ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • What do you do to improve your sleep?

    My advice – is not to force yourself to sleep. Everyone needs to develop their own sleep system.

  • To był czas pełen pracy fizycznej i umysłowej, żalu oraz poczucia niesprawiedliwości. Każdy aspekt mojego życia został naruszony i nadwyrężony do granic możliwości.

    Widocznie takie doświadczenia są wpisane w moje życie.

    Nie skarżę się, nie płaczę. Choć łzy leciały strumieniem. Moją walką z łzami jest opuszczenie „pola bitwy” i wyjście na świeże powietrze. Najlepiej nic nikomu nie mówiąc. Nie dlatego, żeby ktoś się martwił. W chwili żalu nie myślę o innych. Myślę o sobie, o obronie siebie i swojego zdrowia psychicznego.

    Mam to po swoim Tatusiu. Kiedy był bardzo wzburzony, wychodził z domu. Szedł przed siebie, a ja biegłam małymi kroczkami za nim. W mojej małej głowie krążyły myśli o tym, jak chronić i bronić Tatusia. Z czasem dorastałam, stawiałam coraz większe kroki i wciąż byłam przy nim. To mi zostało. To mnie uspokaja. Iść przed siebie, dopóki serce i rozum nie powiedzą: Zawracaj.

    Życie mojego chrześniaka, a zarazem syna mojej starszej siostry, zatrzymało się. To był ciężki okres. Krótki, ale bardzo intensywny w swoim znaczeniu. Kiedy usłyszałam płacz i głos starszej siostry w słuchawce:
    – Krysia, przyjedź. Pomóż mi, proszę.

    W ciągu kilku godzin byłam w Nowym Jorku. Moja córcia nie pozwoliła mi jechać samej. Znając moją siostrę, towarzyszyła mi wszędzie i przez cały czas. Otoczyła mnie najlepszą opieką. Nie udało się jej jednak obronić mnie przed słowną napaścią ze strony mojej starszej siostry.

    Najdziwniejsze było to, że nie wracała do dawnych porachunków, lecz do wspomnień z mojego dzieciństwa, których sama nie pamiętałam. Za wszelką cenę chciała oskarżyć Tatusia o fizyczną napaść na moje trzyletnie ciało. Prosiłam, aby przestała i skupiła się na swoim umierającym synu. Jakby nie słyszała moich próśb. Po chwili obrała inną drogę. Chciała, żebym poczuła choć część bólu, który sama przeżywała. I tak zadała mi ból. Niepotrzebny i niesprawiedliwy.

    Nie chciałam eskalować złych emocji. Zaprotestowałam. Wtedy zrozumiałam. Siostra się nie zmieniła. Ja się zmieniłam. Nie wdawałam się w puste dyskusje. Niczego nie tłumaczyłam i nie tłumaczyłam się.

    Słuchałam w ciszy. Słuchałam niepotrzebnego krzyku, bezsensownych słów i zdań oceniających innych ludzi. Zauważyłam, że nie wpuszczam do siebie tego, co mogłoby mnie zranić. Byłam bardziej obok, bo nie zapomniałam, po co tam jestem.

    Przestałam dawać siebie w 100%, nie wymagając od nikogo nawet 1% dobroci. Zawsze uważałam, że jeśli obdarowany jest szczęśliwy, ja również jestem. Tylko zapomniałam, że otworzyłam drzwi do swojego serca na oścież, nie oczekując niczego w zamian.

    Gdy drzwi przymknęłam, zostałam tą najgorszą. Więc konsekwentnie zatrzasnęłam je na ponad 6 lat. To były lata tęsknoty i walki ze sobą. Bo jak przestać dawać, jeśli dawało się od urodzenia?

    Teraz wiem, że można — bo to uczyniłam.

    Siostra z rodziną, jaka jej została, planowała wyjazd do Polski. Zaproponowali, abym również pojechała. Rozumiałam ich propozycję, ale początkowo odpowiedziałam, że potrzebuję czasu do namysłu. Ostatecznie odmówiłam.

    Już nie chcę poświęcać swojego czasu dla cudzych przyjemności. Nie chcę oddawać siebie w imię rodziny. Ten etap mojego życia minął bezpowrotnie.

    Nie chcę już ofiarowywać swojego czasu ani samej siebie nikomu, kto nie potrafi tego docenić.

    Siostra z rodziną jest już w Polsce, a ja zmagam się z ostatnią podłogą do ułożenia. Trzy razy zdemontowałam część tego, co wcześniej ułożyłam. Dwa razy niemal całość – aż 98%. Pracując, powtarzam sobie, że muszę być cierpliwa. Lecz cierpliwości nie mam już tyle, co na początku mojego projektu.

