Przedświątecznie

W pracy prawdziwa harówka. Wróciłam przed 6pm. Byłam wymięta, wyrzęta (nie wiem dokładnie co to oznacza ale tak kiedyś starsze panie mówiły), przeciśnięta przez dziurkę w igle. Dowlekłam się do lodówki, pistawiłam rosół do podgrzania. MM proponował indyka, kiełbaskę, nie miałam siły ruszać szczęką. Wszystko tylko nie to. Rosołek wlałam w siebie. Po prysznicu, zrobieniu paznokci, wróciły siły lecz nie zdecydowałam się na żadne prace ozdobnicze. Ległam na kanapie. Pies obok, MM przykrył kocykiem. Life is good. Ozdoby walają się po całym domu a mnie to nie rusza. Kopnęłam to i owo, bo plącze mi się po nogami, pieski bawią się ozdobami a ja, dosłownie nic. Co się ze mną stało, zastanawiam się. Czy to ze zmęczenia brak reakcji. Nie ważne, mam czas. Choinkę kupimy jutro, to też mnie nie przeraża. Toż w ubiegłym roku choineczka stała już o tej porze. To był tamten rok, należy do historii. W tym roku będzie inaczej. Jak na razie walam się na kanapie.

Synuś nie ma zapalenia płuc, dobrze. Czuje się wciąż źle.

Mój katar i kaszel minął.

Dałam córci pieniążki na choineczkę i ozdoby. Niech ma, pieniżki mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą.

Jaki jutro będzie dzień?

Ciężki.

Piątek wolny!!!!!!!!!!😁😁😁😁

Nie po mojej myśli

Poranek leniwy na tyle, że po śniadaniu wróciłam do łóżka. Później telefon do mamusi ale siostra młodsza odebrałam. Porozmawiałyśmy od serca. Później porozmawiałam z mamusią na skype. Wysłałam paczkę świąteczną do Polski. Oddaliśmy ciasto dyniowe do sklepu i chipsy cebulowe, żarówkę zepsutą. Wróciliśmy do domku z ciastem tortowym. Po zjedzeniu ciasta nabrałam energii i wyszłam podmuchać liście na podjeździe, parkingu i chodniku. Już zmrok zapadł a ja latałam jeszcze z dmuchawą. MM posprzątał troszkę kuchnię. Ciężko nam idzie organizacjia kuchni. Nie wiemy gdzie i co ustawić. Niby kuchnia taka sama a jednak większa. W starej kuchni dolne szafki prawie nie były używane. Półka była do połowy szafki a do tego wykręcona. Upychałam więc wszystko gdzie było można, jednym słowem nie mieściło mi się wszystko. Teraz mam wszędzie szyflady, szafki górne mają dwie półki. Dwie dolne wrożne szafki mają obrotowe szafki i jedna górna. Nie powinnam mieć problemu z zagospodarowaniem szafek, jednak mam. Wciąż większość rzeczy kuchennych jest w piwnicy.

Brygada budowlana jeszcze wróci, więc i to mnie powstrzymuje przed organizacją szafek. Przecież do pionowania drzwiczek szafek, będą je otwierać. Nie chcę, żeby ktoś dmuchał, chuchał i jeszcze coś gorszego, na moje talerze. Zmęczona jestem takim stanem rzeczy, zawieszona, niby można z kuchni korzystać a jednak nie. Mogę używać zlewu a jednak nie, przecieka. Mogę układać łyżki, widelce, łyżeczki itd a jednak nie, bo będą zamalowywać dziurki po gwoździkach bez łebków. Wygląda jakby korniki zadomowiły się w mojej kuchni.

Planowałam pomalować włosy już czas, najwyższy czas. Nie mogę, czoło boli. Farba przy zmywaniu może podrażnić ranę. Pod nosem strup, również nie lubi wody.

Może jutro?

Szuflada

Zmęczona jestem. Weekend wolny, tylko poniedziałek do pracy i reszta tygodnia również wolnego.

9:22pm robotnicy jeszcze stukają, kończą poziomowanie drzwiczek od kuchennych szafek. Nie miałam siły czekać na sprawdzenie. Zlew, zmywarka i piecyk gazowy podłączony i to najważniejsze. Indyka będziemy mogli piec, zmywać gary też. Nareszcie!!!!

