Mój zegar…🕰

Mój zegar od tygodnia nie chce się przestawić na czas amerykański. Pierwsze dni budziłam się i wstawałam: 2am, 2:30-3am. Teraz jest znacznie lepiej, bo 4am nie jest tak źle. Tylko…. o godz 7-8pm, jestem bardzo zmęczona. Picie czarnej, mocnej kawy w gidzinach późno popołudniowych w niczym nie pomaga. No cóż, od jutra mam wolne od pracy zawodowe i może uda mi się przezwyciężyć ten uporczywy polski zegar. ⏰

Dziś żeby nie marnować poranka, upiekłam ponownie chlebek.

Chlebuś

Czas świąteczny zbliża się milowymi krokami. Zwyczajowo na Thanksgiving nic nie robię, zakupy mnie też nie interesują. MM gotuje, piecze, smaży. Moje zadanie posprzątać po gościach i włożyć talerze do zmywarki. Pracowite będę miała święta Bożego Narodzenia.

smogowe chrypienie

Pogoda  – jeden dzień deszczowy, reszta dni ładnych lub pochmurnych. Dało się przeżyć pierwszy tydzień. Każdego dnia miałam 2-3 kursy Coolkulturą (taxi). W czwartek miałam trzy kursy i strasznie padało. Wszędzie pomuro, mokro i nieprzyjemnie. Drugi kurs – młody chłopak za kierownicą, a że jestem gadulska, to i z każdym gadam i opowiadam. Rozbawiłam młodego czlowieka, a na pożegnanie i umilenie ponurego, mokrego dnia dałam 100% napiwek. Młody mężczyzna, odwrócił się do mnie, pokazał swoje śliczne zęb, urocze oczy i na prawde piękną twarzyczkę. Dziękował i dziękował…. Chociaż, moi wszyscy kierowcy, nawet ci starsi dają się wciągnąć  w moje gadulstwo. Polityka jak sie okazało, nie jest moim tematem tabu.

Wracając do młodego mężczyzny. Wieczorkiem zdaję relację z moich rejsów, mojej córci.

Od słowa do słowa. Okazało się że to jest jej kolega ze studiów w Polsce. Kończyli socjologię. Wysłała zdjęcie i….. to on, to on się rozkrzyczałam ubawiona. No, żebym wiedziała wcześniej, to dałabym napiwku i 200%. Jak na razie wszyscy wszędzie są mili i sympatyczni.

Ale....jeśli jesteś, miły, sympatyczny i uśmiechnięty, otrzymujesz to samo.

Jeśli jesteś wredny, niedostępny i gderliwy, otrzymujesz to samo.

Jestem….MIŁA, SYMPATYCZNA, SZCZĘŚLIWA, ŻYCZĄCA PANI W OKIENKU NA POCZCIE MIŁEGO WEEKENDU (zrobiła oczy jak u żaby w ciąży, lecz uśmiechnęła się i życzyła mi również miłego weekendu) TO…..OTRZYMUJĘ KAŻDEGO DNIA, RADOŚĆ I SYMPATIĘ OD INNYCH.

Nie ma czarów, a może jestem czarodzejką?????

Teraz o smogu i żabie.

Mój region jest płucami Polski.

Płuca Polski chorują i niedługo, nie będzie co leczyć. Smog który nie jest wyczuwalny mieszkańcom miasta, mnie zatruwa. Każdego dnia chrypie i mój glos jest jak skrzeczącej żaby. Nie jestem przeziębiona, gardło nie boli, ogólnie nic mi nie jest.

Tylko drapie w gardle i wcale nie od lodów lecz od smogu. MM nie poznał mego głosu,ale na video poznał swoją ukochana żoneczke. Spytał…czy zamieniam się w żabkę i czy będzie musiał mnie chrypiącą całować, bo to może byc zaraźliwe a nie prowadzące do przemienienia się w księżniczkę.

Osoby którym mówię o smogu, są zszokowane, bo przecież u nas smogu nie ma.

Palenie w piecach na osiedlach domów jednorodzinnych, samochody śmierdzące spalinami (bez katalizatorów), wyyyysokie kominy ciepłowni.

Dziś mieliśmy piękny słoneczny dzień. Otworzyłam wszystkie okna w domu. Z nastaniem zmroku trzeba było szybko i szczelnie zamykać. Kto i gdzie smrodzi nie wiem, ale nie dało się oddychać. I pomyśleć, kiedyś tutaj żyłam, w większym smogu.

Tylko teraz wiem, jakie jest powietrze bez smoga i jak pachnie deszcz.

Mieszanka spalin z deszczem mi nie odpowiada.

zabieganie….

Od soboty jestem w pędzie. Nic innego nie robię, tylko biegam po urzędach. Wykluczając niedzielę, która poświęciłam na (powiedzmy) odpoczynek. Wiele dokumentów zostało złożonych do róznych urzędów, a inne są w przygotowaniu. Oczywiście, że do mamusi zaglądam i pilnuję przyjmowania leku.

Poznałam już spychologię i ogromną niechęć w przychodniach lekarskich, jutro ponownie nie dam się odsunąć od okienka w rejestracji, ostatecznie zażądam widzenia z kierownikiem.

Mamusia przyjmuje w obecniej chwili leki i jest ciuteńkę lepiej. Już tak nie płacze. Będzie lepiej ale…nie trzeba spodziewać się cudów. Pamięć jest nie ta co kiedyś. Sprzecza się będąc pewną, że ma rację, po godzinie, przyznaje się, że jej się coś pokręciło. Powtarza się i powtarza i powtarza. Wiele dla niej już zrobiłam i między innymi i dla niej przyjechałam. Muszę odciążyć młodszą siostrę.

_____________________________

 

 

Syn upadł, było podejrzenie złamania, skończyło się na silnym zbiciu ręki. Posmaruje maścią i będzie wszystko dobrze, dostał zwolnienie na kilka dni. Przynajmniej odpocznie.

_______________________________

 

A moje samopoczucie? Psy nie biegają samopas, chodzę po ulicach spokojnie. Chociaż w torebce nosze odstraszacz na pieski. Miasto zmieniło się przez ten rok, nie powiem, że nie do poznania ale faktycznie, nie do poznania w niektórych reionach miasta. Podoba mi się bardzo. Chociaż ludzie narzekają, że beton. A mi się podoba. Zielone sa lasy i parki, których w moim mieście jest całe mnóstwo. Centrum ma być centrum,  wszakże jesteśmy w Europie. Trzeba iść z duchem czasu. Czasy mojej mamy, kiedy to furmankami jeździli,  już przeszły. Moje czasy to stragan na straganie i bazar w centrum, przechodzą. Teraz czas na młodych, a oni chcą inaczej i czegoś innego. I niech tak będzie. Nie można korzystać z komórki i jeździć furmanką, to jest stanie w rozkroku.

W więc, przy okazji popstrykałam trochę zdjęć.  Tak po prostu, na pamiątkę. Mam w planach wybrać się w niedzielkę rano w plener z aparatem. Ale co z tego wyjdzie, trudno powiedzieć.

 

Emocje….

Od dziś pakuję się sie powolutku. Już walizka  otwarta, wrzycam do niej rzeczy aby nie zapomnieć lub w ostatniej chwili przypomnieć. Patrzę, że mała walizka będzie za mała. Nie chciałabym brać dużej ale patrzę, że chyba nie uda mi się ciepłych rzeczy upakować do maciutkiej walizki. Jadę na dłużej i na zimne miesiące brrrr.

Nie to mi spędza sen z powiek, myślę o psach chodzących bez kagańca i bez smyczy, o tak przy nodze swego właściciela. Niby “pan” zna swego psa ale …. nie jestem w tym przekonana. Wiele czytam o pogryzieniach przez psy,  dzieciach i dorosłych, a nawet zagryzieniach. Mieszkam na obrzeżach miasta,  każda,  no prawie każda posesja ma szwędającego się pieska za ogrodzeniem. Czy tak trudno zapomnieć o zamknięciu bramy czy bramki i ….nieszczęście gotowe. Niskie kary w Polsce nie sprzyjają dyscyplinie. Kary powinny byc bardzo wysokie, które powinny zdyscyplinować właściciela psa  do opłat za leczenie i rehabilitację pokrzywdzonej osoby. Można by sobie pomarzyć. Do tego nie dojdzie, bo to niska szkodliwość społeczna. Nie wiem gdzie jest granica niskiej i wysokiej szkodliwości społecznej, przy tak zwanej niskiej szkodliwości, poszkodowany człowiek również cierpi. Czytałam paragrafy, czego można a czego nie można użyć do odstraszenia psa w Polsce. Jednym słowem – najlepiej  połozyć się w pozycji żółwia i czekać aż pies nas zagryzie bo … możemy zostać posądzeni o atak na psa. Ktoś mi powie…że tysiące ludzi chodzi i nic się złego nie dzieje…

Tysiące ludzi leży w szpitalach i o nich nie piszą, bo temat CIERPIENIE nie jest sprzedawalny.

Chyba po ulicach będę chodzić z serdelkami , może wysmaruję się jakąś maścią która odstrasza zwierzęta. No trzeba coś robić, aby wrócić w jednym kawałku do  swojego świata. Gdzie nikt na chama nie wyprzedza, nie przejeżdża na czerwonym a tym bardziej na pasach,  nikt nie zawraca na autostradzie i jedzie pod prąd, nie puści psa samopas aby “pobiegał” – kary powinny być dotkliwe, że zanim to uczyni zastanowi się 100 razy czy to się jemu opłaci.

W Polsce się urodzilam, szkoły pokończyłam, dzieci urodziłam ale…to był innym świat, mój świat, w którym potrafiłam się odnaleźć. Teraz panują w moim kraju inne prawa i zasady, całkowicie odbiegające od codziennego życia, coś nierealnego. Zastanawiam się komu to ma służyć. No cóz przez te 2 miasiące postaram się dostosować i nie zwracać uwagi na wykrzywione twarze kasjerek w sklepach, jakby miały za chwilę dostać paraliżu twarzy.

Wracając do walizki. Będę musiała postawić większą.

