Jak spędzam niedzielę

Pospało mi się dłużej, może dlatego, że budziłam się w nocy. Nie powinno być gorąco bo, chłodzenie “chodziło”, wiatrak sufitowy też się kręcił, ręce zimne a ja spocona. Po którymś przebudzeniu przypomniałam o wypitym likierze. Ale…rozumiem , gdybym wypiła przynajmniej pół butelki to niech, grzeje, poci, “rozbiera” na czynniki pierwsze. Likierowy kieliszek jedynie.

Z raniutka pojechałam po cieplutkie pieczywko do Panery.

Później kanapeczki, kawcia na decku i do tego szpalta gazety sobotnio-niedzielnej.

Telefon, 1,2,3 i któryś tam, z Polską i MM z Ohio.

Pomysłu na zagospodarowanie niedzieli nie miałam, chodzenie, przemieszczanie się, włuczenie z kąta w kąt nie wchodziło w rachubę.

Wiadomo w ameryce szafy w domach są duże, to są oddzielne pokoje w których są wieszaki, szafki i półki. No to weszłam do takiej szafy, porozglądałam się na lewo i prawo, zaczęłam przeglądać garderobę. I tak w to przeglądanie wsiąkłam, że nie spostrzegłam a było już daleko po 2pm.

Poodkładałam rzeczy których jakiś czas nie nakładałam, przejrzałam bluzki i spodnie jeszcze ze sklepowymi metkami. Przyjrzałam się im, czy w ogóle to nałoże, jeśli wiszą już parę lat. Do nowej sukienki nie miałam w ogóle “serca”. Nie pamiętam jaka to była uroczystość lub zwykłe spotkanie rodzinne ( tyle ich było, że nie zliczę) w restauracji. W takiej samiuteńkiej sukience jaka u mnie wisiała na wieszaku, spotkałam panią. Pani ładna, zgrabna, ale ja swojej sukienki nigdy już nie nałożyłam. Patrząc na sukienkę, widzę inną osobę. Koniec i kropka, do oddania. W całej ameryce są sklepy Goodwill, do których oddaje się rzeczy używane i nowe. Sklep wystawia cenę i sprzedaje. Oddaje się do tego sklepu: artykuły użytku domowego od mebli, dywanów do noży i widelców. Odzież od majtek i staników do pasków do spodni. Elektronikę: telewizory, radia, płyty winylowe, nagrania na taśmach magnetofonowech itp. Dosłownie wszystko. Jeśli nie mam ochoty zwracać nasion trawy do sklepu w którym robiłam zakupy, mogę oddać do Goodwilla, aby opakowanie nie było porwane i rozerwane. Obuwie: sandały, papucie itd…

Całkowicie zużyte trafiają na śmietnik, reszta do odsprzedaży.

Kolekcjonuje zegarki, często tam zaglądam i … trafiły mi się dwa fikuśne po niespełna 2$. Kupiłam również kryształowy polskiej produkcji flakon do kwiatów. Cena była poniżej 10$ jak dobrze pamiętam.

Tak sprzątając doszłam do torebek. Odłożyłam dwie. Jedną przywiozłam z Polski rok temu i … używałam będąc rok temu w Polsce i w czasie podróży. Kupując podobała mi się bardzo i cena była słuszna. Po powrocie odstawiłam i wiem, że nigdy więcej jej nie użyję.

Czas na późny lunch więc, pojechałam znów do Panery. Ta sama kasjerka która obsługiwała mnie dzisiejszego poranka, wciąż ci sami ludzie pracowali. Zatrzymałam się chwilę i z nimi podziamdziałam. 😁

Teraz?…. muszę kończyć organizację szafy, ale…. mi się odechciało.

Resztę rozwalonych rzeczy wepchnę w kąt pod wieszaki z bluzkami i niech tak leżą. Czy muszę być perfekcyjna?

A jeśli upchnę w kąt te rzeczy precyzyjnie i perfekcyjnie to…. czy wciąż będę perfekcyjna?

A tam nie ważne.

Moja szafa – moja perfekcja😁🤭.

Samotności nie odczułam tej niedzielki, grunt to zająć swoje ręce i głowę, a czas szybciuteńko zleci.


Tak miało być, upchnę, przydepczę, ucisnę w kąt resztę nieułożonych w szufladach, na półkach i nie powieszonych na wieszakach rzeczy i udam, że nie widzę.

Tak miało być, ale nie było.

