Przed Wigilią, Wigilia i po niej

Wraz z MCD obawiałyśmy się wieczornej kolacji wigilijnej. MCD zapowiedziała, że nie będzie odzywać się do młodszej MM, oszczerstwa jakimi nas obdarowała, mnie też ugodziły bardzo w serce. MM chodził smutny, pogrążony w myślach, mało się odzywał. Znów miał do mnie i MCD że esemesowałysmy do jego córek. Pokazałam treść textów, rozjaśniło się w jego głowie, że nikt nie nazwałyśmy żadnej z jego córek kłamcami. Co obie nagadały ojcu, to ich wielka tajemnica. Zastanawiałam się kogo zaprosić na Wigilię, aby nie było jak na pogrzebie. Sandra pojechała do rodziny, Jolanda wyjeżdża na Florydę, Gary idzie do znajomych, Ellen też nie – ma wielką rodzinę, tym bardziej w ostatniej chwili się nie zaprasza. Cała nadzieja w Roz.

Przyjechała młoda, rzuciła się na szyję, nie byłam zadowolona z tych uścisków. Nie przeszkadzała w przygotowaniach, MM nie twierdził, że młoda czuje się nie komfortowo. Zajęli się sobą, chodz’ili na śniadania, lunche i kolacje. W dniu kiedy młoda jechała do starej chciałam dać pierożki i jeszcze coś na stół wigilijny starej. MM stiwerdził, że nie bo będzie to znaczyło, że jej nie chcemy. Jeju❗️❗️❗️❗️toż to 36 letnia kobieta❗️❗️❗️❗️to nie małe dziecko. Przmilczałam jeśli nie to nie.

Bez pośpiechu i stresu, przyszykowałam stół wigilijny. Goście zajęli swoje miejsca. Było spokojnie, miło i sympatycznie. MCD unikała spojrzeń, pytań i rozmów z młodszą, mimo to było bezproblemowo. Wszystkie prezenty otwierał Ivan, kiedy otworzył swój prezent odemnie ( nie wiedział, że ja zrobiłam jemu taką niespodziankę) omal się nie rozpłakał. W pierwszej chwili zabrakło mu słów i tchu. To był japoński nóż kuchenny chef. Szkoda, nie zrobiłam zdjęcia. Córcia dostała oprócz drobnostek, robot Braun z dyskiem do tarkowania ziemniaków. Syn najnowszy iphone. Ja z MM sprawiliśmy sobie wcześniej zegarki apple, o czym pisałam. Cukierki, czekoladki, słoiki z dobrym miodem, ser wędzony, syropy smakowe do herbaty i kawy. Goście dostali drobne prezenty w postaci tlarzyków, świec zapachowych i innych drobnostek. Niestety, piszę niestety, ponieważ MSJ położył się na kanapie i …..zasnął. Nie dało się go obudzić. Synuś ma to do siebie, że nie da się go obudzić, na pytania odpowiada czasami z sensem czasami bez sensu. Potrafi chodzić, co uczynił i poszedł na dół i położył się do łóżka. Kiedy już wszyscy się rozeszli a ja sprzątałam w kuchni, syn przyszedł z obówiem w ręku, gdy był nachylony, spytałam kiedy przyjdzie po prezenty … za tydzień…. Nie mogłam zatrzymać, wiedząc, że śpi, pozwoliłam mu pojechać samochodem. Widziałam jego oczy, jego zachowanie, nie wolno budzić. Kiedy zadzwonił na drugi dzień, spytałam … pamiętasz? … tak jakby. Trzeba było mnie obudzić, gdy opowiadałam o otwieraniu prezentów. Próbowałam i ja i córcia.

Pierwszy dzień świąt, był spokojny i powolny. Młodsza pojechała do starej. Nic się nie wydarzyło.

Drugi dzień świąt. Przed południem MM wybierając się do starszej, spytał o pierogi i coś jeszcze. ” nic nie dostanie, nie chciała przyjechać to nic dla niej nie mam, sam powiedziałeś, że nie trzeba nic dla niej dawać”

– zmieniam zdanie – odpowiedział

– ale ja nie zmieniam, nic jej nie dam, nie lubi mnie i nie lubi mojego jedzenia i jej psa nie będę pilnować – odpowiedziałam

Nie wiem na ile szczerze i czy wogóle szczerze ale młoda mnie poparła, chociarz nie potrzebóję żadnych klakierów, dam sobie sama radę.

