W piątek wieczorkiem

Z rana pukanie do drzwi, frma od chłodzenia przyjechała, przeprowadzi konserwację i wymianę filtrów. Znów pukanie , panowie od internetu, sprawdzić speed i ogólna kontrola. Przy każdym pukanku pieskowe szczekanko. Nie pospałam. Wolniutko, bardzo wolniutko budziłam się, kiedy obie firmy odjechały, staneliśme na ganeczku przy drzwiach frontowych, podziwiając cudowny cieplutki poranek, nagle na dole za drzewami na ulicy zauważyłam mężczyznę.

MM powiedział – to jest J….

Nie doszło do mnie, że to mój synuś, bo niby jak, dlaczego, a gdzie jego samochód. Kiedy zbliżał się, stwierdziłam, że to synuś.

Samochód zostawił w zakładzie do przeglądu, wymiany oleju i wrócił pieszo – około 2 godzin.

Później miałam pracowity dzionek, no oczywiście, że na yardzie. Po wczorajszej ulewie i huraganie, było dziś prawdziwe sprzątanko. Gałęzi ułamanych, kwiatów i zielonych liści, wszędzie. Nie wiedziałam, dmuchać czy zamiatać. Robiłam jedno i drugie.

Mieliśmy umówione strzyżenie i mycie piesków. W tym samym czasie zadzwonili z zakładu że syna samochód jest do odebrania. Zapakowaliśmy się we trójkę do samochodu a z nami pieski. Amber zaczęła popiskiwać. Nie lubi jazdy samochodem. Więc. postawiłAm ją na tylnych łapkach przy uchylownym oknie, miała możliwość oglądania “wielkiego świata” i jednocześnie, powiew powietrza. Zawsze piszczy i wyje, nie sposób z nią jechać. Zima lubi jazdę samochodem. Mieliśmy pieski zostawić w “myjni”, odwieźć syna do zakładu i pojechać na zakupy. Zawsze mamy od3 do 4 godzin luzu.

Niespodzianka!!!!!System komuterowy zmienili w “pralni piesków” i nie mogli nas znaleźć. No i nas nie przyjęli. Byliśmy niepocieszeni. To nie pierwszy raz taka sytuacja. Korzystaliśmy i innej “myjni” ale niestety, właścicielka zamkneła zakład na zawsze i bezpowrotnie. Właścicielka i obsługa bardzo miła, pieski ostrzyżone dokładnie i zawsze tak jak chcieliśmy. Nie mieliśmy nigdy kłopotu i powodów do narzekań. Ta myjnia nie tylko jest nam nie po drodze, ale zawsze, no zawsze jest jakieś ale….wiele razy nie zwracamy uwagi i dopełniam, dokańczam dzieła już w domu swoją pieskową golarką. Jeden raz pieski siedziały w klatce 5 mówię pięć długich godzin w klatce. Nie dzwonili, więc z MM stwierdziliśmy, czas jechać. Zajeżdżamy a ja od wejścia słyszę Zimy ujadanie. Nie wracałam uwagi na krzyki personelu, pobiegłam na zaplecze a tem….moje pieski w klatce i jeszcze nie wymyte nie ostrzyżone. W momencie kiedy krzyczałam, żeby mi je oddano, wyprowadzono pieski do szybkiego mycia. Bez strzyżenia, suszenia zabraliśmy je do domu. Byłam wstrząśnięta zachowaniem personelu. Niestety najbliższa “myjnia” też zamkneła swoje podwoje. Obecnie jesteśmy na etapie szukania samochodu, który jeździ strzyże myje i robi całą pielęgnację zwierzaczków, na podjeździe przy domu.

Więc……

znów się tłukliśmy z pieskami w drogę powrotną.

Pieski zostawiliśmy w domu, czas na lunch. Zatrzymaliśmy się na jadło, nakarmić siebie i moje dorosłe dziecko. A co, niech zna serce matki 😀😀😀.

Zakupy dokonaliśmy wielkie, bo… specjalne półki do garażu. Teraz cała organizacja w garażu, należeć będzie do mnie. Przyszedł czas na porządki w tej części domu. Miałam jakieś tam półki ale nie mieści mi się wszystko. Sprzęt ogrodowy, chemikalia, sprzęt elektryczny, jest w wielkim nieładzie. Posprzątam i za chwilę ponownie robię bałagan.

W piwnicy mam porządeczek wszystko ma swoje miejsce, wchodzę i widzę, nie muszę przesuwać, przekładać, przenosić. Takie same półki kupiliśmy do garażu. Na razie tylko 2 szt. Jedna inna a druga identyczna jak na dole. Więcej w sklepie nie było. Nie ma pośpiechu, mam czas. Wiem, że coś się zmienia.

Teraz i w garażu bedzie cudnie!!!!!!

A po pracy, a po pracy rodacy…skoczyliśmy z MM po piwko, torcik i zrobiliśmy ucztę na 102, przy dzwiękach muzyki piliśmy, jedliśy i było wesoło na naszym yardzie pod parasolką.

Na wszystko musi być czas: pracę, odpoczynek, zabawę i jeśli trzeba to na łzy.

Córcia powiedziała…..

Opowiedziałam mojej córci, o piesku bohaterze. Ostudzila moje emocje i miała racje. Zima nie zostawiłaby zdobyczy, wciągnęlaby do domu, w najgorszym razie taras. Względnie nie opuściłaby i nie odeszła. Nie rozszarpałaby brzucha, jedynie by się pobawiła a nie otwierala brzyszysko. Możliwe że sokół niósł wysoko i upuścił, możliwe że sąsiad któryś podrzócił. Późną jesienią znalazłam przecież dwie martwe wiewiórki na moim yardzie. Psy wtedy omijały te dwa trupy z daleka. Jeśli sąsiad, to i bez takiego prezentu wiem że kanalie a nie sąsiedzi. Również….Zima nie była ubrudzona bo … gdyby grzebała we wnętrznościach, pysk nie byłby czysty. No i nie mam w domu bohatera.

