Słodkości-mdłości

Jeszcze spałam, jak MM pojechał po świeże bułeczki. Wciąż byłam w łóżecKu, gdy usłyszałam szczekanie piesków na dole. Po wczorajszym dniu w pracy i córci domku, niespiesznie zwlokłam się z łóżka. Włosy doprowadziłam do porządku, mogę być w pidżamie ale włosy muszą być, nie mówię ułożone jak na bal, ale nie mogą pamiętać poduszki. Suszarką na sucho szybciutko ułożyła, a że włosy mam łatwe do ukladania, 1 minutka i ….piękna zeszłam do kuchni. Bułeczki, serek, gorąca woda na herbatkę lub kawę i coś słodkiego, czekało na mnie. Donuts nigdy nie przypominało smakiem polskich pączków, ze względu na diurkę w środku widokiem przypomina oponki. Smakiem także dalekie jest od oponek. Za słodkie, za mdłe. W różowym pudełeczku mieściło się sześć donuts, wyglądających an prawdę smakowicie. Niestety nie ma już nadziewanych Boston Cream. Zastąpiono mdłym lejącym się i wyciekającym budyniem. Po śniadanku sięgnęłam po donutsa z … budyniem, 😲 nie dokończyłam, trafił do kosza.

Nie skończyłam sprzątać ze stołu kiedy odwiedził nas Mike, najlepszy kolega MM. Co trzymał w jedym ręku? Całe pudło Donuts 12 szt, na nim różowe pudełeczko z cupcakes zrobionymi przez jego żonę, w drugiej ręce w pudełeczku trzy kawy ze Starbucks.

Mike odjechal po 2pm, my pojechaliśmy na lunch i malutkie zakupy. Potrzebny mi był dysk zewnętrzy, mam!!!!!!! 6TB. Teraz mogę robić porządki na wszystki dyskach zewnętrznych. Na jabłuszku nic nie mam, wyczyściłam ze wszystkich zdjęć i muzyki.

Po powrocie doszliśmy z MM, że mamy za dużo słodkości. Mimo że widziałam bardzo dużo ciasta i serników w lodówce córci. Zaproponowałam, ze może się skusi i przyjedzie z Ivanem. Nie miała ochoty na słodkości.

Chciałam, nie chciałam zjedłam 1 cupcake i 1 donut. Za słodkie, za mdłe, za dużo.

Dla równowagi, piję niesłodzoną herbatkę jagodową.

Jeszcze jeden deszczowy dzień☔️☁️☁️☁️☁️☔️☔️

Ponuro, szaro buro i … nawet przyjemnie bo cieplutko. Nie wiem, jaki będzie dzisiejszy dzień. Siedzę przy stole kuchennym, patrzę na ptaszki fruwające wokół dwóch karmników, dzikie gołębie dostojnie maszerujące pod karmnikami, oczekujące na spadające nasionka, które ptaszki rozsypują i rozdłubują w karmnikach. Patrzę przez okno na swój back yard i nadziwić się nie mogę jaki piękny jest ten świat? To było w jakiej piosence z czasów mojej mamusi? Nadziwić się nie mogę, jak ja ten yard zrobiłam, krawężniki, płyty, usypana kora, posadzone krzewy i trawy. To wszystko wygląda jakby zawsze tutaj było. Że niemożliwością byłoby doprowadzić tamten buszo-śmietnik, do stanu używalności. Płotek był połamany, a przez siatkę widoczne były inne mniej lub bardziej zadbane podwórka sąsiadów. Mam swoją enklawę, nikt nie zagląda, no czasami zagląda sąsiad o ciemnogranatowoczarnym kolorze skóry. Pracuje gdzieś na wyjazdach, może i w Afryce, jego żona polka wyprowadziła się jeszcze przed naszym zakupem domu. Przychodzą tylko ich dzieci, nie często, dwa lub trzy razy do roku. Dzieci w kolorach mlecznokakaowych. Te wiadomości otrzymałam od sąsiadów, zanim nie pobudowałam wysokiego płotu.

A więc, szaro, buro i deszczowo. Popijam poranną herbatkę. Od dnia w którym zrezygnowałam z rozpuszczalnej kawy, na rzecz herbaty i kawy naturalnej gotowanej 2 minutki, mój żołądeczek nie odczuwa żadnych atakujacych go związków chemicznych, których nie trawił. Chemia jest wszędzie i widocznie dostarczałam swojemu organizmowi za dużą dawkę, nie mógł zaakceptować nadmiaru.

Jaki będziesz piękny dniu?????

Na początku zajęłam się korespondencją. Najwięcej listów przychodzi z banków, oferujących korzystne i mniej korzystne warunki zawarcia umowy kredytowej. Nowe banki, już istniejące oraz wogóle nieznane na moim terenie. Możliwe, że te mi nieznane bardzo dobrze prosperuja w innych stanach, nie jestem zainteresowana, więc korespondencja trafia do zniszczarki. Musiałam być ostrożna, aby przez przypadek nie wrzucić no maszyny i nie zniczczyć na wiór dokumentów podatkowych, ubezpieczeniowych i innych bardzo ważnych.

Uzupełniłam nasionami karmniki, troszkę rozsypałam na ziemi, aby większe ptaszki mogły podziubać. Przylatują różn, żółte, czarne jak smoła, czerwone, brązowe, szare i oczywiście wróble, które nie są tak dorodne jak w Polsce. Dzięcioły, kardynały i inne, nieznam się na ptaszkach i nie będzie to nigdy moim hobby. Nie mam też cierpliwości siedzenia w ukryciu z kamerą przez cały dzień, żeby zrobić jedno zdjęcie. Kwiaty, miasta a w nim budowle, lasy-drzewa i inne nie poruszające się w szybkim tempie istnienia, mogę fotografować. Chociaż to było wielkim moim konikiem, teraz odeszło jakby w zapomnienie, pomimo wielu profesjonalnych apatatów fotograficznych będących w moim posiadaniu.

Nie dokończyłam układania dokumentów, mozolna i nużąca praca. Odskocznią było wyregulowanie brwi. Czasu miałam wiele, więc wyrywałam maciutki włosek po włosku. Nic nie bolało. Zdziwiona sprawdziłam czy na pewno wyrywam włosy, czy tylko powietrze szarpię. W pincecie włoski były, możliwe że mam mniejsze czucie na ból. Kto wie? Spożywamy co raz więcej chemii, która przecież nie jest obojętna dla naszego organizmu.

Deszcz przestał padać, wyszłam na zewnątrz zrobić obchód, co wschodzi, co gnije, a co wypuszcza pączki. Za wcześnie na tulipany, kilka dni temu wsadziłam do ziemi, chcę żeby już się ukazały. To nie możliwe. Dobrze, że cieplutko i pada, wspaniała pogoda dla cebulek tulipanów.

MM przyciął drzewa, pięły się bardzo do góry i nie było widać kwiatów. Po przycięciu trzeba będzie poczekać na kwiat 2-3 lata ale … lepsze to niż, sterczące badyle pnące do nieba.

Scięte dłuuuugie gałęzie, próbowałam pociąć nożycami, sekatorem, nie udało się, drewno scisłe i mokre. Trzeba będzie popiłować piłą. Zostawię, MM obiecał tym się zająć👏🏻

Mimo, że słońce nie pokazało się przez resztę dnia, temperatura zachęcała do pozostania na zewnątrz. Posprzątałam liście na parkingu gościnnym. Podmuchałam, odkurzyłam.

MM zasiadł przed moim kom żeby przeinstalować programy adobe. Fajnie patrzeć jak ktoś z Indii siedzący przed swoim komputerem, lata jak dziki po moim komputerze. Instaluje, przeinstalowuje, włącza monitor, przełącza, a ja tylko patrzę co robi i czy aby wszystkiego mi nie zepsuje. Wszystko zakończyło się pomyślnie.

Nie planowałam kolacj. MM zaproponował pizze i coś słodkiego. Świętowaliśmy Walentynki. Kilka dni wcześniej, lecz MM wyjeżdża jutro do pracy, wraca wieczorem w piątek. Kwiaty już wczoraj dostałam😁

Po kolacji zasiadłam przed TV, śledziłam zimową olimpiadę. Mieszkam w stanach, amerykańska telewizja transmituje jedynie zmagania amerykańskich sportowców. Cieszę się wraz ze spotowcami i bez znaczenia jakie państwo reprezentuje. Miło patrzeć na ich szczęśliwe twarze i łzy szczęścia. Współczuję natomiast wszystkim którzy nie stają na podium zdobywców medali.

To tylko 17-to letnia dziewczyna. Miło patrzeć na jej szczęście, nie wolno zapominać, że aby stanąć na podium, musiała przejść długą drogę wyrzeczeń i ćwiczeń.

Nic na tym świecie nie ma za darmo.

„matka (kanadyjka)”

Nie jedne zmagania olimpijskie są za mną. Nigdy jednak tak nie kibicowałam amerykańskim sportowcom zimowych igrzysk.

