Zadowolenie🙃🙃🙃🙃🙃

Nareszcie czuję się wspaniale. 12 godzin snu, pomogło, śniłam (po interpretacji) o oczyszczeniu. Cieszę się, że wszystkie myśli które zaprzątały moją głowę, ustąpiły.

Pies sąsiadki nie szczekał, pogoda na zewnątrz wspaniała, pogoda ducha również. Taki stan uwielbiam, nic nie trapi.

Po pracy wyszłam jeszcze na back yard. Chociaż każdego poranka, zaglądam do tulipanów, dziś obchodu nie opuściłam, a po południu niewiele się zmieniło.

Wiewiórka wykopała jedną cebulkę tulipana. Jutro nie pozwolę, tym szczurom kopać w ziemi. Będę pilnować.

Zbierałam połamane gałązki drzew, ostanie liście, cieszyłam się słoneczkiem myśląc że można się już opalać.

Najpiękniejsza pora roku, kiedy można jeszcze spać przy otwartych oknach. Wyjeżdżając do pracy, każdego dnia również zostawiam otwarte okna. Zapach świeżego powietrza unosi się w całym domu. Cudo no normalnie, cudo.

Muszę korzystać, za parę tygodni , trzeba będzie pozamykać wszystko szczelnie, mało że będzie bardzo gorąco to dodatkowo będzie pylić. Wszędzie będzie żółto i alergicznie.

Co dzisiejszy dzień przyniesie

No cóż, obudziłam się 2:28am i już nie usnęłam. Wierciłam się w łózku jakby było w nim z 1tys robali które mnie pdgryzały. Mam łóżko wygodne, duże i cieplutkie. Z ogrzaniem go przychodzi z pomocą elektryczny puszysty, mięciutki kocyk.

Spłodziłam posta o ciałku, któremu tłuszczyk nadaje delikatności i puszystości😜.

Poranny pyrsznic, orzeźwił, postawił na nogi, krew szybciej zaczęła krążyć.

Przepiękny wschód słońca i zimowe powietrze -3C. Czekam z utęsknieniem na wiosnę, jest “za progiem”. WIDZIAŁAM!!

Marnie jeszcze wygląda bo dopiero zaczyna się wspinać po ciepłych promykach słońca. Z czasem nabierze wiekszej wprawy. Będzie ładnie, będzie pięknie😀😀😀😀.

Śniadanko: kawa z dodatkami mleczno-kawowymi. Yogurt kawowy 150cal.

Nie mogę zrozumieć, jak mogłam polubić kawę z mlekiem i kremami, kiedy w Polsce wypijałam hektolitry czarnej kawy z fusami, bez cukru, bez mleczka. Potrafiłam do fusów z poprzedniego dnia dolać gorącej wody i fusy schrupać. Teraz takiej czynności nie uczynię, co w tych fusach widziałam. Kawę piłam od rana z wieczorem włącznie. Nie miałam problemów z uśnięciem.

Teraz…fusów nie jem, kawę czarną piję sporadycznie i jak przed laty bez cukru i mleczka, z tym że musi być zagotowana w specjalnym imbryczku. Nie mam tu na myśli zaparzaczy. Na śniadanie zawsze robię kawę rozpuszczalną z dodatkami. Jednym słowem nie tylko smak się zmienił ale i upodobania.

Na drugie śniadanie, 3 banany i takim sposobem zaopatrzyłam organizm w 482cal. Zciągnęłam app do podliczania calorii, kiedyś mi pomogła taka kontrola, mam nadzieję, tym razem również. Po bananach nie czułam głodu. Ale żołądek, zaczyna, nawet nie boleć ale ćmić. Zaparzyłam siemie lniane. Popiję jakiś czas. Może od rozpuszczalnej kawy, bo takie uczucie w żołąku nie jest po raz pierwszy. Czyżbym miała przestawić się na poranne herbatki owocowe?

Zrobiłam obiad i zaprosiłam MM do ładnie zastawionego stołu😄.

Ostatecznie wrzuciłam w siebie 1100cal. Jak na pierwszy dzień jest super i oby tak dalej.

