Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Czas szybko upływa

Niekończące się rozmowy powodują, podwyższone ciśnienie krwi. No właśnie, jeśli by były to rozmowy ale moja rodzicielka uwielbia ploteczki. Nie powiem, stara się tego nie robić lecz nie mając własnego życia, skupia się na innych.  Życiem mojej mamy jest: łóżko, łazienka, kuchnia, tv – tv, kuchnia, łazienka, łóżko. Widok z okna ten sam, nawet jeśli zmieni okno, widoki na życie, żadne. Czuje się znacznie lepiej, dzieki starszej. Nie omieszkałam podziękować starszej za doprowadzenie mamusi do  stanu pionowego.

Zrobiłam zakup mojej mamie: laskę na trójnogu, deskę sedesową podwyższaną, koc elektryczny, o pasach wspominałam, odkurzacz, elektryczną ostrzałkę do noży po godzinie zwróciłam  do sklepu – zepsuła sie przy próbie naostrzenia noża. Nie pamiętam co tam jeszcze bo drobnostek było wiele i jeszcze na pewno będzie. Naprawiłam krany w kuchni i łazience, mimo że mamusia powiedziała, że jest dobrze. Nie, nie było dobrze. Przy zmywaniu naczyń woda z kranu pryskała jak z przysznica, podobnie przy umywalce w łazience. Ustawiłam programator pieca gazowego na większą temperaturę, znów mi mówi że jest dobrze, a widzę że nie jest, ubrana w wełniany swetr, ciepłe spodnie itp. Gaz opłacałam i będę opłacać więc niech korzysta, kiedy jeszcze może z ciepła w domu, bo na zewnątrz niestety brak. 11C to nie jest żadne ciepełko. Dzień mamy urodzin był miły, spokojny bez zbędnych problemowych rozmów. Mamusia, siostra młodsza, szwagier i ja. Reszta rodziny rozjechała się po świecie. Można powiedzieć takie jest życie.

Zrobiłam kwantowy rezonans-magnetyczny. Ogólnie jest dobrze gdyby nie mój kręgosłup. Brakuje mi również witaminy B oraz C. Kolagen gdzieś mi sie upłynnił z wiekiem. Muszę odwiedzić złomowisko gdzie znajdę miedź i magnez. Jedna szklanka wody z sokiem cytryny bardzo wskazana, na razie nie piję, nie mam cytryn. W poniedziałek kupię. Otrzymałam wszelkie specyfiki bez chemii, po 2 tygodniach powtórzę badanie, ciekawa jestem co wyniknie.

Dziś miałam “wolne”. Pozcierałam kurze bez większego przykładania się, odkurzyłam od piwnicy po piętro. Zmyłam też podłogi i schody. Wyczyściłam łazienki. Upiekłam chlebek na zakwasie i drożdżówke. Zwiozę jutro do mamy.

Siostra czeka na wyniki z onkologii. Nie ciekawa sytuacja. Bez znaczenia jaki wynik operacja być musi. Zwlekała wiele lat doprowadzając swój organizm do prawie całkowitego wyczerpania.

Zła decyzja nigdy nie jest dobra.

 

Rodzina

Przed wyjazdem planowałam pożyczyć samochód od siostrzenicy, ma dwa, jeden stoi w garażu. Oczywiście za odpłatnością. Zrezygnowałam, popatrzyłam na jeżdżące samochody. Kto szybszy ten lepszy, brak kultury jazdy, chamstwo i wyścigi. Ulice mego miasta nie są dla mnie do jazdy, pozostanę na chodniku,  przechodząc przez ulicę, patrzę w lewo – prawo, oczy szeroko wytrzeszczając. Jeśli z lewej strony na prawym pasie samochód się zatrzymuje, patrzę czy na lewym pasie czyni to samo. Nie przebiegam, nie przechodzę patrząc w komórkę lub niebo. W tym momencie jestem skupiona i myślę o dojściu do celu w jednym i całym kawałku. Dużo, bardzo dużo chodzę, lubię bez względu na pogodę. Dziś nałożyłam czapkę na głowę parasol do ręki i w drogę, później pożałowałam, że rękawiczek nie włożyłam. Patrzę a w oddali idzie kobietka, młodsza odemnie, nos czerwony,  siwe odrosty rozwichrzone, pantofelki bez pięt. Jak tak lubi zimno i pluchę to dobrze, ja pod jeansy założyłam rajtuzy. Po co udawać młodą. Duchem nie muszę, z postury i twarzy trudno odgadnąć wiek. Ubiór też nie zdradzi, no chyba ta czapka, kiedy wszyscy chodzą bez nakryć głowy. Tylko nie wiem po co udawać, że ciepło,  jeśli jest diabelsko zimno i do tego pada. Nigdy nie dbałam o ocenę mojej osoby. Nie podoba się, nie koleguj ze mną. To bardzo proste. Kompleksów nie miałam i nie mam, nawet nie wiem co to takiego jest. Samoocenę miałam i mam wysoką –  bez zarozumialstwa. Dziś przez skypa skrzyczałam starszą i jasno powiedziałam, gdyby nie była moją siostrą z tego miejsca gdzie jestem zawiadomiłambym odpowiednie władze w stanach. Nic ale to nic jej nie tłumaczy, jeśli nerwowa brać prochy na uspokojenie. Skypa rozłączyłam sama, nie chciałam durnych z jej strony tłumaczeń. Wiem, że swego postępku nigdy nie powtórzy. Skąd wiem? bo znam ją, dla niej jestem, można powiedzieć wyrocznią. Kocham moje siostry bardzo, czy one mnie kochają?

