Człowiek uczy się całe życie👁👁, 👀, 👩‍💻👨‍💻🎓🎓🎓🎓

Ogrom wiadomości w internecie jest nierzetelnych, wyrywkowych, nieprawdziwych itd…

Nikt nie sprawdza, nie kontroluje języka mediowo-internetowego. Język polski został zepchnięty na margines i w użyciu jest język, nie mający nic wspólnego z polskim słownictwem i został zastąpiony slangiem.

Aby nie być odpowiedzialnym osobiście za dziwny wytwór wiadomości z kraju lub ze świata pan “redaktor” podpisuje się bp, so, bo. Przypuśćmy, że to inicjały, które także powinny skłonić owego “redaktora” do rzetelnego napisania reportażu, wiadomości lub wzmianki o czymś tam. Czytelnikami jest całe społeczeństwo a więc i dzieci, które dopiero uczą się i nabierają doświadczenia.

Obejrzałam filmik o nie myciu mięsa przed obróbką termiczną. Ojej jak to pięknie brzmi, ale już zapomniano, pominięto poinformować czytelnika lub widza, o pochodzeniu bakterii.

Doszłam do wniosku … jeśli te bakterie występują na kurczaku, to w takim razie skąd i w jaki sposób na tym mięsie się znalazły.

Czy bakterie skaczą ze zlewu na kurczaka podczas mycia miesa?

Kurczaki karmione antybiotykami nie powinny zawierać bakterii. A podobno zawierają!!!

Czyżby przy obróce kurczaka do sprzedaży nie zachowywano zasad BHP?

Film/wideo nie odpowiedział na moje pytanie, nie rozwiał moich wątpliwości. I to jest właśnie nierzetelność…naświetlić jakiś problem i zamknąć usta, niech czytelnik sam poszuka w internecie lub babci spyta, jak to kiedyś bywało.

Zapomniał wół jak cielęciem był

Śledziłam akcję ratowania dzieci i młodego trenera z jaskini zalanej wodą. Cieszę się z udanej akcji ratunkowej. To co media przekazywały, akcja nie należała do łatwych, najważniejsze, zakończona sukcesem.

Czytałam komentarz, że za takie coś powinni być ukarani a nie nagradzać ich biletem na finały mundialu. Inny: że ojciec sprałby go tak, że przez kilka dni nie usiadł by na tyłku.

Oczywiście akcja ratunkowa bardzo kosztowna, sytuacja nerwowa ale……

młodzi ludzie to nie są staruszkowie. Młody człowiek jest ciekawy wszystkiego, ma głupie pomysły, wlezie wszędzie gdzie nie trzeba i chwała im za to. To młodzi ludzie pchają technologię do przodu a nie staruszkowie. Stary człowiek niewiele do życia potrzebuje a do szczęścia tylko zdrowia. Młody chce poznawać świat, zdrowie ma, więc i o zdowiu nie myśli.

Dzięki młodym ludziom możemy korzystać z internetu, latać samolotami, itd. To młodzi ludzie byli na barykadach a nie 80-latkowie. Ale, to starzy chcą wciąż pouczać młodych, jak żyć jak postępować. Zapomnieli jak byli młodzi.

Pozwólmy niech młodzi popełniają błędy, nawet takie jak ta, na skalę światową.

Czasami / czegoś mi brak/ kogoś widzieć żądam …..

Tak po prostu chcę z kimś porozmawiać. Nie mówię o całkowitym otwarciu, to jest nie możliwe. To nie leży w mojej naturze, ale tak po ludzku, pogadać. Nawet o dupie maryni, a tu… ściana jedna, druga….piętnasta. Wtedy czuję samotność, aż wyć się chce. Wyć nie wolno, sąsiedzi wezwą policję. Może nie od razu, ale za zakłócanie porządku, to tak. Więc wyć nie będę. Płakać też nie. Nie upiję się, bo nie lubię mieć kaca. Na yard nie wyjdę bo mokro i słońce zachodzi.

Ale jest mi smutno, samotnie, byle jak.

