Zmiana czasu

Z soboty na niedzielę zmieniliśmy czas na letni, wskazówki zegara przesunięto o 1 godzinę do przodu. Wydaje się, że to tak niewiele. Cóż znaczy 1 godzina?

Dużo!

W niedzielę wstałam, wg starego czasu przed 10am, na zegarach przed 11am. Czas szybko minął. Nie obejrzałam się i po “staremu” położyłam się spać około 11pm, było około północy. Żeby tak można było usnąć, rach ciach, ale nie. Zmiana pozycji do spania ze 100 razy, picie wody 2 buteli, marsz do łazieniki i po 2 am, chyba usnęłam.

Poniedziałek 12 marca

Dokładne, nic nie robienie.

A to z powodu, uridzin mego syna. Siedziałam, krześle, kanapie jednej drugiej, fotelach. Przemieszczałam się z pokoju do pokoju. Czytałam blogi, informacje, reportaże na internecie. Coś niecoś przegryzłam i znów łaziłam z kąta w kąt, od okna do okna. Wspominałam jak to było, z tym niefortunnym rodzeniem.

Głodna, około 1pm zaczęłam się szykować do wyjścia na kolację. A czasu miałam baaaardzo dużo. 5 godzin to można i operację plastyczną przeprowadzić, coś podciągnąć, coś opuścić.

Na twarz nałożyłam, podkład, zrobiłam oko, pomadka i upiękniona, znów się poniewierałam.

Suszona śliwka

Konserwownie, konserwowaniem, ogórkiem ani grzybkiem nie jestem, potrzebuję nie tylko czasami, czegoś do posmarowania swojej twarzyczki. No cóż, lata lecą, tam i ówdzie pomarszczyło. A marszczyć będzie, i bardziej i więcej, z czasem wyglądać będę jak suszona śliwka. 😥😥😥😥😥(nikogo nie obrażając) Oby nie pomarszczyło‼️‼️‼️ Każda kobietka zagląda do lustereczka …lustereczko powiedz…

lustereczko odpowiada

…czego chcesz stara pudernico? 🤭🤭🤭🤭

Aby nie usłyszeć, co tam lustereczko ma do powiedzenia, kupiłam krem. Krem drogi jak cholera, podwójna cena porównując do polskich. Krem i serum sprowadzony prosto z Paryża. Aby dopuścić na rynek amerykański muszą być przeprowadzone dodatkowe badania lub…poddać dodatkowemu uszlachetnieniu. Nie wnikam w szczegóły. Jest jak jest, ja go wybrałam, a MM zapłacił. Stwierdzając przy kasie, że nie chce mieć przy sobie nastolatki woli starą. Ja znam MM żarty i nic mnie nie dziwi, lecz na te słowa, duża, gruba i czarna stara doooopa spojrzała na mnie wymownie. Oczy i jej grymas na twarzy mówił… jak ty z takim starym gburem wytrzymujesz, powinien płacić i nic nie gadać… zlekceważylam jej wymowne spojrzenie. MM nie jest gburem, nie jest stary, każda by chciała takiego jak MM. OK może przesadzam ciutkę, ale MM jest mój i tylko mój. Nic nikomu do tego, jak żartuje. A może miał na myśli, że młode by jego więce kosztowały? Hahahahahah

Na noc nałożyłam serum i krem na twarz, szyję i dłonie. Serum ładnie się wchłania, krem nie należy do tych tłustych, co czasami sciekają. Z rana kazałam MMowi nałożyć okulary i mnie dokładnie obejrzeć. Bo te specyfiki w takiej cenie to powinny działać po jednym użyciu, a nie jak reklamowali w sklepie, po 40 dniach. Mogę nie dożyć i nikt różnicy nie zauważy. MM obejrzał dokładnie … pokiwał głową, zmarszczył czoło, pofiukał…no ja to różnicy nie widzę…powiedział. Ale gdzie ty masz te zmarszczki? – spytał

No i widzicie! Po pierwszym razie zadziałało!!!