Kilka dni temu, a dokładnie w czwartek, rozmawiałam na skype z Daną. Nie będę wspominać o jej kłamstwach odnośnie faceta z gazety. I jej nie pierwszego spotkania z nim. Jak to w rozmowie, niespodziewanie dla niej samej, wygadała się, a ja udałam, że nie zauważyłam, jestem głucha i głupia. Nie chciałam stawiać jej w głupiej sytuacji, nie trzeba mi pokrętnych tłumaczeń, wyjaśnień. Znamy się tyle, tyle lat … a ona, a ona chce ciągle coś mi pokazać, udowodnić. Każdy rodzi się w innej rodzinie i z innym rodzinnym bagażem. Miałam wspaniałego Tatusia, mimo że mamusia nie potrafiła okazywać miłości, Tatuś dał mi miłość jakiej dziecko oczekuje. Miałam wspaniałe dzieciństwo. Dana dorastała w innej rodzinie i innej kulturze rodzinnej. Zawsze była poważna, upolityczniona, beztroskie zachowanie było jej obce. Chciała zachowywać się czasami swawolnie, ale jej nie wyszło. Pierwsze małżeństwo dla żartu jeszcze na studiach, skończyło się rozwodem.

Teraz drugie małżeństwo, skończy się… nie wiem jak, ale do końca lutego mąż ma się wyprowadzić. A ona szuka faceta (na gwałt) i mi kłamie, że na oczy go nigdy nie widziała. Nie pasował mi ten brydż, bo już o tak facet, gra w brydża, a tydzień wcześniej była na brydżu ze staruszkami. Nie pasowało mi i nie pasuje, wiele szczegółów.

Nie ważne.

Rozkrzyczałała mi się na skype .

Kocham Kanadę!!!! Jak ja kocham Kanadę!!!!!

Aż mi się głupio zrobiło, że kocham TYLKO rodzinę, dom, kwiaty, zwierzęta, ludzi….. A nigdy nie pomyślałam, żeby wrzeszczeć, że kocham, USA, POLSKĘ, FRANCJĘ, …..nie będę też wydzierać się, że kocham morze, ale lubię morze, ocean, mimo że woda może mi sięgać tylko do kostek. Zrobiło mi się przykro, że jestem niewdzięczna krajowi w którym się wychowałam i temu, który mnie przygarnął. Tylko….nikt mi niczego nie dał za darmo, do wszystkiego doszłam swoją ciężką pracą, fizyczną i umysłową oraz cierpliwością w zdobywaniu wieli pagórków i szczytów. Niech wspomnę też, zdobywając upragnione szczyty nie raz, potykałam się, nabijałam guza, opadałam z sił. Kraj to też, panujące w nim przepisy, ustawy, nakazy i zakazy, które nie zawsze działają na korzyść obywatela, a działać powinny. Np. ochrona kobiet przed oprawcami. W stanach kobieta nie musi uciekać, to oprawcę się w sekundę eksmituje.

Bo czym jest miłość do kraju, którego nie znasz, czym jest miłość do kraju, który opuściłeś?

Moim skromnym zdaniem, najważniejsza jest rodzina, bo czymże byłby kraj bez rodziny? Połacią ziemi nad którą tylko wieje wiatr. Można kochać i wiatr i tą połać, ale to jest miłość nie odwzajemniona, pusta, nie budująca, jałowa.

Krzyczała o tej swojej miłości do Kanady, że niby Kanada dała jej wszystko. Dokładnie widziałam co dała, a co w Polsce Dana miała. Miała dom swoich marzeń, zamieniła legalnie na … mniejsza o to.

Więc, śledziłam zmagania sportowe olimpiady zimowej i cieszyłam się ze zdobytego każdego pierwszego miejsca amerykanów. Żeby Dana mi nie mówiła … teraz wiesz dlaczego kocham Kanadę…

Każdy kocha to co chce.

Można kochać marzenia i sny ulotne.

Wiosna

Przyszła wiosna do mego ogródeczka!!! Uwielbiam prace “polowe”. Lubię podglądać, jak wschodzi, rośnie, kwitnie, owocuje ( u mnie nie ma niestety co owocować 😭), przekwita, schnie z nadejściem zimy. Lubię wszystkie pory roku, nie wszystkie natomiast sprzyjają pracom w ogródku. Rozleniwiłam się okrutnie i po pracy, siadłam na kanapie w celu leniuchowania. Słoneczko piękne a ja … gram w głupie gry. Dałam sobie najpierw 10 minut, które minęły dość szybko, popatrzyłam na zegar … ok za 15 minut wychodzę, pomyślałam. Wszystkie gry wciągają, uzależniają i bardzo rzadko ściągam appkę. Wstałam z kanapy przed upływem 15 minut. Zdecydowałam – żadna bzdurna gra nie przejmie nademną władzy !!!

Posadziłam 360 cebulek tulipanów!!! Jeśli wszystkie wzejdą będę miała tulipanowo😁.

Nie mogłam posadzić cebulek jesienią. Jesień była długa i ciepła. Krzewy i niektóre kwiaty, zaczęły nie tylko budzić się ale i kwitnąć. Później przyszło kilka dni mroźnych, spadł deszcz i niestety przemarzły kwiaty i krzewy. Cebulki tulipanów trzymałam w garażu i dziś, był czas aby wsadzić do ziemi.

MM nie lubi prac na yardzie ale wyszedł na chwilę, zagrabił ostatnie suche liście.

Cieszę się na myśl o wypoczynku na decku, już nie długo.

Bomba kaloryczna

Tak!!!!! zafundowałam na śniadanko bombę kaloryczną.😀🧐

Pizzę z 660cal. Do tego należy doliczyć miodzik 180cal,  dodany do herbaty. W sumie 840cal.

Uffff. Pizza smaczna, pożywna, pachnąca, cieplutka, prosto z piekarnika. MM nie pierwszy raz dziwi się moim upodobaniom smakowym na śniadanie. Bo…na śniadanie mogę zjeść obiad lub kolację, zagryzając śledziem lub krówką mleczną.  Ochh, króweczki takie do połowy chrupiące,  a od środeczka ciąąąąąąągnce.  Najlepsze,  opakowane w papierek z krówką w biało-czarne łatki (moje smaki, moje upodobania). Niechcący rozpoczęłam właśnie dietę. Nie planowałam, a zrobiłam. Miałam w planach,  tylko nie w tym tygodniu, kiedy mam wolne od pracy. Lodówka blisko, w szafkach i szufladach zawsze coś jest do schrupania, po prostu, nęci. Nie jestem jeszcze na takim wtapie, a byłam, żeby położyć garść cukierków przed sobą i ich nie dotknąć. Dojdę do tego, że na słodycze nie będę mogła patrzeć, ale teraz jest ciutkę za wcześnie, i nie chcę się katować. To jest dobre na pracę z silną wolą, ale ja ją mam, jak się uprę to wszystkiego dokonam (no bez przesady, w ramach moich fizycznych możliwości).

Na obiad zaserwowałam yogurt. No chodzi za mną coś słodkiego, to przynajmniej coś zmlekiem i cukrem.

Nie mogę uwierzyć, że nie najadłam się maleńkim yogurtem a spożyłam 160cal. No i takim sposobem przekroczyłam 1000cal.

MM podpowiada, pobiegaj, pojeźdź na rowerku…oj fajnie mówić, patrzę na niego i milczę. Po prostu, nie chce mi się. Chcę iść do pracy, przynajmniej tam się coś dzieje, w domu po zrobieniu back hardu nie mam za wiele prac do wykonania.

A może, przedwiośnie tak na mnie działa?

Co dzisiejszy dzień przyniesie

No cóż, obudziłam się 2:28am i już nie usnęłam. Wierciłam się w łózku jakby było w nim z 1tys robali które mnie pdgryzały. Mam łóżko wygodne, duże i cieplutkie. Z ogrzaniem go przychodzi z pomocą elektryczny puszysty, mięciutki kocyk.

Spłodziłam posta o ciałku, któremu tłuszczyk nadaje delikatności i puszystości😜.

Poranny pyrsznic, orzeźwił, postawił na nogi, krew szybciej zaczęła krążyć.

Przepiękny wschód słońca i zimowe powietrze -3C. Czekam z utęsknieniem na wiosnę, jest “za progiem”. WIDZIAŁAM!!

Marnie jeszcze wygląda bo dopiero zaczyna się wspinać po ciepłych promykach słońca. Z czasem nabierze wiekszej wprawy. Będzie ładnie, będzie pięknie😀😀😀😀.

Śniadanko: kawa z dodatkami mleczno-kawowymi. Yogurt kawowy 150cal.

Nie mogę zrozumieć, jak mogłam polubić kawę z mlekiem i kremami, kiedy w Polsce wypijałam hektolitry czarnej kawy z fusami, bez cukru, bez mleczka. Potrafiłam do fusów z poprzedniego dnia dolać gorącej wody i fusy schrupać. Teraz takiej czynności nie uczynię, co w tych fusach widziałam. Kawę piłam od rana z wieczorem włącznie. Nie miałam problemów z uśnięciem.

Teraz…fusów nie jem, kawę czarną piję sporadycznie i jak przed laty bez cukru i mleczka, z tym że musi być zagotowana w specjalnym imbryczku. Nie mam tu na myśli zaparzaczy. Na śniadanie zawsze robię kawę rozpuszczalną z dodatkami. Jednym słowem nie tylko smak się zmienił ale i upodobania.