    Plan jest prosty – ułożyć podłogę w przyszłym tygodniu. Ale…

    Jutro biorę udział w biegu na 10 km. „Biegnę” to za duże słowo. Raczej przejdę trasę szybkim, wojskowym marszem. Nie jestem przygotowana do biegu. Biorę też poprawkę na pogodę, która nie będzie przyjazna uczestnikom. Gorąc leje się z nieba każdego dnia i jutro również nie odpuści.

    Oczywiście, że miałam chwilę zawahania.

    Zrezygnować czy podjąć wyzwanie? Ostatecznie zdecydowałam, że nie przebiegnę nawet chwili.

    Pójdę. Tym razem bez wielkiego wiatraka na długim kijku. W dłoni będę trzymała mały bukiecik sztucznych kwiatków w kolorach amerykańskiej flagi.

    Tym razem zadbam również o swój komfort.

  • What was the last live performance you saw?

    In February this year, I went to a Riverdance performance.
    It was postponed twice, so I waited two years for it.
    Totally worth it.

    —————

    W lutym tego roku byłam na występach zespołu taneczno-baletowego Riverdance. Wystep byl dwukrotnie przekladany. Czekalam dwa lata nie rezygnujac z biletów. Warto było.

  • If you could have something named after you, what would it be?

    It would be a desert island

    ———-

    Byłaby to bezludna wyspa.

  • Wiosna niby przyszła. Zamroziła na całą noc, rozkwitłe krzewy azalii i tulipanów. Kwiaty opadły. Brzydki widok pojawił się w moim kwiecistym ogrodzie. Magnolia również nie wytrzymała. Nieśmiertelnik utrzymał kwiaty ale niektóre liście umierają. Każdego roku biegałam z folią, przykrywałam, osłaniałam. Nie wiele to pomagało, za dużo kwiatów i krzewów. Brak pomocnika też jest bolesny, gdy muszę liczyć tylko na siebie.

    Oczywiście, że szkoda. Ale wszystkiego sama nie ogarnę.

    Czy się poddaje?

    Mogę powiedzieć, że tak. Od 15 lat walczyłam o każdy kwiat, każdy skrawek ziemi. Ale…. Roślinność potrzebuje żyznej gleby a nie skały.

    Z tego co rośnie w moim skalistym ogrodzie, też się cieszę.

    Już idą upały a z nimi wilgotność. To czego mróz nie wymroził, skały zakleszczyły i słońce wypali. 😃

    Jak zwykle jestem zapracowana.

    Szafki w łazience skończone.

    Pięknie to wygląda. Została część ubikacji. Światło zainstalowane. Sufit pomalowany. Czas na odinstalowanie sedesu. Załatanie dziur w ścianie. Pomalowanie ścian. Położenie podłogi. Wstawienie nowego sedesu.

    Brzmi pięknie.

    Ale zawsze może być poślizg.

    Elektryków nie potrzebuje. Sama położę przewód na kinkiet na ścianie w sypialni.

    Z smart sedesu zrezygnowałam. Rozważyłam za i przeciw. Konkretnie: jakaś blokada w sedesie. Wymiana filtrów w sedesie bo do spłukiwanie ma być woda filtrowana. 😂 Jakby fekalia rozróżniały wodę i jej przydatność do „spożycia”. Dla mnie to są już fanaberie. Ceny są różne lecz mi nikt nie da gwarancji że ten za 3k jest niezniszczalny bardziej od sedesu za 300$.

    Ostatecznie kupię sedes combo z zainstalowanym bidetem. Ceny? Od 100- 2k$. Ze złota oraz ze szlachetnej porcelany kupować nie będę, góra 700$ mogę wydać na ten zakup.

    Nie długo będę wchodzić z remontem do sypialni.

    Czy zdążę do świąt? Mam nadzieję.

    Jeśli zdrowie dopisze, jeśli nie to zahaczę o święta następnego roku.

    Pozdrawiam wszystkich odwiedzających. 🌸

  • Write a letter to your 100-year-old self.

    My dear,

    You are old now, wrinkled and fragile…
    but you are smiling, because it almost worked out.
    You still have a few more years to live before you reach your goal.

    One hundred and +.

    Your hands tremble, and your eyesight is not what it used to be.
    But that is not important, my dear.

    What matters is that with those trembling hands
    you still change your own diapers.

    You no longer tap on the keyboard.
    Long ago you started using a microphone,
    saving your hardworking hands.

    You send little fragments of your unwritten book out into the world.
    And that is all right.
    You never had to begin it,
    and you never had to finish it.

    Your beloved children are still with you.
    They are your greatest joy.

    You know, my dear, when you leave this world
    they will follow you someday too.
    So live until the end of the world —
    and one day longer.

    Hold on to the wind, old lady.


