Czym jest miłość do matki…..

Wiele bajek, nowel, wierszy, napisano na temat MATKA. Opisywane są dobre, miłe, serdeczne, kochające i zawsze uśmiechnięte matki. Mimo (1000 tysiąca) wykonywanych zajęć w ciągu dnia, mimo niejednokrotnie bólu fizycznego, “muszą” być uśmiechnięte. Zawsze opatrzeć, zdarte kolano, podcięty malutki paluszek u swego dziecka. Na paluszek jeszcze przyłożyć  buziaczka. Pomimo bolącego kręgosłupa, musi się schylić.

Co za mity!!!

Nasze matki pracowały w polu, fabryce, aptece, szpitalu, urzędzie, sklepie na składzie węgla …. nie zawsze miały chęci do uśmiechu, nie zawsze miały siłę nagiąć się nad dzieckiem i je przytulić. Po ciężkiej pracy zawodowej  ( prace na wyższych stanowiskach w tamtych czasach były zarezerwowane dla płci brzydkiej)odebrać dziecko ze żłobka, przedszkola, szkoły. Ugotować obiad, poprać, posprzątać. Oczekuje się od mam, aby były jak herkules i spiderman. Wszystko potrafi zrobić i jest niestrydzona.

Przecież, nasze mamy miały też marzenia, również były młodymi kobietkami.

Chciały kochać i być kochanymi.

Nie raz płakały w poduszkę, że coś nie idzie po ich myśli, coś znów się nie udało, zabrakło pieniędzy na masło, wędlinę czy ser, że dziecko dwójkę ze szkoły przyniosło. Pomoc w szkolnych pracach domowych przewyższała ich edukację. Nie każda matka zdołała wykształcić się w okresie wojennym lub powojennym.

Nie każda matka była naukowcem jak Marie Skłodowska Curie.

Nie rozumiałam, dlaczego moja mamusia jest ciągle zmęczona, nie ma czasu pobawić się, jeśli…to przez chwilę i znów gdzieś biegła.

A pracy miała jako “niepracująca” kobieta na cały dzień. Zaczynała od rana. Rozpalała w piecu – gotowała śniadanie. Nie raz jej mleko “wybiegło”. Pachniało naleśnikami lub placuszkami. Musiała dopilnować porannej toalety u dzieci, ubrać, nakarmić. Postawieniena piecu dużego kotła do wygotowania pościeli lub bielizny lub ugotowania jedzenia dla świń było wielkim wyczynem. To był wyczyn na miarę mistrzostw świata w podnoszeniu ciężarów. Po wielu latach tatuś kupił parnik. Nakarmienie domowej zwierzyny. Kury, świnie, indyki, króliki. Prace w ogrodzie zaczynały się od wczesnej wiosny, kopanie, sianie, sadzenie, pielenie, zbieranie, magazynowanie, zimą przebieranie. Każdy dzień podobny był do dnia. Jeśli jednego dnia nagotowała podwójną porcję dla świń, miała czas na pielenie ogrodu lub pójście do lekarza z dziećmi lub samej. Po nocach szyła, na drutach robiła. Wieczorami gotowanie wody na kąpiel. Sprawdzanie umytych uszu, nóg i innych części ciała.

A gdzie pranie w balii na tarze?

Przykrywała pierzyną z której pióra zawsze uciekały w dół pierzyny,  do nóg. Czasami siadała na brzegu łóżka i opowiadała bajkę. Zasypiała na siedząco.

Ja natomiast zasypiałam patrząc w światło nocnej lapki palącej się nad maszyną do szycia. Światło powoli się rozmywało, a dźwięki pracującej maszyny do szycia, usypiały.

Przytulałam się do mamusi najczęściej do nóg, kiedy była w bezruchu. Wtedy to, mieszała w jakimś kotle lub smażyła naleśniki, placuszki. Nie pozwalałam się jej ruszyć, podnosiłam głowę do góry zaglądając w jej oczy. Śmiała się.

Za chwilę już musiała wybiec, po drzewo, węgiel, nasypać kurom …..

Oczywiście, że chciałam mieć mamusię jak z bajki, że nawet jak idzie nakarmić świnie to ma na nogach ładne pantofelki, sukienkę powiewną w różnorodne kwiaty  i piękne rozpuszczone włosy.

To były marzenia …kochałam ją taką, jaką miałam. Na mamusi 40-te urodziny, pokryjomu z pomocą koleżanki z ulicy i jej mamy, upiekłam ciasto. Moja mamusia nigdy nie pamiętała o swoich urodzinach. Postawiłam ciasto na stole, porosiłam mamusię do pokoju. Jakie było jej zdziwienie i radość. Tą radością zrobiła  mi ogromą przyjemność. Chciałam, żeby była taka zawsze.

Była, tylko ja dorastałam, już nie miałam czasu na zaglądanie w oczy i przytulanie. Teraz ona musiała mnie złapać, w korytarzu i szybko spytać…czy wszystko dobrze.. i już mnie nie był. Byłam dzieckiem nieposłusznym ale…bardzo kochającym swoich rodziców.

Święta były świętami, dni uroczyste były jakimi powinny być. Zawsze czysto i ładnie ubrane córki, zawsze najedzone, nigdy nie szydzone. Nauczono nas (trzy córki) szacunku do siebie i innych.

Nie miała łatwego życia, mieszkaliśmy w mieście wojewódzkim we własnym domu (murowanym). A że nie pracowała zawodowo, zajmowała się domemi i całym gospodarstwem.

Byliśmy wzorem do naśladowania dla całej dzielnicy.