Na drugie śniadanie, 3 banany i takim sposobem zaopatrzyłam organizm w 482cal. Zciągnęłam app do podliczania calorii, kiedyś mi pomogła taka kontrola, mam nadzieję, tym razem również. Po bananach nie czułam głodu. Ale żołądek, zaczyna, nawet nie boleć ale ćmić. Zaparzyłam siemie lniane. Popiję jakiś czas. Może od rozpuszczalnej kawy, bo takie uczucie w żołąku nie jest po raz pierwszy. Czyżbym miała przestawić się na poranne herbatki owocowe?

Zrobiłam obiad i zaprosiłam MM do ładnie zastawionego stołu😄.

Ostatecznie wrzuciłam w siebie 1100cal. Jak na pierwszy dzień jest super i oby tak dalej.

Kochanego ciałka, nigdy za wiele

Znów robię krzywdę swemu ciału. Pożeram ogromne ilości słodkości to pierwsze, drugie – zaniedbałam gimnastykę. Widzę jak powoli zmienia się moje ciało. Przybywa tłustych wałeczków, najgorsza sytuacja robi się na brzuchu, twarz ogrągleje i niedługo będzie wyglądać jak księżyc w pełni. Pocieszające jest, nie potrzebuję liftingów i żadnych chemicznych wypełniaczy, którymi katują się kobiety “dbające” o wygląd. Nic nie mam przeciwko, gdybym nie widziała cierpienia Sandry i jej opadającej powieki po fatalnej operacji, może bym się skusiła. Moim wypełniaczem zmarszek jest naturalny tłuszczyk, który organizm wytwarza po zjedzonym: drugim kawałku tortu, całej torebki rodzynek w czekoladzie, wypitej kawy z dodatkami kremowymi jak również cukru, gorącej czekolady, za długo wymieniać aby listę słodkości mogłabym ukończyć. Metabolizm mam jeszcze w normie, lecz…z biegiem czasu zaczyna spowalniać pracę.

Dlaczego spożywam, takie ilości cukrów?

Odpowiedź jest prosta.

Kocham słodkości!!!!!

Jak nie postanowię nie żreć. To od śniadania do kolacji i pomiędzy posiłkami tylko słodkości. Mięso i warzywa mogą nie istnieć. Mięsa pieczonego z dodatkiem miodu nie cierpię.

Owoce jak najbardziej, z dużą iliścią cukrów.

No i odkładają mi się wałeczki, a ja odkładam dzień decyzji o zaprzestaniu obżerania się, jak by nie było ale chemią. Bo tak na prawdę, ile jest cukru w cukrze? A to z filmu ” Poszukiwana, poszukiwany”.

A tak na marginesie fajny film, czy jeszcze ktoś produkuje takie filmy?

Wracając do “oponek”. Z każdym tygodniem, czuję się okrąglajsza. Bielizna osobista wpina mi się w kochane ciałko, które nabiera tłuszczowej puszystości i delikatności. Przyjemnie jest dotknąć taką fałdkę i patrzeć, jak pod naciskiem pozostawia dołeczek, aby za chwilę dołeczek wypełnił się tłuszczykiem. Obrzydliwe?

Wcale nie. Spytajcie “sucharków” którzy latami chcą przytyć i się im nie udaje, mimo spożywania ogromnych ilości wszelkiego żarcia w tym czekolad, mlecznych i czekoladowych cukierków, wafelków, ciastek, tortów, ciast z kremem i bez, bezów, galaretek owocowych. Oni by tak chcieli jak ja, nabrać ciałka i stając na wadze nie modlić się o więcej kilogramów tylko je ujrzeć na czytniku wagi.

Jak to zrobić, żeby postanowić?

Jak to zrobić, żeby przynajmniej poćwiczyć?

Jak to zrobić, żeby nie żreć?

Wiem, że to zrobię, tylko nie wiem kiedy. Boję się, że jak zacznę katować się ćwiczeniami to trudno będzie przestać. Wiem też i boję się, że jak przestanę żreć to znów schudnę prawie do “patyka”.

Może dziś tylko ograniczę się? Tylko takie ograniczenia na mnie nie działają.

Albo zaczynam, albo nie.

Na razie wiem, na obiad miałam zrobić schabowe, upiec chlebek na zakwasie z dodatkiem ziemniaków, ciasto chatka-puchatka za mną “chodzi”. W lodówce sok pomarańczowy z dodatkiem chemii czeka. Sprite 6pak kupiony – wylać do zlewu? Czy ….?

Nie ważę się, bo wiem, przybyło. MM traci wagę sukcesywnie, a u mnie jej przybywa. Jak widać, nic w przyrodzie nie ginie. 🤪

Ugoda

Wystarczyło wstać wczoraj o 5am, aby  dziś przebudzić się także wcześnie. A mogłabym pospać, poleniuchować. Przecież nic mnie nie goni. MM na wyjeździe,  jak jest w domu to też nie mam żadnych związanych obowiązków z jego osobą. MM wstawał raniuśko, robił śniadanko i czekał w kuchni na mnie. Bez względu czy jechałam raniutko do pracy, czy nie, świeżutkie kanapeczki i pieczywo zawsze na mnie czekało.  Tak było od 3 miesięcy.
Kontrakt się nieoczekiwanie zakończył i bez środków finansowych, zjechał do domu. Środki przeznaczone na wypłaty za pracę znikły bez śladu. Sprawa trafia do sądu, bo to nie rozchodzi się o 2tys. Okres świąteczny, a z tym związany koniec roku, rozliczenia podatkowe, bilanse, planowanie budżetów, to najgorszy czas dla MM na poszukiwanie pracy. Miałam MM przez ponad 3 miesiąc, każdego dnia. Przyzwyczajona do bycia samej, kiedy MM zjeżdżał na weekendy, wiedziałam, że wcześniej czy później, będziemy przeznaczeni na przebywanie ze sobą od rana do nocy.
Nie, nie było i nie jest  trudno.
Ustaliliśmy zasadę: nie wchodzić sobie w drogę. A więc: jeśli mam ochotę na porządki w czystym domu, to robię, jeśli chcę kopać ogródek podczas, deszczu, śnieżycy, w środku nocy przy latarce – mogę robić  (lecz bez uszczerbku dla zdrowia). Mam ochotę ugotować kapuśniak, upiec ciasto o północy – to robię. Słuchać muzyki na cały regulator – mogę słuchać, MM nakłada słuchawki. Jeśli MM ma ochotę leniuchować cały dzień w łóżku – podaję do łóżka coś do picia.  Jeśli MM chce pracować przed komp aż oczy wyłażą – podaję kropelki do oczu i miskę na gałki oczne – niech siedzi i pracuje. Jeśli chce spać z psami,  a na głowie swojej trzymać ich tyłki – znikam z pokoju bo mnie taki widok przeraża, MM nie powinien pytać dlaczego opuszczam salon.
Sprawdziło się!!!!!
Nie było żadnej nerwówki, a jeśli nawet zaczynał, to _ I love you too_ i znikałam aby nie dać możliwości kontynuowania złego chumoru.
MM jest na interview, w Ohio. Wczoraj miał wstęp do rozmów, dziś bardziej konkretnie. Ma kilka propozycji odnośnie pracy,  w tym w Panama City, Panama. Osobiście wolałabym, aby był na miejscu, swoje już objeździł, zaliczył Afykę, Chiny, Meksyk, Amerykę Połudnową i większość Europy. Wystarczy, teraz niech będzie tutaj, na rzut beretem.
Wracając do bezplanowanego życia. Wymyłam suszarkę i pralkę. Pralkę włączyłam na automatyczne czyszczenie, przed tym wymyłam ręcznie. Poukładałam w szafkach w pralni. Jeszcze wszystko do końca nie mam zorganizowanego, szafki w pralni,  również zostały wymienione,  więc wiele rzeczy nie wróciło na swoje miejsce, magazynuję je jeszcze w piwnicy. A może są nie potrzebne? Jeśli jakiejś rzeczy nie używasz przez kilka lat,  oznacza, że powinna trafić do kosza na śmieci – podobno tak należy zrobić. Jeśli po tym wywaleniu do śmieci okaże się, że jest potrzebna? Mam miejsce do magazynowania, będę trzymać. Kilka lat i rok dłużej.
Moje znajome:
Sandra nie odpisała – na wyjeździe z występami, chora lub zapomniała.
Jolanda – oddzwoniła – chora, po ataku serca podejrzewają bronchit. Zaatakowała ją również grypa. W domu, jeśli chodzi, używa maski.
Ellen – wciąż sie pakuje. Jak widać mniej sprawnie niż to sobie wyobrażała.
MM leci w domu będzie za 2 godziny. Czekając na niego, bawię się na komputerze.
_________________

Bezplanowo

Czy jestem chaotyczna jeśli nie planuję, każdego dnia? Tak nie uważam. Nie planuję, ponieważ wstając rano wiem, czym w danym dniu się zajmę. Nie zapisuję w kalendarzu każdej czynności, do wykonania, dla mnie mija się to z celem. Bo celem jest przeżycie każdego dnia, jak najbardziej sensownie . Co by było gdybym wczoraj rozplanowała co do minuty swój dzisiejszy dzień? Strzelić tylko w łeb! Bo cały dzień stanął do góry nogami. Miałam mieć wolne, ale musiałam jechać do pracy. Musiałam być w pracy o 6:30am. O 9am byłam już w domku, trzeba było dwieźć MM do Marty (metro). No i bezplanowo, wzięłam się za mycie samochodu, później ogarnęłam garaż, a potem zbierałam ozdoby świąteczne. Ozdoby poustawiałam przed bramą i tak je zostawiłam. Nie miałam ochoty tego sprzątać. Gdybym miała zaplanowane sprzątanie to bym musiała. W tym przypadku, posprzątam jutro.

