ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • dopiero się dla mnie rozpoczyna.

    Ósmą dobę przeskoczyłam. Byłam w pracy i wróciłam dość późno. Długa rozmowa z przyjaciółką z Kanady , kolacja, odpoczynek i dzień się skończył.


    Sobotni poranek.

    Pogoda cudna i wyszłam z kawą na deck. Nareszcie, mogę to powiedzieć.

    Lato bylo upalne i wyjątkowo mokre. Mój ogródek kwiatowy, również wyjątkowo zaniedbany. Nic już nie kwitnie. Powinny być piękne astry w ogródku. Nie będzie, nie mogę grzebać się w ziemi ze względu na rękę. Nie chcę pobrudzić, a wiadomo praca w ogródku nie należy do czystych i o dodatkowe bakterie nie jest trudno.

    Moje hektary potrzebują dodatkowej pary rąk.

    A zielsko rośnie i ma się dobrze.


    Po obiedzie zasilikonowałam wszelkie szczeliny pomiędzy podłogą a listwą przypodłogową. Jutro tylko listwy kryjące położymy z MM. Skręcimy moje biurko. Przesuniemy szafkę, położymy dywan, zawiesimy lustro i zegar na ścianie.

    A jak będzie? Jutro zobaczymy

  • Dziś o poranku, coś takiego pukało do mojego okna kuchennego.

    Jak nie być zadowolonym z wizyty takiego gościa?

    Dzień był wspaniały, takich więcej, proszę.🙏

    Pogoda wyśmienita, mogłaby być przez cały rok.

    Po pracy ptzycieliśmy tylko jedną listwę i pojechaliśmy do sklepu budowlanego po listwy kryjące i silikon.

    Po powrocie z zakupów zdecydowałam, że na dziś zamykam swój zakład remontowy i udaję się na zasłużony wypoczynek do soboty.

    Roboty idą wyśmienicie, więc wstrzymuję.

    Jutro mam w planie, po pracy wyskoczyć do meksykańskiej, więc czasu nie będzie na remonty.

    Ręka?

    Zdjęłam czerwany uciskowy bandaż. To co mi kłuło w rękę pod gipsem, nie przestalo ale o wiele wiele ulżyło.

    Odkryłam, że gips mam na części ręki, nie na całej. Nie na rozcięciu gdzie mi grzebano ale powyżej.

    Ważne, że ulżyło i w zasadzie to nic mi nie jest.

    Jeśli nic nie jest, zaserwowałam sobie Martini Snikiers. No i po drugim łyczku ze słomki zamuliło.

    Składniki były w porcjach jakie wskazano w przepisie. Z wódką Ocean, zaszalalam.

    Zamuliło i szybko puściło. Drugiego Martini nie robiłam.

    I tym „pijackim” akcentem kończę stukanie w klawiaturę iphona.

    Pozdrawiam

  • Dziś byłam w pracy. Myślałam, że będę miała trudności z utrzymaniem kierownicy w samochodzie. Chwyt może nie był pełny jak bez gipsu, ale było ok, ale najważniejsze, nic nie bolało.

    Po powrocie z pracy, a w domu byłam przed południem, położyłam się na chwilę, przespałam 2 godziny. Po obudzeniu nawet nie planowałam, żadnych prac z podłogą, ale MM napomknął, że chyba dziś nie powinnam pracować, bo jest już za późno cokolwiek rozpoczynać.

    Przebrałam się w robocze ubranie i … jednak rozpoczęłam. To była najgorsza robota, przygotować panel który środkiem miałaby wchodzić między futrynę drzwi.

    Zajęło mi to prawie dwie godziny. MM zaczą się denerwować, bo jako pomocnik miał za zadanie wykrojenie wg formy jaką przygotowałam. Z jednej strony poszło dobrze, z drugiej gorzej. Nie martwię się bo uzupełni się silkonem o kolorze podobnym do podłogi, ewentualnie białym, w kolorze futryn. MM zaczął znów marudzić i jeśli bym nie powiedziała, żeby zamilkł, kłótnia byłaby na 100 fajerek. Czasami zachowuje się jak przekupa na bazarze, a nie jak facet.

    Klótni nie było i miłość kwitnie, jak ja to mówię.

    Jutro, ostatecznie w sobotę, mój office będzie skończony.

    Wyposażenie mam, wymieniłam tylko to co uważałam za potrzebne. Biurko, mimo namowy do wymiany. Nie wymieniam. Podoba mi się i lubię przy tym biurku pracować. Że stare? Funkcjonalne i wygodne. Jeszcze muszę zamówić żaluzje, takie jakie mam w Polsce. Już znalazłam firmę.

    Lustro z ładną złotą ramą, prawdę mówiąz z łazienki na parterze, powieszę nad szafką.

    Nie mam pomysłu co powiesić na ścianie nad biurkiem. Może coś wymyślę, a może nic nie będzie wisieć na tej ścianie. Jak już office urządzę to się zobaczy co potrzebuję. Wcześniej miałam dużo zdjęć ze swoich wojaży, ale nie wiem czy wrócą na swoje miejsce.

    Kolejny raz miałam tel od lekarza, czy wszystko dobrze. Wszystko z ręką dobrze, tylko już chciałabym pozbyć się tego gipsu. Ręka w niewoli już mi ciąży. Jeszcze tydzień, 29 sierpnia zdejmą.

    Cierpliwość jest złotem.

  • Nie powiem, że lekko żyć z tym gipsem. Jest bardzo niewygodnie. Oczywiście, że daję radę. Nie mam wyjścia.

    Wczoraj, a właściwie do dziś 1:30am pracowałam na komp. Kciuk lewj ręki potrzebny mi jest na klawiaturę. Toż nie odetnę i nie położę, zdrowy i gotowy do pracy, takiego potrzebuję. A on zablokowany. Lekarz powiedział…będziesz mogła kilkoma palcami stukać w klawiaturę…. To dzięki wielkie i za te 4 które nie mieszczą się na klawiaturze bo gips ogranicza ruchy.

    Dziś boli tylko miejsce przecięcia i zszycia, to już progress. Nie mam bólu całej ręki.

    8:37am

    Będę jeszcze drzemać.

