wszystko wróciło…..i sie wywróciło

od jakiegoś czasu miałam sny, sny dziwne. Nie chciałam zwracać na nie większej uwagi ale … każdej nocy śniło mi się coś, co miało wpływ na moje zachowanie w ciągu dnia. Byłam niespokojna.

To były sny ostrzegawcze, a właściwie osoba dla mnie bardzo ważna mnie przed czymś ostrzegała.

Czekałam na dzień, w którym ma sie coś wydarzyć.


 

 

Z exem poznałam się przez przypadek. Po więcej niż godzinie moja koleżanka krzykneła.

  • ojej przyszłam z kolegą!!! Ale na pewno już nie czeka na mnie – powiedziała
  • czekaj sprawdzę, może jeszcze tam sterczy  – odpowiedziałam

Przed domem był duży sad, więc nie mogłam zauważyć nikogo za płotem. Otworzyłam bramkę i za słupem ujrzałam młodzieńca.

  • aaaa to ty, co tu jeszcze robisz? wejdź do domu a nie stoisz jak ten słup – powiedziałam

Nic nie odpowiedział. Szedł za mną. Kazałam mu usiąść w fotelu, a ja z koleżanką zachwycałyśmy się jej nowo narodzoną córeczką Kasią. Nie wiem dlaczego, ale koleżanka zwróciła się do eksa

  • a może wy się pobierzecie?
  • kto wie, może może – opowiedział ex

To mi się to nie podobało. Takie stwierdzenie i te głupie zwroty mojej koleżanki. Nie zwracałam większej uwagi na tego facia. Nie był w moim guście. Chociaż gustu to do faciów ja nie miałam. Na  peryferiach większych miast trzeba było jak najszybciej wychodzić za mąż bo …. słyszało się tu i ówdzie   “stara panna”. Tylko jaka ja stara panna,  kiedy mnie nie było jeszcze 24 lat?

Zmieniłam miejsce zamieszkania, wyjechaam do innego miasta, chciałam zerwać ze starym życiem. Potrzebowałam innego życia, poznać innych ludzi i inny świat. Nie wiedziałam i nie zdawałam sobie sprawy, że jestem nazbyt atrakcyjna, żeby być samotną, a właściwie, żeby mnie pozostawiono samej sobie.

Już na dworcu ( a to były czasy na prawdę bezpieczne) poznałam Gienia. Fajny młody człowiek. Póżniej Miecia i tak poszło… Miałam grono przyjaciół, ludzie którzy nie chcieli się ze mną żenić, oświadczać, być ze mną na zawsze. To było fajne, nareszcie nikt odemnie nic nie chciał……do czasu. Kiedy Miecio zaprosił mnie do swego domu i rozłożył wesalkę. Zrobiłam awanturę na cały blok i wyszłam. Póżniej chłopcy się z Miecia śmiali, że mu się nie udało,  ale i Cienio nic nie otrzymał. I tak chłopcy zostali moimi kolegami i płakali mi w rękaw,  jaki to świat jest okrutny, bo oni nie mogą, żadnej szprychy zaciągnąć do łóżka, no Ok na wersalkę. Słuchałam, aż pewnego dnia zostawiłam ich i wróciłam do domu. Miałam dość ich łez. Gienio mnie odszukał ale…. nie miałam ochoty , na żadne z nim relacje, w dobie pisania listów, nawet na korespondencję listową..

Wróciłam do miasta swego urodzenia. A tam,  wciąż czekał na mnie J (ex). . No oczywiście jakże mogłoby być inaczej. On z bloku komunalnego, śpi w nogach u swoich rodziców, a ja mam hacjędę. No i tak się przyzsał, że pomyślałam…. Jeśli za tego potwora nie wyjdę, to starą panną zostanę… Chociaż zrywałam zaręczyny kilka razy. Jeden raz to miałam ogromną nadzieję, że już nie przyjdzie i w końcu odpuści. Zdjęłam ten złoty pierścionek z paluszka i rzuciłam go na głównej ulicy w moim mieście , tak przez siebie, z całych sił. On pobiegł za pierścionkiem. Nie wiem czy znalazł, ale później mi przyniósł inny, też złoty. Po wielu latach ukradł mi go.

