawdzić czy nawieziona ziemia na skarpie się nie osunęła. To nie jest moje pierwsze wyrównywanie terenu, więc nie martwiłam sie, ale sprawdzić trzeba. Wszystko w najlepszym porządku. 

MM rozniósł po frontowym yardzie worki z korą. Był bardzo pomocny, radziłam się również odnośnie mojej dróżki. 

Dwie głowy to nie jedna👵🏻👴🏻.

Buraczki

Wczoraj miałam w pracy lekki dzień, zajechałam po spożywcze zakupy i do domku. Z uwagi na dziwne odczucia w nodze (od kilku dni) nie pracowałam na yardzie. Odpoczywałam. Można sobie zaszkodzić i rekowalenscencja może być dlugga. Zajęłam się umawianiem do lekarzy. Zadzwoniłam do swojej doktorki,  asystentka poinformowała, że choresterol trochę podwyższony i tabletki czekają na mnie w aptece. Reszta wyników jest bardzo dobra. Jestem zdrowa. Następny, był lekarz specjalista od kręgosłupa, zdecydowałam się na wizytę, prawa stopa od jakiegoś czasu mi drętwieje. Zaczęłam ponownie przyjmować tabletki. Nie chcę takiego bólu jaki miałam rok temu. Nieba można było liznąć. Rehabilitację jak najbardziej robię, możliwe nawet wiem, że na pewno, praca przy ścieżce mi szkodzi. Czasami dźwigam kamienne płyty, no trzeba przekręcić, podsunąć, odsunąć, innym bokiem ułożyć itd. Lekarz okulista, zapisana jestem na piątek, wiem że zrobię dwie pary okular a trzecie będą lecznicze słoneczne. U okulisty byłam 3 lata temu, możliwe że teraz mają większy wybór oprawek. Ostatnia lekarka to ginekolog, potrzebuję tabletek zapobiegających ostoporozie i skierowanie na prześwietlenie. Rok temu wszystko było dobrze z tym, że tabletki się skończyły i wizytę u ginekolog, jak 90% kobiet odciągałam. Najdłużej rozmawiałam z asystentką specjalisty od kregosłupa, szukałyśmy okienka na przyjęcie mnie jeszcze w tym tygodniu, żebym nie pracowała to znalazłoby się i w tym tygodniu. Wizytę mam w następny piątek. Nie jest źle, tabletki mam, ćwiczę, nic strasznego nie jest jeszcze odczuwalne, mogę poczekać. Nie potrafię siedzieć i się nudzić, aparat do ręki, statyw i pstrykałam. Mówiąc prawdę to były moje pierwsze zdjęcia robione ptakom. MM przyjedzie, sprawdzi czy ma telekonwenter, taki jaki ja potrzebuję, nie chcę robić jemu bałaganu w sprzęcie fotograficznym. Zdjęcia wrzuciłam do PC Adobe, troszkę rozświetliłam, ciutkę szumów zabrałam. ISO automatycznie leciało mi do 1600, więc i szumów więcej. Pierwsze zdjęcia ptaszków, które są w ciągłym ruchu, może być. Następnym razem zdam się na ręczne ustawienia. 

Wczoraj było spryskiwanie front i back yardu od komarów i muszek. Zrobilam też dobry uczynek, 10$ napiwku, sprawiło zaskoczenie i zadowolenia u młodego mężczyzny. Dzięki niemu jestem wolna od nieprzyjemnych owadów jakimi są komary, które mnie kochają, mogę cieszyć się śniadankiem i kolacją na decku. 
Śniadanko na decku, w oddali burczenie kosiarki i gaworzenie dzieciaczka, świergot ptaków, pochrapywanie Amber. 

Co w planach? Dalszy ciąg prac przy ścieżce. Pogoda wspaniała, nie wolno zmarnować. Tak, tak, pamiętać o kręgosłupie. Żadne pasy mi nie pomogą, to jest opinia specjalisty. Nad dróżką pracuję powoli z wieloma przerwami na wodę, piwko i coś do przegryzienia. Układanie dróżki dochodzi do końca ułożonych metalowych krawężnków. Co dalej? Muszę kupić krawężniki bo brakuje, piasek do poziomowania płyt, malutkie kamyczki, kamyki większe i cement. No z tym cemnetem to nie jestem do końca pewna. Pod płyty ułożyłam ogrodniczy materiał, przepuszczający wodę a nie przepuszczający chwasty. Jeśli kamyczki zacementuję, woda deszczowa zamiast wsiąkać w ziemię, będzie mi spływać jak szalona, a tego nie chcę. Muszę się na poważne zastanowić. Jestem już bardzo bliziutko miejsca na patio. Przedłużę moją dróżkę do wyjścia na back yard z lewej strony. Mam tam duży spadek. Zrobię kilka stopni z wielgachnych kamieni. Do tej pory nie miałam pomysłu, teraz moja dróżka zakończy się półkolem i połączy się z wejściem i wyjściem na back yard z drugiej strony. Będzie ładnie.