    MM wrócił od rodzinnej lekarki, która zablokowała mu lekarstwa na receptę bo nie chciał stawiać się na badania okresowe. Rad niewola, pojechał niezadowolony … bo jak ona mogła…

    Mogła, mogła, jeśli pacjenta nie widziała przez 2 lata. Wysyłane powiadomienia i telefony nie dawały rezultatu. To co miała robić? Zablokowała lekarstwa i starego dzidziusia zmusiła do wizyty lekarskiej. Biedny mój stary/ dzidziuś, niezadowolony, bo krew pobrali i w korkach w drodze powrotnej stać musiał.

    O jeju, w końcu go ktoś zdyscyplinował.

    A korki jak korki, trudno ich nie mieć jeśli żyje tutaj 7 mln ludziska. Każdy ma samochód od 15 roku życia do ukończenia 91 lat.


    Nie chce mi się dziś przebierać. Chyba tak zostane w pidżamie na cały dzień. W końcu cierpiąca jestem. 😁


    Cierpiąca, ale przebrałam się bo sama sobie w lustrze nie spodobałam się, nie jestem już taka bardzo chora, jeśli jutro wybieram się do pracy.

    A żeby nabrać formy skrzyknęłam MMa że potrzebuję pomocy, będę układać podłogę. Był bardzo ostrożny z podjęciem decyzji. Masę pytań mi zadał. Ostatatecznie … możemy spróbować… powiedział.

    Wskazałam miejsce gdzie ma usiąść i czekać, aż go zawołam. Ułożyłam 3 rzędy. MM przycinal i chodził po listwach. Potrzebna była mi jego waga. Nareszcie się przydała. Został ostatni najgorszy rząd, bo trzeba przycinać wzdłuż. Ale to jutro zrobimy po pracy.

    Oprócz układania podłogi skręciliśmy fotel do biurka. Ja byłam tylko obserwatorem. MM sam świetnie sobie poradził.

    A oto fotel i prawie zakońcona podłoga.

    A ręka?

    Ma się super!!!!😀😀😀😀😀😀

  • Dzięki deszczom zielone liście mocno trzymają się gałęzi, ale temperatura dzisiejszego poranka nie przypomina lata. 17C też nie zachęcało na wkoczenie w bikini i kąpiel w promieniach słonecznych.

    Brrr zimno.

    Podjęłam prawidłową decyzję o odstawieniu przeciwbólowych tabletek. Po około 2 godzinach od zażycia ich, miałam odlot. Dziwne ale lekkie uczucie zawrotów głowy, spowolnienie mówienia, chodzenia. Zapadałam w 2 godzinny sen.

    O północy, zgodnie z zaleceniem lekarza, nie przyjęłam tabletki. Nie było takiego bólu aby ratować się przeciwbólowymi na receptę lub kupywanych bez recepty.

    Dziś o 6 rano również ominęłam. Ten ból jaki jest można wytrzymać. Przecież to dopiero 4 doby minęły od operacji. Trzeba tylko uważać i niepotrzebnie ręki nadwyrężać. Nie rwę się do żadnych prac fizycznych, choć pogoda mnie wprost woła. Zamiast wychodzić na zewnątrz, otworzyłam okna.

    Będzie dobrze.


    Z ręką będzie dobrze ale od leżenia i siedzenia w łóżku, plecy bolą.

    Dziś pościelę łóżko i żadnego w nim leżenia.


    Większość dnia spędziłam przed monitorami i … w pewnym momencie zauważyłam, że na klawiaturze mam więcej palców. Kciuka lewej ręki nie mogę używać bo jeat zagipsowany, ale pozostałe palce jak najbardziej.

    Pozdrawiam wszystkich.

  • I całe szczęście, że deszczowy.

    Taki szaro- bury dzień, można przespać. Ręka jest w dobrej kondycji, jeśli jej nie używam – boli ale ten ból jest już minimalny.

    Dziś mam postanowienie: nie używać ręki w 100%.

    Taka głupia czynność, podłączenie telefonu do ładowarki. Wsadzając przewód do tel. on się przesuwa, trzeba przytrzymać. Do przytrzymania użyłam łokcia. Odkręcenie butelki z wodą, użyłam zębów. Do przekrojenia bułki, użyłam przedramienia. Kombinuję. Bo gdybym mieszkała i była sama, byłabym zdana tylko na siebie.

    MM czuwa i obserwuje, oczywiście, że proszę o pomoc. Tylko proszę gdy wiem , że sama nie podołam, a on będzie potrafił mi pomóc.

    MM nie był i nie będzie „złotą rączką”, choć próbuje pomóc. Jak nic nie wychodzi to się denerwuje i przy okazji mnie doprowadza do szewskiej pasji.

    Z jedną ręką daję świetnie sobie radę.

    Nie wiem jak pójdzie mi gotowanie rosołu, ale zapowiedziałam MMowi, że będę jego pomocy potrzebowała.


    Rosołek, palce lizać.

    Zdecydowałam nie brać tabletki o północy.

    Nie boli na tyle aby truć się opioidami. Jeśli będzie mocno boleć, przyjmę zwykłą przeciwbólową.

  • Dziś zamieniłam pidżamę na dresy. Dwa dni nie zdejmowania pidżamy z siebie, wystarczy. Trzeba wrzucić ją do prania wraz z pościelą, a ciałko wystawić pod prysznic. Taką rękawicę dla zabezpieczenie ręki przed zamoczeniem otrzymałam od szpitala.

    Czas rozpocząć krótki ale i nowy etap życia z unieruchomioną ręką.

    Nawet włosy ułożyłam. To znaczy, że żyć będę. Nie, nie szaleję z żadnymi pracami. Prysznic i zmiana pościeli na dziś w zupełności wystarczy.

    Pozdrawiam


    Ugotowałam zacierkę. Zrobiłam sałatkę i……

    wczesnym popołudniem, wsunęłam się w pachnącej pidżamie do również pachnącego łóżeczka. Jeszcze mnie ono przywołuje. Jeszcze jestem osłabiona, poczekam do jutra.

    Jutro będę o wiele zdrowsza.