Co z nami (mamusią i 3 córki) się stało. Gdzie współczucie, zrozumienie i pomoc.

Miłość? Miłość zeszła na margines.

Obgadywanie, pomawianie, oskarżanie i wielka nienawiść wkradła się do naszej normalnie funkcjonującej rodziny.

Zapomniałam o wszelkiej dobroci, oddaniu i miłości mojej mamusi.

Zapomniałam co było dobre, zaczęłam przypominać co złe.

Nakręcona przez siostry wyparłam dobroć, zaczęłam karmić się złem i złością.

Ta złość znalazła cel…MAMUSIA.

Oczywiście, mamusia nie była bez winy, oskarżała wszystkich o kradzieże…pieniędzy, bluzek, serwet…

Pomówienia zmusiły młodszą siostrę do przyprowadzenia do mamusi psychiatry. Mamusia o przyjściu lekarza nie została poinformowana. Lekarz po rozmowie i testach, wykluczył demencję i alzhaimera. Podobno mamusia na pytania odpowiadała logicznie i treściwie.

Mamusia posiada ipada poprzez którego łączy się ze mną i starszą na skype. W jakimś momencie starsza zaczęła mamusię namawiać…nie przyjmuj leków bo ciebie chcą otruć, jak nie chcesz jeść – to co oni robią – to wylewaj lub wyrzucaj, zamykaj się na klucz, nie musisz się myć, jak to nie wiesz kto ci to wszystko kradnie?, nie wpuszczaj nikogo…….

Szwagier podsłuchał raz, a za drugim razem nagrał taką rozmowę i mi przesłał. Włosy na głowie się zjerzyły.  W tych rozmowach było wszystko i ja, moje dzieci, MM…wspomnienia z młodości młodszejszej jaka to ona była rzekomo puszczalska, bagno z gnojem. Mamusia nie zaprzeczała oskarżeniom i pomówieniom starszej.

Porozmawiałam z mamusią ale…nie przyniosło to żadnego efektu.

Moje kontakty na skype z mamusią ograniczyłam do jednego na 2 tygodnie.

Miało to pomóc, ale skutek był nie do przewidzenia. Starsza bombardowana przez mamusię opowiadaniami, zaczęła na nią krzyczeć.

Młodsza natomiast, zaczęła szukać u mamusi choroby psychicznej , mimo że lekarz wykluczył. Zaczęła zmuszać mamusię do jedzenia, sprzątania, prania, dokładniej pilnować…..no i oczywiście mamusię przedemną oczerniać, obmawiać. To już mi przestawało się podobać. Uważałam, jak nie chcesz to nie pomagaj, tylko choroby psychicznej się nie doszukuj.

Młodsza nie przestawała….

-co jadłaś, ile zjadłaś, tabletki wypite czy nie, gdzie chodziłaś, co robiłaś, z kim rozmawiałaś, czemu jeszcze nie ubrana, dlaczego leżysz, jak się czujesz, może zawiozę do lekarza, dlaczego nieporządek w szafach, ja ci posprzątam, jak nie chcesz to siłą, kiedy się myłaś, dlaczego wczoraj a nie dzisiaj….

Mamusia wypuchła jak bąba atomowa… Młodsza zaczęła ponownie doszukiwania się choroby psychicznej. Rozmowy ze starszą wciąż były nagrywane.

Zaczęłam się zastanawiać. O co w tym wszystkicm chodzi?

Młodszą ponformowałam, że na umieszczenie mamusi w psychiatryku to musi mieć zgodę lekarza i ja na nic takiego pozwolenia nie daję. Powiedziałam aby mamusię zostawiła w spokoju.

Wpadła też, na fantastyczny pomysł, musimy się we trzy spotkać w Polsce i zrobić remanent w mamusi, szafach, półkach i “skarbonce”. Trzeba wiedzieć, co gdzie leży i ile ma pieniędzy. Odpowiedziałam, że nie podzielam jej pomysłu i nie zgadzam się robić “porządków” w mamusi szafach. Jeśli mamusia ma bałagan to ten bałagan jest mamusi,  a nie jej.

Młodsza nie rozmawia z mamusią, mamusi nie odwiedza. Mamusia daje świetnie radę.

Po odsłuchaniu następnego nagrania chodziłam jak bomba, tylko wybuchnąć i zmieść wszystko z tej ziemi.

Ipad się zbuntował, ale mamusia nie mała ochoty nikogo prosić o naprawienie. Młodsza nie chce się podjąć naprawy. Toż sama tego nie zrobi bez mojej pomocy.

Po tej stronie globu, prawie nie uklękłam na kolanach prosząc młodszą o pomoc przy naprawie ipada. Ipad jest przypisany do mnie i ja posiadam wszelkie niezbędne uprawnienia. Prosiłam nawet nie w imieniu matki, tylko aby mamusia miała jakiś kontakt ze światem poprzez skypa. Jaka matka jest, to jest, ale potrzebuje w  tej chwili pomocy, w naprawieniu ipada. Szwagier poszedł po ipada.

Ponad 3 godziny spędziłyśmy na naprawę.  Ja przed laptopem, ipadem i iphonem za oceanem,  ona nad ipadem po drugiej stronie. Pokazywałam instruowałam. Gdzie przycisnąć, jak długo trzymać. Co ma być na ekranie, jakie ikonki. I od początku i ponownie…… Udało się. Szwagier zaniósł naprawionego ipada do mamusia,  ale nie usłyszał  od niej żadnego …dziękuję.

Byłam zła, wściekła… to poświęcam jej tyle godzin i nic …nie ma dziękuję?