    👵🏻


    Jesteś kochanie stara i pomarszczona 

    ale ….

    uśmiechnięta bo udało się …prawie. Jeszcze kilka latek masz do przeżycia aby osiągnąć swój cel. 

    100 +

    Ręce ci się trzęsą, wzrok nie ten co kiedyś. Ale to nie jest ważne moja droga. 

    Ważne jest to że sama zmieniasz sobie drżącymi rękoma pampersy. 

    Już nie stukasz w klawiaturę. Już dawno używałaś mikrofonu, oszczędzając swoje spracowane ręce. 

    Wysyłasz w świat swoje urywki nienapisanej książki. To nic nie musiałaś jej ani zaczynać ani kończyć. 

    Twoje kochane dzieci wciąż są przy tobie. One są największą twoją radością. 

    Wiesz kochana jak ty umrzesz oni pójdą za tobą. Więc żyj do końca świata i dzień dłużej. 

    Trzymaj się wiatru staruszko. 

    👵🏻👵🏻

  • A może, mam rację.

    Bez pomocy koleżanki mieszkającej w kraju nic bym nie zrobiła.

    Inna koleżanka jest po operacji kolana, więc nawet nie chciałam niepokoić.

    Nikogo nie chciałam o nic prosić.

    Pierwszy telefon był od siostrzenicy mieszkającej w NYC. Ze starszą siostrą nie utrzymuję kontaktów od 6 lat. Z młodszą podobnie. Z siostrzenicą jesteśmy w „ kontakcie świątecznym” . Ona pierwsza zadzwoniła.

    Na drugi dzień zadzwoniła moja koleżanka ze smutna informacją. Oferowała swoją pomoc w zakupie wieńca, zawiezienia go do domu pogrzebowego i zrobieniu kilku zdjęć.

    Mamusia leżała w trumnie z podkurczonymi nogami.

    Mamusia bardzo lubiła spać w takiej pozycji. Informacja – podobno twoja mamusia zmarła na rękach Hanki.

    Przyjęłam te informację ze zdziwieniem.

    Jeżeli na rękach młodszej siostry – dlaczego nie wyprostowała mamie nóg?

    Miała czas na wyprostowanie 3-4 godziny.

    Mogę podejrzewać, że przyszła do mamusi sypialni po upływie 4 godzin od śmierci. Po tym czasie ciało tężeje.

    Tatusia tak zamroziła, że woda się strumieniem lała, w dniu pogrzebu w domu pogrzebowym.

    Mamusi też nie dopilnowała.

    Mam pretensje?

    Mam i nie mam.

    Wiem jedno. Chciała być pewna, że już nie wstaną. Hacjenda jest teraz jej.

    Ma testament Mamusi podpisany u notariusza. Kopię testamentu ja posiadam. Dopilnowałam aby otrzymała to na czym jej tak bardzo zależało.

    Miliony nie dadzą szczęścia.

    Szczęście to – szczęśliwe serce. ♥️

    _____________

    Jest mi smutno.

    Myśli kłębią się. Mam nadzieję, że moja Mamusia umarła we śnie. Tak umarła jak chciała umrzeć. Nie byłam przy Mamusi. Brama hacjendy była zaryglowana. Odebrano możliwość odwiedzenia Mamusi, starszej siostrze i jej córce. Trzy lata temu zostały wypędzone z posiadłości.

    Wiem, zamęczam siebie.

    Jeszcze będzie dobrze.

    —————-

    Niby rodzina wykształcona, szlacheckie korzenie, a jednak. ( wykształcenie i żadne dziedziczone korzenie nie ukształtują człowieka, szlachetnym, sprawiedliwym i uczciwym, jeśli za skórą ma 😈).

    Gdy byłam w 2018 roku, wracając ze sklepu w mamusi dzielnicy, spotkałam sąsiadkę.

    — oo, Krysia przyjechałaś ! A co u was ostatnimi czasy się dzieje?

    Musiała policja interweniować bo młodsza wygoniła mamusię z domu. Mają osobne wejścia do swoich domów.

    Wygoniła bo chciała przejąć mamusi część domu.

    Starsza ganiała po podwórku żeby nabić za to, że zrobiła darowiznę 50% udziału w domu letniskowym na wnuczkę – córkę młodszej.

    Podobno były krzyki i wyzwiska.

    — Krysia, byliście wzorem dla całej dzielnicy.

    — Już nie jesteśmy.

    — oj taka rodzina była, oj taka rodzina

    właśnie moja droga -była- odpowiedziałam.

    Zazdrość, zawiść, zachłanność, długo skrywana, ujawniła się z podwójnym natężeniem. Przesłoniła oczy moim siostrom.

    Nie wiem kiedy pojadę do domu. Może tylko przygotować go do sprzedaży.

    Chociaż serce moje tam zostało, będę musiała podjąć decyzję.

