Działo się…

Nie słyszałam jak MM wczoraj w nocy wrócił do domku. Po lądowaniu jeszcze byliśmy na łączach, poźniej usnęłam.

Obudziły mnie pieski o 8am. Stały w progu sypialni i czekały.

Kiedy ona wstanie i da nam coś smacznego? Tylko wyleguje się – zapewne tak myślały😀

Zeszłam w pidżamie na parter, a tam, czekały na mnie świeże bułeczki i chlebek z Panery. Lubię zwykłe bułeczki, bez dodatków.

MM już pracował na komp przy kuchennym stole.

Na Good morning mocno przytuliłam. Stęskniłam się. Dziewięć dni, non stop byliśmy razem. Wyszliśmy z tego cali i zdrowi. Nikt nikogo nie ukatrupił. 14-cie lat razem to, i dużo i mało. Dla mnie? Dużo, mam nadzieję że przeżyjemy jeszcze co najmniej 14 lat wspólnie. No oczywiście,  jeśli zdrowie dopisze i bez większych zdrowotnych niespodzianek.

Wczoraj rozpoczęłam mycie okien. Dość szybko mi to szło, ale…nie chciałam się przeforsować. Teraz, częściej myślę o swoim zdrowiu, jeśli chcę dożyć 100-ki to trzeba żyć z rozumem, pracować też. Zostawiłam mycie okien na dzisiaj.

Pogoda wspaniała! na mycie okien, kapuśniaczek pada i nie będzie widać smug. No to do dzieła.

Bo siedzenie przed komp mnie strasznie wciąga i nie spostrzegę, a będzie późny wieczór.


Plan był taki: dokończę mycie okien na parterze, zacznę na piętrze, ale dokończę jutro lub…poniedziałek. Za dużo tych okien. Chociaż nie ma problemu z otwieraniem, mycie też jest pracą.

Z kapuśniaczka zrobił się deszcz, a po chwili ulewa. Zdecydowałam posprzątać domek. Piórko w rękę i kurze machnęłam w powietrze.

Na filmach tak robią w wielkich domach, to i ja tak uczyniłam. Wiem, że kurze wrócą na swoje miejsce lub się tylko przenieszczą, ale nie ma u mnie ich na grubość palca. No bez przesady.

Kurze  machnęłam w tempie błyskawicznym. “Wyszorowałam” kuchnię. Zostało odkurzanie.

Nie przepadam za odkurzaniem. Mam wprawdzie odkurzacz Roomba, ale jak wlezie gdzieś w kąt, to nie potrafi sam się uwolnić. Jakiś frędzel złapie w szczotkę, to stoi i piszczy, aż baterie wysiądą. Bez blokad lata jak głupi po całej powierzni, czasami kilka razy w jedno miejsce a inne opuszcza. Więc, biorę i przenoszę, proszę…podkurzaj tutaj…, ale po postawieniu na podłogę uparcie jedzie w inne miejsce niż ja tego sobie życzę.

Fakt, pozbiera kurze, widać to na szczotce, ale…nie jest to do końca odkurzanie, powiedziałabym odkurzanie po łebkach.

Fakt,  jak nie “zasiądzie” gdzieś, to wróci, baterie sobie sam naładuje. Odpowiednio ustawiony, sam, pod nieobecność mieszkańców, pojedzie i poodkurza, jeśli oczywiście nie zatrzyma się gdzieś “na piwko”. Wtedy wsiąka tak jak powiedziałam, do wyczerpania baterii. Bez pomocy ani rusz.

Dziś odkurzam normalnym odkurzaczem. NO to do roboty!


No oczywiście, odkurzanie to też muzyka na cały regulator.

Co znalazłam tym razem?

Tańczyłam ze słuchawkami na uszach, MM miał w office konferencję. Żeby nie tupać za głośno, nie śpiewać, przeniosłam się na deck. Oczywiście, że bez odkurzacza. No i skakałam, tańczyłam. Żebym umiał zrobić gwiazdę lub szpagat, to bym zrobiła. Jestem wygimnastykowana ale nie do takiego stopnia.

Tuptanie na decku zajęło mi ponad 30 minut, aż zmęczona usiadłam w fotelu. Pot ciurkiem sciekał po plecach, czole i policzkach.

Uffff

MM dokończył konferencję a ja odkurzałam już na parterze.

Zamówilił pizze i zanim ze sklepu powrócił z piwkiem, dostawca był u progu, a ja skończyłam odkurzanie https://youtu.be/dRQ-RsAXdEM
piętra.

Energii mam tyle, że mogę obdzielić pół mego osiedla.

Tak przy piwku, pizzy i tańcach zakończyliśmy około północy nasz piątkowy wieczór.

Wolny piąteczek

Bawię się z moim nowym blogiem. Zabezpieczam, wstawiam nowości, opłacam to i owo. A myślałam, że jestem   α i  Ω (alfa i omega) no nie jestem. Ze zwieszoną głową przyznaję,  nie jestem. Muszę popracować nad worpressem, opłacenie czegoś tam, nie załatwia sprawy. Posiadam  wiedzę na temat napisania strony w html ale, jak pracować nad stroną napisaną przez kogoś, to są dwa różne problemy. Wszystko powolutku. Tym razem bez pośpiechu. Czasu mam bardzo dużo.