Ja wiem, nie mogę żyć bez pracy, to jest moje lekarstwo, miłość, wybawienie, namiętność i Moje Życie. Ona mnie kiedyś zabije.

Nie mam, a raczej nie miałam wielu przyjaciół. Sandra – poważnie chora, Jolanda – chora poważnie, Ellen – wyjechała na zawsze. To były moje amerykańskie przyjaźnie. Dana (polka) mieszka w Kanadzie i to ja jestem dla niej przyjaciółką, dziwne bo nie działa to w obie strony. Z polakami w moim mieście, nie utrzymuję ŻADNYCH kontaktów. Mimo że w moim rejonie jest ich niewielu, mosty zerwane i spalone, krzyżyk im na drogę.

Czasami, mówię CZASAMI doskwiera mi samotność. Bo jakże by miało być inaczej. Przez większość tygodnia jestem: ja i psy. No weź pogadaj z psami. Czy ci smutno czy samotnie one ciągle machają ogonami. Patrzą w oczy jak żryć chcą lub głaskania, przytulania. A kto mnie przytuli?

Pies?

Mogę psa przytulić jak jest czysty, pachnący. Śmierdzącego nie chcę przytulać, mój nosek jest baaaardzoooo delikatny.

Co tam pies.

MM wróci w czwartek. Piątek ślęczy przed komputerem-taka praca. Sobota jest nasza. Niedziela? Śniadanko i zaraz pakowanko. Koniec balu panno lalu. Tyle było mego co zdążyłam złapać w locie….

To jest dzisiaj, trochę pomarudzę bo i to też potrafię, nie tylko gotowanie, chodników układanie, trawy sianie, kopanie ….

Niechby moja córcia to przeczytała

…. mamuśka a ty co!!!?????

No właśnie nie wiem.

Siedzę na schodach prowadzących na piętro i klikam w iphonie. Patrzę przez okno na soczystą zieleń drzew, krzaków a pieski patrzą na moje niecodzienne zachowanie.

Jutro biorę się do roboty, nie będzie śladu po marudzeniu.


Pod wpływem emocji człowiek pisze, później zastanawia się …czy wogóle mnie to dotyczy, nie jestem taki/taka.

Jestem i byłam silną. Bo które dziewcze po powrocie ze szkoły a to było Technikum Włókienienniczym, oświadczyło po pobieraniu 5-cio miesięcznej edukacji w tej że szkole

….nigdy tam nie wrócę… na krzyki swego taty odpowiedziała … jak chcesz to sam tam idź, ja szpulką nie zostanę….

Która dzewczyna w wieku 18 lat bierze plecak i oświadcza … jadę zwiedzać Polskę auto-stopem …

Zwiedziłam!!!!

Która dojrzała kobieta, bez znajomości języka wybierze się w podróż za ocean, a oficerowi emigracyjnemu w Chicago powie po polsku …czy mógłby pan mówić po polsku bo ja pana nie rozumiem….

Na to on krzyknął .. GO…

a dla mnie to “go” nic nie oznaczało.

Która to kobieta tęskni do swoich nieletnich dzieci, które zostawiła na pastwę losu i nie widzi ich przez 4 lata.

Trzeba mieć nerwy ze stali żeby nocować w lesie w samej pidżamie, a mrówki i robactwo po tobie chodzą.

Trzeba być silną kiedy wyrzuca ciebie polska prostytuta u której wynajmujesz jedynie kanapę, ona orzyjmuje gościa, a tobie … tylko na noc do spania jest ławka w parku.

Trzeba to przeżyć żeby zrozumieć, kiedy masz chleb spleśniały do jedzenia. Masz wybór – jesz albo zdychasz.

W sklepie zabrakło 7 centów na najtańsze parówki, netto 99 centów. Nie wiedziałam, że tax doliczają przy kasie. Znów głodówka.

Przetrwałam, przeżyłam, dzieci moje są tutaj, ze mną.

A one miały 5 zł na tydzień. Buty podarte w których chodziły, chyba przez ten cały trudny okres od lata do zimy i zimy do lata.