Jednak dobrze żyć bezplanowo. Nie chcę nie robię. Oj, tak do końca nie jest prawdą z tym nic nie robieniem. Zawsze mam co robić.

Wiosna idzie!

Do odważnych świat należy😜

Wczrajszego popołudnia MCD była na lodowisku. Zachwalała tak bardzo, że z MM i my postanowiliśmy pojechać i sprawdzić swoje umiejętności. MCD upadła jeden raz, Ivan wysłał video jak dawała radę z jazdą na lodzie i szło jej nie najgorzej. Wczorajszego wieczorku jeszcze omówiliśmy sytację Dany, powspominaliśmy i tak minął nam czas prawie do północy. Miło było pogawędzić z MM. Przyznał, że prawdopodobne, facet z którym Dana ma się spotkać szuka kobiety, ale najszybciej ciepłego kąta.

Nie często mi się zdarza spać do 10am. Może bym dłużej spała lecz Dana dobijała się na skype. Dałam kilka rad. Pierwsza: ona ma nie kontrolowane odruchy dłubania w nosie, żeby tylko dotykała tego nosa, to jeszcze by uszło ale wsadza palucha głęboko w nochala. Najpierw delikatnie a później już bez ogródek powiedziałam jak to wygląda. Oczywiście, była zdumiona, że to robi, że wogóle coś takiego robi. Obrzydliwe. Trzymać ręce przy sobie i każdy ruch kontrolować. Druga: przestać powtarzać co kilka wyrazów … no wiesz jak to jest… osobiście nie wiem jak to jest, bo każdy ma inne uczucia i odczucia.

Ostatecznie nałożyła zielonoszarą bluzkę z długim rękawem i do tego czarne spodnie. Źle nie wyglądała. Ona na randkę a ja na lodowisko.

Nałożyłam figurówki, po korytarzu szłam zgrabnie bez żadnych potknięć. Świadczyło to o dobrej równowadze. Pocieszające. Równowaga gdzieś mi zniknęła gdy postawiłam jedną a później drugą nogę na lodzie. Chwyciłam się murku, a właściwie parapeciku. No cóż, nie ja jedyna chodziłam i ślizgałam się przy tym murku. Poruszałam się powolutku, czasami puszczając ręce i próbując utrzymać się na lodzie. Gdyby nie strach przed upadkiem, może bym się szybciej i odważniej poruszała. Tak posuwając się przy murku doszłam do dziewczyn które kurczowo trzymały sie murka i nie mogły mnie przepuścić. Gdybym chciała przejść dalej musiałabym je okrążyć a tym samym puścić się nieszczęsnego murka. One były w tej samej sytuacji co ja. Śmiechu mnustwo, bo nikt nie chciał puścić murka. Zawróciłam. Z minuty na minutę szło mi lepiej i puszczałam ręce swobodniej. Ostatecznie dałam se z jazdą na łyżwach spokój. Upaść i połamać kości łatwo, poskładać je byłoby trudniej i boleśnie.

Moje pierwsze kroki na lodzie.

Nie udało mi się opanować jazdy na łyżwach, więc postanowiłam założyć rolki. Przecież to nie lód i 4 kółka. Musi być łatwiej, myślałam. Nie było łatwiej. Strach przed upadkiem i … rolki miałam na nogach po raz pierwszy w swoim życiu. Na łyżwach jeżdziłam, dawno dawno temu.

Ostatecznie, zdjęłam rolki i w rytm muzyki poskakałam do wyjścia.

Po doznanych wrażeniach, zatrzymaliśmy się na posiłek.

Zadzwoniła Dana. Facet ( w niewidoczym stopniu inwalida) szuka kobiety i miejsca do zamieszkania. Znów przedstawiała mi jakieś durnowate wizje. W tygodniu pojedzie z nim do jego znajomych na brydża. Tylko… dlaczego ona znów się chce pchać na jakiegoś brydża? I jechać 100km z facetem, którego nie zna i nie zna jego znajomych. Wytłumaczyłam: chcesz jedź ale za jakiś czas.

Faceta kobieta wywala z mieszkania, więc coś jest nie tak. Ma gdzieś na Kostaryce mieszkanie, więc jako inwalida ma dopływ gotówki niech jedzie na Kostarykę. Coś mi się to nie podoba- mówię. Dana zaczęła myśleć i przyznała racji.

Odwaga to wiedza o tym, czego się bać trzeba, a czego nie – Platon

Naiwność czy głupota?

Faceta z którym się Danuś ma jutro spotkać, na oczy nie widziała. Trzeba do reszty zgłupieć albo być desperatką, aby pozwolić nieznajomemu facetowi (polak) przyjechać pod swój dom. Wsiąść do jego samochodu i pozwolić się zawieźć na lunch. A jeśli się jej ten facet nie spodoba? to też wsiądzie do jego samochodu? A jeśli będzie ją później nachodzić? A jeśli się facet spodoba, ona wsiądzie do jego samochodu a on jej nie zawiezie do restauracji tylko wypchnie z rozpędzonego samochodu, za jej głupie gadulstwo?

A jeśli…..

Dlaczego kobiety nie myślą? Dlaczego chce zrobić na złość swemu zakochanemu w młódce mężowi? Co i komu chce udowodnić? Dobrze jeśli wszystko się dobrze zakończy, ale żeby podawać adres nieznajomemu to szczyt głupoty.

No cóż, nie moje życie. Nie mój mąż. Żeby tego było mało, to poleciała do wróżki, wydała 60$ (kanadyjskich dolców), licząc w tej chwili każdego centa, bo zakochany mąż wydaje na panienkę. No cóż wydała to wydała.

– ona jest w ciąży – powiedziała.

Przez myśl przelaciała mi dziewczyna jej młodszego syna. Danuś sprostowała moje myśli.

– dzwoniła do ciebie, mąż ci powiedział? – dopytuję się

– no co ty, wróżka mi powiedziała

Aby nie zrobić Dance przykrości, śmiech stłumiłam. Pisząc to. W tej chwili nie mogę powstrzymać śmiechu.

– muszę z nim porozmawiać, bo jego panienka jest w ciąży, on o tym nie wie, to jest moja rodzina- gadała bez sensu

– to co? Powież mu że wróżka ci powiedziała? – spytałam

Danka chyba straciła resztki rozsądku. Na siłę chce poznać faceta, lata na baseny, kółka brydża, wertuje anonse, odwiedza wróżku. Nie dociera do niej, że staje się śmieszna. Nie potrafię jej uspokoić przez skypa, czy potrafiłabym to zrobić będąc tam na miejscu? Wątpliwe. Ona wpada w jakąś paranoję.

Jak było fajnie z mężem to się nudziła zamiast swoje małżeństwo ożywić, teraz jest jak jest. Oh, wiem, czasami nie ma czego już ożywiać, rozpada się, wali i umiera.

Zobaczymy co jutrzejszy dzień przyniesie.

Pogody nie zmienimy, obrotu kuli ziemskiej nie wstrzymamy, reszta jest w naszych możliwościach.

Fryzjerka

Ostatni raz u fryzjera byłam we wrześniu, jeszcze w Polsce. Moje włosy szybko rosną, spinałam już w mysi ogonek. Nie mam tak wiele i tak grubych włosów jak chinki, wietnamki lub meksykanki. Moje włosy bez podkręcania się falują. Przy długich włosach jest ok, przy krótkich niezbędne prostowanie, przy tej czynności niejedokrotne przypalam. A po tym, włosy łamią się i wypadają. Oj jak będę łysa to będę, malować nie przestanę siwych naturalnych, jak to zwykle mówią siwe babcie, farba szkodzi włosom. Niech szkodzi, mi już nic nie zaszkodzi. Maluję od 18go roku życia. Były takie okresy, że tydzień byłam blondynką a następny szatynką, brynetką lub granatową.

Dzień wcześniej zamówiłam wizytę i wczoraj wieczorkiem, zostałam przecudnie obcięta. MM owi się podoba😁. Nie zawsze udaje się mojej fryzjerce, dobre scięcie. Czasami tak obetnie, że tylko płakać. Dawno temu położyła farbę na włosy, malując tak skutecznie pół czoła, że zcierałam około tygodnia. Po tym fakcie nie odwiedzałam jej około roku. Po tej przerwie, ona zmieniła zakład, a ja ochłonęłam. Na pytanie dlaczego nie przychodziła, zgodnie z prawdą powiedziałam o problemie jaki mi zafundowała. Fryzjerka szczególnie moja, musi mieć fotografię z fryzurą przed sobą. Wtedy, trafia w 9,999999. W 10 nie trafi, ponieważ jest to uzależnione, od owalu twarzy, gęstości włosów itd.

Dziś mnie telepie. Czyżby szło przeziębienie, grypa, jakaś inna choroba? Oczywiście, że jak słoneczko świeci to zdejmuję okrycie i wystawiam gołe ramiona. Może i gdzieś powiało. Popijam harbatkę owocową z miodem i rumem. Nie rozgrzewa niestety, może za mało rumu lub miodu.