Poukładałam wszystko do końca, do ostatniego ciuszka i bucika. Szczerze? Jak ja miałam dość robienia niedzielnych porządków w szafie! Po zakończeniu, spojrzałam lewym a później prawym okiem na ład jaki zapanował ale….nie było skakania pod sufit, było ufff ….. nareszcie koniec. 😰😰😰😰Czy warto było poświęcić kilka godzin dla jakiegoś UFFFFF?

Mogłam założyć nogę na nogę i się ponudzić, ale nie …. ja muszę zawsze, no zawsze znaleźć sobie jakieś zajęcie.

W piątek wieczorkiem

Z rana pukanie do drzwi, frma od chłodzenia przyjechała, przeprowadzi konserwację i wymianę filtrów. Znów pukanie , panowie od internetu, sprawdzić speed i ogólna kontrola. Przy każdym pukanku pieskowe szczekanko. Nie pospałam. Wolniutko, bardzo wolniutko budziłam się, kiedy obie firmy odjechały, staneliśme na ganeczku przy drzwiach frontowych, podziwiając cudowny cieplutki poranek, nagle na dole za drzewami na ulicy zauważyłam mężczyznę.

MM powiedział – to jest J….

Nie doszło do mnie, że to mój synuś, bo niby jak, dlaczego, a gdzie jego samochód. Kiedy zbliżał się, stwierdziłam, że to synuś.

Samochód zostawił w zakładzie do przeglądu, wymiany oleju i wrócił pieszo – około 2 godzin.

Później miałam pracowity dzionek, no oczywiście, że na yardzie. Po wczorajszej ulewie i huraganie, było dziś prawdziwe sprzątanko. Gałęzi ułamanych, kwiatów i zielonych liści, wszędzie. Nie wiedziałam, dmuchać czy zamiatać. Robiłam jedno i drugie.

Mieliśmy umówione strzyżenie i mycie piesków. W tym samym czasie zadzwonili z zakładu że syna samochód jest do odebrania. Zapakowaliśmy się we trójkę do samochodu a z nami pieski. Amber zaczęła popiskiwać. Nie lubi jazdy samochodem. Więc. postawiłAm ją na tylnych łapkach przy uchylownym oknie, miała możliwość oglądania “wielkiego świata” i jednocześnie, powiew powietrza. Zawsze piszczy i wyje, nie sposób z nią jechać. Zima lubi jazdę samochodem. Mieliśmy pieski zostawić w “myjni”, odwieźć syna do zakładu i pojechać na zakupy. Zawsze mamy od3 do 4 godzin luzu.

Niespodzianka!!!!!System komuterowy zmienili w “pralni piesków” i nie mogli nas znaleźć. No i nas nie przyjęli. Byliśmy niepocieszeni. To nie pierwszy raz taka sytuacja. Korzystaliśmy i innej “myjni” ale niestety, właścicielka zamkneła zakład na zawsze i bezpowrotnie. Właścicielka i obsługa bardzo miła, pieski ostrzyżone dokładnie i zawsze tak jak chcieliśmy. Nie mieliśmy nigdy kłopotu i powodów do narzekań. Ta myjnia nie tylko jest nam nie po drodze, ale zawsze, no zawsze jest jakieś ale….wiele razy nie zwracamy uwagi i dopełniam, dokańczam dzieła już w domu swoją pieskową golarką. Jeden raz pieski siedziały w klatce 5 mówię pięć długich godzin w klatce. Nie dzwonili, więc z MM stwierdziliśmy, czas jechać. Zajeżdżamy a ja od wejścia słyszę Zimy ujadanie. Nie wracałam uwagi na krzyki personelu, pobiegłam na zaplecze a tem….moje pieski w klatce i jeszcze nie wymyte nie ostrzyżone. W momencie kiedy krzyczałam, żeby mi je oddano, wyprowadzono pieski do szybkiego mycia. Bez strzyżenia, suszenia zabraliśmy je do domu. Byłam wstrząśnięta zachowaniem personelu. Niestety najbliższa “myjnia” też zamkneła swoje podwoje. Obecnie jesteśmy na etapie szukania samochodu, który jeździ strzyże myje i robi całą pielęgnację zwierzaczków, na podjeździe przy domu.

Więc……

znów się tłukliśmy z pieskami w drogę powrotną.

Pieski zostawiliśmy w domu, czas na lunch. Zatrzymaliśmy się na jadło, nakarmić siebie i moje dorosłe dziecko. A co, niech zna serce matki 😀😀😀.

