Wieczorne pakowanie

Zapowiadane deszcze i b艂yskawice, zignorowa艂am. Siedzia艂am na apple kiedy otrzyma艂am wiadomo艣膰 z zapytaniem (11.10pm) – Mama spi czy boi si臋 burzy jak ja?

Faktycznie co艣 gdzie艣 grzmia艂o ale, 偶eby mnie oderwa膰 od mojego projektu, 聽jaki teraz opracowuj臋, musi by膰 tornado. Zadzwoni艂am do c贸rci bo mi czasu szkoda by艂o na pisanie smsa.

– jakie tornado?

-mamu艣 idzie tornado!!!

Jeju, szybko musia艂am zamkn膮膰 apple i wszystkie programy na kt贸rych pracowa艂am. Nie by艂am gotowa na tornado. To jeszcze nie okres tornad!! Grzmia艂o coraz g艂o艣niej i bli偶ej.

-mamu艣, dlaczego nie jeste艣 przyszykowana? – c贸rcia pyta przez telefon

Dlaczego? No w艂a艣nie dlaczego? Bo to tornado przysz艂o za wcze艣nie. Szybko wyj臋艂am walizk臋 i najwa偶niejsze to s膮 dokumenty. Aparaty fotograficzne, kamery – trudno. Jak sp艂on膮 to si臋 kupi mniej i taniej. Teraz nie czas na to.

-czy u ciebie desz pada czy jest cicho?- pyta c贸rcia

Oj Bo偶e – my艣l臋. Biegaj膮c, pakuj膮c i wyci膮gaj膮c, ostatnie dokumenty nie s艂ysza艂am nawet grzmot贸w.

Zatrzyma艂am si臋 na chwil臋. Nas艂uchuje….cisza, cisza, ale… kropi to dobrze.

-pada to dobrze- 聽s艂ysz臋 na g艂o艣no m贸wi膮cym, g艂os c贸rci

Spakowa艂am walizk臋 dokument贸w, wa偶nych dokument贸w, druga walizka ogniodporna z paszportami i jeszcze wa偶niejszymi dokumentami.

Kluczyki od samochodu na stole w kuchni, torebka przyszykowana.

C贸rcia 艣ledzi na telefonie przebieg tornado, jednocze艣nie mnie informuj膮c.

B艂yska tak, 偶e robi si臋 jaaaasssnooo i grzmot.

Kilka minut po p贸艂nocy przesz艂o. Deszcz pada, w oddali s艂ycha膰 grzmoty ale w mojej okolicy tornada nie by艂o. Nie uruchomi艂 si臋 alarm w Iphonie, ca艂e szcz臋艣cie.

Jest przed godzin膮 1am. Deszcz spokojnie pada. W oddali s艂ycha膰 grzmoty.

Musz臋 Jutro spakowa膰 wi臋kszo艣膰 rzeczy na wypadek …… Tak, to jest wiosna.

 

Ju偶 si臋 pakowa艂am i nie raz….聽Taki mamy klimat jak zwykle si臋 m贸wi.

Przera偶ona ale ocala艂a

 

ON SIERPIE艃 2, 2016

W oddali grzmia艂o kiedy ko艅czy艂am malowa膰 paznokcie. Nie czeka艂am a偶 wyschn膮, grzmoty szybko si臋 zbli偶a艂y, to nie by艂y pojedy艅cze grzmoty, odg艂osy zwiastowa艂y co艣 gro藕nego. Kilka grzmot贸w na raz 鈥 nie liczy艂am sekund. Pakowa艂am si臋. Zdj臋cia roz艂o偶one na biurku 鈥 od kilku dni skanowa艂am, szybko zsun臋艂am do walizki. Dokumenty te wa偶niejsze do drugiej walizy. Grzmoty co raz bli偶ej a ja jeszcze pakuj臋 i biegaj膮c, mam ju偶 plan dzia艂ania. Jak uderzy w dom, szybko wszystko do samochodu i wyje偶dza膰 w d贸艂 na ulic臋. Walizy i torby ci臋偶kie ale dam rad臋. Nie zapomnie膰 baniaka z benzyn膮 wynie艣膰 z gara偶u i gaz zakr臋ci膰. Pieski wrzuci膰 do samochodu, nie zapomnie膰! Wy艂膮czy膰 elektryk臋. Zn贸w waln臋艂o trzykrotnie, tu nie daleko. 聽Torba z komputerami, aparatami itp . Wci膮偶 biegam i pakuj臋. 聽O czym zapomnia艂am? Co jeszcze b臋dzie potrzebne i co bardziej kosztowne, czego nie da si臋 po stracie odtworzy膰. My艣l臋 szybko i szybciej pakuj臋. My艣l臋 o MM 鈥 co zabra膰, co zostawi膰.

Jestem nad wyraz skoncentrowana lecz przera偶ona odg艂osami, zdaj臋 spraw臋 z powagi sytuacji. Bo je艣li uderzy b臋d臋 mia艂a bardzo ma艂o czasu, bo pali si臋 bardzo szybko. Spojrza艂am w biegu na pieski, le偶膮 skulone w bezruchu 聽na swoich poduchach.

Grzmoty odchodz膮, powoli ale odchodz膮. Siadam na krzese艂ku.

Ju偶 spokojnie oddycham, patrz臋 na pomalowane paznokcie. Lakier zdrapany. Jutro pomaluj臋 jeszcze raz.

Widzia艂am w 偶yciu dwa p艂on膮ce domy. Dwukrotnie w Polsce m贸j dom si臋 pali艂. W odeg艂o艣ci 1 metra odemnie przelecia艂 pr膮d, kiedy piorun uderzy艂 w dom, dziwne bo wtedy wr贸ci艂 przez licznik elektryczny, pal膮c licznik i wszystkie kontakty. Dom ocala艂.

Boj臋 si臋 grzmot贸w i b艂yskawic.

Teraz pada deszcz a ja nie mog臋 zasn膮膰.