Szósty dzień wakacji

Trzeba było wcześnie wstać. Wakacje, a ja muszę się zrywać o świcie. Bo na wakacjach 7:30am, to jest skoro świt. MM jest wczesnym “ptaszkiem”, zanim mnie obudził to już miałam bułki i coś do bułki oraz cieplutką kawę ze Starbucksu.

Na dole, przed wiejściem do hotelu mieliśmy czekać na autobusik. Czekamy i czekamy, Autobusiku nie ma. To jest island time, nikt się nie spieszy. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Podobnie było na Bahamas, zamawiasz, czekasz i czekasz.

Busik podjechał po 45 minutach. Pojechaliśmy na zwiedzanie wyspy. Wycieczka trwała 6 godzin. Przystawaliśmy w kilku ciekawszych miejscach aby zrobić zdjęcia.

Nie zauważyłam bezdomnych ludzi, ale…psy chodzące bezpańsko, to i oczywiście.

Budownictwo parterowe, jeśli dom piętrowy to schody były usytuowane na zewnątrz.

Domy zbudowane z pustaków i otynkowane, podobnie z murami (ogrodzenie)wokół domów. Domy pomalowane na różne kolory, podobnie i ogrodzenia. Większość ogrodzeń to są mury, trafiały się metalowe oraz drewniane sztachety. W niewielu przypadkach ogrodzenia sięgały może 2 metrów, pozostałe to niskie ogrodzenia do 1m. Co oznaczało by, że wyspa nie ma problemu z kradzieżami.

Centra miast, to są hotele i cała sieć handlowa. Wyspa posiada własną rafinerię. Energię elektryczną pozyskuje z wiatru, słońca i oceanu. Skąd mają cement, piasek i wapno (składniki pustaków) nie dowiedziałam się.

Po powrocie z wycieczki padliśmy na łóżka i pochrapaliśmy.

Po przebudzeniu odkryłam że ramiona, plecy i z przodu jestem czerwona jak raczek. Wybierając bluzkę na ramiączkach nie wzięłam pod uwagę że, słońce opala również, przez szyby.

Żeby ten raczek mi nie dokuczał swoim pieczeniem, to byłoby ok. Ale niestety, ramiona piekły i plecy też. Mało pomogła maść, po opalaniu na czerwono.

W trakcie wycieczki zatrzymaliśmy na lunch na Baby Beach.

Kelnerem był norweg, który odwiedził Toruń, Grudziądz i Gdańsk. Bardzo chwalił sobie pobyt w Polsce i miło wypowiadał się o spotkanych i poznanych polakach.

Szczerze….poczułam dumę, że ktoś na tej małej wyspie u brzegów Wenezueli chwali moich rodaków.

Kobieta witająca przybywających zgłodniałych gości do restauracji Big Mama Grill na Baby Beach Aruba.

Piąty dzień wakacji

Pogoda jak najbardziej dopisuje. Trzeba się smarować kremem żeby się nie spalić na raka. Wiele osób opala się na czerwono. Niektórzy leż plackiem w pełnym słońcu, cały dzień. Nie potrafię tak. Jeśli leżakujemy w cieniu, dodatkow przykrywam się ręcznikami. Jest bardzo wietrznie i się nie odczuwa palącego słońca, ale ono jest i naprawdę pali. Ramiona i szyję mam już opaloną na caerwono, jak zresztą inni kuracjusze. Niby przykrywam się i zakrywam, nie leżę plackiem w oczekiwaniu na opaleniznę. A jednak słońce gdzieś mnie schwyciło.

Dziś po śniadanku poszliśmy na spacerek brzegiem oceanu. Oczywiście że, robiłam zdjęcia bo jakże inaczej, z tym że, zamieszczę dopiero po powrocie. Internet w hotelu jest obciążony, z tego też wynikają problemy z ładowaniem zdjęć.

Późnym popołudniem, pojechaliśmy do Palm Beach na spotkanie z zachodem słońca.

To dopiero była zabawa, tańce hulanki i swawole na stateczku. Zapoznałam sporo ludzi, wmieniliśmy się emailami. To był bardziej gest polubienia się niż utrzymywania kontaktów. Do hotelu przybyliśmy dość późno ale nie za późno, hotelowa zewnętrzna restauracja jeszcze była otwarta. Oczywiście że, weszliśmy i zamówiliśmy po lampce wina i pizzę.

Do pokoju wróciliśmy o własnych siłach, nigdzie się nie potykając. Nie pomyliliśmy też pięter ani numeru pokoju.

Czwarty dzień wakacji

Czwarty dzień, jeśli północ można zaliczyć do dnia, przewitałam na fotelu. Oglądany film tak wciągnęł że, nawet nie zauważyłam że minęła 2am. Nie chciałam budzić MM więc, położyłam się na kanapie przykrywając się kocem. Próbowałam zasnąć, nie trwało to zbyt długo bo przed 3 am, MM stanął nademną, mówiąc prawdę, pogonił mnie do łóżka.

Spałam prawie do 10am. Upiękniłam się i….czekałam na zakończenie telelekonferencji jaką MM prowadził.

Łaziłam z łazienki na balkon, z balkonu do sypialni, z pokoju do sypialni i tak w kółko. Konferencja się przeciągała a ja robiłam się zniecierpliwiona. Oj, rozumiem, MM musi być na łączach i nie ważne urlop czy nie. Ale ja robiłam się nie tylko zniecierpliwiona ale i głodna.

No nareszcie około 1pm, uwolnił się, mogliśmy pójść już nie na śniadanie ale obiad.

Po obiadku, leżakowaliśmy, odpoczywaliśmy, leniuchowaliśmy. Wszystkich przechodzących obok witałam lub mnie witano. Toż w sobotę dałam solowy popis tańca. No nie mogę po prostu nie mogę usiedzieć kiedy muzyka gra. W domu przecież też, tańczę skaczę nawet przy wbijaniu gwoździ, kucharzeniu lub sprzątaniu. Więc, mnie witano, pytano o samopoczucie, niektórzy chwilę gawędzili.

Szybkie przebranko i wyszliśmy na zwiady, jaka restauracja i gdzie ma oprócz żarcia dancing. Przecież, 14 rocznica ślubu, trzeba ładnie się ubrać i na parkiecie się zakręcić.

Jakieś dancingi oczywiście że mają ale … daleko i dla lokalsów. Więc, można tam zajechać i już w jednym kawałku nie wrócić.

Zresztą tak jak w każdym mieście, w moim podobnie, NY, Chicago, Boston itp.

Dominikana, Jamajka, Kuba, Meksyk….oferują kuroty, a jeśli zwiedzanie to z okien autokaru.

Byliśmy ostrożni i… zostaliśmy w okolicy kurortu. Lokalsi tutaj nie zaglądają. Niepocieszeni wracając do hotelu zatrzymaliśmy się w kubańskiej restauracji.

Piękna muzyka płynęła z głośników i zanim usiadłam przy stoliku odtańczyłam salsę.

Mimo że, nie byłam pięknie ubrana spędziłam wspaniały wieczór przy hiszpańskiej muzyce.

Nogi miałam baaardzo brudne, bo trudno tańczyć w klapkach, wiec tańczyłam na bosaka. Lambada, rumba, salsa innej muzuki nie było, no tango brazylijskie.

Namęczyłam się, parkiet a właściwie posadzka posłużyła dla moich stóp jak pumeks. Chociaż…pumeksu nigdy nie używam bo starłabym przy pierwszyk użyciu skórę do krwi.

Sukienka w szafie wisi, pantofelki stoją, a ja wybawiłam się nawet nie strojąc sie na zabawę.

Nie poddam się tak szybko. Muszę przywdziać moją sukieneczkę. Może jutro, jeśli nie bo na pewno nie… płyniemy na ”poszukiwanie zachodu słońca” .

Będę niepocieszona jeśli się nie wystoję ….

Udany dzień i miła zabawa.

Jaki będzie jutrzejszy dzień? Nikt nie wie. To będzie wielka improwizacja.

To my będziemy, bohaterami i aktorami, scenariusza jaki nam życie napisze.

Trzeci dzień wakacji

Oh oh MM spał obok mnie. To nie jest takie ważne. Ważne że, NIE CHRAPAŁ!!!!!!

Przed wyjazdem zamówił specjalny “smoczek” przeciw chrapanku. “Smoczek” przypłynął z UK. Rozpakowaliśmy i …byłam wstrząśnięta. Jak w ogóle można tego czegoś używać, spać w tym. Smoczek do buzi, a w środek należy wessać język. Aby nie wypluć smoczka podczas snu, zakłada aię specjalny pas na głowę i podbródek. MM na próbę założł to “urządzenie”. Wglądało to, przynajmniej dla mnie, na tortury. MM skwitował … jest OK..

Patrząc na grymas na twarzy MM, nie powiedziałabym aby było ok.

Może,

może pod wpływem myśli o założeniu “smoczka”, MM przestał chrapać.

Jeśli to urządzenie działa na MM, jak odstraszacz, to też dobrze.

Spał obok mnie jak niemowlaczek.

Na śniadanko wybraliśmy się do Starbucks. Bułka z serem i kawa, zaspokoiła mój śniadaniowy głód.

Czas na karnawał. Już pierwszego dnia zauważyliśmy poprzywiązywane stoliki i krzesełka na chodnikach. W niektórych miejscach było nie sposób korzystanie z chodnika. Nikogo to nie dziwiło i nas też nie powinno.

Jak karnawał to karnawał.

Dziś się właśnie odbył. Dużo muzyki, tańca i ogólnej wesołości. To ostatni dzień karnawału na Arubie, który trwał od…stycznia.

Dziś odbył się stolicy Aruby Oranjestad.

Mogłam podziwiać znurzenie oczekujących a później radość, kostiumy i muzykę.

Nie dotrwaliśmy do końca karnawału, zabrakło cierpliwości.

Restauracje i sklepy na czas karnawału w większości zamknięto. Znaleźliśmy knajpkę gdzie się zakotwiczyliśmy.

No tak, ja w barze odszukałam Martini Rosso, mogłabym już z tamtąd nie wychodzić. Barman dwókrotnie pytał, czy na pewno chodzi mi o ten vermut.

Och wiem tego nie pije się o tak z kieliszka, dodaje się do drinków.

Każdy ma swoje upodobania nie tylko smachowe ale i węchowe, bo MM nie może tego wina wąchać.

Nie, nie upiłam się, zamówiłam malutką lampkę, podelektować się.

Wróciliśmy do hotelu na bolących stopach.

Ochłodziło się, schowałam się do łóżka. Nalożyłam na pidżamę ciepły golf, na nogi ciepłe skarpety. Co z tego że na zewnątrz 27C. Zmarzłam.

Obejrzałam zdjęcia z karnawału. Zamieszczę po powrocie do domku.

Drugi dzień wakacji

Spałam twardym snem. Po przebudzeniu zauważyłam, że poduszka obok jest nie tknięta. Oznaczało, że MM nie spał tej nocy ze mną. Oj, nie dobrze…pomyślałam. Nie to, że gdzieś zabalował. Raczej …spał na kanapie i może być nie wyspany. Chociaż, MM śpi wszędzie. Każde niewygody stanowią dla niego wygodę. Taki on już jest.

Gdy weszłam do drugiego pokoju MM był już przy komuterze. Nie chciał mnie budzić w środku nocy, wiec nie przyszedł do sypialni to pierwsze, drugie jest rannym ptaszkiem i przebudził by mnie myszkując w sypialni.

Ot i cała tajemnica. 😀

Śniadanko zjedliśmy w restauracji obok. Zresztą, wczoraj tam jedliśmy kolację. Spodobała się nam i jeśli coś się podoba należy korzystać a nie latać po knajpach i próbować.

Caluśki dzień i wieczór spędziliśmy w kompleksie wypoczynkowym. Wypoczywaliśmy w cieniu, delektując się Piña colada i serwowanymi w hotelu daniami. Słuchaliśmy muzyki, oczywiście nie udało mi się usiedzieć i pobiegłam potańczyć.

Dzień był wyjątkowo ralaksujący.

Moja głowa zrobiła się wolna od myśli. Nareszcie. Zawsze mam tysiąc myśli na ułamek sekundy. Tym razem po prostu nie do wiary, mogę nie myśleć. Nie trzeba nic robić, nigdzie iść, jechać. Praca daleko została, pieski, dzieci, rodzina …. oni mnie potrzebują lecz wypoczętej i szczęśliwej. Teraz jest czas na “podładowanie akumulatorów”.

Wakacje

Przylot – March 1th, Friday

Lot trwał 3 godziny. Jakie było moje zdziwienie kiedy, zobaczyłam dwa rzędy foteli w samolocie, trzy i trzy. MM zamawiając oznajmił mi, że będzie, dwa fotele przjście i trzy. No i trochę się poddenerwowałam że, będę siedzieć między…Nie lubię siedzieć przy oknie, czuję się zciśnięta, przytłoczona, zablokowana. Nie lubię siedzieć w środku, czuję się lepiej niż przy oknie, bo mam możliwość ucieczki. Nie ważne, ucieczki czy wyjścia. Nie lubię i koniec. Brzegowy fotel jest dla nie najlepszy i najbezpieczniejszy, jeśli zajdzie potrzeba mogę się szybko ewakuować, nie jestem zciśnięta , przytłoczona ani pozbawiona, swobody i w pewnym sensie wolności.