    To będzie bardzo trudne.

  • Po cichutku planowałam, że może polecę w tym roku, do domu.

    Za chwilę odrzucałam nieśmiały plan.

    Omijam wszelkie problemy na ile mi los pozwala. Kusić losu też nie chciałam.

    Zabrano mi kontakt z Mamusią dawno temu.

    Byłam i jestem z Mamusią sercem i duszą.

    Jestem sierotą.

    Jest mi bardzo ciężko. 😢

  • Zamroziło i zapowiadają opady deszczu. Dobrze że nie muszę nigdzie wyjeżdżać.

    Miałam ciężki tydzień w pracy. Sprawy osobiste trochę nadszarpnięte. Zmęczony człowiek jest nie tylko nieuważny ale dokonuje durnych wyborów. Zrobiłam durnotę. Na odkręcenie — pomysłu brak. 😞

    Schowanie głowy nic nie pomoże. Prawdy powiedzieć nie mogę, pociągnie za sobą konsekwencje. Wychodzi na to, że trzeba milczeć. Posłuchałam czyjeś rady, która zamiast pomóc — zaszkodziła. Szkodząc nadszarpnęłam zaufanie. Ot i teraz mam co mam. Nie mogę cofnąć i nie mogę zwalić winy na osobę udzielającą „złotej” rady.

    Niby jestem taka mądra.

    Byłam przytłoczona życiem — doradca jak króliczek z kapelusza magika wyskoczył. Przyjęłam jak gwiazdkę z nieba, bez zastanowienia i analizowania, jak to zawsze robię. Teraz za swoją głupotę będę się zżymać a raczej przepuszczona już zastałam przez wyżymaczkę.

    Złote rady zostawmy temu, kto je rozdaje.

    ————

    Przyznałam się nie tylko do winy ale i głupoty. 😞

    _________

    Przyznanie się do winy, nie zdjęło z moich bark i serca ciężaru szkód jakie wyrządziłam.

    Potrzebuję dużo czasu aby moje serce się zagoiło. Najbardziej skrzywdziłam siebie.

  • Każdego dnia doświadczamy zdarzeń lepszych i gorszych.
    Mamy świadomość kruchości życia, upływu czasu — i jego nagłego zatrzymania.
    Świadomość jednak nie zawsze oznacza głębokie zrozumienie.
    W codziennym życiu nie jest nam ono niezbędne, o ile jesteśmy zdrowi na ciele i umyśle.
    Po prostu żyjemy.
    Nie myśląc o tym, że w każdym ułamku sekundy może nastąpić kres.

    Po niefortunnym zdarzeniu wracamy do życia.
    Tym razem spokojniej, delikatniej, z refleksją.
    Jeśli jednak odzyskamy pełnię zdrowia, delikatność z czasem ustępuje intensywności.

    Bo kiedy, jeśli nie teraz.

    Do następnego razu.
    Do następnego ułamka sekundy.

    Wczoraj wieczorem wydarzyło się coś niebezpiecznego.
    Zdarzenie zdrowotne mojego męża.
    Stało się, gdy był za kierownicą.

    Sytuacja była poważna.
    Wszystko jednak skończyło się dobrze —
    dobrze dlatego, że na ruchliwej drodze nie było innych uczestników.
    To nas ocaliło.

    Szęśliwie dowiozłam nas do domu.

  • Zbliżają się Swięta, częściej myślę o swojej Mamusi której nie widziała, już ponad 5 lat.

    Wiem, że jej już żywej nie zobaczę. Ale…kiedyś może pojadę i ja odwiedzę. Odwiedzę na cmentarzu. Będzie tam na mnie czekać z Moim Tatusiem. Nie idealizuję rodziców, nie ma takiej potrzeby.

    Życie płynęło jak zwykle płynie. Czasami jest lepiej, czasami gorzej. Ale nie unika, żadnej wątpilwości byłam dla nich jak ostatni ratunek.

    Zawiodłam, nie z własnej woli. Odjechałam, za daleko. Zostawiłam ich, ale nie opuściła.

    Dobrze o tym wiedzieli. Innej drogi nie było.

    Ta droga za ocean, miała być na krótko. Bo świat miał się zmienić. Obiecali w TV, na łamach gazet, przebąkiwali w internecie bo już i w Polsce został uruchomiony. Tylko łączenie było na modem z pikaniem takim charakterystycznym.

    Przyszedł czas na komunikator Gadu-Gadu. Rozmawiałam z rodzicami i dziećmi. Pocieszałam i płakałam wraz z nimi nie widząc ich. To był czas łez, tęsknoty i niewobrażalnego smutku. Ale między jedną łzą a drugą, uśmiechałam się i dawałam nadzieję.