Nie jest dobrze, wciąż zimno, kaszlę i co raz częściej sięgam po husteczki do nosa. Jeszcze jutro do pracy, następny tydzień wolny od pracy, mam jedynie spotkanie lanchowe z Sandrą, chyba ostanie spotkanie z Ellen przed jej ostatecznym wyjazdem z miasta, Jolanda się nie odzywa, więc też trzeba odwiedzić, możliwe że jest chora. Następny tydzień zapowiada się obiecująco. Oczywiście, jeśli grypa nie zatrzyma w łóżku.

Cebulki tulipanów czekają od jesieni na schowanie do ziemi. Jesień była za ciepła, teraz jest już czas, muszę wygospodarować kilka godzin ze swego napiętego spotkaniami grafiku.

Tak było w kwietniu 2017, jak będzie w tym roku?

Porada

Zadzwoniła Danuś. Oczywiście ma problemy z mężem. No cóż, zakochany ale nie w żonie. Zmienił upodobania na młodsze i z korzeniami włoskimi. Z jego korzonkiem jak Danuś zdradziła, jest nie najlepiej, w to nie będę wnikać. Młodsze? Bo on i od Dany jest 4-5 lat młodszy. Nie pamiętam, bo w czym niby to jej by pomogło. Nie odmłodzi się, lat nie cofnie, a gdyby nawet by się udało, to zakochany obiektu swego uwielbienia nie skieruje obecnie w stronę swojej ślubnej. Nie po to wzdycha i nie tylko, bo wakacje spędził ze swoją 35latką, żeby teraz drapać plecy swojej starej żonie. Na prośbę o podrapanie , usłyszała … podrap sobie sama… Ot i się doczekała. Niańczyła go, traktowała go jak trzecie swoje dziecko. A “dziecko” niewdzięczne, robi jej problemy. Rozszalała się i rozkrzyczała Danuś…pogonię, rozwiodę się, dom na kredycie sprzedam, wywalę z sypialni…pokrzyczala i na tym zakończyła. Poszła do adwokata – polskiego darmowego. Jaka zapłata taka i porada. Rozwiedzie się, to państwo da rozwiedzionej:  pieniądze, dom i słuchając co Danuś mi opowiada, oczami wyobraźni widzę Kanadę jak Danuśce jeszcze jedzenie wkłada do buźki a Danuś wybrzydza. Zapomniała moja Danuś jak jej państwo pomogło po przyjeżdzie, a jednak emigrowała do Kanady legalnie. Przez pół roku nie mieli na chleb, nie mieli pracy, tułali się z jednego domu polskiego do drugiego. Dostali komunalne mieszkanko z innymi emigrantami, po powrocie z urzędów zastali tylko ramy do łóżek, nic więcej. Przejedli pieniądze które z Polski przywieźli. I teraz niby Kanada ma jej dać wszystko. Jeśli da to dobrze ale… nie licz na cudze jak swojego nie masz. Nie dała Danuś nic sobie wytłumaczyć. Poleciała do koleżanki, która ją skutecznie sprowadziła z obłoków na ziemię i postawiła obok zakochanego w młódce męża. Nie podskakuj, masz faceta zakochany to zakochany, tankuje samochód, spłaca kredyt, naprawy w domu dokonuje, coś tam gotuje, więc cicho siedź bo możesz mieć po rozwodzie tylko gorzej- powiedziała. Więc Danuśka, poluzowała, ucichła, nie podskakuje, tylko… zaczęła szukać w odwet na mężu, faceta. Pyta czy ja mam jakiegoś dla niej. Gdzie ja a gdzie ona, odległość. Całkowicie odbiło babie i tak też jej mówię. Przyjadę do ciebie – krzyczy – chcę podładować akumulatory. ….Oooo nie, ty chcesz mnie babo zamordować, masz siedzieć tam gdzie siedzisz – usłyszała w odpowiedzi. Niepocieszona umilkła. Rozumiem, chce coś zmienić, komuś coś udowodnić, ale tak się nie da, za szybko, za natarczywie. Dziś dzwoni i prosi o radę, a właściwie o naukę. Bo jak to ja robię, że faceci  za mną sikają – tak powiedziała. Zaszokowała mnie to mówiąc. Nie widziałam sikającego faceta, chyba gdzieś tam pod drzewem lub murem, obszymurka, było to w Polsce bo tutaj nie mam takiej możliwości. Wszędzie samochodem, pod sklepem alkoholowym nigdy nie ma żadnej opierającej się o mur lub drzwi osoby.

Naucz mnie proszę bo szykuje mi się randka – prosi. Ty jesteś taka inna, ja tak chcę, ja chcę być taka. Po tych słowach zaczęłam zastanawiać się, jaka to ja jestem. Normalna, wesoła, szczęśliwa, uśmiechnięta, o poranku widząc siebie w lusterku uśmiecham się i życzę miłego dnia puszczając do siebie oczko, cierpliwa, wyrozumiała, delikatna, twardzielka, szczera, uczynna, pracowita, miła, sympatyczna, potrafiąca zamknąć buzię w pół zdania. No nie, same zalety. Po prostu nie mam i nigdy nie miałam kompleksów co nie znaczy, że rozpiera mnie pycha i zarozumialstwo. No i jak moją Danuś nauczyć tego wszystkiego. Mam jeszcze obejrzeć przez skypa jej garderobę i podpowiedzieć co ma na siebie włożyć. Od razu zapowiedziałam, że te klapkopapucie to ma wsadzić głęboko w szafie.

Niestety nie podejmuję się nauczenia jej bycia mną. Tego się nie da zrobić. Każdy ma swój charakter, usposobienie, zachowanie. Ma być sobą, koniec i kropka. Tylko nie może być nudna bo nikt nie wytrzyma na dłuższą metę, a jest, o tym ona wie, ja i jej zakochany mążniemąż.

Tak to teraz widzę: mąż szalejąc, zaraził żonę, czy to grypa czy katar ale to im przejdzie.

Przyłapana, na kolanach.

Drugi wolny dzień od pracy i drugi dzień sprzątania choinek i ozdób w domu. Na zewnątrz planuję zbierać ozdoby świąteczne w następnym tygodniu, zapowiadają już całkowite ocieplenie do 18C.

Dziś mieliśmy od -10C do -4C. Szkoły, poczty, panowie od śmieci, inne urzędy, nie pracują. Lód został przkryty śniegiem. Czekamy na ocieplenie.

Ozdabianie domu było długie, bo gdzie i co powiewiesić lub postawić, potrzebowało czasu. Zdejmowanie szło mi szybciej, układanie, a więc ogranizacja w pudłach szła i idzie mi trochę dłużej. Zresztą jak zawsze, przy tym zajęciu. Biegałam z piwnicy na piętro, z piętra do piwnicy, może do setki dociągnęłam. Fitbita mam ale … chyba wywaliłam do śmieci ładowarkę, drugi stareńki też nie ma ładowarki. Zegarek app, przy włączonej aplikacji aktywności fizycznej pożera baterię bardzo szybko, więc trudno powiedzieć ile pięter pokonałam. Wystarczająco dużo jeśli kolana zaczęły boleć. Schowałam się w łazience aby MM nie zauważył, bo to zaraz zacznie się martwić, kombinować co by tu zrobić, jak mi pomóc, proponować odpoczynek. Nie byłam zmęczona, jedynie kolana odmawiały posłuszeństwa, nawet przy szerokim rozstawianiu nóg wchodząc po schodach bolały, przy uciskaniu ich i schyleniu się prawie do ziemi też bolały, wchodzenie bokiem nie pomogło, na czworaka tylko nie próbowałam. 🙈Po cichutku zaczęłam nacierać kolana maścią. Nie zdążyłam schować maści i naciągnąć dresów, kiedy MM stanął w drzwiach łazienki. Ujrzałam strapioną minę. Na pytania, dlaczego nie mówię, odpowiedź była krótka, nikt mi nie pomoże, boli to boli, przestanie. Faktycznie, nawet jak coś mnie bardzo boli, odpowiadam, OK, good. Jak już ból jest nie do wytrzymania i żadne proszki przeciwbólowe nie pomagają, stwierdzam, że potrzebuję lekarza. MM podał mi swoją maść, nie skorzystałam, zanim moja maść pomaga na takie dolegliwości będę jej używać. Nigdy nie miałam problemu z kolanami ale po bieganiu po schodach i dźwiganiu pudeł, miały prawo się zbuntować. MM proponował pomoc niejednokrotnie, z tym że to jest uciążliwe. Pudło nie jest do końca załadowane lub przenoszę ozdoby z pudła do pudła. Musiałabym być pewna, że do pudła już nic nie dołożę, a pewności nie miałam.

Wieczorem zaprzestałam, zbierania ozdób, chwyciłam sekator i cięłam choinkę. Córcia przez telefon, stwierdziła. ‘ Robiłaś w domu to, co zwykle robisz na zewnątrz. A że na podwórzu zimno, urządziłaś prace ogrodowe w domu. I dobrze mamuś’. Dobrze, czy źle, nabałaganiłam okrutnie. Igiełki strzelały i sypały się po pokoju.

Po to mam odkurzacz,  aby jutro posprzątać.

Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Jacy są znajomi z pracy, każdy dokładnie wie. Jednych lubimy innych unikamy. Bywa i tak, że przy okazji imien lub innych uroczystości, zostajemy w oddali, nie mamy ochoty składać życzeń. Nie zależy nam na ich zdrowiu lub chorobie, szczęściu lub nieszczęściu. Pozostajemy obojętni. Nie mamy ochoty na serwowane ciasta, kawy, herbaty. Nieszczere życzenia, udawane uśmiechy, uściski, osobiście mnie drażnią. Nie chcę sztuczności i tym samym, nie chcę tą sztucznością nikogo obdarowywać. To jest bardzo proste: lubię lub nie lubię, toleruję lub nie toleruję, kocham lub nie kocham, chcę kogoś odwiedzić lub nie chcę. W zakładach pracy jest jeszcze coś pomiędzy: wypada, muszę. Nawet jak nie mamy ochoty to musimy. Inaczej odbije się to na premii, nagrodzie.

Pracowe znajomości nie żyją po za pracą. Jeśli nawet, to z biegiem czasu nabierają innych znaczeń, umierają śmiercią naturalną. W Polsce nie miałam koleżanek z pracy, na gruncie prywatnym. To były znajomości w biurach. Z biegiem lat w wyniku zajmowanych stanowisk, nie wypadało “zaprzyjaźniać się” z innymi pracownikami. Szfostwo żyło swoim życiem, z tego “życia” również nikt nie pozostał wśród mego grona znajomych, a na pewno nie przyjaciół. Edukacyjni koledzy, przyjaciele, znajomi z biegiem czasu, też się wykruszyli, jak kruszy się suchy chleb. Ktoś został, tylko kilomerty dzielące nas nie ułatwiają utrzymanie kontaktów, mimo że działają komnikatory i społeczności internetowe. Zamieszkiwanie na innych kontynentach spowodowało zmianę poglądów i nie mówię tutaj o politycznych.

Pracuję obecnie wśród społeczności amerykańskiej, jedni przyjazdni, innym wszystko obojętne. Zrobione, odfajkowane, dziękuję, do widdzenia albo i nie do widzenia. Nigdy mi nie zależało na koleżeństwie i przyjaźniach. Jestem jaka jestem, a najlepiej czuję się w swojej rodzinie i ze sobą. Nie nudzę się we własnym towarzystwie, jest mi bardzo wygodnie i to towarzystwo sobie bardzo cenię. Jestem osobą otwartą na poznawanie wszystkiego nowego. Takim to sposobem zaprosiłam koleżankę z pracy wraz z mężem w odwiedziny do mojego domu. Kupiła dom nad oceanem i wyprowadza się wraz z całym dobytkiem, a jest to mąż i pies, do innego stanu i już nowego domu. Stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować naszą znajomość nawet na odległość. Początkowo nasze spotkanie ustaliłyśmy na czartek. Hrnold a mąż Ellen, nie był chętny na towarzyszenie w spotkaniu. Po wymianie smsów, okazało się, że czwartek nie bardzo jej pasuje. Zaczęłam podejrzewać, że po prostu rezygnuje, a nie chcąc mnie urazić, kombinuje. Nie zrażona, zaproponowałam piątek. Byłam w błędzie z tym kominowaniem. Termin jak najbardziej jej pasował i …Haroldowi też.

Przyjechali!!!!!! Ellen była ciekawa mojego domu i rozpoczęliśmy “wycieczkę” po “salonach”. Harold szybko nawiązał rozmowę z MM. Upiekłam chlebek turecki, który przypadł moim gościom do gustu a kawa, jak kawa. Spędziliśmy w swoim towarzystwie ponad 2 godziny, i powiem, nie nudziliśmy się. Zaklepaliśmy następny termin naszego spotkania, jeszcze przed ich całkowitym wyjazdem z miasta.

Lubiłam i lubię swoich nowych znajomych. Po ich wyjeździe zastanawiałam się….że też im się chciało do mnie przyjechać….

Musi w tym coś być, może nie w tym, tylko we mnie.

Zadowolona jestem bardzo ze spotkania, MM również.

Mam nadzieję, że ta znajomość utrzyma się na dłużej.

Prezent jaki otrzymałam od nowych znajomych. Może to nic, a dał mi wiele radości.

Trzeba umieć cieszyć się z niczego, tak niewiele osób opanowało tą sztukę.

Kapuśniak

Najlepszy dla mnie oczywiście kapuśniak, to taki co całą buzię wykrzywia i oczy zamyka. Kapusta słodka jak i kwaśna, została od świąt. Kupiłam za dużo i nie zużyłam do bigosu. Po świętach wciąż “chodził” za mną kapuśniak. Czas oczywiście był, chęci brakowało. Wczoraj zmobilizowałam się, ugotowałam kapuśniak. Smakowo dobry ale… buzi nie wykrzywiał na tyle aby oczy zamykać. Córcia zachęcona moim gotowaniem, zapowiedziała, że też ugotuje kapuśniak. Jadąc do pracy podrzuciłam córci wędzony boczek ( mój bez boczku, na świńskich nóżkach), pietruszkę ( mój bez) i słoiczek kiszonej kapusty. Po pracy zajechałam po słoiczek kapuśniaczku. To dopiero kapuśniak!!! Oczy zamykał, buzię wykrzywiał, ślinę produkował i nie pozwalał zaprzestać jedzenia. Omal łzy nie płynęły od kwaśności. Super, no mówię, super.

Mój Tatuś może być dumny z wnuczki.

Drugi dzień 2018

Przegląd wiadomości: ” Stockinger się zakochał”

Bardzo dobrze, lepsza miłość od nienawiści. Nawet jeśli kocha 20-latkę. Co komu do tego. Miłość, mówią, nie zna granic i nie liczy wieku. Nie każdemu jest dane przeżycie prawdziwej miłości, różowych okulach, skrzydeł zamiast ramion, łez z uniesienia i braku możliwości Jego widzenia, seca drżenia. Kochać kogoś, daje nam wiarę na lepszą przyszłość. Kochajmy i róbmy wszystko aby nas kochana. Pozwolić komuś aby nas kochał, nie jest proste. Przecież jesteśmy otwarci, wspaniali, piękni, mądrzy, tylko …. kocha się za SERCE a nie za piękno czy mądrość. Dodatki w postaci piękna i mądrości są jak najbardziej mile widziane na początku naszej miłosnej drogi😁.

Czasami mamy wrażenie, że kochamy a przy mniejszej porażce jego/jej wylewamy kubeł zimnej wody, nie ma prób zrozumienia, pomocy, kompromisu. Ale i taka namiastka miłości jest światu potrzebna, bo każde uczucie prowadzi do miłości, mimo że jest to kręta droga. Każda miłość przemienia się w inną dojrzalszą miłość, zroumienie, uczy nad ciepliwości i dbałości o jego/ją.

Więc nie należy krytykować kogoś za jego uczucia miłości. ( nie poruszam spraw religijnych) Niech kocha i niech będzie kochany, nawet za to że ma kasę lub jej nie ma, za zmarszczki, za to że nas kocha, za młodość i starość wreszcie za serce, którego coraz mniej na tym świecie.

Pozwólmy ludziom dokonywać wybory, robić pomyłki i płacz po utracie. Nie decydujmy za innych, każdy ma swoje życie do przeżycia i nie starajmy się żyć za kogoś, to jest niemożliwe.

“Chiny potęgą gospodarczą”. Kraj bogaci się na wykorzystywaniu dzieci do prac za miseczkę ryżu. Kraj gdzie jest najwyższy wskaźnik samobójstw. Kraj w którym ludzie sciśnięci są jak sardynki w konserwie, gdzie jeszcze do nie dawna pozwalano na zabicie drugiegi dziecka tym samym posiadanie JEDNEGO. Kraj gdzie je się dosłownie wszystko, łącznie z karaluchami. MM pracował w Chinach przez 6 miesięcy. Widział – ruszające się na takerzach ruszające się robaki, karaluchy, smażone psie mięso itd. Kraj który nie daje rady z wyżywieniem swoich obywateli, emisją gazów (wszędobylski smog), wykorzystywaniem ludzi do orac w nieludzkich warunkach, jest na łamach wszystkich gazet i wigóke nie dlatego że jego praktyki są karygodne ale, że w związku z prowadzeniem karygodnej polityki staje się potęgą gospodarczą. Każdy czytał o listach wszywanych lub wkładanych w wyroby z Chin, w których pracownicy proszą o pomoc. Świat nic z tym nie robi, zachłystnął się “potęgą” i spowadza za grosze produkty z Chin.

Nie popieram polityki Chin, również kupuję chińszczyznę i wcale nie dlatego że jest tania, nie ma czasami wyboru, bo w moim kraju taki produkt nie jest produkowany. (Światowa polityka?) MM kupił, a właściwie zamówił na amazonie, coś co pomoże i ułatwi śpiące życie. Przed snem nie będę musiał trzymać w ręku iphona lub ipada. Pudełko jak pudełko lecz zastawiające, nie ma żadnej wzmianki o producencie, obracając we wszystkie strony, szukałam i szukałam na pudle i pudło. Nie znalazłam. MM zamontował, próbowałam jeszcze przed świętami, jeden raz. Trochę nie wygodne jak się nie ruszam, w bezruchu jest ok. Ręce wolne, ale co z nimi możba robić w łóżku? Postawiłam to coś ponownie. Poruszyłam się, to coś zwaliło się na podłogę, na dywan, dywan pluszowy, gruby. Dlaczego to takie ważne, jaki dywan? Pod dywanem jest wykładzina! To coś się połamało!!!!! MM powiedział – czego oczekiwać po chińczykach. Zamówił dwa egzemplarze, postawił mi na łóżeczku drugi.