Wprawdzie MM zaproponował zamianę foteli, ale wiem jak on lubi okno, może oprzeć głowę o ścianę samolotu i spać. Nie śpię w samolocie, czytam, oglądam filmy, słucham muzyki. Zasnę po zażyciu środka nasennego. Tak, tak, zażyję a później po przebudzeniu, chodzę jak ćpun.

Pocieszającym dla mnie było, że obok mnie z prawej strony, usiadł młody mężczyzna. Zamieniłam z nim kilka zdań. Uprzejmy, miły, młody i wyyysoooooki. Patrząc na jego długie nogi, zrozumiałam, że jemu należy się brzegowy fotel, on jego potrzebuje. Będzie mógł wyciądnąć nogi w stronę przejścia. A ja? Ja nie powinnam narzekać. Środkowe miejsce, też jest wygodne i lepsze niż w luku bagażowym.

Podczas lotu MM szybko usnął. Znalazłam w ofercie filmów samolotu, film Bohemian Rhapsody. Obejrzałam, jak to się mówi, jednym tchem.

Może nie jest ten film pouczającym, ale wymusił na mnie zrozumienie pewnych zachowań, wymuszonych przez sytuacje i otoczenie. To zrozumienie dotyczy wyłącznie tego filmu.

Lądowanie na Arubie przebiegło bez żadnych niespodzianek, bo i takie powinno być.

Językiem urzędowym na Arubie jest niderlandzki i papiamento. Urzędowym bo do komunikacji jest język angielski. Wikipedia podają, że 75% turystów pochodzi z USA. To by oznaczało 25% z innych części świata.

Słyszałam: hiszpański i hebrajski.

Nie mogę natomiast powiedzieć czy niderlandzki dał się słyszeć, bo tego języka nie rozróżniam.

Bardzo miły wieczór spędziliśmy na spacerze rozpoznawczym, kolację natomiast zjedliśmy w restauracji.

Nigdy nie jadłam lazanii. Na pytania …czy jadłaś? ….odpowiadałam …nie jadłam bo nie lubię….jak można czegoś nie lubić, jeśli się nie jadło….

Miałam rację, że nie lubiłam i nie lubię. W restauracji, na przekór sobie, zamówiłam…LASAGNA (LAZANIĘ)!!!!!!!

Pierwszy i ostatni raz! Lubię makaron, spagettii ale nie lazaniję.

Wypiliśmy po 2 drinki przy rytmach muzyki płynącej z estrady i późnym wieczorkiem przywlekliśmy się do pokoju hotelowego. Zmęczona atrakcjami dnia, usnęłam na kanapie hotelowej.

MM obudził mnie po… chyba 30 minutach abym przeniosła się do sypialni, wygodniej.

Usnęłam w oku mgnieniu.

Nie ma czemu się dziwić, wiele atrakcji i świeże powietrze.

Trzeba jakoś wyglądać…

Jeszcze w domu, oczywiście wyjazd jak najbardziej się odbędzie.

Pierwsze co uczyniłam, to jeszcze w pidżamie wyszłam obejrzeć moje rabatki. Nie przeszkodził mi deszczyk.

Wszystko nie naruszone. Może faktycznie środek odstraszający działa na wiewiórki. Bo deszcz to nie jest odstraszaczem na te szkodniki.

Okazuje się że, dzięcioł może być szkodnikiem. Upodobał sobie ramę okienną i zawzięcie dziobie. Tylko…co ten ptak wydziobie w plastykowej ramie okiennej. Niech mi ktoś powie. Ma tyle drzew do leczenie wokół, a on dziobie plastyk.

Dziwne, a może wogóle nie dziwne. Ryby jedzą plastki w oceanach, dzięcioł też chce nadążyć za trendem żywieniowym.

Głowa ciężka i boląca, tak to deszcz spowodował te dolegliwości. Aby nie cierpieć przyjęłam przeciwbólową.

Cieszę się, że deszcz pada i jest cieplutko. Moje tulipany i inne kwiatki wzejdą.


A teraz trochę o pakowanku. Początkowo wzięłam mciutką walizkę. Pomyślałam: 9 dni to nie 90, nie muszę zabierać ze sobą całej szafy.

Zaczęłam pakować.

I to sie przyda i tamto też nałożę. Prania robić tam nie będę, trzeba wziąć więcej rzeczy, niż myślę. Pakowałam…maciutka walizeczka nie jest z gumy. Musiałam zamienić na średnią. Bo przecież wielkiej nie wezmę. Chociaż kobiety jadąc na jeden dzień wypoczynku ciągną za sobą DWIE walizy!! Z tym ich ciaganiem to nie do końca tak, że one ciągają, ale widać te ich walizy na wózkach hotelowych.

Więc, postawiłam średniej wielkości walizkę. Ależ ja mam teraz miejsca!!!

W między czasie…nałożyłam maseczkę na twarz.

Ztarłam świeży ogórek i dodałam mąki skrobi kukurydzianej.

Musiałam tak leżeć 30 minut. Ledwo wytrzymałam. Efekt? Zadawalający. Cera delikatniutka, chociaż i tak nie narzekam ale…trzeba zadbać teraz to, na głęboką starość może nie będą widoczne głębokie zmarszczki.

Dwa popołudnia (poniedziałek i wtorek) poświęciłam na upiększanie się: brwi i rzęsy, włosy: odrosty i pasemka.

No trzeba jakoś wyglądać na wyjeździe.

Cebulkowy dzień – dokarmianie wiewiórek

10 minut leżenia w łóżku dłużej i…już łóżka nie posłałam. Szybko poranna toaleta, kawy niedopiłam, zostawiłam, nawet nie przelałam do innego kubka. Jak ja nie lubię jeździć w ciemnościach, ale są sytuacje że, muszę.

W pracy byłam o 6am. Przed wyjazdem na wakacje, musiałam dopiąć niektóre sprawy.

Po 2 godzinach byłam już w drodze powrotnej do domu. Autostrady zablokowane, drogi boczne, również.

A miałam nadzieję że, trasę praca – dom pokonam dość szybko.

Nie ważne jaką trasę wybrałam, radio warczało, że wszystko wszędzie stoi. Ja też stałam.

Powrót do domu zajął mi 2 godziny!

A do pracy jechałam TYLKO 20 minut.

No dobrze… wczesnym rankiem. Tak w godzinach szczytu porannego, zwykle dojazd do pracy zajmuje mi do 45 minut. Powrót podobnie, tylko dziś wracałam kilka minut po 8am.

No cóż, dotarłam do domku. Miałam się pakować, ale po wypiciu kawci, zauważyłam, że deszczyk przestał padać, słoneczko wyjrzało, to ja w podskokach wybiegłam na zewnątrz. Postanowiłam że, przed wyjazdem wsadzę do ziemi cebulki tulipanów.

Robiłam dołki i wsadzałam, robiłam dołki i wsadzałam…a że miałam 405 cebulek to mi się bardzo ta robota ciągnęła.

Chwilami miałam dość, bo do tego doszło 80 cebulek szafirka i zawilca 80 cebulek.

Mogłam rozłożyć pracę z cebulkami na 2 dni. Spieszyłam się, bo zapowiedzieli na jutro deszcz, ciepły deszczyk.

Po posadzeniu cebulek osypałam rabatki korą. Poźniej podmuchałam przejścia, ścieżki i patio od paprochów i połamanych gałązek.

Po zakończonej pracy, przeszłam się obok rabatek i podziwiałam moją pracę.

Będzie ładnie, tylko….ile z tych cebulek będzie tulipanów.

Wiewiory pod moją nieobecność wykopią połowę. Rozumiem żeby, jadły, ale nie, wykopią i zostawią.

Na wszelki wypadek, rabatki popryskałam specjalnym środkiem, odstraszającym wiewiórki-szkodniki. Na ile pomoże?

Nie pomoże.

Śnieżynki powolutku zaczęły puszczać pąki kwiatuszków. Ominie mnie przyjemność patrzenia na śnieżne maluykie kwiatuszki.

Poczieszające, że po przyjeździe będę oglądać tulipany.

Przynajmniej mam taką nadzieję.

Następna platforma blogowa

Zostaje zamknięta. Gdzie to ja nie byłam… od bardzo długiego czasu jestem na wordpress. Musiam zmienić nawę bloga nawet tutaj gdzie jestem.

No cóż, wirusy nie tylko lubią moje ciałko ale i moją elektronikę. Nawet w iphonie mam zainstalowany program antywirusowy. Apple pezecież ma tak dużo zabezpieczeń lecz…jestem magnez na wiruski.

Onet zamknęli i ludziska tłumnie zbiegli się na wordpressa. Teraz blox zostanie zamknięty.

Szkoda bo…onet miał swój klimat, blox też przestanie istnieć.

Kończy się pewna era internetowo-blogowa.

Spamy

Jakieś nawiedzone stworzenie z NY zarzuciło mi że: publikuję kopiowane materiały do mojego bloga.

Nawiedzone stworzenie zostało zablokowane bez żadnych uprzedzeń i odpowiedzi, z mojej strony.

Zdjęcia w 99,9% wykonane zostały przeze mnie osobiści. Jeśli jakiś gif znajdzie sie na moim blogu to nie omieszkam zaznaczyć, że nie jestem właścicielem czy też wykonawcą. Oj ostatni gif z ogniem pominęłam. Tylko nie pamiętam z jakiej strony ściągnęłam. Poszukam, odszukam, informację zamieszczę.

Stworzenie z NY pozostawiło komentarz pod postem Letni ogród, gdzie zamieściłam zdjęcia kwiatów z mojego ogrodu.

Dlaczego stworzenie? Nie znam płci tego kogoś i możliwe że, to była jedynia maszyna która ma za zadanie prowokować do odpisania komentarza, emaila lub odwiedzenia strony internetowej. A póżniej… tak jak miałam 16 lat temu.

Otwórz zdjęcia które wysłałem…

Traf chciał że, czekałam na zdjęcia od siostrzeńca który był w Miami. Otworzyłam… błysnęło.. czarny ekran..

Nowiuśki laptop diabli wzięli. Nie było mi szkoda tak bardzo laptopa. Zawartość była bezcenna.

W tym przypadku, sprawdziłam IP i zablokowałam.

Nic więcej, zrobić nie chcę i nie potrzebuję.

Na żadne prowokacje sie niepiszę.

Plany

A mówiłam, że nie planuję. Tylko nie zawsze da sie wyjechać na wakacje bezplanowo. Po prostu to niemożliwe. Trzeba zarezerwować hotel, bilet lotniczy i samochód na czas pobytu. Nie polecisz jeśli nie masz przynajmniej blitetu lotniczego. Mozna jechać samochodem jeśli jest to w możliwościach komunikacji lądowej. Trzeba jednak mieć w planach: tankowanie, jedzonko i odpoczynek na trasie.

Więc, w ubiegłym roku nie wyszedł nam wyjazd na wakacje połączone z uroczystością 13-tej rocznicy ślubu. Zarezerwowany hotel i bilet lotniczy, trzeba było odwołać, niestety. MM rozpoczął pracę w nowej firmie, na siłę można było lecieć na nasze wakacje, lecz nie wypadało.

W tym roku, a właściwie w tym tygodniu, lecimy na Arubę, wyspę o powierzchni 179km² z ładnymi plażami i wieloma atrakcjami. Mamy zarezerwowane niektóre z nich, jakie oferuje wyspa. Pływać łodzią… będę ale nie za bardzo lubię, przeżyję, lecz gubię się w małych przestrzeniach. Kołysanie też przeżyję jeśli zażyję tabletkę. Panicznie boję się wody, no cóż jak atrakcja to atrakcja, popłynę. Będzie zachód słońca z lamką wina, safarii, wycieczka po wyspie na ATV, śniadanie z lunch na żagłówce i coś tam jeszcze co MM uważał za stosowne zarezerwować.

Oczywiście, że jestem podkscytowana, bo jakże inaczej.

Biorę za sobą najnowszy aparat fotograficzny jaki mi MM zakupił. Jest to Sony RX100 VI. Mały, poręczny i podobno wiele potrafi. Uczę się obsługi, mam nadzieję na cudowne zdjęcia. Biorę również ze sobą mego NIKON750, jest niezastąpiony.

Jeszcze nie byłam na wakacjach a ostatniej nocy, spaliła mi się skóra. co było przyczyną tej alergii nie wiem. Początkowo poczułam, że skóra jest gorąca, i czerwienieje, po nie spełna minucie już mnie ogniem paliła  i za chwilę swędzenie. Mogłam w tamtym momencie skóre z siebie zedrzeć. Obudziłam MM, który przyszedł mi na ratunek. Pomógł mi posmarować się maścią Cortizone-10, która prawie natychmiast zaczęła działać. Temperatura skóry zaczęła opadać, kolor też wracał do normalnego koloru ciała. W momencie “ataku” skóra wyglądała jakbym spaliła się na słońcu tylko bąbli nie było widocznych, jedynie przy dotyku były wyczuwalne podskórne.

