Przedświątecznie

W pracy prawdziwa harówka. Wróciłam przed 6pm. Byłam wymięta, wyrzęta (nie wiem dokładnie co to oznacza ale tak kiedyś starsze panie mówiły), przeciśnięta przez dziurkę w igle. Dowlekłam się do lodówki, pistawiłam rosół do podgrzania. MM proponował indyka, kiełbaskę, nie miałam siły ruszać szczęką. Wszystko tylko nie to. Rosołek wlałam w siebie. Po prysznicu, zrobieniu paznokci, wróciły siły lecz nie zdecydowałam się na żadne prace ozdobnicze. Ległam na kanapie. Pies obok, MM przykrył kocykiem. Life is good. Ozdoby walają się po całym domu a mnie to nie rusza. Kopnęłam to i owo, bo plącze mi się po nogami, pieski bawią się ozdobami a ja, dosłownie nic. Co się ze mną stało, zastanawiam się. Czy to ze zmęczenia brak reakcji. Nie ważne, mam czas. Choinkę kupimy jutro, to też mnie nie przeraża. Toż w ubiegłym roku choineczka stała już o tej porze. To był tamten rok, należy do historii. W tym roku będzie inaczej. Jak na razie walam się na kanapie.

Synuś nie ma zapalenia płuc, dobrze. Czuje się wciąż źle.

Mój katar i kaszel minął.

Dałam córci pieniążki na choineczkę i ozdoby. Niech ma, pieniżki mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą.

Jaki jutro będzie dzień?

Ciężki.

Piątek wolny!!!!!!!!!!😁😁😁😁

Zmiany

Zimne poty obudziły mnie po 2am. Cała twarz zlana zimnym potem. Moje ciało rozpalone jak ogień, chociaż gorąca nie czuję. Nos zapchany i mam katar wewnętrzny, zbiera mi się na kichanie co chwilę. Zbiera się, ale nie kicham. Co dalej. Trudno powiedzieć. Muszę wstać i jakieś medykamenty przyjąć. Inaczej będzie źle bo nieciekawie to widzę. Ten tydzień mam pracujący. Aby mnie nie położyło do lóżka na dobre. Gorączki nie mierzyłam ale i nie czuję abym miała. Wygląda to na wstępne przeziębienie. Jeszcze półtorej godziny i trzeba będzie wstawać.

Ciekawa jestem i zjadę samochodem na dół do ulicy. Mam zapas piasku. Może mi się uda. Temperatura -3C, znów zapewne zamarzło to co wczorajsze słońce roztopiło. Planuję wyjazd z dzielnicy inną trasą, mniej pagórków i mniej oblodzonej jezdni. Tylko ulice osiedliwe są jeszcze w złym stanie, autostrady używane przez 24/h są przejezdne. Wczoraj były.

Do pracy dojechałam cała i niezdrowa. Katar, kaszel ale nie mam bólu głowy, gorączki, osłabienia, zawrotów głowy, nudności. Więc, z kaszlem i katarem dam sobie radę. 🤧😷🤫

Drogi główne przejezdne, szkoły od dzisiaj czynne to i ruch większy.

Dzień przeżyłam. Z nosa lało się jak z kranu, teraz kran jedynie przecieka.

Mój syn chory, jeszcze nigdy nie widziałam go tak zbiedzonego. Umówiłam wizytę i kazałam jechać do lekarza. Trochę marudził, w ostatniej chwili wyskoczył z łóżka i pojechał. Gorączka, wysokie ciśnienie, poty, dreszcze, osłabienie, ból żołądka. Dziś było za późno na zrobienie RTG, jutro musi pojechać. Dostał trochę leków w tym antybiotyk. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Dostał zwolnienie. Źle czuje się od tygodnia, wczoraj było lepiej i zdecydował się pójść do pracy. Dziś bardzo źle. Nastrój też ma przygnębiający.

