O poranku

2:03am zasnąć nie mogę. Nałożyłam dwie pidżamy, futrzaną czapkę, grubaśne skarpetyi wciąż trzęsie mnie zimno. Elektryczny koc na to kołdra i następny ciepły koc. W domu ciepło. 35,3 to jest niska temperatura, nie rozgrzeje mego ciała. Czyżbym miała zachorować? Na jutro?

Przecież muszę być sprawna, zdrowa, w formie, wyglądać dobrze i wesoło. Oj nie dobrze to widzę. Zimno mi❄️❄️❄️

Całą noc przespałam w czapce w podwójnej pidżami, swetrze, przkryta pierzynami, kocami elektrycznymi i bez napięcia. Po przebudzeniu oczekiwałam kataru, bólu głowy, łamania w kościach, osłabienia, gorączki, zapalenia migdałków, płuc, oskrzeli. Leżąc w lóżku z nasuniętą czpką na czoło, przykryta pod sam nos, powolutku sprawdzałam ruszając członkami, czy aby mi nie odpadły, czy nie zamarzłam całkowicie. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Po odkryciu się, stwierdziłam, że ze mną wszystkk jest ok, nie jest mi już zimno, nie trzęsie mnie, nie występuje gęsia skórka, zęby są na swoim miejscu i nie drży mi cała szczęka od zimna.

Zeszłam na dół do jadalni, gdzie MM przeglądał wiadomości na internecie. Dołączyłam do niego. Za chwilę zaczęłam przygotowywać kolację. Nie zdejmując pidżamy ( tą grubą zrzuciłam oczywiście) rozpoczęłam krzątanie się pi niwej kuchni. Dokończyłam sprzątanie tv room. W pidżamie gotowałam, piekłam, sprzątałam, śmieci wynosiłam, stół nakryłam. Zdjęłam ją, kiedy trzeba było przygotować się do przyjęcia gości.

Pierwsza przyjechała Melania (miało jej nie być). Starsza córka miała być, nie przyjechała. Moja córcia i syn z osobami towarzyszącymi.

Było miło, sympatycznie, a stół uginał się pod potrawami. MM pomógł mi bardzo. Upiekł indyka, przyszykował nadzienie do indyka, zrobił sos żurawinowy (wspaniały). Nie będę wymieniać wszystkich potraw, wszystko smakowało.

Moje dzieci dostały wałówkę, na kilka dni jedzenia. Lubię dogadzać swoim dzieciom.

Teraz tv, lampka wina i relax.

Do następnych świąt.

Spotkanie

Weszłam do sklepu, niedbale ubrana, wpadłam po brakujące mi produkty do obiado-kolacji. Czym zwróciłam uwagę tego mężczyzny? Zimowymi butami w letni dzień? Nie, to normalka, uczesaniem? Nie, włosy spięte. Coś jednak w twarzy, ubraniu, urodzie było, że on jakby czekał na mnie. Idzie w mąją stonę.

– Помогите мне пожалуйста, я ищу желе.

Z czego wnioskował, że znam język rosyjski? Moje niedbałe ubranie w porównaniu z mijanymi kobietami, było jak z żurnala😀.

Pomogłam oczywiście, nie chodziło mu o galaretkę a o żelatynę. Potrzebował o ciasta na przynętę do wędkowania😀.

Mogłam porozmawiać w języku,  który dla mnie zawsze był najpiękniejszą melodią, zachwycałam się i robię to do dziś, alfabetem.

Pamięć

Leżąc w łóżeczku jak zwykle poczytałam news z kraju i ze świata lub odwrotnie świata i z kraju. Lokalnie: pochmurnie ale cieplutko, niektóre ulice zamknięte i omijać, powalone drzewa zablokowały przejazd, główna autostrada łącząca NY z Florydą wciąż w naprawie po spaleniu i zawaleniu się, możliwe że pod koniec maja oddana zostanie do użytku.