Zanim wyruszę na wakacje, postaram się jutro odwiedzić lekarza. Nie chcę żadnych niespodzianek na moich wakacjach.

Dziwne. Zaczęło oklo 2 tygodnio temu, od jęczmienia na oku. Magia magią, przesądy przesądami ale wyczytałam, że pocieranie złotem, pomaga. Powiem, że pomogło. Zaczerwienieni, swędzenie i ból powieki ustawał, kiedy zaczęło mnie boleć nad nadgarstkiem w miejscu gdzie nosi się zegarek. Promieniowało do środkowego palca. Bół ostry, że czasami wydawałam syczące dżwięki. Prowadząc samochód musiałam zdjąć zegarek bo ból był bardzo dotkliwy. Dwa dni i o bólu ręki zapomniałam, ale… szyja dała o sobie znać. Bół z prawej strony przejmujący i nie ozwalający na prawo skręt. Dotknąć nie można, skręcić nie można. Migdałki ok, przełykanie też normalne. 2-3 dni smarowałam maścią i chodziłam owinięta leciutkim szaliczkiem. Ból szyji mijała kiedy… opryszcka zaatakowała mój pośladek.

Zaczęłam siebie pytać… kiedy to się skończy? Opryszczka nie pozwalała na spokojne siedzenie i leżenie. Stanie ok ale ciężko prowadzić samochód w pozycji stojącej jak też i spanie na stająco wyglądało mi na nie bardzo komfortowo. Opryszczka już się goiła w czym pomogła maść Abreva, zaatakowała mnie płonąca alergia.

Tylko … nie mogę znależć przyczyny. Skutek to był, jeszcze trochę to bym została bez skóry.

Przypuszczam, że wirus mnie jakiś zaatakował.

Na wirusa nie ma lekarstwa – podobno. Może, można czymś go chociaż uśpić jeśli nie ma sposobu na zabicie.

Raz w roku

WALENTYNKI

Sklepy kuszą klientów balonami, kwiatkami, czekoladkami i różnymi prezentami. Ja też kupiłam różowe kwiatki w doniczce i baloniki na plastikowym patyczku.

Dlaczego nie?

Jeśli jeszcze mam żyć 25 lat to już mi pozostało 24 razy obchodzić wszelkie święta które są raz w roku. To niewiele.

Dziecko, które się rodzi ma takich świąt 78,87,90. Zakładając, że rodzi się zdrowe i żyć będzie w zdrowiu.

Więc, trzeba cieszyć się z każdego święta, mniejszego i większego.

Buraczki połączone z MBA

To był szybki poranek. Nie miałam czasu na poranną kawę i śniadanko. Kubek z kawcią wzięłam ze sobą i tak z kawcią w ręku wtoczyłam się o 6:10 am do pracy.

Za oknem było ciemno kiedy przystąpiłam do obowiązków. Niewiele pracy mniałam, skonczyłam szybciutko.

Po drodze do domu zajechałam do Farmers Market. Sklep z towarami z różnych stron świata. Chlebek żydowski, mąka pszenna rosyjska, budyń arabski, ogórki konserwowe polskie, ryż chiński.

Kupiłam buraczki czerwone z pól amerykańskich, ugotowałam barszcz czerwony. Czasami trafiają się buraki gorzkawe, rzadko ale się trafiają, te słodziutkie i smaczniutkie i taki wyszedł mi barszczyk.

No miałam degustatora w postaci MSJ, zjadł dwie miseczki. Można powiedzieć, że był głodny. Ale to nie tak, jak syn głodny a w domu nie ma nic do jedzenia lub jest to czego nie lubi, jedzie do restauracji. Nie mam obowiązku gotowania i zaopatrywania lodówki. Gotuję bo mam chęć, dogodzenia moim milusińskim.

Zaproponowałam MCD aby przyjechała po zupkę. Odmówiła, pracę późno kończyła a później szkoła.


Nie wiem czy pisałam. MCD pracuje na pełen etat w dużej renomowanej na całe stany kompanii. Jest zadowolona. Tylko nie wiemy co będzie z MBA, aplikację wprawdzie złożyła, ale nie ma niezbędnego do przyjęcia, stażu pracy na stanowisku menagera. Od początku rozpoczęcia studiów w stanach, była i jest honorowym studentem, z tym że to w przyjęciu na MBA nie pomaga. Musi zdać test GMAT. Buntuje się bo, na uniwerku miała 60% GMAT. To tylko wyciąganie pieniędzy. W stanach wszystkie studia są płatne i to nie mało. Chyba że znajdziesz sponsora, który uwiąże ciebie do biurka za marne centy, bo przecież musisz odpracować to, co w ciebie włożył.

Po 5-10 latach jest za późno na rozwój zawodowy, jeśli ciebie taki sponsor wyżyłował, podcinał skrzydła. Jeśli trafisz w dobre ręce to lecisz na fali zawodowej. Szansa na dobrego sponsora jest 50/50. Jeśli można uniknąć ryzyka, unikajmy.

Wieczorkiem siedziałam w internecie i sprawdzałam poziom trudności tego testu. Trudny.

W najbliższych dniach się wyjaśni, czy przyjmą ją na MBA czy też nie. Prowadzi rozmowy, ma dobre referencje. Ma 0,1% szansy. 🙁

Dostanie się na MBA w Polsce to jest bułka z masłem. Nie potrzeba żadnego doświadczenia na żadnym stanowisku, nie zdaje się testu GMAT.

Tylko do Polski nie pojedzie. Pracy nie rzuci, po powrocie nawet z dyplomem, nie będzie łatwo znaleźć pracę. Jednym słowem po wypadnięciu z “obiegu”, stajesz na straconej pozycji, zaczynasz od początku.

Jednym słowem czekamy, minimalna nadzieja, a byłby ewenement gdyby przyjęli, ale 0,1% jest lepsze od 0%.


Jak widać, każdy ma inne problemy życiowe.

Ktoś na świecie walczy o bułkę dla swego dziecka, gdzieś tam lawina przysypała turystów, inni ślub biorą aby za 3 minuty się rozwieść, komuś się dziecko rodzi lub ktoś z rodziny umiera.

Ile jest ludzi tyle jest problemów, kłopotów, zdarzeń, zdarzeń tragicznych i szczęśliwych.


Córcia do domu wróciła przed 11pm. A ja czekałam na wiadomości od niej.

Mogłam już poprawić poduszkę i usnąć.

Nie ważne w jakim wieku są i będą moje dzieci. Zawsze będę się o nie martwić i cieszyć z ich szczęścia.

Co się odwlecze….

Zanim wyjechałam do pracy. Wyjęłam naczynia ze zmywarki. Zmyłam blaty w kuchni i płytce gazowej. Stół kuchenny doprowadziłam do używalności po śniadaniu. Oczywiście MM wrócił i usmażył mi boczek. No nie mój 😀.

Ogarnęłam wzrokiem moją jadalnię i kuchnię…i mogłam jechać do pracy.

Po pracy, wracam …kuchnia nie naruszona. MM pracował cały czas w office.

Na późniejszy lanch wybraliśmy się do Whole Foods. Można wybrać co lubisz, co chcesz i ile chcesz. A, że mój żołądeczek się skurczył to niewiele mi trzeba.

Córcia zmówiła na niedzielę tort Napoleon. Zanim zaczęłam zabawę z “generałem”, zrobiłam drzemkę.

Ciasto jak najbardziej zrobiłam, ale nie miałam ochoty już na pieczenie. Czym dłużej pobędzie w lodówce, tym lepiej. Piekarnik też nie był gotowy. Na święta Bożego Narodzenia piekłam ciasto pomarańczowe. Wszystkie składniki wymieszałam jak w przepisie było podane. Olej kokosowy też dodałam, zgodnie z zaleceniem, tylko nic nie było o tym, że tą białą maź powinnam rozpuścić przed dodaniem do ciasta. Ciasto piekło się, a z niego kapało i kapało, nie mogłam zrozumieć dlaczego? Pierwszy raz w życiu używałam oleju kokosowego, więc mogłam nie wiedzieć. Olej palił mi się w piekarniku, a ja miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie było!

Cały olej wykapał zanim ciasto się upiekło. Po ostudzeniu, ciasto wyszło w zapachu pomarańczowe, w krojeniu kamienne. Byłam jedyną osobą, która spróbowała kamienne ciasto.

Póżniej do pieczenia używałam drugiego dolnego piekarnika, górny oczekiwał na czyszczenie. Oczywiście czyszczenie automatyczne jest, z tym, że cały proces trwa 3 godziny i spala wszystko. Przy spalaniu mam taki smród w kuchni, że pochłaniacz oraz otwieranie okien nie pomaga.

Spryskałam więc chemią piekarnik górny, dlaczego górny taki ważny? Jest z termoobiegiem.

Odmaczałam i czyściłam, aż… zostawiłam.


Seans wieczorny

Obejrzeliśmy z MM przepiękny film rysunkowy Dumbo oraz Something’s gotta give w rolach głównych Jack Nicholson, Diane Keaton oraz Keanu Reaves.

Mam wiele ulubionych filmów, które mi się nigdy nie nudzą. Zawsze znajduję w nich coś ciekawego i zawsze mnie rozbawiają do łez. Podobnie z książkami.


Ciasto podzielone na kuleczki, zostało w lodówce.

Wiosenny relax

Dziś znów sprzątałam zeszłoroczne liście. Poprzycinałam krzewy, odsłoniłam, niektóre kwiatki. Potrzebne mi jest jeszcze jedno słoneczne popołudnie, aby dokończyć pakowanie liści. Może czwartek, bo w pozostałe dni ma padać. Jeśli w czwartek zacznę pracę (zawodową) wcześniej, to w domu powinnam być około południa.

No oczywiście, się zobaczy.

Wyniosłam już trzy donice z kwiatami domowymi na zewnątrz. Jeśli wyskoczy zimniejsza nocka, to opatulę. Nie spodziwamy się przymrozków.

Bardzo przyjemnie posiedzieć na decku, po pracy fizycznej na yardzie. Winko w kieliszku, mogę się w końcu zrelaksować.

Najważniejsze, jeszcze nie ma komarów, meszki i innych nieprzyjemnych i natrętnych owadów.

Trzeba korzystać z pięknych dni, jak przyjdą upały to nie będzie żadnego relaksu.

Mróz

Oj, co tam mróz w Chicago.

U mnie +18C dziś było. Teraz +10C.

Aby do wiosny 😁

No nie wiem co tam piszą w mediach na tą chwilę: czwartek 8pm i ileść tam minut, takie mamy oto temperatury.

Toronto w Kanadzie ma podobnie jak w Vermont.

W moim mieście w Polsce jest ZERO C.!

Jaki będzisz dzisiejszy dniu?

Oczywiście, że zależy tylko wyłącznie odemnie. Jestem poddenerwowana. Bez przyczyny. Nikt przecież w nocy, mi kołdry nie ściągał.

Chciałam wymyć zęby, tak normalnie w spokoju, bez MM podglądania, stania, patrzenia się, gapienia. Zrobić poranną toaletę bez “świadków”. Uffff

Trzeba było na kilka minut zrezygnować, bo moje kochanie drepcze mi po piętach. Uff

Zaleciałam w końcu do łazienki i zrobiłam poranną toaletę. Mamy kilka łazienek, ale nie będę wszędzie ustawiać szczoteczek, płynów, dezodorantów itd. chociaż w tej na parterze, w szafce nam szczoteczki i inne przybory, emergency.

Więc, przygotowana do pracy, wchodzę do kuchni. Tam MM, moje kochanie, szykuje dla mnie śniadanie. No i znów poddenerwowanie, które tłumię. Przy śniadaniu, moje milczenie zaczyna denerwować MM. No jak, jak powiedzieć, jak określić moje zachowanie, jeśli sama nie wiem o co chodzi z moim systemem nerwowym?

Dwa słowa, zdołałam wydobyć z siebie bez wyciągania zawleczki. Zamilkłam.

Pojechałam do pracy, jadąc pytałam… jaki będziesz mój dniu, jaki będziesz??…

Na autostradach było spokojnie tylko ja, rwę do przodu jak rajdowiec.

W pracy….Hello, how are you, good morning… i się nagadałam.

Spięłam się przy swoich obowiązkach. Nic mnie nie interesowało.

Do domu leciałam 132km/h rozglądając się na boki, czy aby na pasie obok nie leci “nieoznaczony”. Denerwowali mnie wolniej jadący, przekroczyłam dozwoloną prędkość, ale coś mnie pchało do przodu. Przecież na moich autostradach nigdy nie jest pusto, czasami zastanawiałam się gdzie ludzie jadą w nocy. 18 lat temu było spokojniej, korki były w godzinach szczytu, teraz to cud, lub autostrada zablokowana.

Wróciłam do domu cała i zdrowa. Dobrze, bo rozpędziłam się, że w ostatniej chwili hamowałam. Samochód przy chamowaniu zatrząsł się i … zatrzymał. Ojjj może 20 cm od samochodu przedemną.

Dobre mam hamulce!!!!

Dobra moja refleksja.

A do domku miałam dosłownie z 400m.

