Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!
Nikt, dosłownie, nikt nie umie żyć. Nie ma takiej książki aby nauczyła nas życia. Nawet jeśli byłaby możliwość ponownego urodzenia, wciąż popełnialibyśmy błędy i wciąż mielibyśmy nadzieję na lepsze jutro. Szczęścia na następne chwile jakie mamy do przeżycia.
Od rana już pracowałam. Jeśli mam plan zakończyć łazienkę przed Indykiem to potrzebuje pełnej mobilizacji. Nie zawsze mi udaje się ta mobilizacja ale cóż, robię co mogę.
Przed wylaniem cementowej wylewki, “zaimpregnowałam” podłogę/płyty profesjonalnym płynem, który powstrzymuje wchłanianie wody. Pomimo gorąca na zewnątrz otworzyłam okna, niestety ale płyn ma specyficzny zapach. Wolałabym go nie wdychać. Czekając, zanim podłoga wyschnie, zeszłam do garażu. Rozpoczęłam solidną organizację wszystkich narzędzi i materiałów budowlanych.
Rozpoczęłam ale nie taką solidną pracę jakiej się spodziewałam. Z duży bałagan i aby to ująć w ramach organizacyjnych, zaczęłam od półek ( 6 półek głębokich narożnych) na których panował bałagan. Farby były pomieszane nowe ze starymi, których nikt używać już nie będzie. Puszki o wielkości 1 galonu = 3,785L, niektóre nigdy nie były otwarte. Posprawdzałam, co uważałam za zbyteczne i zajmujące miejsce na półkach wyrzuciłam. Od razu zrobiło sie lużniej, mogłam już sobie poszaleć. Wszystkie narzędzia elektryczne i na baterię powkładałam do walizeczek względnie do pojemników które stały/leżały puste. Ładowarki oraz baterie do wszelkich urządzeń elektrycznych włożyłam do pojemnika plastikowego bez pokrywy.
I tak powoli, wogóle nie zbliżałam się do końca. Odpady po cięciu różnych listew i płyt, magazynowałam, może się przydadzą, Nie, nie przydały się i wyrzuciłam. Dużo jeszcze zostawiłam bo podłogi nie skończyłam. Przy okazji znalazłam dodatkowe pół worka cementu, a już myślałam, że mi zabraknie. Oczywiście w sklepie zawsze są materiały do kupienia ale po co wydawać pieniążki jeśli już zostało kupione i można wykorzystać.
Jutro po pracy zrobię wylewkę bo płyn uszelniająco-zabezpieczający już wyschł.
Mam ogromny sentyment do palm domowych. W moim domu rodzinnym zawsze była palma. W Moim Domu miałam palmę sięgającą sufity 2,5m. Prawdziwa palmiarnia to była. W obecnym domu też mam palmę ale ….. chyba już 4 z rzędu. Rosną puszczają nowe liście i zawsze wygląda, że już się zadomowiły ale ….z dnia na dzień, pyk i zdycha palma. Szukałam robaczków i ordobaczałam ziemię. Ostatnia palma też wyschła, zgniła i nie wiem co myśleć. Pielęgnuję zgodnie z zasadami i radami lecz nie udaje mi sie utrzymać na kilka lat. Po wyrzuceniu zawsze odczekuję kilka lat bo po co się szarpać. Możliwe, chłodzenie lub wilgotność w pomieszczeniach ma ujemy wpływ na utrzymanie ich przy życiu.
Tydzień temu kupiliśmy następną palmę. Stała tydzień w garażu. Ostatecznie dziś przesadziłam do donicy. Wszystkie czynności wykonałam zgodnie z zaleceniami,
Zobaczymy jak długo wytrzyma w moim domu. A oto ona.
Nie powinniśmy pracować w niedzielę ale jeśli nie pracować to co robić. Książki czytać, filmy oglądać bo na spacer za gorąco. Na plażę za daleko (Savannah) bo ta nasza nad jeziorem to nie spełnia naszych oczekiwań. Zbytnio nie pracowałam. Pracowałam nad szablonem na podłogę do obudowy wanny. Najpierw należało ułożyć część panel i odmierzyć papier z ktorego robiłam szablon. Myślę że mi się udało. Sporo czasu minęło zanim zakończyłam. MM mył murki wodą pod ciśnieniem i schody frontowe. MM zawołał mnie aby pokazać jak fajnie mu wyszło ciśnieniowe mycie. Wszystko wyglądało dobrze ale….co z drzwiami frontowymi, dlaczego nie są wymyte. No i sie wkurzył, bo nie trzeba ich myć. Trudno mi było zrozumieć MMa. Bo co to znaczy nie trzeba. – TRZEBA! Odpowiedź – jeśli to ciebie uszczęśliwi to wymyję.