Zadzwoniłam do mamusi, już dziś nie pamiętam. Krzyczałam coś w rodzaju…jaką ty jesteś matką…wszystkich nienawidzisz…co ty sobie myślisz…jak nas nauczyłaś to takie masz córki…ja ci serce oddałam bo ciebie kocham a ty…..nie potrafisz nawet podziękować !!!!!!!!!!!!!!!Tego mojego krzyku i pretensji było bardzooo dużo…

Rozłączyłam się.

Nabrałam powietrza w płuca.

Wtedy zrozumiałam!!!!

Jaką to ja jestem córką. Jaką córką trzeba być, żeby tak do własnej matki się odzywać i wrzeszczeć.

Kto mi dał prawo krzyczeć na swoją matką. Czy przyjemnie byłoby mi, żeby moje dzieci tak się do mnie odzywały i krzyczały? A przecież wychowywałam dobrze, najlepiej jak umiałam.

Kim jestem, że tak postępuję? 

Co ty Krysia robisz?

Nie ma żadnego dla ciebie tłumaczenia!!! Że pod wpływem nagrań, pod wpływem relacji?

Bardzo żałuję, że nakrzyczałam na mamusię, używałam słów, które nigdy nie powinny wyjść z moich ust. To nie były słowa wulgarne, ale to nie oznacza, że mamusię nie zabolały. Słów wypowiedzianych już się nie zawróci, nie zbierze się jak liści i spali lub do śmietnika wrzuci.

Tak. Dałam się wkręcić, jak w maszynkę. Znów mnie przeżuli i wypluli.

Wczoraj zadzwoniłam do mamusi. Dzwoniłam cały dzień. Nie odbierała telefonu, nie odbierała skypa.

Dobrze wiedziałam jak się czuła w nocy, napewno płakała. A płacze nie pierwszą i nie ostatnią noc.

Odebrała wieczorem. Była u sąsiadki.

Przeprosiłam mamusię za wszystki zło jakie zrzuciłam na jej barki. Za wypowiadane złe słowa. Przepraszałam za to, że dałam znów się wkręcić, a tak naprawdę, nie wiem kto ma rację w ich (polskich) stosunkach, a kto nie ma. Tym razem wypowiedziałam wiele, bardzo wiele dobrych słów.

Płakała mamusia, płakałam i ja.

Mamusia podziękowała mi,  za moje przeprosiny i zrozumienie. Porozmawiałyśmy od serca. Tak jak dawniej.

Zrozumiałam…

Chciałam mamusię zmienić, według nawet nie mojego wzorca,  a wzorca młodszej siostry. Żeby mamusia jak bezwolny robot, wykonywała wszelkie polecenia młodszej. Żeby poddała się bezwarunkowo, woli młodszej córki.

Prawdą jest, że gdyby żył tatuś to do takiej sytuacji by nie dopóścił. Mamusia jest w tej chwili sama. Młodsza jest nieustępliwa i nie odwiedza mamusi, mimo że dzielą korytarz. Rozumiem i nie rozumiem, ale ja ustąpiłam, ja nie chcę już tak dalej żyć i postępować. To nie jest dobre dla mojej psychiki. Nie jest dobre dla mamusi. Nie chcę żeby płakała i cierpiała i nie ważne z jakiego powodu. Musi mieć w kimś wsparcie,  bo w przeciwnym razie jej życie straci jakikolwiek sens.  Ustąpiłam mimo, że w ogromnej mierze nie zgadam się z postępowaniem i zachowaniem mamusi.

Nie wolno żyć w takiej nienawiści, niechęci i braku szacunku do drugiego człowieka. Ile jest ludzi tyle poglądów na jedną jedyną sprawę. Nie przekonamy nikogo do swoich racji pod wpływem gniewu. Nie przekonamy też nikogo, do swoich racji pod wpływem dobroci. Jedyne wyjście wycofać się i przemilczeć. Co nie oznacza, że poddaliśmy się. Nie wywiesiłam białej flagi, ale też nie będę już walczyć. Trzeba zrozumienia i szacunku dla poglądów innego człowieka.

Pięknie brzmi, łatwo klikać w klawiaturę,  nie zawsze i nie wszystko jest realne. Wiem, że postąpiłam prawidłowo.

I tego będę się trzymać.

Jestem dobrym człowiekiem, wyrozumiałym i rozumiejącym drugiego człowieka. Tylko….nie rozumiem swojego wybuchu, nie rozumiem siebie..dlaczego daję się wciągnąć w jakieś igraszki. Chcę pomóc ale zapominam, że pomagając jednym, mogę skrzywdzić drugiego człowieka.

Gdzie podziała się moja mądrość, dobroć, cierpliwość, zrozumienie,  rozsądek i logika?

Gdzie JA w tym czasie byłam.


Czym dłużej o tym myślę, tym bardziej zaczynam rozumieć. 
Ludzie w wieku produkcyjnym, chodzą do pracy. Każdy pamięta 
lub ma to na co dzień. Toczą się dyskusje o zachowaniu, męża, 
siostry, dziecka lub kogoś z rodziny. To jest normalne, 
chcemy poznać inny pogląd lub zdanie na zachowanie, 
postepowanie kogoś z kim jesteśmy w związku rodzinnym, 
sąsiedzkim, towarzyskim. Niejednokrotnie trafi 
na "tapetę" ktoś z nami współpracujący, z innego pokoju 
lub boksu. Jeśli boks to aby wymienić się "informacjami" 
musimy sie nachylić i poszeptać. Nieszkodliwa wymiana 
zdań poglądów czasami przybiera formę obgadywania, 
plotkowania. 