Cynamon czyni cuda!!! No to jeszcze w pidżamie pobiegłam pisypać kwiatki i krzaczki. Sypie na ziemię i kwiatuszki. Po skończeniu zorientowałam się, że ten zapach mnie nie drażni i nie jestem nerwowa, a powinnam. Czytam, napisy na buteleczce duże, okular nie potrzebuję jeszcze taka ślepa to nie jestem. Cloves, no oczywiście goździki. Wzięłam cynamon do ręki i poszłam na swoje”pole” ponownie. Posypując, tym razem odwracałam głowę.

Teraz mam mieszankę na krzakach i kwiatach, goździkowo-cynamonową. Może zapach cynamonu odstraszy wiewióry?  Byłoby dobrze. Może zapach goździków je przywoła, byłoby nie dobrze!

Więcej czasu, wolny cały tydzień, mam czas na zaparzenie kawy w rondelku. Co za zapach ahhhh, co za smak ahhhh. Nie zawsze jest czas delektować się, jeśli trzeba do pracy. Do pracy! Praca nie tylko daje pieniążki, wyjście z domu, styczność z ludźmi, wymiana zdań na tematy nawet te nieważne jest ważne.

Byłam z MM w biurze projektowym kuchnie. Całkiem inne spojrzenie, tym razem zajmuje się nami młoda kobietka. Potrafi podpowiedzieć i poradzić, co bardzie funkcjonalne. Oczywiście wiem co mi jest potrzebne i to również zmieniamy w komp, ale są kwestie całkowicie mi w tej chwili obojętne, więc ona służy pomocą i podpowiada najlepsze rozwiązanie. Poprzednio w HomeDepot – facet, bez żadnych podpowiedzi, co chcę i jak chcę to zmieniał lub nie, jemu było obojętne nie jego kuchnia i ja z nią będę się turlać, chodziło jedynie o zainkasowanie kasy, a cena z kosmosu, jedynie szafki bez kosmetyki (malowania, układania kafelek, zmiany instalacji gazowej, wodociągowej i elktrycznej.) W tym office mamy dokładnie wyliczone ze wszystkim – gotowym do przyjęcia wszelkich robót, połowa ceny. Zdecydwaliśmy się. MM umawia się na termin robót, kiedy to będę nieobecna w domu, wrzesień. To mi odpowiada. Wyjeżdzam stara kuchnia, wracam tatammmmm, nowa kuchnia. 😀😀😀. Jeszcze odbędną się spotkania i uzgadniania, lecz na ten moment, wiemy na czym stoimy. Nie musimy brać innej ekipy do malowania, kafelek (a tak swoje obecne kafelki lubię, trzeba poszukać w internecie, może ktoś takie ma) itd. Jesteśmy zadowolenia z obługi i ceny. Jeśli coś wybierzemy droższego ( the lux) to i cena podskoczy, zdajemy sprawę, rozumiemy.

Dziś mam Mother’s Day – ogólnie

Obchodzimy w niedzielę, ja dzisiaj. Idę robić się na “bustwo”😀😀😀😩

Chciałam zrobić zdjęcie przed wyjściem ale…tylko zmarszczki najlepiej się uwidaczniają na zdjęciu reszta urody blaknie przy nich. Ech😢😢😢😢 No takie to są urody ludzi + ileś tam. Kiedyś myślałam, że mam zmarszczki, teraz to na pewno mam, nie muszę ich szukać z lusterkiem powiększającym, jak to dawno temu było. Mam to mam.

Nałożyłam sukienkę , która dość długo wisiała i czekała na okazję, mam takich rzeczy z metkami jeszcze dość sporo😀. Jak na mamuśkę dorosłych dzieci,  wyglądałam nie dość ale naprawdę superowsko. Byłam już po dwóch alkoholowych drinkach. Wciąż przestrzegam diety, może nie tak restrykcyjnie jak na początku stosowania diety. Dwa drinki zadziałały, chociaż nie potrzebuję wspomagacza aby być szczęśliwą, moja buzia zawsze się śmieje. Podchodzi do mego stolika kobieta, podchodzi do mnie, wiem że nie jest kelnerką bo mamy kelnera, wstaję i mówię do niej …. znam ciebie, ja ciebie znam… ona na to …jestem twoim lekarzem… o mój Boże …odpowiadam i biorę ją w objęcia. Całuję ją w policzek, ona składa mi życzenia z okazji dnia matki. Odwzajemniam życzenia. Ona była szczęśliwa ja również. Odeszła. Moje dzieci i mąż patrzą na mnie w oczekiwaniu wyjaśnienia, kim była kobieta. Moja ginekolog. MM skwitował – dobrych i szczęśliwych ludzi wszyscy pamiętają. Odchodząc podeszłam do jej stolika życząc miłego dnia. To była naprawdę niespodziewana niespodzianka, no bo jakie mogą być niespodzianki?  Czy w Polsce jest możliwym, aby lekarz podszedł do pacjenta i składał jemu życzenia? Szybciej śmierci można się spodziewać.