Co to znaczy uszczęśliwi, tutaj nie chodzi o uszczęśliwianie, praca twoja nie została skończona i to jest wszystko. Powtórzyłam po raz drugi- nie została zakończona.
Nic już nie mógł poradzić. Nawalił, więc poszedł wyciągnąć maszynę, rozciągnąć węże ogrodowe itp..Myjąc drzwi, mył tak żebym słyszała? Martwiłam się, że woda pod ciśnieniem zedrze farbę i trzeba będzie drzwi malować. I znów dodatkowa praca i dla kogo, kto ją wykona? Na pewno nie MM.
Wymył drzwi bardzo dokładnie i dokończył mycie murków które nie opuścił tylko nie chciało mu się już pracować. Tylko: nie zmuszałam, nie kazałam i nie prosiłam żeby to robił. Jeśli zgłosiłeś się na „ochotnika” to kuźwa zrób to solidnie, a nie na odwal. Patrzę przez okno a MM spocony, bo 34C, jeszcze męczy ten ostatni murek. Podeszłam, poprosiłam, żeby już to zostawił bo czas jechać na Cappuccino coffee. Nie zostawił, bo 10 minut i będzie koniec – powiedział.
Pojechaliśmy do Paris baguette. W cieniu był ukrop ale … w środku wszystkie stoliki zajęte. Gdy zauważyłam wolny stolik w kawiarence, to przenieśliśmy się do wewnątrz. Bardzo miło spędziliśmy czas. Przedyskutowaliśmy jego ….nie chce mi się… Faktycznie nie zmuszam i nie zmuszałam MM do jakichkolwiek prac domowo-ogrodowych. Nie pracował fizycznie i nie lubi tego robić. Nie miał nawet okazji aby ktoś jego nauczył w latach jego dojrzewania. Ja pochodzę z domów jednorodzinnych. Z ogrodem i sadem. Z ławką pod drzewem . Mieliśmy jabłka malinówki, antonówki, zimówki, kosztele i papierówki. Były dwa drzewa śliwek i jedno gruszki. Wokół ogrodzenia: czarna porzeczk, biała i czerwona. Dwa gatunki agrestu i w kącie ogrodu maliny. Był też ogród warzywny. Mamusia nie sadziła ziemniaków i nie siała szpinaku i kalarepy. Kwiaty były po obu stronach wjazdu oraz na brzegach grządek warzywnych. Astry kwitły do późnej jesieni. Dlaczego pamiętam, bo będąc małą dziewczynką miałam najwyżej 6 lat, Pieliłam marchewkę, buraki, rzodkiewkę i szczypiorek. Ogórki kłuły mnie w ręce a łodygi pomidorów brzydko pachniały. Lubiłam wszelkie prace co nie znaczy, że swoją edukację zakończyłam na pracy w Zieleni Miejskiej. Uwielbiałam się uczyć, czytać/pochłaniać książki. Tylko nie lubiłam (w szkole podstawowej kl. 1-4) szkolnych książek używanych. Tak więc, do pracy fizycznej byłam przyzwyczajona, a najważniejsze ją lubiłam. W porównaniu do MM który nigdy w życiu fizycznie nie pracował (grał na saksofonie), pracowałam fizycznie i nigdy nie było mi ciężko, ponieważ pracowałam i pracuję z chęcią i sercem.
W jakim momencie remontu jestem? Szykuję podłoże na położenie podłogi w łazience. Nie jest wypoziomowana, a właściwie poziom zgubiony. Jutro muszę zrobić cementową wylewkę, bez niej nie ruszę do przodu. Dzień lub dwa będzie schło. To, że na instrukcji pisze 4h, ja też mogę wiele napisać, wolę poczekać aby mi pózniej wilgoć nie wychodziła po ścianach. W środę będę kłaść podkłady pod panele podłogowe. W między czasie wymienię krany, zainstaluję spływ w kabinie prysznicowej. Instalację elektryczną zostawiam elektrykom podobnie jak wymiana baterii przy wannie – hydraulicy. Odłączyć sedes to jest najmniejszy problem, ale podłączenie baterii wannowej będzie równać się z akrobatyką cyrkową. Wanna jest wpuszczona w podłogę, więc jak dostać się do rur, nie mam, nie tylko zielonego ale bladego pojęcia. Zaglądałam tam ale słaba widoczność bo sedes nie pozwala na wiele – zajmuje sporo miejsca. Jeśli chodzi o nowy sedes – podłączenie sedesu zlecę dla firmy specjalizującej się w tym temacie. Wszystkie prace remontowe wykonuję po pracy zawodowej, względnie pracując zdalnie lub w wolne dni. Nie tak dawno obchodziłam moje -naste/następne urodziny. Więc ….przed i po urodzinach, prace remontowe zostały wstrzymane. Czy to zawsze się chce? Nie jestem żadna herod baba, uczucia i odczucia też mi się należą.