Długo z nim rozmawiałam lecz do niczego nie doszliśmy. Ma trochę problemów z dziewczyną, wygląda na to, że się rozstaną. Jak każda kochająca mama, chciałabym jak najlepiej lecz….to dziewcze nie jest dla niego. Pozbawiona uczuć, zimna ryba nastawiona na branie. Zobaczymy co będzie, zebym chciała o tym napisać, powstałaby powieść.

Nie jestem chętna do prac ozdobniczych w moim domu. Jutro mam krótszy dzień w pracy, więc może po pracy zabiorę się do pracy😱.

Nie mam też ochoty ślęczenia w internecie i wyszukiwania prezentów, może też jutro.

Brak chęci nie kręci.

Alergia, prezenty

Co dziś mam w planie? Leżąc w łóżku właśnie, zastanawiam się, co dziś robić, przestawić …. chyba podmucham trochę liście i zajmę się ozdabianiem yardu. Trzeba wynieść resztę ozdób i lampek. Podłączyć to elektryki i sprawdzić ….  robi wrażenie czy nie?

A wczorajszego wieczoru zarzekałam się, że przeleżę i przewalam się cały dzień w łóżku. Tak, tak, będę leżeć jak będę chora, niezdolna do działania, stara, niedołężna.  Teraz trzeba wykorzystać każdy, każdziusi dzień.

Wstaję, kawa i do roboty. Dla bezpieczeństwa piję kawę Inkę. Po co kusić diabła. Ciśnienie na razie jest nie najgorsze, a przy nawale pracy, wciąż zapominam o terapii. Może dziś?

Liści nie dmuchałam, hałasu nie robiłam, nie dekorowałam, nie biegałam to w jedną to drugą stronę. Na dzielnicy cicho, sąsiedzi wyjechali, mam na myśli wszystkich z czterech stron mego domu. W oddali słychać leniwie przejeżdżające samochody. Świergot ptaków przypominał radosną ciepłą wiosnę a nie koniec listopada. Aby nie zakłócać spokoju Podjęłam decyzję posprzątania garażu. Zrobił się bałagan, panabie budowlancy do mojego bałaganu dołozyli swój, puszki i wiadra z farbą, pudełko otwarte z glazurą i cementem, listwy i listeweczki. W czasie kiedy sprzątałam garaż, MM układał plastik zabezpieczajacy w szufladach i półkach kuchennych. Jak powiedział, dawno stał na nogach tak długo. Szkoda jedynie, że jedna rolka plastiku wystarczała mu na jedną szufladę. Według mego systemu, wystarczał na jedną ]ogromna szufladę i jedną małą. Nie chciałam pouczać, być mądrzejszą lub się wymądrzać. Zrobił i to się liczy. Trzeba dokupić plastiku😩.

Układając narzędzi, nacgylając się, udrzyłam się w tójzębne grabie. Jednen ząb wbił mi się w czoło w obrębie brwi. Krew zatamowałam, zabezpieczyłam, na noc spuchło. Dobrze, że nie w oko się uderzyłam, wprawdzie można zyć z jednym okiem, ale dobrze mieć oba.

Black Friday mnie nie dotyczył bezpośrednio. Ciasto dyniowe nie ruszone mieliśmy oddać do sklepu, zrobimy to jutro. Córcia dzwoniła kilka razy. Namawiała na kupienie nowej lodówki, torebki i wielu innych rzeczy, wszystko pokazując na Face time. Przekonywałam, że lodówka bardzo dobrze się reprezentuje, torebki mam a taka jak chcę to sama muszę wybrać i obniżka nawet 50$ mnie w tej chwili nie interesuje. Podobno kupiła płaszczyk a Ivan kurtkę. Nie wiem co u syna, nie dzwonił, na pewno miał urwanie głowy w swoim sklepie.