Byłam nauczycielem akademickim, nigdy się nie stawiałam. Dwóm studentkom załatwiłam pracę. Na ulicy i w sklepie podchodzili studenci do mnie z … dzień dobry  pani profesor, czy pani mnie pamięta?… niestety nie pamiętałam, żeby to była jedna klasa to możliwym, że 30 osób bym zapamiętała lecz więcej, z młodszych i starszych roczników, niestety, odpowiadałam…oczywiście, że pamiętam, co u ciebie, jak dajesz sobie radę…. Wiem, wiem, że to nie fair, lecz co można uczynić aby człowieka nie urazić, tym bardziej że darzy ciebie jakimś uczuciem, pamięta i chce być pamiętanym. Trudna sytuacja. Teraz po latach twarze moich studentów całkowicie się zatarły, z iminia niektórych pamiętam, z nazwiska jednego szczególnie. Nie da się zapomnieć, kiedy ci na wykładach zjada kanapkę wraz z folią w którą mama zawinęła, trzeba było wzywać pogotowie ratunkowe.

Dzisiejsza sytuacja dała mi  bardzo dużo do myślenia. Ludzie mnie pamiętają bo chcą pamiętać, a to bardzo miłe. Dzieki im za to i wielkie ukłony w ich stronę.

Niezadowolenie

Niestety, oj niestety, koleżanka odmówiła wczoraj dzisiejsze spotkanie. Pierwszy raz ja odmówiłam, chorowałam. Co odwleczone, nieuniknione – jak to się mówi. Może w środku tygodnia? Zobaczymy co się da zrobić. Tańczy z grupą przed występami zespołów znanych i mniej znanych i rozumiem, ćwiczy układy. Ciekawa jestem jej wrażeń i ogólnie, życia. Znamy się około 9 lat, mieszkaliśmy wtedy w apartamentach. Nie jest młódką, starsza odemnie, pełna energii i życia, uśmiechnięta od ucha do ucha, po jej przeprowadzce do innego county, kontakty się rozluźniły, wcześniej zapraszałam na święta i inne uroczystości. Teraz wróciła do miasta, na pewno się spotkamy, obie tego chcemy. Między czasie kiedy piszę, Sandra wysłała smsa, umówione jesteśmy na czwartek 😀😀

Aby usiąść na decku pod parasolką z kawusią,  najpierw muszę paprochy podmuchać, to też zrobiłam. Nie jest to dla mnie jakimś ciężarem, paprochy spadają, MM mówi kwiaty mają teraz seks, ok niech mają, posprzątam i  usiądłam z kawusią, a MM na przeciwko w fotelu.

To było kilkanaście i klikadziesiąt lat temu.

– Basia wstawaj!!!!!! Krzyczalam pod jej balkonem, roztawiając stolik krzesełka i parasolkę

Wstawaj! Kawa stygnie!!! – nie dawałam za wygraną, gdy siostra udawała że śpi szłam do jej drzwi i dzwoniłam, do skutku

No nareszcie, zaspana wychodziła na balkon i zchrypiałym jeszcze od snu głosem mówiła

– czego się drzesz, ludzi pobudzisz

– kawa sygnie, chodź, co mi ludzie, niech wstają i też robią kawę albo do kościoła mogą iść – odpowiadałam

Jeden raz mówiła, że kawy nie chce, ale i tak przychodziła innym razem bez przekomarzania siedzia przy stoliku, jadła bułeczki popijając kawą. Tak było w letnie soboty lub niedziele. W tym czasie jak wrzeszczałam do siostry, dzieci miały śniadanko na stole.

