Łzy z nadmiaru….

Do pracy dziś nie pojechałam, poczułam się bardzo zmęczona.

Do południa chodziłam w pidżamie. Ogarnęłam trochę kuchnię, wszelkie napoje jeszcze stały na blacie od party, pochowałam sztućce, kilka talerzyków. 

Przeprowadziłam dwie rozmowy na skype, znów uczucie zmęczenia mnie ogarnęło. Przeforsowałam się back yardem, wiem, teraz muszę dojść jakoś do siebie. Tylko jak to zrobić w szybkim tempie bez wspomagaczy? 

Leżę, śpię, włuczę się po domu i tak w kółeczko. Mam nadzieję na jutrzejszy pełen energii dzień. Jak będzie, zobaczymy. 

Córci tel wyrwał mnie ze snu i przerwał mary senne.

Wracała ze szkoły.

Później jakoś się rozkręciłam i podlałam: krzaczki, trawkę, kwiatki. Przy okazji zmyłam kurz z chodników i patio. Nie, nie robionych przezemnie, robione chyba ze 3 lata temu. Moje trzymają i mają się dobrze. Słońce już zachodzi, temperatura się lekko obniżyła, wyszłam na deck posiedzieć przy wiaterku z wiatraka. 

Popłakałam się patrząc na back yard. Ile pracy ja włożyłam, tylko ja wiem. Cieszy mnie widok, ładny widok a łzy spływają po policzkach. Trawa, krzewy i obecnie przekwitłe kwiaty, kambule nie kamienie, płyty kamienne, kamienie wokół płotu i kora, schodki, to moja ciężka praca, czasami ponad moje siły. Dlaczego to robiłam? Chciałam aby można było powiedzieć, że tutaj mieszkają ludzie. Lubię ład, porządek i ładne widoki. Wiem, że omal przypłaciłam to zdrowiem. Patrząc dziś na mnie,można powiedzieć, zmęczona to mało, wycieńczona. Już nie mam takich karkołomnych planów. To był pierwszy i ostatni raz takich prac. Teraz będą krótkookresowe. Zanim podejmę się jakiegoś projektu, pojadę do domu i odpocznę. Chociaż moja mama zaczęła wyobrażać, że będę jej gotować zupki każdego dnia. Sprowadziłam mamusię na ziemię. Na trzy dni mamusia, na trzy dni. Sama jem jedno danie przez kilka dni, masz lodówkę więc tam będziemy przechowywać. Nie spodobało się mojej mamusi. Nie ważne, czas się dostosować do rzeczywistości. Niech mi nikt nie mówi, że stara, jak stara to może wybrzydzać? O nie, nie tędy droga, moja mamusia może jeszcze swoje córki przeżyć.  Chcę w Polsce spokoju, odpoczynku bez plotek i obgadywania, będę się mamusią opiekować lecz na moich zasadach inaczej ja padnę a ona będzie miała się wciąż dobrze. Szczerze mówiąc mam wyrzuty sumienia, traktując mamusię nawet w rozmowie przez skypa, w ten sposób ale inaczej nie wolno z nią postępować. Dam radę, muszę dać radę. Nie mogę się poddać. 

Ptaszki jeszcze śpiewają, cykady zaczęły skrzeczeć swoje melodie, komary po sprejowaniu przez firmę czasami przelatują jak nieprzytomne a ich ukłucia swędzą króciutko, robi się przyjemny wieczorek, szkoda że w samotności. 

Wszystko w nadmiarze, jest szkodliwe.

Sobotnie popłudnie

Zakupy materiałów ogrodowych pożarły większość dnia. Pickupem zrobiliśmy trzy rundy do sklepu i z powrotem. 

Od wczoraj boli głowa z lewej strony, dziś z większym nasileniem. Ciśnienie krwi opadło, czuję się zmęczona, chora, smutna, nie mam chęci na prace na zewnątrz. Właściwie to łóżko ma na mnie ogromne właściwości przyciągające. 

Jeśli nie zapomnę to spojrzę wieczorem  w niebo, może ujrzę deszcz meteorytów,  a może z mojego miejsca na świecie nie będzie to wydażenie widoczne. 

Po przjęciu tabletek od bólu głowy, troszkę było lepiej. 

Odwiedziła nas Stefania (starsza córka MM)  było bardzo miło spędzić czas w jej towarzystwie. Nie miałam ochoty rozstawać się, ale co miłe i przyjemne, szybko się kończy, czas w mgnieniu oka umyka. Podarowałam jej wisiorek z zegarkiem w kształciem sowy. Nigdy tego zegareczka nie zawiesiłam na szyji, jej się spodobał, nie widziałam przeszkód do obdarowania i zrobienia jej przyjemności, bo dlaczego nie? 

Jak wspominałam, czas urlopowy, wyjeżdża na FL.

Zadzwoniłam do Roze, zaprosiłam na mini party. Na każde Bożenarodzenie jest u nas, niech będzie i teraz. Niech nie siedzi sama w domu. Miło ją będzie zobaczyć. 

Jestem już zmęczona, czas na sen.