Relax

Planowany dzień wolny od opieki nad mamusią prysnął, jak bańka mydlana. Mamusia wymyśliła sobie, że pójdzie do sklepu, argumenty jak najbardziej rozsądne. Jeśli po kuchni kręci się godzinami to i do dzielnicowego sklepu może dojść i wrócić. Wszystko to prawda, lecz jednostajny krok to jest co innego niż dwa kroki i zatrzymanie się w bezruchu. Kazałam czekać na mój przyjazd. Słoneczny lecz wcale nie ciepły dzień, wiał lekki wiaterek nawet sprzyjał spacerowi. Wolniutko bez pośpiechu, mamusia podpierała się nową laską, doszłyśmy do sklepu. Powrót również był wolniutki. Swoje zakupy  w ilości dwóch rzeczy sama niosła. Nie zrobiła zakupów wielkich, jedynie takie jakie mogłaby sama udźwignąć. Była bardzo zadowolona że może dojść do sklepu i wrócić. Każdy człowiek ciszy się z samodzielności, nie jest od nikogo zależny, nie musi czekać na dostarczenie produktów żywnościowych niezbędnych w danej chwili.

Samodzielność daje zadowolenie a zarazem uczucie wolności.

Kasztany

Zapowiadany wczoraj deszcz z silnymi wiartami się sprawdził. Uchyliłam frontowe drzwi aby sprawdzić temperaturę odczuwalną. Rajtuzy, na nie jeansy, podkoszulek i golf. Ciepłe buciki, kurtka i zimowa czapka. Rękawiczki, parasolka. Nie straszna mi wichura ani ziąb. Podśpiewując pod nosem podążałam na przystanek autobusowy. W autobusie ludzie zziębnięci i mokrzy. Wciąż mi trudno zrozumieć, o co chodzi z tymi głowami bez nakryć i nogach w przemoczonych pantofelkach. Czy to ma być jakaś magia na przywołanie słońca, ładnej pogody, a może zatrzymanie lata?

Przesiadka na drugi autobus, a myślałam że chociaż w tym autobusie będą ludzie dbający o swoje zdrowie.

Wysiadłam z autobusu wprost na rozsypane na chodniku kasztany. Deszcz leje, zbieram piękne kasztany i cieszę się, że są urocze i smucę że nie mam komu robić kasztanowych ludzików. Podarowałam mamusi po tv i Ipada. 

Deszcz leje, poszłam do sklepu po zakupy mojej mamie. Usmażyłam naleśników. Posiedziałam, porozmawiałam, na drugiego Ipada którego dowiozłam, założyłam drugie konto w microsofcie i skype, tak na wszelki wypadek, jeśli mama zrobi bałagan na pierwszym ipadzie.

Wzięłam rzeczy mamy do pralni i w deszcz poszłam daaaaleko.

Deszcz padał caluśki dzień.

Ważne, aby być odpowiednio ubranym, wtedy nie straszne  wichury.

Rodzina

Przed wyjazdem planowałam pożyczyć samochód od siostrzenicy, ma dwa, jeden stoi w garażu. Oczywiście za odpłatnością. Zrezygnowałam, popatrzyłam na jeżdżące samochody. Kto szybszy ten lepszy, brak kultury jazdy, chamstwo i wyścigi. Ulice mego miasta nie są dla mnie do jazdy, pozostanę na chodniku,  przechodząc przez ulicę, patrzę w lewo – prawo, oczy szeroko wytrzeszczając. Jeśli z lewej strony na prawym pasie samochód się zatrzymuje, patrzę czy na lewym pasie czyni to samo. Nie przebiegam, nie przechodzę patrząc w komórkę lub niebo. W tym momencie jestem skupiona i myślę o dojściu do celu w jednym i całym kawałku. Dużo, bardzo dużo chodzę, lubię bez względu na pogodę. Dziś nałożyłam czapkę na głowę parasol do ręki i w drogę, później pożałowałam, że rękawiczek nie włożyłam. Patrzę a w oddali idzie kobietka, młodsza odemnie, nos czerwony,  siwe odrosty rozwichrzone, pantofelki bez pięt. Jak tak lubi zimno i pluchę to dobrze, ja pod jeansy założyłam rajtuzy. Po co udawać młodą. Duchem nie muszę, z postury i twarzy trudno odgadnąć wiek. Ubiór też nie zdradzi, no chyba ta czapka, kiedy wszyscy chodzą bez nakryć głowy. Tylko nie wiem po co udawać, że ciepło,  jeśli jest diabelsko zimno i do tego pada. Nigdy nie dbałam o ocenę mojej osoby. Nie podoba się, nie koleguj ze mną. To bardzo proste. Kompleksów nie miałam i nie mam, nawet nie wiem co to takiego jest. Samoocenę miałam i mam wysoką –  bez zarozumialstwa. Dziś przez skypa skrzyczałam starszą i jasno powiedziałam, gdyby nie była moją siostrą z tego miejsca gdzie jestem zawiadomiłambym odpowiednie władze w stanach. Nic ale to nic jej nie tłumaczy, jeśli nerwowa brać prochy na uspokojenie. Skypa rozłączyłam sama, nie chciałam durnych z jej strony tłumaczeń. Wiem, że swego postępku nigdy nie powtórzy. Skąd wiem? bo znam ją, dla niej jestem, można powiedzieć wyrocznią. Kocham moje siostry bardzo, czy one mnie kochają?

