Historii nie zmienisz, ale możesz mieć piękny jutrzejszy dzień, jeśli się tylko postarasz😁😁😁

Dzisiaj mamy święto. Mogę wylegiwać się w łóżku. MM pojechał do pracy, ktoś musi zarabiać, aby ktoś mógł leniuchować. No nie tak do końca. Jutro i ja do pracy.

Postanowiłam, że w tym tygodniu nie będę dzwonić do mamusi. Postanowienie, postanowieniem. Nie zdążyłam wypić porannej kawy, a tu nagle skype dzwoni.

Mamusia!

Oczywiście, że odebrałam.

Zanim wczorajszej nocy usnęłam. Analizowałam opis zdarzeń mamusi, młodszej siostry, siostrzenicy i szwagra.

Siostra i szwagier mają prawo być zmęczeni opieką i rozpieszczaniem mamusi.

Kotlecik nie za bardzo przypieczony?, a wątróbka jak smakuje? mama uważa na ości w tej rybie….herbatkę ci zrobię inną jak tej nie lubisz itp.

Szwagier na przemian z siostrą usługiwali.

Mówiłam ….za dużo się starasz. Co kilka godzin wykonywała telefon do mamy, czy aby wszystko dobrze, czy nie potrzebuje pomocy. Zwalniała się z pracy, woziła do lekarza, a jak mamusi źle się czuła zostawała w domu biorąc wolny dzień.

Siostra inaczej nie potrafi taka jest i jej nie zmienię, swojej matki też nie zmienię.

Zaistniały jakieś nieporozumiena, pomówienia i plotki. Każdy zasypywał mnie tymi nieciekawymi wiadomościami.

Mamusia płakała, że nikt jej nie wierzy.

Siostra ze szwagrem, że matka niewdzięczna i wymyśla, plącze, plotkuje. Udaje chorą jednym słowem symulantka. ( z tym udawaniem to jest trochę a może więcej niż trochę, prawdy)

Znów coś zginęło a coś się odnalazło.

Usnęłam.

Senne majaki męczyły całą noc.

Po obudzeniu….

A jeśli? A jeśli 0,00000000000001% jest tak jak mamusia mówi? Co ja bym zrobiła gdyby nikt mi nie uwierzył? Może przekręciła zdarzenie, a jeśli nie? Nikogo w domu nie było tylko ona i szwagier. A szwagier? Szwagier … jak może mama tak mówić!!!….powiedział

No właśnie, dlaczego nie zaprzeczył? A siostra? Opowiada jakby mnie chciała skłócić z mamusią. A mamusia opowiada jakby chciała mnie skłócić z siostrą. A może to tylko jest moje wrażenie? Nikt nikogo z nikim nie chce skłócić. A może to są jedynie frustracje z ciągłego bycia razem, mamusi z siostrą i jej rodziną? Czasami człowiek tak ma, że chce pogadać i wcale nie uprzejmie.

Odebrałam skypa.

Popłakałyśmy razem. Kazałam mamie przestać narzekać, i nie warczeć jak pies na siostrę. Siostra stara się jak potrafi a to nie jest łatwe ….opieka nad starszą osobą. Chociaż raz podziękować za darmowy i podany obiad. Może mamusia się nie zgadzać z wieloma sprawami ale wyjścia nie ma. Jeśli każą nałożyć nową bieliznę na wizytę do lekarza to nałożyć i nie dyskutować.

Słów powiedzianych już nikt nie cofnie i bólu jakie one dokonały niczym nie złagodzisz. Nie należy do tego wracać bo będzie jeszcze gorzej.

…to co? To mam milczeć!!?

TAK!!! Masz milczeć. Tatuś zawsze mówił mądry zawsze ustąpi, głupi nie ustąpi bo jest głupi.

Jesteś stara i powinnaś być mądrzejsza.

Z mamusią spędziłam prawie cały mój wolny dzień.(skype)

Uspokoiła się. Wiele rzeczy zrozumiała (tak myślę).

Nie dam ręki uciąć, że nie przekręciła pewnych zdarzeń.

Możliwe, że szwagier rozmawiając na skype (obraz był wyłączony) z moją starszą siostrą, a włściwie ją ochrzaniał (i miał za co) mamusia mogła odebrać te słowa jako skierowane do niej.

W tej walce wszyscy są pokonani. Niestety.

Ale…. to już historia.

___________

Przy rozstaniu siostra jak i mamusia były w dobrych nastrojach.

Trudno jest pomagać, radzić i rozwiązywać problemy przy użyciu SKYPA.

Mieszane uczucia

A może nie jest tak, jak ja myślę? A może faktycznie, jest tak, jak mamusia przedstawia daną sytuację? Chociaż to jakaś paranoja, ale przecież … może mieć rację. Chociaż to niemożliwe, że młodsza siostra jej siada na łóżku, tapczanie i miesza jej w wersalce w mamusi graciarni. Mamusia jest każdego dnia w domu, zauważyłaby. Siostra i szwagier pracują, po pracy gotują obiad, podają mamusi i niby kiedy zrobiliby takie coś, jak przewracanie jej w rzeczach. Mamusia mówi, że jak śpi. Nigdy, przenigdy tego nie robili i dopiero nagle teraz, mieliby jej dokuczać? Z jakiego powodu?

Nie mam spokoju w swoim sercu. Paranoja, paranoją ale…nic się kupy nie trzyma. Siostra opowiada co innego, mamusia ma swoją wersję. Komu wierzyć?

Siostra opiekuje się mamusią, ale po oskażeniach z mamy strony ogranicza się do podania obiadu, zawiezienia lub wezwania lekarza. Największa awantura była o zmianę pościeli i przebranie się. Mimo to, że mamusia nie chciała zmienić tej cholernej pościeli, siostra to uczyniła.

Moje kontakty są poprzez skypa. Codzienne kontakty z moją matką, byłyby dla mnie nie do wytrzymania. Z tym, że ja mieszkałabym w innej dzielnicy i odwiedziny byłyby również nie każdego dnia. Siostra młodsza w tym samym budynku lecz w oddzielnym mieszkaniu.

Byłam przecież w ubiegłym roku. Chciałam zmienić obuwie na kapcie. Wskazaną szafkę przez mamusię otworzyłam i wzięłam papucie jakie mi wskazała. Były to stare, wykrzywione i śmierdzące kapcie. Na moje spostrzeżenia..śmierdzące, zużyte, wykręcone, powiedziała, że ma nowsze. Podziękowałam zostałam na bosaka. Powiedziałam że te śmierdziuchy pójdę wywalę do kosza na śmieci. Obruszyła się, że jak zechce to i sama może wyrzucić. Nie docierało do niej, że śmierdzi cała szafka i to nie ważne czy tam nowe leżą czy stare kapcie. Wszystkie nabrały nieprzyjemnego zapachu. Była zła na mnie, mam nie ruszać i to nie moja sprawa. Byłam tylko z tzw. doskoku, młodsza siostra jest na co dzień.

Nie miałam zamiaru się kłucić, nie przyjechałam wywoływać jakieś scysje. Śmierdziuchy mają się dobrze, leżą sobie w szafce, a woń ich rozchodzi sie po całym mieszkaniu. Kupiłam mamie nowiuśką bieliznę (będąc w Polsce). Wysłałam paczkę na święta z nowiuśką, również bawełnianą bielizną. Można zgadnąć…nie nakłada, woli te majciochy z których gumka już wyłazi. Majciochy rozciągnięte. Skąd wie, że majciochy rozciągnięte? Robiłam dla mamusi pranie w swoim domu. Składałam te szmaty i nadziwić się nie mogłam… dlaczego? A kiedyś tak dbała o siebie, gdzie się podziała ta czysta dbająca o siebie osoba?

Tak…jestem rozżalona, bo daję tyle z siebie serca, a ona ciągle obgaduje i mnie również oskarża, plotkuje.

Po dzisiejszej rozmowie z mamusią, mam mętlik w głowie. Znów przyjęłam tabletke na uspokojenie, chce mi się płakać.


Moja córcia

Dziś były mojej córci urodziny. Żeby się pocieszyć, zadzwoniłam do mamusi. To jest starsza osoba, której mieszają się fakty, dni i wszelkie zdarzenia. Przy tym jest zła na wszystkich, sieje nienawiść, oskarża wszystkich o kradzież pieniędzy nie spawdzając czy są w miejscu ich ukrycia. Uparcie twierdzi, że okradziono, że ktoś myszkuje po jej pokojach, że zastawiane są na nią zasadzki. Jakaś paranoja. Na stwierdzenie, że jej się wydaje, odpowiada ….nie jestem durna, pamiętam … Nie dopuszcza możliwości zapomnienia czegoś, pomylenia. Prosiłam, tłumaczyłam, krzyczałam, aż się rozłączyłam. Starsza siostra, mamusie nakręca, plotkując, obwiniając pozostałych za swoją sytuację. Szczerze? Sama wypracowała swoją nieciekawą sytuację. Mamusię, 90 letnią kobietę, obciąża swoimi problemami, plotkując i pytając…dlaczego nie jestem bogata?… 69 letnia baba, zadaje takie pytanie.

No i z mamusią się rozłączyłam. Nie powiedzialam o moim upadku ani dziś ani wczoraj. Nie wspomniałam o urodzinach córci, bo i moją mamę to nie interesuje. Zawsze była pomiędzy egocentrykiem a egoistą.

A ja,

spędziłam cudowny wieczór w gronie swoich dzieci i ich towarzyszy życiowych i MM. (Przed wyjściem przyjęłam tabletkę ziołową od nerwów)

Piliśmy, winko. Jedliśmy wykwintne dania. Serwowane ciasta tortowe … sam miodzik. Na zakończenie expresso cappuccino.

Opowiedziałam zdarzenie które doprowadziło do urodzenia się córci w 7 miesiącu mojej ciąży.

Było wiele żartów, radości i uczucia wzajemnego lubienia przebywania w swoim gronie.

Chciałabym aby mamusia moja się uśmiechnęła, żeby chociaż raz w swoim długim życiu, powiedziała… przepraszam, dziękuję, proszę, nie mam racji, pomyliłam się, kocham cię.

To są zwroty które w sposób magiczny łączą ludzi.

Wiem, nie usłyszę od swojej mamy i tu nie chodzi aby te zwroty były skierowane do mnie. Niech wypowie do którejś z moich sióstr.