Zakupiłam na Amazonie prezent dla córci, Braun food processor, z tarczą do tarkowania ziemniaków na placki😀. Nowszy model od mojego. W planie prezenty dla MM i Ivana – hartowane noże. Valeria dostanie miseczkę firmy Tassen, zastanawiam się która twarzyczkę wybrać. Synowi jeszcze nic nie wymyśliłam, może Fitbit, ostatnio zepsuł mu się, zastanawim się. Córki MM? To należy do MM, nie trafię w ich gusta. Może w bezguścia. Oj jestem uszypliwa, ale tak jest, to nie tylko moje zdanie.

Kilka dni temu odkurzałam liście, wiedząc że jestem uczulona na kurz z suchych liści i zapach z mokrych, nie przyjełam tabletki antyalergicznej. Nie wiem i trudno mi powiedzieć dlaczego nie przyjęłam. Od ciągłego wycierania i ocierania nosa, zrobił mi się strup, bolący strup. Mało że z guzem, rozciętym czołem to jeszcze ze strupem pod nosem.

Wyglądam ponętnie 😪

O poranku

2:03am zasnąć nie mogę. Nałożyłam dwie pidżamy, futrzaną czapkę, grubaśne skarpetyi wciąż trzęsie mnie zimno. Elektryczny koc na to kołdra i następny ciepły koc. W domu ciepło. 35,3 to jest niska temperatura, nie rozgrzeje mego ciała. Czyżbym miała zachorować? Na jutro?

Przecież muszę być sprawna, zdrowa, w formie, wyglądać dobrze i wesoło. Oj nie dobrze to widzę. Zimno mi❄️❄️❄️

Całą noc przespałam w czapce w podwójnej pidżami, swetrze, przkryta pierzynami, kocami elektrycznymi i bez napięcia. Po przebudzeniu oczekiwałam kataru, bólu głowy, łamania w kościach, osłabienia, gorączki, zapalenia migdałków, płuc, oskrzeli. Leżąc w lóżku z nasuniętą czpką na czoło, przykryta pod sam nos, powolutku sprawdzałam ruszając członkami, czy aby mi nie odpadły, czy nie zamarzłam całkowicie. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Po odkryciu się, stwierdziłam, że ze mną wszystkk jest ok, nie jest mi już zimno, nie trzęsie mnie, nie występuje gęsia skórka, zęby są na swoim miejscu i nie drży mi cała szczęka od zimna.

Zeszłam na dół do jadalni, gdzie MM przeglądał wiadomości na internecie. Dołączyłam do niego. Za chwilę zaczęłam przygotowywać kolację. Nie zdejmując pidżamy ( tą grubą zrzuciłam oczywiście) rozpoczęłam krzątanie się pi niwej kuchni. Dokończyłam sprzątanie tv room. W pidżamie gotowałam, piekłam, sprzątałam, śmieci wynosiłam, stół nakryłam. Zdjęłam ją, kiedy trzeba było przygotować się do przyjęcia gości.

Pierwsza przyjechała Melania (miało jej nie być). Starsza córka miała być, nie przyjechała. Moja córcia i syn z osobami towarzyszącymi.

Było miło, sympatycznie, a stół uginał się pod potrawami. MM pomógł mi bardzo. Upiekł indyka, przyszykował nadzienie do indyka, zrobił sos żurawinowy (wspaniały). Nie będę wymieniać wszystkich potraw, wszystko smakowało.

Moje dzieci dostały wałówkę, na kilka dni jedzenia. Lubię dogadzać swoim dzieciom.

Teraz tv, lampka wina i relax.

Do następnych świąt.

Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Poniedziałek 11/13/17

Dziś miałam trudny dzień w pracy. Wyjechałam przed 6am do domu wróciłam po 3pm. Pocieszające że jutro wolny dzień.

Ponad miesiąc temu na córci przód samochodu na parkingu najechał inny samochód. Młody człowiek zamiast włączyć automatyczną skrzynię na D włączył na R. Nie duże uszkodzenie ale dlaczego miałaby pokrywać koszty naprawy z własnej kieszeni. Nareszcie ubezpieczenie wczoraj się odezwało. Córcia przesłała im wszystkie zdjęcia jakie miała z tego zdarzenia i teraz czeka.