U mnie biegam jeszcze w krótkich spodenkach , a zięć w Polsce ogrzewanie w domu już uruchomił.

Oczywiście, że dam sobie radę.

Planowałam….

Zgadza się, zaplanowałam, że dziś ostatecznie zakończę prace nad ścieżką-chodnikiem. Prawdę mówiąc, to nie jestem taka pewna. Od kilku dni mimo polskiej wysoko ciśnieniowej atmosfery, ciśnienie krwi mi spada. Temperatura ciała również. Osłabienie z zimnymi potami mnie męczy. Nie mam zawrotów głowy ale stan lekko zawrotowy.

I po co planowałam? Wyszłam na zewnątrz, a zwykłe podlewanie roślin w donicach mnie męczy. Będę próbować ukończenie prac, nie wiem na ile mi się to uda. _____________________ Z jednej (lewej) strony dokończyłam. Została prawa, wejściowa strona. Tutaj mam bardzo dużą płytę do zabetonowania.

Słońce grzało ponad 36C a ja pracowałam. Pociłam się i ledwo nogi ciągałam ale…..SKOŃCZONE!!!!

Po powrocie z “wojaży” jeśli pogoda dopisze, trzeba będzie wymyć chodnik i pokryć specjalnym preparatem.

Mam już następny projekt do pracy. MM kupił mi już materiał i sprzęt. Ale….tym zajmę się po świętach.

Nadchodzi jesień

W moim ogrodzie już wczesna jesień. W tym roku wcześniej niż w poprzednich. Wiosna była ulewna ale lato suche, za suche i drzewna zaczęły gubić liście. Dziś po raz pierwszy tej jesieni, rozpoczęłam pierwsze dmuchanie liści. Scinanie małpiej trawy i innych ozdobnych.

Tak w tym roku wcześniej, bo gdy wrócę z Polski będzie już wszystko zasypane liśćmi. Tak, tak, muszę udać się do “paszczy lwa”. Czeka mnie ciężka praca. Wiem, że dam radę, długa podróż zawsze mnie przeraża.

Jutro i sobotę mam na ukończenie ścieżki. Został mi mały podest. No i uzupełnienie krawężników. Tak niewiele do ukończenia, a ja zajmuję się wycinaniem traw🤪.

MM też stoi z pracami malarskimi tylko on wraca na weekendy. Jak na razie postój.

“Ciekawostka”

“Dom, w którym mieszała królowa do wynajęcia. Cena zwala z nóg!”

Przeczytałam i zaczęłam się zastanawiać, co z tą królową jest nie tak, jeśli się wynajmowała. Jaki były jej obiwiązki i jakiego wynagrodzenia sobie życzyła.

Bo wiem – cena zwala z nóg, z wykrzyknikiem. Cena z uługi królowej, czy też tego domu w którym mieszkał królowa do wynajęcia.

Biedna musiała być ta królowa. Dom natomiast bogato urządzony. Oznaczałoby, że cena jej usług była odpowiednio wysoka jak jej progi.

Przecinek, kiedy należy go postawić.

Jeśli już osoby piszące artykuły do stron internetowych, powinny przed odpublikowaniem go, przeczytać.

Czytający nie musiałby się zastanawiać nad tym co piszący artykuł, miał na myśli.

Tutaj tytuł artykułu och wiem, że mogę się czepiać, sama popełniam błędy interpukcyjne i ortograficzne, brak mi stylu w pisaniu. Nie ukończyłam polonistyki, dziennikarstwa, czy fillologii, więc proszę wybaczyć moje byki piśmienne.

Jeśli otwieram książkę, to oczekuję prawidłowej składni zdań, sensu treści i na pewno nie oczekuję morza błędów.

Podobnie kiedy czytam gazetę papierową, która szeleści przy przekładaniu jej szpalt oraz gdy otwieram stronę internetową z wiadomościami z kraju i ze świata.

Kiedy chcesz poprawić humor zjedz coś słodkiego, jeśli chcesz go sobie zepsuć, czytaj artykuły pisane przez niedouczonych dziennikarzy.

“Szorowanko”

Kurze przemieszczam z jednego miejsca na drugie. Zmieniam pościel i pokrycia w gościnnej. Odkurzacz wyje. Zakupy pakuję do lodówki.

Biegam, skaczę, podskakuję.

Czas nagli!!!

Za chwilę, no nie tak za chwilę ale za 2,5 h MM zjawi się w progu ze swoją starszą.

Nie trzeba, nie musisz, to moja córka – słyszałam.

Ja to wszystko wiem… tylko musi być wszystko zapięte na ostatni guzik. Jutro ma być ugotowany barszcz czerwony. Ona lubi.

Jeśli moja córcia przyjeżdża, gotuję smakowitości i daję wałówę. W przypadku SCMM wałówy nie będzie. Smakowitości jak najbardziej. Rogaliki z serem i marmoladą śliwkową. Kupiłam dziś w Farmers Market, marmoladę śliwkową Babuni. Pierwszy raz takie coś zobaczyłam. Jeśli dobra to w przyszłym tygodniu tam wrócę i kupię … wszystkie słoiki zabiorę ile będzie tyle zabiorę😁

Skończyłam!!! Wszystkie łazienki są na tim top. Wszystkie sypialnie również. Kuchnia też.

No niech mi ktoś powie, że nie jestem przygotowana na przyjęcie gościa!!! Wyjmę swoje pif paf😁.

Jestem gotowa na prysznic!!! MM wciąż czeka na lotnisku na córkę, więc mam ponad 1h. Można zedrzeć skórę w tym czasie.😩

Doczekałam się!

Przywitanie było bardzo miłe i przyjemne.

Samo…chód

Zaczęło się wczoraj. Ot tak sobie prowadzę samochodzik. Po zjechaniu z jednej na drugą autostradę, samochodzik zadźwięczał, zapalił się znaczek na tablicy rozdzielczej. Żebym widziała go wcześniej…ale nie widziałam. Pierwszy raz ten znaczek się zaświecił. Zwolniłam aby dokładniej się przyjrzeć. Coś mi mówiło, że to podobne jest do silnika. Do pracy dojachałam szczęśliwie i zanim wysiadłam z samochodu, wyjęłam ze schowka instrukcję samochodową.

Miałam rację. Silnik. Ależ ja jestem mondraaaa🤪

Byłabym mądrzejsza gdybym znalazła problem, a jeszcze mądrzejsza i sprytniejsza żebym ten problem sama rozwiązała.

Po pracy zajechałam do Firestona. Odczepili klucz od samochodzika z pliku innych kluczy. Patrzyłam co ten fachman robi, rękoma kręcił kluczyk i kręcił. Wziął w swoją dłoń, poszed na firmowyk parking, gdzie stał zaparkowany samochodzik. Zrobiło mi się przykro, smutno i łzawo kiedy spojrzałam na plik kluczy, wśród których nie było już kluczyka samochodowego. Po formalnościach w serwisie samochodowym wyszłam na zewnątrz i poczułam się, bardzo samotna. Czegoś mi brakowało. Niezrozumiała sytuacja dla mnie. Nie zdarzyła się jeszcze taka sytuacja abym zostawiała samochodzik na całą noc. Strach mnie obleciał i normalnie się rozryczałam. Zdenerwowana nie potrafiłam nawet zadzwonić po taksówkę. Postanowiłam, że wrócę do domu pieszo. Około 10km w zależności jaką trasę bym wybrała. Więc idę płaczę, łzy ocieram. Czuję się bardzo nieszczęśliwa. MM wyśledził mnie aapce. Skąd u niego tyle cierpliwości do mnie, nie wiem. Tłumaczy mi, gorąco, daleko, buciki niewygodne, a ja …. marudna, nieszczęśliwa i płacząca. Ostatecznie zamówił mi z Bostonu taksówkę. Żeby nie ten upał. Ale gdy tak szłam to w głowę świeciło i łzy suszyło. Wtedy Tatuś mi się przypomniał. Wyszedł mój Tatuś na pocztę, zapomniał czapki, zignorował wiadomości i ostrzeżenia o upale i niewychodzeniu osób starszych na zewnątrz. To był pierwszy udar.

Zawróciłam do restauracji którą minęłam, skryłam się w korytarzu. Poczułam przyjemnu chłodzik. Już nie płakałam.

Kierowca taksówki spytał jak się czuję.

– bez samochodu jak bez rąk.

Wchodziłam do domku przez garaż, a garaż pusty. Niemiły widok.

Stres targał mną do chwili położenia się do łóżka.

Dzisiejszy poranek. Miałam dziś wolne od pracy zawodowej i chciałam dzień wykorzystać na dokończenie ścieżki. Niestety nie dokończyłam. Zapomniałam, że mam 2 zepsute piły do cięcia kamieni. Ależ się wkurzyłam! Dosłownie walnęłam jedną piłą o posadzkę w garażu. Nie nie rozpadła się na drobny mak ale i nie pozbierałam części. Nosiło mnie bardzo. Kiedy dostałam wiadomość, że samochodzik gotowy, nie czekając i nie marnując czasu pojechałam po odbiór samochodu.

Pogłaskałam mój samochodzik, uśmiechnęłam się do niego i wyruszyłam na zakupu.

Oj oj kasy to ja wydałam. Ale to z radości!

Ze smutku to ja nie potrafię chumoru poprawiać zakupami.

Reszta dnia wspaniała, szczęśliwa i radosna.

Samochodzik stoi w garażu i ta świadomość, że jest tutaj i że mogę go użyć w każdej chwili, robi mnie szczęśliwą.

Wspomnienia smaku i zachowań

 

Kilka ostatnich dni czułam się jakby ktoś powietrze ze mnie wypuścił lub spuścił, walec po mnie przejechał, stado koni mnie stratowało, przepuścił mnie przez magiel, krokodyl mnie przeżuł i wypluł. Tak się czułam i nic z tym nie mogłam poradzić. W południe nakładałam pidżamę i do łóżeczka wskakiwałam. MM w tym tygodniu pracował w domu, dziwił się i nie koniecznie. Podejrzewał przemęczenie.

A ja?

