Dzisiejsze marzenie o deszczu.
Jechałam, w zasadzie wsiadłam do samochodu, wyjeżdżam i byłam już na podjeździe, na dole, prawie przy ulicy, i zauważyłam szyby. Szyby takie brudne, takie rozmazane. Wysiądę, wymyję, przynajmniej przetrę, przecież to się nic nie stanie. Kilka minut. Ale te kilka minut, kilka sekund czasami robi dużą różnicę.
Ale zapowiadali deszcz, uwierzyłam w przepowiednie opadów deszczowych.
Powinnam już być na autostradzie, a ja wciąż jestem na dole mego podjazdu. Kilka sekund, kilka minut czasami zaważyć może na całym życiu, więc zdecydowałam jechać.
Wczoraj nie dolałam płynu do spryskiwacza szyb. Zajęta, zamyślona i wciąż goniąca sekundę istnienia przede mną. Wracając wczoraj z pracy, wiedziałam, że mam brudne szyby. Płynu w zbiorniku nie ma. Jakim cudem? Nie wiem, jakim cudem się wydarzyło, że nie ma płynu. Mąż dolewał może tydzień temu. Fakt, teraz pyli i to bardzo, więc używałam spryskiwacza do szyb, bo to jest niezbędne, żeby cokolwiek przez te szyby można było zobaczyć.
Wczoraj, gdy wróciłam po pracy do domu, zapomniałam o samochodzie, szybach, a nawet powiedzeniu o tym mężowi. Praca zawodowa, elektrycy, hydraulicy, kontraktorzy od konstrukcji domu i przy tym wszystkim ja latająca z wiertarką i mająca wyglądać przyzwoicie. Ogarniająca również zakupy online. Dobrze, że mam asystentkę AI, bez jej pomocy byłoby o wiele trudniej. Ale… rady, porady AI również trzeba przefiltrować.
Czas leci nieubłaganie. Wszyscy fachowcy poumawiani, a mój mąż:
— Ty mnie nie potrzebujesz, dasz radę, ja się nie znam.
No i nie dolałam, nie dolałam.
Siedzę w samochodzie i patrzę. Analizuję zagrożenia zamiast wysiąść i wymyć szyby, względnie wjechać na podjazd i wlać ten płyn, który jest w garażu. Zerknęłam na zegarek. Nadepnęłam na gaz.
Wyjechałam ze swojej ulicy, następna ulica wciąż osiedlowa i… na drodze wjazdowej na autostradę utknęłam w korku. Ponownie analizuję… stoimy, to może wysiądę i chociaż ręką przetrę szybę. No tak, jak chcę zostać bez nóg albo przelecieć przez cudzy samochód jak worek ziemniaków, to wysiądź. Nie chciałam.
Nacisnęłam na spryskiwacz i uruchomiłam tym wycieraczki, które roztarły to, co miałam na szybie jeszcze możliwe do ujrzenia przestrzeni przed sobą, na zamazano-zamglony obraz. To była bardzo zła decyzja.
Zawrócić do domu jeszcze mogłabym, ale to wiązało się z około 20–30 minutami bezpowrotnie straconymi.
Autostrada powitała mnie szybkim ruchem. Nie zjechałam na szybki pas, to byłoby niebezpieczne. Miałam słabą widoczność, właściwie szukałam na szybie samochodu przesmyków światła, ciemniejszych plam samochodów. Znalazłam pasek mniej zanieczyszczony wysoko na szybie. Gdybym była wyższa, tak 170 cm, albo miała poduszkę na siedzeniu, byłoby dobrze. Byłoby, ale nie miałam nic, co mogłabym wsadzić pod swoje 4 litery, prowadząc samochód bez widoczności.
Skręcałam głowę w lewo, prawo, wyciągałam szyję do góry i wsadzałam głowę prawie w szybę, co nieznacznie pomagało. Obserwowałam drogę z obu stron w bocznych lusterkach oraz tylnym, co mi bardzo pomagało. Z jednej autostrady zjechałam na drugą i liczyłam mile do najbliższej stacji benzynowej. Dokładnie wiedziałam, gdzie się znajduje, ale w tej sytuacji to była ogromna odległość i oczekiwanie, aby dojechać tam szczęśliwie.
Wiedziałam dokładnie, że muszę się zatrzymać w bezpiecznym miejscu, a stacja benzynowa była jedynym takim miejscem na mojej drodze do pracy. Kombinowałam, że mogę się zatrzymać gdzieś na awaryjnym pasie. Niby nie widać policyjnych samochodów, lecz one wyrastają jak grzyby po deszczu. Ryzykowałabym mandatem.
Zjechałam z autostrady. Ruchliwa ulica, gdzie nie ma możliwości skrętu w prawo. Najbliższy skręt do stacji benzynowej.
Zatrzymałam się przy pompie. Otworzyłam drzwi i odetchnęłam świeżym powietrzem. Już bez adrenaliny, na spokojnie wysiadłam i pierwsze, co uczyniłam, wymyłam porządnie szyby.
Wsiadłam i…… ujrzałam piękne niebo i ani kropli deszczu.
Kupiłam spryskiwacz do szyb i wróciłam do pompy nr 8. Chciałam zatankować, jeśli już stoję. Nie śpieszę się już, bo i tak mam opóźnienie. 20 czy 30 minut opóźnienia jest wciąż spóźnieniem.
Czytnik kart nie czyta karty. Wiadomość:
— Skontaktuj się z asystentem.
Bez pośpiechu weszłam do środka sama, a wyszłam z asystentką. Powciskała na klawiaturze numerki i maszyna zadziałała.
Gdy usiadłam i uruchomiłam samochód, poczułam ogromną ulgę. Szyba czysta i widoczność taka, jak powinna być.
Jedyna rada — nie wierzyć zaklinaczom pogody.
Moja rada — dostosuj samochód do warunków jazdy.
Mój samochód był dostosowany. Oczekiwał na deszcz. 😂