Wchodzę najeżona. Znów mi nic nie pasuje.

Myślę…głodna to i zła…

MM miał telekonferencję, więc nie pobiegłam do niego, ale gdyby nie miał też bym nie pobiegła.

MM zszedł za jakiś czas do kuchni, mój nastrój, handra jak go zwał, tak go zwał, okropny, nie zachęcił do rozmów MM.

On uciekł do swego office a ja, około godziny siedziałam i gapiłam w okno. Nawet nie myśląc i nie patrząc.

Ostatecznie położyłam się na łózku w obówiu i ubraniu, przykrywając się ozdobną kołderką. Nie dbałam, kurz czy jakieś inne nieczystości, przywlokłam do łóżka.

MM zaglądał pytając, czy już mi przeszło.

No jak ma nie przejść, kiedy patrzę na jego zmartwiony buziaczek.

Toż on ma mnie, jedyną.

Jak widać jestem bardzo “nastrojowa”, następny napad za około roku.

szleństwo śniegowe ⛸,⛄️

          TV wczorajszego wieczoru oszalało. Co chwilę alarm śniegowo sztormowy. Będzie padać!!!!!!Odwołano nauczanie we wszystkich szkoładch, od elementary po university. Niektóre zakłady pracy również zostały zamknięte.

To i ja wyskoczyłam po południu na yard, podmuchać liście, popakowac do wrów. Mokre liście ciężko się pakuje i rękawice szybko mokną. Liści było niewiele, ostatnie jakie spadły późną jesienią. Dmuchałam tylko i wyłącznie na back yardzie gdnie mam 11 wysokich liściastych drzew, nie liczę drzew z sąsiednich 2 działek, które rosną na granicy działek, a ich gałęzie sięgają na moją działkę. No cóż, moje dwa drzewa z tych 11 rosną na granicy, cudzych. A więc, jakby nie było nie mam 11 drzew a 16. Jest co robić jesienią, wiosną również. Drzewa liściaste kwitną i po przekwitnieniu strzepują z siebie paprochy.

Już było ciemno kiedy ostatni wór zawiązywałam. MM nie sprawdzał, nie nawoływał tym razem, miał komputerowy problem do rozwiązania.

Ponownie włączyłam tv a tam…zostawać w domu nie wychodzić…

Syn śle smsy…jak myślisz wyjadę jutro rano, to czy zdążę do 2pm przed śniegiem? Radzę, aby omijał drogi górzyste, lepiej jechać okrężną drogą, po płaskim terenie, niż ślizgać się bez możliwości hamowania.

Moja córcia pracuje z domu na komp. Ogólnie to ona jeden tydzień w miesiącu pracuje z domu, nie musi stawiać się w biurze.

Krzyku w mediach strasznego narobiono, że śniegu 1-2″, deszcz marznący, że black ice i takie tam informacje pogodowe. Co do czego doszło, to deszcz popadał 2 godziny przy +3ºC. Później wyjrzało słoneczko i wysuszyło ulice i chodniki.

Możliwe, że coś nas jeszcze zaskoczy, jeśli chodzi o pogodę, lecz w następnym tygodniu temperatura będzie sięgać +20ºC.

Nie omieszkałam zrobić kilka zdjęć WIOŚNIE, która zawitała już do mojego ogródeczka.

WIOSNA

wiewiórki wygrzebały cebulkę hiacyntu

WIOSNA

 

Przeczytałam i nie doczytałam…

Bo poruszyło mnie coś…..

Nie zajmuję się polityką, bo wiadomo, każda następna partia rządząca, dorwie się do “rządzenia” i szarogęsienia się …. i będzie tak samo.

Nikt się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził.

My jako naród, bez znaczenia na lokalizaję na tym globie ziemskim, albo się dostosujemy albo padniemy.

Jednostka ma wiele do stracenia zaczynając od braku mleka dla niemowlaka do własnego lub życia najbliższej osoby.

Jestem prawie na bieżąco z wiadomościami z kraju w którym mieszkam oraz w którym się urodziłam. Raz się zgadzam, innym razem nie, z ustawami zarządzeniami i nakazami zatwierdzanymi przez ustawodawcę.

Zgadzam się – jestem zadowolona, że idzie coś tam w wielkim świecie, powiedzmy, po mojej myśli. Z tym, że … wcale nie musi się z tymi ustawami zgadzać mój sąsiad lub ktoś z rodziny.

Nie zgadzam się – mogę być sfrustrowana, ale widzę wokół mnie zadowolonych. To oznaczałoby, że coś poszło po ich myśli. Nie złapię transparentu w dłonie i nie będę wykrzykiwać nienawistnych haseł, bo z rana muszę iść do pracy, to pierwsze. Drugie, patrząc na hasła osób z innego, powiedzmy, zgrupowania, mogłoby dojść do rękoczynów. Chociaż jestem przeciwna, wszelkiemu mordobiciu. Brzydko mówiąc.

A więc, nie zajmuję polityką, a dyskutuję tylko w gronie mi znanym.

Mogę podyskutować o ptaszkach, kwiatach, literaturze itp. wyłączając politykę. Nie jestem wszechwiedzącą matroną, ale dobrym i cierpliwym słuchaczem, na pewno.

Mój świat to jest moja rodzina. Dzieci ( siostra przedwczoraj powiedziała … jesteś szalona na punkcie swoich dzieci, i wszystko co dla nich robisz, robisz dobrze…miło był to usłyszeć), MM którego kocham i szanuję. Rodzice, obecnie moje uczucia są zachwiane, ale kocham swoją mamusię, martwiąc się bardzo o jej zdrowie psychiczne. Siostry, jak to w rodzeństwie bywa, ale mogą na mnie liczyć.

Kolejność członków rodziny jest przypadkowa i proszę niczego się nie doszukiwać. Miłość i szacunek nie musi ze sobą walczyć, tak jak nikt z rodziny, nie musi walczyć o moje uczucie.

Moim światem jest praca w ogrodzie, sadzenie kwiatów, pielenie, podlewanie. Uwielbiam prace fizyczne i nie straszne jest dla mnie zrobienie pustaka żużlowego, zmurowanie ściany – z otynkowaniem miałabym problem.

Mój świat to rodzina i namacalne życie codzienne, jakim jest pieczenie bułeczek, chleba….itp, właśnie, dziś na zamówienie będę gotować grochówkę😁🍵🍵🍵

Moim światem jest mój dom, w którym tak wiele się dzieje, że nie muszę sięgać do polityki aby sobie czas nią wypełniać.

Może wydać się to przyziemnym, lecz wolę żyć i stąpać po ziemi, niż latać w obłokach i spaść z nich na ziemię dotkliwie się tłucząc, w najlepszym przypadku.

Można też powiedzieć, mam już swoje lata. Zaczynałam od malarza klubu wiejskiego a skończyłam na wykładowcy akademickim. Z nie jednego pieca chleb jadłam i nie jeden piec rozpalałam.

Tak jak wielu z nas zastanawiam się…jakie losy czekają naszą kulę ziemską… Mnie tu już zapewne nie będzie, kiedy wprowadzą latające taxi. Ale taka jest kolejność … rodzimy się, żeby umrzeć….

Dzięki rodzicom, zobaczyłam ten uroczy świat i poczułam co to jest życie.

Politykę zostawiam za sobą, ona nie jest moim motorem, na każdy następny mój dzień.

Córka swojej matki, matka swojej córki

MM pracował przed komputerami, ja poniewieram się po domku. Aby nie marnować dnia, jak to zrobiłam z dniem wczorajszym, postanowiłam zrobić porządek w mojej biżuterii lub z moją biżuterią.

Nałożę, położę, zaplączę itp.

Zawsze przed wyjściem nakładam to co jest pod ręką, a to znaczy, to co ostatnio.

Nie lubię nosić na co dzień biżuterii. Łańcuszki nawet te najdłuższe mnie duszą, pierścionki i obrączki przeszkadzają. W bransoletach czuję się jak w kajdanach. Od święta, oczywiście, lubię błyskotki aby zabłysnąć. 😁

Złoto amerykańskie, nie jest złotem. Pozłacany metal. Nie czyszczony zczarnieje, zzielenieje. Podobnie ze srebrem. To nie jest żadną tajemnicą dla amerykanów.

Mam ruskie obrączki, kilka pierścionków, parę kolczyków, jakiś wisiorek, medalik syna. Żaden to majątek, raczej złomowy majątek.

Układając moje precious, odkryłam, że nie ma mojej ślubnej białej torebki w której trzymałam “kosztowności”.

Zaczęłam zastanawiać się kiedy ostatni raz widziałam torebkę, a nie była w jakiś szczególny sposób chowana. Leżała w szufladzie, nie było potrzeby chować pod podłogę, zakopywać pod drzewem, murować w ścianie, zatapiać w spłuczce, wynajmować skrytkę w banku.

Nie było potrzeby, ale teraz nie ma mojego ubogiego majątku. Obrączki fajne dla syna lub córki lub na przetop. Medalika szkoda. Pierścionek jeszcze z mojej młodości z rubinem, szkoda, ale na żaden palec mi nie wchodził.

Ostatni raz było przed świętami, kiedy obracałam w palcach medalik syna.

Na święta była młodsza córka MM. Dwa lata temu “pożyczyła” sobie kartę mojej córki, z której skorzystała. Nie zrobiła olbrzymich zakupów ale około 100$. MM uważał, że nic się nie stało, pomyłka. Dla mnie i moich dzieci to była kradzież. Odbyła się rozmowa telefoniczna pomiędzy MMCM a MM. Ogólnie rozeszło się po kościach.

W ubiegłym roku było OK.

Te święta 2018?

Czyżby ona, znów?

Uspokajałam siebie.

Nie złapałam za rękę, nie mogę oskarżać. Ale jest takie coś jak, proces poszlakowy. Nikt nikogo za rękę nie złapał, ale skazali.

No i ja już miałam w swoich myślach MMCM skazać, ale zapaliła się czerwona lampka … robisz tak jak twoja matka!!! Oskarżała ciebie, starszą, młodszą i zięcia, obrusy się znalazły. Teraz znów zginęły. 😁😁Te obrusy stoją mi już kością i ością w gardle.

Zaczęłam poszukiwanie w closet https://goo.gl/images/jmkNSx .

Wszystkie pudła z obuwiem, torby, torebki, półki przewaliłam.

Myślałam … no nie ma i już nie ma nadziei, no cóż, powiedzieć nikomu nie mogę, nawet dzieciom, po pierwsze żadne kosztowności i nie ma żadnego złodzieja. Ukradła to znaczy pożyczyła, ale amerykanie nie rozumieją co to jest ruskie złoto. Gdzie by to sprzedała? I co? butelkę wina by sobie kupiła? I znów młodszą MM w myślach oskarżałam, mimo że za rękę nie złapałam.

Była u nas tydzień i czas miała. Takie oto myśli kłębiły się w mojej głowie.

Wtedy właśnie, wzrok padł na stojącą walizkę. Wiedziałam, że w niej najważniejsze dokumenty i w razie pożaru, wybić szybę i wyrzucić przez okno na piętrze.

Otworzyłam walizkę, nic szczególnego, segregatory i teczki na rzepy.

Podniosłam segregator a tam !!!! Biała ślubna torebeczka.

Nie wolno nikogo oskarżać jeśli nie mamy 200%pewności.

Po oskarżeniach mojej matki czułam się źle, jeszcze gorzej jak nie mogłam jej udowodnić, że nie wzięłam.

Ja chciałam “skazać” MMCM tylko dlatego, że 2 lata temu popełniła “pożyczkę”.

Chciałam “skazać” ale szukałam dalej, dając jej tym szansę.

Moja mama nie szuka i nie sprawdza, mówi….wiem, że nie ma i sprawdzać nie muszę..

animacja pochodzi z www.gfycat.com

Nienawiść niszczy, miłość buduje i scala….

Większość wczorajszego dnia spędziłam w łóżku. W czwartek w pracy byłam już po 6am chciałam wykonać pracę za piątek i tym sposobem mieć wolny dzień.

Piąteczek, wolny dzień, powinnam pospać dłużej, ale nie udało się, niestety.

Pomyślałam o mamusi. Jak ona się czuje, co robi? Przecież nie jest tak, że jej nie lubię. Kocham ją. Więc, zadzwoniłam. Mamusia takimi błyskawicami nienawiści strzelała, że mogłaby spalić całą kulę ziemską. Do mnie i starszej siostry żadnych pretensji, to w kierunku do swego zięcia i najmłodszej cóki.

Tak odwdzięcza się za lata opieki. Nie tylko nie wytrzymałam ale i się przestraszyłam. Rozłączyłam się po 20 minutach.

Mamusia z każdą z córek rozmowy przeprowadza w inny sposób: starsza – to starsza obsmarowuje wszystkich nie szczędząc swoich dzieci, a moja mamusia, słucha i przytakuje: ze mną – obgaduje starszą i młodszą córkę, przy tym nie ukrywa nienawiści:

z młodszą córką – warczy jak pies, strzela oczami z nienawiści ale milczy, nikogo nie obgaduje.