Może i przemęczenie ale, przez 3 noce budzić się około 2am to już było ponad moje siły. Przewracam się, walałam się w łóżku, oczy zamykałam i otwierałam, liczenie baranów i wspominanie upojnuch nocy, nic nie pomogło. Może właśnie wspominanie upojnych nocy nie pozwalało mi zasnąć do 5am.🤪 Kto wie? Bo zdarza mi się tak powspominać z kim i kiedy i jak…hahahahaha. Nie mówcie, że święci jesteście. Wśród żywych – świętych brak. Tylko są tacy co nie mogą lub nie mają z kim. Moja córcia nie raz prosiła…mamuś no spisz swoje wspomnienia, fajnie będzie poczytać… Chętnie bym i spisała ale…nie wszytko można powiedzieć, spisać, przekazać. Niech część zostanie tajemnicą. O nie, nie byłam rozwiązłą panną. Ale, miałam koleżankę co lubiła sex ponad dobre imię. Nie przeszkadzło mi to, zupełnie nie przeszkadzało. Tym bardziej jej to nie przeszkadzało. Gdzie ona to i owo robiła? Na klatce schodowej, w krzakach, pod drzewem, gdzie się dało i nie dało. Ale koleżanką była na prawdę super, do momentu aż…chciała złapać bogatego na dziecko. I tak została z tym dzieckiem sama, samiuteńka. Wróciła do domu z miejscowości uzdrowiskowej. Bogatego rodzice zabrali z sanatorium. W międyczasie upiekłam chlebek turecki oj oj paluszki lizać. Obiecałam MM, więc obiecane – dokonane. Całe ale to całe swoje życie odkąd pamiętam, obiecanego dotrzymywałam. Więc zrozumiałe byłam bardzo ostrożna w obiecankach. Obiecane – podane! MM zajada się chlebkiem w tej chwili. Pyszności, na prawdę pyszności! Z koleżanką drogi nam się rozeszły. Wyjechałam do Lublina zdawać na prawo a ona, kołysała swoją córkę. Z tego prawa wyszło mi lewo, bo nawet nie poszłam na egaminy wstępne na studia. Ale w akademiku mieszkałam w trakcie egzaminów. Poznałam Gienia i Miecia. Jeden jak i drugi mieli na mnie wielką chęć. Miecio to nawet zaprosił mnie do mieszkania w bloku i rozłożył wersalkę. Z tą rozłożoną wersalką zostawiłam go, zatrzasując za sobą drzwi. Gienio też miał nadzieję, zostaliśmy przyjaciółmi na dość długi okres. Ludzie szykowali się do rozpoczęcia roku akademickiego a ja pakowałam torby i walizy do powrotu do domu, jako marnotrawna córka. Rodziece przyjechali samochodem i zabrali mnie do domu. Pamiętam pierwszy poranek po przebudzeniu. Uczesałam się – zrobiłam sobie kucyki po obu stronach głowy i nic z tego nie robiłam, że cały rok akademicki przebąblowałam. Kiedy chciałam zdawać w czas i porę na uniwerek to, egzaminy zdałam, tylko zabrakło punktów za pochodzenie, miałam ogromny żal do rodziców, że nie są rolnikami zbierającymi płody rolne, robotnikami w hucie szkła, mebli lub w kamieniołomach. Świat, młody świat mi się zawalił. Idąc ulicą rzewnie płakałam, doszłam do domu, zmknęłam się w pokoju i nikomu nie pozwoliłam wchodzić. A przecież zabrakło mi tylko 2 punktów! I wtedy rozpoczęłam przygotowywanie się do egzaminów na studia w Lublinie na kierunek – prawo. I co z tego, że byłam przygotowana i byłam pewna, że egzaminy zdam. Po prostu, nie przystąpiłam do egzaminów, za to miałam prawdziwą zabawę.

Trzeci kawałek tureckiego chlebka pożeram. Normalna pychotka.

Wracając do mojej sex koleżanki. Kiedyś pojechałyśmy razem na Mazury a dokładnie Augustowa. Pole namiotowe, robiłyśmy namiot. Moja koleżanka nie wiem jakim sposobem ale przywołała już nie jednego chętnego na swe wdzięki. Tak jak ja przywołuję komary i inne owady, gady i wszystko co się rusza, oprócz facetów. Jeszcze nie zmrok a namiot na przeciw rusza się jakby huragan tam zawitał. I takim sposobem do mnie samotnej w namiocie zwitał, belg, francuz lub coś takiego gadającego po francusku. A że w tamtym okresie rozumiałam coś niecoś, co się do mnie mówi. Ale ten jegomość, nie powiem ale przystojny, młody i wyglądający na Apollo pokazuje mi prezerwatywę. Jeju jak ja się wściekłam, myślałam że go zmiotę z tej pięknej ziemi.

No nie dlatego, że gumkę pokazał, że śmiał myśleć, że zrobi ze mną barabara jak moja koleżanka w namiocie z naprzeciwka.

Nie jesteśmy żadnym odzwierciedleniem naszych znajomych!

Młodzieniec zachował się przyzwoicie i się ulotnił. Z rana zjedliśmy śniadanko przy wspólnym stoliku w jakieś knajpie i tyle go widziałam.

No i moja koleżanka tak wychowała swoją córcie i od tamtego “incydentu” nie koniecznie odechciało się jej ”amorów” . A że była pielęgniarką łapała ‘każdego chętnego doktorka. …To nie zobowiązujące…mówiła.

Żyłam już swoim i innym życiem niż moje koleżanki.

Moją sex koleżankę, spotkałam wiele lat później,  w szpitalu w którym leżał mój Tatuś. To była osoba całkowicie bezduszna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć, po prostu głaz.

Czy pamiętacie chlebek turecki? W moim mieście można było kupić w Delikatesach.

Zanim dochodziłam do bramki ogrodzenia pochłaniałam ostatnią kruszynkę.

Dziś z MM zjedliśmy jeden chlebek,  a piekłam jak nigdy przedtem,  w foremce.

 

 

Taki sam smak,  a może i inny bo dodałam kilka kropli olejku toffi.

 

 

 

Codzienne gadanie

Po przebudzeniu przeciągnęłam się jak kocica. Wolniutko, słuchając każdej kosteczki, czy aby nic nie gruchnie w tym moim spracowanym ciałku.

Dziś zrobiłam przerwę od cementu.

Wczoraj córcia jak i MM spytali…jak długo robię ścieżkę….

I to było pytanie za milion.

Przed Arubą czy po, rozpoczęłam? A może jesienią ubiegłego roku?

Zdawało mi się, że nad ścieżką klęczę, kucam i się pochylam od jesieni ubiegłego roku i wydawało się, że robię całą wieczność!

Sięgnęłam do notatek i ….. wielkie zdziwienie. Po ciśnieniowym myciu podjazdów, padio, decku i starej ścieżki, prace z cementem rozpoczęłam po 10 maja. Wyłączając lipiec ( stres związany z pogrzebem), nad ścieżką pracowałam tylko 3 miesiące.

Do ukończenia zostało mi jedynie 2,5-3m.

Poranek wspaniały ale robi się gorąco i nie tak praca fizyczna wykańcza jak gorąco lejące się z nieba.

Dokończę w piątek po pracy lub sobotę.

Czym bliżej końca tym bardziej zmęczona jestem i fizycznie i psychicznie.

Amber jedzie dziś na zdjęcie szwów. Jeszcze dywan w jadalni kuchennej musi być zabezpieczony specjalnym materiałam jaki używany jest do zabezpieczeń podłóg przed malowaniem sufitów i ścian.

Nie ciekawy to widok ale…dywan jest pluszowy i gruby, ciężko jest taszczyć go do prania.

A więc, dziś “odpoczywam”🤪

MM pomóg mi poprzenośić wielkie donice z tarasu. Malowanie tarasu wciąż trwa.

Po obejściu moich “hektarów” koło południa skryłam się w domku i teraz będę nic nie robić.

Nareszcie.

Prace budowlane

W świąteczny poniedziałek, pracuję i mogę powiedzieć, że dokańczam moją ścieżkę.

W tym tygodniu pogoda będzie wspaniała, więc jest nadzieja na całkowite ukończenie prac budowlanych.

Jestem już na ostatniej prostej!!!! Hurrrrra!!!!😁😁😁😁Oczywiście, że się cieszę.

W planach nie mam żadnych prac długoterminowych. Należy mi się odpoczynek.

MM szlifuje i maluje deck. Piękny kolorek dobrałam. Będę mogła siedzieć na decku i podziwiać😁.

Gryzonie…

Nie mam jak już się zabezpieczyć. W piątek rano przyjechała ekipa, opryskała moje pole. Więc zrozumiałe, nie wylałam żadnej chemii na siebie. Zanim rozpadało się układałam ścieżkę, zbliżam się ku końcowi. A że mieszkam wśród 40 drzew (czy one tak szybko rosną, czy źle liczyłam wcześniej, czy też doliczając się do 30tki przerwałam liczenie) to mam wszystkie owady, mniejsze i większe. Pracowałam w miejscu gdzie były i są siedliska małych czarnych mrówek. Przed pracą popryskałam odpowiednim preparatem miejsce mojej pracy.

Byłam pewna, że jestem bezpieczna. Tak, byłam pewna ale ta pewność sprowadziła mnie na ziemię. COŚ mnie ugryzło w nogę a dokładnie obok kości piszczelowej. W piątek spuchło …itd nie chcę już opisywać wszystkiego dokładnie ale… dziś niedzielka a noga w miejscu ugryzienia i wokół boli.

Bez lekarza to się nie obejdzie.

Uczucie swędzenia i bólu nie opuszcza mnie od piątku. Jednym słowem jestem podkurzona.

MM zamówił Ubera, trasa dom lotnisko. Nic nie zapowiadało żadnej tragedii.

Fajna uśmiechnięta kobietka. Żeby uroda równała się jej zdolnościom wycofywania samochodu to … ale niestety NIE,.

Track dostawczy, wogóle trudny do obsługi na takim górzystm i jak serpentyna podjeździe. Zmiotła mi dużą donicę z powierzchni zuemi, zmiażdżył, wbiła w ziemię i 2 lampy. Donica jak i lampy nie stały na jej drodze a jednak, jak patrzyłam na to co ona wyprawia – to stały. Dobrze że mi krzewów azalii z korzeniami z gruntu nie wyrwała które rosną około 2 m od wjazdu.

