Anomalia

Od miesiąca czekam na rozwinięcie się kwiata lilii. Kwitnienie lilii przypadało na początek czerwca, po 20-tym czerwca kwiat rozpoczynał proces więdnięcia i wysychania.

Ten rok nie sprzyja lilii. Pąki pojawiły się w maju. Wszystko wskazywało, że kwitnienie odbędzie się terminie lecz coś opóźnia ten proces.

Nie zauważyłam większych zmian pogody do lat minionych. Wiosna i jesień charakteryzuje się nasilonymi opadami deszczu, więc … nie powinien zaszkodzić lilii. Zimą śniegu, większego mrozu, marznącego deszczu nie było.

Meszkę, wczesną wiosną spryskałam. Ziemię nawoziłam ustałą wodą ze skorupkami jajek.

Pielęgnacja jak każdego roku.

Pąki lilii się nie otwierają.

Nie pomaga przewożenie donicy w bardziej oświetlone miejsca.

A może promienie słoneczne nie posiadają już odpowiedniego pierwiasta dla rozwoju roślin?

Bo czym taki stan tłumaczyć?

Pąki od miesiąca w stanie szczelnego zamknięcia.

Możliwym jest, że … wyschną przed pokazaniem swojego piękna.

Pterodaktyle w ataku😂🦟🦟🦟

Zarzuciłam szlafroczek na plecki, na nóżki leciutkie kapciuszki i zbiegłam jak młoda sarenka po schodach na parter. Podniosłam żaluzje w jednych, a w drugich oknach otworzyłam. Zanim włączyłam czajnik z wodą na kawcię, wyskoczyłam na taras, patrzę przez mokre liście w niebo.

Słoneczko bardzo niezdarnie, ślamazarnie podnosi się do góry. Takie mokre, obolałe i jeszcze śpiące. Chciało mi się do tego słońca krzyknąć …WSTAWAJ !!!!! DO ROBOTY SIĘ BIERZ!!!!☀️☀️☀️☀️

Ale … słoneczko jest mokre od tego tygodniowego deszczu, ulewy. Po co ma się brać do pracy? Jeśli do południa ma padać.

Tylko komary krążą jak prehistoryczne pterodaktyle szukające swojej ofiary.🦟🦟

A moje nożki bez osłony, szyjka jeszcze pachnąca snem i rączki gołe, a jak któryś zajrzy przez rozchylony szlafroczek i dziabnie mnie? Więc czym prędzej uciekłam do mieszkania, omal nie gubiąc kapciuszków. 😁😁😁😱

Prac polowych dziś i jutro nie będzie.

Nie ma obawy. Znajdę zajęcie.

☕️Popijając kawcię, spojrzałam na moje psiaczki. No i …jest zajęcie! 🐩🐩Psiaczki będę kąpać, prać psiaczkowe poduchy, dom odkurzać, 🍞upiekę chlebek turecki i jutro córci podrzucę ( oj nie podrzucę – jest na diecie). Chlebka piec nie będę. 🚘To samochód ciśnieniówką wymyję – nie, nie wymyję – komary.

Nie ma problemu. Coś wymyślę.

Miało padać o 11 am i PADA!!!! 🌧🌧nawet 6 minut wcześniej. Lać będzie do 7pm. Słońce skryło się za chmury i nastała ciemność. Tylko dinozaurów maszerujących, sapiących, ociekających potem i ziejących ogniem brakuje. Gdzieś w oddali słychać groźne grzmoty.⚡️

Oczywiście, jeśli nic w appce nie zmienią i się chmury nie rozejdą.

Dosłownie kilka minutek przed deszczem, kiedy to jeszcze chore od deszczu słońce świeciło, wyskoczyłam na “pole” w poszukiwaniu kropel deszczu. 🦟🦟🦟Komary nad głową krążyły. Dziwne, bo te komary są chyba również chore, nie uprzedzają swoim dźwiękiem, że się zbliżają i jak odrzutowce spadają, gryzą i nawet nie wiem, umierają czy żyją dalej.


📞Córcia zadzwoniła. Prosi o poradę. Analizuję w głos, ostatecznie mówię…dasz radę, składaj aplikację… pobiegła do głównego menagera. Powtórzył moje słowa.

Córcia będzie starać w swojej firmie o 2 szczeble wyżej. 😱

Może się uda, nic przecież nie traci.

Znów mamy nadzieję.

Program MBA rozpoczyna w tym tygodniu.


Pieski wykąpane pachnące i czyściuteńkie.

Czas na odkurzanie domku.

Przed sprzątankiem, położyłam się na chwilkę odpocząć. Tak się wydaje ale cały dzień na nogach. Ciągle coś nieplanowanego robię.