    Jeszcze nie jest jutro. Jest sobota, 6:08pm

    Mnie już nosi, już wypoczęłam, wyspałam się i mam strach w oczach. Jak ja przeżyję następne dni.

    Będzie ciężko. 🥲

  • Moja doba podzielona jest na 2 i 4. Co 12 godzin przyjmuję antybiotyk, o 12pm i 12am. Tabletka jest tak duża, że w nocy przed jej przyjęciem odprawiałam modły. Powtarzałam…bez paniki…. wszystko będzie dobrze….Gryźć nie wolno!!!telefon nastawiony był, tylko na przyciśnięcie na pogotowie ratunkowe. Pożułam dokładnie kawałek bułki aby przygotować gardło, na przełknięcie czegoś większego.

    Położyłam tabletkę na język i połknęłam. W południe modłów nie było ale była asekuracja MM. Została jeszcze jedna i ostatnia tabletka na północ.

    Przeciwbólową przyjmuję co 6 godz. Te są małe i żadnych problemów z przełknięciem nie mam.

    Między przyjmowaniem lekarstw, ŚPIĘ.

    Po obudzeniu, mam problemy z orientacją czasową. poczuję się lepiej to i to minie.

    Ręka wie kiedy bardziej boleć. Godzinę przed przyjęciem tabletki przeciwbólowej, boli tak, że chce się gips zdjąć. Tylko się chce i nic poza tym.

    Nie mam czasu się nudzić, więcej śpie niż filmy na ipadzie oglądam.

    A myślałam, że będę się nudzić i jak ja to wytrzymam. Wytrzymuję, organizm osłabiony. Niby ręka była operowana, a jednak organizm potrzebuje rekowalescencji.

    Kawy i świeżych bułeczek do łóżka, nikt mi nie przynosi. Wstałam dzis około 11am a kawa mi teraz nie smakuje. Bułeczkami deletuję się jadalni kuchennej.

    Jutro będzie lepiej!!!!😁

  • Nie daleko mamy do szpitala i wszelkich lecznic. Nawet weterynarz jest pod bokiem. Przed wyjazdem przyjęłam tabletkę na nadciśnienie popijając 2 kroplami wody. Udało się przełknąć.

    Na korytarzach szpitalnych jeszcze pusto, maszyny tylko pracują i czasami ktoś przejdzie obok, spiesząc się do pracy.

    5:58am czas na podejście do drzwi pokoju przyjęć pacjentów.

    6:02am podpisałam niezbędne papiery i za moment zostałam wezwana do środka wielkiego gmachu.

    MM został w pczekalni. Dostałam fartuch niebieski w żółte kwiatuszki, skarpety ciemno niebieskie i czepek niebieściutki. Przeprowadzona zostałam do pokoju zabiegowego.

    Za kaźdym razem gdy osoba z opieki medycznej wchodziła ( nawet ta sama pielęgniarka/pielęgniarz), byłam proszona o podanie imienia, nazwiska i daty urodzenia.

    Usiadłam w fotelu i podpięto mnie do monitora. Ciśnienie było ok jak na mnie 146/88. Przy takim ciśnieniu piję lampkę czerwonego wina i za chwilę mam 128/67. Jak u noworodka.

    W obie dłonie założono mi weflony. Drzwi do gabinetu zabiegowego były otwarte więc co jakiś czas ktoś zagadywał. Nawet nie wiem jak długo tam suedzuałam, bo zegarek i tel z całą zawartością torebki, zostawiłam u MM.

    W sumie poznałam 3 astozjolowów, 2 pielęgniarki, 1 pielęgniarza i lekarz mój też mnie odwiedził.

    Przeprowadzona zostałam do sali. Poproszono abym położyła się na białym łóżku. Wsadzono w nos rureczki i tyle pamiętam.

    Nie było żadnego odliczania 1,2,3


    Po obudzeniu, moja mowa była powolna, a było trochę pytań. 😁

    Przy pomocy pielęgniarki przeniosł się na ruchome krzesło i zawieziono mnie do drzwi frontowych. Tam już czekał w zaparkowanym samochodzie MM.

    To był teren szpitalny, a więc MM nie mógł mi pomóc. A było w czym. Pokonanie krawężnika było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Przy pomocy pielęgniarki osiągnęłam sukses🏅

    Podróż do domciu odbywała się, uch, ach z powodu mdłości.

    Droga do sypialni była z przeszkodami, SCHODY do pokonania. MM mi pomógł. Pidżamka i spanko.

    Po przebudzeniu, straciłam rachubę godzin i dni.

    Pomimo silnego środka przeciwbólowego. Odczuwam ból i nie mały. Można wytrzymać.

    Budzę się i zasypiam.

    Aby do jutra

  • Obudziłam się o 3 am. Zasnąć już nie mogłam. Jutro wyśpie się po operacji.

    Ciemno wszędzie i głucho wszędzie.

    Dziś muszę zawitać do pracy, nawet nie wiem ile to mi zajmie. Mam nadzieję, że o 5pm pieinnam być już w domu. Niestety niektótych prac nie da się odłożyć na jutro, tak jak odłożyłam układanie pidłogi na, po operacji. Oj, wiem, wiem, za duża jestem😁, aby nie wiedzieć, że nie ma ludzi niezastąpionych. Jedynie chcę innym ułatwić życie i to wszystko.

    Nie myślę już, że operacja może się nie udać. W sumie to chyba już o niej nie myślę. Jutro o tej porze to już będę w szpitalu, mam stawić się o 6am z MM. Opiekun musi być. Po wybudzeniu z narkozy zostanę przetransportowana do domu.


    Już jestem przygotowana. Po północy nic pić i jeść nie wolno. Czasami sok, herbatę popijam jak długo siedzę, ale żeby jeść w nocy, to nie posiadam takiego niezdrowego nawyku.

    Ubranie, dokumenty i papiery, przygotowane.

    Pościelka czysta i pachnąca już zalożona, podłogi odkurzone.

    Jednym słowem tylko leniuchować.

  • Dużo było złego. Między złym przeplatało się i dobre. Między czasie fruwałam do pracy a po niej do roboty układania podłogi.