Drugi tydzień pada, nie zapowiada się następny deszczowy tydzień. Nie jest przyjemnie jak jest mokro, a do tego trzeba dodać ciemności panujące na zewnątrz. Temperatura również znacznie opadła. Z 35°C na dzisiejsze 18°C, to znaczący opad w stopniach.
Jednym słowem trzeba się przyzwyczaić.
Już mamy za sobą wszystkie większe uroczystości. Wczoraj obchodziliśmy (3 sierpnia) moje i MMa urodziny. Ja 2 on 4 sierpnia. Miało być inaczej ale wyszło i inaczej i lepiej. Wracamy do swoich zajęć. MM jest już w pracy, a ja mam dziś wolne, więc trochę pogrzebię się w łazience.
Niestety remont się przedłuża, ale i siebie nie popędzam. Mając pracę zawodową i inne zajęcia, to i tak dobrze mi idzie. Sufity i ściany pomalowane. Podłoga powoli szykuje się do układania listew. Kabina prysznicowa włącznie z nowymi drzwiami jest gotowa. Obudowa wanny wyszła fenomenalnie. Pracuję nad częścią sedesową. Muszę zdjąć stary sedes. Nie jest taki stary ale wymieniam go na sedes jajko z różnymi bajerami. Znów należy doprowadzić elektrykę. A na poddaszu zepsuł się włącznik światła. Trzeba naprawić, takie niespodzianki spotykają mnie w trakcie prowadzonego remontu. Nadmienić muszę, że jeśli humor nie dopisuje to nawet nie myślę o remoncie bo mogę wszystko spartaczyć. Nie raz się tak mi przydarzyło, podobnie jak z pieczeniem ciast i chleba. Zły humorek, niezadowolona lub poddenerwowana, powinnam stać jak najdalej od kuchni i remontu.
Dziś instaluje pokrywy na kratki wentylacyjne i nie tylko sufitowe oraz zmiana zawiasów drzwiowych co zmieni mi kierunek otwierania drzwi. W obecnej chwili drzwi otwierają się do środka ma sedes. Nie wnikam, kto tak kiedyś instalował, poroniony pomysł. Drzwi będą się otwierać w kierunku łazienki. Gdy MM ujrzał co robię to zawrócił z prędkością światła i uciekł do swoich zajęć. Szczerze mi powiedział
nie wiem co robisz bo się na tym nie znam, ale czy to dobrze będzie to chyba tylko ty o tym wiesz….
Dziś mogę pozwolić, j e s z c z e, na leniwy dzień.
Z tarasu w tym roku korzystaliśmy tylko 4 razy. Na więcej pogoda nam nie pozwoliła. Podało, lało, błyskało każdego dnia. Ootrafiła taka pogoda utrzymywać się przez cały dzień, a nawet i w nocy. Jeśli nie padało w ciągu dnia a koniecznie od południa. Jeśli nawet wyskoczył niezapowiadany pogodny dzień to…parasol był połamany. Któregoś razu wykorzystyjąc kilka bezdeszczowych godzin, usiadłam pod rozłożonym parasolem, znienacka przykrył mnie całą. Miałam szczęście, że ciężkie ramię parasola nie uderzyło mnie w głowę a upadło obok. Po tym zdarzeniu, rozpoczęły sie poszukiwania (bez skuteczne) części mocującej ramię parasola. Kilka tygodni minęło, aż wyczerpaliśmy wszystkie możliwości zakupu, złamanej części. Pozostało zamówić nowy parasol. Nawet gdy dostarczono, nie rwałam się do demontażu starego i zainstalowanie nowego parasola. Wszystkie części bardzo ciężkie. Czekałam na MM, aż wygospodaruje czas. Wolnego czasu miał jak na lekarstwo.
Nowy złożony parasol czekał, a gdy już można było pod nim posiedzieć to…..ulewy i mokro.
Kwiaty przekwitły lub zalane zgniły. Zielsko rośnie do nieba. A komary tylko korzystają.
Właśnie wyszłam na deck z kawą. Bo dlaczego nie, słońce jeszcze nisko, nie pali. To była minuta, kiedy wstałam i uciekłam do wewnątrz. Nie chcę być śniadaniem dla komarów i pająków.
