Ostatnia niedziela 2019 roku

Dłużą mi się wolne dni przed i po świętach. Dłużą mi się dni przed sylwestrem. Nie wiem co będzie po sylwestrze.

Jestem rozdrażniona brakiem zajęcia, bo nie będę hałasować dmuchając liście, dzielnica moja jest w jakimś sennym transie. Cicho i nic się nie dzieja. Wymarli sąsiedzi. Czasami przejedzie na dole na ulicy jakiś samochód ale spacerowiczów z pieskami nie ma, nie ma też biegających.

Od ponad miesiąca i dziś rozmawiałam z mamusią na skype. Zadzwoniła też moja przyjaciółka Alunia z życzeniami.

Wieczorem postanowiłam upiec takie same bułeczki jak wczoraj. Smaczne to i zniknęły szybciutko i dziś zrobiłam ciasta dwukrotnie więcej.

MM otrzyma z nadzieniem makowym a sobie i synowi z dżemem figowym. Jutro przed pracą zawiozę córci😁.

Ciasto rośnie. Rośnie w misce z ciepłą wodą. Po opatuleniu elektrycznym kocem nic nie ruszyło się, mimo że godzinkę tak trzymałam. Gdy wstawiłam miskę z ciastem w misę z ciepłą wodą …. rośnie jak na drożdżach😁.

Na myśl że jutro idę do pracy to sece omal nie wyskakuje z persi. Nareszcie.

Pokusa

Jeszcze nigdy tak mnie nie kusiły bułeczki jak tego wieczoru. Zostawiłam do ostudzenia i ucieklam do łóżka już o 9pm. 

Tak, tak schowałam się do sypialni. Wiem, że dałabym radę, ale po co siebie tak torturować? 
Zapach byl, niesamowity, tym bardziej, że od tygodnia nie jadłam pieczywa, ziemiaków, żadnych makaranów i ryży. Co zjem w piątek? Upiekę bułeczki. Ziemniaki puree, takie moje puree, (masło, ser żółty i mleko). Może kilka łyżeczek lodów. Jak dużo nie trzeba, aby pomarzyć o jedzonku, wystarczy dieta.