    Nie jest tak jak planowałam. Po zdjęciu wykładziny okazało się że podłoga a właściwie płyty paździerzowe ułożone, jakby pijany układał. Możliwe, że był pijany, bo normalnie to by w Polsce coś takiego nie przeszło. Jedna płyta wyżej druga niżej. Pomiędzy płytami szczeliny na szerokość palca.

    Chwytałam się za głowę, nie spodziewałam się takiego odkrycia. O poziomie podłogi mogłam zapomnieć. Dziury musiałam załatać, kawałkami listewek drewnianych, w mniejsze dziury wciskałam silikon. Ale jak poziomu nie było tak nie było.

    Zrobiłam pierwszą wylewkę ale… posłuchałam MM dla spokoju, że on nosi spodnie. Zrobiłam jak chciał.

    – nie wylewaj po brzegach tam nie trzeba – powiedział. Moje tłumaczenia, że listwa jest od ściany do ściany, no pół lub mniej centymetra od niej. Nie dało się przetłumaczyć. Wylałam!!! Byłam zła na niego i siebie, że znów dałam dla spokojności ale przeciw sobie zrobiłam.

    Kilka lat temu układałam chodnik z płyt kamiennych, a między nimi maciutkie kamyczki wkładałam. Nie pozwolił mi kłaść płyt kamiennych na cement i wlewać cement między płytami, W cement miały być wsadzane kamyczki. Sprzeczki, kłotnie, bo on fachowiec, pytanie od czego. Przyszła jesień, a z nią masa jesiennych liści. Podczas dmuchania liści, małe kamyczki przemieszczały się, po prostu były rozdmuchiwane przez dmuchawę. Wkurzał się. Na następny rok, musiałam wszystko przerobić. A płyty kamienne to nie piórka. Sama je nosiłam, ciągałam, przesuwałam i układałam.

    No cóż, tym razem to samo się stało. Posłuchałam “fachowca”. Druga wylewka była przy ścianach. Trzecia wylewka… i wiedziałam, że już nic nie naprawię. Mój fachowiec się wściekał, bo praca rozgrzebana i nic nie idzie do przodu. Ja wściekła, że przychodzi i rzuca idiotycznymi pomysłami.

    To co mogłam wyrównałam i ostatecznie zdecydowałam położyć izolację akustyczną, a że ona była cieniutka to położyłam jeszcze jedną, w nadzieji, że wypełni mniejsze ubytki w posadzce.

    Nie miałam czasu tyle ile chciałabym poświęcić na moje prace remontowe.

    Wiem, że nie skończę układania podłogi w pokoju przed operacją. Może ale listew kryjących już nie przybiję. Potrzebuję MM do pomocy przy cięciu listew i paneli, a on na wyjeździe. Ręka bardziej boli i częściej robię przerwy i niestety listwy ręką nie przytrzymam. Wiem, że to jest najwyższy czas na operację.

    Operacja już w czwartek.

    Oczywiście, że się boję.

    Niby lewa ręka służy do pomocy ale bez niej to i prawa ręka staje się bezradna.


    W związku z usztywnieniem mojej lewej ręki przez nieuwagę wykasowałam ciąg dalszy tego wpisu.

  • To co ważne, to straciłam.

    Nie dopilnowałam

    Chyba nienawidze swojego życia.

  • i nie będzie to opowieść o bursztynie lecz o piesku.

    Ogłoszenia internetowe o sprzedaży lub oddaniu pieska, przeglądałam dość często ale moje godziny pracy oraz sprzeciw MM nie pozwalały mi na posiadanie czworonoga. W 2010 roku przeprowadziliśmy się do domu, który MM wynajął. Po przeprowadzce zmieniłam pracę i zdecydowałam… chcę pieska… MM w dalszym ciągu pracował na wyjazdach, więc nie brałby udziału w wychowywaniu.

    Zdecydowałam się na adopcję pieska ze schroniska. Niestety do adopcji nie doszło, po kilku tel rozmowach, pracownik schroniska (pani z łamaną polszczyzną o polskich korzeniach) stwierdziła, że mój angielski nie jest wystarczający aby powierzyć mi pieska. MM był zbulwersowany, w tamtym momencie szykowałam się do testu na obywatelstwo i moj angielski był wystarczający i wyczerpujący do opieki nad starszymi osobami i małymi dziećmi. No cóż, nad psami opieki pełnić nie mogłam. Syn był również bardzo zdziwiony.

    W mojej głowie krążyło pytanie….czyżby zadziałały, polskie korzenie…?

    Dałam spokój z adopcją. Nie potrzebowałam już komisji, sprawdzającej moje warunki mieszkaniowe, w których mieszkałby piesek. A może tej z polskimi korzeniami, mieliśmy za duży metraż i piesek by w domu zaginął. Nie dowiedziałam się.

    Powróciłam do internetowych ogłoszeń. Po wielu dniach przedzierania się przez gąszcz internetu, ZNALAZŁAM!!!

    Pindcher Miniature (mieszaniec z czymś tam). Zakochałam się w piesku ze zdjęcia.

    2,5 godziny jazdy na jakieś zadupie, nie obrażając przedmieść i wsi. Czasami nie można nawet porównać polskiej wsi do amerykańskich wieśniaków. Polak wygrywa w przedbiegach.

    Trafiliśmy na farmę hodowli Chihuahua.

    „Mój” piesek został wyjęty/wypuszczony z klatki i….tylko zawirowania powietrza po nim zostały. Skakał po wszystkim, był szybszy od błyskawicy.

    Nie mogłam tego pieska wziąć do domu, nie potrzebowałam pędziwiatru. Potrzebowałam pieska, któremu dałabym swoją miłość i troskę. Zrezygnowana kierowałam się do wyjścia.

    Przy wyjściu z pomieszczenia, na skrawku wymęczonego dywanu leżał MM. Bawił się to za dużo powiedziane, głaskał, zaczepiał czarnego pieska. Gdy bliżej podeszłam usłyszałam jak coś do pieska mówił lecz w tym hałasie jakim było ujadanie, wycie i szczekanie ponad 100tki psów, nie sposób było zrozumieć wypowiadane przez MM słowa.

    Podchodząc bliżej, wiedziałam, że tego trzęsącego się czarnuszka nie kupię sobie lecz MMowi. Był zaskoczony z mojej decyzji.