Jest mi przykro, jest mi bardzo przykro.

____________

Ale… uroczystość z okazji urodzin córuni, była magiczna. 😍😍😍😍🥰🥰🥰🥰😘😘😘❤️🎈❤️🎈🎉🥰🥰🥰🥰🥰🥰🥰

do czego to prowadzi….

Jestem na bieżąco z zaistniałymi wydarzeniami w Polsce. Bo jak można się odciąć?

Urodziłam się w Polsce, dzieciństwo, młodość i czas edukaji spędziłam również w kraju urodzenia. Los bo los…tak pokierował, że jestem w kraju, o którym nie śniłam i nie marzyłam. Byłam szczęśliwą mamą i z uśmiechem na ustach wykonywałam swoje obowiązki służbowe. Aż, obudziłam się za wodą i zrozumiałam, że wyjścia innego nie mam. Byłam nielegalnym emigrantem i nie byłam emigrantem zaborczym i roszczeniowym. Kraj mojego “wygnania” uważałem za coś przejściowego. Nie obwiniałam nikogo za moje wygnanie, no exa jak najbardziej, ale tak cichutko, aby nikogo nie zarażać, moimi nie najlepszymi myślami. Nie siałam nienawiści, zła i swoich frustracji. Pozwoliłam swoim dzieciom zrozumieć jaki jest ich tatuś. Na zrozumienie i dojrzałość do pewnych sytuacji potrzeba czasu. Nic nie dzieje się poprzez pstryknięcie palcami.

Zasiane zło wzejdzie i się rozsieje jak chwast.

Zasiane dobro zakiełkuje urośnie i zaowocuje.

Zaznałam nienawiści i sama nienawidziłam. Do tego stopnia, że wymyślałam najprzeróżniejsze sposoby dokuczenia. Cieszyłam się jak zadziałał, smuciłam gdy sposób nie udał się. Aż…zapaliło się światełko STOP. Poprosiłam objekt mego znienawidzenia o rozmowę w cztery oczy.

” Wiem i ty wiesz, że ukradłaś moje pieniądze. Wiesz jak ja potrzebowałam tych pieniędzy.

Jesteś złodziejką. Jesteś złodziejką i my obie tylko o tym wiemy.

Możliwe, że ty tych pieniędzy bardziej potrzebowałaś niż ja i moje dzieci.

Wybaczm Ci.”

Podałam jej rękę na znak mego wybaczenia.

Dziewczyna nie podała mi ręki, więc wzięłam jej dłoń i uścisnęłam.

Po słowach …Wybaczam ci… i uściśnięcie jej dłoni, wybaczyłam tej dziewczynie. Poczułam się wolna od nienawiści, wolna od myśli o pieniądzach i o niej. Poczułam lekkość i powróciłam w głąb siebie. Ponownie byłam sobą.

Tylko… na przebaczenie które płynie z samego serca trzeba dużo siły.

Słowa i tylko słowa nie zdziałają cudów.

Nienawiść jest jak rak z przerzutami.

Za kilka dni dziewczyna się wyprowadziła.

Jeśli nie zrozumiemy swojej nienawiści, zje nas i kosteczki nie zostanie.

Jeszcze nie czas…

Kilka dni wolnego. MM w pracy na wyjeździe, postanowiłam odozdobić domek. Każdego roku ozdabiam na zewnątrz i wewnątrz. Nigdy mniej, zawsze więcej i więcej. Dokupuję światełek, bąbek itp.

Ozdabiam nawet łazienki. Oczywiście sprzątania, jest bardzo dużo i robi się większy bałagan niż przy ozdabianiu.

Ściągam ozdoby z mebli, okien i rozbierałam choinkę, bez żadnego ustalonego wcześniej porządku. Srebrny pokój zostawiłam na koniec.

odzdabianie 2019

Do zdejmowania dekoracji używałam drabinki z trzema schodkami. Wygodnie i bezpiecznie.Tak też myślałam…jestem bezpieczna, nic mi sie nie stanie jeśli będę się trzymać i wszystko bedę robić ostrożnie…. I tak też się zachowywałam. Doszłam do kuchni. Na oknach sznury kolorowych delikatnych łańcuchów choinkowych. Wiadomo w sklepach na całym świecie, jest ogromny wybór, więc…w okresie przedświątecznym nigdy się nie oprę pokusie kupienia.

Z jednej strony okna kuchennego do zdejmowania łańcuchów (widoczne po lewej stronie zdjęcia) użyłam drabinki. Nie wiem, dosłownie nie wiem, możliwe że byłam już zmęczona i z za stołu kuchennego drabinki nie zauważyłam, że ją tam zostawiłam, stanęłam na krześle. Krzesła nie przysuwałam blisko okna, miałam nadzieję że łancuch po pociągnięciu się zsunie. Niestety nie zsunął  i nie dbając, że może się porwać, pociągnęłam po raz drugi i ze zwiększoną siłą.

To był błąd, to była zła decyzja. Padałam zciskając w dłoni kolorową świąteczną girlandę. Obok stał kosz z już poskładanym praniem. W głowie myśli leciały jak kometa  ..padnę na kosz, padnę na stopień kuchennych schodów, co będzie dalej…

Najpierw otarłam się nogami o kosz,  pośladki i biodra z hukiem opadły na podłogę, ostatnia była głowa. Myśl…co będzie????….

Głowa z wielkim ciężarem opadła na zgrzewkę zielonej herbaty. Plastikowe butelki zamortyzowały upadek głowy, ale nie tak bardzo, bo po upadku głowy, całe ciało aż drgnęło. Obolała wstałam. Krzesło nie wywrócone, poskładane pranie rozrzucone i daleko odemnie.

Cała prawa strona mojego ciała boląca. Prawa noga, łokieć i biodro uciarpiały najbardziej. Nie byłam pewna czy niczego nie połamałam, łokieć bolał okrutnie. Noga wykręcona ale … dało się ją poruszać. Głowa…głowa w tym upadku najmniej była poszkodowana.

Cały dzień, zgrzewka butelek plastikowych mi przeszkadzała. Nie przeszkadzała mi w poruszaniu się po mieszkaniu, przeszkadzała mi moim oczom. Byłam zła na siebie, że nie chowam jej do szafki,  nie wynoszę do garażu jak zwykle. Ale nie, patrzyłam i nic nie robiłam. Kolejny raz przechodząc obok zgrzewki z butelkami,  chciałam  chwycić i ją rozpakować. Butelki ustawić w barku. Coś mnie powstrzymywało. Coś nie pozwalało mi na wykonanie tej czynności.

Żeby nie zgrzewka,  moja głowa, uderzyła by o kant kuchennego schodka. Co by było? Nie wiem. Padając pamiętałam o schodku, zapomniałam o zgrzewce zielonej herbaty w plastikowych butelkach.

Miałam ogromne szczęście.

W łóżku długo nie mogłam zasnąć, wypiłam kawę dość późno to pierwsze, drugie …. byłam obolała. Miałam trudności ze znalezieniem odpowiedniej pozycji do snu.

Poranek przewitał mnie …bolącym nadgarstkiem, łokciem, biodrem, całą nogą.

Nie odczuwam, żadnego bólu głowy po upadku.

Miałam szczęście.

Stracony głos

Tak, tak, dziś drugi dzień bez głosowy i piszcząco- skrzeczący. Chcę coś powiedzieć a głos zanika lub … piszczy, skrzeczy. Trudno mi się rozmawia ale próbuję.

Po wypiciu każdego łyczka wody, jest lepiej i za chwilę to samo.

Gardło, głowa nie boli. Gorączki nie mam, osłabienie. Ogólnie czuję się Ok, spać się chce. Wczoraj po pracy podgrzałam na patelni jedzonko. Po zjedzeniu schowałam się do łóżka. Spałam, budziłam się, spałam i tak do 10pm. Zeszłam na parter aby pogasić światła a inne zapalić. Czerwona lampka na płytce gazowej zwróciła moją uwagę. A tam pod patelnią płonie palnik gazowy. Wprawdzie był nastawiony tylko na podgrzewanie ale …. żeby tak byłoby włączone całą noc to … nic by się nie spaliło, ale zasmrodziło to na pewno. Wczoraj byłam po pracy wykończona. Dzisiaj mniej, ale jest po 5pm, a ja w łóżku. Grzeję się pod dwiema kołdrami i kocykiem elektrycznym.

Nie chcę chorować.

Wiosna przecież idzie!!!!!

Ptaszki już radośnie ćwierkają!!

Wiosenne kwiatki nieśmiało wschodzą!!!

Chorować nie mogę!!!

Tak to w życiu bywa

Nie potrzeba mi było, żadnej diety aby stracić około 5kg. Szybko i skutecznie. Szybko bo zaledwie w 5 dni, skutecznie,  bo ich nie ma.

Pytanie czy zdrowo?

Problemy zaczęły się w piątek i…jak długo potrwają nie wiem. To nie znaczy, że problemów zdrowotynych MSJ nie miał wcześniej ale nasiliły się do tego stopnia, że cała rodzina została wkręcona do pomocy. Samochód ukradli, dostał od ubezpieczyciela inny. Z tym …. że tym innym w poniedziałek,  wpadł w wielką dziurę na jezdni. Stracił koło. Gdzieś zostało w jamie. Tak, tak… w stanach też są jamy i wyboje. Po ulewnych deszczach pokazuje sie ich więcej. W poniedziałek lało i to porządnie,  zaczęło w niedzielę po południu, całą noc i przestało w poniedziałek wieczorkiem. To się są “kapuśniaczki” to sa prawdziwe ulewy.

Firma wypożyczająca już samochód zabrała. MSJ jak narazie nie spieszy się do odbierania następnego samochodu. Jest w stresie wielkości Kilimandżaro. Zajęcia opuścił, dzisiejszy test w szkole podobnie.

A ja? tracę kilogramy. Jeść nie mogę, po zjedzeniu czegokolwiek odwiedzam…

Zdjęcie pochodzi ze strony www.wykop.pl/tag/wc/


Apetutu nie mam, słodkości omijam wielkim kręgiem, czuję jakąś odrazę. Nie nie, w ciąży nie jestem.

MM był bardzo pomocny przy pierwszym problemie z kradzieżą. Drugi problem z urwanym kołem, MSJ sam załatwiał.

Mówią… nieszczęścia chodzą parami. No chodzą. Mam nadzieję, że nie czwórkami.