Więc, powiedziałam, że może do mnie zadzwonić jak będzie miała ochotę na normalną rozmowę i się najnormalniej w świecie rozłczyłam.

Ciśnienie krwi podskoczyło bardzo wysoko. Głowa bolała niemiłosiernie. Na takie przypadki mam przypisane przez lekarza specjalne tabletki.

Po przyjęciu tabletek, ciśnienie znikomo opadło, ale nie byłam zdolna do wykonywania żadnych czynności oprócz leżenia w łóżku.

Nie mogłam pozbyć się z pamięci usłyszanych słów, słów wypowiedzianych przez mamusię z niewyobażalną nienawiścia w kierunku do szwagra. Człowieka który całe swoje życie jakie spędził w domu obok, traktował moją matkę z największym szacunkiem i miłością.

Ta matki nienawiść, przestraszyła mnie bardzo, że zapaliłam świeczkę przy zdjęciu TATUSIA( one palą się prawie przez te niespełna 10 lat), prosząc aby swoją żonę, miał w swojej opiece. Tylko … mój TATUŚ ma w niebie nareszcie spokój i nie chce zapewne patrzeć na nasze kłopoty jakie funduje swoim dzieciom jego żona.

Dziś jestem w lepszym humorze i ciśnienie krwi wróciło do normy. W dalszym ciągu odczuwam strach przed nienawiścią matki do szwagra i młodszej siostry.

Mężuś mój w domu i mam do kogo się przytulić. Usiąść na jego kolanach i wyszeptać …I love you…

Ugryźć za uszko i uciec szybciuko do pieczenia bułeczek.

buleczka z dżemem

Spokojnie jak na wojnie…

Na prawdę spokojnie. Do mamusi nie dzwonie i ona do mnie nie dzwoni. Po powrocie z pracy zajrzałam do laptopa – skype- historia. ( mamusi profilu bo ja jej założyłam na swoim ipadzie, który jej zostawiłam). Starsza do mamusi dzwoni lub odwrotnie. Mają podobne charakterki to i niech się kumplują.

Skypa z iphona wykasowałam i nie jestem teraz dostępna 24h.

Mamusia do mnie ( jak wynika z historii połączeń) wczoraj i dzisiaj nie dzwoniła. Ufff i bardzo dobrze.

Chcę ciszy i spokoju.

Wcześniej czy później będę o sytuacji poinformowana. Lepiej później.

Deszcz rozpadał się w godzinach popołudniowych a ja przed 8pm wskoczyłam do łóżeczka pod kocyk elektryczny i dodatkowo dwie kołderki. Ogrzewanie w domu mam nastawione na 24C.

Zauważyłam: przy spadku wagi ciała jest mi bardzo zimno. 8kg już mi ubyło, jeszcze ze dwa.

W poniedziałek zrobiłam blok tak PRLowski. Słodziutki, smaczniutki, więc przez kilka dni będę się nim zajadać, więc waga nie spadnie.

W marcu lecimy na wakacje. Wchodzę już w swoje bikini z przed 17 lat. Wchodzę…. 2kg mniej i będę laseczka😁.

MM wróci dopiero w piątek🙁🙁🙁🙁

Historii nie zmienisz, ale możesz mieć piękny jutrzejszy dzień, jeśli się tylko postarasz😁😁😁

Dzisiaj mamy święto. Mogę wylegiwać się w łóżku. MM pojechał do pracy, ktoś musi zarabiać, aby ktoś mógł leniuchować. No nie tak do końca. Jutro i ja do pracy.

Postanowiłam, że w tym tygodniu nie będę dzwonić do mamusi. Postanowienie, postanowieniem. Nie zdążyłam wypić porannej kawy, a tu nagle skype dzwoni.

Mamusia!

Oczywiście, że odebrałam.

Zanim wczorajszej nocy usnęłam. Analizowałam opis zdarzeń mamusi, młodszej siostry, siostrzenicy i szwagra.

Siostra i szwagier mają prawo być zmęczeni opieką i rozpieszczaniem mamusi.

Kotlecik nie za bardzo przypieczony?, a wątróbka jak smakuje? mama uważa na ości w tej rybie….herbatkę ci zrobię inną jak tej nie lubisz itp.

Szwagier na przemian z siostrą usługiwali.

Mówiłam ….za dużo się starasz. Co kilka godzin wykonywała telefon do mamy, czy aby wszystko dobrze, czy nie potrzebuje pomocy. Zwalniała się z pracy, woziła do lekarza, a jak mamusi źle się czuła zostawała w domu biorąc wolny dzień.

Siostra inaczej nie potrafi taka jest i jej nie zmienię, swojej matki też nie zmienię.

Zaistniały jakieś nieporozumiena, pomówienia i plotki. Każdy zasypywał mnie tymi nieciekawymi wiadomościami.

Mamusia płakała, że nikt jej nie wierzy.

Siostra ze szwagrem, że matka niewdzięczna i wymyśla, plącze, plotkuje. Udaje chorą jednym słowem symulantka. ( z tym udawaniem to jest trochę a może więcej niż trochę, prawdy)

Znów coś zginęło a coś się odnalazło.

Usnęłam.

Senne majaki męczyły całą noc.

Po obudzeniu….

A jeśli? A jeśli 0,00000000000001% jest tak jak mamusia mówi? Co ja bym zrobiła gdyby nikt mi nie uwierzył? Może przekręciła zdarzenie, a jeśli nie? Nikogo w domu nie było tylko ona i szwagier. A szwagier? Szwagier … jak może mama tak mówić!!!….powiedział

No właśnie, dlaczego nie zaprzeczył? A siostra? Opowiada jakby mnie chciała skłócić z mamusią. A mamusia opowiada jakby chciała mnie skłócić z siostrą. A może to tylko jest moje wrażenie? Nikt nikogo z nikim nie chce skłócić. A może to są jedynie frustracje z ciągłego bycia razem, mamusi z siostrą i jej rodziną? Czasami człowiek tak ma, że chce pogadać i wcale nie uprzejmie.

Odebrałam skypa.

Popłakałyśmy razem. Kazałam mamie przestać narzekać, i nie warczeć jak pies na siostrę. Siostra stara się jak potrafi a to nie jest łatwe ….opieka nad starszą osobą. Chociaż raz podziękować za darmowy i podany obiad. Może mamusia się nie zgadzać z wieloma sprawami ale wyjścia nie ma. Jeśli każą nałożyć nową bieliznę na wizytę do lekarza to nałożyć i nie dyskutować.

Słów powiedzianych już nikt nie cofnie i bólu jakie one dokonały niczym nie złagodzisz. Nie należy do tego wracać bo będzie jeszcze gorzej.

…to co? To mam milczeć!!?

TAK!!! Masz milczeć. Tatuś zawsze mówił mądry zawsze ustąpi, głupi nie ustąpi bo jest głupi.

Jesteś stara i powinnaś być mądrzejsza.

Z mamusią spędziłam prawie cały mój wolny dzień.(skype)

Uspokoiła się. Wiele rzeczy zrozumiała (tak myślę).

Nie dam ręki uciąć, że nie przekręciła pewnych zdarzeń.

Możliwe, że szwagier rozmawiając na skype (obraz był wyłączony) z moją starszą siostrą, a włściwie ją ochrzaniał (i miał za co) mamusia mogła odebrać te słowa jako skierowane do niej.

W tej walce wszyscy są pokonani. Niestety.

Ale…. to już historia.

___________

Przy rozstaniu siostra jak i mamusia były w dobrych nastrojach.

Trudno jest pomagać, radzić i rozwiązywać problemy przy użyciu SKYPA.

Mieszane uczucia

A może nie jest tak, jak ja myślę? A może faktycznie, jest tak, jak mamusia przedstawia daną sytuację? Chociaż to jakaś paranoja, ale przecież … może mieć rację. Chociaż to niemożliwe, że młodsza siostra jej siada na łóżku, tapczanie i miesza jej w wersalce w mamusi graciarni. Mamusia jest każdego dnia w domu, zauważyłaby. Siostra i szwagier pracują, po pracy gotują obiad, podają mamusi i niby kiedy zrobiliby takie coś, jak przewracanie jej w rzeczach. Mamusia mówi, że jak śpi. Nigdy, przenigdy tego nie robili i dopiero nagle teraz, mieliby jej dokuczać? Z jakiego powodu?

Nie mam spokoju w swoim sercu. Paranoja, paranoją ale…nic się kupy nie trzyma. Siostra opowiada co innego, mamusia ma swoją wersję. Komu wierzyć?

Siostra opiekuje się mamusią, ale po oskażeniach z mamy strony ogranicza się do podania obiadu, zawiezienia lub wezwania lekarza. Największa awantura była o zmianę pościeli i przebranie się. Mimo to, że mamusia nie chciała zmienić tej cholernej pościeli, siostra to uczyniła.

Moje kontakty są poprzez skypa. Codzienne kontakty z moją matką, byłyby dla mnie nie do wytrzymania. Z tym, że ja mieszkałabym w innej dzielnicy i odwiedziny byłyby również nie każdego dnia. Siostra młodsza w tym samym budynku lecz w oddzielnym mieszkaniu.

Byłam przecież w ubiegłym roku. Chciałam zmienić obuwie na kapcie. Wskazaną szafkę przez mamusię otworzyłam i wzięłam papucie jakie mi wskazała. Były to stare, wykrzywione i śmierdzące kapcie. Na moje spostrzeżenia..śmierdzące, zużyte, wykręcone, powiedziała, że ma nowsze. Podziękowałam zostałam na bosaka. Powiedziałam że te śmierdziuchy pójdę wywalę do kosza na śmieci. Obruszyła się, że jak zechce to i sama może wyrzucić. Nie docierało do niej, że śmierdzi cała szafka i to nie ważne czy tam nowe leżą czy stare kapcie. Wszystkie nabrały nieprzyjemnego zapachu. Była zła na mnie, mam nie ruszać i to nie moja sprawa. Byłam tylko z tzw. doskoku, młodsza siostra jest na co dzień.

Nie miałam zamiaru się kłucić, nie przyjechałam wywoływać jakieś scysje. Śmierdziuchy mają się dobrze, leżą sobie w szafce, a woń ich rozchodzi sie po całym mieszkaniu. Kupiłam mamie nowiuśką bieliznę (będąc w Polsce). Wysłałam paczkę na święta z nowiuśką, również bawełnianą bielizną. Można zgadnąć…nie nakłada, woli te majciochy z których gumka już wyłazi. Majciochy rozciągnięte. Skąd wie, że majciochy rozciągnięte? Robiłam dla mamusi pranie w swoim domu. Składałam te szmaty i nadziwić się nie mogłam… dlaczego? A kiedyś tak dbała o siebie, gdzie się podziała ta czysta dbająca o siebie osoba?

Tak…jestem rozżalona, bo daję tyle z siebie serca, a ona ciągle obgaduje i mnie również oskarża, plotkuje.

Po dzisiejszej rozmowie z mamusią, mam mętlik w głowie. Znów przyjęłam tabletke na uspokojenie, chce mi się płakać.


Moja córcia

Dziś były mojej córci urodziny. Żeby się pocieszyć, zadzwoniłam do mamusi. To jest starsza osoba, której mieszają się fakty, dni i wszelkie zdarzenia. Przy tym jest zła na wszystkich, sieje nienawiść, oskarża wszystkich o kradzież pieniędzy nie spawdzając czy są w miejscu ich ukrycia. Uparcie twierdzi, że okradziono, że ktoś myszkuje po jej pokojach, że zastawiane są na nią zasadzki. Jakaś paranoja. Na stwierdzenie, że jej się wydaje, odpowiada ….nie jestem durna, pamiętam … Nie dopuszcza możliwości zapomnienia czegoś, pomylenia. Prosiłam, tłumaczyłam, krzyczałam, aż się rozłączyłam. Starsza siostra, mamusie nakręca, plotkując, obwiniając pozostałych za swoją sytuację. Szczerze? Sama wypracowała swoją nieciekawą sytuację. Mamusię, 90 letnią kobietę, obciąża swoimi problemami, plotkując i pytając…dlaczego nie jestem bogata?… 69 letnia baba, zadaje takie pytanie.

No i z mamusią się rozłączyłam. Nie powiedzialam o moim upadku ani dziś ani wczoraj. Nie wspomniałam o urodzinach córci, bo i moją mamę to nie interesuje. Zawsze była pomiędzy egocentrykiem a egoistą.

A ja,

spędziłam cudowny wieczór w gronie swoich dzieci i ich towarzyszy życiowych i MM. (Przed wyjściem przyjęłam tabletkę ziołową od nerwów)

Piliśmy, winko. Jedliśmy wykwintne dania. Serwowane ciasta tortowe … sam miodzik. Na zakończenie expresso cappuccino.

Opowiedziałam zdarzenie które doprowadziło do urodzenia się córci w 7 miesiącu mojej ciąży.

Było wiele żartów, radości i uczucia wzajemnego lubienia przebywania w swoim gronie.

Chciałabym aby mamusia moja się uśmiechnęła, żeby chociaż raz w swoim długim życiu, powiedziała… przepraszam, dziękuję, proszę, nie mam racji, pomyliłam się, kocham cię.

To są zwroty które w sposób magiczny łączą ludzi.