Właśnie zastanawiam się. Na pewno boją, obawiają się moich szczerych słów i działań. Zrobię wszystko aby je ratować one ….. nie będą mnie ratować, bo wiedzą, że dam sobie radę. Mimo że pływać nie umiem, wypłynę. Osobiście nie byłabym pewna, wiem, że w takiej chwili nie wolno panikować, trzepotać członkami, spokojny i rytmiczny oddech jest przyjacielem. Co do tego kochania….TAK. Jestem pomiędzy nimi, od początku świata i na zawsze.

Załatwiłam energetykę – muszę zrobić nadpłatę, kosz na śmieci – gdzieś to muszę wyrzucać, na pewno nie do pobliskiego lasku lub po cichu sąsiadowi. Umówiłam się z fachmanem u mamy – zmieniałam baterie w termostacie i jego zrestartowałam. Ściągnęłam istrukcję z internetu ale nie miałam cierpliwości jej studiowac, zadzwoniłam do nowego servisanta, będzie jutro i zrobi co trzeba, przy okazji go poznam. Przecież trzeba wiedzieć, kto to taki, jeśli ma być NASZYM serwisantem.

Jestem …zmęczona, umęczona, najedzona… trzeba po wolutku szykować się do spanka.

Moja córcia jest obywatelem USA. Hurra. Wszystkie moje dzieci, w ilości dwóch,  posiadają amerykańskie obywatelstwo.

Marzenia się spełniają nawet nie marząc o nich. 

 

Okrojone party

Bez większych emocji wyszłam z łóżka. Wizyta u lekarza, rozbiła mój dzień. Z rana troszkę popracuję,  po południu już chyba nic nie zrobię – tak myślałam. Leniwie zeszłam na dół, nakarmiłam pieski, zadzwoniłam do lekarza upewnić się co do godziny wizyty, gdzieś mi się zapodział bilecik z terminem wizyty. 

Termin wizyty jest za tydzień!! 

Ucieszona pojechałam do sklepu po zakupy pieczywa na śniadanie. Nie piekę, nie mam czasu, umorsana nie będę doglądać ciasta i w butach nie będę chodzić po mieszkaniu. Zanim usiadłam do śniadanka, jeszcze raz zadzwoniłam do przychodni, przełożyłam wizytę na 25-go. Przecież 19go mamy party i nie mogę sobie pozwolić na lekarza w  przed dzień uroczystości. Wizyta kekarska zajmuje mi prawie pół dnia – daleko i korki. 

Przełożyłam i się cieszę. Za chwilę wychodzę na yard, pogoda – słoneczko raz świeci innym razem chowa się za chmurami, po południu zapowiadają opady deszczu. Jak ja nie lubię w deszcz pracować‼️ wszystko ze mnie zcieka. Można mnie wykręcić jak stary mokry ręcznik.  No cóż, party przełożyć się nie da, a nawet i dobrze, wreszcie skończę mój back yard. Szkoda, że nie mogę ułożyć trawy, na skałach nie urośnie, byłoby zieloniutko. A tak, układam tkaninę na to siatkę i korę. Nie jest źle, ale ja lubię kolor zielony. 

Sadzę wciąż małpią trawę gdzie mogę wykopać jakiś dołek. Małpia jak to małpia, leżała na słońcu na betonie około miesiąca, nie zdechła. Może między skałami uda się jej ukorzenić. 

Zrobiłam krótką przerwę. Ubranie wrzuciłam do pralki, zmieniłam na suche i czyste. Uciążliwe jest ciągłe zmienianie, nie lubię klejącego się do ciała.