Czego życzyć sobie na jutrzejszy dzień?

Spania do południa , żadnych niemiłych niespodzianek.

 

Przykre zdarzenie

Dlaczego starszy pan miał wysiąść ze swoim rowerem? Nie ważne do lekarza jechał (jak powiedział) czy tylko chciał podjechać kilka przystanków. Jeśli można wprowadzać do miejskiej komunikacji rowery, to wprowadził. Czy pani z dzieckiem w wózku nie mogła poczekać na następny autobus? Dlaczego pasażerowie nie pomogli starszemu panu pomóc się przesunąć aby i wózek się zmieścił? Chcieli starszego pana za wszelką cenę usunąć? Czy jak starszy to gorszy?

Starszy pan użył bluźnierstw? Bo… może i ja i każdy z nas by tak się zachował, będąc atakowanym przez cały autobus pasażerów.

Przykre … zapłaciłam, jadę kilka przystanków i każą mi wynosić się z autobusu, bo za stara, bo z rowerem, bo z za dużymi torbami lub walizką, bo jestem w kapeluszu itp.

Osoba czekająca na przystanku nie jest jeszcze pasażerem autobusu, biletu jeszcze nie skasowała a ma większe prawa od pasażera.

Jestem oszołomiona. Pani z dzieckiem w wózku ( zakładam że dziecko nie było chore bo wybrałaby inny środek lokomocji aby dobrać się do lekarza, szpitala, przychodni) również wybrała się na przejażdżkę.

W tym autobusie rozegrała się bitwa starego pokolenia z młodym. Pokazano jak szanujemy starszych ludzi.

Pasażerom tego autobusu, co tak krzyczeli, proponuje, rower ….

Tacy ludzie to kanalje.

Kobieta z dzieckiem w wózku nie wsiadła do autobusu.

Więc, dlaczego wypędzili dziadka?

„Wszystko dobrze”😢

Był sobie samochodzik. Kolor czarny z przyciemionymi szybami, a w środku…. a wewnątrz skóra czerwona na siedzeniach. Śmigał samochodzik ulicami miasta i przedmieścia. Zadbany był odpowiednio, w czas karmiony oliwką i benzynką. Sprawdziany na swoje okrągłe “nóżki” przechodził przed czasem. Wszystkie zabiegi kosmetyczne dokonywane były w renomowanych stacjach. Aż tu nagle…. ktoś GO podejrzał. Zachciało się komuś posiąść nie swoją własność. Ot tak po prostu. W myśl … chcieć to móc…móc to chcieć…

Nie

zważając

na właściciela

samochodzika,

wypatrzył GO i pewnej nocy, uprowadził.

Nie przeskodziły bramy i kamery.

Nie zważając na zawartość, ważne lekarstwa, dokumentację medyczną i książki.

Nie pomyślał…, że komuś przewróci życie do góry nogami. Nie chodzi tutaj, już o samochodzik, ubezpieczenie wypożycza zastępczy samochód, zwróci całą wartość samochodu na dzień kradzieży. Chodzi o lekarstwa które niezbędne są do przetrwania następnego dnia, chodzi o uczucia innych, bo nie tylko właściciel cierpi ale wraz z nim cała jego rodzina.

Już się wypłakałam, za siebie, za dzieci i za swój los.

Nie narzekam.

Dlaczego tak jest, jak się wali to wali się na wszystkich frontach.

Nie trzeba mi mówić, że sami przyciągamy zło, że obdażając uśmiechem i szczęściem innych, ono do nas wróci. Za dużo mam lat, aby mogłabym uwierzyć.

Teraz muszę pomagać synowi. Czasami brak mi pomysłu na sposób pomocy.

Co dalej?

NIE WIEM.

Wiem, że muszę być silna, silniejsza niż mogę sobie wyobrazić.

„Przyjaciel”

Zajadę do domu, będę jeść smakołyki…myślałam…polskie szynki, pasztety, parówki, sery, kiełbasy jednym słowem…RARYTASY!!!!

W smaku …te rarytasy…takie same jak za wodą. W terminie zjadliwości to samo. Kupisz plasterków tyle co na śniadanie do zjedzenia, to zjesz. Na kolację wywalasz resztę do kosza. A miało być świeżo i smacznie. Jedynie paczkowana wędlina przetrzymuje kilka dni dłużej. Przechowuję w lodówce i zwiększyłam temp. chłodzenia.

Ziemniaki podobnie, po przekrojeniu są w ciapki i niektóre gatunki ciemnieją bardzo szybko.

Możliwe, że moje podniebienie jest mniej wymagające lecz mój nos wywęszy każdą sekundę przekroczenia terminu ważności żywności, nawet tą wydrapaną na etykietce.

Jednym słowem … dwa kraje i różnicy nie ma, oczywiście jeśli dotyczy to żywności.

Więc, jem to co można lecz apetyt w skali 1-10 oscyluje 4-5.

Kawci za wiele nie piję, niestety😪. Przed jej zrobieniem pomiar ciśnienia. To ono mnie teraz kontroluje, a miało być odwrotnie.

Wysokie … soczek lub herbatka owocowa.

Niskie …. wybór kaw mam duży😁.

Ot, kupiłam w pierwszym tygodniu moje winko Martini. Stoi i tak je zostawie. Nie to że brak towarzystwa. Z tym, że nigdy nie myślałam, że moim najwierniejszym niepijącym przyjacielem a właściwie stroniącym od alkoholu i kawy będzie, miernik ciśnienia krwi.

Zaprzyjaźniłam się na tyle, że zabieram go wszędzie, dbam o jego samopoczucie i dokarmiam bateriami. Żeby nie czuł się samotny, tableteczki jemu dzwonią w pudełeczku.

Tak rozpoczynamy dzień i podobnie kończymy😁.

Po drugiej stronie pracowicie

Od przeszło tygodnia jestem w…Polsce. Jak ją widzę? Tak jak w ubiegłym roku, jedynie bardziej rozświetloną. Słoneczko od rana do zachodu mi pięknie świeci. Kilka kropli deszczu spadło w sobotę i to wszelkie mokro które się pojawiło.

Biegam po urzędach,  załatwiam wszelkie niezbędne dokumenty do notariusza celem dokonania darowizny na rzecz mojej młodszej siostry. Po co mi jakaś scheda po za miastem, kiedy przyjeżdżam raz do roku. Mam dom, swój dom i to wystarczy a majątki po tacie mi nie potrzebne. Przyjęłam spadek, tak było trzeba. Z tym, że nie byłam od początku zadowolona. W ubiegłym roku mamusia była chora i nie było czasu na bieganie po urzędach. Siostra też nie była za bardzo przekonana do przyjęcia darowizny. Teraz jest ten czas i robię z tym porządek. Tak czy owak, jeśli mi się coś stanie to moje dzieci odrzucą przyjęcie schedy i spadnie na kogoś. Więc, lepiej oddać komuś kto chce, a nie z musu będzie przyjmował.

To jeszcze nie koniec moich zmagań. Modrzew rozrósł się okropnie.  Gałęzie ocierają się o budynek. W planach miałam tylko przycięcie. Cóż znaczy dla mnie 700zł. A znaczy, bo to nie 70 groszy i nie 7 zł. To jest na prawdę spora kwota za przycięcie drzewa. Siedziałam, myślałam i mimo że, jest mi szkoda drzewa, postanowiłam całkowicie wyciąć. Okazało się też, że jest bez znaczenia, wycięcie czy przycięcie, kwota 700 jest niezmienna. Po przycięciu wierzchołka a uczynilam to kilka lat temu, drzewo odrosło i ze zdwojoną siłą i obwodem gałęzi. Biegam więc,  po urzędach załatwiam mapki geodezyjne, upoważnienia sąsiadce która to będzie nadzorować nie tylko wycięcie ale również, urzędnika od pomiarów drzewa. Niestety, ale drzewa bez pozwolenia nie da się wyciąć.

Panie urzędniczki za swoimi biurkami są anielskie, jestem miło, sprawnie i z uśmiechem załatwiana. Może to ja otwierając urzędnicze drzwi, wnoszę aurę spokoju, szczęścia i uśmiechu.

Mamusię odwiedzam każdego dnia. Jutro muszę zrobić przerwę, urzędy do których muszę się udać znajdują się na peryferiach miasta.

Po takich podróżach, wieczorkiem jestem zmęczona. Zmiana czasu jest bardzo dokuczliwa, mimo zmęczenia zasypiam po 2am wstaję 7-8am. nie przestawię się jak widać tak szybko. No cóż…nawet dobrze daję sobie radę, może powinnam zawsze spać tylko 4-5 godzin.

MM tęskni, dzieci również…och jak dobrze, nareszcie ktoś za mną tęskni.

wszystko wróciło…..i sie wywróciło

od jakiegoś czasu miałam sny, sny dziwne. Nie chciałam zwracać na nie większej uwagi ale … każdej nocy śniło mi się coś, co miało wpływ na moje zachowanie w ciągu dnia. Byłam niespokojna.

To były sny ostrzegawcze, a właściwie osoba dla mnie bardzo ważna mnie przed czymś ostrzegała.

Czekałam na dzień, w którym ma sie coś wydarzyć.


 

 

Z exem poznałam się przez przypadek. Po więcej niż godzinie moja koleżanka krzykneła.

  • ojej przyszłam z kolegą!!! Ale na pewno już nie czeka na mnie – powiedziała
  • czekaj sprawdzę, może jeszcze tam sterczy  – odpowiedziałam

Przed domem był duży sad, więc nie mogłam zauważyć nikogo za płotem. Otworzyłam bramkę i za słupem ujrzałam młodzieńca.

  • aaaa to ty, co tu jeszcze robisz? wejdź do domu a nie stoisz jak ten słup – powiedziałam

Nic nie odpowiedział. Szedł za mną. Kazałam mu usiąść w fotelu, a ja z koleżanką zachwycałyśmy się jej nowo narodzoną córeczką Kasią. Nie wiem dlaczego, ale koleżanka zwróciła się do eksa

  • a może wy się pobierzecie?
  • kto wie, może może – opowiedział ex

To mi się to nie podobało. Takie stwierdzenie i te głupie zwroty mojej koleżanki. Nie zwracałam większej uwagi na tego facia. Nie był w moim guście. Chociaż gustu to do faciów ja nie miałam. Na  peryferiach większych miast trzeba było jak najszybciej wychodzić za mąż bo …. słyszało się tu i ówdzie   “stara panna”. Tylko jaka ja stara panna,  kiedy mnie nie było jeszcze 24 lat?