W domowych czterech ścianach, również prowadzimy "rozmowy" 
na temat sąsiada, sąsiadki lub ich dzieci. Po każdej 
świątecznej wizycie ... zwróciłeś/aś uwage jak ona/on 
był ubrany? mają niewychowane dzieci, śmiesznie się 
zachowywał/a itp. 
Moja młodsza również, omówiła sprawę zachowania mojej 
mamusi w swoim biurze. "Orzeczono", że stara, chora, 
trzeba leczyć, psychiatra, demencja itd. Ja też omówiłam sprawę 
z MM. .... stara, co sobie myśli, 
potrzebuje pomocy, nie chce przyjąć .... 

Tylko jak mamusia zaczęła "omawiać" zachowanie moje, 
mojej rodziny, to się wzburzyłam. Młodsza się wściekła 
jak usłyszała, że jest tematem rozmów mamusi ze starszą. 
Więc z tego by wynikało...nam wolno ale jak mamusia 
to robi, to jej nie wolno. 
I gdzie jest sprawiedliwość. Szwagier podsumował 
i ja zawtórowałam...starej nie wypada... 

Teraz się zastanawiam...młodym wypada?... 

Mamusia jeśli obgaduje to robi w swoich czterech ścianach, 
a podsłuchiwanie, nie jest dobrym zwyczajem. 
Mamusia inego życia towarzyskiego nie prowadzi. 
Do pracy nie chodzi. Męża też nie ma. Jedyne co może mówić 
o swoim życiu codziennym to widok z okna - się nie zmienia. 
Tv- ten sam program, polityką się nie zajmuje. 
Przekazuje informacje pobrane od jednej córki dla drugiej, 
czasami niedosłysząc i przekręcając. 
Mam nadzieję, że sytuacja się nie pogorszy. Na pewno nie polepszy. 
Dwa razy naprawiłam sytuację,teraz nie zrobię tego. 
Wolę aby młodsza do mamusi nie chodziła i jej porządków 
w szafach nie robiła, prania i układania też nie. Później 
śmiać się, że stare gacie itp. bez wiedzy mamusi 
wyrzucać na śmietnik. 
Będąc w Polsce robiłam mamusi pranie, no niestety były i stare gacie. 
Nie zdecydowałam się na selekcję prania. 
Nie moje, więc nie ruszalam. Oddałam wszystko wyprane i poskładane. 

Człowiek starszy przyzwyczaja się nawet do starych gaci, 
nowe są nowe - gumka ciśnie, materiał inny, przyciskają, 
swędzą, jednym słowem do wszystkiego co nowe trzeba się przyzwyczaić. 
Mamusia już przyzwyczajać się, nie chce. 

W tej chwili, rozumiem więcej. 

Pewnie, że boli mnie ta sytuacja ale wpływu nie 
mam na postępowanie moich sióstr.
Swoje postępowanie zmieniłam. 
 

Kocham swoją mamusię i jej takiego, obecnego życia współczuję.

Nienawiść niszczy, miłość buduje i scala….

Większość wczorajszego dnia spędziłam w łóżku. W czwartek w pracy byłam już po 6am chciałam wykonać pracę za piątek i tym sposobem mieć wolny dzień.

Piąteczek, wolny dzień, powinnam pospać dłużej, ale nie udało się, niestety.

Pomyślałam o mamusi. Jak ona się czuje, co robi? Przecież nie jest tak, że jej nie lubię. Kocham ją. Więc, zadzwoniłam. Mamusia takimi błyskawicami nienawiści strzelała, że mogłaby spalić całą kulę ziemską. Do mnie i starszej siostry żadnych pretensji, to w kierunku do swego zięcia i najmłodszej cóki.

Tak odwdzięcza się za lata opieki. Nie tylko nie wytrzymałam ale i się przestraszyłam. Rozłączyłam się po 20 minutach.

Mamusia z każdą z córek rozmowy przeprowadza w inny sposób: starsza – to starsza obsmarowuje wszystkich nie szczędząc swoich dzieci, a moja mamusia, słucha i przytakuje: ze mną – obgaduje starszą i młodszą córkę, przy tym nie ukrywa nienawiści:

z młodszą córką – warczy jak pies, strzela oczami z nienawiści ale milczy, nikogo nie obgaduje.

Więc, powiedziałam, że może do mnie zadzwonić jak będzie miała ochotę na normalną rozmowę i się najnormalniej w świecie rozłczyłam.

Ciśnienie krwi podskoczyło bardzo wysoko. Głowa bolała niemiłosiernie. Na takie przypadki mam przypisane przez lekarza specjalne tabletki.

Po przyjęciu tabletek, ciśnienie znikomo opadło, ale nie byłam zdolna do wykonywania żadnych czynności oprócz leżenia w łóżku.

Nie mogłam pozbyć się z pamięci usłyszanych słów, słów wypowiedzianych przez mamusię z niewyobażalną nienawiścia w kierunku do szwagra. Człowieka który całe swoje życie jakie spędził w domu obok, traktował moją matkę z największym szacunkiem i miłością.

Ta matki nienawiść, przestraszyła mnie bardzo, że zapaliłam świeczkę przy zdjęciu TATUSIA( one palą się prawie przez te niespełna 10 lat), prosząc aby swoją żonę, miał w swojej opiece. Tylko … mój TATUŚ ma w niebie nareszcie spokój i nie chce zapewne patrzeć na nasze kłopoty jakie funduje swoim dzieciom jego żona.