Udeptałam się – jak moja babcia mówiła.


Przez to udeptanie zasnąć nie mogłam.

Dobry pomysł ale….

Kiedyś gdzieś czytałam , że kobieta w pewnych dniach nie powinna piec ciasta. Od kiedy się nauczyłam, piekłam i bez znaczenia był dzień, wychodziło i zajadaliśmy się wszyscy w rodzinie.

Dziś, aby czymś się zająć, postanowiłam upiec bułeczki drożdzowe z nadzieniem. Nadzienie to dżem z pomarańczy. Słodziutki i o dobrej konsystencji.

Najpierw składniki przyszykowałam i powolutku je łączyłam ze sobą. Wygniatanie w maszynie na wolniutkich obrotach. Nic innego, wszystko jak zawsze. No może te obroty trochę przyspieszyłam. Później wydawało mi się,  że są za wolne,  ponownie podkręciłam.

Ciasto jak ciasto. Nie było zbyt puszyste jak zwykle ale i nie kamienne. Pozostawiłam na godzinkę do wyrośnięcia. Zajrzałam ani drgnęło. Zostawiłam na następną i następną godzinę. Podrosło. Nie było wysokie ale podrosło.

Bułeczki podeszły, również. Z tym, że ciasto wciąż, nie nabrało puszystości.

Upiekłam piękne bułeczki. Tylko jest jedno ale… to nie zakalce nawet, to ciasto jakieś takie jakby zaparzone zostało. No nic, syn przyjechał, to mu dałam, bo samkowały. MM też pochwalił, że dobre. Osobiście zjadłam jedną całą bułeczkę i połowę. Nie mogłam upchnąć całej drugiej. To nie moje smaki.

Jednym słowem, w stersie nie warto nic piec, gotować, może sprzątanie wyjdzie. Chociaż to też nie jest pewne, można coś pobić, połamać.

Po wieczór wyszło słoneczko, aby za godzinę zacząć chować się za drzewami. Cieplutko się zrobiło i tulipany wysunęły dłuższe łodyżki, a na ich końcach kolorowe główki. Jeszcze dzień, jeszcze dwa i tulipany się rozwiną. Będzie pięknie, kolorowo, wiosennie i radośnie.

 

 

szleństwo śniegowe ⛸,⛄️

          TV wczorajszego wieczoru oszalało. Co chwilę alarm śniegowo sztormowy. Będzie padać!!!!!!Odwołano nauczanie we wszystkich szkoładch, od elementary po university. Niektóre zakłady pracy również zostały zamknięte.

To i ja wyskoczyłam po południu na yard, podmuchać liście, popakowac do wrów. Mokre liście ciężko się pakuje i rękawice szybko mokną. Liści było niewiele, ostatnie jakie spadły późną jesienią. Dmuchałam tylko i wyłącznie na back yardzie gdnie mam 11 wysokich liściastych drzew, nie liczę drzew z sąsiednich 2 działek, które rosną na granicy działek, a ich gałęzie sięgają na moją działkę. No cóż, moje dwa drzewa z tych 11 rosną na granicy, cudzych. A więc, jakby nie było nie mam 11 drzew a 16. Jest co robić jesienią, wiosną również. Drzewa liściaste kwitną i po przekwitnieniu strzepują z siebie paprochy.

Już było ciemno kiedy ostatni wór zawiązywałam. MM nie sprawdzał, nie nawoływał tym razem, miał komputerowy problem do rozwiązania.

Ponownie włączyłam tv a tam…zostawać w domu nie wychodzić…

Syn śle smsy…jak myślisz wyjadę jutro rano, to czy zdążę do 2pm przed śniegiem? Radzę, aby omijał drogi górzyste, lepiej jechać okrężną drogą, po płaskim terenie, niż ślizgać się bez możliwości hamowania.

Moja córcia pracuje z domu na komp. Ogólnie to ona jeden tydzień w miesiącu pracuje z domu, nie musi stawiać się w biurze.

Krzyku w mediach strasznego narobiono, że śniegu 1-2″, deszcz marznący, że black ice i takie tam informacje pogodowe. Co do czego doszło, to deszcz popadał 2 godziny przy +3ºC. Później wyjrzało słoneczko i wysuszyło ulice i chodniki.

Możliwe, że coś nas jeszcze zaskoczy, jeśli chodzi o pogodę, lecz w następnym tygodniu temperatura będzie sięgać +20ºC.

Nie omieszkałam zrobić kilka zdjęć WIOŚNIE, która zawitała już do mojego ogródeczka.