Zmieniłam miejsce zamieszkania, wyjechaam do innego miasta, chciałam zerwać ze starym życiem. Potrzebowałam innego życia, poznać innych ludzi i inny świat. Nie wiedziałam i nie zdawałam sobie sprawy, że jestem nazbyt atrakcyjna, żeby być samotną, a właściwie, żeby mnie pozostawiono samej sobie.

Już na dworcu ( a to były czasy na prawdę bezpieczne) poznałam Gienia. Fajny młody człowiek. Póżniej Miecia i tak poszło… Miałam grono przyjaciół, ludzie którzy nie chcieli się ze mną żenić, oświadczać, być ze mną na zawsze. To było fajne, nareszcie nikt odemnie nic nie chciał……do czasu. Kiedy Miecio zaprosił mnie do swego domu i rozłożył wesalkę. Zrobiłam awanturę na cały blok i wyszłam. Póżniej chłopcy się z Miecia śmiali, że mu się nie udało,  ale i Cienio nic nie otrzymał. I tak chłopcy zostali moimi kolegami i płakali mi w rękaw,  jaki to świat jest okrutny, bo oni nie mogą, żadnej szprychy zaciągnąć do łóżka, no Ok na wersalkę. Słuchałam, aż pewnego dnia zostawiłam ich i wróciłam do domu. Miałam dość ich łez. Gienio mnie odszukał ale…. nie miałam ochoty , na żadne z nim relacje, w dobie pisania listów, nawet na korespondencję listową..

Wróciłam do miasta swego urodzenia. A tam,  wciąż czekał na mnie J (ex). . No oczywiście jakże mogłoby być inaczej. On z bloku komunalnego, śpi w nogach u swoich rodziców, a ja mam hacjędę. No i tak się przyzsał, że pomyślałam…. Jeśli za tego potwora nie wyjdę, to starą panną zostanę… Chociaż zrywałam zaręczyny kilka razy. Jeden raz to miałam ogromną nadzieję, że już nie przyjdzie i w końcu odpuści. Zdjęłam ten złoty pierścionek z paluszka i rzuciłam go na głównej ulicy w moim mieście , tak przez siebie, z całych sił. On pobiegł za pierścionkiem. Nie wiem czy znalazł, ale później mi przyniósł inny, też złoty. Po wielu latach ukradł mi go.

Nie do ślubów mi było. Nigdy nie zamierzałam wychodzić za mąż. Nigdy męża nie chciałam mieć. Ale jak mus to mus.

Jeszcze w USC Tatuś mi mówił

  • zastanów się, możesz wszystko wycofać, wesela nie musi być, pieniądze to nie wszystko…

No tak,  ale takie świństwo zrobić moim rodzicom. No i mam. Zdjęcia ślubne jak z pogrzebu. Wyszłam za sadystę, a to dopiero był początek. (nie napisze wszystkiego, o tym nie trzeba pisać i mówić, to trzeba zapomnieć).

Życie jakie było takie było. Raz na dole a raz na górze. Ale jak mi ktoś mówi, że nie jest gotowy na dziecko, a później mówi, to samo przy drugim..,. to już było za wiele. Po jaką cholere mi taki ojciec dla moich najukochańszych dzieci.

Póżniej mu coś zaczęło parować z pod dekla i okazało się, że ma inną panią z dorosłymi dziećmi.

  • teraz mnie posłuchaj … od dziś nie piorę, nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję dla ciebie, zrozumiałeś…- powiedziałam

 

Wzruszył ramionami, a rano

 

  • Krysieńko!!! Podaj mi koszulę!!!!

Już nie prasowałam, gotowałam, sprzątałam, prałam dla exa. Miałam dwoje moich wspaniałych dzieci, tylko nimi się zajęłam.

Oczywiście nie obyło się bez skandalu na całą dzielnicę i naszą rodzinę,  bliższą i dalszą. Policja też była nie raz i nie dwa. Ex nie mógł sie pogodzić, że nie robię skandalu, więc on robił skandal za nas oboje. Rąbanie drzwi siekierą, wyłamywanie drzwi, zmienianie zamków, niecenzuralne słowa w stronę dzieci 3 i 1 latka. Wyzywanie mnie i całej mojej rodziny od….Ex nigdy nie naużywał alkoholu, jeśli pił to jedynie przy wielkich uroczystościach i symboliczny kieliszeczek. Awanturował sie na “sucho”. Sprawy kryminalne i walka w sądzie o dzieci, wygrał zabieranie dzieci do konkubiny, której urodził się już wnuczek. Jeśli nie dałam na widzenie dzieci,  byłam karana sądownie. To była walka o spokój psychiczny moich dzieci i mój . Przed sądami przegrywałam, w poradniach psychologicznych przegrwałam, nawet alimentów o zwykłe 10 zł nie mogłam podnieść. Jeśli alimentów nie płacił, to nie było na niego silnych. Wszystko ustawka.

Prosiłam, zaskarżałam – na nic. Walczyłam o udowodnienie mu winy rozpadu małżeństwa ponad 2,5 roku. Gdybym przegrała płaciłabym jemu rętę. O tym wiedziałam ja, moja rodzina i jego ojciec. Wygrałam ale przegrałam podział majątku. Nie pomogło nic, dosłownie NIC. 50/50 to było orzeczenie sądu. Każdy widelec, szklankę (nawet pobitą), krzaki truskawek (które już od tysięcy lat nie rosły na działce)., meble które już przy atakach szału połamał, wszystko dosłownie wszystko co istniało i nie istniało w domu,  musiałam spłacić. To dopiero był początek.

Musiałam spłacić 50% wartości domu!!! Pracowałam, na 3-4 etatach. Walczyłam jak lwica – zabrakło na ostatnią ratę.

Wszedł komornik i zaczął naliczać 36% od zaległości. To nie były małe kwoty. Ex nie miał litości.                                                                                                                                                                                                                                                            Mało, że unikał płacenia alimentów, zażyczył natychmiastowej spłaty ostatniej raty.

 

Teraz ma czelność wchodzić do domu mojej siostry i szukać kontaktów z dziećmi. Użalać się nad swoim zdrowiem. Zawał i  siedem stentsów. A co to mnie obchodzi.!!! Ma jakiś majątek, jakiś las!

Szczerze?….niech te majątki wsadzi w swoje zasrane gacie!!!

Po kolei…

Ktoś zadzwonił do bramki, kiedy byłam na skype i rozmawiałam z siostrą i mamusią.

Siostra odeszła, aby sprawdzić w monitorze, kto stoi przed bramką.

  • Krysia, H. prowadzi jakiegoś dziada z laską. Tak …sama to mi mówi, żeby nikomu bramki nie otwierać a sama to przyprowadziła jakiegoś dziada.
  • Mamusia… może ma jakis interes – odpowiadam
  • No jaki interes z takim zarośniętym dziadem? No powiedz jaki? Czekaj pójdę na korytarz i podsłucham

 

Mamusi chwilę nie było. W skype cisza, więc i ja milczę, bo i do kogo mam gadać. Dziwne..myślę… moja młodsza siostra jest bardzo ostrożna, a sama przyprowadziła jakiegoś dziada do domu. Moja wyobraźnia zaczęła działać, a oczami wyobraźni widzę starego obdartusa, w starych i brudnych dżinsach, starą wyblakłą koszulę, sandały na nogach. Niemyte od kilku dni włosy, zarost również nieświeży. No myślę sobie, jak ona takie coś mogła wpuścić w swoje progi, nieznajomego!!!!!?

 

Mamusia wróciła i…

  • Krysia ona jego musi znać, nie wiem o czym rozmawiają ale to musi być jakiś stary człowiek. Nie mogłam usłyszeć słów.
  • może kiedyś pracowali razem, kto wie – odpowiedziałam
  • No, po naszej ulicy, każdego dnia chodzi taki jeden z laską. Ale nie jestem pewna czy to on. Ale to co… to znaczy że H. zna jego?.
  • Mamusia ja nie wiem kto chodzi po waszej ulicy i kto teraz jest u H. Może zna jego i mają jakis wspólny interes – odpowiedziałam

Wbiega H. do pokoju mamusi

 

  • Krysiaaaaaa !!!! Ty nawet nie wyobrazisz kto do mnie przyszedł!!! – krzyczy w skype
  • No nie wiem, jakiś obdartus – odpowiedziałam
  • No jaki obdartus – żachnęła się – toż to J. (mój ex)– odpowiedziała

Zatkało mnie bo jak pamiętam, ostatnio, a właściwie kilka lat temu mój szwagier zagroził mu, jeśli będzie ich nachodził to wezwie policję. Dość miał “wizyt” i dzwonienia o każdej porze, dnia i nocy. No cóż, moja siostra ze szwagrem nie rozumieli, myśleli że jak inteligent to i kulturalnie będzie się zachowywać a tu… niespodzianka.

  • no wiesz był dzwonek do bramki, więc podeszłam, spytałam kto, on odpowiedział… to ja… te, to ja nic mi nie mówiło. Czym mogę panu służyć, czy pan kogoś szuka? spytałam. No to ja , ja do Ciebie a właściwie do was – odpowiedział. Nierozumiem – odpowiedziałam.

Wtedy dopiero zobaczyła w nim J. mego exa. Nie mogła wyjść z zaskoczenia, że ten stary człowiek to jest on.

W wielkim skrócie powiedziała, że jego jedyna młodsza siostra  zmarła 3-4 miesiące temu. W jakiś dziwnych okolicznościach dokładnie nie wie. A jej mąż już ma jej następczynię. Ciało skremowano i pochowano jej prochy w jakiejś wiosce z dala od miasta. a on miał zawał ……

  • czekaj on zaraz pojedzie bo ma samolot i musi się spieszyć

 

Siostra pobiegła a mamusia…

 

  • tak tak pojedzie, taki oszust, to i jeszcze może się zadomowić, ciekawe co zrobi jak na noc zostanie

Śmiałam się bo do exa wszystko podobne. Wprawdzie już nie ma wpływów takich jak kiedyś ale…. kto wie, lepiej uważać.

 

Godzina 9 pm i już 9:15pm a on wciąż u siostry siedzi i siedzi. Wreszcie pies siostry zaszczekał, to oznaczało że “gość” wstał, nocować nie będzie.