Teraz, tak na serio. Dłonie się wygładziły. Szyja potrzebowała dokładniejszego nawilżenia i wygląda na to, że otrzymała. Jest w lepszej kondycji. Twarz? Nie widzę większych zmian, po pierwszym razie. Serum i krem należy stosować raz dziennie, ale z rozbiegu, nakremowałam się z rana. Ogólnie stosować będę jedynie na noc.

Za dawnych czasów, zimna woda ze studni i szare mydło wystarczało.

Fryzjerka

Ostatni raz u fryzjera byłam we wrześniu, jeszcze w Polsce. Moje włosy szybko rosną, spinałam już w mysi ogonek. Nie mam tak wiele i tak grubych włosów jak chinki, wietnamki lub meksykanki. Moje włosy bez podkręcania się falują. Przy długich włosach jest ok, przy krótkich niezbędne prostowanie, przy tej czynności niejedokrotne przypalam. A po tym, włosy łamią się i wypadają. Oj jak będę łysa to będę, malować nie przestanę siwych naturalnych, jak to zwykle mówią siwe babcie, farba szkodzi włosom. Niech szkodzi, mi już nic nie zaszkodzi. Maluję od 18go roku życia. Były takie okresy, że tydzień byłam blondynką a następny szatynką, brynetką lub granatową.

Dzień wcześniej zamówiłam wizytę i wczoraj wieczorkiem, zostałam przecudnie obcięta. MM owi się podoba😁. Nie zawsze udaje się mojej fryzjerce, dobre scięcie. Czasami tak obetnie, że tylko płakać. Dawno temu położyła farbę na włosy, malując tak skutecznie pół czoła, że zcierałam około tygodnia. Po tym fakcie nie odwiedzałam jej około roku. Po tej przerwie, ona zmieniła zakład, a ja ochłonęłam. Na pytanie dlaczego nie przychodziła, zgodnie z prawdą powiedziałam o problemie jaki mi zafundowała. Fryzjerka szczególnie moja, musi mieć fotografię z fryzurą przed sobą. Wtedy, trafia w 9,999999. W 10 nie trafi, ponieważ jest to uzależnione, od owalu twarzy, gęstości włosów itd.

Dziś mnie telepie. Czyżby szło przeziębienie, grypa, jakaś inna choroba? Oczywiście, że jak słoneczko świeci to zdejmuję okrycie i wystawiam gołe ramiona. Może i gdzieś powiało. Popijam harbatkę owocową z miodem i rumem. Nie rozgrzewa niestety, może za mało rumu lub miodu.

Nie jest dobrze, wciąż zimno, kaszlę i co raz częściej sięgam po husteczki do nosa. Jeszcze jutro do pracy, następny tydzień wolny od pracy, mam jedynie spotkanie lanchowe z Sandrą, chyba ostanie spotkanie z Ellen przed jej ostatecznym wyjazdem z miasta, Jolanda się nie odzywa, więc też trzeba odwiedzić, możliwe że jest chora. Następny tydzień zapowiada się obiecująco. Oczywiście, jeśli grypa nie zatrzyma w łóżku.

Cebulki tulipanów czekają od jesieni na schowanie do ziemi. Jesień była za ciepła, teraz jest już czas, muszę wygospodarować kilka godzin ze swego napiętego spotkaniami grafiku.

Tak było w kwietniu 2017, jak będzie w tym roku?