    Przy zakupie dowiedzieliśmy się, że piesek był zakwalifikowany do uśpienia ze względu na chore oczy i inne choroby. Mimo wszystko zabraliśmy kruszynkę z tego miejsca. Podczas jazdy trzęsła się i wymiotowala. zamiast do domu, pijechaliśmy do weterynarza. Przy wypełnianiu pierwszej pieska dokumentacji zapytano mnie jak go nazwę.

    Bez zastanowienia odpiwiedziałam….

    AMBER

    Cdn…


    Moja AMBER nieżyje ☹️🥲🥲

  • Miałam wizytę przedoperacyjną oraz ustalony termin operacji. Właściwie to ja ustaliłam kiedy chcę i będę mogła. Podałam termin za miesiąc, bo prace remontowe podgonię i z pracą się wyrobię. Papierologię wypełniłam, podpisy złożyłam. Dokumetnom zdjęcia porobiłam i teczkę z innymi dokumentami otrzymałam. Lekarz poinformował co i jak zostanie zrobione w mojej ręce. Wiem, że 2 tygodnie będę miała rękę w gipsie, do połowy przedramienia. Teraz czekać na telefon od anestozjologa.

    Trochę się boję tej operacji ale bez niej ani rusz. Może być tylko gorzej. Tak jak już pisałam, daję sobie jakoś radę, ale unieruchamiać lub bandażować już nie mogę. Każdy ucisk sprawia większy ból. Zawinięta ręka nie pozwalała mi o niej zapomnieć, po prostu było łatwiej. Pamiętałam i usztywnienie hamowało poruszaniem i wykonywanie niektórych obrotów.

    Operacja przeprowadzona zostanie pod narkozą, tego typu zabiegi nie są przeprowadzane przy miejscowym znieczuleniu. Sama nie wiem co bym wolała gdyby był wybór. Narkoza jest bardziej komfortowa, nie czuję, nie istnieję, za mało dadzą obudzę się tak jak przy cesarce, za dużo nie obudzę się. Miejscowe znieczulenie, może być różnie, trochę boli lub nie boli, ale ze strachu i stresu to można narobić w majtki.

    Po wizycie u lekarza jeszcze musiałam podjechać do pracy na 2 godzinki. A po pracy, poszalałam z wałkiem do malowania.

    Pomalowałam już pierwszy raz wszystkie ściany. Jaki kolor wybrałam taki mam, podoba mi się ale powiem, że nigdy jeszcze takiego w życiu nie miałam. Co mnie napadło, nie wiem, ale wiem, że mogę przemalować zanim panele podłogowe przywiozą. Mam czas bo jeszcze nie zamawialiśmy.

    Pozdrawiam serdecznie

  • Lecz czasmi koło zębate nie zaskakuje i jest przerwa.

    U mnie taka była w poniedziałek

    Ale od początku to jest od soboty.


    SOBOTA

    Pozwoliłam sobie troszkę dłużej pospać bo odpoczynek jest mi bardzo potrzebny. Z pracy do roboty to jest istny kierat ale … podjęłam się i mam dokończyć.

    Nie ma czasu na nudę i marudzenie, na odpoczynek też nie mogę sobie pozwolić. Pomalowałam sufit dwukrotnie oraz pasek przy na ścianie przedłużający sufit. Dawno temu a może bardzo temu, tak się w Polsce malowało, przynajmniej w moim regionie. MM nie znalazł czasu na zakrycie dziury po domofonie.

    NIEDZIELA

    czekałam ma MM aż mi załata dziury.

    Nie za bardzo palił się do tej roboty, a ja też nie miałam chęci tego robić. Wmówiłam jemu, że tylko on to może zrobić, i niech tak będzie. Niestety przechwaliłam bo największą dziurę spartaczył i musiałam poprawiać, a wiadomo poprawianie więcej czasu zajmuje niż zrobienie od nowego. No nic, poprawiłam i zaszpachlowałam pierwszy raz, drugi będzie po wyschnięciu szpachli.

    Pojechaliśmy do sklepu budowlanego obejrzeć listwy podłogowe. Ogromny wybór, ceny różne jak i materiał różnorodny. Zdecydowaliśmy ale po przeliczeniu na metraż podłogi zrezygnowaliśmy. Gwarancja na nasze całe życie, a kto mi powie ile ja będę żyć? Stanęło na listwach o gwarancji na 50 lat.

    Zaliczyliśmy jeszcze kawę i ciasteczka w francuskiej restauracji i czas do domku na odpoczynek.

    Jakiś czas temu rozpoczęłam robić spinki do poszewek na poduszki. Niektóre poduszki mają sznureczki inne spinki, zameczki błyskawiczne lub guziki, są i takie że nie mają zapięcie a jedynie zakładkę z materiału. Tego materiału jest niewiele, więc poduszka podczas spania ucieka. Poduszki bez zakładek i zapięć w ogóle uciekają z poszewki. Godzina była jeszcze młoda, oglądając film w TV, o dziwo normalny film, instalowałam spinki w poszewkach.

    PONIEDZIAŁEK

    To był inny dzień niż zazwyczaj. Po pracy wróciłam wykończona, zmęczona, wymięta, przepuszczona przez magiel. Nawet nie pamiętam czy cokolwiek do ust włożyłam. Pamiętam, że o 7:20pm napisałam do córci i syna wiadomość, że jestem w łóżku i dobranoc. Dzieci w jednej sekundzie zadzwoniły z pytaniem … co się stało…nic się nie stało, potrzebuje odpoczynku…

    odpowiedź… nareszcie….

    Zasnęłam snem zmęczonego człowieka.

    Ale muszę się przyznać. Z soboty na niedzielę usnęłam około 4 nad ranem i w niedzielkę wstałam już o 8am. Niewiele miałam tego snu. Co takiego robiłam? Bawiłam się na facebooku oglądając bzdurne filmiki. Jeden ciekawszy od drugiego. Tak mnie wciągnęły, że spanko odeszło w siną dal.

    Kiedyś człowiek musi odespać, w poniedziałek odespałam.

  • a może… co masz zrobić dziś, zrób jutro. Jutro będzie nowy dzień i nowe spojrzenie na wszystko wokół….