Mam 4-5 godzin bez deszczu, później ma padać, choć już sie zachmurzyło i kropi. 

Znów króciutka przerwa, tym razem na piwko, zanim pojadę po MM to procenty wyparują. 

Patrzę na back yard i oczy się cieszą. Nareszcie jakiś wygląd, jeszcze nie ostateczny, ale widać jakieś uporządkowanie, ład, organizację. 

Ciekawa jestem co MM powie🙏🏻. Do tej pory był pozytywnie nastawiony do mojego projektu, po 5 dniach nabrało wszystko “rumieńców” za sprawą czerwonej kory.🙃

Sprawdziłam cenę brązowej kory i resztę przysypię brązem. Tańsza a i inny kolor potrzebny. 

Po piwku zrobiło się przyjemniutko i leciutko więc wracam do robotki. MM wzosi się w chmurki mam około 3 godzinek na prace. 

Układam płyty na patio, jest łatwiej, nie przemieszczam się i mogę uruchomić wiatrak. Przycinarka omal mi się nie przepaliła, muszę czasami przyciąć a szczególnie przy zakończeniach gdzie kładę metalową blokadę, którą też trzeba przyciąć. 

MM pochwalił, jest zachwycony i zdziwiony ogromem pracy jaką wykonałam. Kora brązowa jest tańsza ale i gorsza, stwierdził. Jutro zobaczymy w sklepie. 

Jestem już zmęczona i na dziś będę prace “polowe” kończyć. 

No i czego się dowiedziałam? Trzy pary które miały przybyć na party, z różnych powodów nie będą mogły przybyć. Złapałam za telefon, zadzwoniłam do Ellen i Sandry. Nie odebrały. Ellen oddzwoniła po kilku minutach. Nie przyjdzie jest w swoim nowym domu w SC, muszą dopilnować wymiany dachu. Rozumiem. Sandra nie odzwoniła, może źle się czuje, rozumiem. Starsza córka MM wyjeżdża na FL. 

Niezawodne są moje dzieci. 

Będę kończyć back yard w takim tempie, jakim zaplanowałam. W tym temacie nic się nie zmieniło. 

A że mi przykro, tego już nic nie zmieni. 

Sen to zdrowie, a praca wzbogaca😁😁😁💵💵💵💵

Pracowałam w mrzawkę, deszcz, słoneczko.  Po południu około 3 pm rozpadało się na dobre, skryłam się w domku, po prysznicu wskoczyłam do łóżeczka. No i usnęłam, zmęczona i wymoczona. 

Nie miałam ochoty wracać na swoje “pole”. Słoneczko wabiło przez szparki między żaluzjami a oknem, że znów przebrałam się  w robocze ciuchy. Leniwie zaczynałam swoje niedokończone wciąż projekty. Zaczęłam od wykopywania małpiej trawy. Rozrosła się bardzo, nie nadawała już uroku. Powolutku wciągnęłam się do roboty, skończyłam po 8pm. Ciemno się zrobiło, praca przy lampie to żadna praca. 

Prawie 2 godzinne spanie w ciągu dnia, dodało energii do pracy lecz źle działa na sen  w nocy. 

Nie mogę usnąć. 

Dzień lenia

Nie mogę siebie nazwać leniem, nigdy nie byłam i trudno nim być, kiedy w głowie 1001 projektów do zakończenia, rozpoczęcia. Dziś mam wolny dzień, wymuszony przez pogodę, dzień nicnierobienia. Cieplutko, nieprzyjemnie wilgotno i mokro, pochmurnie, momentami deszcz pada i nie pada. Między opadami wychodzę, jak rolnik na polu robi obchód, ja wychodzę na dróżkę na back yardzie, oglądam, zastanawiam się, kalkuluję i oczywiście cieszę. Poziom zachowany, woda spływa, nic nie popłynęło wraz z deszczem ( a wczoraj była znów ulewa), widzę oczami wyobraźni kńcowy efekt. 

Przy betonowej ławeczce na małym patio, ustawię ażurowy parawan, odgradzając tym sposobem zieloną i skalistą część ogrodu. Zieleń?  Zostawiłam ivy, niech rośnie, trzeba kontrolować jej rozrost. Ivy pokryło też ogromną naturalną skałę. W tej części ogrodu nie planuję żadnych zmian. Probowałam zmieniać, nie udało się, same skały. Dobrze że ivy rośnie i dwa krzaki. Probowałam zasadzić tuje, nie udało się, korzenie nie znalazły miejsca do rozrostu. Uschły, niestety. To co jest, musi pozostać, jedynie trzeba nadać jakiś kształt. 