Czytałam reportaż o dziewczynie z której ktoś się naśmiewał, że nie miała ładnego ubrania. Kiedy byłam w ameryce moje dzieci nie miały ładnego ubrania. Nikt się nie śmiał. Moja córcia i synuś od kilku lat są w tych samych koszulkach na szkolnych zdjęciach.

W następnym roku skończą uniwersytety. Pracuję aby im pomóc. To nie jest łatwo, jeden przedmiot na uniwersytecie kosztuje od 1200-1700$. MM rownież nam pomaga. Nie jest tak, że płacisz to zaliczysz. Masz, zaznaczam MASZ umieć aby zaliczyć dany przedmiot.

Dopnę swego, dzieci zdobędą wykształcenie. Kariera zawodowa zależeć będzie już od nich. Chociaż już teraz pracują i zdobywają doświadczenie.

Powinnam się cieszyć ale… coś mnie gnębi i jest mi smutno.

Może pogoda, samotność.

A może i jedno i drugie.


Idę spać. Jutro będzie piękny słoneczny dzień, także w serduszku.

Pląsy kropli deszczu

Za oknem pada deszcz, krople spadając wewnątrz rynny dzwonią, ta “muzyka” nastraja melancholijnie. Pomimo że należę do grupy osób trzeźwo stąpających po ziemi, jestem romantyczką. W dzisiejszy poranek, czegoś mi brak, myśli błądzą po zakamarkach mózgu. Nie mogę, nie potrafię sprecyzować swoich myśli, o co konkretnie mi chodzi, czego chcę od siebie od życia ( oprócz czarnej kawy)?. Wiem, że coś mnie trapi, jest mi smutno, nie wiem czy chcę coś z tym zrobić, czy chcę w takim stanie trwać cały dzień.

Uciec gdzieś na chwilę, nabrać sił, energii, napełnić wszelką szczęśliwością ciało i serce, powrócić jakby nigdy nie było tego beznadziejnego stanu.

Zapłakane okno, za nim mokre tulipany, moje myśli są jak ta szyba i płatki kwiatów.

Tatuś powtarzał: praca fizyczna leczy wszystko.

DUSZY nie wyleczy.


Kochanego ciałka, nigdy za wiele

Znów robię krzywdę swemu ciału. Pożeram ogromne ilości słodkości to pierwsze, drugie – zaniedbałam gimnastykę. Widzę jak powoli zmienia się moje ciało. Przybywa tłustych wałeczków, najgorsza sytuacja robi się na brzuchu, twarz ogrągleje i niedługo będzie wyglądać jak księżyc w pełni. Pocieszające jest, nie potrzebuję liftingów i żadnych chemicznych wypełniaczy, którymi katują się kobiety “dbające” o wygląd. Nic nie mam przeciwko, gdybym nie widziała cierpienia Sandry i jej opadającej powieki po fatalnej operacji, może bym się skusiła. Moim wypełniaczem zmarszek jest naturalny tłuszczyk, który organizm wytwarza po zjedzonym: drugim kawałku tortu, całej torebki rodzynek w czekoladzie, wypitej kawy z dodatkami kremowymi jak również cukru, gorącej czekolady, za długo wymieniać aby listę słodkości mogłabym ukończyć. Metabolizm mam jeszcze w normie, lecz…z biegiem czasu zaczyna spowalniać pracę.

Dlaczego spożywam, takie ilości cukrów?

Odpowiedź jest prosta.

Kocham słodkości!!!!!

Jak nie postanowię nie żreć. To od śniadania do kolacji i pomiędzy posiłkami tylko słodkości. Mięso i warzywa mogą nie istnieć. Mięsa pieczonego z dodatkiem miodu nie cierpię.

Owoce jak najbardziej, z dużą iliścią cukrów.

No i odkładają mi się wałeczki, a ja odkładam dzień decyzji o zaprzestaniu obżerania się, jak by nie było ale chemią. Bo tak na prawdę, ile jest cukru w cukrze? A to z filmu ” Poszukiwana, poszukiwany”.

A tak na marginesie fajny film, czy jeszcze ktoś produkuje takie filmy?