    Zchodząc po schodach na parter, spotkałam pieska czekającego na mnie. To sygnał, że MMa nie ma w domu. Kanapa w tv room pusta, przy kuchennym stole też go nie było. Włączyłam czajnik i sprawdziłam na app gdzie jest MM. U lekarza w właściwie na fizykoterapii palca.

    No to z szybkością błyskawicy, zrzuciłam szlaftoczek i rzuciłam gdzie popadło. Zbiegłam do piwnicy. Wyłączyłam zasilane elektryczne całego domu. Jedna drabina pod pachą, druga już wcześniej była na piętrze. No i…. jeszcze w pidżamie rozpoczęłam rozłączać ekektrykę przy sufitowym wiatraku. Kilka dni temu rozłczyłam przy wyłączonym włączniku i zdjęłam ramiona wiatraka. Po sprawdzeniu przewodów powyżej ramion wiatraka, okazało się, że mimo wyłączonego przełącznika na ścianie, jest zasilanie w przewodach. Dla bezpieczeństwa wyłączam główny przycisk zasilania elektrycznego. Wtedy jest pewność, że nic złego się nie przydarzy. MM cały dzień potrzebuje elektryki i wifi i nie ma zmiłuj się, pracuje, konferencjuje 😀 i elektryka musi być

    Ramy na suficie nie zdejmowałam bo może przydać się do nowego wiatraka. Motor też zostawiłam, bo nie będzie przeszkadzać przy malowaniu sufitu.

    Samo malowanie nie jest skomplikowane. Szpachlowanie dziur, dziurek, otwieranie pęknięć starej farby, zawsze jest czasochłonne. Szpachlowanie trzeba tak zrobić aby szlifowanie było dosłownie na minutkę.

    Do małych dziurek używam dozownika do kremów, sama wpadłam na ten pomysł bo pistolet jest za ciężki na moje schorowane rączki. Taśma papierowa przydaje się gdy pomiędzy sufitem a ścianą, stara taśma odstaje i należy ją wmienić. Natomiast taśma silikonowa (samoprzylepna) jest przydatna nie tylko do dużych uzupełnień ale i małych dziurek . Jeśli zaszpachlujemy dużą dziurę bez taśmy, podczas wysychania uzupełnienie szpachlowe popęka.

    Zdjęłam dziś wykładzinę, oderwałam listwy mocujące wykładzinę.

    Niestety pomalowanie sufitu musi poczekać do jutra. Listwy przypodłogowe jeszcze czekają na oderwanie. MM jest już gotowy na kupowanie paneli, ale ja nie jestem taka sprytna. Potrzebuję czasu. Listwy oderwę, ale nie wiem w jakim stanie jest ściana za listwami, możliwe, że trzeba będzie szlifować.

    Po godz 6 pm wybraliśmy się do naszej osiedlowej meksykańskiej. Pogawędziliśmy o wszystkim i niczym, MM spytał kiedy będę robić hahahahah🤣🙃 podłogę w sypialni. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie myślałam o sypialni bo nie zaczęłam jeszcze mojego offisa, ale poprosił o zrobienie garderoby.

    No kurcze ona jest już skończona, zdecydował wcześniej, że tam zostaje wykładzina. Teraz jej już nie chce. To dodał mi roboty.

    Wiem, że dam radę ale w garderobie już ustawiliśmy meble. No nic, dam radę.

    Tylko… kto mi podaruje kilka dni wolnych od pracy, żebym robotę w domu mogła wykonać?

    Moja ręka? Ma się dobrze, ale operacja jest potrzebna, a ja nie mam czasu na żadne zabiegi. Tak, tak, zdrowie najważniejsze. Nie wiem co lekarz powie, a raczej wiem… szybciej to lepiej, bezpieczniej…

    Ale to w środę usłyszę, do tego czasu muszę jak najwięcej roboty wykonać.

    Pozdrawim serdecznie, życząc miłego weekendu. 🌷🌹🌷

  • Za oknami ciemno tylko błyskawice przez szparki w żaluzjach wdzierają się do sypialni. Przerażający błysk po kórym następuje ciemność, za chwilę łubudu‼️‼️‼️‼️łomot‼️‼️‼️ Bummmm, deszcz, dudni spadając obijając się o rynny. Przy takim akompaniamencie nie chce się z łóżka wychodzić. Groźnie pomrukiwania grzmotów rozchodzi się w oddali. No i jak wyjść z cieplutkiej sypialni. Ta, tak, już ustawiłam grzejnik elektryczny. AC chodzi na pełnych obrotach, a ja się podgrzewam.

    Przywołana zapachami, Nakładam cieplutki puszysty szkafroczek i schodzę do kuchni. No czuję coś smaczniutkiego. Bliżej kuchni, smaczniej pachnie. Ohhhh‼️ To pieski w miseczkach mają żarełko. Toż nie będę wylizywać ich miseczek. Zadowoliłam się szyneczką.

    Deszcz słabł w swojej intensywności. Do wyjazdu do pracy jakoś nic mnie nie popychało. A jednak jest ten obowiązek który wykonać trzeba i należy.

    Komu w drogę, temu czas ☹️

  • Zdecydował/a że pojedzie na północ nie na południe. Można byłby zawrócić na stacji metra. Jeśli kierowca nie lokalny, to jak na zdjęciu.

  • Już za chwilę, będzie połowa września a ja na tarasie piłam poranną kawę 4 lub 5 razy. Padało i pada każdego dnia lub w ciągu dnia kilkakrotnie, z nieba dosłownie woda spływała.

    Dzis z rana było 20C ale nie miałam czasu na kawcie.

    Musiałam szybciutko wyjąć oprawę z oświetleniem z kuchennego sufitu. Dwie przestały świecić.

    Mus to mus. Po pracy podjechałam do dwóch sklepów. Mieli większe rozmiary ale mego niestety nie było. Rozmiar pasował ale inny producent i nie pasuje. Obejrzałam przy okazji panele podłogowe i wzięłam kilka próbek.