Zanim następnym razem zechcę skorzystać z „uroków” mego ogrodu, powinnam: wykosić, wypielić, przekopać, opryskać, no i zmęczona paść na sofę.
Takie miałam możliwości odpoczynku w Polsce i podobnie tutaj.
Wczoraj mieliśmy July 4th Dzień niepodległości. W moim mieście odbywa się największy bieg niepodległości 10K. Nie ma większego w USA. Rejestracja odbywa się online. Jeśli jesteś członkiem klubu, masz zapewnione miejsce w biegu, w przeciwnym wypadku odbywa się loteria na uczestnictwo w biegu. Pierwszy bieg odbyłam w 2009 roku, wylosowałam uczestnictwo. Jak dobrze pamiętam dwa razy, nie miałam szczęścia w loterii. Ostatni mój bieg był 2019. Pandemia wstrzymała mnie, aż do obecnego roku.
Mąż, ja i mój syn zdecydowaliśmy brać uczestnictwo w biegu w tym roku. Mąż oraz ja specjalnie nie szykowaliśmy się. Mąż kilka raz pobiegał po dzielnicy. Ja oprócz GYM nie biegałam. Nie miałam czasu, przygotowania córci do wesela, a później ceremonia ślubna. Zdrowie nie dopisywało, jakieś wirusy po mnie chodziły nawet przed samym ślubem córci rozchorowałam się. W ciągu kilku dni spadła waga o około 8kg. Nie byłam pewna czy będę w stanie uczestniczyć w zaślubinach. Syn co drugi dzień biegał i w dalszym ciągu biega, on 10k pokonał w 55 minut, ja wypociłam te 10K ponad 2 h, mąż podobnie jak ja. Miało być, że ja na mecie stanę pierwsza ale stało się inaczej.
Pomiędzy 3 a 5 milą miałam kryzys. Bolały podeszwy u stóp, zastanawiałam się nad zrezygnowaniem. Ale jakoś doczłapałam się do 4 mili i wpadłam na genialny pomysł. Jeśli woda wlewana do sportowych butów nie pomoże, zrezygnuję. Ludzie chwytali wodę w kubeczkach i pili, a ja wlewałam do butów. Poczułam ulgę. Przy każdym “prysznicu” (woda z urządzeń polewała ludzi) zatrzymywałam się i pozwalałam sobie na dokładny “prysznic”. Tak idąc i biegnąc stanęłam na “podium” z wynikiem 335 dla mojej grupy wiekowej, a było nas 377. Jeszcze chwila a byłabym po za marginesem.
Zajęłam 42 096 miejsce z wynikiem czasowym 2:09:32.
Muszę się przyznać, że w momencie kryzysowym zeszłam z trasy i usiadłam na murku obok mężczyzny w średnim wieku. Nie byłam w tamtym momencie pewna czy biegnę dalej czy już z uczestnika 10K staję się obserwatorem biegu. Porozmawiałam z mężczyzną i to on dodał mi sił psychicznych. …została ci niecała mila, spróbuj, bo szkoda teraz rezygnować jeśli już tyle przebiegłaś…. masz rację powiedziałam, zobaczę jak wstanę czy zdołam iść……
Wstałam i poszłam-pobiegłam, jeszcze na odchodne, pomachałam mu moim wiatrakiem. Dosłownie przed finiszem podbiegłam do grupy policjatnów ..
I did it, i did it!!! krzyknęłam
Jeden z nich przygarnął mnie ramieniem i pogratulował. Inni życzyli przejścia/przebiegnięcia przez metę która już była tuż przede mną.
W biegu uczestniczyło ponad 55 tys. osób, co uczyniło ten rok największym od 2019 roku w ilości uczestniczących osób.
Po odebraniu koszulki, spotkałam się z synem i MM. Odeszłam dosłownie kilka metrów i złapał mnie silny skurcz za łydkę prawej nogi. Dosłownie kładł mnie na ziemię. Zabezpieczyłam się w tabletki ale nie sobie lecz na wypadek jak skurcz złapie mego męża. Co dziwne jego nie złapał a ja leżałam już na chodniku. Syn podał mi 2 tabletki od skurczów nóg. Przeszło po kilku minutach i mogłam już iść do ulicy gdzie zamówiony Uber czekał. Syn okazał się bardzo troskliwym, nie miałam nigdy większej okazji tego zobaczyć i odczuć. Że córcia jest opiekuńcza to od dawna wiedziałam, syn zawsze zajęty, jego grafik pracy oraz po za służbowe zajęcia jak bieganie i klub Jiu-jitsu, robi go wypełnionym po brzegi.