Nie do ślubów mi było. Nigdy nie zamierzałam wychodzić za mąż. Nigdy męża nie chciałam mieć. Ale jak mus to mus.

Jeszcze w USC Tatuś mi mówił

  • zastanów się, możesz wszystko wycofać, wesela nie musi być, pieniądze to nie wszystko…

No tak,  ale takie świństwo zrobić moim rodzicom. No i mam. Zdjęcia ślubne jak z pogrzebu. Wyszłam za sadystę, a to dopiero był początek. (nie napisze wszystkiego, o tym nie trzeba pisać i mówić, to trzeba zapomnieć).

Życie jakie było takie było. Raz na dole a raz na górze. Ale jak mi ktoś mówi, że nie jest gotowy na dziecko, a później mówi, to samo przy drugim..,. to już było za wiele. Po jaką cholere mi taki ojciec dla moich najukochańszych dzieci.

Póżniej mu coś zaczęło parować z pod dekla i okazało się, że ma inną panią z dorosłymi dziećmi.

  • teraz mnie posłuchaj … od dziś nie piorę, nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję dla ciebie, zrozumiałeś…- powiedziałam

 

Wzruszył ramionami, a rano

 

  • Krysieńko!!! Podaj mi koszulę!!!!

Już nie prasowałam, gotowałam, sprzątałam, prałam dla exa. Miałam dwoje moich wspaniałych dzieci, tylko nimi się zajęłam.

Oczywiście nie obyło się bez skandalu na całą dzielnicę i naszą rodzinę,  bliższą i dalszą. Policja też była nie raz i nie dwa. Ex nie mógł sie pogodzić, że nie robię skandalu, więc on robił skandal za nas oboje. Rąbanie drzwi siekierą, wyłamywanie drzwi, zmienianie zamków, niecenzuralne słowa w stronę dzieci 3 i 1 latka. Wyzywanie mnie i całej mojej rodziny od….Ex nigdy nie naużywał alkoholu, jeśli pił to jedynie przy wielkich uroczystościach i symboliczny kieliszeczek. Awanturował sie na “sucho”. Sprawy kryminalne i walka w sądzie o dzieci, wygrał zabieranie dzieci do konkubiny, której urodził się już wnuczek. Jeśli nie dałam na widzenie dzieci,  byłam karana sądownie. To była walka o spokój psychiczny moich dzieci i mój . Przed sądami przegrywałam, w poradniach psychologicznych przegrwałam, nawet alimentów o zwykłe 10 zł nie mogłam podnieść. Jeśli alimentów nie płacił, to nie było na niego silnych. Wszystko ustawka.

Prosiłam, zaskarżałam – na nic. Walczyłam o udowodnienie mu winy rozpadu małżeństwa ponad 2,5 roku. Gdybym przegrała płaciłabym jemu rętę. O tym wiedziałam ja, moja rodzina i jego ojciec. Wygrałam ale przegrałam podział majątku. Nie pomogło nic, dosłownie NIC. 50/50 to było orzeczenie sądu. Każdy widelec, szklankę (nawet pobitą), krzaki truskawek (które już od tysięcy lat nie rosły na działce)., meble które już przy atakach szału połamał, wszystko dosłownie wszystko co istniało i nie istniało w domu,  musiałam spłacić. To dopiero był początek.

Musiałam spłacić 50% wartości domu!!! Pracowałam, na 3-4 etatach. Walczyłam jak lwica – zabrakło na ostatnią ratę.

Wszedł komornik i zaczął naliczać 36% od zaległości. To nie były małe kwoty. Ex nie miał litości.                                                                                                                                                                                                                                                            Mało, że unikał płacenia alimentów, zażyczył natychmiastowej spłaty ostatniej raty.

 

Teraz ma czelność wchodzić do domu mojej siostry i szukać kontaktów z dziećmi. Użalać się nad swoim zdrowiem. Zawał i  siedem stentsów. A co to mnie obchodzi.!!! Ma jakiś majątek, jakiś las!

Szczerze?….niech te majątki wsadzi w swoje zasrane gacie!!!

Po kolei…

Ktoś zadzwonił do bramki, kiedy byłam na skype i rozmawiałam z siostrą i mamusią.