    Ostatatecznie oświetlenia zamówiliśmy na amazonie. Amazon jest jednak niezawodny. Nie wiem jak żyliśmy 30 lat temu. Pamiętam, że dzwoniło się po sklepach ale nie zawsze odbierali. Nie zawsze byli uprzejmi …. nie będę ganiać do magazynu żeby sprawdzić….

    Mamy teraz bardzo wygodnie. Nie odpowiada, odsyła się bez wyjaśniania dlaczego jest zwrot. Czasami amazon nie przyjmuje zwrotu, a pieniądze oddaje.

    W sklepach też nikt nie pyta o powod zwrotu zakupionego towaru. Zwracam bardzo często truskawki. Jeśli kupuję truskawki to powinny i tak smakować. Nie będę płacić za coś co tylko z wyglądu jest truskawką. Raz zwróciłam chleb, w środku była dziura ale chleba tam nie było.

    Pozdrawiam serdecznie🌹

  • Na zewnątrz jak nie leje to ukropnie. Przed i za domem wszystko zarasta zielskiem. Pogoda deszczowa sprzyja ale nie kwiatkom. Kwiatki się topią lub gotują, zielsko jest w swoim żywiole.

    Jedno jest dobre, że pogoda nie współpracuje ze mną, ale pogoda ducha to nie tylko współpracuje, pracuje na moją korzyść. I idąc w tym kierunku, pomysłów mam dużo.

    Po przedstawieniu mego pomysłu MMowi, o dziwo! Jest ZA.

    Pomysł polega na zerwaniu wykładziny w moim i jego office oraz na hollu i położenia drewnianych paneli. Dwie sypialnie zostaną jak jest, z wykładziną. Może kiedyś wymienię ją, ale nie wiem jak to się robi. Kto ułoży drewniane panele? NO JA!!! Nie wiem co z drugą łazienką na środku korytarza i dużą master. Nie wiem co będzie ze schodami, jak położę panele. Te mniej używane chyba nie będę ruszać, ale te szerokie prawie na wprost drzwi wejściowych, trzeba będzie zrobić. Mam pomysł, ale pomysł to nie realizacja. No nie wiem, czy będę potrafiła.

    Jak na razie milczę o swoich obawach.

    Możliwe, że w sobotkę pojedziemy do sklepu się rozejrzeć, a tym czasem…. mam trochę tych sufitów i ścian do pomalowania. Przed malowaniem ścian musze teraz oberwać listwy przypodłogowe.

    MM miał robioną dziś biopsję. Wszystko jest dobrze, ale biedaczek źle się czuję. Wycinali dwa razy mięsko z czoła?

    No jestem niepoprawna i spytałam

    – ale mózgu nie ruszali?

    – mam nadzieję, że nie – odpowiedział.

    Pośmieliśmy się i moje chore biedactwo poczłapało do łóżeczka. Po odpoczynku musiał usiąść przed monitorami i odbyć konferencję.

    Ugotowałam smaczniutki obiadzik i nakarmiłam.

    Cieszę się, że wszystko dobrze.

    Dobre wieści tylko dodają mi energii do dalszego działaniałania.

    Córcia przywiozła leczo które ugotowała, ale zjadła mój obiadzik. Jej leczo będziemy jeść jutro. Niesamowicie pachniało.

    Moje cierpiące MM już usnęło. Ogólnie w szpitalu spędził prawie 4h. A miało byc w 10 minutek. Poprzednim razem tak było, kiedy pobierali wycinek z pleców. Może za delikatnie powiedziałam, bo miał 6 szwów na plecach. Ładnie się zagoiło.

    Moja ręka czeka. W następną środę mam umówioną przedoperacyjną wizytę. A że to cały tydzień, to jeszcze poszaleję z remontem. 🪜🪛⛏️🪚🔨🔩⚒️🪜🪜⚙️

    Pozdrawiam, życząc spokojnej ŚRODY🌷🌹🌷🌹

  • Nie było z hukiem i przytupem. Nie mogliśmy się wszyscy w jeden dzień zebrać. Zrobimy to w następną niedzielkę, już nie urodzinowo ale bardziej towarzysko.

    Rodzina najważniejsza ale bez pracy nie ma kołaczy, więc zrozumiałe, nie rzuci się pracy aby drinka wypić.

    Zdrowotnie to: będę miała przedoperacyjne spotkanie z doktorem. Jeśli ręki zbytnio nie obciążam i biorę przeciwbólowe, to żyć można. Tylko czas nagli, bo coraz gorzej. Mimo tego chodzę do pracy i roboty😁.

    Skończyłam już łazienkę i garderobę. Zakupioną szafkę do łazienki skręciłam i reprezentuje się bardzo dobrze. Poprzednią szafkę córcia zabrała (oddałam) do siebie.

    Teraz już czas na mój office. Wszystkie narzędzia i farby już czekają. Możliwe, że jutro zacznę malować sufit. Stary wiatrak sufitowy będę musiała odkręcić, wprawdzie nowego nie mam ale stary mi się nie podoba. Spadek po starych właścicielach.

    Miłego niedzielnego poranka po mojej stronie, a pięknego popołudnia po drugiej stronie oceanu życzę. 😁

  • Nie odczuwam już tak podniośle tego dnia jak dawniej. Nie oczekuję życzeń z niecierpliwością jak dawniej. Nie oczekuję na prezenty, bo mam już wszystko. A tego czego nie mam, widocznie nie potrzebuję.

    Ale mam CHCENIA, chcenia to nie marzenia. Chcenia całkowicie zależą ode mnie. Realizacja jest możliwa, tylko nic z tym nie robię. Bo po co? O czym będę rozmyślać?😁

    Tak tradycyjnie,

    życzę sobie,

    WSZYSTKIEGO NAJLESZEGO‼️🌹🌷

    🤣😁🤣😁🤣😁

  • bo dziś po pracy zabawiam się w renowatora/stolarza. Czyściłam, kleiłam i dokręcałam poluzowane śruby w szafkach, w garderobie. Jutro połapię zszywaczem pneumatycznym to co klej nie zakleił. szuflady włożę na szyny i poustawiam na swoje miejsce. Niby to tak niewiele, ale żeby położyć klej należało te miejsca odpowiednio przygotować. Trochę czasu zleciało.