Rozpoczęłam ozdabianie yardu. Mam mnóstwo pomysłów na zrobienie ozdób.

Zmęczona z zapchanym brzuchem od słodyczy smacznie i szybko usnęłam.

pakowanie

Jeszcze kilka dni i wyjeżdzam. W sumie miałam zaledwie 2 dni wolnego. Każdego dnia do mamusi, a że nie mam czterech kółek podróż autobusami pochłania wiele czasu. Wczoraj obskoczyłam 3 cmentarze. Tatuś na miejskim, dziadkowie i teście na prawosławnym, szwagier katolickim. Każdemu zanieść kwiaty i znicze, porozmawiać, postać, zastanowić się chwilę. Tak zleciało mi ponad 4 godziny. Mało tego pogoda nie rozpieszczała. Katolicki cmentarz rozkopany, nie mogłam znaleźć grobu szwagra. Pomimo wczesnej godziny w stanach (6am) zdecydowałam zadzwonić do siostry. Tak, tak…

– staniesz przy wejściu to będziesz widziała na wzgórzu figurkę.

Weszłam i…. gdzie figurka?

Chodzę szukam, krążę, miotam się w te i z powrotem, znaleźć nie mogłam.

Odebrała skypa, pokazuję gdzie jestem i jak idę. No dobrych 10 minut nie mogłyśmy znaleźć. Widok ze skypa jest niestety wyrywkowy. Siostra już zrezygnowała ale ja nie. Cofnęłam się do wejścia i okazało się że nie ta brama.

Ostatecznie znalazłyśmy.

Później do mamusi z zakupami.

Powrót do domu i pieczenue chlebka tureckiego. Wszystkim posmakował.

Umordowana padłam do łóżka, kilka kartek książki zdążyłam przeczytać i oczy się same zamknęły.

Relax

Planowany dzień wolny od opieki nad mamusią prysnął, jak bańka mydlana. Mamusia wymyśliła sobie, że pójdzie do sklepu, argumenty jak najbardziej rozsądne. Jeśli po kuchni kręci się godzinami to i do dzielnicowego sklepu może dojść i wrócić. Wszystko to prawda, lecz jednostajny krok to jest co innego niż dwa kroki i zatrzymanie się w bezruchu. Kazałam czekać na mój przyjazd. Słoneczny lecz wcale nie ciepły dzień, wiał lekki wiaterek nawet sprzyjał spacerowi. Wolniutko bez pośpiechu, mamusia podpierała się nową laską, doszłyśmy do sklepu. Powrót również był wolniutki. Swoje zakupy  w ilości dwóch rzeczy sama niosła. Nie zrobiła zakupów wielkich, jedynie takie jakie mogłaby sama udźwignąć. Była bardzo zadowolona że może dojść do sklepu i wrócić. Każdy człowiek ciszy się z samodzielności, nie jest od nikogo zależny, nie musi czekać na dostarczenie produktów żywnościowych niezbędnych w danej chwili.

Samodzielność daje zadowolenie a zarazem uczucie wolności.

Kasztany

Zapowiadany wczoraj deszcz z silnymi wiartami się sprawdził. Uchyliłam frontowe drzwi aby sprawdzić temperaturę odczuwalną. Rajtuzy, na nie jeansy, podkoszulek i golf. Ciepłe buciki, kurtka i zimowa czapka. Rękawiczki, parasolka. Nie straszna mi wichura ani ziąb. Podśpiewując pod nosem podążałam na przystanek autobusowy. W autobusie ludzie zziębnięci i mokrzy. Wciąż mi trudno zrozumieć, o co chodzi z tymi głowami bez nakryć i nogach w przemoczonych pantofelkach. Czy to ma być jakaś magia na przywołanie słońca, ładnej pogody, a może zatrzymanie lata?

Przesiadka na drugi autobus, a myślałam że chociaż w tym autobusie będą ludzie dbający o swoje zdrowie.