Siostra odeszła, aby sprawdzić w monitorze, kto stoi przed bramką.

  • Krysia, H. prowadzi jakiegoś dziada z laską. Tak …sama to mi mówi, żeby nikomu bramki nie otwierać a sama to przyprowadziła jakiegoś dziada.
  • Mamusia… może ma jakis interes – odpowiadam
  • No jaki interes z takim zarośniętym dziadem? No powiedz jaki? Czekaj pójdę na korytarz i podsłucham

 

Mamusi chwilę nie było. W skype cisza, więc i ja milczę, bo i do kogo mam gadać. Dziwne..myślę… moja młodsza siostra jest bardzo ostrożna, a sama przyprowadziła jakiegoś dziada do domu. Moja wyobraźnia zaczęła działać, a oczami wyobraźni widzę starego obdartusa, w starych i brudnych dżinsach, starą wyblakłą koszulę, sandały na nogach. Niemyte od kilku dni włosy, zarost również nieświeży. No myślę sobie, jak ona takie coś mogła wpuścić w swoje progi, nieznajomego!!!!!?

 

Mamusia wróciła i…

  • Krysia ona jego musi znać, nie wiem o czym rozmawiają ale to musi być jakiś stary człowiek. Nie mogłam usłyszeć słów.
  • może kiedyś pracowali razem, kto wie – odpowiedziałam
  • No, po naszej ulicy, każdego dnia chodzi taki jeden z laską. Ale nie jestem pewna czy to on. Ale to co… to znaczy że H. zna jego?.
  • Mamusia ja nie wiem kto chodzi po waszej ulicy i kto teraz jest u H. Może zna jego i mają jakis wspólny interes – odpowiedziałam

Wbiega H. do pokoju mamusi

 

  • Krysiaaaaaa !!!! Ty nawet nie wyobrazisz kto do mnie przyszedł!!! – krzyczy w skype
  • No nie wiem, jakiś obdartus – odpowiedziałam
  • No jaki obdartus – żachnęła się – toż to J. (mój ex)– odpowiedziała

Zatkało mnie bo jak pamiętam, ostatnio, a właściwie kilka lat temu mój szwagier zagroził mu, jeśli będzie ich nachodził to wezwie policję. Dość miał “wizyt” i dzwonienia o każdej porze, dnia i nocy. No cóż, moja siostra ze szwagrem nie rozumieli, myśleli że jak inteligent to i kulturalnie będzie się zachowywać a tu… niespodzianka.

  • no wiesz był dzwonek do bramki, więc podeszłam, spytałam kto, on odpowiedział… to ja… te, to ja nic mi nie mówiło. Czym mogę panu służyć, czy pan kogoś szuka? spytałam. No to ja , ja do Ciebie a właściwie do was – odpowiedział. Nierozumiem – odpowiedziałam.

Wtedy dopiero zobaczyła w nim J. mego exa. Nie mogła wyjść z zaskoczenia, że ten stary człowiek to jest on.

W wielkim skrócie powiedziała, że jego jedyna młodsza siostra  zmarła 3-4 miesiące temu. W jakiś dziwnych okolicznościach dokładnie nie wie. A jej mąż już ma jej następczynię. Ciało skremowano i pochowano jej prochy w jakiejś wiosce z dala od miasta. a on miał zawał ……

  • czekaj on zaraz pojedzie bo ma samolot i musi się spieszyć

 

Siostra pobiegła a mamusia…

 

  • tak tak pojedzie, taki oszust, to i jeszcze może się zadomowić, ciekawe co zrobi jak na noc zostanie

Śmiałam się bo do exa wszystko podobne. Wprawdzie już nie ma wpływów takich jak kiedyś ale…. kto wie, lepiej uważać.

 

Godzina 9 pm i już 9:15pm a on wciąż u siostry siedzi i siedzi. Wreszcie pies siostry zaszczekał, to oznaczało że “gość” wstał, nocować nie będzie.

 

No I coż…. Z relacji mojej siostry… szuka kontaktów z dziećmi bo tylko one jemu zostały. Ma jakieś majątki ale… siostrze przekazałam… żadnymi majątkami moje dzieci nie są zainteresowane. Kontakt ze mną? Niemożliwy. Z dziećmi? Tym bardziej niemożliwy.

