Psa szczekanie

Dziś jestem zmęczona, umordowana, zniechęcona, śpiąca.

Umordowana bólem głowy i wysokim ciśnieniem. Oprócz regulaminowych ( powinnam przyjmować każdego dnia ale tego nie robiłam, bo jeśli ciśnienie krwi od miesięcy jest w normie, to zalecenie lekarza, moim zdaniem, jest na wyrost) tabletek, przjmuję te silne ale 1/2tabletki. Wiem dokładnie, że ciśnienie rozwala mi układ krwionośny i serce tylko i wyłącznie po stresie. Za dużo myślę, martwie się i kombinuję, jak to wszystkim dogodzić, załagodzić i pomóc. Wczorajszej nocy ujadał pies sąsiadki. Wiem, że boi się ten pies ciemności, bo w ciągu dnia nigdy nie szczeka, a jest na podwórzu. Pies ładny owczarek. Na moje pieski nie szczeka a moja Amber jest w nim dosłownie zakochana.

Położyłam się spatku po 11pm , pies szczeka, północ pies szczeka. Wsadziłam stopery do uszu ale… słuch już tak był wyczulony, że i przez korki szczekanie słyszałam. Ukołysana szczekaniem usnęłam. Budziłam się wiele razy, szczekanie było i nie było. 4am nie mogłam już spać, pies szczekał bez żadnej przerwy. Około 6 am nastała ciszaaaaaaa. Usnęłam spokojnym snem. Spałam i spałam i spałam. Spóźniłam się do pracy.

Byłam nie wyspana, wściekła i spóźniona a jeszcze korki na autostradach. Muszę pokonać trzy autostrady.

Praca nie szła tak jak powinna, marudnie i mozolnie.

Po powrocie.

Zostawiłam samochód w garażu i poszłam do sąsiadki.

Ona mi mówi, że może szczeka na kogoś.

Tego kogoś nie ma w środku nocy. Tak się rozkręciłam, że musiała mnie zastopować …slow down…

Po końcowych obietnicach i uściskach, wróciłam do swoich piesków, które wiedziały że wróciłam ale nie wiedziały dlaczego nie wchodzę do domku.

Godzina 7:50pm piesek sąsiadki powinien szczekać. Jest cisza.

Jestem w łózku, będę spać.

Dobranoc

P.S

Jeśli piesek będzie cicho, to upiekę jakieś ciasto sąsiadce. Tylko jakie? To musi być coś extra.

Jeśli będzie szczekać, odwiedzę ją jeszcze raz, jeśli nie poskutkuje, to poskutkuje telefon na policję. Cisza nocna jest ustalona odgórnie.

Samotna piękność

Dziś byłam w salonie piękności, zrobiłam brwi i rzęsy. Miałam już robione brwi na sposób indyjski, to prawda, dłużej się utrzymują. Dziś miałam zrobione tradycyjnym sposobem, na wosk. Idealnie wyprofilowane i kolor….kolor dopasowany do cery i oczu. Nic nie trzeba poprawiać, trzeć ręcznikiem aby trochę były jaśniejsze. Podobam się sobie, normalnie jest PIĘKNIE!!!!!! W piątek lecę na oczyszczenie twarzyczki i odżywienie, muszę to zrobić przed 25godzinną podróżą. Kto by nie miał stracha, normalnie się boję. W podróży będę miała wszelkie wygody, o to zadbał mój MM, z tym że podróż jest zawsze męcząca. Jazda autobusem z Wawy do mego miasta to 4 godziny, wykupiłam miejsce w pierwszych rzędach, za dodatkową dopłatą. Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Powolutku pakuję się, powolutku… bo siedzę na decku, słucham muzyk’i, śpiewam, mruczę, podskakuję na kanapie ogrodowej, piszę posta, patrzę na back yard, dusza i serce się cieszy. Piekę chlebek na zakwasie. Właśnie wyjęłam z piekarnika, pychotka. Nie jestem zadowolona z jednego, MM nie wrócił na weekend do domu, jestem bardzo samotna. Nie pierwszy ale mam nadzieję ostatni raz. Tak myślę, tutaj jestem sama, jadę w samotność do Polski. Przecież u mamusi nie będę nocować, wracać będę do pustych ścian. Chciałabym, aby ta moja samotna podróż była ostatnią samotną podróżą. 
9:12pm, MM wciąż w pracy, prosiłam aby już zostawił i pojechał do hotelu, odpoczynek mu się należy. Aha, posłuchał, na pewno. Dalej siedzi i myśli może, że ma 35 lat, pełen energii i świat do niego należy. Kiedyś w Polsce, pracowałam podobnie jak MM w tej chwili, a moje dzieciaczki spały na kanapie w konferencyjnym pokoju, myślałam, że robię dobrze, że robię dla firmy o siebie, naprawię nie tylko system w firmie ale i cały świat. Doceniona może i zostałam ale co z tego, czasu i straconych chwil nie spędzonych z rodziną nikt nie zwrócił. MM mówi mi, że to jest jego praca, on umrze a świat dalej będzie się kręcić bez niego, ja to zrozumiałam, czas aby i on zrozumiał. Nic ale to nic, zupełnie nic nie jest ważniejsze od naszego zdrowia, dzieci i rodziny. Tylko….trzeba przejść długą wyboistą drogę aby to zrozumieć. 
Sąsiad o czarnym kolorze skówy jest w swoim domu, muzyka u mnie,  a on w pewnym momencie, trzykrotnie, gasił i zapalał światło, później stanął przy oknie. Muzyka nie była głośna, więc niemożliwym aby ją słyszał, widział za to, że siedzę na decku. No, ciutkę bo jak na moje możliwości to troszeczkę potańczyłam. Podglądał? Przez lornetkę? Wszystko możliwe, wszyscy w ameryce mają lornetki. Czy spać będę spokojnie, bez obaw? Chyba nie możliwe. Dlaczego gasił i zapalał światło, wyglądało tak jakby nadawał jakiś sygnał, nie ma dzieci więc się nie bawił, spięcie tak nie wygląda bo gdyby byłoby to spięcie światło by zgasło. No nie wiedziałam , że jest w domu, gdybym wiedziała to nie wyszłabym na deck. Nakręcam się? Lepiej nakręcać się niż zbgatelizować. Wyobraźnia? Lepiej uruchomić wyobraźnię niż jej nie mieć. MM wciąż w office, wysłałam smsa do córci, o tym dziwnym zdażeniu u sąsiada. MM i tak by to zignorował, jest zajęty. 10:22pm widzę MMa w hotelu. 