Właśnie zastanawiam się. Na pewno boją, obawiają się moich szczerych słów i działań. Zrobię wszystko aby je ratować one ….. nie będą mnie ratować, bo wiedzą, że dam sobie radę. Mimo że pływać nie umiem, wypłynę. Osobiście nie byłabym pewna, wiem, że w takiej chwili nie wolno panikować, trzepotać członkami, spokojny i rytmiczny oddech jest przyjacielem. Co do tego kochania….TAK. Jestem pomiędzy nimi, od początku świata i na zawsze.

Załatwiłam energetykę – muszę zrobić nadpłatę, kosz na śmieci – gdzieś to muszę wyrzucać, na pewno nie do pobliskiego lasku lub po cichu sąsiadowi. Umówiłam się z fachmanem u mamy – zmieniałam baterie w termostacie i jego zrestartowałam. Ściągnęłam istrukcję z internetu ale nie miałam cierpliwości jej studiowac, zadzwoniłam do nowego servisanta, będzie jutro i zrobi co trzeba, przy okazji go poznam. Przecież trzeba wiedzieć, kto to taki, jeśli ma być NASZYM serwisantem.

Jestem …zmęczona, umęczona, najedzona… trzeba po wolutku szykować się do spanka.

Moja córcia jest obywatelem USA. Hurra. Wszystkie moje dzieci, w ilości dwóch,  posiadają amerykańskie obywatelstwo.

Marzenia się spełniają nawet nie marząc o nich. 

 

Przyjazd

Od trzech dni jestem po tej drugiej stronie. Odebrała starsza siostra. Pojechałyśmy od razu do mamusi. Mamusia nie zmieniła się, wagi, zmarszczek nie przybyło. Tak jakby wszystko stanęło w miejscu od 2 lat. Nie pochyliła się bardziej, jedynie chodzi bardzo wolniutko, zrobiła wielkie głupstwo,  prawie dwa tygodnie przed moim przyjazdem. Mamusia ma straszną ostoporozę (lekarze zaniedbali), nie wolno jej dźwigać i obracać się w pośpiechu. wszystkie czynności musi wykonywać w spowolnionym tempie, nie rozumie tylko zdrowy człowiek, jak takie zycie jest utrudnione. Mamusia chciała podnieść doniczkę, dość dużą, przeładowaną ziemią. Nic nie gruchnęło w kręgosłupie, przestawiło się, po nocy sie polepszyło więc, poczuła się na tyle dobrze, że w pośpiechu się schyliła, nie odchyliła się. Wezwana lekarz przypisała lekarstwa i zaleciła kilkudniowe leżenie. Poszło na poprawę i dobrze. Dziś kupiłam mamusi pas na kręgosłup. Mówi, że pas jej pomaga. Cieszę się, będę musiała sobie taki kupić, wprawdzie mam, ale ten jest szerszy i posiada więcej fiszfinek, mój tylko dwie. Kupię również pas na biodra, jak mi się nie spodoba to mamusi oddam. Wizyta u mamusi w pierwszy dzień mego przyjazdu była króciutka, oczekiwałam majstra, należało przyszykować dom do używalności. Podłączyć piec gazowy, odpowietrzyć grzejniki (tak, tak, grzeję, nie jestem przyzwyczajona do chłodów a tutaj zimno i deszczowo). Nocowałam w swoim domu.