Nie istniejemy.

 

Szkoda mi tego pana jako człowieka.

Za dużo nam krzywdy zrobił.

Już dawno o tym zapomniałam.

Czy dzieci zapomniały?

 

NIE!!!!!!!

 

One nie miały ojca.

On nie ma dzieci.

 

To była kanalia !!!!!

Chce mi się płakać………..

(to są strzępy moich wspomnień i  relacji dnia dzisiejszego)

13-tego sierpnia

eng.

 

Już 11 dni od moich urodzin. No cóż, każdemu liczy się latka, nie ja pierwsza nie ostatnia. Moja starość obiawia się tym, że przed zrobieniem porannej kawy, zmuszona jestem zmierzyć ciśnienie krwi.

Podwyższone – zamieniam kubek na kawę, na kubek na herbatę. Uwielbiam herbatę o smaku mango. Tak też dziś zrobiłam.

Reszta pozostaje nie zmienione. Pracuję jak pracowałam, żyję jak żyłam.

W sobotkę wyszliśmy do restauracji uczcić moje i MM urodziny. Córcia z Ivanem i synuś z Valerią oraz ja z MM. Nie wiele mają dni wolnych moje dzieci. Pracują na dwóch etatach i studiują. Dobrze że mogliśmy się zgrać w czasie. Rozmawiali o pracy i nauce. Słuchałam, patrzyłam i przypominali mi się moi rodzice. Kiedy to trójka ich dzieci dyskutowała a rodzice słuchali. Kiedy temat zszedł na temat wakacji, ja z MM dołączyliśmy się do dyskusji.

Oczywiście, jakże mogłko odbyć się spotkanie bez zdjęć. Z racji tego, że uroczystość odbywała się w meksykańskiej restauracji, otrzymaliśmy rekwizyt do robienia zdjęć, jakim był meksykański kapelusz.


Dziś dzień wolny od pracy zawodowej ale nie yardowej. Na front yard zatrudniłam pracownika (jutro się zjawi). Pozostaje mi jedynie back yard “do zabawy” w ogrodnika. Bo jeśli mam żyć 100 lat, to muszę swoje siły i zdrowie umiejętnie rozłożyć w czasie, jaki mi pozostał do przeżycia.😁

Fryzjerka

Ostatni raz u fryzjera byłam we wrześniu, jeszcze w Polsce. Moje włosy szybko rosną, spinałam już w mysi ogonek. Nie mam tak wiele i tak grubych włosów jak chinki, wietnamki lub meksykanki. Moje włosy bez podkręcania się falują. Przy długich włosach jest ok, przy krótkich niezbędne prostowanie, przy tej czynności niejedokrotne przypalam. A po tym, włosy łamią się i wypadają. Oj jak będę łysa to będę, malować nie przestanę siwych naturalnych, jak to zwykle mówią siwe babcie, farba szkodzi włosom. Niech szkodzi, mi już nic nie zaszkodzi. Maluję od 18go roku życia. Były takie okresy, że tydzień byłam blondynką a następny szatynką, brynetką lub granatową.

Dzień wcześniej zamówiłam wizytę i wczoraj wieczorkiem, zostałam przecudnie obcięta. MM owi się podoba😁. Nie zawsze udaje się mojej fryzjerce, dobre scięcie. Czasami tak obetnie, że tylko płakać. Dawno temu położyła farbę na włosy, malując tak skutecznie pół czoła, że zcierałam około tygodnia. Po tym fakcie nie odwiedzałam jej około roku. Po tej przerwie, ona zmieniła zakład, a ja ochłonęłam. Na pytanie dlaczego nie przychodziła, zgodnie z prawdą powiedziałam o problemie jaki mi zafundowała. Fryzjerka szczególnie moja, musi mieć fotografię z fryzurą przed sobą. Wtedy, trafia w 9,999999. W 10 nie trafi, ponieważ jest to uzależnione, od owalu twarzy, gęstości włosów itd.