“Playback Fonsiego” – zrobiony problem z niczego. Zapłacili pół miliona, nie mogłam doczytać się w jakiej walucie. Zagrał jak zagrał, kase zwinął i się bez winy zwinął. Na przyszłość należy warunki umowy jasno i przejrzyście ustalić, bo następnym razem zapłaci się za coś czego nie będzie lub nigdy nie istniało, jeszcze się nie narodziło lub już bawi się z aniołkami. Możliwym jest, że w umowie był dopuszczony playback, więc nie ma po co bić piany. Media podsycają, nie wyjaśniają.

Jeszcze wiele artykułów, szkoda mojego czasu. Zeszłam do piwnicy, uporządkować choinkowy bałagan. Późnym wieczorkiem skończyłam porządki.

Wyjaśnienie

Muszę przejrzeć moje posty. Pisze na: iphonie, ipadzie, laptopie. Post zaczynam pisać np. Iphonie w międzyczasie dopisuję na ipadzie. Oczywiście zapisuję często. Otwierając laptopa nie widzę zapisanego posta, zaczynam od nowa. Wspaniała technika kasuje mi lub urywa pół posta. Czasami świadoma lub nie, publikuję całego posta a tak na prawdę publikuje się połowę z urządzenia na którym zaczęłam pisać a nie z tego na którym posta zakończyłam.

W tym tygodniu mam kilka dni wolnych, muszę przejrzeć. Zrobił się bałagan.

Jeszcze raz, wszystkiego dobrego w 2018 roku🎄🍾

1 STYCZEŃ 2018

Nowy rok zaczął się bardzo pomysłowo.

Moje goluśkie nogi wsadziłam w rękawy szlafroka hotelowego, owinęłam się, MM miał bluzę z długim rękawem, którą mi użyczył. Tak opatulona probowałam zasnąć. Ciężko było. Materac, poduszka, kołderka nie moja, myśli krążyły wokół – kto walał się wcześniej na tym łożu, kto pluł na wykładzinę, ile osób, co, jak, kiedy….

Wypite drinki i tabletka nasenna nie przyszły mi z pomocą.

Co się tyczy drinków, podejrzewam, że do butelek w których alkohol był przechowywany dolano, jakiegoś rozcięczacza. W domu po dwóch drinkach lub 2-3 lampkach vermutu, w głowie zaczynało szumieć. Wypiłam 4 drinki z rumem, 4 lampki vermutu, ani w głowie ani w nogach.

Po śniadanku serwowanym w części restauracyjnej, wyruszyliśmy w drogę powrotną.

Jestem zadowolona, wszystko było super!!!

Czas na odpoczynek w swoim łóżku pod elektrycznym kocykiem.

31 December 2017 🍾🍾🍾

Ostatni dzień starego roku. Jaki będzie?

Poranek.

Kilkakrotnie budziłam się w nocy, sięgając po tel aby sprawdzić godzinę, czy aby to rano i trzeba wstawać. Nie, nie trzeba było. 2:25am, 4:10am wczesna pora na pobudkę.

Ostatecznie o 7:14am jednym okiem łypałam (przymrużonym okiem starałam się dojrzeć) na ekran iphona. MM już na dole, kuchni lub tvroom. Wiadomości, nowości brak. Pożary, trzęsienia ziemi, ktoś zginął pod kołami. W Zakopanem afera, Louisianie też, ogólnie końca świata nie było.

Gdy oczy oswoiły się ze światłem, włączyłam pilotem lampki na choince. Zajrzałam do bloxa. Blog do którego często zaglądałam, od tygodnia jest skasowany lub zablokowany przez administratora. Blog nie zawierał treści zabronionych. Relacje z życia codziennego. Nie zawsze zgadzałam się z blogowiczką, ale nie mój blog i nie moje życie. Nie komentowałam w sposób negatywny. Inna blogowiczka z bloxa rozpoczęła poszukiwania “zaginionej”.

We wczorajszych planach był wyjazd na śniadanie. Zostaliśmy w domku.

MM usmażył boczek a ja na tym tłuszczu kromki chleba. Dawno jadłam taki chlebek, oj dawno. Pieski dostały resztki z boczku. MM usmażył sobie jajka na warzywach. Takim sposobem, wszyscy o poranku najedzeni i szczęśliwi.

Pieski jak widać, wciąż czekają.

Przed południe. Zapomniałam o zakwasie pozostawionym do wyrośnięcia. Z części zagniotłam ciasto chlebowe, resztę schowałam do lodówki. Pieczenie chlebka nie planowane, no cóż, to będzie ostatni pieczony chlebek w tym starym roku.

Na skype porozmawiałam z mamusią i MSH. Złożyłyśmy wzajemnie noworoczne życzenia.

Czas na obejrzenie ubrania MM. Co on na siebie włoży, brak problemu jest problemem. Trochę schudł, może być problem lub nie.

No i był problem, garnitur pracowy nie nadaje się na sylwestra. Ślubny za duży a gdyby nawet, mole pojadły. Został jeden pognieciony. Z tym to dałam radę, spryskałam i do suszarki ale…mole też dziurki zrobiły. Zamazałam flamastrem.

Może być😁😜w półmroku i tak nikt nie zobaczy.

Synek przyjechał, wziął wałówkę, chwilę ze mną posiedział. Niestety, nowy rok nie zapowiada się milusio. Zobaczymy jak rozwinie lub zwinie się sytuacja. Przykro i nie, o tym później około marca nowego roku.

Na miejsce dojechaliśmy szczęśliwie. Po zakwaterowaniu i przebraniu zostaliśmy przewiezieni na salę balową.

No i zaczynamy!!!!!!!!!

Jemy, jemy, jemy. Po 8pm ludziska poszli na parkiet. Dwie godziny siedzenia i jedzenia, teraz i ja muszę wyskakać. W przerwie dla złapania tchu, mogę popisać.

Muzyka a raczej zespół muzyczny gra od 6pm bez żadnej przerwy, muszą mieć dużo energii żeby się tak produkować.

Przy moim stoliku siedzi oprócz mnie i MM 3 pary. Dwa krzesła wciąż są wolne. Możliwe, że nikt nie przyjdzie. Ludzie bardzo sympatyczni, wiek około lub po 40-ce.

Zespół po 3 godzinach grania się zwinął, kto lub co będzie teraz grało. Zobaczymy. Do Nowego Roku został TRZY godziny.

Muzyka drugiego zespołu nie tylko do tańca, gimnastyki i różnego rodzaju wygibasów. Kalarie wrzucone podczas jedzienia, spalę, wyrzucę z siebie. Teraz mamy przerwę. Mniej niż DWIE godziny do Nowego Roku.

Murzynka pochwaliła mnie za wykonany taniec😁😁

Zostało nie całe 30 minut Sarego Roku. Nogi bolą od skakania. Już posiedzę sobie. Odpoczynek jak najbardziej mi się należy. Zapomniałam pidżamy wziąć ze sobą, tę jedną noc prześpię w …swetrze, jest w szafie tutaj długi szlafrok, może się w niego wtulę, po przyjęciu tabletki na sen zaaplikowaniu korków do uszu, nie będę myślała czy szlafrok prany czy tylko odświeżony. Bo wiadomo, w najlepszych hotelach oszczędzają na wszystkim, dlaczego by w tym tego nie robili.

24 minuty!

14 minut!

4minuty!

Szczęśliwego Nowego Roku 🍾🍾🍾🍾🍾‼️‼️‼️‼️‼️‼️‼️‼️

Na podwórzu fajerwerki. Wrzaski, hałas, przymrozek, radość i szczęście.

MAMY NOWY ROK 2018🍾‼️

Przed dzień sylwestra

Tak jak planowałam. Upiekłam dwie karpatki i usmażyłam pączków. Do karpatki córci użyłam lekkiego kremu, syna karpatka została pismarowana kremem budyniowym. Tak jak zamówilibtak i zrobiłam. Pączki polukrowałam jak zawsze, lukrem z soku z cytryny i cukru pudru. Słodziutkie i oczywiście, że smaczne. Córcia pod wieczór przyjechała odebrać, syn odbierze jutro.

Nie robiłam, żadnych zabiegów, typu maseczki czy masaże. Kiedyś przed wyjściem nałożyłam maseczkę z płatków owsianych, myślałam że skórę twarzy mi spali. Co dodają do płatków, trudno powiedzieć, mówią że owsianka zdrowa.

Resztę dnia przeznaczyłam na odpoczynek.

Nareszcie spokojnie

Tak, nareszcie spokojnie, beztresowo, sennie, słonecznie, mroźnie. Cisza w domu aż w uszach szumi, tylko zegar wydzwania swój, nasz, wasz, czas co 15 minut. Tyka, jak się wsłuchać to tykanie nie jest wogóle ciche. Za oknem słoneczko, ptaszki, wiewióry. Siedzę przed laptopem i organizuję zdjęcia z 2017 roku. Okazało się, że nie mam ich tak wiele. Najpierw choroba, później praca na jardzie całkowicie mnie pochłonęła. Między chorobą a yardem, wypady na koncerty na których nie wolno było robić zdjęć, spotkania na kolacjiach z dziećmi, gdzie nie chciało się pstrykać. Tak rok przeleciał. Zaczęłam szukać zdjęc z córci i syna urodzin i… omal ich nie wykasowałam. Miałam trudności z ich odnalezieniem w lesie katalogów i podkatalogów. Jakieś bzdety do trzymam na zapasowych dyskach a to co ważne, to potraktowałam jak śmieci.