Samotna piękność

Dziś byłam w salonie piękności, zrobiłam brwi i rzęsy. Miałam już robione brwi na sposób indyjski, to prawda, dłużej się utrzymują. Dziś miałam zrobione tradycyjnym sposobem, na wosk. Idealnie wyprofilowane i kolor….kolor dopasowany do cery i oczu. Nic nie trzeba poprawiać, trzeć ręcznikiem aby trochę były jaśniejsze. Podobam się sobie, normalnie jest PIĘKNIE!!!!!! W piątek lecę na oczyszczenie twarzyczki i odżywienie, muszę to zrobić przed 25godzinną podróżą. Kto by nie miał stracha, normalnie się boję. W podróży będę miała wszelkie wygody, o to zadbał mój MM, z tym że podróż jest zawsze męcząca. Jazda autobusem z Wawy do mego miasta to 4 godziny, wykupiłam miejsce w pierwszych rzędach, za dodatkową dopłatą. Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Powolutku pakuję się, powolutku… bo siedzę na decku, słucham muzyk’i, śpiewam, mruczę, podskakuję na kanapie ogrodowej, piszę posta, patrzę na back yard, dusza i serce się cieszy. Piekę chlebek na zakwasie. Właśnie wyjęłam z piekarnika, pychotka. Nie jestem zadowolona z jednego, MM nie wrócił na weekend do domu, jestem bardzo samotna. Nie pierwszy ale mam nadzieję ostatni raz. Tak myślę, tutaj jestem sama, jadę w samotność do Polski. Przecież u mamusi nie będę nocować, wracać będę do pustych ścian. Chciałabym, aby ta moja samotna podróż była ostatnią samotną podróżą. 
9:12pm, MM wciąż w pracy, prosiłam aby już zostawił i pojechał do hotelu, odpoczynek mu się należy. Aha, posłuchał, na pewno. Dalej siedzi i myśli może, że ma 35 lat, pełen energii i świat do niego należy. Kiedyś w Polsce, pracowałam podobnie jak MM w tej chwili, a moje dzieciaczki spały na kanapie w konferencyjnym pokoju, myślałam, że robię dobrze, że robię dla firmy o siebie, naprawię nie tylko system w firmie ale i cały świat. Doceniona może i zostałam ale co z tego, czasu i straconych chwil nie spędzonych z rodziną nikt nie zwrócił. MM mówi mi, że to jest jego praca, on umrze a świat dalej będzie się kręcić bez niego, ja to zrozumiałam, czas aby i on zrozumiał. Nic ale to nic, zupełnie nic nie jest ważniejsze od naszego zdrowia, dzieci i rodziny. Tylko….trzeba przejść długą wyboistą drogę aby to zrozumieć. 
Sąsiad o czarnym kolorze skówy jest w swoim domu, muzyka u mnie,  a on w pewnym momencie, trzykrotnie, gasił i zapalał światło, później stanął przy oknie. Muzyka nie była głośna, więc niemożliwym aby ją słyszał, widział za to, że siedzę na decku. No, ciutkę bo jak na moje możliwości to troszeczkę potańczyłam. Podglądał? Przez lornetkę? Wszystko możliwe, wszyscy w ameryce mają lornetki. Czy spać będę spokojnie, bez obaw? Chyba nie możliwe. Dlaczego gasił i zapalał światło, wyglądało tak jakby nadawał jakiś sygnał, nie ma dzieci więc się nie bawił, spięcie tak nie wygląda bo gdyby byłoby to spięcie światło by zgasło. No nie wiedziałam , że jest w domu, gdybym wiedziała to nie wyszłabym na deck. Nakręcam się? Lepiej nakręcać się niż zbgatelizować. Wyobraźnia? Lepiej uruchomić wyobraźnię niż jej nie mieć. MM wciąż w office, wysłałam smsa do córci, o tym dziwnym zdażeniu u sąsiada. MM i tak by to zignorował, jest zajęty. 10:22pm widzę MMa w hotelu. 

Lepiej zdmuchnąć mały płomień, niż czekać na pożar.

Odżywki

Przebudziłam się dziś o 4am. Za wcześnie. Usmażyłam naleśniki synkowi.

4:12pm

Jestem zmęczona i senna. Siedzę na szerokiej kanapie w oczekiwaniu na zabiegi piękności. Nie tylko pracą człowiek żyje. Paznokcie też potrzebują specjalnej pielęgnacij. Od ciągłego malowania, płytki paznokci rozdwajają się i pożółkły. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Mimo że paznokcie potrzebują powietrza, nie można pokazać światu ich w takim stanie. Muszę kupić olejek rycynowy, może po jednym smarowaniu na noc, coś pomoże.

Dziś robię brwi, rzęsy i odżywienie cery twarzyczki. Przydałby się jakiś zabieg naświetlający. Zobaczymy co mi zaoferują oprócz tego co zamówiłam na dzisiaj.