Zakupy dokonaliśmy wielkie, bo… specjalne półki do garażu. Teraz cała organizacja w garażu, należeć będzie do mnie. Przyszedł czas na porządki w tej części domu. Miałam jakieś tam półki ale nie mieści mi się wszystko. Sprzęt ogrodowy, chemikalia, sprzęt elektryczny, jest w wielkim nieładzie. Posprzątam i za chwilę ponownie robię bałagan.

W piwnicy mam porządeczek wszystko ma swoje miejsce, wchodzę i widzę, nie muszę przesuwać, przekładać, przenosić. Takie same półki kupiliśmy do garażu. Na razie tylko 2 szt. Jedna inna a druga identyczna jak na dole. Więcej w sklepie nie było. Nie ma pośpiechu, mam czas. Wiem, że coś się zmienia.

Teraz i w garażu bedzie cudnie!!!!!!

A po pracy, a po pracy rodacy…skoczyliśmy z MM po piwko, torcik i zrobiliśmy ucztę na 102, przy dzwiękach muzyki piliśmy, jedliśy i było wesoło na naszym yardzie pod parasolką.

Na wszystko musi być czas: pracę, odpoczynek, zabawę i jeśli trzeba to na łzy.

Jeszcze jeden deszczowy dzień☔️☁️☁️☁️☁️☔️☔️

Ponuro, szaro buro i … nawet przyjemnie bo cieplutko. Nie wiem, jaki będzie dzisiejszy dzień. Siedzę przy stole kuchennym, patrzę na ptaszki fruwające wokół dwóch karmników, dzikie gołębie dostojnie maszerujące pod karmnikami, oczekujące na spadające nasionka, które ptaszki rozsypują i rozdłubują w karmnikach. Patrzę przez okno na swój back yard i nadziwić się nie mogę jaki piękny jest ten świat? To było w jakiej piosence z czasów mojej mamusi? Nadziwić się nie mogę, jak ja ten yard zrobiłam, krawężniki, płyty, usypana kora, posadzone krzewy i trawy. To wszystko wygląda jakby zawsze tutaj było. Że niemożliwością byłoby doprowadzić tamten buszo-śmietnik, do stanu używalności. Płotek był połamany, a przez siatkę widoczne były inne mniej lub bardziej zadbane podwórka sąsiadów. Mam swoją enklawę, nikt nie zagląda, no czasami zagląda sąsiad o ciemnogranatowoczarnym kolorze skóry. Pracuje gdzieś na wyjazdach, może i w Afryce, jego żona polka wyprowadziła się jeszcze przed naszym zakupem domu. Przychodzą tylko ich dzieci, nie często, dwa lub trzy razy do roku. Dzieci w kolorach mlecznokakaowych. Te wiadomości otrzymałam od sąsiadów, zanim nie pobudowałam wysokiego płotu.

A więc, szaro, buro i deszczowo. Popijam poranną herbatkę. Od dnia w którym zrezygnowałam z rozpuszczalnej kawy, na rzecz herbaty i kawy naturalnej gotowanej 2 minutki, mój żołądeczek nie odczuwa żadnych atakujacych go związków chemicznych, których nie trawił. Chemia jest wszędzie i widocznie dostarczałam swojemu organizmowi za dużą dawkę, nie mógł zaakceptować nadmiaru.

Jaki będziesz piękny dniu?????

Na początku zajęłam się korespondencją. Najwięcej listów przychodzi z banków, oferujących korzystne i mniej korzystne warunki zawarcia umowy kredytowej. Nowe banki, już istniejące oraz wogóle nieznane na moim terenie. Możliwe, że te mi nieznane bardzo dobrze prosperuja w innych stanach, nie jestem zainteresowana, więc korespondencja trafia do zniszczarki. Musiałam być ostrożna, aby przez przypadek nie wrzucić no maszyny i nie zniczczyć na wiór dokumentów podatkowych, ubezpieczeniowych i innych bardzo ważnych.

Uzupełniłam nasionami karmniki, troszkę rozsypałam na ziemi, aby większe ptaszki mogły podziubać. Przylatują różn, żółte, czarne jak smoła, czerwone, brązowe, szare i oczywiście wróble, które nie są tak dorodne jak w Polsce. Dzięcioły, kardynały i inne, nieznam się na ptaszkach i nie będzie to nigdy moim hobby. Nie mam też cierpliwości siedzenia w ukryciu z kamerą przez cały dzień, żeby zrobić jedno zdjęcie. Kwiaty, miasta a w nim budowle, lasy-drzewa i inne nie poruszające się w szybkim tempie istnienia, mogę fotografować. Chociaż to było wielkim moim konikiem, teraz odeszło jakby w zapomnienie, pomimo wielu profesjonalnych apatatów fotograficznych będących w moim posiadaniu.