Dziś jestem w lepszym humorze i ciśnienie krwi wróciło do normy. W dalszym ciągu odczuwam strach przed nienawiścią matki do szwagra i młodszej siostry.

Mężuś mój w domu i mam do kogo się przytulić. Usiąść na jego kolanach i wyszeptać …I love you…

Ugryźć za uszko i uciec szybciuko do pieczenia bułeczek.

buleczka z dżemem

Historii nie zmienisz, ale możesz mieć piękny jutrzejszy dzień, jeśli się tylko postarasz😁😁😁

Dzisiaj mamy święto. Mogę wylegiwać się w łóżku. MM pojechał do pracy, ktoś musi zarabiać, aby ktoś mógł leniuchować. No nie tak do końca. Jutro i ja do pracy.

Postanowiłam, że w tym tygodniu nie będę dzwonić do mamusi. Postanowienie, postanowieniem. Nie zdążyłam wypić porannej kawy, a tu nagle skype dzwoni.

Mamusia!

Oczywiście, że odebrałam.

Zanim wczorajszej nocy usnęłam. Analizowałam opis zdarzeń mamusi, młodszej siostry, siostrzenicy i szwagra.

Siostra i szwagier mają prawo być zmęczeni opieką i rozpieszczaniem mamusi.

Kotlecik nie za bardzo przypieczony?, a wątróbka jak smakuje? mama uważa na ości w tej rybie….herbatkę ci zrobię inną jak tej nie lubisz itp.

Szwagier na przemian z siostrą usługiwali.

Mówiłam ….za dużo się starasz. Co kilka godzin wykonywała telefon do mamy, czy aby wszystko dobrze, czy nie potrzebuje pomocy. Zwalniała się z pracy, woziła do lekarza, a jak mamusi źle się czuła zostawała w domu biorąc wolny dzień.

Siostra inaczej nie potrafi taka jest i jej nie zmienię, swojej matki też nie zmienię.

Zaistniały jakieś nieporozumiena, pomówienia i plotki. Każdy zasypywał mnie tymi nieciekawymi wiadomościami.

Mamusia płakała, że nikt jej nie wierzy.

Siostra ze szwagrem, że matka niewdzięczna i wymyśla, plącze, plotkuje. Udaje chorą jednym słowem symulantka. ( z tym udawaniem to jest trochę a może więcej niż trochę, prawdy)

Znów coś zginęło a coś się odnalazło.

Usnęłam.

Senne majaki męczyły całą noc.

Po obudzeniu….

A jeśli? A jeśli 0,00000000000001% jest tak jak mamusia mówi? Co ja bym zrobiła gdyby nikt mi nie uwierzył? Może przekręciła zdarzenie, a jeśli nie? Nikogo w domu nie było tylko ona i szwagier. A szwagier? Szwagier … jak może mama tak mówić!!!….powiedział

No właśnie, dlaczego nie zaprzeczył? A siostra? Opowiada jakby mnie chciała skłócić z mamusią. A mamusia opowiada jakby chciała mnie skłócić z siostrą. A może to tylko jest moje wrażenie? Nikt nikogo z nikim nie chce skłócić. A może to są jedynie frustracje z ciągłego bycia razem, mamusi z siostrą i jej rodziną? Czasami człowiek tak ma, że chce pogadać i wcale nie uprzejmie.

Odebrałam skypa.

Popłakałyśmy razem. Kazałam mamie przestać narzekać, i nie warczeć jak pies na siostrę. Siostra stara się jak potrafi a to nie jest łatwe ….opieka nad starszą osobą. Chociaż raz podziękować za darmowy i podany obiad. Może mamusia się nie zgadzać z wieloma sprawami ale wyjścia nie ma. Jeśli każą nałożyć nową bieliznę na wizytę do lekarza to nałożyć i nie dyskutować.

Słów powiedzianych już nikt nie cofnie i bólu jakie one dokonały niczym nie złagodzisz. Nie należy do tego wracać bo będzie jeszcze gorzej.

…to co? To mam milczeć!!?

TAK!!! Masz milczeć. Tatuś zawsze mówił mądry zawsze ustąpi, głupi nie ustąpi bo jest głupi.

Jesteś stara i powinnaś być mądrzejsza.

Z mamusią spędziłam prawie cały mój wolny dzień.(skype)

Uspokoiła się. Wiele rzeczy zrozumiała (tak myślę).

Nie dam ręki uciąć, że nie przekręciła pewnych zdarzeń.

Możliwe, że szwagier rozmawiając na skype (obraz był wyłączony) z moją starszą siostrą, a włściwie ją ochrzaniał (i miał za co) mamusia mogła odebrać te słowa jako skierowane do niej.

W tej walce wszyscy są pokonani. Niestety.

Ale…. to już historia.

___________

Przy rozstaniu siostra jak i mamusia były w dobrych nastrojach.

Trudno jest pomagać, radzić i rozwiązywać problemy przy użyciu SKYPA.

Mieszane uczucia

A może nie jest tak, jak ja myślę? A może faktycznie, jest tak, jak mamusia przedstawia daną sytuację? Chociaż to jakaś paranoja, ale przecież … może mieć rację. Chociaż to niemożliwe, że młodsza siostra jej siada na łóżku, tapczanie i miesza jej w wersalce w mamusi graciarni. Mamusia jest każdego dnia w domu, zauważyłaby. Siostra i szwagier pracują, po pracy gotują obiad, podają mamusi i niby kiedy zrobiliby takie coś, jak przewracanie jej w rzeczach. Mamusia mówi, że jak śpi. Nigdy, przenigdy tego nie robili i dopiero nagle teraz, mieliby jej dokuczać? Z jakiego powodu?