Drugi dzień, dłuższa wizyta u mamusi i powrót do siostry domu aby jej dom przyszykować do zimy, wyjeżdża. Ten sam fachowiec jakby nie ten sam, nie pijany ale nie  kontaktowy. Nie słuchał nikogo robił swoje, rozkręcał krany spłuczki i jeśliby mógł powyrywałby rury ze ścian. Krzyczałam na niego i wyciągałam z łazienek, a on jak w transie. Nie rozumiał co się do niego mówiło. Chociaż wiele razy mówiłam do niego po angielsku, on patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami. Nabrudził, zostawił straszne pobojowisko, wszystko co możliwe porozkręcane, bić się przecież nie mogłam z idiotą…naćpanym facetem. No nie wiem, w jego wieku ćpać? Wszystko możliwe, teraz świat się zmienił. Za wykonane? nie dokręcone rury z których sączy się woda, przecieka również przy piecu, spłuczka nie dokręcona, pogubił uszczelki leży na desce sedesowej.  Jeszcze nie zapłaciłam. Umówiłam się na jutro, nie zapłacę umówionej kwoty. Naprawy usterek nie potrzebuję.

Po pomachaniu siostrze na pożegnanie, zdecydowałam się na długi bo 8 kilometrowy spacer. Pogoda była znośna, wiało, chłodno ale nie padało.

 

Dzisiejszy dzień,  zaczęłam od szukania innego fachowca. Zadzwoniłam do przedstawiciela w Polsce firmy produkującej piece gazowe jaki posiadam. Okazało się, że  w moim mieście “mój fachowiec” nie jest serwisantem (a przecież podawał się za takiego) i nie ma podpisanej umowy na takie usługi. W tej chwili to jest i tak nie ważne, ponieważ gwarancja wygasła 3 lata temu.  Otrzymałam numer telefonu do autoryzowanego serwisanta. Rozmowa była jak najbardziej fachowa, przyszykuje mój dom do zimy na okres mojej nieobecności. Póżniej do sklepu, do mamusi i powrót do domu. Upiekłam kajzerki, postawiłam zakwas na chlebek, porozmawiałam ze starszą. Jest już na miejscu leciała piętrowym samolotem. Co jak co, latałam chyba wszystkim, teraz miałam łóżko z pościelą w samolocie, ale….piętrowym  nie latałam.  Miejsce miała na piętrze, rzekomo niezapomniane wrażenie. Cieszę się, że i jej trafiło się coś przyjemnego.

Pokazałam moje kazjerki na skype, rozochociła się, kupi maszynę do pieczenie, dam jej wszystkie wypóbowane przepisy. Będzie piekła. Cieszę się, że zmieniła zdanie i jest bardziej pozytywnie nastawiona. Dobrze.

Jestem sama w wielkim domu. Różnica czasu 6 godzin. Dzieci czasami zapominają i dzwonią o dziwnych porach. Kładę się o 3 am wstaję między 9 a 11 am. Zanim sie przestawię, trzeba będzie wyjeżdżać. Córcia i MM czasami podglądają moją lokalizację. MM teraz jest w biurze, czekam do 1am. Będziemy mogli spolojnie porozmawiać, w czasie lunchu, szybciutko.

Siedzę przed laptopem, patrzę na ściany, słucham muzyki

Zastanwiam się, tutaj sama, tam sama, cztery ściany, muzyka, lapka wina. Mimo wszystko jestem szczęśliwa i radosna. Nie nudzę się ze sobą, zawsze mam co robić. Tak jak postanowiłam przed wyjazdem, ztarłam kurze tylko te niezbędne, podłogę w kuchni zmyłam, łazienkę tylko jedną wytarłam troszeczkę. Odpoczywam i relaksuję się. Pomagam mamie, nikt mnie nie wciągnie w żadne konfliktowe dyskusje. Jednym słowem robię to co powinnam, jest mi dobrze.

Człowiek powinien żyć w zgodzie ze sobą, reszta  spraw się ułoży.

 

 

 

 

Łowca

Dziś był upalny dzień. Po powrocie z pracy nie miałam ochoty na prace na yardzie, za gorąco i za późno. Siostra starsza już w Polsce, więc wiadomo, porozmawia na skype bo w Polsce. Jak jest w NY to rozmawiamy 2-3 razy na 6-7mcy. Zajęta i nie ma warunków, jak ona może to ja w pracy. Dziś udało się mimo późnej godziny, po północy w Polsce.