Takiej wściekłości u siebie jeszcze nie widziałam. Wkrzyczałam w swojej złości:

do męża, że żadnego napiwku ma nie dawać

do kierowcy (baba za kierownicą to nieszczęście gotowe) że … jestem wściekła i ma mi zapłacić za zniszczenia 70$.

Była zdziwiona że życzę sobie tak wiele.

Pojechali. MMowi wysłałam

…bezpiecznego dotarcia do lotniska….

Ustalenia z MM.

Pani kierowca Ubera ma zniszczenia odkupić i przywieźć.

W przeciwnym razie zajmie się tym kompania Uber.

Ale … jeśli ktoś myśli, że po tym ataku wściekłości noga przestała boleć, to się myli.

Może jutro będzie lepiej. Chociaż jutro jadę z nogą do lekarza i myślę, że nie będę w rękach jej niosła.

Jutro też mam wizytę u weterynarza, wyjęcie drenów u Amber.

W pracy muszę być 6:30am to około 1-2pm powinnam być wolna.

Jak ja to wszystko jutro ogarnę?

Amber

Kołnierz okazał się o wiele wiele za duży.

MM jeszcze się wściekł (co do niego nie podobne) kiedy recepcionistka zażądała zapłaty.

Też nie rozumiem, mały kołnierz, MM oddał, a więc można powiedzieć nastąpiła zamiana.

Ostatecznie otrzymał bez płacenia, tylko w ten kołnierz to 3 głowy mojego pieska mogą się zmieścić.

Kiedy założyłam kołnierz, głowa Amber opadła w dół.

Zdjęłam kołnierz, bo jak ma pies głowę utrzymać na odpowiednim poziomie, po pierwsze – ciężar ( nie jest ciężki dla mnie), po drugie – Amber jest na środkach znieczulających…narko…


A jeśli się uzależni i będzie chciała więcej i aby na nas wymóc, będzie nas podgryzać. 🤪🤪🤪🤪

To był żart oczywiście.


Nie ma to jak dobre pomysły. Nie pożałowałam bluzeczki, założyłam.

Mój piesek pod wpływem narko… wszystko ignoruje, jak widać. Ale reprezentuje się pięknie jak na damę przystało.


Wypiła chyba 😁 wiadro wody i teraz usnęła.

Nie, nie usnęła. Czyżby była na haju?😁😁😁😁

Cierpiąca….

Z planami jest tak, że mogą przewrócić wszystko do góry nogami. Dlatego też, nie lubię planować, tylko nie jest możliwym wybrać się w podróż bez planów. Zmówić bilet lotniczy, autobusowy, pociągowy😀. W moim przypadku lotniczy. Rezarwacja hotelu i zakup biletów wstępu na różnorakie atrakcje, również z wyprzedzeniem.

Cieszyłam się na ten wyjazd, lubię łazić po ulicach NY z rana, dzień i nocy. Wypić poranna kawę na Times Square a nocną na Brooklyn.

Zaglądać przez szyby wystawowe do wnętrza sklepów, liczyć przejeżdżające żółte taxi i zadzierać wysokoooo głowę licząc piętra wieżowców. Zmęczona po trudach zwiedzania, paść na ławkę w parku i obserwować ludzi przechodzących, odpoczywających….

Tak miało być…☹️

MM dzwoni i kasuje wszelkie rezerwacje.

Będę przez weekend i przez omal następne dwa tygodnie pielęgniarką dla mojej psiny.

Brzuszek ma cały w poprzek rozciachany, wstawione deny i … cierpi. Co chwilkę ją głaszczę i pocieszam, co z tego ona rozumie to ja nie wiem, ale cierpimy obie.

Ona po swojemu a ja … po swojemu.

Nie żałuję, że NY poszedł w odstawkę, teraz potrzebna jestem Amber i mam przy niej trwać, pomagać, pocieszać i dawać dużo miłości. Amber teraz mnie bardzo potrzebuje.

A NY będzie tam i nikt jego nie zabierze.

Ukończenie ścieżki pójdzie migiem. Mam pomocnika!🙃

Nie mogłam jej samej w domku zostawić. Niech chociaż popatrzy jak pracuję.


Niedługo pracowałam, ciepły deszczyk mnie przepędził. Międzyczasie ugotowałam obiadzik (tylko drugie danie). Po obiedzie rozpogodziło się, więc i narzędzia ponownie wyniosłam. Zanim nalałam wody do wiaderka, deszcz dosłownie lunął.

Nie, nie uciekałam. Fajnie było postać na deszczu. Posłuchać jego szumu i powąchać deszczowego powietrza. Co za radość dla ciała i duszy!!!


Teraz siedzę z lampką czerwonego wina i słucham ciężkiego oddechu mego pieska, czasami zakwili, podniesie główkę, popatrzy mętnymi oczyma i ponownie zapada w sen.

Jutro będzie lepiej.

Hieny…

Dziś zawiozłam moją Amber do weterynarza. Ma być przeprowadzona operacja wycięcia czegoś tam, co narosło w pachwinie,  wielkości pięści. Piesek już mało chodził. Więcej spała i marudziła. Tylko….koszt jest nieziemski.

Zaczęłam się zastanawiać, bo to na mnie MM zrzucił decyzję. Zadecydowałam, robić operację, teraz jak ta głupia będę musiała poczekać ze swoim zabiegiem. No cóż, mam miękkie serce, za miękkie.

Tylko jak ja zejdę z tego świata to i tak operacja pieska zda się na nic. Jak ja zachoruję to piesek mi szklanki wody nie poda.. i tak można dodawać gdyby, co by, jak by….

Zabieg zrobie po powrocie z Polski. Nic mi się nie stanie. Żyłam z tym kilka lat i pożyję jeszcze roczek.  Oczywiście jadę do Polski, tylko nie wiem kiedy.

Hieny rozszarpały po exie co się dało,  a czego się nie dało, to zostawiły. Włos na głowie się jeży, bo jeszcze hieny udają, że to nie one. No cóż, pojadę pozbieram, pozamiatam i wywalę.

Dziś po dłuższej przerwie rozpoczęłam dalsze prace nad ścieżką. Więc,  betonuję kamienne płyty a między nimi wsypuję lub upycham kamyczki.

Od poniedziałku córcia pracuje na innym stanowisku – dostała awans. Zadowolona i szczęśliwa moja córcia.

U syna rozpoczął się już rok akademicki. Jeszcze trochę i będziemy celebrować ukończenie uniwersytetu.

 

 

 

 

 

Przepis na chlebek

Mąka                   6 szklanek (szklanka 250g) pszenna lub chlebowa

Cukier                 1 łyżka stołowa

Sól                       2 1/2 łyżeczki

Drożdże suche   1 1/2 łyżka stołowa

Woda letnia         3 szklanki (szklanka 250ml)

Do wody wsypać: cukier sól i drożdze rozmieszać następnie wlać do przesianej mąki. Ciasto wymieszać łyżką tylko do połączenia składników. Ciasto ma być rzadkie.

Przykrywamy miskę szczelnie aby ciasto w trakcie rośnięcia nie wypłynęło. Zostawiamy opatulowne w kocyki  na 3 – 24 godziny lub dłużej.

Gdy nabraliśmy już chęci na pieczenie: nagrzewamy piekarnik do 22℃ lub 430℉.

Blat na którym będziemy pracować opruszamy mocno mąką, opruszamy również ciasto w misce i wykładamy ciasto na opruszony blat. Nakładamy rekawiczni aby ciast nie kleiło się do rąk. Leciutko rozlanym ciastem zbieramy mąkę i (jeśli można powiedzieć) ugniatamy. Dzielimy na 3 równe czesci i wkładamy do 3 keksówek po urzednim wyścieleniu folią aluminiową. Nie zapomnając o lekkim nasmarowaniu masłem lub margaryną.

Ciasta w keksówkach powinno być troszeczkę więcej niż do ich połowy.

Wstawiamy do piekarnika. Podczas pieczenia klikakrotnie 3-5 razy spryskuje piekarnik wodą. Oczywiście że woda skropli również i ciasto, nie ma obawy to tylko wyjdzie na dobre bo chlebek będzie bardziej mokry.

Chlebek ładnie podrośnie i piekąc się popęka tworząc chrupiącą skórkę.

Jak długo piec? To zależy od piekarnika. Gdy skórka się zarumieni można keksówkę wyjąć i sprawdzić chlebek od dołu ( czynić to w rękawiczkach). Jeśli spód jest biały, włożyć chlebek spowrotem do keksówki i chlebki przestawić na niższą półkę. Jeśli trochę spód i góra jest zarumieniona to znaczy że chlebek jest gotowy.

Czasu pieczenia nie sprawdzam, lubię otwierać piekarnik i cieszyć się zapachem świeżego chlebka.

 

Praca z rzadkim ciastem nie należy do łatwych, w przypadku tego chleba nie wolno dodawać za dużo mąki. Jeśli mąka pozostanie na wierzchu lub w środku ciasta nie panikować, zostawić. To jest urok tego chlebka.

 

 

Wieczorne wypieki

Wczoraj nie odwiedziłam siłowni ale córcia mnie odwiedziła.

Właściwie ją poprosiłam, namówiłam😁 nie tak dokładnie było ale coś w tym było.

W poniedziałek nie chciało mi się jechać do sklepu, oj jak się nie chciało. Śniadanko było bez pieczywa ale po wczesnym południu miałam chęć na kanapeczkę. Otwieram pojemnik a tam, tam chlebek kupiony 3 dni wcześniej, z zielonymi kropeczkami.

Z jednej strony większa chęć na skonsumowanie kromeczki chlebaka, z drugiej ogromna niechęć wyjazdu do sklepu przy omalże 40 stopniowym żarze na zewnątrz.

Wszystkie za i przeciw przeanalizowałam i padło

….upiekę chlebek i nigdzie nie jadę!!!!…..