Jestem z siebie zadowolona a MM już zarejestrował nas na 10K na następny rok.
Tylko….potrzebny trening, bez niego nie startujemy. OK.
Wiatrakiem wymachiwałam przez cały dystans, a nawet jak już zeszłam z mety.
Mam na video jak finiszuję wymachując wiatrakiem. Nie było mi ciężko go nieść, miałam ogromną frajdę.
Gdy szłam daleko przed MM, mógł mnie widzieć w jakim miejscu jestem, później stracił mnie z oczu bo za daleko.
Gdy człapałam z bolącymi stopami, MM zrównał się ze mną, a jak przysiadłam na murku on był pierwszy na mecie.
Z ponad 55 tysięcy uczestników ja jedyna miałam wiatrak niesiony nad głową i jeszcze jeden mężczyzna flagę. Nikt więcej nie posiadał żadnych flag nad głową lub wiatraka. Nieśli malutkie flag lub inne ozdóbki.
Tak zrobiłam to i nie to że jestem z siebie dumna. Jestem zadowolona.
What are 5 everyday things that bring you happiness?
I am naturally happy but sometimes I need a boost.
1. Go out on the deck in the morning and breathe deeply. Breathing I feel the world and as if new life was entering me.
2. At the sight of flowers in a vase and blooming in the garden, my face smiles. Then I feel the desire to touch each flower.
3. GYM allows me to maintain good condition which gives me mobility and more energy.
4. Listening to music (depending on the genre) is calming or … liberating dancing with closed eyes and a smile on my face. And the world somewhere there spins with me.
5. My family … when they are happy, I am a hundred times.
The order is random or depends on the day and my feelings and sensations.
To see, feel and experience all this, a person must be healthy. Pain and suffering hide our happiness somewhere deep inside us or simply destroy it.
Z natury jestem szczęśliwa ale czasami potrzebuję bodźca.
1. Wyście o poranku na deck i pooddychać głęboko. Oddychając czuję świat i jakby nowe życie we mnie wstępowało.
2. Na widok kwiatów w wazonie i kwitnących w ogrodzie, buzia mi się uśmiecha, wtedy odczuwam chęć dotknąć każdego kwiatka.
3. GYM pozwala mi na utrzymanie dobrej kondycji co dodaje mi mobilności i większej energii.
4. Słuchanie muzyki (w zależności od gatunku) jest uspakajające lub …. wyzwalające taniec z zamkniętymi oczami i uśmiechem na twarzy. A świat gdzieś tam wiruje wraz ze mną.
5. Moja rodzina … kiedy oni są szczęśliwi, ja postokroć.
Kolejność jest przypadkowa lub uzależniona od dnia i moich odczuć i doznań.
Aby to wszystko widzieć, czuć i doznawać człowiek musi być zdrowy. Ból i cierpienie ukrywa gdzieś głęboko w nas nasze szczęście lub po prostu niszczy.
zaczynam planować swoje życie. Mimo że nie lubię planować, muszę to zrobić bo wiele spraw oczekuje na pochylenie się nad nimi.
Powracam do remontu i pracy.
To wyżej było w środę.
Dziś czwartek jestem w przychodni lekarskiej. W poczekalni pusto, za ładna pogoda żeby chorować. Zawsze jest jedna lub dwie osoby spóźnione lub za wcześnie przyszły. Nie ma kolejek bo wszystkie wizyty mają ustalone godziny.
Nikt mnie dziś nie wyleczy ale….może jakaś zmiana lekarstw.
Lekarstwa nowe i stare przypisane. Krwi 10l pobrali i do domu odesłali.
A tak na prawdę, od recepcjonistki do całej obsługi przychodni wszyscy byli mili, uśmiechnięci, pomocni i rzyczliwi. Aż żyć się chce.
Zajechałam do polskiego sklepu gdzie wszyscy posługują się j. angielskim. Kupiłam na lunch gołąbki. Uszczęśliwiłam MMa, był zachwycony jedzonkiem. Ptasie mleczko też kupiłam.
The introduction of computers was the beginning of a new era, it continues and is still developing. I watch this rapid development with curiosity and concern.
What tattoo do you want and where would you put it?
photo from the internet
tattoo shop were just being created, I wanted to get a tattoo on my right leg just above my ankle.
It was supposed to be a butterfly, and since colors weren’t used at that time, it would be a black butterfly. I thought about it for quite a long time because I was afraid of complications related to this procedure.
A few days later, while walking past a church, I got tangled in metal wires. I injured my left leg very badly.
The leg healed for a long time
I gave up on getting a tattoo. I admire these works of art on others, but not on my body.