Wyszłam na back yard obejrzeć kwiatuszki i krzewy. Wczoaj obficie podlałam, darowałam sobie to zajęcie w dniu dziejszym. Podchodąc bliżej karmnika dla ptaków, poczułam smród. Pierwsza moja myśl, od sąsiadów ma kurki. Muszę coś z tym zrobić.  No tak lecz smród za intensywny i “ferma” sąsiada jest za daleko. Słychać gdakanie ale nigdy nie było zapachu. Przechodząc bliżej karmnika coś  na zboczu wzniesienia zauważyłam. Wiewiórka? Nieżywa? Weszłam na wzniesienie, a jakże, wiewiórka. Dość dziwne. Założyłam okulary aby bez dotykania sprawdzić obrażenia jakie to zwierze doznało. Brzuch trochę otwarty. W pobliżu nie zauważyłam sępów i sokoła.

W poniedziałek z rana jeszcze przed pracą, zauważyłam wiewiórę na yardzie. Krzyknęłam do piesków go, go, go!!! One wiedzą co znaczy, łapać wiewióry. Amber leniwa wyskoczyła ale stanęła na decku i ani myślała biec dalej. Zima jak wichura, już zębami trzymała za ogon wiewiórę. Niestety wyślizgnęła się, podobno złapała za futro na ogonie. Widziałam to i aż pisnęłam, że Zima złapała. Nie złapała.

Wczoraj pracowałam na yardzie. Sprzątałam, rozsypywałam kamyczki itd. trupa nie było.

Dziś śmierdzący trup z obrażeniami. Myślę, że Zima w końcu dopadła.

O jedną wiewiórę mniej.

Prezent

Najpierw przeszukałam internet. Teraz wiem, że do jubilerów już iść nie muszę. Prześliczne bransolety, które sama bym nałożyła oscylują w cenach 10k$-w zwyż. Na polskich stronach podobnie w zł. Tutaj nie chodzi o to mam czy nie mam takich pieniędzy. Nie kupię tak wartościowego prezentu. Po pierwsze, takie pieniądze otrzymane w gotówce byłyby przeznaczone na inny pilniejszy cel niż bransoleta, która by leżała w szufladzie. Za 1k& nie ma sensu wogóle kupować, brzydkie, tandetne, odpustowe, szuflady szkoda. Młodsza siostra kończy 60tkę, a więc prwien etap swego życia będzie miała za sobą, emerytura tuż, tuż, nawet nie będzie miała gdzie nałożyć bransolety za 500zł co mówić droższej. Inwestycja? Nie mnie inwestować w siostrę, ona na pewno już ma poczynione jakieś inwestycje finansowe.

Dobry pomysł miała moja córcia z prezentem, nie do zrealizowania.

Czekam na rozjaśnienie umysłu w sprawie prezentu. W najgorszym przypadku, kwiaty i koperta. Gotówka się przyda, wyjedzie na wczasy, opłaci pielęgniarkę po operacji, spłaci ratę kredytu lub … wyda na co będzie chciała.

Wiem, że opłacę cały rachunek w restauracji. MM zaproponował. Piękny gest z MM strony.

Kwestia prezentu wciąż otwarta.

starsza

 

Starsza siostra jeszcze jest w NY, zapomniała zapłacić OC za samochód. Korzystanie z banku w Polsce przebywając za granicą jest troszeczkę skomplikowane, jeśli do danego konta bankowego jest przypisany numer telefonu, który został w Polsce. Nie może wprowadzić, żadnego nowego odbiorcy na swoim koncie, taka operacja wiąże się z potwierdzeniem smsowym. Poprosiła abym to ja zapłaciła, a ona zapłaci na równowartość moje inne rachunki. Odpowiada mi taka zamiana.

W NY pada dziś śnieg z deszczem. Wszyscy zostali w domach, podobnie jak u mnie, jeśli pada śnieg i mrozi, nie wolno wyjeżdzać, chyba że to jest na prawdę niezbędne. U mnie dziś, również jest chłodno bo +6°C to nie jest za gorąco.

Dziś mam dzień wolny, wstałam jeszcze wg starego czasu (z soboty na niedzielę przesunięto godz do przodu), kładę się również do łóżka wg starego. Mam nadzieję, że za kilka dni organizm się przystosuje. Jedna godzina wprawdzie to nie wiele, ale utrudnia mi funkcjonowanie.

W dalszym ciągu będę kopiować moje posty ze starego bloga i przenosić do Worda. Później po dokładnym przeanalizowaniu, umieszczę na nowym blogu. Nie będą one wszystkie dostępne dla czytających. Kto z zaglądających na bloga czyta historyczne posty?

Nikt.

 

Oczywiście znajdzie się osoba, która nie mając co z czasem zrobić, przeczyta wszystko od deski do deski. U mnie nie będzie wiele do czytania z historii.