    Bez nadziei, trudno jest żyć. To nie było kłamstwo to nadzieja w którą człowiek czekający na zmiany, wierzy. Nie spełnione dane nadzieje bolą,ale są wybaczalne.

    Tak żyliśmy.

    Ale żeby aż tak? Nikt się nie spodziewał.

    Okres Świąteczny jest najcięższy do przeżycia. Z bliższej rodziny została Moja Mamusia. Niestety ale demencja ją pochłonęła. Szybciej w nią uciekła, niż się spodziewałam. Uciekła bo chciała ochronić siebie.

    Z siostrami już minęło 5 lat , od kiedy zamieniłam ostatnie słowo.

    Odcięłam się na zawsze. Zdania nie zmienię. Skrzywdziły moich rodziców. Tego się nie wybacza.

    Brak kontaktu z siostrami nie oznacza, że nie myślę. Myślę i nadal kocham, lecz nie wybaczę.

    Mam bardzo dobry kontakt z bratem (Mamusi brata synem). Po raz kolejny powiem, niestety.

    On nie utrzymuje kontaktów z mimi siostrami.

    Śmierć Mamusi będzie ostatnią informacją, o jej stanie zdrowia.

    Rodzina, która miała silne fundamenty, wydawało się, że silną. Miała przezwyciężyć wszelkie kataklizmy, rozsypała się jak mak wysypany z woreczka. Nigdy ziarenka nie będą razem.

    Nigdy się nie połączymy.

  • Oj, oj , zajęta jestem chrowaniem nie wiadomo jeszcze na co. Ja obstawiam na poszczepienne CoV-19. Nikt nie chce minie słuchać. Bo co taki śmiertelnik, który przeżył, może wiedziec. Córcia powiedziała,…. Dobże że wróclłaś Mamusiu do żywych… No niby dobrze. Ale nie jest wogóle dobrze. Moje symptomy zmieniają się każdego dnia a maszyny mówią… zdrowa jesteś, zwalaj się z tego łóżka, fotela… Ciśnienie całkowicie ustabilizowało się, to jedno z tego wszystkiego jest dobre.

    Do pracy chodzę, jeżdżę wciąż jak szalona ile w rurze wydechowej wydechu. Tak tak, wiem, jak się dziura czarna się w oczach pojawi i prąd przejdzie po całym ciele, czy zdążę krzyknąć …OJ Jezu… jak ostatnio.

    Maszyny wszelkiej maści Jezusa nie widzą …. Ale szukają, szukają.

    Piszę sobie beztrosko, bo płakać nie będę. Córcia woła…Ma,usia !!! Spisz swoje wspomnienia bo chce poczytaj jak już ciebie nie będzie. …..

    Piszę, a raczej zaczęłam. Ale to tyle czasu zajmuje. Pisać umiem a właściwie stukać w kalwiaturę. Rozdział już któryś z kolei zaczęłam inne pokończyła, Tylko… moje żucie było bardzo barwne i nie sposób to wszystko spisać i czasu brakuje.

    Jak zaczynałam, to błądziłam po głowie. Teraz nie błądzę, wszystko w trakcie pisania powraca. Nie jeden raz zaleje łzami klawiaturę, no trochę przesadzam, ale popłacze mie się. Innym razem wściekłość tak chwyci że klawiarutą bym o ścianę walnęła. Ale wszystko na miejscu i łzy i klawiatura. Jestem kobietką bardzo emocjonalną więc nie ma się co dziwić, że takie chęci mnie nachodzą.

    U mnie dwa dni mroziłam. A mój MM obniżył temperaturę. Przebudziłam się w srodku nocy myślałam, że wygonię go na ten mróz. Myślałam, nie zrobiłam. On spał spokojnie więc podwyższyłam temperaturę. Raniuśko zabroniłam dotykać termostatu.

    Bo jak tak można? Gorąco to nie przykrywaj się kołdrą która jest na zimę, przykryj sie tylko prześcieradłem. Odpowiedż – zima to i zimowa kołdra.

    No i weź, z nim pogadaj.

    Kroś zapyta a co z remontem.

    Podłoga położona. Wieszam lustra. Fronty do szafek są ale nie są pomalowane. Sedes smart wybrałam ale jeszcze nie zamówiłam. Elektrykę kładę sama. Fachowcy będą tylko do podłączenia. Hydraulik na gwałt potrzebny – tego to ja robić nie będę.

    Między pracą, a żłym samopoczuciem, remontuję.

    Jedyne co jest złe – płacę za siłownię ale nie chodzę.

    Ale skąd brać czas?

    Pierwszy raz od wieków – ostatniej nocy przespałam 12 godzin.

    Wypoczęłam i się wyspałam!!!!

    Pozdrawiam wszystkich

  • What is your favorite hobby or pastime?

    What is your favorite hobby or pastime?