Wiem, nie usłyszę od swojej mamy i tu nie chodzi aby te zwroty były skierowane do mnie. Niech wypowie do którejś z moich sióstr.

Jest mi przykro, jest mi bardzo przykro.

____________

Ale… uroczystość z okazji urodzin córuni, była magiczna. 😍😍😍😍🥰🥰🥰🥰😘😘😘❤️🎈❤️🎈🎉🥰🥰🥰🥰🥰🥰🥰

do czego to prowadzi….

Jestem na bieżąco z zaistniałymi wydarzeniami w Polsce. Bo jak można się odciąć?

Urodziłam się w Polsce, dzieciństwo, młodość i czas edukaji spędziłam również w kraju urodzenia. Los bo los…tak pokierował, że jestem w kraju, o którym nie śniłam i nie marzyłam. Byłam szczęśliwą mamą i z uśmiechem na ustach wykonywałam swoje obowiązki służbowe. Aż, obudziłam się za wodą i zrozumiałam, że wyjścia innego nie mam. Byłam nielegalnym emigrantem i nie byłam emigrantem zaborczym i roszczeniowym. Kraj mojego “wygnania” uważałem za coś przejściowego. Nie obwiniałam nikogo za moje wygnanie, no exa jak najbardziej, ale tak cichutko, aby nikogo nie zarażać, moimi nie najlepszymi myślami. Nie siałam nienawiści, zła i swoich frustracji. Pozwoliłam swoim dzieciom zrozumieć jaki jest ich tatuś. Na zrozumienie i dojrzałość do pewnych sytuacji potrzeba czasu. Nic nie dzieje się poprzez pstryknięcie palcami.

Zasiane zło wzejdzie i się rozsieje jak chwast.

Zasiane dobro zakiełkuje urośnie i zaowocuje.

Zaznałam nienawiści i sama nienawidziłam. Do tego stopnia, że wymyślałam najprzeróżniejsze sposoby dokuczenia. Cieszyłam się jak zadziałał, smuciłam gdy sposób nie udał się. Aż…zapaliło się światełko STOP. Poprosiłam objekt mego znienawidzenia o rozmowę w cztery oczy.

” Wiem i ty wiesz, że ukradłaś moje pieniądze. Wiesz jak ja potrzebowałam tych pieniędzy.

Jesteś złodziejką. Jesteś złodziejką i my obie tylko o tym wiemy.

Możliwe, że ty tych pieniędzy bardziej potrzebowałaś niż ja i moje dzieci.

Wybaczm Ci.”

Podałam jej rękę na znak mego wybaczenia.

Dziewczyna nie podała mi ręki, więc wzięłam jej dłoń i uścisnęłam.

Po słowach …Wybaczam ci… i uściśnięcie jej dłoni, wybaczyłam tej dziewczynie. Poczułam się wolna od nienawiści, wolna od myśli o pieniądzach i o niej. Poczułam lekkość i powróciłam w głąb siebie. Ponownie byłam sobą.

Tylko… na przebaczenie które płynie z samego serca trzeba dużo siły.

Słowa i tylko słowa nie zdziałają cudów.

Nienawiść jest jak rak z przerzutami.

Za kilka dni dziewczyna się wyprowadziła.

Jeśli nie zrozumiemy swojej nienawiści, zje nas i kosteczki nie zostanie.

Jeszcze nie czas…

Kilka dni wolnego. MM w pracy na wyjeździe, postanowiłam odozdobić domek. Każdego roku ozdabiam na zewnątrz i wewnątrz. Nigdy mniej, zawsze więcej i więcej. Dokupuję światełek, bąbek itp.

Ozdabiam nawet łazienki. Oczywiście sprzątania, jest bardzo dużo i robi się większy bałagan niż przy ozdabianiu.

Ściągam ozdoby z mebli, okien i rozbierałam choinkę, bez żadnego ustalonego wcześniej porządku. Srebrny pokój zostawiłam na koniec.

odzdabianie 2019

Do zdejmowania dekoracji używałam drabinki z trzema schodkami. Wygodnie i bezpiecznie.Tak też myślałam…jestem bezpieczna, nic mi sie nie stanie jeśli będę się trzymać i wszystko bedę robić ostrożnie…. I tak też się zachowywałam. Doszłam do kuchni. Na oknach sznury kolorowych delikatnych łańcuchów choinkowych. Wiadomo w sklepach na całym świecie, jest ogromny wybór, więc…w okresie przedświątecznym nigdy się nie oprę pokusie kupienia.

Z jednej strony okna kuchennego do zdejmowania łańcuchów (widoczne po lewej stronie zdjęcia) użyłam drabinki. Nie wiem, dosłownie nie wiem, możliwe że byłam już zmęczona i z za stołu kuchennego drabinki nie zauważyłam, że ją tam zostawiłam, stanęłam na krześle. Krzesła nie przysuwałam blisko okna, miałam nadzieję że łancuch po pociągnięciu się zsunie. Niestety nie zsunął  i nie dbając, że może się porwać, pociągnęłam po raz drugi i ze zwiększoną siłą.

To był błąd, to była zła decyzja. Padałam zciskając w dłoni kolorową świąteczną girlandę. Obok stał kosz z już poskładanym praniem. W głowie myśli leciały jak kometa  ..padnę na kosz, padnę na stopień kuchennych schodów, co będzie dalej…

Najpierw otarłam się nogami o kosz,  pośladki i biodra z hukiem opadły na podłogę, ostatnia była głowa. Myśl…co będzie????….

Głowa z wielkim ciężarem opadła na zgrzewkę zielonej herbaty. Plastikowe butelki zamortyzowały upadek głowy, ale nie tak bardzo, bo po upadku głowy, całe ciało aż drgnęło. Obolała wstałam. Krzesło nie wywrócone, poskładane pranie rozrzucone i daleko odemnie.

Cała prawa strona mojego ciała boląca. Prawa noga, łokieć i biodro uciarpiały najbardziej. Nie byłam pewna czy niczego nie połamałam, łokieć bolał okrutnie. Noga wykręcona ale … dało się ją poruszać. Głowa…głowa w tym upadku najmniej była poszkodowana.

Cały dzień, zgrzewka butelek plastikowych mi przeszkadzała. Nie przeszkadzała mi w poruszaniu się po mieszkaniu, przeszkadzała mi moim oczom. Byłam zła na siebie, że nie chowam jej do szafki,  nie wynoszę do garażu jak zwykle. Ale nie, patrzyłam i nic nie robiłam. Kolejny raz przechodząc obok zgrzewki z butelkami,  chciałam  chwycić i ją rozpakować. Butelki ustawić w barku. Coś mnie powstrzymywało. Coś nie pozwalało mi na wykonanie tej czynności.

Żeby nie zgrzewka,  moja głowa, uderzyła by o kant kuchennego schodka. Co by było? Nie wiem. Padając pamiętałam o schodku, zapomniałam o zgrzewce zielonej herbaty w plastikowych butelkach.

Miałam ogromne szczęście.

W łóżku długo nie mogłam zasnąć, wypiłam kawę dość późno to pierwsze, drugie …. byłam obolała. Miałam trudności ze znalezieniem odpowiedniej pozycji do snu.

Poranek przewitał mnie …bolącym nadgarstkiem, łokciem, biodrem, całą nogą.

Nie odczuwam, żadnego bólu głowy po upadku.

Miałam szczęście.

Stracony głos

Tak, tak, dziś drugi dzień bez głosowy i piszcząco- skrzeczący. Chcę coś powiedzieć a głos zanika lub … piszczy, skrzeczy. Trudno mi się rozmawia ale próbuję.

Po wypiciu każdego łyczka wody, jest lepiej i za chwilę to samo.

Gardło, głowa nie boli. Gorączki nie mam, osłabienie. Ogólnie czuję się Ok, spać się chce. Wczoraj po pracy podgrzałam na patelni jedzonko. Po zjedzeniu schowałam się do łóżka. Spałam, budziłam się, spałam i tak do 10pm. Zeszłam na parter aby pogasić światła a inne zapalić. Czerwona lampka na płytce gazowej zwróciła moją uwagę. A tam pod patelnią płonie palnik gazowy. Wprawdzie był nastawiony tylko na podgrzewanie ale …. żeby tak byłoby włączone całą noc to … nic by się nie spaliło, ale zasmrodziło to na pewno. Wczoraj byłam po pracy wykończona. Dzisiaj mniej, ale jest po 5pm, a ja w łóżku. Grzeję się pod dwiema kołdrami i kocykiem elektrycznym.

Nie chcę chorować.

Wiosna przecież idzie!!!!!

Ptaszki już radośnie ćwierkają!!

Wiosenne kwiatki nieśmiało wschodzą!!!

Chorować nie mogę!!!

Tak to w życiu bywa

Nie potrzeba mi było, żadnej diety aby stracić około 5kg. Szybko i skutecznie. Szybko bo zaledwie w 5 dni, skutecznie,  bo ich nie ma.

Pytanie czy zdrowo?

Problemy zaczęły się w piątek i…jak długo potrwają nie wiem. To nie znaczy, że problemów zdrowotynych MSJ nie miał wcześniej ale nasiliły się do tego stopnia, że cała rodzina została wkręcona do pomocy. Samochód ukradli, dostał od ubezpieczyciela inny. Z tym …. że tym innym w poniedziałek,  wpadł w wielką dziurę na jezdni. Stracił koło. Gdzieś zostało w jamie. Tak, tak… w stanach też są jamy i wyboje. Po ulewnych deszczach pokazuje sie ich więcej. W poniedziałek lało i to porządnie,  zaczęło w niedzielę po południu, całą noc i przestało w poniedziałek wieczorkiem. To się są “kapuśniaczki” to sa prawdziwe ulewy.

Firma wypożyczająca już samochód zabrała. MSJ jak narazie nie spieszy się do odbierania następnego samochodu. Jest w stresie wielkości Kilimandżaro. Zajęcia opuścił, dzisiejszy test w szkole podobnie.

A ja? tracę kilogramy. Jeść nie mogę, po zjedzeniu czegokolwiek odwiedzam…

Zdjęcie pochodzi ze strony www.wykop.pl/tag/wc/


Apetutu nie mam, słodkości omijam wielkim kręgiem, czuję jakąś odrazę. Nie nie, w ciąży nie jestem.

MM był bardzo pomocny przy pierwszym problemie z kradzieżą. Drugi problem z urwanym kołem, MSJ sam załatwiał.

Mówią… nieszczęścia chodzą parami. No chodzą. Mam nadzieję, że nie czwórkami.

Czego życzyć sobie na jutrzejszy dzień?

Spania do południa , żadnych niemiłych niespodzianek.

 

Przykre zdarzenie

Dlaczego starszy pan miał wysiąść ze swoim rowerem? Nie ważne do lekarza jechał (jak powiedział) czy tylko chciał podjechać kilka przystanków. Jeśli można wprowadzać do miejskiej komunikacji rowery, to wprowadził. Czy pani z dzieckiem w wózku nie mogła poczekać na następny autobus? Dlaczego pasażerowie nie pomogli starszemu panu pomóc się przesunąć aby i wózek się zmieścił? Chcieli starszego pana za wszelką cenę usunąć? Czy jak starszy to gorszy?

Starszy pan użył bluźnierstw? Bo… może i ja i każdy z nas by tak się zachował, będąc atakowanym przez cały autobus pasażerów.

Przykre … zapłaciłam, jadę kilka przystanków i każą mi wynosić się z autobusu, bo za stara, bo z rowerem, bo z za dużymi torbami lub walizką, bo jestem w kapeluszu itp.

Osoba czekająca na przystanku nie jest jeszcze pasażerem autobusu, biletu jeszcze nie skasowała a ma większe prawa od pasażera.

Jestem oszołomiona. Pani z dzieckiem w wózku ( zakładam że dziecko nie było chore bo wybrałaby inny środek lokomocji aby dobrać się do lekarza, szpitala, przychodni) również wybrała się na przejażdżkę.

W tym autobusie rozegrała się bitwa starego pokolenia z młodym. Pokazano jak szanujemy starszych ludzi.

Pasażerom tego autobusu, co tak krzyczeli, proponuje, rower ….

Tacy ludzie to kanalje.

Kobieta z dzieckiem w wózku nie wsiadła do autobusu.

Więc, dlaczego wypędzili dziadka?

„Wszystko dobrze”😢

Był sobie samochodzik. Kolor czarny z przyciemionymi szybami, a w środku…. a wewnątrz skóra czerwona na siedzeniach. Śmigał samochodzik ulicami miasta i przedmieścia. Zadbany był odpowiednio, w czas karmiony oliwką i benzynką. Sprawdziany na swoje okrągłe “nóżki” przechodził przed czasem. Wszystkie zabiegi kosmetyczne dokonywane były w renomowanych stacjach. Aż tu nagle…. ktoś GO podejrzał. Zachciało się komuś posiąść nie swoją własność. Ot tak po prostu. W myśl … chcieć to móc…móc to chcieć…

Nie

zważając

na właściciela

samochodzika,

wypatrzył GO i pewnej nocy, uprowadził.

Nie przeskodziły bramy i kamery.