Figusa z donicy posadzę na miejsce…. w początkowej fazie była paproć australijska (szlag trafił) później tuja (podzieliła los paproci). Nie musi owocować, niech tylko coś. 3 lata temu wykopałam więcej niż metrowej głębokości dół, więc …. muszę go wykorzystać. Jeśli zdechnie figus, posadzę brzozę, która nie potrzebuje specjalnych warunków glebowych. 

11am wciąż w łóżku a myślami na podwórku. MM śmieje się …. co ja będę robić jak ten projekt skończę ….. a koniec jest bliżej niż dalej. W moim lesie znajdę coś do roboty. Aby zdrowie dopisało. 

Jeśli o zdrowiu, idę na rehabilitację. 

Niepodziewana pomoc

Dziś lało i wciąż deszcz leje. Grzmi, błyska i tak na zmianę. MM musiał podjechać do sklepu komputerowego, wkorzystałam sytuację i w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się aby kupić korę. Po załadowaniu worów, z nieba się lało. Podjechaliśmy jeszcze zatankować. Wiatr wiercił deszczem, dach stacji benzynowej mało pomagał. MM wkoczył do samochodu i ruszyliśmy. Podjeżdzaliśmy do świateł i pickup zrównał się z naszym samochodem od strony pasażera. Nigdy nie zwracam uwagi kto za kierownicą w samochodzie stojącym lub przejeżdzającym obok. Tym razem spojrzałam. Poprzez deszcz który zalewał szyby samochodu młody mężczyzna pokazywał na migi że mamy korek od wlewy benzyny otwarty. Czerwone światło – zatrzymaliśmy się,  zanim MM odpiął past,  młody mężczyzna wyskoczył ze swego pickupa podbiegł w ten duży deszcz do naszego samochodu, zakręcił korek i zamknął drzwiczki. Jego samochód stał od strony pasażera wlew mamy od strony kierowcy, a więc musiał nasz samochód okrążyć. Pomachaliśmy jemu w podzięce. Wskoczył zmoknięty do swego samochodu.

Miłe zdarzenie, jeszcze są uczynni ludzie, to napawa nadzieją, że z nami ludźmi nie jest jeszcze tak źle.

Pachnie wilgocią

Od kilku dni lało, dziś usiadłam z kawusią na decku. Nareszcie, usiadłam i komary nie latają. Wilgoć sprzyja ich rozmnarzaniu lecz wczoraj firma dokonała oprysków, dokonuje oprysków co miesiąc. W tym miesiącu z tygodniowym opóźnieniem ze względu na deszcze.

Poranek piękny, powietrze rześkie, tylko zapach wilgoci unoszący się jeszcze w powietrzu jest nie miły. Pufy w mebkach ogrodowych nie mokre i nie suche, dywanik mokry, wycieraczki ociekające wodą. Na przekór wszystkiemu, siedzę na zewnątrz, słucham jazgotu ptaków, szumu samochodów w oddali, poszczekiwania psów u sąsiada i tej ciszy która nią nie jest.

Teraz mogę powiedzieć …. rodacy do pracy….

Nie mam zaplanowanych żadnych zadań do wykonania po powrocie z pracy. Będzie “na żywioł”.

7:18pm

“Na żywioł” było padnięcie na kanapę i drzemka. Jestem okrutnie zmęczona.

A miałam jutro mieć wolne. Nic z tego, do roboty muszę iść.

Już wzięłam syrop na spanko Zzzzz, wcześnie, potrzebuję snu i odpoczynku. MM wróci Uberem lub Taxi, przykro ale padłam.

Deszcz

Od tygodnia pada, silniej, słabiej, zanika na godzinę i znów … leje, pada, siąpi. Kilka dni dpokoju i znów leje. Między jednym deszczem a drugim coś ram dłubię na yardzie Podobno jutro,  też będzie lało. Jest ciepło 25-27C lecz mokro. W nocy błyskało, grzmiało i lało. ​

Decyzje

Przepiękny dziś dzień. Słoneczko świeci lecz nie parzy. Od rana zajęłam się sobą, włoski ułożyłam, makijaż i paznokcie pomalowałam. Patrząc w lustro nie chcę się wstydzić swego wyglądu. Nic nie planowałam, wyjścia, wyjazdu, nawet prac ogrodowych. Chcę ładnie wyglądać dla siebie, cieszyć się swoim widokiem zanim jeszcze mogę.