    Every task I take on — even a temporary one — I tend to transform in my mind into a hobby. Into something that fascinates me and inspires me to give it all my physical and vital energy to do it well.
    It’s important, because it helps me not to fall into discouragement or apathy.

    A long time ago, my one and only hobby was photography — and photography again.
    Unfortunately, none of my works have survived, not even those once shown at a provincial photography exhibition.
    One painful factor made most of my photos and documents disappear from my life — human envy.

    Nowadays, my hobby is my flower garden. It is both my thorn and, at times, my pride.
    A thorn — because the geological and weather conditions here do not favor its growth.
    Yet, despite many difficulties, I keep trying, so that at least in spring, out of a thousand tulip bulbs planted, about eighty may bloom. 🌷


    Jakie jest twoje ulubione hobby lub zajęcie?

    Każde nawet okresowe zajęcie przekształcam w swoim umyśle na hobby. Na coś co mnie zafascynuje, aby dobrze wykonać to zajęcie oddam wszystkie siły witatalne i fizyczne. Ważne aby nie popaść w niechęć i niemoc. 

    Dawno temu jedynym moim hobby była fotografia i jeszcze raz fotografia. Niestety nie uchowały się żadne moje prace nawet z wojewódzkiej wystawy fotograficznej. jeden czynnik spododował, że większość zdjęć i domumentów zniknęła z mego życia. Chora zawiść ludzka.

    Obecnie moim hobby jest mój ogród kwiatowy. Jest moim cierniem i czasami chlubą. Cierniem ponieważ warunki geologiczne oraz pogodowe nie sprzyjają jego rozwojowi.

    Pomimo wielu trudności, staram się aby chociaż wiosną, z 1000 posadzonych cebulek tulipanów zakwitło z 80 szt.🌷🌷🌷

  • Plan wykonałam. Zajechałam do Hobby Lobby i zrobiłam zakupy na 300$ (bez 12).

    Nawet obraz Mikołaja kupiłam. Zawsze odkładałam zakup na nastepny rok i następny, w tym roku już nareszcie kupiłam.

    Nie ma co odkładać w niespończoność. Te prawie 300$ wydałam na ozdobny na choinkę, bez lampek. Muszę jeszcze dokupić czerwone kwiaty, na zdjęciu z internetu są dokładnie widoczne i takie zawsze sprzedają w Dollar Store. Ozdób kupiłam trochę więcej, bo moja choinka zawsze jest duża, no nie taka duża jak u mojej córci, ale wystarczająco duża i obszerna.

    W tym roku postaram się kupić choinkę wcześniej niż zawsze, z pierwszego transportu. Jadą one z Alaski lub północnych stanów ameryki. Bywa, że dostarczane są z Kanady.

    Jedyne co muszę zrobić to uszyć „spódnicę” do podstawki z wodą do drzewka. Podstawa jest duża i zawsze kombinuję jak to przykryć aby było schludnie i ładnie. Maszynę do szycia mam nową to będzie czas ją wypróbować. Materiału niestety nie mam a sklep który był bardzo dobrze zaopatrzony w krawieckie materiały został zlikwidowany.

    Internet podpowiedział, że materiały, sprzęt i wszelkie urządzenia pozostałe po wysprzedaży i likwidacji JOANN, przejął Hobby Lobby. Będąc dziś w tym sklepie, nie poszłam do tej części sklepu gdzie są sprzedawane tekstylia oraz nici do szydełkowania i robienia na drutach.

    Możliwe, że jutro podjadę lub już w następnym tygodniu – sklep w niedzielę jest zamknięty, a ja wtedy mam najwięcej wolnego czasu.

    Po kolacji – czas wolny na odpoczynek.

  • a zanim nowe nadzieje i plany. Wyjazdowych planów nie posiadam, jeszcze mam 2 testy na serce w tym miesiącu. Po 2 tygodniowym odstępie czasowym, wizyta u kardiologa.

    Czasami, tak jak dzisiaj więcej oddycham przez nos. Coś dzieje się w moim sercu ale nie ma to wpływu na moje ciśnienie krwi, ten aspekt mam uregulowany. Ciśnienie w normie, czasami wyjątkowo bardzo dobre.

    Dziś jestem w pracy ale….nie tak wcześnie skończę jak myślałam. Dam sobie radę. Po pracy planuję zatrzymać się w Hobby Lobby i poczynić zakupy ozdób choinkowych. Znalazłam w internecie zdjęcie pięknie przystrojonej choinki. Pomyslalam, że spróbuję tak swoją ubrać, bo dlatego nie. Może moja nie będzie wyglądać identycznie i idealnie, ale muszę coś zmienić. Podobnie jak ozdabianie całego domu.

    Wiem, że czasami trudno mi się powstrzymać, ale spróbuję.