Wracając do “oponek”. Z każdym tygodniem, czuję się okrąglajsza. Bielizna osobista wpina mi się w kochane ciałko, które nabiera tłuszczowej puszystości i delikatności. Przyjemnie jest dotknąć taką fałdkę i patrzeć, jak pod naciskiem pozostawia dołeczek, aby za chwilę dołeczek wypełnił się tłuszczykiem. Obrzydliwe?

Wcale nie. Spytajcie “sucharków” którzy latami chcą przytyć i się im nie udaje, mimo spożywania ogromnych ilości wszelkiego żarcia w tym czekolad, mlecznych i czekoladowych cukierków, wafelków, ciastek, tortów, ciast z kremem i bez, bezów, galaretek owocowych. Oni by tak chcieli jak ja, nabrać ciałka i stając na wadze nie modlić się o więcej kilogramów tylko je ujrzeć na czytniku wagi.

Jak to zrobić, żeby postanowić?

Jak to zrobić, żeby przynajmniej poćwiczyć?

Jak to zrobić, żeby nie żreć?

Wiem, że to zrobię, tylko nie wiem kiedy. Boję się, że jak zacznę katować się ćwiczeniami to trudno będzie przestać. Wiem też i boję się, że jak przestanę żreć to znów schudnę prawie do “patyka”.

Może dziś tylko ograniczę się? Tylko takie ograniczenia na mnie nie działają.

Albo zaczynam, albo nie.

Na razie wiem, na obiad miałam zrobić schabowe, upiec chlebek na zakwasie z dodatkiem ziemniaków, ciasto chatka-puchatka za mną “chodzi”. W lodówce sok pomarańczowy z dodatkiem chemii czeka. Sprite 6pak kupiony – wylać do zlewu? Czy ….?

Nie ważę się, bo wiem, przybyło. MM traci wagę sukcesywnie, a u mnie jej przybywa. Jak widać, nic w przyrodzie nie ginie. 🤪

Bezplanowo

Czy jestem chaotyczna jeśli nie planuję, każdego dnia? Tak nie uważam. Nie planuję, ponieważ wstając rano wiem, czym w danym dniu się zajmę. Nie zapisuję w kalendarzu każdej czynności, do wykonania, dla mnie mija się to z celem. Bo celem jest przeżycie każdego dnia, jak najbardziej sensownie . Co by było gdybym wczoraj rozplanowała co do minuty swój dzisiejszy dzień? Strzelić tylko w łeb! Bo cały dzień stanął do góry nogami. Miałam mieć wolne, ale musiałam jechać do pracy. Musiałam być w pracy o 6:30am. O 9am byłam już w domku, trzeba było dwieźć MM do Marty (metro). No i bezplanowo, wzięłam się za mycie samochodu, później ogarnęłam garaż, a potem zbierałam ozdoby świąteczne. Ozdoby poustawiałam przed bramą i tak je zostawiłam. Nie miałam ochoty tego sprzątać. Gdybym miała zaplanowane sprzątanie to bym musiała. W tym przypadku, posprzątam jutro.

Jednak dobrze żyć bezplanowo. Nie chcę nie robię. Oj, tak do końca nie jest prawdą z tym nic nie robieniem. Zawsze mam co robić.

Wiosna idzie!

Drugi dzień 2018

Przegląd wiadomości: ” Stockinger się zakochał”

Bardzo dobrze, lepsza miłość od nienawiści. Nawet jeśli kocha 20-latkę. Co komu do tego. Miłość, mówią, nie zna granic i nie liczy wieku. Nie każdemu jest dane przeżycie prawdziwej miłości, różowych okulach, skrzydeł zamiast ramion, łez z uniesienia i braku możliwości Jego widzenia, seca drżenia. Kochać kogoś, daje nam wiarę na lepszą przyszłość. Kochajmy i róbmy wszystko aby nas kochana. Pozwolić komuś aby nas kochał, nie jest proste. Przecież jesteśmy otwarci, wspaniali, piękni, mądrzy, tylko …. kocha się za SERCE a nie za piękno czy mądrość. Dodatki w postaci piękna i mądrości są jak najbardziej mile widziane na początku naszej miłosnej drogi😁.