Teraz za dużo słońca, więc schowałam się w domku.

Budowanie patia zostanie wstrzymane, muszę dokończyć ścieżki i jeśli zostanie kamiennych płyt, patio będzie, jeśli nie, to posadzę tuję. Czy się przyjmie? Myślę, że tak, słońce jest o zachodzie i jest zasypany niewykorzystany dołek. Pracowałam z rozumem jak to się mówi, odpoczywałam często, piłam bardzo dużo wody. 

Ubrałam się bardzo ładnie, chociaż mogłam jechać, jak robol do apteki nikt i tak by nie zwrócił uwagi. Odebrałam tabletki. Obeszłam swoje “pole’ jeszcze raz. Pocieszyłam oczy.

Zabrałam się za gotowanie barszczu czerwonego. Buraczki córcia kupiła w ubiegłym tygodniu. Najpierw wywar z mięska, zapach …. ludzie chyba takiego zapachu nigdy nie czułam, a może….jestem po prostu głodna. Zdaje mi się, że to drugie. Buraczki potarkowałam w maszynie, szybciej, no że później trochę więcej zmywania, ale jednak łatwiej. Wstawiłam też ciasto na kajzerki do maszyny.

Jednym słowem praca pali się w rękach. 

Ciasto podchodzi w maszynie, buraczki się w garze gotują, siedzę przed tv, delektując się Martini Bianco. Nie mogę się doczytać, coś z firmą Martini się zmieniło, na etykiecie jest oprócz Martini ….Rossi. Bianco smakuje tak samo, nie wiem jak Rosso, nie mam odwagi próbować, po pierwsze butla litrowa, jak nie będzie to co piję od 18 roku mojego życia, to chyba się rozpłaczę. Więc, delektuję się Bianko, delikatnniejsze niż Rosso. Rosso jest bardziej ziołowe, ale takie lubię. Córcia kupiła w swoim sklepie Martini&Rossi Rosso. Inna butelka inny smak. Ja kupiłam Martini Rosso, na dole etykiety jest Martini& Rossi. Właśnie tej butelki nie otwieram. Ktoś powie, jaka jest różnica, a jest. Wypij piwo Żuber i jakieś karmelowe. Piwo jak piwo, % niby te same lecz smak, smak jest inny. Osobiście uwielbiam Żubra. 

Jutro mam bardzo trudny dzień w pracy, a ja muszę jeszcze czekac 40 minut, kajzerki rosną.

Znów ktoś strzela 10:12pm. Nie dobrze. Zresztą, czego się można spodziewać, każdy w domu ma broń. 



Buraczkowy zapach…. co za zapach….mięsko wyjęłam przed wrzuceniem potarkowanych buraczków, smak? Mało powiedzieć smaczne, chociaż prawie nigdy nie póbuję potraw podczas gotowania, dziś uczyniłam. Dosoliłam i dodałam ciutkę pieprzu oraz soli cebulowej. Nie muszę próbować po raz drugi. 

Musi, no musi być bardzo smaczne. 

Kajzerki? Jak zawsze polskie w smaku.

Dzień lenia

Nie mogę siebie nazwać leniem, nigdy nie byłam i trudno nim być, kiedy w głowie 1001 projektów do zakończenia, rozpoczęcia. Dziś mam wolny dzień, wymuszony przez pogodę, dzień nicnierobienia. Cieplutko, nieprzyjemnie wilgotno i mokro, pochmurnie, momentami deszcz pada i nie pada. Między opadami wychodzę, jak rolnik na polu robi obchód, ja wychodzę na dróżkę na back yardzie, oglądam, zastanawiam się, kalkuluję i oczywiście cieszę. Poziom zachowany, woda spływa, nic nie popłynęło wraz z deszczem ( a wczoraj była znów ulewa), widzę oczami wyobraźni kńcowy efekt. 