Dziś mnie telepie. Czyżby szło przeziębienie, grypa, jakaś inna choroba? Oczywiście, że jak słoneczko świeci to zdejmuję okrycie i wystawiam gołe ramiona. Może i gdzieś powiało. Popijam harbatkę owocową z miodem i rumem. Nie rozgrzewa niestety, może za mało rumu lub miodu.

Nie jest dobrze, wciąż zimno, kaszlę i co raz częściej sięgam po husteczki do nosa. Jeszcze jutro do pracy, następny tydzień wolny od pracy, mam jedynie spotkanie lanchowe z Sandrą, chyba ostanie spotkanie z Ellen przed jej ostatecznym wyjazdem z miasta, Jolanda się nie odzywa, więc też trzeba odwiedzić, możliwe że jest chora. Następny tydzień zapowiada się obiecująco. Oczywiście, jeśli grypa nie zatrzyma w łóżku.

Cebulki tulipanów czekają od jesieni na schowanie do ziemi. Jesień była za ciepła, teraz jest już czas, muszę wygospodarować kilka godzin ze swego napiętego spotkaniami grafiku.

Tak było w kwietniu 2017, jak będzie w tym roku?

Sennie

ŚRODA December 27

Z rana MM powózł młodszą na lotnisko a ja pojechałam do pracy. Po powrocie poczułam się bardzo zmęczona, położyłam się odpocząć a przespałam 2 godziny. Myślałam, że w nocy będę miała trudności ze spankiem. Ależ skądże, spałam jak zabita.

Dni przed świętami, mimo że nie były stresujące kulinarnie, ale były stresujące mentalnie. Po świńskich plotkach, nie wiedziałam jak wszystko się odbędzie. Czy młodsza poruszy temat przy stole, czy córcia nie wybuchnie. Bo to na prawdę, poruszyło moją córcię bardzo, mnie również. Jak można tak oszkalować, jeśli stara nie chciała przychodzić na wigilję mogła po prostu powiedzieć, że nie chce. Płakać nie będę, nie zależy mi na kimś, kto mnie lekceważy. Uciekać do takich chamskich podstępów? Młoda udawała, przez cały wieczór wigilijny, że mic się nie stało. Nawet nie wytłumaczyła korzystanie z karty sklepowej mojej córci w Californii. Skąd miała numery lub kartę. Chamstwo, aż cieknie po plecach. Nic się nie stało, dla mnie się stało, takiego traktowania się nia zapomina. Wchodzi i na dzień dobry mówi do mnie….cześć polska kobieto… czy moje dzieci mówią do MM …cześć amerykański facecie…? Świnia❗️❗️❗️❗️Przytulanie się i gadanie kocham ciebie, nic nie znaczy. Tak jak powiedziałam MMowi, nie cierpię fałszywej miłości, nie lubię fałszu. To i tak było mniej przytulania i “kocham” niż na indyka.

CZWARTEK December 28

Dziś kupiłam sukienkę na bal sylwestrowy lecz jeśli będę jeść bez opamiętania jak to robię od kilku dni to….trzeba będzie kupić inną, większą o rozmiar sukienkę.

Tak tak, nie szata zdobi…..ale przecież, bezdomnego w brudnych szmatach nikt nie chce zatrudnić nawet na stanowisko tragarza.

Szata zdobi nasze ciało, zachowanie czyni nas uroczymi.

Koncert

Wieczorkiem byłam już zmęczona. Dekoracje świąteczne w piwnicy, trzeba się nadreptać po schodach. Jak co roku, dekoruję każdy pokój, piętro również. Pokonać wszystkie schody i to nie jeden czy dwa razy, to jest już wyczyn. Sylwetkę za to będę miała prawie osy. 😁 Oczywiście że żart. Około 5pm doprowadziłam się do odpowiedniego stanu, po prysznicu wróciło życie. Zapomniałam o wykonanej pracy i zmęczeniu. Makijaż, fryz, dress i byłam gotowa do wyjścia. MM też reprezentował się dobrze. Od jakiegoś czasu jest na diecie, trochę schudł i wygląda na prawdę lepiej. Uważa na to co je i spożywa mniejsze ilości. Chcieliśmy jeszcze przed koncertem wskoczyć na kolację. Z racji zbliżających się świąt, restauracje w których chcieliśmy spędzić czas do rozpoczęcia koncertu, miały pełen komplet klientów. Czekanie na wolny stolik, około lub ponad godziny. Weszliśmy do baru. Niesamowita klientela, grubasy, grubasy i xxxxxl grubasy. Na zewnątrz mróz a grubasy w białych skarpetach i klapkach. Koszmar, DZIĘKI, że nie mieszkam w tym regionie.