Oczywiście wyjazd do sklepu trwał by niespełna 30 minut, pieczenie chlebka ….nie co … a może i dłużej niż te 30 minut😁🙃.

Pieczenie chlebka rozpczęłam po godzinie 7pm. Późno. Pierwszą piętkę bocheneczka schrupałam popijając mleczkiem.

Upiekłam 3 małe bochenki i na ten chlebek właśnie kusiłam córcie.

Przyjechała późno. Nie posiedziała długo bo na drugi dzień do pracy i wczesne wstawanie. Zapakowałam jej wałówkę. Z zadowoloną i szczęśliwą córcią się pożegnałam👋🏻.

Nie zawsze wszystko musimy mieć od razu i teraz, wystarczy cierpliwie poczekać a czekanie zostanie wynagrodzone.

Człowiek człowiekowi nie zawsze jest wilkiem

Pogrzeb ex był ładny. Tylko zawsze jest ale…. Koledzy exa mają mi za złe, że nie poinformowałam ich na czas.

Mam w takim razie pytanie….gdzie oni byli przez ostatni miesiąc….

Nie znam exa kolegów, to są nowi ludzie. Prawdę mówiąc nikogo nie musiałam informować o jego śmierci.

Tych których poznałam przez telefon w związku z jego śmiercią, to sępy. Dalsza exa rodzina to drapieżniki.

Najbliższą rodziną są moje/nasze.

Ale i do niczego zlatują się, już konta bankowe są zerowe. Kto miał dostęp i karty bankomatowe, wyczyścił konta do zera.

Nie liczyłam i nie liczę na majątek exa.

Niech mu ziemia lekką będzie.


Przez te problemy, nie miałam czasu cieszyć się z maratonu 10k.

Ukończyłam i nawet z niezłym wynikiem. Miałam wiele radości z uczestniczenia. Minęło.


Minęły moje i mego męża urodziny.


Powolutku wracam do normalnego życia, chociaż problemy mnie nie opuszczają (związane ze śmiercią exa).


Dzieciaczki zakończyły semestr letni. Szykują się do jesiennego.


A ja, ja biegam na siłownie i rzeźbię swoje ciałko.


Co dalej……kiedyś zasłużę na odpoczynek….

Nie wiem co dalej, no nie wiem. Pochować trzeba i zwłoki będą jechać z Irlandii pojutrze. Ile było z tym załatwiania i spędzonych godzin na liniach telefonicznych to ja tylko wiem.

Stress, ogromy stres towarzyszył i towarzyszy mi każdego dnia. Jestem zmęczona różnicą czasową. Pięć godzin z Irlandią a Polską 6 godzin. Wczesne wstawanie i późne kładzenie do łóżka nie jest moim przyjacielem.

23-24godzina to jest ok, ale 3 nad ranem to ciut przy późno. Tak jest od 9lipca.

Pogodziłam się ze śmiercią? Kto jest przyszykowany na śmierć swoją lub bliskiego, czy nie bliskiego? Kto w ogóle poczynia jakieś ku temu kroki? A szkoda, bo w moim przypadku testament, nawet na obcą osobe byłby ogromnym rozwiązaniem. Chociaż jakiś skrawek papieru ze spisaną wolą, rozporządzeniem ciałem po śmierci. Czy nie mógł chociaż tego uczynić? NIE!!!

NIC, dosłownie nic!!!

Więc…wyjmuję kasę z konta i opłacam transport ciała z Irlandii do Polski i pochówek w miejscu zamieszkania. Wyjmuję kasę i wynajmuję adwokatów. Uwierzcie nie łatwo znaleźć adwokata.

Nawet po śmierci mi dokucza, nawet po śmierci każe mi za siebie płacić. Nie mało zapłaciłam, wygnaniem, rozłąką i zdrowiem.

Uknuł najgorszą zemstę, nie wiem za co, na ostatnią swoją drogę.

Oczywiście, że pochowam, godnie pochowam.

Żal mi jest siebie i moich dzieci.

Mimo wszystko pochowam i pójdę na grób gdy będę w Polsce, bo jakże inaczej jeśli będzie leżeć w jednym grobie ze swoimi rodzicami a moimi teściami.

Nikt nie wie, jak mi jest ciężko i nie dlatego, że umarł.

Dlatego, że w ogóle umarł. Gdyby żył nawet wiecznie, nie miałabym tego bajzlu!!!!!

Wiele i o wiele więcej zostawił mi swoich problemów. Nie załatwionych spraw.

Ja to wszystko ogarnę. Tylko potrzebuję teraz odpoczynku.

Odpoczynku poproszę.

Gdzie sprzedaje się odpoczynek?????

Boże pomóż mi, proszę.

_________________

…. mamuś, już nam nic nie grozi…..

Tak to prawda moje dzieciaczki nic nam nie grozi fizycznie od NIEGO, ale od tego co pozostawił po sobie…..

Życie…..

Wiele dobrego i złego się wydażyło.

Życie….

Każdy ma swoje życie do przeżycia.

Zawsze mówiłam i wciąż mówię,

Życie Jest Improwizacją.

Nikt nie przewidzi zdarzeń jakie mają wydarzyć się w dniu jutrzejszym.

Jackowski przewiduje III wojnę światową w sierpniu ale, jeśli nie nastąpi, media przemilczą. Jeśli nastąpi to … również o nim zapomną, bo inne, bardziej sprzedawalne tematy ujrzą światło dzienne, i oby nie przerywane przez salwy armatnie.

Życie jest jak pajęcza sieć, powoli nas otacza, krępuje i pewnego dnia się rwie, nikt i nic sieci tej nie zdoła zreperować, połączyć nici. Zerwana jest, ostatecznie i na zawsze.

Jeśli coś z niej zostaje, to są tylko strzępy, wiszące ospale, zwisające i obślizgłe. Wspomnienia.

Nie powiem … kochajmy bo ludzie tak szybko odchodzą… w tym przypadku byłoby nie na miejscu.

Powiem… żyjmy tak aby pozostawić po sobie miłe wspomnienia.

O zmarłych nie mówi się źle … ależ ja nie mówię źle, z natury, pamiętam tylko co było dobre.

Jest mi przykro, smutno i mam pytanie… kto po tym zmarłym to wszystko posprząta?

Za kilka lub kilkanaście dni się wyjaśni.

Lilia

W ubiegłym roku miałam wszystkie białe. W tym roku mam jak na razie pierwszą i mam nadzieję nie ostatnią lilię RÓŻOWĄ.

Prawdziwe cudo!!!

Pierwszy raz w dniu dzisiejszym się uśmiechnęłam.

Miałam diabelnie trudny dzień.

Pewna informacja zbiła mnie nie tylko z nóg … 😢😢😢😢😢

Anomalia

Od miesiąca czekam na rozwinięcie się kwiata lilii. Kwitnienie lilii przypadało na początek czerwca, po 20-tym czerwca kwiat rozpoczynał proces więdnięcia i wysychania.

Ten rok nie sprzyja lilii. Pąki pojawiły się w maju. Wszystko wskazywało, że kwitnienie odbędzie się terminie lecz coś opóźnia ten proces.

Nie zauważyłam większych zmian pogody do lat minionych. Wiosna i jesień charakteryzuje się nasilonymi opadami deszczu, więc … nie powinien zaszkodzić lilii. Zimą śniegu, większego mrozu, marznącego deszczu nie było.

Meszkę, wczesną wiosną spryskałam. Ziemię nawoziłam ustałą wodą ze skorupkami jajek.

Pielęgnacja jak każdego roku.

Pąki lilii się nie otwierają.

Nie pomaga przewożenie donicy w bardziej oświetlone miejsca.

A może promienie słoneczne nie posiadają już odpowiedniego pierwiasta dla rozwoju roślin?

Bo czym taki stan tłumaczyć?

Pąki od miesiąca w stanie szczelnego zamknięcia.

Możliwym jest, że … wyschną przed pokazaniem swojego piękna.

Klucze nr 2

Dlaczego klucze są ważne?

Zawsze zostawiłam klucze od mojej nieruchomości młodszej siostrze lub mamusi. Teraz mamusię pomijam, przełoży i zapomnij. Chociaż ja mam dodatkowy komplet kluczy. Nigdy nie można niczego przewidzieć.

Wprawdzie woda, gaz, elektryka, internet odłączone ale nigdy nie wiadomo.

Teraz młodsza nie może znaleźć kluczy. W trakcie remontu, meble zmieniały miejsca a z nimi i zawartość szuflad.

Klucze są niezmiernie potrzebne. Młodsza będzie przechodzić procedurę jodowania i najlepiej jeśli kwarantannę 3-4 tyg. odbyła w odosobnieniu.

Więc, wyszłam z propozycją pomocy.

Na ten okres zamieszka w moim domu. W swoim domu siostra zostać nie może.

Teraz mam akcję, dzwonienia i wysyłania emailu do fachowców.

Do 3 lipca wszystko musi być uruchomione w moim domu. Gaz w piecu, woda ciepła i zimna w kranach, elektryka w żarówkach, internet w przewodach.

Szwagier musi wszystkiego dopilnować, w końcu swoją żonę w moim domu zostawi i ma się ulotnić.

Jak siostra jodowanie zniesie, nie wiadomo.

Co dalej z jej zdrowiem, również, wielki znak zapytania.🙁


Dom będzie już przygotowany na mój przyjazd. A kiedy pojadę? W tym roku na pewno, dokładnego terminu jeszcze nie ustaliłam.

Klucze

Pisałam już niejednokrotnie o swojej mamusi. Choroba jeszcze nie zadomowiła się w jej sercu i umyśle na stałe, są dni że nie krzyczy, nie wyzywa i wtedy jest moją mamusią.

Jak miło i przyjemnie jest z nią rozmawiać i widzieć na skype.

Potrzebowałam mamusi pomocy. Zostawiłam u niej swoje klucze. Położyłam obok kluczy starszej. Poprosiłam aby włączyła kamerkę na skype. Kilka minut instrukcji jak ma to zrobić. Ujrzałam swoją mamusię z uśmiechem na twarzy, bo się jej udało włączyć.