WIOSNA

wiewiórki wygrzebały cebulkę hiacyntu

WIOSNA

 

Wieczorne pakowanie

Zapowiadane deszcze i błyskawice, zignorowałam. Siedziałam na apple kiedy otrzymałam wiadomość z zapytaniem (11.10pm) – Mama spi czy boi się burzy jak ja?

Faktycznie coś gdzieś grzmiało ale, żeby mnie oderwać od mojego projektu,  jaki teraz opracowuję, musi być tornado. Zadzwoniłam do córci bo mi czasu szkoda było na pisanie smsa.

– jakie tornado?

-mamuś idzie tornado!!!

Jeju, szybko musiałam zamknąć apple i wszystkie programy na których pracowałam. Nie byłam gotowa na tornado. To jeszcze nie okres tornad!! Grzmiało coraz głośniej i bliżej.

-mamuś, dlaczego nie jesteś przyszykowana? – córcia pyta przez telefon

Dlaczego? No właśnie dlaczego? Bo to tornado przyszło za wcześnie. Szybko wyjęłam walizkę i najważniejsze to są dokumenty. Aparaty fotograficzne, kamery – trudno. Jak spłoną to się kupi mniej i taniej. Teraz nie czas na to.

-czy u ciebie desz pada czy jest cicho?- pyta córcia

Oj Boże – myślę. Biegając, pakując i wyciągając, ostatnie dokumenty nie słyszałam nawet grzmotów.

Zatrzymałam się na chwilę. Nasłuchuje….cisza, cisza, ale… kropi to dobrze.

-pada to dobrze-  słyszę na głośno mówiącym, głos córci

Spakowałam walizkę dokumentów, ważnych dokumentów, druga walizka ogniodporna z paszportami i jeszcze ważniejszymi dokumentami.

Kluczyki od samochodu na stole w kuchni, torebka przyszykowana.

Córcia śledzi na telefonie przebieg tornado, jednocześnie mnie informując.

Błyska tak, że robi się jaaaasssnooo i grzmot.

Kilka minut po północy przeszło. Deszcz pada, w oddali słychać grzmoty ale w mojej okolicy tornada nie było. Nie uruchomił się alarm w Iphonie, całe szczęście.

Jest przed godziną 1am. Deszcz spokojnie pada. W oddali słychać grzmoty.

Muszę Jutro spakować większość rzeczy na wypadek …… Tak, to jest wiosna.

 

Już się pakowałam i nie raz…. Taki mamy klimat jak zwykle się mówi.

Przerażona ale ocalała

 

ON SIERPIEŃ 2, 2016

W oddali grzmiało kiedy kończyłam malować paznokcie. Nie czekałam aż wyschną, grzmoty szybko się zbliżały, to nie były pojedyńcze grzmoty, odgłosy zwiastowały coś groźnego. Kilka grzmotów na raz … nie liczyłam sekund. Pakowałam się. Zdjęcia rozłożone na biurku – od kilku dni skanowałam, szybko zsunęłam do walizki. Dokumenty te ważniejsze do drugiej walizy. Grzmoty co raz bliżej a ja jeszcze pakuję i biegając, mam już plan działania. Jak uderzy w dom, szybko wszystko do samochodu i wyjeżdzać w dół na ulicę. Walizy i torby ciężkie ale dam radę. Nie zapomnieć baniaka z benzyną wynieść z garażu i gaz zakręcić. Pieski wrzucić do samochodu, nie zapomnieć! Wyłączyć elektrykę. Znów walnęło trzykrotnie, tu nie daleko.  Torba z komputerami, aparatami itp . Wciąż biegam i pakuję.  O czym zapomniałam? Co jeszcze będzie potrzebne i co bardziej kosztowne, czego nie da się po stracie odtworzyć. Myślę szybko i szybciej pakuję. Myślę o MM – co zabrać, co zostawić.

Jestem nad wyraz skoncentrowana lecz przerażona odgłosami, zdaję sprawę z powagi sytuacji. Bo jeśli uderzy będę miała bardzo mało czasu, bo pali się bardzo szybko. Spojrzałam w biegu na pieski, leżą skulone w bezruchu  na swoich poduchach.

Grzmoty odchodzą, powoli ale odchodzą. Siadam na krzesełku.

Już spokojnie oddycham, patrzę na pomalowane paznokcie. Lakier zdrapany. Jutro pomaluję jeszcze raz.

Widziałam w życiu dwa płonące domy. Dwukrotnie w Polsce mój dom się palił. W odegłości 1 metra odemnie przeleciał prąd, kiedy piorun uderzył w dom, dziwne bo wtedy wrócił przez licznik elektryczny, paląc licznik i wszystkie kontakty. Dom ocalał.

Boję się grzmotów i błyskawic.

Teraz pada deszcz a ja nie mogę zasnąć.