Zakręciłam się

Poniedziałek

W nocy z niedzieli na poniedziałek spałam bardzo źle. A gdy nad ranem przed 4am coś gdzieś w domu gruchnęło, nie wstałam sprawdzić. Pieski nie zaszczekały, więc nie zerwałam się na równe nogi. Zastanawiałam się co i gdzie ….może pieskom spadła duuuża psia kość ze schodów, może… i już mi pomysłów zabrakło. Zasypiałam – budziłam się i zasypiałam. Gdy wstałam miałam lekki ból w szyji. W pracy podczas skrętu głowy w prawo, minimalny ból. Nie taki aby zaprzątać sobie tym głowę.

Po powrocie z pracy, sprawdziłam gdzie i co spadło. Lusterko powiększające przmocowane przyzsawką do lustra spadło. Spadło, leżało na podłodze w łazience. Całe.

Wtorek

Noc minęła niespokojnie. Ból szyji się nasilił. Przy każdym przewróceniu na bok, budziłam się i kombinowałam jakby to zmienić pozycję ciała. Tak, tak… nie zmieniłam, tylko wyprostowałam.

Prowadząc samochód, nie mogłam skręcić głowy w prawą stronę i sprawdzić czy aby nikt nie nadjeżdża, wykonując manerw samochodem w lewą stronę. Na wyczucie, zgadywanka, ruletka. Do domu wróciłam szczęśliwie. Po południu popracowałam jeszcze w ogródku i posmarowałam szyję maścią.

Na noc również posmarowałam.

Środa

A w nocy…a w nocy… żeby zmienić pozycję ciała, bo przecież człowiek wierci się podczas snu, musiałam schwycić głowę przy szyji obiema dłońmi i…dopiero zrobić coś ze swoim ciałem. I…. eureka… przecież mogę pójść do lekarza …!!!!!! Spałam i drzemałam. Bólu nie było jak nie ruszałam głową. To mnie pocieszało. Nad ranem bo 5am już nie mogłam usnąć.

Mam teraz piękny cieplutki poranek. W leciutkiej pidżamce siedzę w swoim kąciku na decku. Popijam małą czarną. Szyja mniej boli. Wiem, że do lekarki nie pojadę. Muszę posadzić kupione wczoraj kwiatki i 3 tuje.

Mężczyzna jest głową rodziny, kobieta szyją.

Za dużo się wymądrzałam teraz mam nauczkę.

A tak na poważnie, nie wiem co i kiedy mnie złapało.

Znów pogryziona

Nie wiem co i kiedy ale….

Wtorek miałam bardzo pracowity. Wycięłam dwa drzewa. Wysokie, umiem ciąć tak, aby spadły w odpowiednim miejscu. Później przez cały dzień cięłam na małe kawałki. Pakowałam do worów mniejsze gałęzie, a konary wiązałam. Tak mi zleciał cały dzień.

Możliwe że ugryzł mnie jakiś zabłąkany komar, ale z rana wstałam pogryziona jeszcze bardziej. Z tyłu w pasie z lewej strony miałam kilka swędzących ugryzień. Zdziwiłam się bardzo, posprejowałam się od komarów, dziwne, dlaczego z tyłu w pasie mnie pogryzły, nie ręce, nogi, czoło. Pogryzły z tyłu w pasie i do tego przez bluzkę. Nie drapałam, nie smarowałam. Nie wiedziałam co, więc nie wiadomo co może mi ulżyć. Drapanie może skończyć się infekcją.

W pracy, cierpiałam. Nie tylko swędziało, paliło.

Po powrocie do domku, wskoczyłam pod zimny prysznic. Omal nie zdarłam z siebie skóry. Opanowałam się, a było bardzo trudno.

W czwartek, a więc dziś. Mam bąble po prawej stronie. A więc, pas z tyłu jest obąblowany. Nie mogę siadając się opierać, zakładać majteczek ( nie ważne jakie). Bąble schodzą na pośladki. Jeden jest na szyi ( z tyłu) pod włosami.

Zaczęłam szukać w google. Nie wiem dlaczego, ale na myśl mi przyszły pluskwy. MM lata samolotami, mieszka w hotelach, może przywiózł pasażerów na gapę? Może, za dużo łykam witaminek. Jutro mam wizytę u lekarza. Wszystko się wyjaśni.

Strach kłaść się do łóżka. Mam nadzieję, jeśli to pluskwy to MM będą chrupać, więcej ciałka.

No jak to w małżeństwie… co jest moje to jest twoje…