Żeby taki obraz trwał wiecznie. Wszystkie czynności o jakie prosiłam, wykonywała skrupulatnie, dokładnie i jest trudno uwierzyć, że jutro z tego obrazka i pięknych chwil może nic nie zostać a nastąpi “mgła” w jej umyśle.

Ostatecznie moje klucze odłożyła, starszej położyła do szafki na miejsce z którego wzięła.

Mamusia ma pięknie obcięte włosy, zakładała za ucho. Powiedziałam, że pięknie wygląda i ta fryzura jej pasuje. Nie było to żadne kłamstwo.

Uśmiechała się.

Jeju jak pięknie się uśmiechała.

Chciałam krzyknąć … mamusia bądż taka zawsze!!!!

Starałam się zapamiętać ten uśmiech, te wypowiedzi i chęć pomocy dla mnie w tak błahej sprawie, jak wyjęcie kluczy z szafki.

Może błahej dla mnie, mamusia była bardzo skoncentrowana, pokazując klucze w kamerce. Chciała z wielką dokładniścią uchwycić klucze abym mogła widzieć w malutkim oczku kamery ipada.

Cieszę się z tej chwili, cieszę się ogromnie.

Ta chwila na zawsze zostanie w mym sercu i pamięci.

Słoneczny czwartek

Po ponad tygodniowym i ostatniej nocy deszczu i ulewie, wyszło słońce. Słońce będzie świecić przez weekend lecz od poniedziałku, ponowne deszcze i ulewy. Upałów nie będzie 26C.

Dziś mam wolne od pracy zawodowej, więc szybciutko śniadanko i do roboty, budować ścieżkę. Muszę wykorzystać tych kilka dni bezdeszczowych.


Każdy ma inne hobby. Moje podzielone są na pory roku.

Zimą uwielbiam, normalnie pasjami uwielbiam oglądać christmasowe filmy. Mam takich kilka, że mogę, (często to nawet robię) oglądać każdego dnia. Co dzień ten sam film. Od kilku lat robię serwetę iglicą. Zimą wyciągam sprzęt i dłubię.

Wiosną lubię zabawę w ogrodnika, budowlańca, sprzątacza. Lubię też wiosenną kawę na decku, może to nie hobby ale tak to traktuję.

Latem? Moje hobby niknie i zdaję się na spontan. Co dzień przyniesie.

Jesień!! Och piękna jesień. Pasjami lubię jesienne liście ale ich nie kolekcionuję. Mam ich tak dużo, że bez sensu byłoby takie zbieractwo. Ponad 200 wielkich worów muszę zapełnić moimi liśćmi! Hobby? A dlaczego nie? Każdej jesieni to robię i z tak ogromnym zapałem, można by powiedzieć, że więcej niż hobby. 😁

Wiosna w pełnej krasie, raczej już lato o moje hobby jakim jest moja ścieżka nie ukończone.

Dziś zrobiłam 1m może 2 ścieżki i …. cieszyłam się jak dzieciak. Bo jakże się nie cieszyć?

Pogoda dopisała, zdrowie też, humorek wyśmienity i ja taka radosna przy mojej pracy/hobby.

Na jutro zapowiadają wspaniałą pogodę, więc takie prognozy jeszcze bardziej mnie cieszą.

Martwi mnie jedno. 4 lipca biegnę w maratonie 10k a nie jestem, całkiem, ani troszkę przygotowana. Chociaż … dziewczyna z pracy też biegnie ale … powiedziała że biec nie będzie, przejdzie tą trasę. To może i ja tym razem przejdę?

Zobaczymy.

Nie ważne z jakim czasem ukończę, ważne aby nie rezygnować.

I tego będę się trzymać.

Prześwietlenia kontrolne

Przed pracą zajechałam na kontrolne prześwietlenia. Nie miałam czasu na śniadanko, kawcie. Po drodze też nie zatrzymywałam się aby kawcie kupić, przy szpitalu była stacja benzynowa ale już brakowało mi czasu.

Myślę, że zdążę w drodze powrotnej zajechać do domku i wtedy do pracy pojadę.

Zależeć będzie od natężenia ruchu na autostradzie.

Nie ma problemu, gdzieś kawcie kupie.

Przeprowadzone badania przeszłam prawidłowo wszystko w normie, teraz prześwietlenia.

Następne mam wyznaczone na sierpień.

Mam nadzieję, że dzisiejsze prześwietlenia nie wykażą żadnych nieprawidłowości.


Zajechałam do domku jednak. Zmieniłam obuwie. Zjadłam kanapeczkę popijając kawą i pojechałam do pracy. W pracy zameldowałam się kilka minut przed 10am.

Pterodaktyle w ataku😂🦟🦟🦟

Zarzuciłam szlafroczek na plecki, na nóżki leciutkie kapciuszki i zbiegłam jak młoda sarenka po schodach na parter. Podniosłam żaluzje w jednych, a w drugich oknach otworzyłam. Zanim włączyłam czajnik z wodą na kawcię, wyskoczyłam na taras, patrzę przez mokre liście w niebo.

Słoneczko bardzo niezdarnie, ślamazarnie podnosi się do góry. Takie mokre, obolałe i jeszcze śpiące. Chciało mi się do tego słońca krzyknąć …WSTAWAJ !!!!! DO ROBOTY SIĘ BIERZ!!!!☀️☀️☀️☀️

Ale … słoneczko jest mokre od tego tygodniowego deszczu, ulewy. Po co ma się brać do pracy? Jeśli do południa ma padać.

Tylko komary krążą jak prehistoryczne pterodaktyle szukające swojej ofiary.🦟🦟

A moje nożki bez osłony, szyjka jeszcze pachnąca snem i rączki gołe, a jak któryś zajrzy przez rozchylony szlafroczek i dziabnie mnie? Więc czym prędzej uciekłam do mieszkania, omal nie gubiąc kapciuszków. 😁😁😁😱

Prac polowych dziś i jutro nie będzie.

Nie ma obawy. Znajdę zajęcie.

☕️Popijając kawcię, spojrzałam na moje psiaczki. No i …jest zajęcie! 🐩🐩Psiaczki będę kąpać, prać psiaczkowe poduchy, dom odkurzać, 🍞upiekę chlebek turecki i jutro córci podrzucę ( oj nie podrzucę – jest na diecie). Chlebka piec nie będę. 🚘To samochód ciśnieniówką wymyję – nie, nie wymyję – komary.

Nie ma problemu. Coś wymyślę.

Miało padać o 11 am i PADA!!!! 🌧🌧nawet 6 minut wcześniej. Lać będzie do 7pm. Słońce skryło się za chmury i nastała ciemność. Tylko dinozaurów maszerujących, sapiących, ociekających potem i ziejących ogniem brakuje. Gdzieś w oddali słychać groźne grzmoty.⚡️

Oczywiście, jeśli nic w appce nie zmienią i się chmury nie rozejdą.

Dosłownie kilka minutek przed deszczem, kiedy to jeszcze chore od deszczu słońce świeciło, wyskoczyłam na “pole” w poszukiwaniu kropel deszczu. 🦟🦟🦟Komary nad głową krążyły. Dziwne, bo te komary są chyba również chore, nie uprzedzają swoim dźwiękiem, że się zbliżają i jak odrzutowce spadają, gryzą i nawet nie wiem, umierają czy żyją dalej.


📞Córcia zadzwoniła. Prosi o poradę. Analizuję w głos, ostatecznie mówię…dasz radę, składaj aplikację… pobiegła do głównego menagera. Powtórzył moje słowa.

Córcia będzie starać w swojej firmie o 2 szczeble wyżej. 😱

Może się uda, nic przecież nie traci.

Znów mamy nadzieję.

Program MBA rozpoczyna w tym tygodniu.


Pieski wykąpane pachnące i czyściuteńkie.

Czas na odkurzanie domku.

Przed sprzątankiem, położyłam się na chwilkę odpocząć. Tak się wydaje ale cały dzień na nogach. Ciągle coś nieplanowanego robię.

Udeptałam się – jak moja babcia mówiła.


Przez to udeptanie zasnąć nie mogłam.

Młodsza siostra

Lubię wyjeżdżać na niedzielne śniadanko, ale w deszcz wolałam zostać w domku. MM już od wczesnego poranka pracował przy swoich ekranach komuterowych. Zlazłam w pidżamce do kuchni i pomyślałam..co się ze mną dzieje na stare lata, nawert szlafroczka nie narzuciłam?

Oj niedobrze, niedobrze. …Poranek upłynął przy kawce, czytaniu nowości ze szpalt gazet, wymianie opinii na tematy, różne i ogólne.

Śniadanko skończyłam, wskoczyłam pod prysznic, włoski ułożyłam i już wyglądałam na osobę, która może się uśmiechnąć w lustrze do siebie.

Niedzielka nie była długa, MM w południe zaczął pakowanko bo dzisiejszego dnia wyjeżdżał wcześniej to oznaczało,  że i wcześniej zostanę samotną kobietą w deszczowy niedzielny dzień.  Nie byłam całkowicie samotna, dzwonek … młodsza zadzwoniła, przegadałyśmy ponad 2 godziny.

Bardzo się cieszę. Brała udział w zdjęciach do filmu. Zdjęcia mi szybciutko przesłała i mogłam podziwiać.

Ucharakteryzowana była na wieśniaczkę, ….wyglądała prześlicznie, cudownie, bosko.

 

Zdjęcia wykonane zostały na planie filmowym oraz mieszkaniu siostry. Nie pytałam o pozwolenia ujawnienia twarzy, więc zgodnie z brakiem upoważnienia, zamazałam.

Nigdy w życiu nie widziałam takich ubiorów. Możliwe, że kiedyś rodzice wozili mnie na wieś, ale nie pamietam.