 

No I coż…. Z relacji mojej siostry… szuka kontaktów z dziećmi bo tylko one jemu zostały. Ma jakieś majątki ale… siostrze przekazałam… żadnymi majątkami moje dzieci nie są zainteresowane. Kontakt ze mną? Niemożliwy. Z dziećmi? Tym bardziej niemożliwy.

Nie istniejemy.

 

Szkoda mi tego pana jako człowieka.

Za dużo nam krzywdy zrobił.

Już dawno o tym zapomniałam.

Czy dzieci zapomniały?

 

NIE!!!!!!!

 

One nie miały ojca.

On nie ma dzieci.

 

To była kanalia !!!!!

Chce mi się płakać………..

(to są strzępy moich wspomnień i  relacji dnia dzisiejszego)

Zakręciłam się

Poniedziałek

W nocy z niedzieli na poniedziałek spałam bardzo źle. A gdy nad ranem przed 4am coś gdzieś w domu gruchnęło, nie wstałam sprawdzić. Pieski nie zaszczekały, więc nie zerwałam się na równe nogi. Zastanawiałam się co i gdzie ….może pieskom spadła duuuża psia kość ze schodów, może… i już mi pomysłów zabrakło. Zasypiałam – budziłam się i zasypiałam. Gdy wstałam miałam lekki ból w szyji. W pracy podczas skrętu głowy w prawo, minimalny ból. Nie taki aby zaprzątać sobie tym głowę.

Po powrocie z pracy, sprawdziłam gdzie i co spadło. Lusterko powiększające przmocowane przyzsawką do lustra spadło. Spadło, leżało na podłodze w łazience. Całe.

Wtorek

Noc minęła niespokojnie. Ból szyji się nasilił. Przy każdym przewróceniu na bok, budziłam się i kombinowałam jakby to zmienić pozycję ciała. Tak, tak… nie zmieniłam, tylko wyprostowałam.

Prowadząc samochód, nie mogłam skręcić głowy w prawą stronę i sprawdzić czy aby nikt nie nadjeżdża, wykonując manerw samochodem w lewą stronę. Na wyczucie, zgadywanka, ruletka. Do domu wróciłam szczęśliwie. Po południu popracowałam jeszcze w ogródku i posmarowałam szyję maścią.

Na noc również posmarowałam.

Środa

A w nocy…a w nocy… żeby zmienić pozycję ciała, bo przecież człowiek wierci się podczas snu, musiałam schwycić głowę przy szyji obiema dłońmi i…dopiero zrobić coś ze swoim ciałem. I…. eureka… przecież mogę pójść do lekarza …!!!!!! Spałam i drzemałam. Bólu nie było jak nie ruszałam głową. To mnie pocieszało. Nad ranem bo 5am już nie mogłam usnąć.

Mam teraz piękny cieplutki poranek. W leciutkiej pidżamce siedzę w swoim kąciku na decku. Popijam małą czarną. Szyja mniej boli. Wiem, że do lekarki nie pojadę. Muszę posadzić kupione wczoraj kwiatki i 3 tuje.

Mężczyzna jest głową rodziny, kobieta szyją.

Za dużo się wymądrzałam teraz mam nauczkę.

A tak na poważnie, nie wiem co i kiedy mnie złapało.

Człowiek uczy się całe życie👁👁, 👀, 👩‍💻👨‍💻🎓🎓🎓🎓

Ogrom wiadomości w internecie jest nierzetelnych, wyrywkowych, nieprawdziwych itd…

Nikt nie sprawdza, nie kontroluje języka mediowo-internetowego. Język polski został zepchnięty na margines i w użyciu jest język, nie mający nic wspólnego z polskim słownictwem i został zastąpiony slangiem.

Aby nie być odpowiedzialnym osobiście za dziwny wytwór wiadomości z kraju lub ze świata pan “redaktor” podpisuje się bp, so, bo. Przypuśćmy, że to inicjały, które także powinny skłonić owego “redaktora” do rzetelnego napisania reportażu, wiadomości lub wzmianki o czymś tam. Czytelnikami jest całe społeczeństwo a więc i dzieci, które dopiero uczą się i nabierają doświadczenia.

Obejrzałam filmik o nie myciu mięsa przed obróbką termiczną. Ojej jak to pięknie brzmi, ale już zapomniano, pominięto poinformować czytelnika lub widza, o pochodzeniu bakterii.

Doszłam do wniosku … jeśli te bakterie występują na kurczaku, to w takim razie skąd i w jaki sposób na tym mięsie się znalazły.

Czy bakterie skaczą ze zlewu na kurczaka podczas mycia miesa?

Kurczaki karmione antybiotykami nie powinny zawierać bakterii. A podobno zawierają!!!

Czyżby przy obróce kurczaka do sprzedaży nie zachowywano zasad BHP?

Film/wideo nie odpowiedział na moje pytanie, nie rozwiał moich wątpliwości. I to jest właśnie nierzetelność…naświetlić jakiś problem i zamknąć usta, niech czytelnik sam poszuka w internecie lub babci spyta, jak to kiedyś bywało.

Przeziębienie 😷😷😷😷

 angeng.

Nie moje przeziębienie, MMa. W czwartek wieczorem wrócił już prychający. Jestem bardzo wrażliwa na wszelkie przeziębienia i idą do mnie jak muchy na lep. MM łapie bakterie sporadycznie i leczy się jeśli to wogóle robi, swoimi sposobami, a więc nic nie robi. Po jego wyzdrowieniu ja zalegam na tydzień w łóżku i nie obywa się bez antybiotyku. No cóż, trudno nie zachorować kiedy MM kicha, prycha i kaszle na cały dom, nie chroniąc swego nosa i ust przed rozsiewaniem zarazków. Moja mowa jest do słupa a wiadomo, słup jak ….

Tym razem unikam spotkań MM w jednym miejscu, mimo wilgotności na zewnątrz otwieram okna. Wietrze domek.

Ostatecznie, namówiłam MMa na wizytę u lekarza bo wystąpiła gorączka. Do pomiaru temperatury nie potrzeba mi termometra, wystarczy mi przyłożenie dłoni do czoła lub ciała chorego. Przy śniadaniu MM upierał się, że nic mu nie jest. Po moim “zmierzeniu” temperatury nie chciałam słuchać … że po południu pojedziemy do lekarza..

– po śniadaniu jedziemy do lekarza, nie ma dyskusji…powiedziałam


Więc, jesteśmy w gabinecie lekarskim.

Czekam w poczekalni bo miedzyczasie, wyskoczyłam do banku i szybki zakup fajnego żakiecika😁. Zanim jestem zdrowa to umilę sobie życie i bycie, na tym słonecznym globie.

 

Podobno powinnam lubić tylko kolor niebieski i żółty, bo tak wychodzi z jakiejś numerologii. Lubię wszystkie kolory, z czarnym jedynie jestem w niezgodzie. Mój żakiecik jest zielonoutki. Oprócz kurtki wezmę do Polski żakiecik, bo jesień podobno ma być ciepła.


MMa wprowadziła do poczekalni pielęgniarka. MM otrzymał zastrzyk w pośladek i co najmniej 5 minut nie powinien chodzić. Orzeczenie lekarskie – bronchit, po polsku – ostre zapalenie oskrzeli. Nie dobrze, bo to już blisko płuc.

MM teraz jest jedną  wielką bakterią. Spać oddzielnie, chociaż od jakiegoś czasu to robimy bo chrapie jak 100 słoni. Nie wolno mnie dotykać (to są już moje wymysły) o trzymaniu za rękę wogóle nie ma mowy. Szkoda mi MM bo kaszel go bardzo męczy. A jutro musi znów lecieć do pracy.

Tak jak mi powiedział, załapał choróbsko w samolocie. Jakiś diozaur siedzący przed nim wogóle kaszlu nie mógł opanować. MM lata ponad 30 lat od ukonczenia studiów (nie liczę prac stacionarnych). Na te wszystkie lata choruje średnio raz na 1,5 roku. Wskazuje to na bardzo odporny organizm.

Zawsze gdy ktoś z rodziny chorował, mamusia gotowała rosół z kurczaka. Taki zwyczaj i ja stosuję. Więc, dziś będzie rosołek.

Rosołek się gotuje, a ja klikam z nadzieją, że bakteria z MMa nie przeskoczy na mnie.

13-tego sierpnia

eng.

 

Już 11 dni od moich urodzin. No cóż, każdemu liczy się latka, nie ja pierwsza nie ostatnia. Moja starość obiawia się tym, że przed zrobieniem porannej kawy, zmuszona jestem zmierzyć ciśnienie krwi.

Podwyższone – zamieniam kubek na kawę, na kubek na herbatę. Uwielbiam herbatę o smaku mango. Tak też dziś zrobiłam.

Reszta pozostaje nie zmienione. Pracuję jak pracowałam, żyję jak żyłam.

W sobotkę wyszliśmy do restauracji uczcić moje i MM urodziny. Córcia z Ivanem i synuś z Valerią oraz ja z MM. Nie wiele mają dni wolnych moje dzieci. Pracują na dwóch etatach i studiują. Dobrze że mogliśmy się zgrać w czasie. Rozmawiali o pracy i nauce. Słuchałam, patrzyłam i przypominali mi się moi rodzice. Kiedy to trójka ich dzieci dyskutowała a rodzice słuchali. Kiedy temat zszedł na temat wakacji, ja z MM dołączyliśmy się do dyskusji.

Oczywiście, jakże mogłko odbyć się spotkanie bez zdjęć. Z racji tego, że uroczystość odbywała się w meksykańskiej restauracji, otrzymaliśmy rekwizyt do robienia zdjęć, jakim był meksykański kapelusz.


Dziś dzień wolny od pracy zawodowej ale nie yardowej. Na front yard zatrudniłam pracownika (jutro się zjawi). Pozostaje mi jedynie back yard “do zabawy” w ogrodnika. Bo jeśli mam żyć 100 lat, to muszę swoje siły i zdrowie umiejętnie rozłożyć w czasie, jaki mi pozostał do przeżycia.😁

Lodóweczka😁😁😁

No jak można spać? Już o 4am a nawet trochę wcześniej, otworzyłam oczy.

No bo jak można spać, kiedy raniutko przywiozą nowiutką lodóweczkę. Czasami ekscytacja zamienia się w nerwówkę. Powodem takiego stanu jest…to ja wybrałam na internecie, wymierzyłam i podałam wymiary MM, on zamówił i opłacił.