Nie mam spokoju w swoim sercu. Paranoja, paranoją ale…nic się kupy nie trzyma. Siostra opowiada co innego, mamusia ma swoją wersję. Komu wierzyć?

Siostra opiekuje się mamusią, ale po oskażeniach z mamy strony ogranicza się do podania obiadu, zawiezienia lub wezwania lekarza. Największa awantura była o zmianę pościeli i przebranie się. Mimo to, że mamusia nie chciała zmienić tej cholernej pościeli, siostra to uczyniła.

Moje kontakty są poprzez skypa. Codzienne kontakty z moją matką, byłyby dla mnie nie do wytrzymania. Z tym, że ja mieszkałabym w innej dzielnicy i odwiedziny byłyby również nie każdego dnia. Siostra młodsza w tym samym budynku lecz w oddzielnym mieszkaniu.

Byłam przecież w ubiegłym roku. Chciałam zmienić obuwie na kapcie. Wskazaną szafkę przez mamusię otworzyłam i wzięłam papucie jakie mi wskazała. Były to stare, wykrzywione i śmierdzące kapcie. Na moje spostrzeżenia..śmierdzące, zużyte, wykręcone, powiedziała, że ma nowsze. Podziękowałam zostałam na bosaka. Powiedziałam że te śmierdziuchy pójdę wywalę do kosza na śmieci. Obruszyła się, że jak zechce to i sama może wyrzucić. Nie docierało do niej, że śmierdzi cała szafka i to nie ważne czy tam nowe leżą czy stare kapcie. Wszystkie nabrały nieprzyjemnego zapachu. Była zła na mnie, mam nie ruszać i to nie moja sprawa. Byłam tylko z tzw. doskoku, młodsza siostra jest na co dzień.

Nie miałam zamiaru się kłucić, nie przyjechałam wywoływać jakieś scysje. Śmierdziuchy mają się dobrze, leżą sobie w szafce, a woń ich rozchodzi sie po całym mieszkaniu. Kupiłam mamie nowiuśką bieliznę (będąc w Polsce). Wysłałam paczkę na święta z nowiuśką, również bawełnianą bielizną. Można zgadnąć…nie nakłada, woli te majciochy z których gumka już wyłazi. Majciochy rozciągnięte. Skąd wie, że majciochy rozciągnięte? Robiłam dla mamusi pranie w swoim domu. Składałam te szmaty i nadziwić się nie mogłam… dlaczego? A kiedyś tak dbała o siebie, gdzie się podziała ta czysta dbająca o siebie osoba?

Tak…jestem rozżalona, bo daję tyle z siebie serca, a ona ciągle obgaduje i mnie również oskarża, plotkuje.

Po dzisiejszej rozmowie z mamusią, mam mętlik w głowie. Znów przyjęłam tabletke na uspokojenie, chce mi się płakać.


Moja córcia

Dziś były mojej córci urodziny. Żeby się pocieszyć, zadzwoniłam do mamusi. To jest starsza osoba, której mieszają się fakty, dni i wszelkie zdarzenia. Przy tym jest zła na wszystkich, sieje nienawiść, oskarża wszystkich o kradzież pieniędzy nie spawdzając czy są w miejscu ich ukrycia. Uparcie twierdzi, że okradziono, że ktoś myszkuje po jej pokojach, że zastawiane są na nią zasadzki. Jakaś paranoja. Na stwierdzenie, że jej się wydaje, odpowiada ….nie jestem durna, pamiętam … Nie dopuszcza możliwości zapomnienia czegoś, pomylenia. Prosiłam, tłumaczyłam, krzyczałam, aż się rozłączyłam. Starsza siostra, mamusie nakręca, plotkując, obwiniając pozostałych za swoją sytuację. Szczerze? Sama wypracowała swoją nieciekawą sytuację. Mamusię, 90 letnią kobietę, obciąża swoimi problemami, plotkując i pytając…dlaczego nie jestem bogata?… 69 letnia baba, zadaje takie pytanie.

No i z mamusią się rozłączyłam. Nie powiedzialam o moim upadku ani dziś ani wczoraj. Nie wspomniałam o urodzinach córci, bo i moją mamę to nie interesuje. Zawsze była pomiędzy egocentrykiem a egoistą.

A ja,

spędziłam cudowny wieczór w gronie swoich dzieci i ich towarzyszy życiowych i MM. (Przed wyjściem przyjęłam tabletkę ziołową od nerwów)

Piliśmy, winko. Jedliśmy wykwintne dania. Serwowane ciasta tortowe … sam miodzik. Na zakończenie expresso cappuccino.

Opowiedziałam zdarzenie które doprowadziło do urodzenia się córci w 7 miesiącu mojej ciąży.

Było wiele żartów, radości i uczucia wzajemnego lubienia przebywania w swoim gronie.

Chciałabym aby mamusia moja się uśmiechnęła, żeby chociaż raz w swoim długim życiu, powiedziała… przepraszam, dziękuję, proszę, nie mam racji, pomyliłam się, kocham cię.

To są zwroty które w sposób magiczny łączą ludzi.

Wiem, nie usłyszę od swojej mamy i tu nie chodzi aby te zwroty były skierowane do mnie. Niech wypowie do którejś z moich sióstr.

Jest mi przykro, jest mi bardzo przykro.