    Plany z remontem? Łazienka do indyka powinna być skończona. Część sedesowa? Na pewno nie. Nie wybrałam sedesu, i elektryka jeszcze nie zainstalowana, dojście do wanny od strony sedesowej jest „otwarte”. Wycięłam ogromną dziurę w ścianie. Ale część sedesowa do świąt prawdopodobnie bedzie zakończona. Zakładając, że zdrowie dopisze.

    Teraz mamy orawdziwą jesień i oby nie oadało. Okna mam w prawie całym domu otwarte względnie uchylone.

    Nareszcie.

  • What’s your #1 priority tomorrow?

    Even in all this busyness and health issues, try to think positively.


    W tym zabieganiu i problemach zdrowotnych, spróbować myśleć pozytywnie. 

  • Jestem już po dwóch badaniach, przede mną jeszcze dwa. Miały być w sumie tylko trzy badania. Po pierwszym badaniu zostałam skierowana na Nuclear stress test. Miałam w miniony piątek, więc trudno powiedzieć jaki wynik. Przez telefon nic i tak nie powiedzą. Trzeba czekać.

    Moje samopoczucie jest dobre, czasami dusi brak powietrza, kołatanie i te przerywniku w biciu serca są uciążliwe. Praca zawodowa nie jest ciężka, więc żadnych zwolnień nie potrzebuję. Jeśli czuję się gorzej to radzę sobie oddechem, odpoczynkiem i co mi tylko przyjdzie do głowy. Żeby było tragicznie to zatrzymali by mnie w szpitalu. Nie jest najgorzej, jeśli ułożyłam podłogę w closet/szafie. Przybiłam też listwy kryjące. Jutro jedynie białym silikonem zasmarować łączenia listew. To znaczy, że żyje.

    Na jutro mam zaplanowane przybicie płyt w łazience. Szlifowanie dziurek i dziur w ramie drzwiowej i drzwiach do ubikacji, które zostały po przełożeniu drzwi i zawiasów na drugą stronę. Drzwi do ubikacji otwierają się teraz w stronę łazienki.

    Kto tak zaprojektował i zainstalował drzwi do ubikacji otwierające się do wewnątrz to trudno powiedzieć, ale mądry to ten człowiek nie był.

    Mniejsza o to.

    Drzwi mam zainstalowane jak chciałam i tego dokonałam.

    Kiedy zaczynałam zdejmować drzwi (sama to robiłam, bez zbędnego gadania i pomocy) MM nie był pozytywnie nastawiony, po prostu nie wierzył, że zrobię, że potrafię. Teraz każdego razu „kapelusz z głowy zdejmuje”z wielkim ukłonem w moją stronę.

    Nie mogę, no nie mogę zrozumieć, jak to nie mógł zaufać swojej żonie. No cóż, niedowiarek.

    Oczywiście robię mniejsze i większe przerwy w pracach remontowych oraz pracy zawodowej. Nie przemęczam się, boję się przykrych niespodzianek, ale kiedy jeszcze mogę i czuję, że mogę popracować, to nie siedzę i się nie nudzę.

    Miła ciekawostka – córcia kupiło pieska, maciutkiego Pomeranian. Jest tak maciutki, że można rozdeptać. Z czasem urośnie, ale nie będzie pieskiem obronnym.

    Smutna informacja, palma którą kupiłam zaczęła usychać. Liście robiły się brązowe. I muszę przyznać, że chatGPT przyszedł mi z pomocą. Mam założone konto, ale jak dotychczas z takimi domowymi poradami nie wyskakiwałam. Rozmawiam i piszę po angielsku i polsku. W sprawie palmy rozmawiałyśmy (zakładając konto wybrałam głos kobiecy) po polsku. Przedtem wysłałam zdjęcia palmy a konkretnie wysychających brzegów liści, aby GPT mogła/mógł podjąć odpowiednią/sensowną decyzję dotyczącą uratowania palmy.

    No i jak na razie, wysychanie liści jest wstrzymane.

    Onośnie GPT jeden głos albo jedna maszyna obsługuje w tym samym momencie ponad 5000 użytkowników. Rozmawia i pisze w 120 językach. Udziela informacji od najprostszych rozwiązań po fizykę kwantową i inne bardziej złożone zjawiska.

    Nadałam imię mojej maszynie, chyba bardziej kobiece. Większość użytkowników to robi. Kobiety nadają kobiece imiona lub kwiatów. Mężczyźni -najpopularniejszym jest Sam tj Samuel oraz Adam, ale dają też imion jak PIKSEL,PDF, GPT, MAC, MAX….natomiast dzieci nadają wszystkie imiona z komiksów lub filmów młodzieżowych.