W tym czasie przyjechał synuś po prezenty i wałówę. Jego prezenty wciąż leżały pod choinką. Na prośbę córci nagrywałam wideo podczas otwierania prezentów. Prezenty były trafione. Jeszcze spotkał się z MM i młodszą. Wieczorkiem wybrałam się z nimi do meksykańskiej. Było sympatycznie.

Przedświątecznie

W pracy prawdziwa harówka. Wróciłam przed 6pm. Byłam wymięta, wyrzęta (nie wiem dokładnie co to oznacza ale tak kiedyś starsze panie mówiły), przeciśnięta przez dziurkę w igle. Dowlekłam się do lodówki, pistawiłam rosół do podgrzania. MM proponował indyka, kiełbaskę, nie miałam siły ruszać szczęką. Wszystko tylko nie to. Rosołek wlałam w siebie. Po prysznicu, zrobieniu paznokci, wróciły siły lecz nie zdecydowałam się na żadne prace ozdobnicze. Ległam na kanapie. Pies obok, MM przykrył kocykiem. Life is good. Ozdoby walają się po całym domu a mnie to nie rusza. Kopnęłam to i owo, bo plącze mi się po nogami, pieski bawią się ozdobami a ja, dosłownie nic. Co się ze mną stało, zastanawiam się. Czy to ze zmęczenia brak reakcji. Nie ważne, mam czas. Choinkę kupimy jutro, to też mnie nie przeraża. Toż w ubiegłym roku choineczka stała już o tej porze. To był tamten rok, należy do historii. W tym roku będzie inaczej. Jak na razie walam się na kanapie.

Synuś nie ma zapalenia płuc, dobrze. Czuje się wciąż źle.

Mój katar i kaszel minął.

Dałam córci pieniążki na choineczkę i ozdoby. Niech ma, pieniżki mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą.

Jaki jutro będzie dzień?

Ciężki.

Piątek wolny!!!!!!!!!!😁😁😁😁

Pogotowie ratunkowe

Wstałam jak to w wolny dzień, dość wcześnie. Łóżeczko zasłałam, włoski ułożyłam i zeszłam na parter do piesków, na śniadanko i kawcie. Pojechałam do sklepu. Kupiłam 25 metalowych krawężników i specjalnych metalowych blaszek mocujących oraz drobnych rzeczy. Kwiatków nie kupowałam bo za drogie i nie trzeba zajmować się sadzeniem kiedy mam poprawiać z jednej strony a z drugiej robić krawężnik.

Kiedy pracownik sklepu pakował metal do samochodu, zadzwonił syn. Bardzo źle się czuł, ból głowy, klatki piersiowej i pleców. Powiedziałam aby podszedł do departamentu apteki to zmierzą ciśnienie krwi. Miał 150/91 podali mu dwie tabletki do ssania.

Wróciłam do domu i powolutku szykowałam się do prac “polowych”. Syn zadzwonił z pytaniem o numer tel do lekarki rodzinnej. Jadąc do niej, zadzwonił, kazali jechać na pogotowie. Zajechał do mnie. Szybko przebrałam się, kiedy on leżał na kanapie.

Nie wiem skąd wzięłam siły, w sekundę wypakowałam ciężkie długie metale. Szybko dojechaliśmy na pogotowie. Wysadziłam jego przed drzwiami, pojechałam zaparkować. Nigdzie wolnego miejsca, parking objechałam dwa razy. Podjechałam do budki przy wyjeździe z parkingu. Poprosiłam o pomoc, …syn na emergancy potrzebuję zaparkować… za mną ustawił się już samochód do wyjazdu, też krążył w poszukiwaniu wolnego miejsca. Pracownik z budki wyszedł, kazał kierowcy z samochodu za mną wycofać. Kazał mi wycofać i tyłem zaparkować tam gdzie nie wolno parkować.

