Ktoś musi być winien

 

Przed snem, przeglądam wiadomości na iphonie lub ipadzie, w zależności co mam pod ręką. Pocztę sprawdzałam w ciągu dnia, ale coś mi podpowiedziało…sprawdź, otwórz….

Aż, na łóżku podskoczyłam. Wiadomość z PayPala, potrącili tyle i tyle.

W tamtym roku zniknęło mi z konta innego banku około 8tys$ – ktoś świetnie bawił się w Californii na mój koszt. Po ciągłych wyjaśnianiach, sprawdzaniach i wizytach w banku zwrócono co do centa. To były stresowe miesiące. Kilka lat wcześniej również używano mego konta do zakupów na amazonie, w dniach przedświątecznych. Za każdym razem numery kont były zmieniane, ale widocznie mam takie szczęście, że mnie złodzieje upodobali.

Więc, zerwałam się na równe nogi i do laptopa. Gdzie, kiedy i kto, znów dorwał się do mego tym razem innego konta. Nie duża kwota, bo to nie całe 8$, ale to tak się zaczyna. Biuro czynne w godzinach urzdowania, a więc do 6pm. Infolinii brak. To co to za bank, PayPal, jeśli nie ma infolinii? Nigdy nie zastanawiałam się, a jestem w tym banku około 10 lat i nigdy, nie miałam problemów, nie było potrzeby dzwonienia. Nie spodobało mi się to, usunęłam konto online. Oczywiście, nie przemyślałam swego posunięcia, dokonałam tego pod wpływem emocji.

Dziś raniutko, zaczęłam się zastanawiać… na pewno mam coś do zapłaty … pobieżnie widziałam że było coś 7,99$ do zapłaty.  Rozpoczęłam dzwonienie, odsyłana od jednego pracownika do drugiego, ostatecznie zapłaciłam bieżącą zaległość w wysokości 7,99$. Konta nie dało się reaktywować, jedynie co mogę zrobić to założyć nowe. Nie, nie chcę.

Zapłaciłam, nie mam długów i jest ok. Ale czy na pewno?  Możliwe, że iTune obciążyło a kwota, jest w zawieszeniu, między iTune a PayPal.

Znów telefony do iTune tym razem o sprawdzenie mego stanu konta, czy aby nie jestem dłużna. Odsyłana od jednego do drugiego trafiłam na panią z Indii, skąd wiem? Akcent!! Rozpoznam rosjankę, murzynkę, ukrainkę, indyjkę z Indii, meksykankę i wiele innych narodowości, podobnie jak i oni mnie rozpoznają. Jedynie mylą z ukrainką lub rosjanką –  dla nich podobny akcent. Zadłużenia nie miałam, pokierowała mnie tak, że tego czego nie widziałam na moim Iphonie, zobaczyłam i mogłam usunąć subskrybcję. 5 (pięć) godzin pracy, a właściwie wyjaśniania, czekania na połączenia, kilkakrotnego dzwonienia w to samo miejsce… bo się rozłączało. Ale załatwiłam mogę spać spokojnie.

Trzy miesiące temu, MM chcąc mnie uszczęśliwić,  kupił mi na iTune kolorowankę “Pigment” w wersji dla dorosłych. Kilka malowanek zamieściłam na blogu. Bawiłam się, nie powiem, nawet dobrze. Miałam trochę rodzinnych problemów, więc takie malowanie pozwalało mi się oderwać od natrętnych myśli.

Pogoda za oknem wspaniała, przyszła wiosna, szkoda siedzieć w domu to pierwsze, drugie – problemy już nie są problemami tej rangi co w chwili powstania, pomyślałam, nie potrzebuję za coś płacić,  z czego nie korzystam.

 

Już nie będę malować za $, jest dostępna wersja za free i tyle mi wystarczy.  A to, że straciłam 5 godzin ze swego życia winny jest MM. Przecież mówiłam, nie potrzebuję, nie chcę.

Jeszcze się taki nie urodził, żeby kobiecie dogodził. 

To zdarzenie pasuje do mnie, jak ulał. Tylko to, i wyłącznie to.