Sałatka, jaką zamówiłam była dobra. Ustawiona maszyna cocacoli, była oblegana, często ustawiała się kolejka. Maszyna serwowała napoje o smakach, których nie sposób kupić w sklepach. Wybór napoi i smaków ogromny.

Centrum koncertowe na 13tys miejsc. Prawie wszystkie były zajęte. Miejsca mieliśmy dobre, blisko i dobra widoczność. Niesamowite widowisko. Nazwa zespołu wskazywała  na rosyjską okiestrę, natomiast w skladzie byli: 1 kanadyjka, 2 chńczyków, reszta amerykanie.

Podobał mi sie bardzo. Z tym, że siedzenia były dość wysłużone, nie należę do grubasów i na tyłku nie mam sadła więć odczuwałam sprężyny, zamieniłam się z MM siedzeniami, trochę było lepiej ale…siedzenie obok zanim nik nie zajął, wyprobowałam, o niebo lepsze od  MMa. No cóż, wytrzymałam bo ponad 2 godziny bez przerwy na oddech. Nie tylko widownia nie miała przerwy ale i wykonawcy. Nie mogąc wytrzymać na wygodnych inaczej fotelikach, zdecydowałam opuścić widownię i koncert. Nie martwiłam się za bardzo ponieważ, możliwe, że do końca zostało 10-15 minut.

Gdybyśmy nie opuścili wczesniej (nie tylko my byliśmy tacy sprytni) fala narodu zalałaby parkingi i wyjazd z niego trwałby 1 godzine lub dłużej. Kilka razy nam się już to przytrafiło. Szybciutko do domku i…niespodzianka… podjechaliśmy pod nasz wjazd i …. ślizgiem samochód zjechał na dół ulicy. Zamarzło to co słońce troszkę roztopiło. MM nie probował wjechać ponownie. Samochód zostawiliśmy w dole na ulicy.

MM dziś zdecydował trochę odśnieżyć. Czyżbym miała jakąś moc nadprzyrodzoną o której nie wiem? Odśmieżał o odlodowywał nasz zjazd do drogi. Nie omieszkałam nagrać filmik bo to wielkie wydarzenie😄😱. Och wiem jestem sarkastyczna ale i mi się czasami zdarza być normalnym człowiekiem.

 

Dziś wyjechaliśmy na śniadanie, po powrocie, też nie mogliśmy wjechać na naszą górę.

Niespodzianki się zdarzają.

Aligator

Jestem niespotykanie, poddenerwowana. Wkurza mnie ogrom prac do wykonania i nie cieszy mnie widok wykonanej pracy. Wiem, że jestem zmęczona, bardzo zmęczona, w mikroskopijnym stopniu mogę liczyć na MM. Pracuje i konferencja za konferencją. 

Bolą palce, ręce i głowa. Potrzebuję odpoczynku a nie snu. ODPOCZYNKU. 

Nie wszystko dokończę i brzydko mówiąc, pies to drapał. Kogo obchodzić będzie mój yard. W domu trzeba odkurzyć. Warzywa na saładki pokroić, psy do mycia zawieźć, zakupy last minute zrobić, już nie wiem co więcej. 

Ostatni raz robię party w domu. Nigdy więcej. Knajpa, gdzie podadzą, dogodzą, naczynia wymienią. Co mnie podkusiło? Że yard zrobiony? A tak naprawdę to będzie kilka WOW i to wszystko. 

Córcia wpadła po pocztę. Już na początku września będzie miała przysięgę. Niestety będę w Polsce. Chciała zobaczyć dokument z obywatelstwa swego brata. Wiedziałam, że poukładałam, a segregatora nie ma. Zapadł się pod ziemię. Zaczęłam przeglądać swoje dokumenty. Też nie ma. Córcia uspakaja, że przecież nikt nie zabrał czy ukradł. Po moim wielgachnym zdenerwowaniu, znalazły się, był na miejscu i całkowitym porządku, organizacji. 