Przy betonowej ławeczce na małym patio, ustawię ażurowy parawan, odgradzając tym sposobem zieloną i skalistą część ogrodu. Zieleń?  Zostawiłam ivy, niech rośnie, trzeba kontrolować jej rozrost. Ivy pokryło też ogromną naturalną skałę. W tej części ogrodu nie planuję żadnych zmian. Probowałam zmieniać, nie udało się, same skały. Dobrze że ivy rośnie i dwa krzaki. Probowałam zasadzić tuje, nie udało się, korzenie nie znalazły miejsca do rozrostu. Uschły, niestety. To co jest, musi pozostać, jedynie trzeba nadać jakiś kształt. 

Figusa z donicy posadzę na miejsce…. w początkowej fazie była paproć australijska (szlag trafił) później tuja (podzieliła los paproci). Nie musi owocować, niech tylko coś. 3 lata temu wykopałam więcej niż metrowej głębokości dół, więc …. muszę go wykorzystać. Jeśli zdechnie figus, posadzę brzozę, która nie potrzebuje specjalnych warunków glebowych. 

11am wciąż w łóżku a myślami na podwórku. MM śmieje się …. co ja będę robić jak ten projekt skończę ….. a koniec jest bliżej niż dalej. W moim lesie znajdę coś do roboty. Aby zdrowie dopisało. 

Jeśli o zdrowiu, idę na rehabilitację. 

Roboczo

MM powinien tutaj być wczoraj, wraca dzisiaj. Niby rozumiem jego pracę, ale wczorajszego wieczoru z tego faktu, że będzie w domu dzień później, nie byłam zadowolona. Za dużo samotnych poranków, dni, wieczorów. Martwię się, ciężko pracuje, nie ma chęci na jakąkolwiek gimnastykę. Rozumiem, tylko może mieć problemy z sercem. Siedząca i stresująca praca po 12 godzin dziennie, może doprowadzić do choroby. 

MM obiecywał, że mi jutro pomoże przy korze. Dziś deszczyk siąpi i bardzo dobrze. Przymusowy odpoczynek. Potrzebny i wskazany. 

Jednak wyszłam na podwórze 24C i przy częściowym zachmurzeniu nie jest gorąco. Po południu będzie 26C. Wietrzyk o zapachu oceanu chłodzi, można pracować i odpoczywać. 

Dywanik z decku mokry, rozwiesiłam na balustradzie. 

Do południa oprócz kawy nic nie miałam w ustach. Układałam chodnik, kiedy żołądek przypomniał się o siebie. Wczorajszy kurczak  i resztki z obiadu szybciutko podgrzałam szybciutko w mikrofali. Szkoda tak pięknej pogody, no i układanie idzie mi dość sprytnie.

MM nie odpowiedział na porannego smsa, dochodzi pora obiadowa, może zadzwoni. Widzę go, jest w biurze. Wczorajszego wieczoru rozmawialiśmy, jeszcze jak długo pracuje nie miał tak upierdliwego, trudnego, problematycznego klienta (przedsiębiorstwa-fabryki). Pracował prawie na całym świecie i nie zdołał przypomnieć, aby było tak źle. Miał wysłać emaila do rekrutora aby zaczął poszukiwać coś normalnego, może być dalej od domu, może być na miejscu ale normalnie. 

A co ja na to? MM pracować musi, w domu zwariuje. Nie lubi “prac polowych” i nie będzie się tym zajmować. Komputer i fotografia, to są jego zajęcia, praca, hobby. Wiem, że potrzebuje przynajmniej tygodniowego odpoczynku. 

MM zadzwonił, napisał, jestem spokojna. Wiem, że MM będzie jeszcze kilka tygodni ciężko pracować przed komputerem, moim zadaniem natomiast, będzie…odrywać od pracy. Napimpować koła w tacze, poroznosić korę po yardzie, pozanosić abym nie musiała sama ciągać i dźwigać płyty kamienne, podjechać do sklepu po małe kamyczki i żwirek, chyba wystarczy na jutro prac fizycznych. MM nie lubi ale…. będzie musiał.

4pm słońce już nie chowa się za chmurami☀️☀️☀️☀️28C. Gorąco, pracuję w cieniu, często chowam się w domku. 

Zanim MMa odebrałam, posprzątałam narzędzia, prysznic i… zaraz był w domku. Na kolację pojechaliśmy Buffalo Wild Wings. Zozmawialiśmy o MM i mojej pracy, naszych urodzinach, moim wyjeździe do Polski. Niby termin wyjazdu daleki, ale się bardzo szybko zbliża. 

Jutro MM mi pomoże!!!! Jestem zadowolona.

Nie jestem już sama!!!!!