    Po 7pm całkowity relaksik przy kieliszku piwa, Pita cracers i guacamole. Wiem, na prawdę wiem, że czasami zachwuję się jak robol. Księżniczką nigdy nie byłam, nie te czasy, ale miałam wspaniałe dzieciństwo i szalone młode lata. Niezapomniane lata studenckie i lata budowy swojego domu. A później już poleciało.

    Dziś ostatni dzień lipca. Jutro po pracy porządki bo 2 SIERPNIA po godzinie 17 przybędę na ten świat.

    Dam popalić swoim rodzicom, jako 9- latka pobiłam ulicznego huligana, jako 10-cio latka chodziłam już na wagary, 11-latka wybijałam szyby w nowo pobudowanych domach. Aby swoją energię wykorzystać uczęszczałam na SKS biegałam i skakałam wzwyż z sukcesami.

    Stary niedźwiedź mocno śpi … pamiętam z pierwszej klasy podstawowej oraz kółko graniaste…. na przerwach mnie bardzo nudziło. Chodzenie w parach po korytarzu na przerwie to była katorga, a woźny był ważniejszy od dyrektorki.

    W 12 roku życia zakochałam się w Czesiu. No jak można było się nie zakochać? Był na zgrupowaniach i kibicował. Nikogo nie prisił o zeszyt, żeby przepisać prace domowe, tylko mnie😁jakie to było romantyczne🤣🤣🤣🥰. Historii nie cierpiałam, wezwana do odpowiedzi, stałam orzed klasą i pamiętałam Hiroszymę i co dalej? Czesio dwoił się i troił i z ust wyczytałam coś tam co mi nie pasowało. Więc, stworzyłam nowy wyraz i wypowiedziałam ….n a g a n a s a k i! Cała klasa w ryk, Czesio łapal się za głowę, nauczyciel powstrzymywał się od śmiechu. A ja niczym nie zrażona…..czego się śmiejecie, no tak było, tam też bomba wybuchła n a g a n a s a k i…..powtórzyłam. Nauczyciel p. Wiktor był też nauczycielem wf i prowadził SKS, już śmiał się na prawdę, klasa za brzuchy się łapała. Nie dwójki nie dostałam, kazał mi wracać do ławki. Czesio mi później wyjaśnił, to i ja się pośmiałam

    W ławce siedziam z Wiesiem który miał problemy z pęcherzem. Wiesio zsikal się podczas lekcji, powstała kałuża. Dzieciaki śmiały się i wyzywali go od sikunów. Stanęłam w jego obronie, moja młodsza siostra miała ten sam problem. Pomagałam mamusi, na ile mogłam. Rozumiałam Wiesia.

    Pojechałam z młodszą na kolonie, miałam chyba 12-13 lat. Mlodsza zsikała się w nocy, nie rozumiała jeszcze, że cudza choroba jest tematem dla żartów ubliżania. Pora śniadaniowa, udawałm, że czegoś szukam i gdy wszyscy wyszli, a było tam z 20-25 łóżek, prześcieradłem wytarłam kałużę i przewróciłyśmy materac. Założyłam na łóżku młodszej, swoje prześcieradło, a mokre upchnęłam pod materac młodszej, no ona nie sięgała jeszcze nogami do ramy łóżka. Czy młoda rozumiała? Nie. Pytała … czemu my to robimy?… czy pamięta to zdarzenie i że zaoszczędziłam jej przykrości? Nie, na pewno nie pamięta. Chciałam ją ochronić, przed szykanami, chociaż nigdy w życiu ich nie zaznałam ale widziałam jak mogą dzieci być okrutne dla swoich rówieśników.

    W sumie byłam tylko 2 razy na koloniach. Po pierwsze: po prośbach Tatuś wysłal na kolonie ale musiał opłacić cały turnus pobytu, bo inteligent. Po drugie: wszystko tak zorganizowane, że czas wolny był czasem niewolniczym.

    Szkoła średnia czas szalony. Już się wiedziało po co się żyje. Czy na pewno? Uwielbiałam jeden przedmiot, prawoznawstwo. No i jak zwykle chodziłam na wagary. Sama chodziłam na wagary, do kościoła. Zastanawiałam się co dalej, po co się urodziłam i co takiego wielkiego mam do zrobienia na tym świecie. Chyba wtedy zrozumiałam, że moje miejsce jest w zakonie, że tą drogą powinnam podążać. Czy byłam emocjonalnie dojrzała? Chyba nie, czy 15-16 latka jest na tyle świadoma swoich uczuć, pragnień i swojego jecestwa? Byłam na etapie poszukiwania siebie, swojego miejsca. Byłam zbuntowana, że się urodziłam a jednocześnie szczęśliwa, że żyję i mogę czerpać życie pełnymi garściami.

    Po rozmowie z księdzem, który dał mi czas do ukończeni 18-ego roku życia, rozpoczęłam nowy etap w moim życiu.


    No i jestem tutaj wciąż nieokiełznana i nie zniewolona. Jestem zodiakalną lwicą i jak bardzo różną, inną, unikatową, od mego MM zodiakalnego lwa.

    Pozdrawiam serdecznie🌹

  • Skończyłam malowanie: 2 warstwę farby na ściany położyłam, drzwi 2 szt pomalowałam, listwy przypodłogowe, rama okienna i parapecik również. Zamalowałam wszystkie maźnięcia na ścianie lub suficie. Wymyłam lustro i zlew. Przesunęłam safki z sypialni i nastał czas na kolację.

    Pizza z anamasem i piwo. Kilka tygodni temu zakupiłam przez amazon kieliszki do piwa wyprodukowane w Krośnie.

    Zamówilam komplekt 6szt. Nie zdążyłam nawet wymyć wszystkich, a MM jedną już pobił. Stał przede mną z tak bardzo skruszoną miną, że nie mogłam się nie zaśmiać.

    – szkło się tłucze, zostało jeszcze 5 – powiedziałam.

    Nie, nie przejęłam się, nie żałuję, że nie mam kolmpletu szklanek do piwa. To tylko szkło, ładne szklane kieliszki do piwa.

    Piwo inaczej smakuje z kieliszaka a inaczej z butelki. Kto pije piwo ten wie.

    Pozdrawiam wszystkich odwiedzających.