Teraz leże ubrudzona na kanapie, odpoczywam. Jeszcze godzinkę no może więcej i będzie skończone. 

MM pomogł mi z korą. Ponosił worki i z jednej strony yardu rozsypał. Pomógł pozbierać narzędzia. Mimo że jego pomoc to mniej niż minimum, a jednak baaardzo dużo. “Kołysałabym się” z tym chyba do północy. 

Nie mieliśmy pomysły na kolację. Pojechaliśmy do restauracji innej niż zawsze. Aligator na przystawkę, mięsko leciutkie i pyszniutkie. Na główne danie pstrąg z krewetkami i szpinakiem. Również pychotka, do tego dwa drinki i słodki deserek. Brzuszek pełniutki, czas na błogie spanko. 

Polski Dzień Matki

Nie obchodzimy polskiego Dnia Matki ale jakos tak wyszło, że skrzyknęliśmy się do meksykana. Córcia i Ivanen, synuś z Valerią i ja z MM. Było miło i wesoło. Dzieci więcej rozmawiały na tematy służbowe, trójka z nich pracuje w jednej corporacji. Wymieniali się swoimi spostrzeżeniami. Dawali wskazówki co do dalszej pracy.

Żartowaliśmy a i śmiechu było sporo. W niedzielę spotykamy się u nas na grillu, dojedzie Stefania i Onon. Pogoda zapowiada się na weekend ładna, więc grillowanie będzie na decku.

Pamięć

Leżąc w łóżeczku jak zwykle poczytałam news z kraju i ze świata lub odwrotnie świata i z kraju. Lokalnie: pochmurnie ale cieplutko, niektóre ulice zamknięte i omijać, powalone drzewa zablokowały przejazd, główna autostrada łącząca NY z Florydą wciąż w naprawie po spaleniu i zawaleniu się, możliwe że pod koniec maja oddana zostanie do użytku.

Cynamon czyni cuda!!! No to jeszcze w pidżamie pobiegłam pisypać kwiatki i krzaczki. Sypie na ziemię i kwiatuszki. Po skończeniu zorientowałam się, że ten zapach mnie nie drażni i nie jestem nerwowa, a powinnam. Czytam, napisy na buteleczce duże, okular nie potrzebuję jeszcze taka ślepa to nie jestem. Cloves, no oczywiście goździki. Wzięłam cynamon do ręki i poszłam na swoje”pole” ponownie. Posypując, tym razem odwracałam głowę.

Teraz mam mieszankę na krzakach i kwiatach, goździkowo-cynamonową. Może zapach cynamonu odstraszy wiewióry?  Byłoby dobrze. Może zapach goździków je przywoła, byłoby nie dobrze!

Więcej czasu, wolny cały tydzień, mam czas na zaparzenie kawy w rondelku. Co za zapach ahhhh, co za smak ahhhh. Nie zawsze jest czas delektować się, jeśli trzeba do pracy. Do pracy! Praca nie tylko daje pieniążki, wyjście z domu, styczność z ludźmi, wymiana zdań na tematy nawet te nieważne jest ważne.

Byłam z MM w biurze projektowym kuchnie. Całkiem inne spojrzenie, tym razem zajmuje się nami młoda kobietka. Potrafi podpowiedzieć i poradzić, co bardzie funkcjonalne. Oczywiście wiem co mi jest potrzebne i to również zmieniamy w komp, ale są kwestie całkowicie mi w tej chwili obojętne, więc ona służy pomocą i podpowiada najlepsze rozwiązanie. Poprzednio w HomeDepot – facet, bez żadnych podpowiedzi, co chcę i jak chcę to zmieniał lub nie, jemu było obojętne nie jego kuchnia i ja z nią będę się turlać, chodziło jedynie o zainkasowanie kasy, a cena z kosmosu, jedynie szafki bez kosmetyki (malowania, układania kafelek, zmiany instalacji gazowej, wodociągowej i elktrycznej.) W tym office mamy dokładnie wyliczone ze wszystkim – gotowym do przyjęcia wszelkich robót, połowa ceny. Zdecydwaliśmy się. MM umawia się na termin robót, kiedy to będę nieobecna w domu, wrzesień. To mi odpowiada. Wyjeżdzam stara kuchnia, wracam tatammmmm, nowa kuchnia. 😀😀😀. Jeszcze odbędną się spotkania i uzgadniania, lecz na ten moment, wiemy na czym stoimy. Nie musimy brać innej ekipy do malowania, kafelek (a tak swoje obecne kafelki lubię, trzeba poszukać w internecie, może ktoś takie ma) itd. Jesteśmy zadowolenia z obługi i ceny. Jeśli coś wybierzemy droższego ( the lux) to i cena podskoczy, zdajemy sprawę, rozumiemy.

