Życie to piękny teatr, niestety repertuar marny – Oskar Wilde

Dziś zmobilizowałam się, choć lekarstwa mnie osłabiają. Nie będę podawać cyferek jakie wyskakują na czytniku aparatu do mierzenia ciśnienia, staje się nudne dla mnie również. Myślałam, że wymycie lodówki zajmie mi około godziny. Nie trzeba było szorować, nikt nie pozalewał, kilkanaście kropek, nieznaczne ślady od buteleczek, butelek, kartonów i słoików.

Musiałam, przynajmniej mi się tak wydawało, że czas coś zrobić a nie, leżeć, odpoczywać od leżenia i po leżeniu, spaniu.

Powyjmowałam zawartość lodówki. No i … zmęczyłam się – odpoczynek. Mycie lodówki zajęło mi, nie wiele bo, 6 (sześć!) godzin. To się napracowałam. 😁 Jak tak to ma wyglądać, to malowania ja nigdy nie skończę szybciej się wykończę. Nie jest tak źle, bo dziś sześć a jutro może być pięć godzin. W końcu nabiorę wprawy i lodóweczkę, machnę w godzinę jak to kiedyś bywało. Najważniejsze nie poddawać się. Wyjęłam z lodówki zakwas żeby go dokarmić, to może chlebek jutro upiekę. Jeśli nie, to dokarmiony zakwas powędruje na swoje zimne miejsce. Będzie czekać na mój lepszy dzień.

Wiem, że będzie lepiej, bo łapię się na tym, że rozmyślam …co by tu zrobić, czym się zająć. Wprawdzie brak sił, ale….

to jest DOBRY znak!!!