Rozmawiałyśmy również o mamusi. Która ma starczą demencję. Mieszkam za granicą, na co dzień z mamusią mieszka moja młodsza siostra, której jestem bardzo wdzięczna za jej codzienny trud opieki nad mamusią, za rozumienie potrzeb starszej osoby, za wysłuchiwanie wszelkich obelg, za znieważanie i brak szacunku dla niej i jej męża. Choroby wieku starczego zabierają nam rodziców, mimo że są oni z nami, ale ich nie ma. Mogę powiedzieć, że rozumiem, ale czy na pewno rozumiem? Rozmowa przez skypa nawet każdego dnia nie jest równoznaczna z byciem obok. Można nacisnąć “rozłącz” i….po kłopocie. Mimo to, że jestem daleko, jest mi bardzo ciężko i przykro. Kiedy mamusia 4 tygodnie temu zaczęła się wyrażać i obsypywać obelgami, rozłączyłam się. Oczywiście, że przeżyłam bardzo. Moja mamusia nigdy w życiu się nie wyrażała, w moim rodzinnym domu, wyraz ..cholera.. był wyrazem obraźliwym, grybiańskim, chamskim.

Co dalej? Nie wiem. Wprawdzie mamusia nie ma Alzheimera, ale i demencja starcza to nie jest miód i czekolada. Przeczytałam niedawno artykuł/wywiad o Alzheimerze, pozwoił mi dużo zrozumieć. Polecam link…

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24810320,opiekunka-na-sile-wpychala-chorej-na-alzheimera-lyzke-z-jedzeniem.html  

 Niedzielka dobiega końca.

 

 

Ciąg dalszy deszczu⛈🌩⛈🌩⛈🌩⚡️⚡️⚡️⚡️⚡️⚡️

Tak jak zamówiłam, to mam. Deszcz a nawet ulewę z grzmotami. Poranek, ciemno na zewnątrz. Psa nie wygonisz.

W taki ciemny dzień zimą najlepiej spędzić przed kominkiem.

Jest +25C, w kominku nie rozpalę☹️.

Oświetlenie w domku włączone a okna pozamykane 100% wilgotności.


Późnym wieczorkiem przestało lać. Zapowiadają opady nad ranem i niedzielę.

No coż, zamówienie w 100%wykonane😱😱😱😱

Mój przyjaciel deszcz

Jedynie poniedziałek był dniem pracy na yardzie, powiedzmy popołudnie. Od wtorku deszczyk kropił, co nie pozwalało mi na wyjście na ścieżkę.

Cichutko myślałam,….aby deszczyk padał jeszcze dłużej i dłużej. Zregeneruję się, odpocznę, poleniuchuję.

Moje zamówienie na deszcz zostało zrealizowane. Każdego dnia padało. Dziś piąteczek i PADA!!!!

Pada moje zamówienie wielkimi kroplami i … z szumem.

O to mi chodziło. Chodziło mi właśnie o to!!!!O deszcz, deszczyk, deszczunio.

Nie wyjdę na yard, nie wyjdę do kwiatków, ale odpocznę.

MM nie jest zadowolony, planował dalsze cyklinowanie tarasu. No cóż, deszczyk sprzyja w ten weekend tylko dla mnie.

Będę się nudzić, marudzić, siedzieć, leżeć…

Zasłużyłam na dłuższy odpoczynek. Odpoczynek wprawdzie wymuszony, ale …cieszę się.

 

Ma padać aż do czwarteczku. No i super !!!!

Robota nie zając nie ucieknie. Tak kiedyś mówiono. Jestem z tych starej daty, więc nie zapomniałam o dziwnych dla młodzieniaszków powiedzonkach.

A co, kto mi zabroni używać durnowatych powiedzonek.

Czy sie stoi czy się leży stówa się należy. Nie wiem kto to mówił ale chyba ci co rowy kopali.

Przecież i ja zaczynałam kiedyś od malarza wiejskiej świetlicy, w której po jej wymalowaniu nie potańczyłam. Później byłam na zastępstwie kierownika brygady remontowej. Oj pamiętam jak wszystkich fachofców z pod ciemnej gwiazdy wyciągałam z knajpy z piwem. Nie mogli się doczekać kiedy kierownik wróci do pracy. Dosłownie stałam na fachofcami z pod ciemnej gwiazdy i sprawdzałam każdy centymetr wykopanego dołu, położonej w tym dole instalacji wodociągowej. Odetchnęli kiedy odeszłam, a odeszłam wtedy już do kuratorium. A tu spotkałam mego nauczyciela wf-u. To u niego i pod jego okiem skakałam najwyżej, najdalej i biegałam najszybciej. Skoki żabką nie były dla mnie żadnym ciężarem.

To był skok z pozycji kucznej,  i jak najdalej. Brałam udział w zawodach spotowych, należałam do klubu sportowego.

A teraz skaczę jak koza w rytm muzyki. Dajcie mi tylko partnera do tańca. No niestety MM jest… nieczuły, lekko mówiąc na rytmy muzyki. A przecież uczył się gry na flecie.

 

 

Podziwiam ruchy w tańcu, muzykę, delikatność, erotyzm, uniesienie, duchowość, rytm i cud kroków tanecznych.

 

Wszystkie video pochodzi ze wschodu. Nie mam żadnych uprzedzeń do wschodu, nie mam żadnych uprzedzeń do zachodu, nie mam żadnych uprzedzeń do północy i południa. Kocham wszystko co jest piękne i wesołe. Uwielbiam taniec, ten erotyczny również, bo dlaczego nie. Tylko trzeba znać granice. Jeśli je sobie postawimy, jesteśmy bezpieczni.

Każdą granicę można przesunąć, ktoś powie. To zależy od nas samych. Niektórzy nie mają granic i moim zdaniem źle kończą.

Źle dziś nie skończę,nie ma obawy, ale poskakać muszę bo od poniedziałku tylko walałam się w łóżku. Muszę spalić energię.

A deszcz pada i pada i tak będzie padać.

Nie ma to jak zatańczyć w rytm “spadających kropel deszczu”. A więc będę tego wieczoru skakać i tańczyć.

 

 

 

Gdy kobieta tańczy, tworzy sztukę, a zarazem staje się bardziej zmysłowa.

 

 

 

 

 

Dzień Dziecka🍼🍼😁😁😁

Z raniutka popracowałam troszkę, na i nad ścieżką. Umówiona byłam z dziećmi o godzinie 5pm w restauracji, więc czasu miałam dość na prace na yardzie i przygotowanie się do wyjścia.

Wyliczyłam, że nie będzie tak łatwo z ukończeniem. Ten tydzień mam pracowity, zawodowo.

Jedynie po pracy, kiedy słońce będzie bardzo wysoko, no i oczywiście bardzo gorąco.

Mam nadzieję, że wiatrak i ustawiony parasol spełni swoją rolę, ochłodzi i zatrzyma promienie słoneczne.

Jeszcze jedno, czy będzie mi się chciało wychodzić w ukrop panujący na zewnątrz?

 

 

 

 

 

 

Wypiękniłam się i spotkałam się z dziećmi. Bardzo milousio spędziliśmy czas. Moje dorosłe dzieci nie spodziewały się żadnych prezentów ale…ja jak zwykle, wręczyłam kopertki. Bo co można kupić dorosłym dzieciom? Kiedyś …jakiś samochodzik, skakanka, lalka, lego itp…. było miło widziane, później książka czy też gra komputerowa. Z wiekiem, zainteresowania oraz potrzeby się zmieniają. Każdy grosik się przyda, więc postanowiłam wręczyć kopertki. Kwota była w obu kopertach jednakowa.

Nie obyło się bez zdjęć.

Obok mnie stał syn a obok niego moja córcia.

Poprosiłam młodą osobę o pstryknięcie zdjęcia na pamiątkę.

Ot i cała JA.

„bombardowanie”

Mam zaplanowaną wizytę u lekarza. Należy się badać. Lepiej wcześniej wykryć chorobę, niż przez zaniedbanie skrócić sobie życie. Założyłam, zaplanowałam i chcę, dożyć 106 lat, w zdrowiu i ogólnie dobrej kondycji fizycznej, psychicznej i umysłowej.

Więc … trzeba działać!

W pierwszej kolejności przebadać ukryte narządy.

Dziś wizyta, a smsy dostaję już od środy. Smsy przypominające ,

wczoraj telefon.

Wprawdzie jestem przyzwyczajona do takiej opieki lekarskiej ale dziś o 8am to już przesada. Mogłam wprawdzie wysłać smsa STOP, ale… chcę sprawdzić czy na godzinę przed wizytą, maszyna wyśle mi smsa.

W planach mam też kontrolę uzębienia, ogólną kontrolę krwi itp.

Ok, czas wyskakiwać z łóżeczka i do lekarza jechać.


Więcej smsów nie otrzymałam. W recepcji wręczono mi mały komputerek, na ekranie miałam klikać odpowiadając na pytania. Po zaakceptowaniu lub odrzuceniu pytań, otrzymałam 3 kartki z następnymi pytaniami. Rozumiem, gdybym była nowym pacjentem, pytania jak najbardziej niezbędne. Jestem, powiedzmy stałym pacjentem i uważałam, że pytania są powielane. Oddałam kartki z uwagą….jestem zmęczona odpowiadaniem na pytania, doktor powinna posiadać moją zdrowotną historię na swoim komp…

Historia naszego życia jest niezmienna, więc w jakim celu te informacje?

Niby komputeryzacja jest zaawansowana, roboty, sztuczna inteligencja a w dalszym ciągu kartki i długopisy są w użyciu.


Skierowanie na badanie/prześwietlenie ostopenii i mmomogram, dostałam. Ostatnio było wszystko w normie. Ale trzeba się przebadać.

Ustaliłam już termin prześwietleń, za dwa tygodnie. Ogólna kontrola za miesiąc.


Po powrocie od lekarza wyszłam na moją ścieżkę. Maciutki kawałeczek ścieżki zrobiłam. Podążam małymi kroczkami do zakończenia. Nie jestem pewna czy do 4 lipca ukończę, chciałabym.

Ciężko pracować na kuckach lub kolanach. Pozycja kucki, bardziej mi odpowiada, klęcząca -nprzeszkadzają mi nogi wyciągnięte za mną.

W pozycji kucki (szukałam w internecie, bardziej opisową i ładniejszą nazwę , nie znalazłam) pracuję od 3h do 5h. Zależy od dnia, kolana bolą.

Na noc musiałam użyć kremu na moje kolanka.

Maszyna też nie będzie pracować, bez odowiedniej konserwacji.