Nie zważając na zawartość, ważne lekarstwa, dokumentację medyczną i książki.

Nie pomyślał…, że komuś przewróci życie do góry nogami. Nie chodzi tutaj, już o samochodzik, ubezpieczenie wypożycza zastępczy samochód, zwróci całą wartość samochodu na dzień kradzieży. Chodzi o lekarstwa które niezbędne są do przetrwania następnego dnia, chodzi o uczucia innych, bo nie tylko właściciel cierpi ale wraz z nim cała jego rodzina.

Już się wypłakałam, za siebie, za dzieci i za swój los.

Nie narzekam.

Dlaczego tak jest, jak się wali to wali się na wszystkich frontach.

Nie trzeba mi mówić, że sami przyciągamy zło, że obdażając uśmiechem i szczęściem innych, ono do nas wróci. Za dużo mam lat, aby mogłabym uwierzyć.

Teraz muszę pomagać synowi. Czasami brak mi pomysłu na sposób pomocy.

Co dalej?

NIE WIEM.

Wiem, że muszę być silna, silniejsza niż mogę sobie wyobrazić.

„Przyjaciel”

Zajadę do domu, będę jeść smakołyki…myślałam…polskie szynki, pasztety, parówki, sery, kiełbasy jednym słowem…RARYTASY!!!!

W smaku …te rarytasy…takie same jak za wodą. W terminie zjadliwości to samo. Kupisz plasterków tyle co na śniadanie do zjedzenia, to zjesz. Na kolację wywalasz resztę do kosza. A miało być świeżo i smacznie. Jedynie paczkowana wędlina przetrzymuje kilka dni dłużej. Przechowuję w lodówce i zwiększyłam temp. chłodzenia.

Ziemniaki podobnie, po przekrojeniu są w ciapki i niektóre gatunki ciemnieją bardzo szybko.

Możliwe, że moje podniebienie jest mniej wymagające lecz mój nos wywęszy każdą sekundę przekroczenia terminu ważności żywności, nawet tą wydrapaną na etykietce.

Jednym słowem … dwa kraje i różnicy nie ma, oczywiście jeśli dotyczy to żywności.

Więc, jem to co można lecz apetyt w skali 1-10 oscyluje 4-5.

Kawci za wiele nie piję, niestety😪. Przed jej zrobieniem pomiar ciśnienia. To ono mnie teraz kontroluje, a miało być odwrotnie.

Wysokie … soczek lub herbatka owocowa.

Niskie …. wybór kaw mam duży😁.

Ot, kupiłam w pierwszym tygodniu moje winko Martini. Stoi i tak je zostawie. Nie to że brak towarzystwa. Z tym, że nigdy nie myślałam, że moim najwierniejszym niepijącym przyjacielem a właściwie stroniącym od alkoholu i kawy będzie, miernik ciśnienia krwi.

Zaprzyjaźniłam się na tyle, że zabieram go wszędzie, dbam o jego samopoczucie i dokarmiam bateriami. Żeby nie czuł się samotny, tableteczki jemu dzwonią w pudełeczku.

Tak rozpoczynamy dzień i podobnie kończymy😁.

Po drugiej stronie pracowicie

Od przeszło tygodnia jestem w…Polsce. Jak ją widzę? Tak jak w ubiegłym roku, jedynie bardziej rozświetloną. Słoneczko od rana do zachodu mi pięknie świeci. Kilka kropli deszczu spadło w sobotę i to wszelkie mokro które się pojawiło.

Biegam po urzędach,  załatwiam wszelkie niezbędne dokumenty do notariusza celem dokonania darowizny na rzecz mojej młodszej siostry. Po co mi jakaś scheda po za miastem, kiedy przyjeżdżam raz do roku. Mam dom, swój dom i to wystarczy a majątki po tacie mi nie potrzebne. Przyjęłam spadek, tak było trzeba. Z tym, że nie byłam od początku zadowolona. W ubiegłym roku mamusia była chora i nie było czasu na bieganie po urzędach. Siostra też nie była za bardzo przekonana do przyjęcia darowizny. Teraz jest ten czas i robię z tym porządek. Tak czy owak, jeśli mi się coś stanie to moje dzieci odrzucą przyjęcie schedy i spadnie na kogoś. Więc, lepiej oddać komuś kto chce, a nie z musu będzie przyjmował.

To jeszcze nie koniec moich zmagań. Modrzew rozrósł się okropnie.  Gałęzie ocierają się o budynek. W planach miałam tylko przycięcie. Cóż znaczy dla mnie 700zł. A znaczy, bo to nie 70 groszy i nie 7 zł. To jest na prawdę spora kwota za przycięcie drzewa. Siedziałam, myślałam i mimo że, jest mi szkoda drzewa, postanowiłam całkowicie wyciąć. Okazało się też, że jest bez znaczenia, wycięcie czy przycięcie, kwota 700 jest niezmienna. Po przycięciu wierzchołka a uczynilam to kilka lat temu, drzewo odrosło i ze zdwojoną siłą i obwodem gałęzi. Biegam więc,  po urzędach załatwiam mapki geodezyjne, upoważnienia sąsiadce która to będzie nadzorować nie tylko wycięcie ale również, urzędnika od pomiarów drzewa. Niestety, ale drzewa bez pozwolenia nie da się wyciąć.

Panie urzędniczki za swoimi biurkami są anielskie, jestem miło, sprawnie i z uśmiechem załatwiana. Może to ja otwierając urzędnicze drzwi, wnoszę aurę spokoju, szczęścia i uśmiechu.

Mamusię odwiedzam każdego dnia. Jutro muszę zrobić przerwę, urzędy do których muszę się udać znajdują się na peryferiach miasta.

Po takich podróżach, wieczorkiem jestem zmęczona. Zmiana czasu jest bardzo dokuczliwa, mimo zmęczenia zasypiam po 2am wstaję 7-8am. nie przestawię się jak widać tak szybko. No cóż…nawet dobrze daję sobie radę, może powinnam zawsze spać tylko 4-5 godzin.

MM tęskni, dzieci również…och jak dobrze, nareszcie ktoś za mną tęskni.

wszystko wróciło…..i sie wywróciło

od jakiegoś czasu miałam sny, sny dziwne. Nie chciałam zwracać na nie większej uwagi ale … każdej nocy śniło mi się coś, co miało wpływ na moje zachowanie w ciągu dnia. Byłam niespokojna.

To były sny ostrzegawcze, a właściwie osoba dla mnie bardzo ważna mnie przed czymś ostrzegała.

Czekałam na dzień, w którym ma sie coś wydarzyć.


 

 

Z exem poznałam się przez przypadek. Po więcej niż godzinie moja koleżanka krzykneła.

  • ojej przyszłam z kolegą!!! Ale na pewno już nie czeka na mnie – powiedziała
  • czekaj sprawdzę, może jeszcze tam sterczy  – odpowiedziałam

Przed domem był duży sad, więc nie mogłam zauważyć nikogo za płotem. Otworzyłam bramkę i za słupem ujrzałam młodzieńca.

  • aaaa to ty, co tu jeszcze robisz? wejdź do domu a nie stoisz jak ten słup – powiedziałam

Nic nie odpowiedział. Szedł za mną. Kazałam mu usiąść w fotelu, a ja z koleżanką zachwycałyśmy się jej nowo narodzoną córeczką Kasią. Nie wiem dlaczego, ale koleżanka zwróciła się do eksa

  • a może wy się pobierzecie?
  • kto wie, może może – opowiedział ex

To mi się to nie podobało. Takie stwierdzenie i te głupie zwroty mojej koleżanki. Nie zwracałam większej uwagi na tego facia. Nie był w moim guście. Chociaż gustu to do faciów ja nie miałam. Na  peryferiach większych miast trzeba było jak najszybciej wychodzić za mąż bo …. słyszało się tu i ówdzie   “stara panna”. Tylko jaka ja stara panna,  kiedy mnie nie było jeszcze 24 lat?

Zmieniłam miejsce zamieszkania, wyjechaam do innego miasta, chciałam zerwać ze starym życiem. Potrzebowałam innego życia, poznać innych ludzi i inny świat. Nie wiedziałam i nie zdawałam sobie sprawy, że jestem nazbyt atrakcyjna, żeby być samotną, a właściwie, żeby mnie pozostawiono samej sobie.

Już na dworcu ( a to były czasy na prawdę bezpieczne) poznałam Gienia. Fajny młody człowiek. Póżniej Miecia i tak poszło… Miałam grono przyjaciół, ludzie którzy nie chcieli się ze mną żenić, oświadczać, być ze mną na zawsze. To było fajne, nareszcie nikt odemnie nic nie chciał……do czasu. Kiedy Miecio zaprosił mnie do swego domu i rozłożył wesalkę. Zrobiłam awanturę na cały blok i wyszłam. Póżniej chłopcy się z Miecia śmiali, że mu się nie udało,  ale i Cienio nic nie otrzymał. I tak chłopcy zostali moimi kolegami i płakali mi w rękaw,  jaki to świat jest okrutny, bo oni nie mogą, żadnej szprychy zaciągnąć do łóżka, no Ok na wersalkę. Słuchałam, aż pewnego dnia zostawiłam ich i wróciłam do domu. Miałam dość ich łez. Gienio mnie odszukał ale…. nie miałam ochoty , na żadne z nim relacje, w dobie pisania listów, nawet na korespondencję listową..

Wróciłam do miasta swego urodzenia. A tam,  wciąż czekał na mnie J (ex). . No oczywiście jakże mogłoby być inaczej. On z bloku komunalnego, śpi w nogach u swoich rodziców, a ja mam hacjędę. No i tak się przyzsał, że pomyślałam…. Jeśli za tego potwora nie wyjdę, to starą panną zostanę… Chociaż zrywałam zaręczyny kilka razy. Jeden raz to miałam ogromną nadzieję, że już nie przyjdzie i w końcu odpuści. Zdjęłam ten złoty pierścionek z paluszka i rzuciłam go na głównej ulicy w moim mieście , tak przez siebie, z całych sił. On pobiegł za pierścionkiem. Nie wiem czy znalazł, ale później mi przyniósł inny, też złoty. Po wielu latach ukradł mi go.

Nie do ślubów mi było. Nigdy nie zamierzałam wychodzić za mąż. Nigdy męża nie chciałam mieć. Ale jak mus to mus.

Jeszcze w USC Tatuś mi mówił

  • zastanów się, możesz wszystko wycofać, wesela nie musi być, pieniądze to nie wszystko…

No tak,  ale takie świństwo zrobić moim rodzicom. No i mam. Zdjęcia ślubne jak z pogrzebu. Wyszłam za sadystę, a to dopiero był początek. (nie napisze wszystkiego, o tym nie trzeba pisać i mówić, to trzeba zapomnieć).

Życie jakie było takie było. Raz na dole a raz na górze. Ale jak mi ktoś mówi, że nie jest gotowy na dziecko, a później mówi, to samo przy drugim..,. to już było za wiele. Po jaką cholere mi taki ojciec dla moich najukochańszych dzieci.

Póżniej mu coś zaczęło parować z pod dekla i okazało się, że ma inną panią z dorosłymi dziećmi.

  • teraz mnie posłuchaj … od dziś nie piorę, nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję dla ciebie, zrozumiałeś…- powiedziałam

 

Wzruszył ramionami, a rano

 

  • Krysieńko!!! Podaj mi koszulę!!!!

Już nie prasowałam, gotowałam, sprzątałam, prałam dla exa. Miałam dwoje moich wspaniałych dzieci, tylko nimi się zajęłam.

Oczywiście nie obyło się bez skandalu na całą dzielnicę i naszą rodzinę,  bliższą i dalszą. Policja też była nie raz i nie dwa. Ex nie mógł sie pogodzić, że nie robię skandalu, więc on robił skandal za nas oboje. Rąbanie drzwi siekierą, wyłamywanie drzwi, zmienianie zamków, niecenzuralne słowa w stronę dzieci 3 i 1 latka. Wyzywanie mnie i całej mojej rodziny od….Ex nigdy nie naużywał alkoholu, jeśli pił to jedynie przy wielkich uroczystościach i symboliczny kieliszeczek. Awanturował sie na “sucho”. Sprawy kryminalne i walka w sądzie o dzieci, wygrał zabieranie dzieci do konkubiny, której urodził się już wnuczek. Jeśli nie dałam na widzenie dzieci,  byłam karana sądownie. To była walka o spokój psychiczny moich dzieci i mój . Przed sądami przegrywałam, w poradniach psychologicznych przegrwałam, nawet alimentów o zwykłe 10 zł nie mogłam podnieść. Jeśli alimentów nie płacił, to nie było na niego silnych. Wszystko ustawka.

Prosiłam, zaskarżałam – na nic. Walczyłam o udowodnienie mu winy rozpadu małżeństwa ponad 2,5 roku. Gdybym przegrała płaciłabym jemu rętę. O tym wiedziałam ja, moja rodzina i jego ojciec. Wygrałam ale przegrałam podział majątku. Nie pomogło nic, dosłownie NIC. 50/50 to było orzeczenie sądu. Każdy widelec, szklankę (nawet pobitą), krzaki truskawek (które już od tysięcy lat nie rosły na działce)., meble które już przy atakach szału połamał, wszystko dosłownie wszystko co istniało i nie istniało w domu,  musiałam spłacić. To dopiero był początek.