 

 

Ugoda

Wystarczyło wstać wczoraj o 5am, aby  dziś przebudzić się także wcześnie. A mogłabym pospać, poleniuchować. Przecież nic mnie nie goni. MM na wyjeździe,  jak jest w domu to też nie mam żadnych związanych obowiązków z jego osobą. MM wstawał raniuśko, robił śniadanko i czekał w kuchni na mnie. Bez względu czy jechałam raniutko do pracy, czy nie, świeżutkie kanapeczki i pieczywo zawsze na mnie czekało.  Tak było od 3 miesięcy.
Kontrakt się nieoczekiwanie zakończył i bez środków finansowych, zjechał do domu. Środki przeznaczone na wypłaty za pracę znikły bez śladu. Sprawa trafia do sądu, bo to nie rozchodzi się o 2tys. Okres świąteczny, a z tym związany koniec roku, rozliczenia podatkowe, bilanse, planowanie budżetów, to najgorszy czas dla MM na poszukiwanie pracy. Miałam MM przez ponad 3 miesiąc, każdego dnia. Przyzwyczajona do bycia samej, kiedy MM zjeżdżał na weekendy, wiedziałam, że wcześniej czy później, będziemy przeznaczeni na przebywanie ze sobą od rana do nocy.
Nie, nie było i nie jest  trudno.
Ustaliliśmy zasadę: nie wchodzić sobie w drogę. A więc: jeśli mam ochotę na porządki w czystym domu, to robię, jeśli chcę kopać ogródek podczas, deszczu, śnieżycy, w środku nocy przy latarce – mogę robić  (lecz bez uszczerbku dla zdrowia). Mam ochotę ugotować kapuśniak, upiec ciasto o północy – to robię. Słuchać muzyki na cały regulator – mogę słuchać, MM nakłada słuchawki. Jeśli MM ma ochotę leniuchować cały dzień w łóżku – podaję do łóżka coś do picia.  Jeśli MM chce pracować przed komp aż oczy wyłażą – podaję kropelki do oczu i miskę na gałki oczne – niech siedzi i pracuje. Jeśli chce spać z psami,  a na głowie swojej trzymać ich tyłki – znikam z pokoju bo mnie taki widok przeraża, MM nie powinien pytać dlaczego opuszczam salon.
Sprawdziło się!!!!!
Nie było żadnej nerwówki, a jeśli nawet zaczynał, to _ I love you too_ i znikałam aby nie dać możliwości kontynuowania złego chumoru.
MM jest na interview, w Ohio. Wczoraj miał wstęp do rozmów, dziś bardziej konkretnie. Ma kilka propozycji odnośnie pracy,  w tym w Panama City, Panama. Osobiście wolałabym, aby był na miejscu, swoje już objeździł, zaliczył Afykę, Chiny, Meksyk, Amerykę Połudnową i większość Europy. Wystarczy, teraz niech będzie tutaj, na rzut beretem.
Wracając do bezplanowanego życia. Wymyłam suszarkę i pralkę. Pralkę włączyłam na automatyczne czyszczenie, przed tym wymyłam ręcznie. Poukładałam w szafkach w pralni. Jeszcze wszystko do końca nie mam zorganizowanego, szafki w pralni,  również zostały wymienione,  więc wiele rzeczy nie wróciło na swoje miejsce, magazynuję je jeszcze w piwnicy. A może są nie potrzebne? Jeśli jakiejś rzeczy nie używasz przez kilka lat,  oznacza, że powinna trafić do kosza na śmieci – podobno tak należy zrobić. Jeśli po tym wywaleniu do śmieci okaże się, że jest potrzebna? Mam miejsce do magazynowania, będę trzymać. Kilka lat i rok dłużej.
Moje znajome:
Sandra nie odpisała – na wyjeździe z występami, chora lub zapomniała.
Jolanda – oddzwoniła – chora, po ataku serca podejrzewają bronchit. Zaatakowała ją również grypa. W domu, jeśli chodzi, używa maski.
Ellen – wciąż sie pakuje. Jak widać mniej sprawnie niż to sobie wyobrażała.
MM leci w domu będzie za 2 godziny. Czekając na niego, bawię się na komputerze.
_________________

Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Jacy są znajomi z pracy, każdy dokładnie wie. Jednych lubimy innych unikamy. Bywa i tak, że przy okazji imien lub innych uroczystości, zostajemy w oddali, nie mamy ochoty składać życzeń. Nie zależy nam na ich zdrowiu lub chorobie, szczęściu lub nieszczęściu. Pozostajemy obojętni. Nie mamy ochoty na serwowane ciasta, kawy, herbaty. Nieszczere życzenia, udawane uśmiechy, uściski, osobiście mnie drażnią. Nie chcę sztuczności i tym samym, nie chcę tą sztucznością nikogo obdarowywać. To jest bardzo proste: lubię lub nie lubię, toleruję lub nie toleruję, kocham lub nie kocham, chcę kogoś odwiedzić lub nie chcę. W zakładach pracy jest jeszcze coś pomiędzy: wypada, muszę. Nawet jak nie mamy ochoty to musimy. Inaczej odbije się to na premii, nagrodzie.