Nie dokończyłam układania dokumentów, mozolna i nużąca praca. Odskocznią było wyregulowanie brwi. Czasu miałam wiele, więc wyrywałam maciutki włosek po włosku. Nic nie bolało. Zdziwiona sprawdziłam czy na pewno wyrywam włosy, czy tylko powietrze szarpię. W pincecie włoski były, możliwe że mam mniejsze czucie na ból. Kto wie? Spożywamy co raz więcej chemii, która przecież nie jest obojętna dla naszego organizmu.

Deszcz przestał padać, wyszłam na zewnątrz zrobić obchód, co wschodzi, co gnije, a co wypuszcza pączki. Za wcześnie na tulipany, kilka dni temu wsadziłam do ziemi, chcę żeby już się ukazały. To nie możliwe. Dobrze, że cieplutko i pada, wspaniała pogoda dla cebulek tulipanów.

MM przyciął drzewa, pięły się bardzo do góry i nie było widać kwiatów. Po przycięciu trzeba będzie poczekać na kwiat 2-3 lata ale … lepsze to niż, sterczące badyle pnące do nieba.

Scięte dłuuuugie gałęzie, próbowałam pociąć nożycami, sekatorem, nie udało się, drewno scisłe i mokre. Trzeba będzie popiłować piłą. Zostawię, MM obiecał tym się zająć👏🏻

Mimo, że słońce nie pokazało się przez resztę dnia, temperatura zachęcała do pozostania na zewnątrz. Posprzątałam liście na parkingu gościnnym. Podmuchałam, odkurzyłam.

MM zasiadł przed moim kom żeby przeinstalować programy adobe. Fajnie patrzeć jak ktoś z Indii siedzący przed swoim komputerem, lata jak dziki po moim komputerze. Instaluje, przeinstalowuje, włącza monitor, przełącza, a ja tylko patrzę co robi i czy aby wszystkiego mi nie zepsuje. Wszystko zakończyło się pomyślnie.

Nie planowałam kolacj. MM zaproponował pizze i coś słodkiego. Świętowaliśmy Walentynki. Kilka dni wcześniej, lecz MM wyjeżdża jutro do pracy, wraca wieczorem w piątek. Kwiaty już wczoraj dostałam😁

Po kolacji zasiadłam przed TV, śledziłam zimową olimpiadę. Mieszkam w stanach, amerykańska telewizja transmituje jedynie zmagania amerykańskich sportowców. Cieszę się wraz ze spotowcami i bez znaczenia jakie państwo reprezentuje. Miło patrzeć na ich szczęśliwe twarze i łzy szczęścia. Współczuję natomiast wszystkim którzy nie stają na podium zdobywców medali.

To tylko 17-to letnia dziewczyna. Miło patrzeć na jej szczęście, nie wolno zapominać, że aby stanąć na podium, musiała przejść długą drogę wyrzeczeń i ćwiczeń.

Nic na tym świecie nie ma za darmo.