Sklep osiedlowy w soboty i niedziele otwarty był od 7ej. Czasami stałam pod drzwiami czekając na jego otwarcie.

Zawsze, kiedy przyjeżdżałam do domu o letniej porze, robiłam powtórkę dla przypomnienia. Nawet jak byłam kilka lat temu z MM, kupilismy bułeczki i dzwoniliśmy do siostry drzwi, wychodziła rozczochrana w szlafroku i – ooooooBożeeee ty to spać nie możesz.

Jak nie wykorzystać pięknej słonecznej pogody? Jak siedzieć w domu zamkniętym na cztery spusty? Taka już moja natura. Leniuchuję bardzo mało, rozmyślam i analizuję również mało, planuję więcej, tęsknię najwięcej. Wnosiłam w życie siostry coś innego, zaklócałam monotonię. W tym roku będzie inaczej, podobno ona będzie w domu przede mną. Niespotkamy się. Szkoda.

Dziś sobotka, mam wrażenie że niedziela.

Do południa czytałam, MM pracował na kompie. Nagle zaczęłam się dusić, dobrze, że nie dosłownie. Z nosa pociekło, kichanie i kaszel zaatakował z taką siłą, że zabrałam swoje ”zabawki” i skryłam się w domku. MM w pogoni za mną. A już, nałożyłam robocze ubranko. Moja antyalergiczna chemia, okazało się że jest przeterminowana, teraz wiem dlaczego mało mi wczoraj pomogła. Normalnie działa  24h, działała 4-5 godzinki i bardzo bardzo słabo.

Czekamy na faceta który dorobi nam dodatkowe kluczyki do samochodu (MM zgubił swoje) i zreperuje moje, ponieważ nie działa włącznik alarmowy, nie robi pik, pik. Później odstawić pieski do mycia, zwrócić spodenki letnie do sklepu, które po zmianie diety są za duże, zakupić jakieś kwiatki, bo sadzić się chce a nie mam co. Kupiś antyalergiczne prochy.

Po kolei: spodenek nie zwróciłam, kwiatków nie kupiłam. Nie pojechaliśmy w kierunku sklepów. Na pieski czekaliśmy 2 godziny, zabrałam z boksa jeszcze nie do końca wymyte. W jakim celu ustalają godziny przyjęcia? Aby pieski trzymać w klatkach? Po mojej interwencji wzięli do boksów do mycia, kiedy usłuszałam Zimę jak piszczy, poszłam jeszcze raz tam gdzie nie wolno klientom wchodzić, weszłam. Nie zwracałam na nikogo uwagi otworzyłam boks i kazałam pieskom z tamtąt uciekać. Uciekły, szły podsłusznie przez cały długi korytarz przy moich nogach. Nie domyte, wyglądające bardzo biednie.

Oddając do mycia MM poinformował, że Zima ma problem z uszkiem, żeby nie szarpać. Zapomnieli?

Wchodząc do pomieszczenia kasowego z niedomytymi pieskami, poinformowałam MM, że idziemy do samochodu. Moje pieski nie potrzebują smyczy. Szły posłusznie obok moich nóg. Czasami któreś wybiegło, pouczyłam, że nie wolno. Tak doszliśmy do zaparkowanego nieopodal samochodu. Drzwi otworzyłam, Zima wskoczyła, Amber nie potrafi wskakiwać, więc ją włożyłam na tylne siedzenie w samochodzie. Po powrocie sama lekko ostrzygłam Amber przy oczach i pysku.

Tłumaczenia menagera, że sobota, że dużo klientów, mało pracowników, wszystkie boksy zajęte i inne bla bla, do mnie nie trafia. Chcesz zarabiać? To zorganizuj tak aby i klientom odpowiadało, jeśli nie potrafisz, umów na inną godzinę, dzień względnie zlecenia nie przyjmuj. Nie znęcaj się nad moimi pieskami trzymając je 2 godziny w klatce, a później w pośpiechu szarpiesz z chore uszko. Takiej obsługi sobie nie życzę.

Następnym razem zawiozę pieski w inne miejsce.

Może zamówię mycie piesków na dojazd?