Czasami mamy wrażenie, że kochamy a przy mniejszej porażce jego/jej wylewamy kubeł zimnej wody, nie ma prób zrozumienia, pomocy, kompromisu. Ale i taka namiastka miłości jest światu potrzebna, bo każde uczucie prowadzi do miłości, mimo że jest to kręta droga. Każda miłość przemienia się w inną dojrzalszą miłość, zroumienie, uczy nad ciepliwości i dbałości o jego/ją.

Więc nie należy krytykować kogoś za jego uczucia miłości. ( nie poruszam spraw religijnych) Niech kocha i niech będzie kochany, nawet za to że ma kasę lub jej nie ma, za zmarszczki, za to że nas kocha, za młodość i starość wreszcie za serce, którego coraz mniej na tym świecie.

Pozwólmy ludziom dokonywać wybory, robić pomyłki i płacz po utracie. Nie decydujmy za innych, każdy ma swoje życie do przeżycia i nie starajmy się żyć za kogoś, to jest niemożliwe.

“Chiny potęgą gospodarczą”. Kraj bogaci się na wykorzystywaniu dzieci do prac za miseczkę ryżu. Kraj gdzie jest najwyższy wskaźnik samobójstw. Kraj w którym ludzie sciśnięci są jak sardynki w konserwie, gdzie jeszcze do nie dawna pozwalano na zabicie drugiegi dziecka tym samym posiadanie JEDNEGO. Kraj gdzie je się dosłownie wszystko, łącznie z karaluchami. MM pracował w Chinach przez 6 miesięcy. Widział – ruszające się na takerzach ruszające się robaki, karaluchy, smażone psie mięso itd. Kraj który nie daje rady z wyżywieniem swoich obywateli, emisją gazów (wszędobylski smog), wykorzystywaniem ludzi do orac w nieludzkich warunkach, jest na łamach wszystkich gazet i wigóke nie dlatego że jego praktyki są karygodne ale, że w związku z prowadzeniem karygodnej polityki staje się potęgą gospodarczą. Każdy czytał o listach wszywanych lub wkładanych w wyroby z Chin, w których pracownicy proszą o pomoc. Świat nic z tym nie robi, zachłystnął się “potęgą” i spowadza za grosze produkty z Chin.

Nie popieram polityki Chin, również kupuję chińszczyznę i wcale nie dlatego że jest tania, nie ma czasami wyboru, bo w moim kraju taki produkt nie jest produkowany. (Światowa polityka?) MM kupił, a właściwie zamówił na amazonie, coś co pomoże i ułatwi śpiące życie. Przed snem nie będę musiał trzymać w ręku iphona lub ipada. Pudełko jak pudełko lecz zastawiające, nie ma żadnej wzmianki o producencie, obracając we wszystkie strony, szukałam i szukałam na pudle i pudło. Nie znalazłam. MM zamontował, próbowałam jeszcze przed świętami, jeden raz. Trochę nie wygodne jak się nie ruszam, w bezruchu jest ok. Ręce wolne, ale co z nimi możba robić w łóżku? Postawiłam to coś ponownie. Poruszyłam się, to coś zwaliło się na podłogę, na dywan, dywan pluszowy, gruby. Dlaczego to takie ważne, jaki dywan? Pod dywanem jest wykładzina! To coś się połamało!!!!! MM powiedział – czego oczekiwać po chińczykach. Zamówił dwa egzemplarze, postawił mi na łóżeczku drugi.

“Playback Fonsiego” – zrobiony problem z niczego. Zapłacili pół miliona, nie mogłam doczytać się w jakiej walucie. Zagrał jak zagrał, kase zwinął i się bez winy zwinął. Na przyszłość należy warunki umowy jasno i przejrzyście ustalić, bo następnym razem zapłaci się za coś czego nie będzie lub nigdy nie istniało, jeszcze się nie narodziło lub już bawi się z aniołkami. Możliwym jest, że w umowie był dopuszczony playback, więc nie ma po co bić piany. Media podsycają, nie wyjaśniają.