No to teraz będzie wielki sprawdzian, czy jestem taka wszechstronnie uzdolniona czy tylko się za taką podaję.

No nic. Jak lodóweczka ( a jest prześliczna, nie ma internetu bo z niego bym nie korzystała stojąc przed lodówką) się nie zmieści w w miejscu dla niej przeznaczonym, to schowam się w mysiej dziurze. A i tak MM będzie się ze mnie śmiał i wcale nie jakiś czas tylko do końca moich dni. Ot, moja życiowa mondrość spali na panewce.

Trudno się mówi, jak zasłużyłam na śmiech to będę musiała to znosić.

Zeszłam na parter, zrobiłam zdjęcie starej lodówce

a MM siedząc przy kuchennym stole, z oddali….mam nadzieję, że się zmieści, że dobrze wymierzyłaś……powiedział.

Zaniepokoiłam się, mysia dziura może okazać się za mała dla mnie. 🐭🐭🐭🐭🐭🐭

Nie wiem teraz, na czas sprawdzianu moich podanych wymiarów na nową lodówkę, zejść do kuchni z podniesionym czołem czy też od razu, spuścić głowę i uszy do dołu a ogon schować pod siebie?

Straszne!!!

Wiem, że wymierzyłam prawidłowo ale zawsze jest to…ale.

Lodóweczka będzie za godzinę. Cała godzina niepewności.


I trzymają mnie w niepewności. Już 25 minut po 8 (rano), lodóweczki jeszcze nie ma. A dostawa miała nastąpić o 8am(ósmej!!!)

Otworzyłam bramę i czekam.

Zachmurzyło się i chyba będzie padać. Zanim wniosą, moja nowa lodóweczka zmoknie.😢😢

Samochody w oddali burczą, ale żaden nie jedzie moją ulicą. Koszmar. Wsadziłam nos w szybę i tak trwam, sekundy stają się wiecznością. Czy to ma być znak, że jednak lodówka się nie zmieści? A jeśli tak, to co będzie oprócz pochylonej głowy, uszu i podwiniętego ogona?

Czas oczekiwania jest czasem straconym!!! (W mojej obecnej sytuacji).

Gdzieś coś zaburczało, lecę do okna, nasłuchuję. To jakiś daleko samolot kukuruźnik jak kiedyś się mówiło. Co oznaczało: mały samolot do oprysków pola. Nie widziałam na własne oczy tylko z opowieści i w tv.

Dochodzi 9am. Nikt nie dzwoni aby skorygować godzinę przybycia. No cóż, czekam, MM pracuje przed komp. Czyżbym tylko ja była w tym napiętym stanie?

Tak, tak, bo to ja mierzyłam i jeśli będzie pomyłka to ja będę odpowiedzialna. Uffffff


10:00am

Dzwonili, jadą!!!!


Przyjechała lodóweczka!!!

Najpierw wymierzyli czy uda się im wynieść starą. Wymierzyli jeszcze raz, czy wystarczy miejsca na nową. MM zaśmiał się….jak źle wymierzyłaś, to będę się śmiał….

Wyszłam na chwilkę, panowie zawołali mnie …. proszę pani, nie wystarczy miejsca, jest za mało o 3 milimetry…. jeden z nich powiedział.

– a to nie prawda, wymierzyłam petfekcyjnie i to jest niemożliwe, 3 milimetry może być za dużo bo nowa lodówka jest węższa o 3 milimetry- odpowiedziałam.

Dyskusja trwa, patrzę na miny panów którzy przywieźli lodówkę i MMa.

Poważne jak diabli. No szybko pomyślałam, pomyliłam się w mierzeniu?

No to, to niemożliwe.

– proszę pana ja się nie pomyliłam w mierzeniu, to pan się pomylił i niech pan zmierzy jeszcze raz, ja jestem petfekcyjna….

Wszyscy mężczyźni wybuchli śmiechem.

– a nie mówiłem…MM skierował te słowa do pracowników.

Teraz było dla mnie jasne – umówili się, a MM czekał na moją reakcję.


Lodóweczka jest w tej chwili instalowana. Woda i uchwyty oraz poziomowana.


Lodóweczkę już zapełniłam. Jest wygodna organizacyjnie, no i jest śliczniutka.

Dzisiejszy dzień jest dobym dniem😁😁😁😁👍

MAJĄTKI

Chamstwo, bezczelność, zachłanność miota moją siostrunię starszą jak chorągiewkę na wietrze. Już pisałam nie raz o szczególnej osobowości mojej siostruni, tym razem przeskoczyła poprzeczkę i brawo, wielkie brawo dla niej, że mamusię doprowadziła do stanu chorobowego. Mamusia dochodzi do siebie, wszystko będzie dobrze.

 

Ale….

mamusia wyjawiła mi coś, od czego postawły włosy na mojej głowie na baczność. Rok temu moja mamusia chorowała, nie chodziła i potrzebowała opieki (prawie) 24 godziny przez około tygodnia. Pominę to, że jej zbiory haftowanych obrusów, kryształów i ręczników zostały uszczuplone, bez mamusi wiedzy oczywiście. Bo jaki złodziej, poinformuje właściciela, że zostanie teraz i tej chwili, OKRADZIONY.

Mamusia z płaczem DZIŚ wyjawiła tajemnicę, przez którą nie może spać, podobnie jak przez te obrusy haftowane, kryształy i ręczniki. Do zbiorów doszło jakieś zdjęcie. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że

została zmuszona do napisania jakiegoś pisma, że (podobno po śmierci – mamusia już nie pamięta) oddaje swojej starszej córce swoją własność w postaci 50% udziałów w działce i domu na działce.

OOOOOOOOO znów narysował się majątek.

Mojej starszej zawsze mało, okradała moje dzieci pod moją obecność. Będąc u starszej zauważyłam kilka tak mi się wtedy wydawało  ( a to było wiele)moich rzeczy.

a zabieraj to gówno – słyszałam za każdym razem kiedy odkryłam a to samowarek, a to figurki, a to szkło ozdobne, a to młynek ręczny do kawy a to świeczniki mosiężne ochhh już starczy bo ten post będzie za długi.

No cóż nazwałam złodziejką,  woda po kaczce spływa … po starszej też spłynęło. Nie odzyskałam wszystkiego. Pogodziłam się z utratą, przecież to tylko rzeczy, to nie zdrowie które utraciłam.

Teraz mamusia odkrywa ubytki, najgorzej przeżywa to pismo, które napisała rok temu. W tym roku poprosiła starszą o oddanie, starsza – nie wiem gdzie położyłam…

Mamusia przeżywa,  bo była 2-wu tygodniowa wojna i są w stanie cichej wojny.

Chce odzyskać ten papier – Testament? darowizna?

Nie pamięta.

Trzy lata temu spisałam testament na rzecz starszej swoich udziałów w wysokości 25% w działce i domu na działce. Moje dzieci nie potrzebują i nie mają chęci być obdarowani po po jej śmierci.

Więc ma ….25% moich udziałów… ale to dopiero po mojej śmierci, dobrze że nie mieszkam w Polsce, i w tym roku nie będę się z nią widzieć bo śmierć mogłaby być nieoczekiwana…kto wie.

25% swoich udziałów

50 lub 25% mamusi udziałów…wymuszonych od mamusi.

Wojna ale nie ma jeszcze broni.

Znalazłam broń!!!!

Moich udziałów moja rodzina nie chce, a łasa jest starsza.

Podaruję starszej moje 25% udziałów w formie darowizny.

A co…..stać mnie na to😄😋

Przestanie źle życzyć mnie i mojej rodzinie, nareszcie będzie miała o co walczy, może się uspokoi. Chociaż wątpię… znów powie że jej gówno tym razem dałam, poprzednio kradła gówno.

Ludzie !!!!! Jak żyć????

Mamusię uspokoiłam niech już starszej córce odpuści, podaruje, da, napisze i co tam jeszcze starsza chce. Lecz, moja mamusia nie może pogodzić się z taką sytuacją, że jej własna córka ją okrada i zmusza do spisywania jakiś dokumentów. Płacze i pyta mnie  …dlaczego? dlaczego ona taka jest?…

Zawsze była taka, tylko nie mieliśmy czasu zajmować się “bzdurami”. Praca, dom, praca, żłobek, przedszkole. Dzieci rosły a my wszyscy w biegu. Były incydenty ze starszą ale kto by na to zwracał uwagę.

Gdy wyjechałam do stanów, pomagałam, przyjeżdżałam pomagałam – buty, torebeczki, bluzeczki, tankowanko (a większość jeżdziłam miejskim autobusem),  jedzonko i tak przez cały okres pobytu. Pieniążki do łapki, tablica na grób jej ex, kartę w łapkę do konta w ameryce …bierz jak będziesz potrzebować. Ogrodnik opłacany z mojej kasy…tego nie spamiętam ile i gdzie.

Miała za dobrze…. teraz się skończyło.

No przykro mi jest….niech by już mnie dalej okradała, po jaką cholerę poszła do mamusi!!!!!?????

 

________________________________________________________________________________________

Ten post publikuje tylko dlatego, że nie godzę się na taką sytuację.

Chcę z siebie wykrzyczeć niesprawiedliwość jaka spotyka moją mamusię, bo ja dam radę.

 

 

 

 

Finał 2018

Obstawiam 1-0 dla Chowacji

Nie będę na bieżąco komentować.

Oglądam!

Uuuuuuuuu

1-0 dla Francji

Nie dobrze oj nie dobrze z moim obstawianiem. Cokolwiek się wydarzy…PRZEGRAŁAM ☹️☹️☹️😮😮😲😲😧😧😛😛🙃🙃🙃🙃🙃🙃

1-1

Hurrra

Jestem zadowolona😁😁😁😁👍


2-1 😧😧😧😧👎👹👹

Już nie pisze dla kogo.

Kibicuję Chorwacji przecież….

Ciasno przy obu bramkach.


Przerwa!!!

Zobaczymy jaki będzie wynik.


4-2 walka zażarta i to mi się podobało.

Jest WYGRANY i wygrany, bo II miejsce dla Chorwacij to jest również wielkie zwycięstwo. Walka była równa, francuzi mieli wiecej szczęścia.

Gratuluję wszystkim piłkarzom zwycięstwa, bo każdy z nich wygrał, biorąc udział w Mundialu 2018.