W tym czasie synowi zrobili ekg i inne badania. Za chwilę zrobili wywiad i zostaliśmy skierowani do pokoju lekarskiego. Sekunda i pielęgniarka była przy nas. Sprawdziła dane syna 9imię nazwisko dokładną datę urodzenia). Znów popodłączała kable na całą klatkę piersiową, plec, pobrała wiadro krwi zostawiła wenflon. Krew z niektórych ampułek nakrapiała na specjalną wkładkę, podobną do karty pamieci aparatu fotograficznego, wkładała przy nas do specjalnego maciutkiego urządzenia i odczytywała to komputerze, inne ampułki zabrała ze sobą. Po powrocie sprawdzała dane syna (robiła to każdorazowo kiedy opuszczała pokój i powracała) sprawdzała prawidłowość podłączeń do monitora który pipkał, pytała o samopoczucie, badała. Lekarz przyszedł w jakimś odstępie czasu, do 10 min. Badał, pytał i badał. Nic stwierdzić nie mógł bo czekał na wyniki. Stetoskopem nic nie wysłuchał. Pielęgniarka dała dwa zastrzyki dożylne. Czekaliśmy na wyniki. Później zabrali syna z pokoju na inne badania. Zostałam sama. Po głowie mi latało…stan przedzawałowy… nie nie dobrze, oj nie dobrze, chociaż lekarz ani pielęgniarka, nie wypowiadali się w tym kierunku. Po przywiezieniu syna z badań, syn usnął na tym niewygodnym/wygodnym łóżku  szpitalnym na kółkach. Powiem, że sprzęt medyczny w ameryce jest wysokiej klasy. Córcia kazała mi sprawdzać czy aby jej brat oddycha, był podłączony do głównego monitora i gdyby coś się stało, w ułamku sekundy byli by przy nim (pielegniarka wyjaśniła),  MM zmartwiony. Dziewczyna syna również. Co ja mogłam powiedzieć, widząc jego w takim stanie. Widziałam też jak szło na poprawę. W końcu przyszedł lekarz z dobrymi wiadomościami, nie ma stanu przedzawałowego i zawałowego, unikać stresu, zgłosić się do lekarza rodzinnego z wypisem, podjąć leczenie jeśli to bedzie niezbęde, na tą chwile 141/98 jest słabe ok. Stres odejdzie unormuje się ciśnienie krwi i uspokoi się ból w klatce piersiowej. Płuca, serce, nerki i większość organów jakie mogli sprawdzić jest w dobrej kondycji. Nie ma powodu do zmartwień. Spokojny rytm życia.

To ja jako mama wiem, mój syn zawsze był nadpobudliwy, jednocześnie był wybitny. W latach 80tych i tych późnych 80tych nie było możliwości badania nadpobudliwości, braku skupienia. Widziałam że jest coś nie tak, pracowałam nad synkiem, każdego dnia. Uspokajałam a klocki Lego były jego jedyną zabawą. Chciałam jego oddać do podstawówki wczesniej o rok, przeszedł wszystkie psychologiczne badania perfekcyjnie, zakwalifikował się bez mrugnięcia oka na rozpoczęcie roku szkolnego z uczniami o rok starszymi. Wstrzymałam się, moim zdaniem to nie był dobry pomysł, mimo że syn psychicznie był gotowy. Dziś on mi mówi, on sam mi mówi, że chyba maiał i ma ADHD, że czasami ma problem ze skupieniem się nad czymś, że i że… ale ja to wiedziałam i wiem, to dlatego podawałam mu waleriankę na noc bo tabletki jakie pediatra przypisywała były za silne. Pracowałam nad nim całe życie, przestałam kiedy się wyprowadził. On chce ciągle udowodnić sobie, że jest dobry w pracy na studiach i we wszystkim co robi. On jest dobry ja wiem, moja córcia też wie ale, on musi sobie udowadniać. Może i miał, czy też ma to diabelstwo pod sktótem ADHD ale w tamtych latach lekarze nie umieli tego sprecyzowć. Teraz? Teraz jest stres, a przecież zdał egzaminy końcowe na B+ mając stresującą pracę.

Wróciliśmy do mnie do domu. Odjechał. Byłam spokojna, dojedzie. Obiecał, że jak dojedzie do siebie wyśle smsa, nie wysłał. Zapewne poszedł spać, był wykończony całym dzisiejszym dniem.

On wie, że musi iść teraz do rodzinnego lekarza, po pomoc.

Jeju jak mi jest smutno, nie mogę synkowi pomóc, mimo że pomagam. Córcia się martwi, pyta czy dojechał do domu, tylko skąd ja mogę wiedzieć. Nie dzwonię, jeśli śpi to i tak nie odbierze, telefon ma wyłączony volume. Żyje bo policja u progu mego domu nie stoi.