Zmywanie w łazience, która nie jest wcale daleko bo przy kuchni nie jest wygodne. Umywalka łazienkowa nie jest zlewem kuchennym. Jakoś dawaliśmy radę i gdyby trzeba by było, dawalibyśmy radę dlużej. Cieszę się, podłczone urządzenia kuchenne hurra‼️‼️. Dalsza część remontowa będzie za dwa tygodnie, nikt się nie pojawi w następnym tygodniu. Chociaż i dziś nie spodziewaliśmy się, MM wysyłal emaile, dzwonił, kontakt był utrudniony. Główny kontraktor nigdy u nas nie był a stwierdził że wszystko przygotowane jest do malowania ścian. Och MM się wkurzył.

Robotnicy przyjechali dosłownie przed 4pm. Po pracy miałam zajechać do sklepu i dokupić jakieś ozdoby choinkowe, zrezygnowałam.

Ostatnia brygada remontowa – mimo że była planowana szuflada, zakleiła front szuflady a resztę wraz z szynami wywaliła do garażu. Dobrze, że nie do śmieci. Patrzyłam na szufladę w garażu i widziałam oczami wyobraźni moje $$$, szyny do szuflad około lub ponad 200$ a reszta to też nie złotówka. Byłam zła, że nie skonsultowali się ze mną, tak po prostu sami zadycydowali. Okazało się, że im szuflada nie pasowała po piecykiem gazowym. A wcześniej przecież rozmawiałam, żeby w razie trudności z głębokością szafki lub długością, przyciąć. Zakleżało mi i to bardzo na tej szufladzie. W każdej kuchni jest taka szuflada, gdzie zbiera się “coś”, “skarby”, wrzucane na szybkiego, a nie padujące do innych szuflad. Znam się na wielu a może więcej niż wielu rzeczach. Nie podobało mi się takie załawienie sprawy. Po rozmowie, wytłumaczeniu, ostatecznie zrobili tak jak ja to chciałam. Przycięli, odkleili, przykleili, przykręcili, mam szufladę na śmieciuszki. Chodzę po kuchni i prawdzam, gdzie obite, niedopasowane, odstające i przeciekające. W zlewie mają wymienić sitka za mały rozmiar do mojego zlewu. Mają zamówić odpowiedni rozmiar, a tym czasem podstawiłam garnuszek i miseczkę. Pod pochłaniacz potrzebuję listewkę ceramiczną, zakończającą glazurę.

Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej kuchni. Nie mogę jeszcze, ustawiać i układać ale …. ugotować i zmywać jak najbardziej. Jak jestem przy zmywaniu. Zmywarka ustawiona ukosem. 😪

Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Zegarek

Wczorajszej nocki, po całodziennym dmuchaniu liści z przewą na szybki wyjazd do sklepu w roboczym ubraniu, także szybkim prysznicu i lampce wina do malutkiej kolacji, którą przyszykował MM, wsoczyłam do łóżka. Jak dla mnie była wczesna jeszcze godzina, bo przed 9pm, usnęłam nie czując, że odleciałam. Ostatnio przesypiam 10-11 godzin. Czyżbym wracała do czasów niemowlęcych? A mówią i piszą, stary człowiek przesypia 5-6 godzin. Tylko się cieszyć, moje spanie nie wskazuje na starzenie się mego orgazizmu. Martwi mnie, czyżbym w krótkim czasie potrzebowała piaskownicy😀😀😀.

Śniadanko mieliśmy w Einsteinie, jak zawsze kanapki z łososiem i kawka. Przejrzałam nowości i ….wpadłam na pomysł. Zastanawiałam się jakiś czas nad moim pomysłem w ciszy. MM ciekaw był mego pomysłu, a właściwie pomysłu na prezenty konkretnie dla nas. Zdradziłam. MM zachwycony.

– ale do świąt daleko

– a dlaczego mamy czekać do świąt, każdy dzień jest świętem / odpowiedziałam

MM podchwycił. Sklep apple odwiedziliśmy po południu sprawiając sobie po zegarku. MM kupił większy bo i ręka większa, mój jest damski i mniejszy. Teraz będę dostępna 24/7. Nie będę musiała pilnować iphona, ipada. Mam nowy gadżet. Do świąt, prawdę mówiąc trzeba dożyć, chcę już cieszyć się i korzystać dziś a nie za kilka tygodni.

Mieliśmy frajdę uruchamiając no i poznając zegarek app. Jak kiedyś pisałam jestem fanką apple. Dziwię się, że dopiero w tym roku zdecydowałam się na zegarek. MM dawno proponował.