____________

Ale… uroczystość z okazji urodzin córuni, była magiczna. 😍😍😍😍🥰🥰🥰🥰😘😘😘❤️🎈❤️🎈🎉🥰🥰🥰🥰🥰🥰🥰

MAJĄTKI

Chamstwo, bezczelność, zachłanność miota moją siostrunię starszą jak chorągiewkę na wietrze. Już pisałam nie raz o szczególnej osobowości mojej siostruni, tym razem przeskoczyła poprzeczkę i brawo, wielkie brawo dla niej, że mamusię doprowadziła do stanu chorobowego. Mamusia dochodzi do siebie, wszystko będzie dobrze.

 

Ale….

mamusia wyjawiła mi coś, od czego postawły włosy na mojej głowie na baczność. Rok temu moja mamusia chorowała, nie chodziła i potrzebowała opieki (prawie) 24 godziny przez około tygodnia. Pominę to, że jej zbiory haftowanych obrusów, kryształów i ręczników zostały uszczuplone, bez mamusi wiedzy oczywiście. Bo jaki złodziej, poinformuje właściciela, że zostanie teraz i tej chwili, OKRADZIONY.

Mamusia z płaczem DZIŚ wyjawiła tajemnicę, przez którą nie może spać, podobnie jak przez te obrusy haftowane, kryształy i ręczniki. Do zbiorów doszło jakieś zdjęcie. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że

została zmuszona do napisania jakiegoś pisma, że (podobno po śmierci – mamusia już nie pamięta) oddaje swojej starszej córce swoją własność w postaci 50% udziałów w działce i domu na działce.

OOOOOOOOO znów narysował się majątek.

Mojej starszej zawsze mało, okradała moje dzieci pod moją obecność. Będąc u starszej zauważyłam kilka tak mi się wtedy wydawało  ( a to było wiele)moich rzeczy.

a zabieraj to gówno – słyszałam za każdym razem kiedy odkryłam a to samowarek, a to figurki, a to szkło ozdobne, a to młynek ręczny do kawy a to świeczniki mosiężne ochhh już starczy bo ten post będzie za długi.

No cóż nazwałam złodziejką,  woda po kaczce spływa … po starszej też spłynęło. Nie odzyskałam wszystkiego. Pogodziłam się z utratą, przecież to tylko rzeczy, to nie zdrowie które utraciłam.

Teraz mamusia odkrywa ubytki, najgorzej przeżywa to pismo, które napisała rok temu. W tym roku poprosiła starszą o oddanie, starsza – nie wiem gdzie położyłam…

Mamusia przeżywa,  bo była 2-wu tygodniowa wojna i są w stanie cichej wojny.

Chce odzyskać ten papier – Testament? darowizna?

Nie pamięta.

Trzy lata temu spisałam testament na rzecz starszej swoich udziałów w wysokości 25% w działce i domu na działce. Moje dzieci nie potrzebują i nie mają chęci być obdarowani po po jej śmierci.

Więc ma ….25% moich udziałów… ale to dopiero po mojej śmierci, dobrze że nie mieszkam w Polsce, i w tym roku nie będę się z nią widzieć bo śmierć mogłaby być nieoczekiwana…kto wie.

25% swoich udziałów

50 lub 25% mamusi udziałów…wymuszonych od mamusi.

Wojna ale nie ma jeszcze broni.

Znalazłam broń!!!!

Moich udziałów moja rodzina nie chce, a łasa jest starsza.

Podaruję starszej moje 25% udziałów w formie darowizny.

A co…..stać mnie na to😄😋

Przestanie źle życzyć mnie i mojej rodzinie, nareszcie będzie miała o co walczy, może się uspokoi. Chociaż wątpię… znów powie że jej gówno tym razem dałam, poprzednio kradła gówno.

Ludzie !!!!! Jak żyć????

Mamusię uspokoiłam niech już starszej córce odpuści, podaruje, da, napisze i co tam jeszcze starsza chce. Lecz, moja mamusia nie może pogodzić się z taką sytuacją, że jej własna córka ją okrada i zmusza do spisywania jakiś dokumentów. Płacze i pyta mnie  …dlaczego? dlaczego ona taka jest?…

Zawsze była taka, tylko nie mieliśmy czasu zajmować się “bzdurami”. Praca, dom, praca, żłobek, przedszkole. Dzieci rosły a my wszyscy w biegu. Były incydenty ze starszą ale kto by na to zwracał uwagę.

Gdy wyjechałam do stanów, pomagałam, przyjeżdżałam pomagałam – buty, torebeczki, bluzeczki, tankowanko (a większość jeżdziłam miejskim autobusem),  jedzonko i tak przez cały okres pobytu. Pieniążki do łapki, tablica na grób jej ex, kartę w łapkę do konta w ameryce …bierz jak będziesz potrzebować. Ogrodnik opłacany z mojej kasy…tego nie spamiętam ile i gdzie.

Miała za dobrze…. teraz się skończyło.

No przykro mi jest….niech by już mnie dalej okradała, po jaką cholerę poszła do mamusi!!!!!?????

 

________________________________________________________________________________________

Ten post publikuje tylko dlatego, że nie godzę się na taką sytuację.

Chcę z siebie wykrzyczeć niesprawiedliwość jaka spotyka moją mamusię, bo ja dam radę.