Ugoda

Wystarczyło wstać wczoraj o 5am, aby  dziś przebudzić się także wcześnie. A mogłabym pospać, poleniuchować. Przecież nic mnie nie goni. MM na wyjeździe,  jak jest w domu to też nie mam żadnych związanych obowiązków z jego osobą. MM wstawał raniuśko, robił śniadanko i czekał w kuchni na mnie. Bez względu czy jechałam raniutko do pracy, czy nie, świeżutkie kanapeczki i pieczywo zawsze na mnie czekało.  Tak było od 3 miesięcy.
Kontrakt się nieoczekiwanie zakończył i bez środków finansowych, zjechał do domu. Środki przeznaczone na wypłaty za pracę znikły bez śladu. Sprawa trafia do sądu, bo to nie rozchodzi się o 2tys. Okres świąteczny, a z tym związany koniec roku, rozliczenia podatkowe, bilanse, planowanie budżetów, to najgorszy czas dla MM na poszukiwanie pracy. Miałam MM przez ponad 3 miesiąc, każdego dnia. Przyzwyczajona do bycia samej, kiedy MM zjeżdżał na weekendy, wiedziałam, że wcześniej czy później, będziemy przeznaczeni na przebywanie ze sobą od rana do nocy.
Nie, nie było i nie jest  trudno.
Ustaliliśmy zasadę: nie wchodzić sobie w drogę. A więc: jeśli mam ochotę na porządki w czystym domu, to robię, jeśli chcę kopać ogródek podczas, deszczu, śnieżycy, w środku nocy przy latarce – mogę robić  (lecz bez uszczerbku dla zdrowia). Mam ochotę ugotować kapuśniak, upiec ciasto o północy – to robię. Słuchać muzyki na cały regulator – mogę słuchać, MM nakłada słuchawki. Jeśli MM ma ochotę leniuchować cały dzień w łóżku – podaję do łóżka coś do picia.  Jeśli MM chce pracować przed komp aż oczy wyłażą – podaję kropelki do oczu i miskę na gałki oczne – niech siedzi i pracuje. Jeśli chce spać z psami,  a na głowie swojej trzymać ich tyłki – znikam z pokoju bo mnie taki widok przeraża, MM nie powinien pytać dlaczego opuszczam salon.
Sprawdziło się!!!!!
Nie było żadnej nerwówki, a jeśli nawet zaczynał, to _ I love you too_ i znikałam aby nie dać możliwości kontynuowania złego chumoru.
MM jest na interview, w Ohio. Wczoraj miał wstęp do rozmów, dziś bardziej konkretnie. Ma kilka propozycji odnośnie pracy,  w tym w Panama City, Panama. Osobiście wolałabym, aby był na miejscu, swoje już objeździł, zaliczył Afykę, Chiny, Meksyk, Amerykę Połudnową i większość Europy. Wystarczy, teraz niech będzie tutaj, na rzut beretem.
Wracając do bezplanowanego życia. Wymyłam suszarkę i pralkę. Pralkę włączyłam na automatyczne czyszczenie, przed tym wymyłam ręcznie. Poukładałam w szafkach w pralni. Jeszcze wszystko do końca nie mam zorganizowanego, szafki w pralni,  również zostały wymienione,  więc wiele rzeczy nie wróciło na swoje miejsce, magazynuję je jeszcze w piwnicy. A może są nie potrzebne? Jeśli jakiejś rzeczy nie używasz przez kilka lat,  oznacza, że powinna trafić do kosza na śmieci – podobno tak należy zrobić. Jeśli po tym wywaleniu do śmieci okaże się, że jest potrzebna? Mam miejsce do magazynowania, będę trzymać. Kilka lat i rok dłużej.
Moje znajome:
Sandra nie odpisała – na wyjeździe z występami, chora lub zapomniała.
Jolanda – oddzwoniła – chora, po ataku serca podejrzewają bronchit. Zaatakowała ją również grypa. W domu, jeśli chodzi, używa maski.
Ellen – wciąż sie pakuje. Jak widać mniej sprawnie niż to sobie wyobrażała.
MM leci w domu będzie za 2 godziny. Czekając na niego, bawię się na komputerze.
_________________

Przyłapana, na kolanach.

Drugi wolny dzień od pracy i drugi dzień sprzątania choinek i ozdób w domu. Na zewnątrz planuję zbierać ozdoby świąteczne w następnym tygodniu, zapowiadają już całkowite ocieplenie do 18C.

Dziś mieliśmy od -10C do -4C. Szkoły, poczty, panowie od śmieci, inne urzędy, nie pracują. Lód został przkryty śniegiem. Czekamy na ocieplenie.