Lepiej zdmuchnąć mały płomień, niż czekać na pożar.

Niby taka mondra nr2

Cały dzień pracowałam na yardzie, instalowałam krawężniki metalowe. Mzyka grała, nie za głośno i nie za cicho. Sprawdziłam z oddali na jaką odległość moja muzyka jest słyszalna. Było OK. Nikomu nie przeszadzałam, oby wszyscy tak postępowali. Rozumiem przecież, że moja muzyka nie musi być miła dla ucha sąsiada. Skakałam, tańczyłam, śpiewałam, a że wkoło mam wysoki płot nikt mnie nie widział moich wygibasów, no może z jednej strony. Sąsiad (murzyn) sporadycznie przebywa w domu. Nie wiem i nigdy nie wnikałam, pracuje na wyjazdach czy ….Jeszcze przed postawieniem płotu, często z nim rozmawiałam, miły, za miły. Nie spodobała mi się jego dziwna uprzejmość. Czasami jak przebywa w domu, na yardzie krzyknie słowo powitalne w moją stronę.

W pewnym momencie wyczułam wzrok na swojej osobie, nie jest to odległość, żeby ręką sięgnąć. Wstrzymałam się w swoich tanecznych obrotach z młotkiem w ręku, spojrzałam w stronę z której byłam ściągana wzrokiem. Dreszcz strachu przeszedł przez moje ciało. Siedziało tam dwóch czarnych, który sąsiad a który nie, z daleka trudno było rozróżnić. Krzyknął słowo powitalne i pomachali ręką na powitanie. Zignorowałam. Już nie byłam taka rozbawiona, skupiłam się na pracy. Starałam się chować za gałężmi liści. Obserwowali, czułam, czułam ich wzrok.  Wcześniej niż planowałam, zakończyłam prace polowe. Później usiadłam na kanapie pod parasolką, słuchałam muzyki. Byłam wciąż obserwowana kiedy tylko wstawałam z kanapy.

No ile metrów?  200-300, trudno powiedzieć z dokładnością. Z oddali wiadomo, że mężczyżni siedzą, czarni ale rysów twarzy nie rozróżnisz – za daleko. Drzewa, liście i odległość zacierała ostrość.

Ostatecznie zdecydowałam schować się w domu. Może siebie napędziłam, ale zaczęłam się bać, nie wiem czego, ale bałam się. Zawsze powtarzm sobie i innym, że jak zabiją to małe piwo, ale jeśli skaleczą, to dramat dla siebie i innych.

W pewnym momencie pieski skoczyły do drzwi ze strasznym jazgotem. Myślałam, że ze strachu umrę. Mimo później godziny zadzwoniłam do MM. Opowiedziałam swoje obawy, prosił abym wzięła pieski do sypialni.

Pożniej wysłałam do córci e-maila, z loginem do iphona. Bardzo rzadko blokuję komórkę, tym razem, zabiją komórkę zabiorą a tam wszystkie numery tel, adresy i inne wiadomości, które nie powinny wpaść w obce ręce. Usnęłam. Budziłam się kilka razy. Zapalałam i gasiłam światło.

Po7am MM zadzwonił, w tym momencie dziwne stukanie do drzwi. Serce uciekło w stopy. Pieski skoczyły do frontowych drzwi ze szczekaniem ale i od razu przestały hałasować. Mając MM na linij spytałam kto. Maaaamaaaa!!! Moja córcia przyjechała sprawdzić, czy żyję.