Wysiadłam z autobusu wprost na rozsypane na chodniku kasztany. Deszcz leje, zbieram piękne kasztany i cieszę się, że są urocze i smucę że nie mam komu robić kasztanowych ludzików. Podarowałam mamusi po tv i Ipada. 

Deszcz leje, poszłam do sklepu po zakupy mojej mamie. Usmażyłam naleśników. Posiedziałam, porozmawiałam, na drugiego Ipada którego dowiozłam, założyłam drugie konto w microsofcie i skype, tak na wszelki wypadek, jeśli mama zrobi bałagan na pierwszym ipadzie.

Wzięłam rzeczy mamy do pralni i w deszcz poszłam daaaaleko.

Deszcz padał caluśki dzień.

Ważne, aby być odpowiednio ubranym, wtedy nie straszne  wichury.

Czas szybko upływa

Niekończące się rozmowy powodują, podwyższone ciśnienie krwi. No właśnie, jeśli by były to rozmowy ale moja rodzicielka uwielbia ploteczki. Nie powiem, stara się tego nie robić lecz nie mając własnego życia, skupia się na innych.  Życiem mojej mamy jest: łóżko, łazienka, kuchnia, tv – tv, kuchnia, łazienka, łóżko. Widok z okna ten sam, nawet jeśli zmieni okno, widoki na życie, żadne. Czuje się znacznie lepiej, dzieki starszej. Nie omieszkałam podziękować starszej za doprowadzenie mamusi do  stanu pionowego.

Zrobiłam zakup mojej mamie: laskę na trójnogu, deskę sedesową podwyższaną, koc elektryczny, o pasach wspominałam, odkurzacz, elektryczną ostrzałkę do noży po godzinie zwróciłam  do sklepu – zepsuła sie przy próbie naostrzenia noża. Nie pamiętam co tam jeszcze bo drobnostek było wiele i jeszcze na pewno będzie. Naprawiłam krany w kuchni i łazience, mimo że mamusia powiedziała, że jest dobrze. Nie, nie było dobrze. Przy zmywaniu naczyń woda z kranu pryskała jak z przysznica, podobnie przy umywalce w łazience. Ustawiłam programator pieca gazowego na większą temperaturę, znów mi mówi że jest dobrze, a widzę że nie jest, ubrana w wełniany swetr, ciepłe spodnie itp. Gaz opłacałam i będę opłacać więc niech korzysta, kiedy jeszcze może z ciepła w domu, bo na zewnątrz niestety brak. 11C to nie jest żadne ciepełko. Dzień mamy urodzin był miły, spokojny bez zbędnych problemowych rozmów. Mamusia, siostra młodsza, szwagier i ja. Reszta rodziny rozjechała się po świecie. Można powiedzieć takie jest życie.

Zrobiłam kwantowy rezonans-magnetyczny. Ogólnie jest dobrze gdyby nie mój kręgosłup. Brakuje mi również witaminy B oraz C. Kolagen gdzieś mi sie upłynnił z wiekiem. Muszę odwiedzić złomowisko gdzie znajdę miedź i magnez. Jedna szklanka wody z sokiem cytryny bardzo wskazana, na razie nie piję, nie mam cytryn. W poniedziałek kupię. Otrzymałam wszelkie specyfiki bez chemii, po 2 tygodniach powtórzę badanie, ciekawa jestem co wyniknie.

Dziś miałam “wolne”. Pozcierałam kurze bez większego przykładania się, odkurzyłam od piwnicy po piętro. Zmyłam też podłogi i schody. Wyczyściłam łazienki. Upiekłam chlebek na zakwasie i drożdżówke. Zwiozę jutro do mamy.

Siostra czeka na wyniki z onkologii. Nie ciekawa sytuacja. Bez znaczenia jaki wynik operacja być musi. Zwlekała wiele lat doprowadzając swój organizm do prawie całkowitego wyczerpania.

Zła decyzja nigdy nie jest dobra.