Ozdabianie domu było długie, bo gdzie i co powiewiesić lub postawić, potrzebowało czasu. Zdejmowanie szło mi szybciej, układanie, a więc ogranizacja w pudłach szła i idzie mi trochę dłużej. Zresztą jak zawsze, przy tym zajęciu. Biegałam z piwnicy na piętro, z piętra do piwnicy, może do setki dociągnęłam. Fitbita mam ale … chyba wywaliłam do śmieci ładowarkę, drugi stareńki też nie ma ładowarki. Zegarek app, przy włączonej aplikacji aktywności fizycznej pożera baterię bardzo szybko, więc trudno powiedzieć ile pięter pokonałam. Wystarczająco dużo jeśli kolana zaczęły boleć. Schowałam się w łazience aby MM nie zauważył, bo to zaraz zacznie się martwić, kombinować co by tu zrobić, jak mi pomóc, proponować odpoczynek. Nie byłam zmęczona, jedynie kolana odmawiały posłuszeństwa, nawet przy szerokim rozstawianiu nóg wchodząc po schodach bolały, przy uciskaniu ich i schyleniu się prawie do ziemi też bolały, wchodzenie bokiem nie pomogło, na czworaka tylko nie próbowałam. 🙈Po cichutku zaczęłam nacierać kolana maścią. Nie zdążyłam schować maści i naciągnąć dresów, kiedy MM stanął w drzwiach łazienki. Ujrzałam strapioną minę. Na pytania, dlaczego nie mówię, odpowiedź była krótka, nikt mi nie pomoże, boli to boli, przestanie. Faktycznie, nawet jak coś mnie bardzo boli, odpowiadam, OK, good. Jak już ból jest nie do wytrzymania i żadne proszki przeciwbólowe nie pomagają, stwierdzam, że potrzebuję lekarza. MM podał mi swoją maść, nie skorzystałam, zanim moja maść pomaga na takie dolegliwości będę jej używać. Nigdy nie miałam problemu z kolanami ale po bieganiu po schodach i dźwiganiu pudeł, miały prawo się zbuntować. MM proponował pomoc niejednokrotnie, z tym że to jest uciążliwe. Pudło nie jest do końca załadowane lub przenoszę ozdoby z pudła do pudła. Musiałabym być pewna, że do pudła już nic nie dołożę, a pewności nie miałam.

Wieczorem zaprzestałam, zbierania ozdób, chwyciłam sekator i cięłam choinkę. Córcia przez telefon, stwierdziła. ‘ Robiłaś w domu to, co zwykle robisz na zewnątrz. A że na podwórzu zimno, urządziłaś prace ogrodowe w domu. I dobrze mamuś’. Dobrze, czy źle, nabałaganiłam okrutnie. Igiełki strzelały i sypały się po pokoju.

Po to mam odkurzacz,  aby jutro posprzątać.

Drugi dzień 2018

Przegląd wiadomości: ” Stockinger się zakochał”

Bardzo dobrze, lepsza miłość od nienawiści. Nawet jeśli kocha 20-latkę. Co komu do tego. Miłość, mówią, nie zna granic i nie liczy wieku. Nie każdemu jest dane przeżycie prawdziwej miłości, różowych okulach, skrzydeł zamiast ramion, łez z uniesienia i braku możliwości Jego widzenia, seca drżenia. Kochać kogoś, daje nam wiarę na lepszą przyszłość. Kochajmy i róbmy wszystko aby nas kochana. Pozwolić komuś aby nas kochał, nie jest proste. Przecież jesteśmy otwarci, wspaniali, piękni, mądrzy, tylko …. kocha się za SERCE a nie za piękno czy mądrość. Dodatki w postaci piękna i mądrości są jak najbardziej mile widziane na początku naszej miłosnej drogi😁.

Czasami mamy wrażenie, że kochamy a przy mniejszej porażce jego/jej wylewamy kubeł zimnej wody, nie ma prób zrozumienia, pomocy, kompromisu. Ale i taka namiastka miłości jest światu potrzebna, bo każde uczucie prowadzi do miłości, mimo że jest to kręta droga. Każda miłość przemienia się w inną dojrzalszą miłość, zroumienie, uczy nad ciepliwości i dbałości o jego/ją.

Więc nie należy krytykować kogoś za jego uczucia miłości. ( nie poruszam spraw religijnych) Niech kocha i niech będzie kochany, nawet za to że ma kasę lub jej nie ma, za zmarszczki, za to że nas kocha, za młodość i starość wreszcie za serce, którego coraz mniej na tym świecie.

Pozwólmy ludziom dokonywać wybory, robić pomyłki i płacz po utracie. Nie decydujmy za innych, każdy ma swoje życie do przeżycia i nie starajmy się żyć za kogoś, to jest niemożliwe.

“Chiny potęgą gospodarczą”. Kraj bogaci się na wykorzystywaniu dzieci do prac za miseczkę ryżu. Kraj gdzie jest najwyższy wskaźnik samobójstw. Kraj w którym ludzie sciśnięci są jak sardynki w konserwie, gdzie jeszcze do nie dawna pozwalano na zabicie drugiegi dziecka tym samym posiadanie JEDNEGO. Kraj gdzie je się dosłownie wszystko, łącznie z karaluchami. MM pracował w Chinach przez 6 miesięcy. Widział – ruszające się na takerzach ruszające się robaki, karaluchy, smażone psie mięso itd. Kraj który nie daje rady z wyżywieniem swoich obywateli, emisją gazów (wszędobylski smog), wykorzystywaniem ludzi do orac w nieludzkich warunkach, jest na łamach wszystkich gazet i wigóke nie dlatego że jego praktyki są karygodne ale, że w związku z prowadzeniem karygodnej polityki staje się potęgą gospodarczą. Każdy czytał o listach wszywanych lub wkładanych w wyroby z Chin, w których pracownicy proszą o pomoc. Świat nic z tym nie robi, zachłystnął się “potęgą” i spowadza za grosze produkty z Chin.