Pracowe znajomości nie żyją po za pracą. Jeśli nawet, to z biegiem czasu nabierają innych znaczeń, umierają śmiercią naturalną. W Polsce nie miałam koleżanek z pracy, na gruncie prywatnym. To były znajomości w biurach. Z biegiem lat w wyniku zajmowanych stanowisk, nie wypadało “zaprzyjaźniać się” z innymi pracownikami. Szfostwo żyło swoim życiem, z tego “życia” również nikt nie pozostał wśród mego grona znajomych, a na pewno nie przyjaciół. Edukacyjni koledzy, przyjaciele, znajomi z biegiem czasu, też się wykruszyli, jak kruszy się suchy chleb. Ktoś został, tylko kilomerty dzielące nas nie ułatwiają utrzymanie kontaktów, mimo że działają komnikatory i społeczności internetowe. Zamieszkiwanie na innych kontynentach spowodowało zmianę poglądów i nie mówię tutaj o politycznych.

Pracuję obecnie wśród społeczności amerykańskiej, jedni przyjazdni, innym wszystko obojętne. Zrobione, odfajkowane, dziękuję, do widdzenia albo i nie do widzenia. Nigdy mi nie zależało na koleżeństwie i przyjaźniach. Jestem jaka jestem, a najlepiej czuję się w swojej rodzinie i ze sobą. Nie nudzę się we własnym towarzystwie, jest mi bardzo wygodnie i to towarzystwo sobie bardzo cenię. Jestem osobą otwartą na poznawanie wszystkiego nowego. Takim to sposobem zaprosiłam koleżankę z pracy wraz z mężem w odwiedziny do mojego domu. Kupiła dom nad oceanem i wyprowadza się wraz z całym dobytkiem, a jest to mąż i pies, do innego stanu i już nowego domu. Stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować naszą znajomość nawet na odległość. Początkowo nasze spotkanie ustaliłyśmy na czartek. Hrnold a mąż Ellen, nie był chętny na towarzyszenie w spotkaniu. Po wymianie smsów, okazało się, że czwartek nie bardzo jej pasuje. Zaczęłam podejrzewać, że po prostu rezygnuje, a nie chcąc mnie urazić, kombinuje. Nie zrażona, zaproponowałam piątek. Byłam w błędzie z tym kominowaniem. Termin jak najbardziej jej pasował i …Haroldowi też.

Przyjechali!!!!!! Ellen była ciekawa mojego domu i rozpoczęliśmy “wycieczkę” po “salonach”. Harold szybko nawiązał rozmowę z MM. Upiekłam chlebek turecki, który przypadł moim gościom do gustu a kawa, jak kawa. Spędziliśmy w swoim towarzystwie ponad 2 godziny, i powiem, nie nudziliśmy się. Zaklepaliśmy następny termin naszego spotkania, jeszcze przed ich całkowitym wyjazdem z miasta.

Lubiłam i lubię swoich nowych znajomych. Po ich wyjeździe zastanawiałam się….że też im się chciało do mnie przyjechać….

Musi w tym coś być, może nie w tym, tylko we mnie.

Zadowolona jestem bardzo ze spotkania, MM również.

Mam nadzieję, że ta znajomość utrzyma się na dłużej.

Prezent jaki otrzymałam od nowych znajomych. Może to nic, a dał mi wiele radości.

Trzeba umieć cieszyć się z niczego, tak niewiele osób opanowało tą sztukę.