 

 

 

 

Przy sobocie po robocie oraz zrozumienie starości

Co to oznaczało, nie wiem i tak na prawdę, nigdy mnie nie intetesowało i nie interesuje. Pół dnia przegadałam na skype z jedną siostra, później z drugą, która jest teraz w Polsce. Z mamusią już nie rozmawiałam. Zmęczona była bardzo po wizycie starszej. Nowościo-wiadomości dowiem się jutro. Moja mamusia jest stareńka we wrześniu skończy 89 lat. Mimo wieku i chorób jakie przeszła, trzyma się dobrze. Z laską dojdzie do sklepu osiedlowego i wróci z zakupami. Zrobi sobie śniadanie i obiad. Nie musi, bo siostra mieszka w tym samym domu (to jest dom dwurodzinny) mają jeden korytarz ale osobne wejścia do ich mieszkań. Młodsza mieszka właściwie całe życie, właściwie…bo dom się zmienił. Powiększył, poszerzył i dobudowany został strych. Więc, młodsza siostra jest tam od zawsze. Po śmierci tatusia i wcześniej było różnie, ale ludzie zaczynają rozumieć i dobrze że zmieniają się na lepsze. Siostra opiekuje się mamusią, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Moja opieka jest sprowadzona do opłaty zużytego przez mamę gazu, wysłanie paczki, rozmów.

Przyjechała starsza, ze swoimi problemami. Mamusia jest już zmęczona słuchaniem o problemach, kłopotach, tym bardziej, że starsza nie mieszka w Polsce. Mamusię ineresuje, jeśli jeszcze w tym wieku cokolwiek interesuje poza własnym zdrowiem, rodzina która jest obok, to znaczy, na skinienie ręki lub zamamrotanie pod nosem.

Zmieniłam nastawienie do starzenia się mamusi. Jakiś czas temu, byłam poddenerwowana jej spospbem postępowania, mówienia, plotkowania, zapominania, oskarżania, buntowania się. Zrozumiałam, że to jest pierwsza osoba z którą my córki mamy kontakt, która starzeje się przy nas. Tatuś szybko odszedł, a jak się starzał to starzał się przy mamusi. To ona nim się opiekowała i to ona w tej ostatniej minucie wróciła ze sklepu i potrzymała tatusia za rękę kiedy umierał. To ona moja mamusia, najbardziej cierpiała. I to nazywa się miłość. A ja jej zarzucałam jeszcze nie tak dawno, że tatusia nie kochała. Potrzebowałam czasu aby to wszystko zrozumieć.

Skype nie zastąpi osobistego kontaktu, lecz jest tak i tak zostanie.

Po południu, skosiłam trawę na front yardzie, już po raz 3. Trawka pięknie się zieleni i rośnie. W niektórych miejscach (nazywam placki) trawka bardzo wolno rośnie lub jej nie ma. Muszę dosiać trawkę w tych miejscach, czekam na chłodniejsze dni i trochę więcej deszczu.

W ten weekend jestem sama, MM pracuje na wyjeździe, smotnie mi troszeczkę.

Wspaniała pogoda, siedzę na decku. Godzina 8:30pm, wciąż widniutko i cieplutko.

Rodzina

Na swoją rodzicielkę obraziłam się na cały tydzień. Ostatecznie zadzwoniłam, bo wiem, rozumiem, że nie łatwo jest jej, ma swoje lata i ma prawo, też się zdenerwować. Nie mogłam znieść insynuacji i oskarżania mnie, czego nie zrobiłam. Wiem, że to starsza siostra uczyniła, mamusia też wie, ale…całą złość wylała na mnie. Bo ktoś musi być winien – jak ja to mówię. Przypomiałam jej z dokładnością co powiedziała, a mianowicie, że jak ja miałam 5 lat…..ludzie! nie pamiętam co mi powiedzieli jak miałam pięć lat i jak mnie zastraszyli, że zrywałam się w ciągu nocy i podobno strasznie krzyczałam. Nie pamiętam!!!! Matka moja się wyparła, że ona tego nie powiedziała. No cóż, nie wymyśliłam. Zrozumiałam, że już nie pamięta. Drugi przypadek. Na skype rozmawiałam z mamusią za chwilę przyszła młodsza siostra, moja mamusia siedziała obok….dwa dni później, tak wszystko poprzekręcała, że to nie ja rozmawiałam a starsza córka z młodszą. Zasłyszaną rozmowę tak przekręciła, że powtał gogel-mogel.

Uciszyłam swoje emocje i doszłam do wniosku, że mojej mamusi wszystko w głowie się miesza, najgorsze, że się wścieka jak się jej wyjaśnia, że się myli. Od tamtej chwili, rozmawiam o wszystkim a najwięcej o jej dolegliwościach i chorobach, które zaatakowały ze zdwojoną siłą.

Wiem, dokładnie wiem, że muszę zmienić swoje postępowanie w stosunku do mamusi. Być bardziej ciepliwszą, wyrozumialszą i nie poruszać drażliwych tematów. Będzie ciężko, bo rozsądnie rozmawia i trudno uwierzyć, że z pamięcią coś się dzieje. Pamięta wszystko z młodości ale na ile jest to prawdą a nie wytworem wyobraźni, nie wiem i dociekać nie mam potrzeby. Wiele zdarzeń myli z dnia poprzedniego, oby się nie pogorszało.

Dziś pocieszałam, słuchałam i wsłuchiwałam się, jak tembr głosu łagodnieje, nie jest naprężony i wrogo nastawiony do słuchacza. Uczyłam i powtarzałam, że na skype jest czerwone kółeczko, które może przycisnąć rozmawiając ze starszą swoją córką i się skype rozłączy. Starsza wprowadza w życie rodzinne wiele złych emocji. Plotkuje i jest wrogo nastawiona nie tylko do życia ale i ludzi, rodziny, matki i sióstr.

Czy kiedykolwiek mamusia skorzysta z czerwonego kółeczka na skype, nie wiem.

Gdy rozstawałam się, była w dobrym spokojnym nastroju. To mnie cieszy.