Mam problem (chyba)

Oczywiście muszę udać się do lekarza. Co się dzieje?

Nagle ni z tego ni z owego. Wyskakują mi siniaki. Od razu granawo-czarne. Nie żebym się udrzyła, bo trudno w niektórych miejscach to zrobić. Przeleciałam wujka google. Nic konkretnego nie znalazłam. Innych objawów brak. Krzepliwość dobra, sprawdziłam. Nerki nie bolą, wątroba i śledziona też nie. Odruchów wymiotnych brak, wagi też nie tracę. Apetyt mam, nie pocę się i nie męczę. Czasami dopada mnie lenistwo,  które nie jest chorobą, a stanem.

No dobra.

To co mi jest?

Muszę czekać na wizytę lekarską którą sobie zaklepię w poniedziałek.

Za bardzo się nie niepokoję bo samopoczucie moje jest dobre.

Ale….

to nie jest normalne.

U mnie na prawdę,  nigdy nie może być spokojnie.


 

Postanowiłam: jeszcze nie lecieć do lekarza i nie robić paniki. Obserwować. Bo możliwe, że gdzieś nacisnęłam ciałko swe. Może się uderzyłam. Pracuję na yardzie, napowietrzam swój trawnik. Możliwe, że …. przycisnęłam coś mocniej, uderzyłam się i nie pamiętam.

Ot…ze sklerozą, to powinnam się udać do lekarza.😄😄

Oglądam mecz Belgia-Anglia o 3 miejsce MUNDIAL 2018

Obstawiam Belgię 2-1

Już jest 1-0 dla Belgii.

Na boisku akcja po akcji, to mi się podoba. Piłka w grze, nie leży i nie czeka na gracza.

Anglicy wstrzymali się, jakby pogubili się na chwilę.

Piłka zmienia szybko pozycje, turla się od jednej do drugiej bramki.

Jak na razie dwie grupy grają dobrze. Interesująca gra. Po obu stronach padają bramki, bronione przez bramkarzy.

Belgia zaczyna grać na czas. Można powiedzieć …. i po meczu …. to była chwila wahania. Znów piłka w grze.

Anglia o cm była od zdobycia bramki. BYŁA…..

Podoba mi się gra dwóch zespołów.

Fajne zablokowanie piłki przez anglików w 29 minucie. Taka blokada może skończyć się kontuzją. Chyba że mają ochraniacze na kości strzałkowe i piszczelowe. Podejrzewam, że byłoby za duże obciążenie stopy.

Belgia strzela i …. nic. Za wysoko. Akcja belgów bez skutku. Takich akcji było i jest dużo po obu stronach. Bramkarze mają co robić. Złych podań też dużo, ale …. łatwo siedzieć w wygodnym fotelu, w chłodzonym pokoju i …. krytykować.

Przerwa: 1-0 dla Belgii

Tak myślę, że przebiegnięcie maratonu 42km nie sprawiło by piłkarzom, żadnego problemu.

Po przerwie: piękna gra, jest na co patrzeć.

Piękna rozgrywka i nietrafiony gol belgów w 69/ 70 minucie. Nie patrzyłam na czas.

Wynik meczu nie zmieniony 1-0 dla Belgii.

81 minuta gry 2-0 dla Belgii

Hurra

Teraz czekam na 1 (jeden) gol Anglii i wygrywam obstawiony wynik😁😵

3 minuty jeśli nie dodadzą, do końca.

Teraz zaczyna się gra na czas, zabawa belgijskich dzieciaków piłką na łące porośniętej zieloną trawą.

Nie było żółtej kartki więc podejrzewam, że nie będzie dodania minut do gry.

Dodali ….. +3

Zabawa w piłkę trwa.

Nie ważne już co się teraz wydaży.

Belgia ma zapewnione 3 miejsce🥉

Czekam na gwizdek!

Belg w ostatniej sekundzie dostał żółtą kartkę.

Gwizdek!!!!

BELGIA 🥉!!!!!


Moje obstawienie 2-1 dla belgów, było nietrafne.


Menager

Menager – wg https://sjp.pwn.pl/slowniki/manager.html

jest to osoba zarządzająca przedsiębiostwem lub jego częścią.

Taką osobą jest MSJ, zarządza częścią, a takich części jest kilka. Główny menager jest (wiadomo ) jeden. Baba 42 lata, rozwódka, rasa biała, uwielbiająca rasę afrykanską. Można mówić, każdy lubi to co chce, ale nie można być rasistą.

Wielu głównych menagerów miał nad sobą MSJ. Ten (kobieta) był zdecydowanie najgorszy. Mało że skomplikowana osobowść to jeszcze marny menager.

A to jest najlepsze!!! Została zdegradowana!!!

Nie jestem z tych aby komukolwiek źle życzyć, jej też życzę powodzenia.

Ale się cieszę, bardzo się cieszę, że odchodzi.

Kucharka na sto/trzy

Przyprawę gyros musiałam sama zrobić. Niestety, bez kolendry i białej gorczycy. Jak znajdę w jakim sklepie to kupię i dodam do przyprawy którą będę trzymać w słoiczku.

Dodałam do mięska wszystkie przyprawy, wymieszałam i ….znów na 24h.

Nie jest to pracochłonne, ale czasu potrzebuje.

Jeszcze wyparzyć, później czekać aż wystygnie i …. znów na całą noc do lodówki.

Wychodzi na to, że dopiero tak koło niedzieli będę mogła spróbować ten wyrób domowy.

Tak się zastanawiam, czy nie można tego procesu przyspieszyć?

Peklowanie 24h

Leżakowanie 24h

Parzenie około 2h

Ostyganie w garnku – cała noc

Chłodzenie – cała noc

Jedzenie – maksymalnie 8 minut

Jak nie liczysz wychodzi ponad 68h OCZEKIWANIA na…..

nie wiem jeszcze na co. ☹️☹️☹️☹️☹️☹️

Kucharka na sto/dwa

Nie mogę trafić na kiełbadkę taką jaką lubię, ale w moim stanie nie ma wyboru wędlin. Parówki a właściwie hotdogs króluje i szynki. Salami i peperoni w rożnych smakach. Pikantne i nie, ale nie ma węgeierkiej salami. No cóż, za długo cierpię, więc tak na początek zabawy z mięskiem, kupiłam szynkowar. Na ile mi się przyda i jak długo będę z tego korzystać zobaczymy. Mięsko z kurczaka już przygotowałam wg przepisu. Wstawiłam do lodówki na 24h. Jutro będę gotować. Co wyjdzie, nie omieszkam poinformować.

Napowietrzanie

Trawniczek od frontu miałam piękny. Zieloniutki, gęściutki, był moją dumą. Od 2-3 tygodni moja zielona duma, zżółkła, zanikła, zmarniała. Nie ineresuje mnie trawnik sąsiadów, może być i niebieski, mój ma być taki, jaki chcę mieć. Internet poszedł w ruch, czytam, informuję się, ile trawników tyle i porad.

Brak napowietrzanie

Za mało wody

Za dużo wody

Grzybica trawy

Do specjalistycznego sklepu wybraliśmy się z MM zaopatrzeni w video i photos marnego trawnika.

Pan specjalista popatrzył, głową pokręcił ( to tak jak z moimi bąblami, popatrzyli, głowami pokręcili, w pośladek zastrzyka zaaplikowali i …. czy aby po problemie? Znów bąble mi się pojawiły, nie piszę o tym posta bo…mało interesujący temat ale bardzo swędzący).

Wracając do pana specjalisty. Poradził kupić środek na grzybicę, poradził też napowietrzyć trawnik. Takim specjalistą to ja jestem po informacjach z internetu, TEŻ. Środek mam, spryskam trawę. Teraz napowietrzam. Niech nikt nie myśli, że wsadziłam rurki i podłączyłam je do butli z tlenem. 😁😁😁

Specjalnym urządzeniem robię dziurki w trawniku. Marudna praca, lubię jak coś się dzieje. A tu tylko po 3 godzinach kłucia ziemi wylazła jedna jedyna dżownica. Żab i dżownic się nie boję, biorę je do ręki.

Tej pozwoliłam schować się w innej dziurce. Jakie fascynujące, dżownica zmieniła miejsce zamieszkania, nawet mebli nie musiała przenosić a może była samotna i bezdomna, kto wie. A ja dałam jej schronienie. Jaka ze mnie dobra duszyczka.

Wracam do napowietrzania, ukończenia prac spodziewam się pod koniec tygodnia.

Odpoczywam na

składanym sportowym i wygodnym krzesełku, popijam piwko, słucham śpiewu ptaków i z oddali bzyczenia dmuchawy. Patrzę na zieleń i oddychając głęboko się dotleniam.

Mimo choroby mego trawnika jest cudny i zielony.

 

 

 

 

 

Niebo niebieściutkie

Jak dobrze odpocząć pracując po pracy. 😁😁😁😁

Zapomniał wół jak cielęciem był

Śledziłam akcję ratowania dzieci i młodego trenera z jaskini zalanej wodą. Cieszę się z udanej akcji ratunkowej. To co media przekazywały, akcja nie należała do łatwych, najważniejsze, zakończona sukcesem.

Czytałam komentarz, że za takie coś powinni być ukarani a nie nagradzać ich biletem na finały mundialu. Inny: że ojciec sprałby go tak, że przez kilka dni nie usiadł by na tyłku.

Oczywiście akcja ratunkowa bardzo kosztowna, sytuacja nerwowa ale……

młodzi ludzie to nie są staruszkowie. Młody człowiek jest ciekawy wszystkiego, ma głupie pomysły, wlezie wszędzie gdzie nie trzeba i chwała im za to. To młodzi ludzie pchają technologię do przodu a nie staruszkowie. Stary człowiek niewiele do życia potrzebuje a do szczęścia tylko zdrowia. Młody chce poznawać świat, zdrowie ma, więc i o zdowiu nie myśli.

Dzięki młodym ludziom możemy korzystać z internetu, latać samolotami, itd. To młodzi ludzie byli na barykadach a nie 80-latkowie. Ale, to starzy chcą wciąż pouczać młodych, jak żyć jak postępować. Zapomnieli jak byli młodzi.

Pozwólmy niech młodzi popełniają błędy, nawet takie jak ta, na skalę światową.