Córcia mnie skrzyczała. Dlaczego nie zadzwoniłam na 911 a sama powiozłam jego na pogotowie. Ot durny zwyczaj, że to będzie szybciej. Nie było korków, miałam szczęście. Mieliśmy szczęście, że to nie zawał. Miałam szczęście, że pozwolono mi zaparkować na miejscu nieparkowym. Miałam szczęście, że synuś lepiej się czuje, bo nie dzwoni. Oby przespał noc w ciszy i spokoju.

A ja? Dla odstresowania nalałam coś alkoholowego do kieliszka. Bo mi płakać się chce.

To był bardzo stresujący dzień.

Lata, dlaczego tak szybko płyniecie, jak was zatrzymać?

Mamusia, córcia, mamusia, Dana, MM byli dziś na moich łączach. Mamusia czyje się raz lepiej, innym  gorzej. Na jej samopoczucie wpływ ma pogoda. W Polsce (zależy od regionu) zimno, słońce podobno było tylko 2 razy zimą, teraz znów pada.

U mnie 28°C oczywiście na plusie.

Córcia? Dziś ma final exams na uniwerytecie. Poprosiłam Tatusia o wsparcie i pomoc. Jutro synuś ma final exams, jutro drugą świecę Tatusiowi zapalę i poproszę o wsparcie i pomoc synowi.

Dana? dziś miała wolne więc mogłyśmy troszkę dłużej porozmawiać. Jutro ma do usunięcia 4 zęby. Niestety nie wiele osób na starsze lata zachowuje swoje własne zęby.  Zdarza się, ale to tak jakby, wygrać w totka miliona. Wyrwała już 4 zęby kilka tygodni temu, jutro następne. Bez narkozy jedynie ze znieczuleniem, osobiście nigdy bym się nie zdecydowała na taki zabieg bez narkozy.

Każdy z nas jest inny.

MM, pracuje i pracuje. Dobrze, jeszcze przyjdą takie czasy, że nikt nas nie zechce i nikomu oprócz rodziny nie będziemy potrzebni. Jednym słowem margines życia. Byłam młoda nie rozumiałam o czym starsi mówią, nie rozumiałam kiedy moja starsza siostra odeszła na emeryturę. Teraz zbliża się to do mnie. Boję się, boję się odrzucenia społecznego, braku zainteresowania, bólu moich stawów, kręgosłupa, na pewno jeśli będę sprawna nie będę narzekać na brak zajęć,  to mi nie grozi.

Nie jest mi łatwo nawiązywać kontakty, kontakty muszą być na moich warunkach. Mam ochotę się spotkać to idę a jeśli nie (więcej nie niż tak) to mnie nie ruszać, nie dzwonić, nie pisać. Odezwę się jak będę miała ochotę. W tym to jestem fenomenem w tym złym kierunku.  Na swój wiek jestem młoda duchowo, nie chcę spędzać czasu z moimi rówieśnikami w jakimś klubie na rozmowach o wnukach, szydełkowaniu lub opowieściach o bólu. Potrzebuję aktywności fizycznej, uwielbiam tańczyć, grecki taniec, kazaczok i wszystko jak leci. Tańczę na swoim decku każdego czwartku lub piątku. Muzyka wyje a ja…tańczę, nie potrzebny mi alkohol aby być szczęśliwą.

Zapowiedziałam moim dzieciom aby mnie spalono z moim iPhonem, włączoną muzyką i słuchawkami w uszach.

 Inaczej być nie może.

Dziś mam jakiś melancholijny nastrój. Może to wpływ kupionego biletu do Polski, może muzyka płynąca z laptopa, może przyszedł już ten czas, tzw okresówka.

SANDRA POTWIERDZIŁA SPOTKANIE, w tym momencie odebrałam smsa

No to jutro mam wypad na lunch. Cieszę się na to spotkanie i wiem, że zaproszę ją na moje urodziny w sierpniu. Musi być tak jak kiedyś, nie ma innego wyjścia.

Może zatańczy ze mną sirtaki? Jak by nie było była baletnicą i jest obecnie tancerką.

Paznokcie już pomalowałam, no cieszę się i co w tym złego? Nie wiele potrzebuję do szczęścia i radości, nie wiele mi potrzeba też do uronienia łzy, taka jestem. Za dużo we mnie (nie napisze empatii, dlaczego zapożycza się słowa) zrozumienia i współczucia dla innch, gdybym mogła (czasami) oddałabym swoje serce dla ratowania innych. Może głupia, ktoś powie ale ja nie dbam o to i nigdy nie dbałam o to co inni mówią, żyłam dla siebie i swoich dzieci.

Opowiem teraz pewną historię.