Przed Wigilią, Wigilia i po niej

Wraz z MCD obawiałyśmy się wieczornej kolacji wigilijnej. MCD zapowiedziała, że nie będzie odzywać się do młodszej MM, oszczerstwa jakimi nas obdarowała, mnie też ugodziły bardzo w serce. MM chodził smutny, pogrążony w myślach, mało się odzywał. Znów miał do mnie i MCD że esemesowałysmy do jego córek. Pokazałam treść textów, rozjaśniło się w jego głowie, że nikt nie nazwałyśmy żadnej z jego córek kłamcami. Co obie nagadały ojcu, to ich wielka tajemnica. Zastanawiałam się kogo zaprosić na Wigilię, aby nie było jak na pogrzebie. Sandra pojechała do rodziny, Jolanda wyjeżdża na Florydę, Gary idzie do znajomych, Ellen też nie – ma wielką rodzinę, tym bardziej w ostatniej chwili się nie zaprasza. Cała nadzieja w Roz.

Przyjechała młoda, rzuciła się na szyję, nie byłam zadowolona z tych uścisków. Nie przeszkadzała w przygotowaniach, MM nie twierdził, że młoda czuje się nie komfortowo. Zajęli się sobą, chodz’ili na śniadania, lunche i kolacje. W dniu kiedy młoda jechała do starej chciałam dać pierożki i jeszcze coś na stół wigilijny starej. MM stiwerdził, że nie bo będzie to znaczyło, że jej nie chcemy. Jeju❗️❗️❗️❗️toż to 36 letnia kobieta❗️❗️❗️❗️to nie małe dziecko. Przmilczałam jeśli nie to nie.

Bez pośpiechu i stresu, przyszykowałam stół wigilijny. Goście zajęli swoje miejsca. Było spokojnie, miło i sympatycznie. MCD unikała spojrzeń, pytań i rozmów z młodszą, mimo to było bezproblemowo. Wszystkie prezenty otwierał Ivan, kiedy otworzył swój prezent odemnie ( nie wiedział, że ja zrobiłam jemu taką niespodziankę) omal się nie rozpłakał. W pierwszej chwili zabrakło mu słów i tchu. To był japoński nóż kuchenny chef. Szkoda, nie zrobiłam zdjęcia. Córcia dostała oprócz drobnostek, robot Braun z dyskiem do tarkowania ziemniaków. Syn najnowszy iphone. Ja z MM sprawiliśmy sobie wcześniej zegarki apple, o czym pisałam. Cukierki, czekoladki, słoiki z dobrym miodem, ser wędzony, syropy smakowe do herbaty i kawy. Goście dostali drobne prezenty w postaci tlarzyków, świec zapachowych i innych drobnostek. Niestety, piszę niestety, ponieważ MSJ położył się na kanapie i …..zasnął. Nie dało się go obudzić. Synuś ma to do siebie, że nie da się go obudzić, na pytania odpowiada czasami z sensem czasami bez sensu. Potrafi chodzić, co uczynił i poszedł na dół i położył się do łóżka. Kiedy już wszyscy się rozeszli a ja sprzątałam w kuchni, syn przyszedł z obówiem w ręku, gdy był nachylony, spytałam kiedy przyjdzie po prezenty … za tydzień…. Nie mogłam zatrzymać, wiedząc, że śpi, pozwoliłam mu pojechać samochodem. Widziałam jego oczy, jego zachowanie, nie wolno budzić. Kiedy zadzwonił na drugi dzień, spytałam … pamiętasz? … tak jakby. Trzeba było mnie obudzić, gdy opowiadałam o otwieraniu prezentów. Próbowałam i ja i córcia.

Pierwszy dzień świąt, był spokojny i powolny. Młodsza pojechała do starej. Nic się nie wydarzyło.

Drugi dzień świąt. Przed południem MM wybierając się do starszej, spytał o pierogi i coś jeszcze. ” nic nie dostanie, nie chciała przyjechać to nic dla niej nie mam, sam powiedziałeś, że nie trzeba nic dla niej dawać”

– zmieniam zdanie – odpowiedział

– ale ja nie zmieniam, nic jej nie dam, nie lubi mnie i nie lubi mojego jedzenia i jej psa nie będę pilnować – odpowiedziałam

Nie wiem na ile szczerze i czy wogóle szczerze ale młoda mnie poparła, chociarz nie potrzebóję żadnych klakierów, dam sobie sama radę.

W tym czasie przyjechał synuś po prezenty i wałówę. Jego prezenty wciąż leżały pod choinką. Na prośbę córci nagrywałam wideo podczas otwierania prezentów. Prezenty były trafione. Jeszcze spotkał się z MM i młodszą. Wieczorkiem wybrałam się z nimi do meksykańskiej. Było sympatycznie.