Musiałam spłacić 50% wartości domu!!! Pracowałam, na 3-4 etatach. Walczyłam jak lwica – zabrakło na ostatnią ratę.

Wszedł komornik i zaczął naliczać 36% od zaległości. To nie były małe kwoty. Ex nie miał litości.                                                                                                                                                                                                                                                            Mało, że unikał płacenia alimentów, zażyczył natychmiastowej spłaty ostatniej raty.

 

Teraz ma czelność wchodzić do domu mojej siostry i szukać kontaktów z dziećmi. Użalać się nad swoim zdrowiem. Zawał i  siedem stentsów. A co to mnie obchodzi.!!! Ma jakiś majątek, jakiś las!

Szczerze?….niech te majątki wsadzi w swoje zasrane gacie!!!

Po kolei…

Ktoś zadzwonił do bramki, kiedy byłam na skype i rozmawiałam z siostrą i mamusią.

Siostra odeszła, aby sprawdzić w monitorze, kto stoi przed bramką.

  • Krysia, H. prowadzi jakiegoś dziada z laską. Tak …sama to mi mówi, żeby nikomu bramki nie otwierać a sama to przyprowadziła jakiegoś dziada.
  • Mamusia… może ma jakis interes – odpowiadam
  • No jaki interes z takim zarośniętym dziadem? No powiedz jaki? Czekaj pójdę na korytarz i podsłucham

 

Mamusi chwilę nie było. W skype cisza, więc i ja milczę, bo i do kogo mam gadać. Dziwne..myślę… moja młodsza siostra jest bardzo ostrożna, a sama przyprowadziła jakiegoś dziada do domu. Moja wyobraźnia zaczęła działać, a oczami wyobraźni widzę starego obdartusa, w starych i brudnych dżinsach, starą wyblakłą koszulę, sandały na nogach. Niemyte od kilku dni włosy, zarost również nieświeży. No myślę sobie, jak ona takie coś mogła wpuścić w swoje progi, nieznajomego!!!!!?

 

Mamusia wróciła i…

  • Krysia ona jego musi znać, nie wiem o czym rozmawiają ale to musi być jakiś stary człowiek. Nie mogłam usłyszeć słów.
  • może kiedyś pracowali razem, kto wie – odpowiedziałam
  • No, po naszej ulicy, każdego dnia chodzi taki jeden z laską. Ale nie jestem pewna czy to on. Ale to co… to znaczy że H. zna jego?.
  • Mamusia ja nie wiem kto chodzi po waszej ulicy i kto teraz jest u H. Może zna jego i mają jakis wspólny interes – odpowiedziałam

Wbiega H. do pokoju mamusi

 

  • Krysiaaaaaa !!!! Ty nawet nie wyobrazisz kto do mnie przyszedł!!! – krzyczy w skype
  • No nie wiem, jakiś obdartus – odpowiedziałam
  • No jaki obdartus – żachnęła się – toż to J. (mój ex)– odpowiedziała

Zatkało mnie bo jak pamiętam, ostatnio, a właściwie kilka lat temu mój szwagier zagroził mu, jeśli będzie ich nachodził to wezwie policję. Dość miał “wizyt” i dzwonienia o każdej porze, dnia i nocy. No cóż, moja siostra ze szwagrem nie rozumieli, myśleli że jak inteligent to i kulturalnie będzie się zachowywać a tu… niespodzianka.

  • no wiesz był dzwonek do bramki, więc podeszłam, spytałam kto, on odpowiedział… to ja… te, to ja nic mi nie mówiło. Czym mogę panu służyć, czy pan kogoś szuka? spytałam. No to ja , ja do Ciebie a właściwie do was – odpowiedział. Nierozumiem – odpowiedziałam.

Wtedy dopiero zobaczyła w nim J. mego exa. Nie mogła wyjść z zaskoczenia, że ten stary człowiek to jest on.

W wielkim skrócie powiedziała, że jego jedyna młodsza siostra  zmarła 3-4 miesiące temu. W jakiś dziwnych okolicznościach dokładnie nie wie. A jej mąż już ma jej następczynię. Ciało skremowano i pochowano jej prochy w jakiejś wiosce z dala od miasta. a on miał zawał ……

  • czekaj on zaraz pojedzie bo ma samolot i musi się spieszyć

 

Siostra pobiegła a mamusia…

 

  • tak tak pojedzie, taki oszust, to i jeszcze może się zadomowić, ciekawe co zrobi jak na noc zostanie

Śmiałam się bo do exa wszystko podobne. Wprawdzie już nie ma wpływów takich jak kiedyś ale…. kto wie, lepiej uważać.

 

Godzina 9 pm i już 9:15pm a on wciąż u siostry siedzi i siedzi. Wreszcie pies siostry zaszczekał, to oznaczało że “gość” wstał, nocować nie będzie.

 

No I coż…. Z relacji mojej siostry… szuka kontaktów z dziećmi bo tylko one jemu zostały. Ma jakieś majątki ale… siostrze przekazałam… żadnymi majątkami moje dzieci nie są zainteresowane. Kontakt ze mną? Niemożliwy. Z dziećmi? Tym bardziej niemożliwy.

Nie istniejemy.

 

Szkoda mi tego pana jako człowieka.

Za dużo nam krzywdy zrobił.

Już dawno o tym zapomniałam.

Czy dzieci zapomniały?

 

NIE!!!!!!!

 

One nie miały ojca.

On nie ma dzieci.

 

To była kanalia !!!!!

Chce mi się płakać………..

(to są strzępy moich wspomnień i  relacji dnia dzisiejszego)

Zakręciłam się

Poniedziałek

W nocy z niedzieli na poniedziałek spałam bardzo źle. A gdy nad ranem przed 4am coś gdzieś w domu gruchnęło, nie wstałam sprawdzić. Pieski nie zaszczekały, więc nie zerwałam się na równe nogi. Zastanawiałam się co i gdzie ….może pieskom spadła duuuża psia kość ze schodów, może… i już mi pomysłów zabrakło. Zasypiałam – budziłam się i zasypiałam. Gdy wstałam miałam lekki ból w szyji. W pracy podczas skrętu głowy w prawo, minimalny ból. Nie taki aby zaprzątać sobie tym głowę.

Po powrocie z pracy, sprawdziłam gdzie i co spadło. Lusterko powiększające przmocowane przyzsawką do lustra spadło. Spadło, leżało na podłodze w łazience. Całe.

Wtorek

Noc minęła niespokojnie. Ból szyji się nasilił. Przy każdym przewróceniu na bok, budziłam się i kombinowałam jakby to zmienić pozycję ciała. Tak, tak… nie zmieniłam, tylko wyprostowałam.

Prowadząc samochód, nie mogłam skręcić głowy w prawą stronę i sprawdzić czy aby nikt nie nadjeżdża, wykonując manerw samochodem w lewą stronę. Na wyczucie, zgadywanka, ruletka. Do domu wróciłam szczęśliwie. Po południu popracowałam jeszcze w ogródku i posmarowałam szyję maścią.

Na noc również posmarowałam.

Środa

A w nocy…a w nocy… żeby zmienić pozycję ciała, bo przecież człowiek wierci się podczas snu, musiałam schwycić głowę przy szyji obiema dłońmi i…dopiero zrobić coś ze swoim ciałem. I…. eureka… przecież mogę pójść do lekarza …!!!!!! Spałam i drzemałam. Bólu nie było jak nie ruszałam głową. To mnie pocieszało. Nad ranem bo 5am już nie mogłam usnąć.

Mam teraz piękny cieplutki poranek. W leciutkiej pidżamce siedzę w swoim kąciku na decku. Popijam małą czarną. Szyja mniej boli. Wiem, że do lekarki nie pojadę. Muszę posadzić kupione wczoraj kwiatki i 3 tuje.

Mężczyzna jest głową rodziny, kobieta szyją.

Za dużo się wymądrzałam teraz mam nauczkę.

A tak na poważnie, nie wiem co i kiedy mnie złapało.

Człowiek uczy się całe życie👁👁, 👀, 👩‍💻👨‍💻🎓🎓🎓🎓

Ogrom wiadomości w internecie jest nierzetelnych, wyrywkowych, nieprawdziwych itd…

Nikt nie sprawdza, nie kontroluje języka mediowo-internetowego. Język polski został zepchnięty na margines i w użyciu jest język, nie mający nic wspólnego z polskim słownictwem i został zastąpiony slangiem.

Aby nie być odpowiedzialnym osobiście za dziwny wytwór wiadomości z kraju lub ze świata pan “redaktor” podpisuje się bp, so, bo. Przypuśćmy, że to inicjały, które także powinny skłonić owego “redaktora” do rzetelnego napisania reportażu, wiadomości lub wzmianki o czymś tam. Czytelnikami jest całe społeczeństwo a więc i dzieci, które dopiero uczą się i nabierają doświadczenia.

Obejrzałam filmik o nie myciu mięsa przed obróbką termiczną. Ojej jak to pięknie brzmi, ale już zapomniano, pominięto poinformować czytelnika lub widza, o pochodzeniu bakterii.

Doszłam do wniosku … jeśli te bakterie występują na kurczaku, to w takim razie skąd i w jaki sposób na tym mięsie się znalazły.

Czy bakterie skaczą ze zlewu na kurczaka podczas mycia miesa?

Kurczaki karmione antybiotykami nie powinny zawierać bakterii. A podobno zawierają!!!

Czyżby przy obróce kurczaka do sprzedaży nie zachowywano zasad BHP?

Film/wideo nie odpowiedział na moje pytanie, nie rozwiał moich wątpliwości. I to jest właśnie nierzetelność…naświetlić jakiś problem i zamknąć usta, niech czytelnik sam poszuka w internecie lub babci spyta, jak to kiedyś bywało.

Przeziębienie 😷😷😷😷

 angeng.

Nie moje przeziębienie, MMa. W czwartek wieczorem wrócił już prychający. Jestem bardzo wrażliwa na wszelkie przeziębienia i idą do mnie jak muchy na lep. MM łapie bakterie sporadycznie i leczy się jeśli to wogóle robi, swoimi sposobami, a więc nic nie robi. Po jego wyzdrowieniu ja zalegam na tydzień w łóżku i nie obywa się bez antybiotyku. No cóż, trudno nie zachorować kiedy MM kicha, prycha i kaszle na cały dom, nie chroniąc swego nosa i ust przed rozsiewaniem zarazków. Moja mowa jest do słupa a wiadomo, słup jak ….

Tym razem unikam spotkań MM w jednym miejscu, mimo wilgotności na zewnątrz otwieram okna. Wietrze domek.

Ostatecznie, namówiłam MMa na wizytę u lekarza bo wystąpiła gorączka. Do pomiaru temperatury nie potrzeba mi termometra, wystarczy mi przyłożenie dłoni do czoła lub ciała chorego. Przy śniadaniu MM upierał się, że nic mu nie jest. Po moim “zmierzeniu” temperatury nie chciałam słuchać … że po południu pojedziemy do lekarza..

– po śniadaniu jedziemy do lekarza, nie ma dyskusji…powiedziałam


Więc, jesteśmy w gabinecie lekarskim.

Czekam w poczekalni bo miedzyczasie, wyskoczyłam do banku i szybki zakup fajnego żakiecika😁. Zanim jestem zdrowa to umilę sobie życie i bycie, na tym słonecznym globie.

 

Podobno powinnam lubić tylko kolor niebieski i żółty, bo tak wychodzi z jakiejś numerologii. Lubię wszystkie kolory, z czarnym jedynie jestem w niezgodzie. Mój żakiecik jest zielonoutki. Oprócz kurtki wezmę do Polski żakiecik, bo jesień podobno ma być ciepła.


MMa wprowadziła do poczekalni pielęgniarka. MM otrzymał zastrzyk w pośladek i co najmniej 5 minut nie powinien chodzić. Orzeczenie lekarskie – bronchit, po polsku – ostre zapalenie oskrzeli. Nie dobrze, bo to już blisko płuc.

MM teraz jest jedną  wielką bakterią. Spać oddzielnie, chociaż od jakiegoś czasu to robimy bo chrapie jak 100 słoni. Nie wolno mnie dotykać (to są już moje wymysły) o trzymaniu za rękę wogóle nie ma mowy. Szkoda mi MM bo kaszel go bardzo męczy. A jutro musi znów lecieć do pracy.

Tak jak mi powiedział, załapał choróbsko w samolocie. Jakiś diozaur siedzący przed nim wogóle kaszlu nie mógł opanować. MM lata ponad 30 lat od ukonczenia studiów (nie liczę prac stacionarnych). Na te wszystkie lata choruje średnio raz na 1,5 roku. Wskazuje to na bardzo odporny organizm.

Zawsze gdy ktoś z rodziny chorował, mamusia gotowała rosół z kurczaka. Taki zwyczaj i ja stosuję. Więc, dziś będzie rosołek.

Rosołek się gotuje, a ja klikam z nadzieją, że bakteria z MMa nie przeskoczy na mnie.