Wyskoczyłam na zewnątrz naprawić przepalone lampki, okazało się przepalonych w jednym sznurze jest za dużo, powiesiłam nowy sznur. Wymieniłam na jelonku lampki z migających na stale palące się, migało fajnie ale do zdjęć lepiej aby było stałe światło. Chciałam jeszcze powsadzać cebulki tulipanów do ziemi, niestety 4 na plusie to nie dobra temperatura pracować w chłodzie i przed sylwestrem. Z ostatniego sylwestra trzeba było zrezygnować, choroba nas do łóżka położyła, tego sylwestra nie przepuszczę.

Na lunch wybraliśmy się do Waffle House, lubię ziemniaki tarkowane z dodatkami, kanapkę z serem żółtym i boczkiem. Nie lubię żadnych steków, szynek, burgerów. Kiedyś trafił się trochę nie świeży. Mój nos zawsze wywącha, nawet mięsko zjadliwe dla mnie nie jest zjadliwe. Czasami przekonuję siebie, że czepiam się, wymyślam, po zjedzeniu odchorowuję. Żeby żoładeczek czuł się komfortowo, jem tylko to co pachnie dobrze, w Waffle House tylko ziemniaczki i kanapka jak wyżej, żadnych sztucznych jajek i mięsa mielonego. Jeśli coś mi nieodpowiednio pachnie, nie jem.

Paznokietki przyszykowane do pomalowani, włoski już ufarbowałam, i wyszło bardzo dobrze.

Jutro muszę upiec karpatkę i usmażyć pączków. Nigdzie się nie wybierają na sylwestra, więc osłodzę nadejście Nowego Roku.

Sennie

ŚRODA December 27

Z rana MM powózł młodszą na lotnisko a ja pojechałam do pracy. Po powrocie poczułam się bardzo zmęczona, położyłam się odpocząć a przespałam 2 godziny. Myślałam, że w nocy będę miała trudności ze spankiem. Ależ skądże, spałam jak zabita.

Dni przed świętami, mimo że nie były stresujące kulinarnie, ale były stresujące mentalnie. Po świńskich plotkach, nie wiedziałam jak wszystko się odbędzie. Czy młodsza poruszy temat przy stole, czy córcia nie wybuchnie. Bo to na prawdę, poruszyło moją córcię bardzo, mnie również. Jak można tak oszkalować, jeśli stara nie chciała przychodzić na wigilję mogła po prostu powiedzieć, że nie chce. Płakać nie będę, nie zależy mi na kimś, kto mnie lekceważy. Uciekać do takich chamskich podstępów? Młoda udawała, przez cały wieczór wigilijny, że mic się nie stało. Nawet nie wytłumaczyła korzystanie z karty sklepowej mojej córci w Californii. Skąd miała numery lub kartę. Chamstwo, aż cieknie po plecach. Nic się nie stało, dla mnie się stało, takiego traktowania się nia zapomina. Wchodzi i na dzień dobry mówi do mnie….cześć polska kobieto… czy moje dzieci mówią do MM …cześć amerykański facecie…? Świnia❗️❗️❗️❗️Przytulanie się i gadanie kocham ciebie, nic nie znaczy. Tak jak powiedziałam MMowi, nie cierpię fałszywej miłości, nie lubię fałszu. To i tak było mniej przytulania i “kocham” niż na indyka.

CZWARTEK December 28

Dziś kupiłam sukienkę na bal sylwestrowy lecz jeśli będę jeść bez opamiętania jak to robię od kilku dni to….trzeba będzie kupić inną, większą o rozmiar sukienkę.

Tak tak, nie szata zdobi…..ale przecież, bezdomnego w brudnych szmatach nikt nie chce zatrudnić nawet na stanowisko tragarza.

Szata zdobi nasze ciało, zachowanie czyni nas uroczymi.

Przed Wigilią, Wigilia i po niej

Wraz z MCD obawiałyśmy się wieczornej kolacji wigilijnej. MCD zapowiedziała, że nie będzie odzywać się do młodszej MM, oszczerstwa jakimi nas obdarowała, mnie też ugodziły bardzo w serce. MM chodził smutny, pogrążony w myślach, mało się odzywał. Znów miał do mnie i MCD że esemesowałysmy do jego córek. Pokazałam treść textów, rozjaśniło się w jego głowie, że nikt nie nazwałyśmy żadnej z jego córek kłamcami. Co obie nagadały ojcu, to ich wielka tajemnica. Zastanawiałam się kogo zaprosić na Wigilię, aby nie było jak na pogrzebie. Sandra pojechała do rodziny, Jolanda wyjeżdża na Florydę, Gary idzie do znajomych, Ellen też nie – ma wielką rodzinę, tym bardziej w ostatniej chwili się nie zaprasza. Cała nadzieja w Roz.

Przyjechała młoda, rzuciła się na szyję, nie byłam zadowolona z tych uścisków. Nie przeszkadzała w przygotowaniach, MM nie twierdził, że młoda czuje się nie komfortowo. Zajęli się sobą, chodz’ili na śniadania, lunche i kolacje. W dniu kiedy młoda jechała do starej chciałam dać pierożki i jeszcze coś na stół wigilijny starej. MM stiwerdził, że nie bo będzie to znaczyło, że jej nie chcemy. Jeju❗️❗️❗️❗️toż to 36 letnia kobieta❗️❗️❗️❗️to nie małe dziecko. Przmilczałam jeśli nie to nie.

Bez pośpiechu i stresu, przyszykowałam stół wigilijny. Goście zajęli swoje miejsca. Było spokojnie, miło i sympatycznie. MCD unikała spojrzeń, pytań i rozmów z młodszą, mimo to było bezproblemowo. Wszystkie prezenty otwierał Ivan, kiedy otworzył swój prezent odemnie ( nie wiedział, że ja zrobiłam jemu taką niespodziankę) omal się nie rozpłakał. W pierwszej chwili zabrakło mu słów i tchu. To był japoński nóż kuchenny chef. Szkoda, nie zrobiłam zdjęcia. Córcia dostała oprócz drobnostek, robot Braun z dyskiem do tarkowania ziemniaków. Syn najnowszy iphone. Ja z MM sprawiliśmy sobie wcześniej zegarki apple, o czym pisałam. Cukierki, czekoladki, słoiki z dobrym miodem, ser wędzony, syropy smakowe do herbaty i kawy. Goście dostali drobne prezenty w postaci tlarzyków, świec zapachowych i innych drobnostek. Niestety, piszę niestety, ponieważ MSJ położył się na kanapie i …..zasnął. Nie dało się go obudzić. Synuś ma to do siebie, że nie da się go obudzić, na pytania odpowiada czasami z sensem czasami bez sensu. Potrafi chodzić, co uczynił i poszedł na dół i położył się do łóżka. Kiedy już wszyscy się rozeszli a ja sprzątałam w kuchni, syn przyszedł z obówiem w ręku, gdy był nachylony, spytałam kiedy przyjdzie po prezenty … za tydzień…. Nie mogłam zatrzymać, wiedząc, że śpi, pozwoliłam mu pojechać samochodem. Widziałam jego oczy, jego zachowanie, nie wolno budzić. Kiedy zadzwonił na drugi dzień, spytałam … pamiętasz? … tak jakby. Trzeba było mnie obudzić, gdy opowiadałam o otwieraniu prezentów. Próbowałam i ja i córcia.

Pierwszy dzień świąt, był spokojny i powolny. Młodsza pojechała do starej. Nic się nie wydarzyło.

Drugi dzień świąt. Przed południem MM wybierając się do starszej, spytał o pierogi i coś jeszcze. ” nic nie dostanie, nie chciała przyjechać to nic dla niej nie mam, sam powiedziałeś, że nie trzeba nic dla niej dawać”

– zmieniam zdanie – odpowiedział

– ale ja nie zmieniam, nic jej nie dam, nie lubi mnie i nie lubi mojego jedzenia i jej psa nie będę pilnować – odpowiedziałam

Nie wiem na ile szczerze i czy wogóle szczerze ale młoda mnie poparła, chociarz nie potrzebóję żadnych klakierów, dam sobie sama radę.

W tym czasie przyjechał synuś po prezenty i wałówę. Jego prezenty wciąż leżały pod choinką. Na prośbę córci nagrywałam wideo podczas otwierania prezentów. Prezenty były trafione. Jeszcze spotkał się z MM i młodszą. Wieczorkiem wybrałam się z nimi do meksykańskiej. Było sympatycznie.

Porządki

Robię porządki i wcale nie w domu ale na blogu. Kategorie za bardzo rozbudowane , panuje wielki bałagan, wszystko hautycznie robię. Tagi też dodaję zamiast dostosowywać do kategorii. Pozmieniałam, posortowałam lecz dopasowanie postów do kategorii i tagów potrzebuje czasu. Planuję zabrać się za to w nowym roku.