Dziś mam Mother’s Day – ogólnie

Obchodzimy w niedzielę, ja dzisiaj. Idę robić się na “bustwo”😀😀😀😩

Chciałam zrobić zdjęcie przed wyjściem ale…tylko zmarszczki najlepiej się uwidaczniają na zdjęciu reszta urody blaknie przy nich. Ech😢😢😢😢 No takie to są urody ludzi + ileś tam. Kiedyś myślałam, że mam zmarszczki, teraz to na pewno mam, nie muszę ich szukać z lusterkiem powiększającym, jak to dawno temu było. Mam to mam.

Nałożyłam sukienkę , która dość długo wisiała i czekała na okazję, mam takich rzeczy z metkami jeszcze dość sporo😀. Jak na mamuśkę dorosłych dzieci,  wyglądałam nie dość ale naprawdę superowsko. Byłam już po dwóch alkoholowych drinkach. Wciąż przestrzegam diety, może nie tak restrykcyjnie jak na początku stosowania diety. Dwa drinki zadziałały, chociaż nie potrzebuję wspomagacza aby być szczęśliwą, moja buzia zawsze się śmieje. Podchodzi do mego stolika kobieta, podchodzi do mnie, wiem że nie jest kelnerką bo mamy kelnera, wstaję i mówię do niej …. znam ciebie, ja ciebie znam… ona na to …jestem twoim lekarzem… o mój Boże …odpowiadam i biorę ją w objęcia. Całuję ją w policzek, ona składa mi życzenia z okazji dnia matki. Odwzajemniam życzenia. Ona była szczęśliwa ja również. Odeszła. Moje dzieci i mąż patrzą na mnie w oczekiwaniu wyjaśnienia, kim była kobieta. Moja ginekolog. MM skwitował – dobrych i szczęśliwych ludzi wszyscy pamiętają. Odchodząc podeszłam do jej stolika życząc miłego dnia. To była naprawdę niespodziewana niespodzianka, no bo jakie mogą być niespodzianki?  Czy w Polsce jest możliwym, aby lekarz podszedł do pacjenta i składał jemu życzenia? Szybciej śmierci można się spodziewać.

Byłam nauczycielem akademickim, nigdy się nie stawiałam. Dwóm studentkom załatwiłam pracę. Na ulicy i w sklepie podchodzili studenci do mnie z … dzień dobry  pani profesor, czy pani mnie pamięta?… niestety nie pamiętałam, żeby to była jedna klasa to możliwym, że 30 osób bym zapamiętała lecz więcej, z młodszych i starszych roczników, niestety, odpowiadałam…oczywiście, że pamiętam, co u ciebie, jak dajesz sobie radę…. Wiem, wiem, że to nie fair, lecz co można uczynić aby człowieka nie urazić, tym bardziej że darzy ciebie jakimś uczuciem, pamięta i chce być pamiętanym. Trudna sytuacja. Teraz po latach twarze moich studentów całkowicie się zatarły, z iminia niektórych pamiętam, z nazwiska jednego szczególnie. Nie da się zapomnieć, kiedy ci na wykładach zjada kanapkę wraz z folią w którą mama zawinęła, trzeba było wzywać pogotowie ratunkowe.

Dzisiejsza sytuacja dała mi  bardzo dużo do myślenia. Ludzie mnie pamiętają bo chcą pamiętać, a to bardzo miłe. Dzieki im za to i wielkie ukłony w ich stronę.