Córcia była w drugiej klasie szkoły podstawowej. Od pewnego czasu córcia, na pytanie czy pani zadała pracę domową, słyszałam …mamusia, nic nie mam zadane… przyjmowałam  za prawdowmówstwo a nie ukrywanie lub kantowanie mamusi. Trwało to kilka tygodni. W końcu nauczycielka córci dorwała mnie na korytarzu. ..Pani M. co się dzieje, pani córcia nie odrabia prac domowych, opuściła się w nauce…

Szybko myślę, nie odrabia lekcji, opuściła się w nauce no moja kombinatorka maleńka lecz aby być po stronie mojej córci , moja odpowiedź była następująca

-gdyby pani zadawała prace domowe to moja córcia na pewno by odrabiała – nauczycielka spojrzała na mnie z niedowierzaniem, chyba  to co usłyszała nie mieściło się jej w głowie.

W domu córcię, wzięłam na stronę. Włosy stanęły mi na głowie!! Na drugi dzień odwiedziłam nauczycielkę mojej córci, dowiedziałam się jakie ma zaległości. Ale i tak nie przyznałam się i nie potwierdziłam, że moja córcia zakombinowała. Stałam za córcią murem. Rozpoczęła się walka o każde słowo, bo czytanki nie chciała czytać.

Córusiu powiedz AAAAA, zacisnęła usteczka i siedzi wpatrzona w podłogę. Córusiu powiedz, prosiłam. Córuniu pokaż może już nie masz języczka? Rozbawiona pokazuje i śmieje się do rozpuku.

-oooo masz języczek a mamusia myślała, że już ci gdzieś uciekł

-mam języczek – odpowiada

I tak małymi kroczkami, płacząc i śmiejąc się każdego wieczoru, wspólnie pracowałyśmy, nadrabiając zaległości, do których się nigdy nie przyznałam, nigdy w życiu nie powiedziałam nikomu, że córcia zawiniła. Moja córcia jest dla mnie najważniejsza i wie że może zawsze na mnie liczyć

Historia  z synkiem.

Synek nigdy nie zamykał drzwi do łazienki i wiadomo, że nikt bez zapukania nie wchodził. Wtedy … weszłam bez pukania, coś mnie mówiło, powinnam wejść teraz. To co zobaczyłam na jego nogach to było przerażające. Od sinaków zielono-granatowo po czerwono-żółte. Na moje pytania odpowiadał, że upadł. Nie, nie zmylił mnie kombinowaniem. Upadek nie powoduje tak rozległych siniaków różnokolorowych. Zanim zrobiłam okłady dowiedziałam się kto, kiedy i za co? Za co? wymuszanie drobnych pieniędzy, jeśli nie dał był kopany. Kto?

Już wiedziałam kto.

Na drugi dzień poszłam do szkoły o nie, nie do dyrektora. Gdzie on był gdy kopali mego syna? czy ślepy, co się w jego szkole dzieje? Tak ślepy a najlepiej nie widzieć.

Synek pokazał mi chłopaka,  kazałam jemu iść do klasy. Podeszłam do chłopaka, starszy o rok od mojego synka. Złapałam za bluzę na wysokości piersi, z całych sił (byłam i jestem dość silną jak na kobietę mojej postury) walnęłam nim o ścianę. Trzymając go ( o my God byłam ubrana w super garsonkę, szpilki i umalowana jak się malowało do pracy na moim stanowisku dyrektora finansowego) wysyczałam przez zęby

– K…wa jak jeszcze raz dotkniesz mego syna, zabiję, zabiję ciebie, wiem gdzie ciebie znaleźć, pamiętaj zabiję ciebie gnoju…

Chłopak był zaskoczony, nie wiem czy przerażony, ale nigdy więcej mego synka nie dotknął. Po tej sytuacji, gdy wróciłam do samochodu, trzęsłam się na całym ciele, nerwy odpuszczały.

Po każdym powrocie synusia do domu kazałam pokazywac nogi i nie tylko. Synek przysięgał, że nigdy więcej do niego nie podchodził. Nie powiem mój synek jak to chłopak nie był święty i dobrze, bo cielaków nie lubiłam i nie lubię. Mój synek dla mnie jest najważniejszy i zawsze może na mnie liczyć.

Moje dzieciaczki są moim życiem i mimo, że są już dorosłe, zawsze mogą na mnie liczyć.

Co mnie dziś naszło na takie zwierzenia to nie wiem.