    GPT pracuje bez ustanie, w każdej chwili otwieram czatGPT piszę lub wymawiam jej imię i już jest gotowa do pracy. Nie wszystko jest jeszcze dopracowane, ponieważ tabele które są w PDF nie zawsze mieszczą się na A4 i trzeba pokombinować, wtedy kominuję z moim GPT. Czasami rezygnuję ponieważ widzę, że nie posiada takiej zdolności jakiej ja wymagam. Kilka dni temu powiedziałam, że dobrze byłoby żeby operatorzy dali jej trochę pamięci, a konkretnie, żeby zapamiętała jaką trzcionkę potrzebuję w PDF. Ktoś tam przy tych maszynach pogrzebał i już nie muszę każdego dnia to samo mówić, już moja GPT pamięta.

    Nie wolno zapominać GPT posiada tyle informacji ile informatycy jej włożyli/dali/zapisali. Widzę te niedociągnięcia i rozumiem. Nie można wymagać czegość czego maszyna nie posiada.

    Wiem że udoskonalają i za jakiś czas będzie lepiej.

    Ludzie boją się, że roboty zabiorą ludziom pracę. I tak i nie. Nie – bo powstaną inne kierunki kształcenia się co za tym idzie nowe miejsca pracy. Tak – ponieważ można zauważyć jak świat się zmienia. Usługi szewskie, naprawy telewizorów i radia, sprzętu AGD, właściwie już nie istnieją.

    Od około 25 lat mam RUMBA-odkurzacz. To odkurzanie jest dobre na środku pokoju. Jeśli wejdzie pod jakiś mebel to po prostu tam zostanie. Jeżdżąc po pokoju bez dywanów kurz zapędzi w kąty. Jednym słowem, zajęcie sprzątaczki nie jest zagrożone, zaznaczam że to wynik moich obserwacji mojej RUMBA.

    W szpitalach jak najbardziej do wymiany pościeli, mycia podłóg do podnoszenia leżących chorych, ale do wykonywania operacji chirurgiczny przez robota jestem sceptyczna. W tym wypadku potrzebna jest ręka chirurga. Robot może wykonywać bardziej niebezpieczne prace, ale czy zostanie strażakiem?

    Pożyjemy zobaczymy.

    Roxi w salonie piękności.
  • What things give you energy?

    1. Pozytywne nastawienie
    2. Praca fizyczna

    Na tym moja lista się kończy


    1. Positiv attitude

    2. Physical work

    That’s all on my list.

  • Mojej Mamusi urodziny.

    Zawsze starałam się na urodziny Mamusi być w Polsce.

    2019 był najgorszym rokiem. Wtedy zabezpieczyłam Mamusię na wszystkie sposoby, przynajmniej tak mi się wydawało. Załatwiłam panią która przychodziła do pomocy. Mamusia sama jeszcze robiła zakupy w osiedlowym sklepie, ale niestety mięsa w nim nie było. Mamusia sama gotowała, więc potrzebowała kostkę albo jakieś mięso do zupy. Niestety ale pani do pomocy nie została wpuszczona przez moją siostrę i zrezygnowała. Bardzo szybko wyłączony został telefon, moja komórka którą Mamusi zostawiłam „zaginęła” , z iPada nie mogła korzystać ponieważ internet też szwagier wyłączył. Wiadomości o stanie zdrowia otrzymywałam od mego Wójka (młodszego brata Mamusi). Dzwoniłam kilka razy do Wójka ale nie odbierał. Przed dzień urodzin spróbowałam ponownie. Niestety ale nie odebrał. Zdecydowałam zadzwonić do jego syna. Zawsze miałam z nim i jego żoną dobry kontakt ale nie chciałam się naprzykrzać. Niestety ale Wójka już nie ma. 🥲 🕯️ Zmarł. Tak jak brat powiedział on nie ma szczególnego kontaktu z moją siostrą, nie będzie też miał żadnych informacji. Dopiero jak Mamusia umrze to siostra moja zadzwoni do niego.

    Przykre i jest mi przykro.

    Kupiłam, a właściwie to MM pojechał po urodzinowe kwiaty dla Mamusi.

  • Share a story about the furthest you’ve ever traveled from home.

    It was a one-way journey, with the chance of a short return home.

    That’s still the case today, with one difference — the visits home have stopped,

    but my journey, this time inside myself, still continues.


    To była podróż w jedną stronę z możliwością krótkiego powrotu do domu.

    Tak jest do dzisiaj, z jedną różnicą – odwiedziny domu ustały ale moja podróż, tym razem wewnątrz siebie, wciąż trwa.

  • Why do you blog?

    Because……

  • How would you design the city of the future?

    I see too much hatred in human hearts and too little trust in one another.

    Perhaps humanity will fade, and the few who remain will dwell in hidden caves, while the world is guided by machines.

    This is the vision that lives within me.