 

Ożywiona i dożywiona moja skóra.

Fryzjerka

Po powrocie z pracy, rozmawiając z mamusią na Skype – mamusia doprowadza mnie do szaleństwa, płacze że bolą nogi, kręgosłup i nie może chodzić, siedzieć, leżeć. Przez łzy opowiada, że posadziła ogórki na grządkę i teraz ją wszyyystkooo boliiiiii😢😢😢😢😢. Na pytanie po jaką cholerę ty to robisz – bo nie mogę jeść sklepowego. Oj tam, oj tam. Tabletki od bólu nie przyjęła i takie tam wmówki. No potrzebuje zainteresowania, to ja wiem, ale nie mogę siedzieć na skype cały dzień i każdego dnia i wysłuchiwania co ją boli, jak boli, jak długo boli …. Starsza jak zajeżdża do mamusi to chrzani o swoich dzieciach, o koleżankach z którymi się spotyka i sukienkach zakrywające pośladki. Starość we włosach, w głowie “młodość”. Młodsza po pracy, pracuje w domu na kompie i zna każdą kostkę mamusi, ma dość. Ja wysłuchuję, tłumaczę krzyczę, proszę. Jutro nie zadzwonię, muszę odpocząć od swojej matki. Nie odbiorę skypa, nie umrze, szybciej mnie wykończy terorystka. Wiem, wiem, jadę na ponad miesiąc, będę u mamusi każdego dnia, ale też wiem, że będzie spokojniejsza.

A więc, będąc na skype z mamusią usmażyłam naleśników, z serem. Jutro zawiozę córci, na czwartek zamówił synuś lecz z dżemem.

Zmęczona pracą, skypem i z pełnym brzuchem usnęłam na kanapie. Tel obudził. Fryzjerka zadzwoniła z pytaniem czy mogę być wcześniej, niż o umówionej godzinie.

Patrzę w lustro z lewej, prawej i na wprost strony i … nie obcięła, no nie obcięła tak jak jej pokazałam na zdjęciu. Znów (co jakiś czas tak robi) odwaliła chauturę. Dobrze że włosy mają to do siebie, że rosną. Za krótko mnie obcięła, jest mniej niż OK.  Następnym razem będzie lepiej.

Decyzje

Przepiękny dziś dzień. Słoneczko świeci lecz nie parzy. Od rana zajęłam się sobą, włoski ułożyłam, makijaż i paznokcie pomalowałam. Patrząc w lustro nie chcę się wstydzić swego wyglądu. Nic nie planowałam, wyjścia, wyjazdu, nawet prac ogrodowych. Chcę ładnie wyglądać dla siebie, cieszyć się swoim widokiem zanim jeszcze mogę.

Przez okno spojrzałam na front yard i zdecydowałam zadzwonić do firmy ogrodowej. Skosić i dopatrzyć trawników, korę i igły rozsypać, podciąć krzewy, posprzątać i zrobić ogólny porządek.  Czekam na szacunkową wycenę.

Mam dość, mam dość zajmowania się ciężkimi pracami i jeśli chcę pożyć dłużej i bez cierpienia, tym bardziej nie powinnam tego robić. Do mnie mają należeć kwiatki, przesadzanie, sadzenie i podlewanie.

Back yard… to zaraz obrośnie w historię. MM poszukuje firmy która dokończy moje dzieło. Na razie to tylko obiecanki lecz żadnej wyceny nikt nam nie przedstawił. Pozostało niewiele do zrobienia, ja tego robić już nie mam zamiaru. Uzbroiłam się w cierpliwość i czekam.

Zadzwoniła córcia z zapytaniem, czy możemy podjechać do Costko (potrzebna karta wejściowa). Z i Ivanem zrobili większe zakupy. Wróciłam do domku.

Firma była pod moją nieobecność, podobno oszacowała to i owo. Umówiłyśmy się na sobotę rano. Niestety nie przyjechała. Za dużo pracy, lenie i to wszystko.