Moja córcia zrobila mi ogromną niespodziankę. Zadzwoniła i powiedziała, że zaspała i dopiero jedzie do biura a do mnie …. i tutaj była cisza. O Boże, pomyślałam. Dam sobie radę ale …. pomyślałam ja to ja ale do biura zaspała, to nie dobrze. Za chwilę chichocze mi w słuchawkę, wyglądam przez okno a ona niedobra cóecia wysiada z samochodu. Napracowałyśmy się niesamowicie ale jak to znami, musimy porozmawiać. Dzisiejszym tematem była moja starsza siostra. Moja siostrunia jest specyficzna, taka dama przez duże Ą i Ę. Najważniejsze ona nie gra ona taka jest. Dama całą gębą jak to mówią. Tylko żeby nie zgrywała się ta dama na nastolatkę, po prostu nie pasuje, nie pasuje nakładać kurteczki która trzeszczy w szwach. Przecież można kupić o numer większą i nie narażać się na śmieszność. Tłumaczenia nie pomagają. Córka mojej siostry już nie zwraca uwagi, widocznie się przyzwyczaiła.

Wymęczona, strasznie wymęczona, podlałam kwiatki i krzaczki i….wymyłam samochód. Tak jakoś wyszło. Jutro ani ręką ani nogą nie będę mogła ruszyć. Z tym samochodem jakoś tak wyszło no i te długie metale zabrałam z pod garażu. Teraz pojechać po MM i …mogę leżeć.

Łowca

Dziś był upalny dzień. Po powrocie z pracy nie miałam ochoty na prace na yardzie, za gorąco i za późno. Siostra starsza już w Polsce, więc wiadomo, porozmawia na skype bo w Polsce. Jak jest w NY to rozmawiamy 2-3 razy na 6-7mcy. Zajęta i nie ma warunków, jak ona może to ja w pracy. Dziś udało się mimo późnej godziny, po północy w Polsce.

Wyszłam na back yard obejrzeć kwiatuszki i krzewy. Wczoaj obficie podlałam, darowałam sobie to zajęcie w dniu dziejszym. Podchodąc bliżej karmnika dla ptaków, poczułam smród. Pierwsza moja myśl, od sąsiadów ma kurki. Muszę coś z tym zrobić.  No tak lecz smród za intensywny i “ferma” sąsiada jest za daleko. Słychać gdakanie ale nigdy nie było zapachu. Przechodząc bliżej karmnika coś  na zboczu wzniesienia zauważyłam. Wiewiórka? Nieżywa? Weszłam na wzniesienie, a jakże, wiewiórka. Dość dziwne. Założyłam okulary aby bez dotykania sprawdzić obrażenia jakie to zwierze doznało. Brzuch trochę otwarty. W pobliżu nie zauważyłam sępów i sokoła.

W poniedziałek z rana jeszcze przed pracą, zauważyłam wiewiórę na yardzie. Krzyknęłam do piesków go, go, go!!! One wiedzą co znaczy, łapać wiewióry. Amber leniwa wyskoczyła ale stanęła na decku i ani myślała biec dalej. Zima jak wichura, już zębami trzymała za ogon wiewiórę. Niestety wyślizgnęła się, podobno złapała za futro na ogonie. Widziałam to i aż pisnęłam, że Zima złapała. Nie złapała.

Wczoraj pracowałam na yardzie. Sprzątałam, rozsypywałam kamyczki itd. trupa nie było.

Dziś śmierdzący trup z obrażeniami. Myślę, że Zima w końcu dopadła.

O jedną wiewiórę mniej.

ZIMOWO i filmowo

Od 2 dni zauważyłam, że Zimie coś dolega. Nie byłam pewna co, więc obserwowałam. I kiedy zaczęła potrząsać głową, zajrzałam jej w uszka. Jedno uszko miało infekcję. Zadzwoniłam do przychodni weterynaryjnej lecz na popołudnie w poniedziałek nie było wolnego miejsca. Wizyta we wtorek w godzinach rannych, odpowiadała. Zapakowawałam  Zimę do samochodu i w drogę, 3 minutki jazdy to nie żadna wyprawa. Wizyta zajęła nam 2,5 godziny, łącznie z czekaniem. Gdy Zimę zabrano na czyszczenie uszka, pojechałam do sklepu po owocowe zakupy.

Dostaliśmy krople, 2 x po 7-10 kropli do chorego uszka. Prawie cały wtorkowy dzień przespała.

A z uszka wychodził bardzo nieprzyjemny zapach.

Psinka dziś czuje się lepiej, wciąż śpi ale po obudzeniu ma więcej energii w porównaniu do poprzednich dni.

Będzie dobrze.


Wczorajszy dzień poświęciłam na odpoczynek i relaks. Oglądałam filmy na youtube – rosyjskie melodramaty😀.

W niedzielę wieczorem siadł na piętrze  air conditioner, przyjechała firma, naprawili. Gdy usłyszał głos z filmu, ze zdziwiem spytał w jakim języku leci film i ze zdziwieniem stwierdził, że znam rosyjski.

Rosyjski znam jak polski, rozumiem czeski, słowacki i białoruski lecz nie potrafię mówić. Szkoda. Szlifuję angielski i chciałabym nauczyć się ( całkowicie zapomniałam ) fracuskiego.