Do wszystkiego trzeba dojrzeć, dorosnąć.

 

Kuchnia

Zdecydowanie za dużo liści i żołędzi. Nawet połowy liści z drzew nie pospadało a ja urobiona po pachy. Dmucham i dmucham a one wciąż lecą. Musiałam prace na yardzie przerwać bo dziś mam kontrolną wizytę u specjalisty. Kręgosłup nie dolega, pracuję w specjalnym pasie. Tylko ciśnienie mi skacze. Głowa boli i w tej chwili wiem że mam wysokie ciśnienie krwi. Tabletki dodatkowe zawsze mam ze sobą, w razie komplikacji jestem zabezpieczona. Pielęgniarka zmierzyła ciśnienie, za wysokie, przyjęłam połówkę tabletki. 

Po wizycie u lekarza, z kręgosłupem jest wszystko dobrze. Nie pracuję na yardzie tzn. nie noszę płyt kamiennych, nie dźwigam ciężkich rzeczy ani zakupów,  w pracy mam lżej bo teraz pracuję co drugi tydzień, dużo nie chodzę, wszystko będzie dobrze. Rehabilitację zaniedbałam. Każdego dnia obiecuję sobie, że to dziś zaczynam, nic mi nie wychodzi. Na wizytę mam udać się w razie jakiś komplikacji ostatecznie za 6 miesięcy. Tabletki przyjmować w razie konieczności. Przeciwbólowych prawdę mówiąc wogóle nie przyjmowałam będąc w Polsce. Miałam tych prochów ze sobą całą torbę. Nie wiele skorzystałam. 

Grupa budowlano – temontowa przyjechała dziś bez zapowiedzi. Układali glazurę w kuchni, instalowali piekarniki, pochłaniacz, mikrofalę i lodówkę – gotowe do użytku. Wstawili zmywarkę i płytkę gazową – w tygodniu podłączą. Zainstalowany wczoraj zlew czeka również na na podłączenie. Podoba mi się nowa kuchnia. Jeszcze nie mogę z niej korzystać ale……będzie mało że ładna ale i nareszcie funkcjonalna.  

Odkryłam, że lodówka jest cicha nie wydaje żadnych dźwięków. Zobaczymy jutro co z tego będzie. 

Jestem zmęczona dniem dzisiejszym. 

Liście

Dzień sprzątania liści. Drzew dużo to i liści ogromnie dużo. W tym roku jest urodzaj na żołędzie i inne orzechy. Miliony tego dobra, żeby dało się to sprzedać to byłabym milionerką a może miliarderką. Można tego pozbyć się, tylko w jeden sposób, upchnąć do wora i wystawić przy śmietniku. Dmuchanie liści jest jak na razie bezowocnym zajęciem. Przed sobą mam dmuchawę a więc czysto a za mną, z drzew sypią się liście. Powinnam 2 razy w tygodniu pakowac liście do worów ale to jest bardzo ciężka praca. i nie ważne, raz czy dwa razy na dzień. Trzeba przecież podmuchać i się schylić. Same nie wpadną do worka. Można byłoby cały yard przykryć, czymś, a potem zwinąć wraz z liśćmi i wyrzucić. Folia być nie może, bo gleba potrzebuje wody i powietrza. A to byłoby najtaniej. Na razie jest jak jest. Gdy zaczęło padać to jeszcze pracowałam, ale MM mnie skrzyczał. Pogod wspaniała, deszcz cieplutki, więc nie miało znaczenia pada czy nie bo i tak spocona. MM nie pozwolił pracować. Spocona i mokra wzięłam się za porządki w domu. Jakoś trzeba zorganizować porozstawiane krzesła, walający się skrędony dywan na środku korytarza, szafka w poprzek stojąca w tvroomie. Z pomocą przyszedł MM. Posprzątałam i odkurzyłam dom od piwnicy po pierwsze piętro. MM zamówił,pizze a ja w międzyczasie wskoczyłam pod prysznic.

To był bardzo pracowity dzień.

Remont

img_2771img_2770img_2772img_2773img_2774

Trochę poddenerwowania zawsze musi być przy dużych projektach. Całkowita wymiana kuchni: szafki, piekarniki, doprowadzenie gazu, zlew, kontakty elektryczne, inne miejsce na lodówkę oraz szafki wiszące które zasłaniały część sufitu zdemonowane. Przeniosłam się do piwnicy ale nie mam tutaj kuchennego zlewu. Zlewozmywak w łazience ma się tak do zlewu kuchennego jak….