Przez okno spojrzałam na front yard i zdecydowałam zadzwonić do firmy ogrodowej. Skosić i dopatrzyć trawników, korę i igły rozsypać, podciąć krzewy, posprzątać i zrobić ogólny porządek.  Czekam na szacunkową wycenę.

Mam dość, mam dość zajmowania się ciężkimi pracami i jeśli chcę pożyć dłużej i bez cierpienia, tym bardziej nie powinnam tego robić. Do mnie mają należeć kwiatki, przesadzanie, sadzenie i podlewanie.

Back yard… to zaraz obrośnie w historię. MM poszukuje firmy która dokończy moje dzieło. Na razie to tylko obiecanki lecz żadnej wyceny nikt nam nie przedstawił. Pozostało niewiele do zrobienia, ja tego robić już nie mam zamiaru. Uzbroiłam się w cierpliwość i czekam.

Zadzwoniła córcia z zapytaniem, czy możemy podjechać do Costko (potrzebna karta wejściowa). Z i Ivanem zrobili większe zakupy. Wróciłam do domku.

Firma była pod moją nieobecność, podobno oszacowała to i owo. Umówiłyśmy się na sobotę rano. Niestety nie przyjechała. Za dużo pracy, lenie i to wszystko.

nie przewidzisz z której strony zawieje

W nocy wiało, padało i grzmiało. Trochę gałęzi tez połamało. Dziś też bardzo ale to bardzo wietrznie. Do 1pm padało lecz wiać nie przestało. Patrząc na czubki drzew, miało się wrażenie, że za chwilę drzewo przełamie się w pół. Nic takiego się nie stało.

MM powinien już zajmowac miejsce w samolocie lecz nic takiego się nie wydarzyło. Wszystkie loty w moja stronę zostały odwołane do jutra rano. Jednym słowem koszmar.

Dogadał się z jakimś podróżnym, który mieszka w sąsiednim county, że wynajmą samochód i będą jechać. Podróż będzie trwc 6-7 godzin, lepsze to niż czekać do jutra co nikt nie daje gwarancji, że pogoda się ustabilizuje i samoloty jutro rano wystartują.

Nic nie ma pewnego, nic nie można przewidzieć.


Nie było tak późno, kiedy MM podjechał pod garaż. Podróż trwała 5 godzin. Mężczyzni podjęli słuszną decyzję. Loty zostały odwołane do piątkowego popłudnia. Najbliższy lot miał się odbyć w piątek o 4pm.

To są uroki pracy na wyjazdach.

starsza

 

Starsza siostra jeszcze jest w NY, zapomniała zapłacić OC za samochód. Korzystanie z banku w Polsce przebywając za granicą jest troszeczkę skomplikowane, jeśli do danego konta bankowego jest przypisany numer telefonu, który został w Polsce. Nie może wprowadzić, żadnego nowego odbiorcy na swoim koncie, taka operacja wiąże się z potwierdzeniem smsowym. Poprosiła abym to ja zapłaciła, a ona zapłaci na równowartość moje inne rachunki. Odpowiada mi taka zamiana.

W NY pada dziś śnieg z deszczem. Wszyscy zostali w domach, podobnie jak u mnie, jeśli pada śnieg i mrozi, nie wolno wyjeżdzać, chyba że to jest na prawdę niezbędne. U mnie dziś, również jest chłodno bo +6°C to nie jest za gorąco.

Dziś mam dzień wolny, wstałam jeszcze wg starego czasu (z soboty na niedzielę przesunięto godz do przodu), kładę się również do łóżka wg starego. Mam nadzieję, że za kilka dni organizm się przystosuje. Jedna godzina wprawdzie to nie wiele, ale utrudnia mi funkcjonowanie.

W dalszym ciągu będę kopiować moje posty ze starego bloga i przenosić do Worda. Później po dokładnym przeanalizowaniu, umieszczę na nowym blogu. Nie będą one wszystkie dostępne dla czytających. Kto z zaglądających na bloga czyta historyczne posty?

Nikt.

 

Oczywiście znajdzie się osoba, która nie mając co z czasem zrobić, przeczyta wszystko od deski do deski. U mnie nie będzie wiele do czytania z historii.