Kilka słów o moim bieganiu

Nie jestem systematyczną biegaczką. Mam ochotę to biegam na bieżni w domu jeżdże na rowerku lub steperze. Podnoszę ciężarki, kołyszę się na dużej piłce itd. Nie mam ochoty na gimnastykę, robię w ogrodzie, a że ogrodzisko duże to mi wystarczy roboty aż do śmierci.

Do biegu na July 4th, nie przygotowywałam się, syn też nie, bo jakieś lenistwo weszło w tyłek. Poszliśmy tak … bez rozciągania i przygotowania. W planie mieliśmy dojść do mety. Udało się i z tego jesteśmy dumni.

To nie był mój pierwszy udział w biegu. Dla samej atmosfery warto biec. Ogromna ilość uczestników bo 60 0000 i ogromna ilość ludzi oglądających, bijących brawa, krzyki dodające otychy i wspaniałe transparenty. Ja krzycząca do mijanych ludzi Good morning!!!! Hello!!!!

Radość w sercu i z każdym kilometrem ciężar w nogach. Ostatni kilometr to czułam minimalny ból w kostkach i kolanach. Syn na mecie był wcześniej, pozwoliłam mu mnie zostawić.

Gdy zobaczyłam “czerwony dywan” gotowa byłam tanczyć. To była meta ale nie koniec biegu. 1,5km do miejsca zgrupowania, odebrania koszulek, poczęstunku w pistaci wszelkich owoców, napoi i suchego prowiantu.

Po złożeniu zwłoków na trawniku, syn powiedział….było fajnie, biegniemy za rok….

To nie był jego pierwszy bieg, ale tym razem było i inaczej.

Tak za rok pobiegnę, tym bardziej, że to będzie jubileuszowa organizacja biegu 50-lecie.

Muszę się przygotować aby na mecie nie paść na twarz.

Smrodek

Muzyczka w tel gra, czas budzić się, wstawać, doprowadzić do porządku. Nikt nie podaje mi kawy do łóżka? Nie lubię pić kawy w łóżku! Nie lubię jeść śniadania w łóżku. W łóżeczku lubię spać i ewentualnie nie tylko spać.

Zeszłam na parter, odsłoniłam okna w kuchni i jadalni kuchennej. I co ja widzę?

Za oknem mokro i mgła. Nie mogłam odgadnąć temperatury panującej na zewnątrz. Mgła? To musi być bardzo, ale to bardzo wilgotno. Bez pośpiechu, rozmawiając na tel z MM, otworzyłam drzwi na taras i….zaskoczenie. Cool, it is cool!

Zrobiłam kawcię, nakarmiłam pieski, przyszykowałam dwie maciutkie kanapeczki, przejrzałam wiadomości. W powolnym tempie, rozpoczęłam przyszykowania do wyjazdu do pracy.

Mgła ustąpiła i wyjrzało słoneczko.

Będzie dobry, miły dzień.

Więc, witam Ciebie piękny dzionku. Co mi dziś przyniesiesz, dasz, podarujesz?

8:02am


Dzionek podarował mi spokój i czarną kawcię w południe.


Nastawiony gar na krupniczek wrze. No nie ten krupniczek z procentami. Zupkę.

Córcia zamówiła krupniczek. Białą kiełbaskę MM przywiózł z polskiego sklepu w OH. To były pierwsze zakupy 21 czerwca – udane. Drugie i ostatnie zakupy 28 czerca…zanim zaczęły źle pachnieć serdelki, (piątek)zdążyłam zjeść 2 szt. 6szt oddałam pieskom. Kiełbasa podwędzana już w dniu przywiezienia pachniała kwasem. MM niezadowolony bo wybrzydzam, on je surowe i zielone mięso, ale to nie znaczy, że ja też powinnam. Więc…podwędzaną pachnącą nieświeżo kiełbaskę włożyłam do lodówkii. (życzenie MM zostało spełnione) Ja jej nie tknę. Białą kiełbaskę z pierwszego zakupu, rozmroziłam, obwąchałam z każdej strony i … wrzuciłam do gara, będzie krupniczek.

Zakupy w polskich sklepach to zawsze niewypały.

Mam nadzieję na smaczny krupniczek.


Krupniczek podrzuciłam córci do pracy. Kiełbaski nie chciała, synek też nie bardzo lubi, to ja przepadam za białą.


July 13th

Musze to napisać.

Mój nos,  może konkurować z nosem psa. Wywącha wszystko. Nie szkodzi, że maleńki ale bardzo delikatny.

Wracjąc do kiełbasy, kiedy wyjował z torby (drugie zakupy) zawinięta kiełbasę a było tam 5 pakunków. Wywąchałam zapach nieświeżej wędliny. MM rozwijał a ja delikatnie wąchałam. Nie spodobało się jemu, że tak wącham. Bo przecież ma wszystko być świeże. On tak się starał a ja…. co ja? Co ja? Wąchać nie można? Zdenerwowany rozwinął ostatni pakunek. – ta kiełbasa jest nieświeża – powiedziałam

Wojny domowej nie było, ale MM się zagniewał. Na następny dzień włożyłam do zamrażalnika bo i tak mieliśmy inne kiełbaski do zjedzenia.

Kolacja, nic w zasadzie nie szykowaliśmy, obiad był obfity. MM wyjął kiełbaskę z zamrażalnika, odmroził, wrzucił do gorującej się wody. Zapaszek rozszedł się po kuchni,nie był to zapach zachęcający do zjedzenia kiełbaski, nie powodował ślinotoku, wręcz  przeciwnie, dla mnie odruchy wymiotne.

MM wyjął kiełbaskę, pokroił dodał musztardę, nadział na widelec, włożył do ust i…..zastygł w przeżuwaniu.

Wypluł w serwetkę – psom nie wolno jej dawać- powiedział

Zrozumiał, że musi zaufać mojejmu noskowi, nawet jeśli nie ma na to ochoty, w przeciwnym razie grozi to zatruciem.

Resztę kiełbasy wyrzuciliśmy do śmieci.

 

Wyjeżdzając w niedzielę do pracy, spytał czy coś przywieżć  z polskiego sklepu. Usłyszasz przeczącą odpowiedź.

 

 

 

 

 

 

Czym się zajmuję?

W niedzielne popłudnie – wczesny wieczór… bzdurami się zajmuję. Czytam blogi, komentuję, zastanawiam się, analizuję.

Komu to potrzebne, do czego mi to potrzebne?

Oczywiście odkrywam inne osobowości, poglądy, różnice zdań. Ale jak świat światem… ile jest ludzi tyle zdań i poglądów. Wszystkiego i wszystkich  nie zdołam zrozumieć. A jeśli nawet by mi się udało, jak bym to wykorzystała i czy wogóle byłabym w stanie.

Jednym słowem… zajmuję się bzdurami.

MM leci tam gdzieś w przestworzach i oddala się odemnie.

 

Czas na przygotowanie się do jutrzejszej pracy. Ten tydzień będzie pracowity. Od poniedziałku do piątku pracuję. Na prace na yardzie czasu nie będzie – niestety.

 

Oglądam mecz

I co?

Za dużo odpoczywania i chwalenia.

Moim zdaniem:

Brak szybkości, ospałość!!!

Teraz ten stracony jeden gol należy odrobić.

Uda się?

Akcja ciągle rozgrywa się koło naszej bramki.

Obstawiam 0-2 dla Columbii, żeby zaoszczędzić polakom łez, bo 0-3 chciałabym obstawić.


Mam dziwne wrażenie, jakby biało/czerwonych koszulek było mniej. Columbijczycy jak muchy latają po całym boisku.

(Odniesienie do ciemnych koszulek)


Przerwa


No i co?

Jeszcze mecz nie zakończony, ale…. Columbia musi utrzymać ten wynik. I na pewno utrzyma.

Przykro… tak naszą drużynę media reklamowały… za dużo im czasu poświęcano. … Jak to wypoczywają i tęsknią za swoimi kobietami….

No cóż, trochę mniej kasy będzie dla “ślicznotek”.


0-3 dla Columbii.

No to na pewno mniej kasy w kasie naszej drużyny.

Przegrałabym zakład… na drugi raz będę wiedziała, nie żałować😜


Polacy od początku poruszają się wolno, beznamiętnie, całkowity brak energii.

Omal a byłoby 0-4

Mało już ważne 0-4 czy 0-5

Mecz przegrany!!!!! Czas wracać do domu. Niech będzie nauczką, nie chwalić się przed….


No honor mógłby być obroniony, chociaż jedną bramką….mogłby….piłka jest okrągła….


5 minut do końca

KONIEC

PRZEGRANA

 

 

 

 

 

 

 

 

I ogromna radość Columbii …..

Uściski zwycięscy i przegranego

Mimo

wszystko szkoda.


😔😔😔😔😔😔

 

 

(zdjęcia robiłam iphonem z transmisji meczu  w tv w  USA)

Będę lecieć

MM kupił mi bilet do Polski. Jeden raz leciałam przez Chicago i jeden przez NY. Dwa razy i dwa razy niewypał. Kobiety prześcigały się w wychwalaniu i plotkowaniu. Jedna się tak nachlała, że zrobiła awanturę na pokładzie. Odmówiono jej podania alkoholu. Inna pani hamerykanka, nie potrafiła zliczyć swoich domów i fakultetów jakie to ona pokończyła w stanach. Słuchałam i nadziwić się nie mogłam ich “wylewności”. Niech będą już te domy, fakultety i alkoholizm ale… niech w końcu zamkną swoje jadaczki.

Dlaczego wybrałam połączenie przez Chicago?

Nie miałam wyboru. Trzy – cztery przesiadki, lub w Moskwie, Stambule, Wiedniu…nie bardzo mi odpowiadały. Frankfurt jak najbardziej ale szybciej dojechałabym samochodem, niż doleciała samolotem – 10 godzin oczekiwania na połączenie z Wawa to lekka przesada. Paryża nie lubię, przewożą autobusem z jednego na drugi terminal.

Po wielogodzinnym szukaniu połączenia, stanęło na Chicago.

Wezmę słuchawki, dobrą muzykę i odetnę się od “dyskusji”. Lubię spokój podczas latania, nie chcę opowieści różnych treści.

Zobaczymy jak będzie. Do godziny “0” jest jeszcze kilka miesięcy.

Mimo to czas otworzyć walizkę i powolutku wrzucać rzeczy aby nie zapomnieć. Tym razem będzie to maciutka walizeczka.

Nie powiem… komu w drogę, temu czas…

…..za jakiś czas