Jeszcze wiele artykułów, szkoda mojego czasu. Zeszłam do piwnicy, uporządkować choinkowy bałagan. Późnym wieczorkiem skończyłam porządki.

Zdjęcia

Dziś miałam  “wolne”, do mamusi nie poszłam. Robiłam porzadki w starych dokumentach i zdjęciach. Stare zdjęcia koleżanek i kolegów z podstawówki i średnej szkoły, porwałam i wyrzuciłam. Nie ma sensu trzymać zdjęć jeśli się kontakty dawno urwały. Na odwrocie dedykacje.

Niezapomnianej

Na zawsze

Na wieczną pamiątkę itp.

Nic to już nie oznacza. Nazwisk nie pamiętam, a jeśli nawet, dogi się już dawno rozeszły. Nikt mnie nie pamięta, ja nue chcę nikomu o sobie przypominać. Aby to zrobić, należałoby takiej osoby poszukać. W jakim celu?

Zdjęcia porwałam, wyrzuciłam z pamięci wrzucając do kosza. Nie potrzebne dokumenty spaliłam w kominku.

Samotna piękność

Dziś byłam w salonie piękności, zrobiłam brwi i rzęsy. Miałam już robione brwi na sposób indyjski, to prawda, dłużej się utrzymują. Dziś miałam zrobione tradycyjnym sposobem, na wosk. Idealnie wyprofilowane i kolor….kolor dopasowany do cery i oczu. Nic nie trzeba poprawiać, trzeć ręcznikiem aby trochę były jaśniejsze. Podobam się sobie, normalnie jest PIĘKNIE!!!!!! W piątek lecę na oczyszczenie twarzyczki i odżywienie, muszę to zrobić przed 25godzinną podróżą. Kto by nie miał stracha, normalnie się boję. W podróży będę miała wszelkie wygody, o to zadbał mój MM, z tym że podróż jest zawsze męcząca. Jazda autobusem z Wawy do mego miasta to 4 godziny, wykupiłam miejsce w pierwszych rzędach, za dodatkową dopłatą. Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Powolutku pakuję się, powolutku… bo siedzę na decku, słucham muzyk’i, śpiewam, mruczę, podskakuję na kanapie ogrodowej, piszę posta, patrzę na back yard, dusza i serce się cieszy. Piekę chlebek na zakwasie. Właśnie wyjęłam z piekarnika, pychotka. Nie jestem zadowolona z jednego, MM nie wrócił na weekend do domu, jestem bardzo samotna. Nie pierwszy ale mam nadzieję ostatni raz. Tak myślę, tutaj jestem sama, jadę w samotność do Polski. Przecież u mamusi nie będę nocować, wracać będę do pustych ścian. Chciałabym, aby ta moja samotna podróż była ostatnią samotną podróżą. 
9:12pm, MM wciąż w pracy, prosiłam aby już zostawił i pojechał do hotelu, odpoczynek mu się należy. Aha, posłuchał, na pewno. Dalej siedzi i myśli może, że ma 35 lat, pełen energii i świat do niego należy. Kiedyś w Polsce, pracowałam podobnie jak MM w tej chwili, a moje dzieciaczki spały na kanapie w konferencyjnym pokoju, myślałam, że robię dobrze, że robię dla firmy o siebie, naprawię nie tylko system w firmie ale i cały świat. Doceniona może i zostałam ale co z tego, czasu i straconych chwil nie spędzonych z rodziną nikt nie zwrócił. MM mówi mi, że to jest jego praca, on umrze a świat dalej będzie się kręcić bez niego, ja to zrozumiałam, czas aby i on zrozumiał. Nic ale to nic, zupełnie nic nie jest ważniejsze od naszego zdrowia, dzieci i rodziny. Tylko….trzeba przejść długą wyboistą drogę aby to zrozumieć. 
Sąsiad o czarnym kolorze skówy jest w swoim domu, muzyka u mnie,  a on w pewnym momencie, trzykrotnie, gasił i zapalał światło, później stanął przy oknie. Muzyka nie była głośna, więc niemożliwym aby ją słyszał, widział za to, że siedzę na decku. No, ciutkę bo jak na moje możliwości to troszeczkę potańczyłam. Podglądał? Przez lornetkę? Wszystko możliwe, wszyscy w ameryce mają lornetki. Czy spać będę spokojnie, bez obaw? Chyba nie możliwe. Dlaczego gasił i zapalał światło, wyglądało tak jakby nadawał jakiś sygnał, nie ma dzieci więc się nie bawił, spięcie tak nie wygląda bo gdyby byłoby to spięcie światło by zgasło. No nie wiedziałam , że jest w domu, gdybym wiedziała to nie wyszłabym na deck. Nakręcam się? Lepiej nakręcać się niż zbgatelizować. Wyobraźnia? Lepiej uruchomić wyobraźnię niż jej nie mieć. MM wciąż w office, wysłałam smsa do córci, o tym dziwnym zdażeniu u sąsiada. MM i tak by to zignorował, jest zajęty. 10:22pm widzę MMa w hotelu. 