Nie popieram polityki Chin, również kupuję chińszczyznę i wcale nie dlatego że jest tania, nie ma czasami wyboru, bo w moim kraju taki produkt nie jest produkowany. (Światowa polityka?) MM kupił, a właściwie zamówił na amazonie, coś co pomoże i ułatwi śpiące życie. Przed snem nie będę musiał trzymać w ręku iphona lub ipada. Pudełko jak pudełko lecz zastawiające, nie ma żadnej wzmianki o producencie, obracając we wszystkie strony, szukałam i szukałam na pudle i pudło. Nie znalazłam. MM zamontował, próbowałam jeszcze przed świętami, jeden raz. Trochę nie wygodne jak się nie ruszam, w bezruchu jest ok. Ręce wolne, ale co z nimi możba robić w łóżku? Postawiłam to coś ponownie. Poruszyłam się, to coś zwaliło się na podłogę, na dywan, dywan pluszowy, gruby. Dlaczego to takie ważne, jaki dywan? Pod dywanem jest wykładzina! To coś się połamało!!!!! MM powiedział – czego oczekiwać po chińczykach. Zamówił dwa egzemplarze, postawił mi na łóżeczku drugi.

“Playback Fonsiego” – zrobiony problem z niczego. Zapłacili pół miliona, nie mogłam doczytać się w jakiej walucie. Zagrał jak zagrał, kase zwinął i się bez winy zwinął. Na przyszłość należy warunki umowy jasno i przejrzyście ustalić, bo następnym razem zapłaci się za coś czego nie będzie lub nigdy nie istniało, jeszcze się nie narodziło lub już bawi się z aniołkami. Możliwym jest, że w umowie był dopuszczony playback, więc nie ma po co bić piany. Media podsycają, nie wyjaśniają.

Jeszcze wiele artykułów, szkoda mojego czasu. Zeszłam do piwnicy, uporządkować choinkowy bałagan. Późnym wieczorkiem skończyłam porządki.

Tylko tydzień

Och wiem, że są ludzie nielubiący świąt i ich nieobchodzący. Wiem też, że są samotni, którzy stawiają choinkę i robiący sobie prezenty. Bez względu na różne poglądy i powody, mam święta i choinkę każdego roku. Yard z MM wydmuchałam z (chyba) ostatnich liści. Od paru tygodni yard jest ozdobiony. Domek wewnątrz również, czas na choineczkę, czeka nagusieńka na przybranie🌲.

Caluśki dzień przyozdabiałam choineczkę, rozmawiając na skype z mamą a później z młodszą siostrą. Miło się gawędziło.

Choineczka ubrana🎄🎄🎄🎄🎄

Przyjazd

Od trzech dni jestem po tej drugiej stronie. Odebrała starsza siostra. Pojechałyśmy od razu do mamusi. Mamusia nie zmieniła się, wagi, zmarszczek nie przybyło. Tak jakby wszystko stanęło w miejscu od 2 lat. Nie pochyliła się bardziej, jedynie chodzi bardzo wolniutko, zrobiła wielkie głupstwo,  prawie dwa tygodnie przed moim przyjazdem. Mamusia ma straszną ostoporozę (lekarze zaniedbali), nie wolno jej dźwigać i obracać się w pośpiechu. wszystkie czynności musi wykonywać w spowolnionym tempie, nie rozumie tylko zdrowy człowiek, jak takie zycie jest utrudnione. Mamusia chciała podnieść doniczkę, dość dużą, przeładowaną ziemią. Nic nie gruchnęło w kręgosłupie, przestawiło się, po nocy sie polepszyło więc, poczuła się na tyle dobrze, że w pośpiechu się schyliła, nie odchyliła się. Wezwana lekarz przypisała lekarstwa i zaleciła kilkudniowe leżenie. Poszło na poprawę i dobrze. Dziś kupiłam mamusi pas na kręgosłup. Mówi, że pas jej pomaga. Cieszę się, będę musiała sobie taki kupić, wprawdzie mam, ale ten jest szerszy i posiada więcej fiszfinek, mój tylko dwie. Kupię również pas na biodra, jak mi się nie spodoba to mamusi oddam. Wizyta u mamusi w pierwszy dzień mego przyjazdu była króciutka, oczekiwałam majstra, należało przyszykować dom do używalności. Podłączyć piec gazowy, odpowietrzyć grzejniki (tak, tak, grzeję, nie jestem przyzwyczajona do chłodów a tutaj zimno i deszczowo). Nocowałam w swoim domu.