Podobnie z lodówką, mała lodóweczka nie zastąpi dużej gdzie wszystko miało swoje miejsce.

Gotuję jeśli gotuję, na płytce dwupalnikowej, nie jest źle z tym, że się muszę nabiegać. Bo lodówka została w jadalni kuchennej. Dziś rozpoczyna się drugi tydzień od rozpoczęcia prac remontowych. Brygada była w poniedziałek, następna ekipa była w czwartek – zjawili się pod moją nieobecność jedynie w celu pobrania wymiarów.

Czekam na emaila od firmy remontowej. Kiedy ewentualnie ktoś się pojawi, bo …. nie jestem pewna czy wigilję będę przyrządzać w nowej kuchni czy na płytce dwupalnikowej w piwnicy.

To jest moje drugie gotowanie. Kwestia przyzwyczajenia i będę mogła przenieść do podziemi. Oczywiście, że zartuję. Dziś gotuję obiecany MMowi rosołek na puersi z kurczaka. Pachnie dobrze, smakuje wyśmienicie. W tym tygodniu nie robie porządków. Wszystko gdzieś poupychane, bo przecież w pralni też stare szafki zerwane.

Jednym słowem oczekiwanie.

Walizka

Mam pracowitą niedzielkę. Z raniutka, jak zwykle przy pięknej pogodzie, śniadanko na tarasie. Pootwierałam wszystkie okna i drzwi aby wpuścić, świeżego o tej porze dnia powietrza. Przed 11am, zrobiło się duszno i okna trzeba było pozamykać, niestety. Cieszę się chociaż godzinką chłodnieszego dnia. Trudno bezczynnie siedzieć. Układam pościel i ręczniki w szafie (closet). Wiadomo jeśli wykonuje się przez dłuższy czas jakąś czynność, pozostałe traktuje się po macoszemu. Chociaż mój tatuś miał wspaniałą macochę, to jego ojciec był tym który, serce gdzieś zgubił wracając z wygnania. 

Córcia zadzwoniła z apytaniem, czy aby u mnie wszystko dobrze. Dobrze, żyję, jest ładnie siedzę na tarasie. 

Przy okazji pakuję się, robię dwie czynności naraz. Pakowanie jest tą drugą. Mam jeszcze czas, wrzucam do walizki niektóre rzeczy aby nie zapomnieć. Na razie, otwarta jest mniejsza walizka, coś mi się widzi, że będzie za mała. 😩😩😩

Skończyłam układanie pościeli, koców, kołder w szafie. Nie nudziłam się. Prawie usprzątnęłam office. Prawie, ponieważ, zostało ogarnąć biurko, do kilku segragorów wpiąć dokumenty, a inne segregatory postawić na półkach. Zrobiłam kawał dobrej roboty. Między czasie wrzucałam coś do walizki.

Jutro dokończę office, pakowanie, sprzątanie i zacznę wynoszenie rzeczy z szafek kuchennych. Trzeba powolutku przygotowywać się na wkroczenie firmy budowlanej. Wprawdzie prace rozpoczną się kilka dni po moim powrocie z Polski z tym, że po powrocie i po pracy będę wykończona. Zmiana czasu czasami mi bardzo długo dokucza. 

Jak dam sobie radę z remontem? A trwać będzie 6 tygodni. Nie wiem i nie chcę sobie tego wyobrażać. W pierwszym względnie drugim tygodniu grudnia, prace powinny być zakończone. Jeszcze o tym nie muszę myśleć. Trzeba skupić się na wyjeździe. 

Podobno podróże kształcą, dawno temu ludzie mówili, teraz również zabijają, media o tym krzyczą. 

Jak zwykle

Godzinne poranne krzątanie się w kuchni daje efekt w postaci pieczącej się babki ziemniaczanej dla córci i postawienia ciasta chlebowego do wyrośnięcia dla syna na jutro. Chwila odpoczynku przy kawie latte i trzeba powolutku szykować się do pracy. Jaki będzie dziś dzień pracy, nikt nie wie. Lepszy? Gorszy? Pracowity na pewno.

Na zewnątrz wciąż ciemno.

Babka dzieciom smakowała.

Chlebek upiekłam, dom ogarnęłam, padłam umordowana na kanapę.

Czas na odpoczynek.