Lepiej zdmuchnąć mały płomień, niż czekać na pożar.

Nieskończoność 

Spałam do 6:23, super. Wiem, że wczoraj byłam bardzo zmęczona. Dziś po pracy mam mniej roboty ze ścieżką. Muszę zajechać do sklepu po zakupy warzyw na sałatki. Córcia, Ivan i Sandra jedzą minimalne ilości mięsa. Tak, Sandra potwierdziła swoją obecność w sobotę. Cieszę się, że będzie. 

Co oznacza pocałunek, taniec i wielka radość we śnie, z osobą która dawno temu zmarła?

Myślałam, że nie wyjdę dziś na yard. Zmęczona pracą, upał, każdego dnia po pracy haruję jak kilka wołów. Podczas rozmowy z MM stanowczo stwierdziłam, odpoczywam. 

Marzenie, to było marzenie. Nie wiem kiedy, na prawdę nie wiem kiedy wyszłam na ten żar i zaczęłam harować. Rizsypywałam i układałam kamienie duże, średnie i małe pod płotem i krzakami. Spieszyłam się aby skończyć zanim MM przyjedzie. Dziś ma wziąć taxi a ja lampkę wina, takie były ustalenia. Wszystko się zgadza, kampka wina już jest, ale jestem niemożebnie zmęczona. Oczywiście, że się przyznam do harówki. MM będzie niezadowolony. 

Odpocznę w Polsce. Będę spała całymi dniami, czytała, odwiedzała mamusię i jadła w knajpach. To mój cały plan na Polskę. Nie mam ochoty (jak na razie) z kimkolwiek się spotykać. Nie mam ochoty odpowiadać na pytania, jak mi tutaj się żyje itp. 

Myć okien nie będę, ogrodu sprzątać też nie będę, zmienię pościel i pościeram kurze ale w sypialni, kuchni i pokoju który będę używać, reszta niech sobie bedzie zakurzona. Nie wiem kiedy wrócę. 

Wszystko i wszyscy przez ten czas się zmienili. Łąki za naszymi domami już niema. Dobrze że mój dom jest przy następnej ulicy a nie przyległej do łaki, będą coś budować. Kiedyś moja ulica była ruchliwa, przez łąkę przechodzili i przejeżdzali mieszkańcy z dalszej dzielnicy.  Kiedy pobudowali arterię i postawili pprzy tamtej dzielnicy ogrodzenia dźwiękoszczelne, skończyła się “wędrówka ludów”. Nie ma łaki i drzw na które moje dzieci się wspinały. Syn budował domek na drzewie z kolegami a córcia zmiażdżyła palec. 

Wszyscy postarzeli, niektórzy poumierali trochę za wcześnie, młodsi powyjeżdżali i prawdę mówiąc nawet nie ma komu dzień dobry powiedzieć. 

Życie jest nieskończone, mając swój koniec. 

Uśpienie, eutanazja

Meteorytów nie dojrzałam. Nie to miejsce i nie ten czas. W internecie piękne zdjęcia ludzie zamieszczają, u mnie żadnej spadającej gwiazy nie było. 