Drugi dzień, dłuższa wizyta u mamusi i powrót do siostry domu aby jej dom przyszykować do zimy, wyjeżdża. Ten sam fachowiec jakby nie ten sam, nie pijany ale nie  kontaktowy. Nie słuchał nikogo robił swoje, rozkręcał krany spłuczki i jeśliby mógł powyrywałby rury ze ścian. Krzyczałam na niego i wyciągałam z łazienek, a on jak w transie. Nie rozumiał co się do niego mówiło. Chociaż wiele razy mówiłam do niego po angielsku, on patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami. Nabrudził, zostawił straszne pobojowisko, wszystko co możliwe porozkręcane, bić się przecież nie mogłam z idiotą…naćpanym facetem. No nie wiem, w jego wieku ćpać? Wszystko możliwe, teraz świat się zmienił. Za wykonane? nie dokręcone rury z których sączy się woda, przecieka również przy piecu, spłuczka nie dokręcona, pogubił uszczelki leży na desce sedesowej.  Jeszcze nie zapłaciłam. Umówiłam się na jutro, nie zapłacę umówionej kwoty. Naprawy usterek nie potrzebuję.

Po pomachaniu siostrze na pożegnanie, zdecydowałam się na długi bo 8 kilometrowy spacer. Pogoda była znośna, wiało, chłodno ale nie padało.

 

Dzisiejszy dzień,  zaczęłam od szukania innego fachowca. Zadzwoniłam do przedstawiciela w Polsce firmy produkującej piece gazowe jaki posiadam. Okazało się, że  w moim mieście “mój fachowiec” nie jest serwisantem (a przecież podawał się za takiego) i nie ma podpisanej umowy na takie usługi. W tej chwili to jest i tak nie ważne, ponieważ gwarancja wygasła 3 lata temu.  Otrzymałam numer telefonu do autoryzowanego serwisanta. Rozmowa była jak najbardziej fachowa, przyszykuje mój dom do zimy na okres mojej nieobecności. Póżniej do sklepu, do mamusi i powrót do domu. Upiekłam kajzerki, postawiłam zakwas na chlebek, porozmawiałam ze starszą. Jest już na miejscu leciała piętrowym samolotem. Co jak co, latałam chyba wszystkim, teraz miałam łóżko z pościelą w samolocie, ale….piętrowym  nie latałam.  Miejsce miała na piętrze, rzekomo niezapomniane wrażenie. Cieszę się, że i jej trafiło się coś przyjemnego.

Pokazałam moje kazjerki na skype, rozochociła się, kupi maszynę do pieczenie, dam jej wszystkie wypóbowane przepisy. Będzie piekła. Cieszę się, że zmieniła zdanie i jest bardziej pozytywnie nastawiona. Dobrze.

Jestem sama w wielkim domu. Różnica czasu 6 godzin. Dzieci czasami zapominają i dzwonią o dziwnych porach. Kładę się o 3 am wstaję między 9 a 11 am. Zanim sie przestawię, trzeba będzie wyjeżdżać. Córcia i MM czasami podglądają moją lokalizację. MM teraz jest w biurze, czekam do 1am. Będziemy mogli spolojnie porozmawiać, w czasie lunchu, szybciutko.

Siedzę przed laptopem, patrzę na ściany, słucham muzyki

Zastanwiam się, tutaj sama, tam sama, cztery ściany, muzyka, lapka wina. Mimo wszystko jestem szczęśliwa i radosna. Nie nudzę się ze sobą, zawsze mam co robić. Tak jak postanowiłam przed wyjazdem, ztarłam kurze tylko te niezbędne, podłogę w kuchni zmyłam, łazienkę tylko jedną wytarłam troszeczkę. Odpoczywam i relaksuję się. Pomagam mamie, nikt mnie nie wciągnie w żadne konfliktowe dyskusje. Jednym słowem robię to co powinnam, jest mi dobrze.

Człowiek powinien żyć w zgodzie ze sobą, reszta  spraw się ułoży.