szleństwo śniegowe ⛸,⛄️

          TV wczorajszego wieczoru oszalało. Co chwilę alarm śniegowo sztormowy. Będzie padać!!!!!!Odwołano nauczanie we wszystkich szkoładch, od elementary po university. Niektóre zakłady pracy również zostały zamknięte.

To i ja wyskoczyłam po południu na yard, podmuchać liście, popakowac do wrów. Mokre liście ciężko się pakuje i rękawice szybko mokną. Liści było niewiele, ostatnie jakie spadły późną jesienią. Dmuchałam tylko i wyłącznie na back yardzie gdnie mam 11 wysokich liściastych drzew, nie liczę drzew z sąsiednich 2 działek, które rosną na granicy działek, a ich gałęzie sięgają na moją działkę. No cóż, moje dwa drzewa z tych 11 rosną na granicy, cudzych. A więc, jakby nie było nie mam 11 drzew a 16. Jest co robić jesienią, wiosną również. Drzewa liściaste kwitną i po przekwitnieniu strzepują z siebie paprochy.

Już było ciemno kiedy ostatni wór zawiązywałam. MM nie sprawdzał, nie nawoływał tym razem, miał komputerowy problem do rozwiązania.

Ponownie włączyłam tv a tam…zostawać w domu nie wychodzić…

Syn śle smsy…jak myślisz wyjadę jutro rano, to czy zdążę do 2pm przed śniegiem? Radzę, aby omijał drogi górzyste, lepiej jechać okrężną drogą, po płaskim terenie, niż ślizgać się bez możliwości hamowania.

Moja córcia pracuje z domu na komp. Ogólnie to ona jeden tydzień w miesiącu pracuje z domu, nie musi stawiać się w biurze.

Krzyku w mediach strasznego narobiono, że śniegu 1-2″, deszcz marznący, że black ice i takie tam informacje pogodowe. Co do czego doszło, to deszcz popadał 2 godziny przy +3ºC. Później wyjrzało słoneczko i wysuszyło ulice i chodniki.

Możliwe, że coś nas jeszcze zaskoczy, jeśli chodzi o pogodę, lecz w następnym tygodniu temperatura będzie sięgać +20ºC.

Nie omieszkałam zrobić kilka zdjęć WIOŚNIE, która zawitała już do mojego ogródeczka.

WIOSNA

wiewiórki wygrzebały cebulkę hiacyntu

WIOSNA

 

Wieczorne pakowanie

Zapowiadane deszcze i błyskawice, zignorowałam. Siedziałam na apple kiedy otrzymałam wiadomość z zapytaniem (11.10pm) – Mama spi czy boi się burzy jak ja?

Faktycznie coś gdzieś grzmiało ale, żeby mnie oderwać od mojego projektu,  jaki teraz opracowuję, musi być tornado. Zadzwoniłam do córci bo mi czasu szkoda było na pisanie smsa.

– jakie tornado?

-mamuś idzie tornado!!!

Jeju, szybko musiałam zamknąć apple i wszystkie programy na których pracowałam. Nie byłam gotowa na tornado. To jeszcze nie okres tornad!! Grzmiało coraz głośniej i bliżej.

-mamuś, dlaczego nie jesteś przyszykowana? – córcia pyta przez telefon

Dlaczego? No właśnie dlaczego? Bo to tornado przyszło za wcześnie. Szybko wyjęłam walizkę i najważniejsze to są dokumenty. Aparaty fotograficzne, kamery – trudno. Jak spłoną to się kupi mniej i taniej. Teraz nie czas na to.

-czy u ciebie desz pada czy jest cicho?- pyta córcia

Oj Boże – myślę. Biegając, pakując i wyciągając, ostatnie dokumenty nie słyszałam nawet grzmotów.

Zatrzymałam się na chwilę. Nasłuchuje….cisza, cisza, ale… kropi to dobrze.

-pada to dobrze-  słyszę na głośno mówiącym, głos córci

Spakowałam walizkę dokumentów, ważnych dokumentów, druga walizka ogniodporna z paszportami i jeszcze ważniejszymi dokumentami.

Kluczyki od samochodu na stole w kuchni, torebka przyszykowana.

Córcia śledzi na telefonie przebieg tornado, jednocześnie mnie informując.

Błyska tak, że robi się jaaaasssnooo i grzmot.

Kilka minut po północy przeszło. Deszcz pada, w oddali słychać grzmoty ale w mojej okolicy tornada nie było. Nie uruchomił się alarm w Iphonie, całe szczęście.

Jest przed godziną 1am. Deszcz spokojnie pada. W oddali słychać grzmoty.

Muszę Jutro spakować większość rzeczy na wypadek …… Tak, to jest wiosna.

 

Już się pakowałam i nie raz…. Taki mamy klimat jak zwykle się mówi.

Przerażona ale ocalała

 

ON SIERPIEŃ 2, 2016

W oddali grzmiało kiedy kończyłam malować paznokcie. Nie czekałam aż wyschną, grzmoty szybko się zbliżały, to nie były pojedyńcze grzmoty, odgłosy zwiastowały coś groźnego. Kilka grzmotów na raz … nie liczyłam sekund. Pakowałam się. Zdjęcia rozłożone na biurku – od kilku dni skanowałam, szybko zsunęłam do walizki. Dokumenty te ważniejsze do drugiej walizy. Grzmoty co raz bliżej a ja jeszcze pakuję i biegając, mam już plan działania. Jak uderzy w dom, szybko wszystko do samochodu i wyjeżdzać w dół na ulicę. Walizy i torby ciężkie ale dam radę. Nie zapomnieć baniaka z benzyną wynieść z garażu i gaz zakręcić. Pieski wrzucić do samochodu, nie zapomnieć! Wyłączyć elektrykę. Znów walnęło trzykrotnie, tu nie daleko.  Torba z komputerami, aparatami itp . Wciąż biegam i pakuję.  O czym zapomniałam? Co jeszcze będzie potrzebne i co bardziej kosztowne, czego nie da się po stracie odtworzyć. Myślę szybko i szybciej pakuję. Myślę o MM – co zabrać, co zostawić.

Jestem nad wyraz skoncentrowana lecz przerażona odgłosami, zdaję sprawę z powagi sytuacji. Bo jeśli uderzy będę miała bardzo mało czasu, bo pali się bardzo szybko. Spojrzałam w biegu na pieski, leżą skulone w bezruchu  na swoich poduchach.

Grzmoty odchodzą, powoli ale odchodzą. Siadam na krzesełku.

Już spokojnie oddycham, patrzę na pomalowane paznokcie. Lakier zdrapany. Jutro pomaluję jeszcze raz.

Widziałam w życiu dwa płonące domy. Dwukrotnie w Polsce mój dom się palił. W odegłości 1 metra odemnie przeleciał prąd, kiedy piorun uderzył w dom, dziwne bo wtedy wrócił przez licznik elektryczny, paląc licznik i wszystkie kontakty. Dom ocalał.

Boję się grzmotów i błyskawic.

Teraz pada deszcz a ja nie mogę zasnąć.