Zajrzałam na znajome blogi i ….uwierzyć nie mogłam jaki hejt zapełnił komentarze pod postem o uśpieniu pieska. 

Urodziłam się i wychowałam w mieście wojewódzkim. Na naszym podwórzu zawsze chodził piesek, kurki, indyczki w budynku gospodarczym była jedna świnka (pierwsza i ostatnia). Każde zwierzę miało swoje obowiązki. Pies strzec domostwa, kura znosić jajka, indyczka i świnka, rosnąć i się tuczyć. Zmiana przepisów wraz z innymi uwarunkowaniami, zmusiła do pozostawienia tylko pieska. Było ich w moim życiu kilka. Ostatni piesek przeżył około 20 lat. Oślepł, zęby powypadały, już o własnych siłach nie poruszał się,  lekarzy weterynarzy było jak na lekarstwo. Zajmowali się jedynie wiejskimi zwierzętami a najwięcej inseminacją. Psy miejskie cierpiały i zdychały w cierpnieniu. Blogerka zamieściła post, chce uśpić starego psa z którym ma ogromny problem (pies stary, chory, organizm nie kontroluje żadnego wydalania) mąż chory potrzebuje opieki, a ona też stara i nie ma chęci do życia. Wszystko ją przytłacza, brak radości i tak jak napisała … ma wszystkiego dość….Nawet pogoda deszczowa ją drażni, drażni robienie przetworów, drażni wszystko. 

Moim zdaniem ma, jak to się kiedyś mówiło, wielkiego doła, dziś mówi się depresję. Jak zwał, tak zwał, jest jej ciężko. Posypał się hejt i życzenia aby i blogerkę uśpiono itp. Jeszcze nikt nie opisał i nie pokazał swoich uczuć tak, aby były odebrane w sposób jaki czujemy. Każdy z nas odczuwa inaczej ból zęba, głowy, brzucha, utraty bliskiej osoby itp, każdy z nas odczuwa inaczej radość, nienawiść, złość itp. Inaczej rozumiemy słowo … rozumiem… bo teraz słowo rozumiem zastąpiono słowem empatia. 

Jeśli nie da rady opiekować się starym, chorym, cierpiącym, nie rokującym na wyzdrowienie pieskiem, weterynarz zadecyduje, podobno jest pod jego fachową opieką. 

Nie można powiedzieć, jeśli psa usypia to i męża może również. Jeśli ona obłożnie zachoruje, pies im szklanki wody nie poda bo sam potrzebuje opieki. Nie możemy porównywać zwierząt do człowieka. Zwierzę jest całkowicie zdane na ludzi, bez nich albo wymrze, albo zdziczeje. 

Najbardziej zaskakujące dla mnie jest to, że komentującymi są anonimowe osoby. Jeśli bronimy wspólnego dobra, imienia lub stajemy w obronie innych nie mogących się bronić, nie zakładamy maski a wprost przeciwnie pokazujemy swoją twarz.

Komentatorzy założyli maski. 

Zarzucają jej zgorzknienie, zajadłość, brak człowieczaństwa, pokazując w swoich komentarzach, właśnie swoje negatywne cechy. Żadna osoba nie probuje dyskutować, atakują a w tych atakach aż kapie od nienawiść do blogerki.

Jestem za uśpieniem psa, jeśli …. kwalifikuje się do uśpienia. 

Jestem za eutanazją, jeśli cierpienie jest  nie do zniesiena i medycyna nie jest w stanie pomóc choremu. Pod warunkiem, jeśli chory sam zgłosi chęć odejścia. 

Nie ludzkie? 

Skazywać cierpiącego na cierpienie, w imię cierpienia jest nieludzkie. Każdy człowiek odpowiada za swoje życie, pozwólmy każdemu z nas decydować o sobie. 

Życie nam dano – lecz nie na wieczność. 

Oto jak …

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze…
Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy…
Nauczyć się dawać, nie dając…
Nauczyć się brać, nie biorąc…
Nauczyć się tańczyć, nie tańcząc…
Nauczyć się żyć, nie czując życia…
Nauczyć się miłości, nie kochając…
Nauka jest sztuką!!!!