Pokaleczona i pokonana☹️🤕🤕🤕🤕

Tam gdzie drzew nie rąbią to i wióry nie lecą. 

U mnie prawie, mówię prawie tak było i jest. Żyć bez pracy nie potrafię.

Czy to dobrze, czy źle, że bez pracy nie potrafię, to nie wiem. Dziś … mam wolne od wszelkiej pracy. Jeśli postanowiłam odpocząć to znaczy, że zamęczyłam swój organizm. Nareszcie znalazłam czas na siedzenie przed monitorem i klikanie, publikowanie zaległych postów, odsapnięcie od fizycznej pracy na yardzie. Nie zdarza mi się spać tak twardo, żeby nie słyszeć jak ktoś chodzi po sypialni i łazience. Nie słyszałam otwieranych drzwi. Nic się nie stało bo MM w domu, a chodził pracownik od sprejowania domu od wszelkiego robactwa. Z tym, że mnie co innego zmartwiło. Nie słyszałam, nie usłyszałam otwieranych drzwi. Po przebudzeniu nie zerwałam się jak zwykle, tylko leżałam w łóżku dość długo. Leżenie mnie niepokoi, a nie szwendanie się faceta. Nikt mnie nie podglądnie, śpię w podwójnej pidżamie i ciepłych skarpetach. Co to znaczy podwójnej? Najpierw nakładam lekką letnią pidżamkę (krótkie spodenki i koszulka do tego ciepłe skarpetki). Na to nakładam ciepłą pidżamę (dłubie spodenki i góra z długim rękawem). Bo…jeśli będzie za gorąco w nocy, to zdejmę ciepłą pidżamę i zostanę w letniej. Tylko, zdarza się to, czasami. Więc, nikt podejrzeć nic nie może, bo od stóp do szyji jestem opatulona. Na to idą dwie kołderki, pierwsza letnia i druga zimowa.

W domku nie jest zimno bo 23-24ºC, nie jest -20ºC.

No cóż, tak to ze mną jest.

 

Zacznę od palucha u prawej stopy. Nie jest z nim tak wspaniale jak powinno. Jest czarny, ale paznokieć nie schodzi i całe szczęście, nie boli. Jeszcze palca nie zagoiłam a zostałam napadnięta przez kota. Wydarzenie to miało miejsce 15 maja (trzy tygodnie temu). Kot mnie bardzo podrapał. Kolano i całą prawą rękę. Zadrapania były głębokie a najgorsze, że kot wsadził pazura w środkowy palec prawej ręki tak bardzo głęboko, że nie mogłam się uwolnić. Trzymając pazurem moją dłoń, drapał wszędzie gdzie popadnie. W pierwszym momencie nie potrafiłam ręki wyszarpać, bolało. Odciągałam dłoń od jego zębów, bałam się pogryzienia. Ostatecznie dłoń wyszarpałam. Krew z palca lała się strumieniem. Ból przeokropny. Zalałam wszystkie rany alkoholem medycznym a starałam się krew zatamować. Nie potrzebny był lekarz. Udało się, ale…palec boli do dnia dzisiejszego mimo że ranka zagojona. wiem, wiem nie podchodzi się do cudzego kota. Ten kot zna mnie od 7lat. Mimo to zaatakował. Moja córcia jest kocicą, uwielbia koty i je rozumie, ja niestety i stety do kotów podchodziłam zawsze z rezerwą. O tym że nie rozumiem kotów to już nie muszę wspominać. A więc córcia stwierdziła…dobrze, że nie pogryzł, źle że podrapał bo bez znaczenia czy kot hodowany jest w domu czy nie, pod paznokciami ma bakterie…jednym słowem dała mi wykład na temat kotów, ich zachowań, leczenia i zapobiegania takim niespodziankom. No cóż, omijam teraz  koty znajomych z daleka i na samą myśl przechodzenia tego zwierzęcie obok moich nóg, drętwieję.

Mam traumę, to nie jest żaden żart. Na temat kotów nie mam ochoty już więcej rozmawiać.

 

Minęło zaledwie 5 dni i wykręciłam nogę w kostce. Nie było zmiłuj się do pracy chodzić (jeździć musiałam). Kuśtykałam ale dawałam redę. Okłady z octu i nie tylko, pomogły. Kostka nie spuchła ale po 2 dniach noga zaczęła boleć. Nie wiedziałam od czego i dlaczego. Podejrzewałam, że od kręgosłupa i rozpoczęłam intensywne rozciąganie się. Niestety nie było poprawy. Zapomniałam, że kiedy skręciłam nogę w kostce, cała noga została nadwyrężona.

 

Miałam trzy dni spokoju do nieszczęśliwych zdarzeń i ……. w piątek 24 maja, zostałam pogryziona na swoim yardzie przez…nie komar i nie pająk. Trzy punkty ugryzienia. Bąble były podobne do ugryzienia komara ale…zaczęło lekko puchnąć i czerwienieć. Noc przespałam jako tako. A rano ręka spuchła, czerwona i oprócz swędzenia ból. Palec boli, ręka boli, paznokieć czarny, o kostce już praktycznie zapomniałam… do żadnej pracy się  nie nadawałam.

 

W sobotkę MM zawiózł mnie do lekarza. Dostałam antybiotyk.

Od poniedziałku biorę antybiotyk i pracuję na yardzie. Ręka nie bolała tak bardzo aby leżeć w łóżku. Dziś mnie złamało.

Co robię na moim yardzie?

Dwa lata temu zakończyłam prace nad ścieżką na yardzie.

 

Między płyty kamienne wysypałam kamyczki. W pierwszym roku było dobrze lecz w tym roku nie jest dobrze. Z uwagi na ilość drzew naszych i sąsiadów, mam masę liści jesienią, wiosną opady przekwitłych kwiatów. Pokruszone liście jesienią i oschłe kwiaty z drzew, wpadają miedzy duże płyty kamienne i trudno jest wybrać z wysypanych kamyczków. Podczas dmuchania suchych liści i kwiatów kamyczki się przemieszczają, chociaż dmuchanie mało pomaga. Wszelkie nieczystości podczas obfitych opadów deszczu, przemieszczają się w głąb. Moja ścieżka przestała wyglądać jak ścieżka, raczej ubity trakt.

 

 

 

W tym roku zdecydowałam się na wydłubanie wszystkich kamyczków ( a jest ich miliony), z pomiędzy płyt kamiennych. Płyt kamiennych nie wolno ruszać – się ułożyły.

 

I rozpoczęłam mój budowlany projekt. Nakadałam zaprawy cementowej pomiędzy duże płyty, a w cement wtykałam kamyczki, mniejsze i większe.

 

 

 

Międzyczasie zostałam pogryziona przez wyżej wymienione nieznane i niewidzialne owady.

 

Praca wre, ale dziś właśnie padłam.

 

Teraz wiem, nie ma niepokonanych.

 

 

 

 

Kocham spokój….🤫🤫🤫🤫🤫

Dziś popracowaliśmy z MM na decku. MM cyklinował, ja odkurzałam odkurzaczem budowlanym i głębiej w deski wbijałam gwoździe. Robiliśmy często przerwy bo słoneczko bardzo mocno dziś grzało.

Po południu chcieliśmy już spokojnie posiedzieć i zrelaksować na zewnątrz.

Niestety, nie udało się, sąsiad włączył muzykę i puścił przez wzmacniacze, do tego zrobili sobie karaoke.

Z MM uciekliśmy do mieszkania, nie dało się usiedzieć przy takich decybelach. Mimo że domy usytuowane są po skosie i oddalone od siebie sporo metrów ale i we wnątrz nie dało się usiedzieć. Wytrzymałam do 8:16pm i zadzwoniłam na policję. Zgłoszenie przyjęła policjantka. Opowiedziałam jaka sytuacja, a decybele słyszała przez telefon bo dzwoniłam ze swego decku.

Godzinę czekałam. Nic się nie działo a właściwie to działo się, we wnątrz mnie, decybele nerwy moje szarpały.

Rozumiem wszystko ale braku szacunku dla drugiego człowieka nie zrozumiem. Jestem osobą spokojną i cichą, staram się nie wadzić nikomu ale…jeśli ktoś nadepnie mi na odcisk to nie udaję, że nic się nie stało.

Godzina 10pm. Dzwonię po raz drugi na policję (numer alarmowy) i pytam już podenerwowana…..czy naprawdę nie ma sposobu na uciszenie moich sąsiadów? dzwonię po raz drugi, bo za pierwszym razem nikt nie przyjechał mimo że zgłoszenie zostało przyjęte i tego nie rozumiem, dlaczego nikt mi nie chce pomóc….

Po krótkiej rozmowie i rozłączeniu się w przeciągu 3 minut pod moim domem stały dwa policyjne samochody.

Muzyka wyła na całą dzielnicę a z mikrofonów dodatkowe wycie biesiadników. Jeden samochód policyjny odjechał w kierunku sąsiadów, z drugiego wysiadł policjant z którym rozmawiałam przy akompaniamencie decybeli.

Policjant również odjechał do sąsiadów. Następna ulica, działki nasze złączone są rogami. Nie znam ludzi i nie spieszno mi jest ich poznawać.

Kiedy weszłam do mieszkania MM był na tarasie.

Jeszcze kilka minut i nastąpiła upragniona cisza.

Kilka lat temu również dzwoniłam na policję kilkakrotnie, zgłaszałam wycie i szczekanie psów do 2am. Ci sąsiedzi wychodzą chyba z założenia … wolność w domku… ale to nie jest tak do końca. Możesz sobie mieć wolność na swojej własnej wyspie, wyj sobie do księżyca wraz ze swoimi psami. Kiedy mieszkasz wśród ludzi zachowuj się jak człowiek i miej na uwadze, że możesz krzywdzić innych swoim zachowaniem. Ale…..żeby to zrozumieć zamiast balona trzeba mieć głowę, myślącą głowę.

Każde county ma swój regulamin. Tego regulaminu mieszkańcy starają się przestrzegać ale zawsze znajdzie się jakiś odszczepieniec, któremu trzeba wskazać miejsce w szeregu.

Jestem w łóżeczku….cisza….wspaniała cisza….