Kurz

Znów nakupiłam ozdób na zewnątrz i wewnątrz. Wydałam w niedzielę, ponad 400$, wczoraj ponad 100$. Jestem zadowolona i wcale nie dlatego, że w portfelu lżej. Na front yardzie, będzie pięknie.

Dziś odkurzam na back yardzie. Nasypało bardzo dużo liści. Przy dmuchaniu, kora mi się przemieszcza, więc wzięłam inna maszynę i wciągam. Trwa to dłużej, ale co mam robić. Kuchnia cała osłonięta bo malarz od wczoraj szykował a dziś maluje sufit i prawdopodobnie jeden raz pomaluje ściany. W domu bałagan ponownie. Co zorganizuję “stół” do przygotowania jakiejś kanapki, prowizorkę oczywiście, to na drugi dzień trzeba się znów przemieszczać. W piwnicy bałagan świąteczny, lamki, ozdoby, kokardy, tasiemki i inne ozdoby, zajęły mi dwa duż plastykowe stoły rozkładane. A przecież “kuchnia” miała być w piwnicy. Tak się starałam, organizowałam, znosiłam i czyściłam. A teraz dwa stoliki rozkładane w tv roomie. Na nich … trochę bałaganu. Zresztę bałagan jest wszędzie. Dywan zwinięty, szafka z kuchni, na pufie w pojemniku bułki i jabłka w woreczku. Kurz białym korzuszkuem ściele się pięknie po podłogach, w dywanach będzie jego podwójna ilość. Jednym słowem tragedia.

Dojścia do pralni też nie ma, a wyprałabym coś, z całego tygodnia się nazbierało. Ot i tak sobie żyję, w bałaganie i kurzu, czekając na ukończenie remontu.

Jednym słowem coś za coś.

Szuflada

Zmęczona jestem. Weekend wolny, tylko poniedziałek do pracy i reszta tygodnia również wolnego.

9:22pm robotnicy jeszcze stukają, kończą poziomowanie drzwiczek od kuchennych szafek. Nie miałam siły czekać na sprawdzenie. Zlew, zmywarka i piecyk gazowy podłączony i to najważniejsze. Indyka będziemy mogli piec, zmywać gary też. Nareszcie!!!!

Zmywanie w łazience, która nie jest wcale daleko bo przy kuchni nie jest wygodne. Umywalka łazienkowa nie jest zlewem kuchennym. Jakoś dawaliśmy radę i gdyby trzeba by było, dawalibyśmy radę dlużej. Cieszę się, podłczone urządzenia kuchenne hurra‼️‼️. Dalsza część remontowa będzie za dwa tygodnie, nikt się nie pojawi w następnym tygodniu. Chociaż i dziś nie spodziewaliśmy się, MM wysyłal emaile, dzwonił, kontakt był utrudniony. Główny kontraktor nigdy u nas nie był a stwierdził że wszystko przygotowane jest do malowania ścian. Och MM się wkurzył.

Robotnicy przyjechali dosłownie przed 4pm. Po pracy miałam zajechać do sklepu i dokupić jakieś ozdoby choinkowe, zrezygnowałam.

Ostatnia brygada remontowa – mimo że była planowana szuflada, zakleiła front szuflady a resztę wraz z szynami wywaliła do garażu. Dobrze, że nie do śmieci. Patrzyłam na szufladę w garażu i widziałam oczami wyobraźni moje $$$, szyny do szuflad około lub ponad 200$ a reszta to też nie złotówka. Byłam zła, że nie skonsultowali się ze mną, tak po prostu sami zadycydowali. Okazało się, że im szuflada nie pasowała po piecykiem gazowym. A wcześniej przecież rozmawiałam, żeby w razie trudności z głębokością szafki lub długością, przyciąć. Zakleżało mi i to bardzo na tej szufladzie. W każdej kuchni jest taka szuflada, gdzie zbiera się “coś”, “skarby”, wrzucane na szybkiego, a nie padujące do innych szuflad. Znam się na wielu a może więcej niż wielu rzeczach. Nie podobało mi się takie załawienie sprawy. Po rozmowie, wytłumaczeniu, ostatecznie zrobili tak jak ja to chciałam. Przycięli, odkleili, przykleili, przykręcili, mam szufladę na śmieciuszki. Chodzę po kuchni i prawdzam, gdzie obite, niedopasowane, odstające i przeciekające. W zlewie mają wymienić sitka za mały rozmiar do mojego zlewu. Mają zamówić odpowiedni rozmiar, a tym czasem podstawiłam garnuszek i miseczkę. Pod pochłaniacz potrzebuję listewkę ceramiczną, zakończającą glazurę.

Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej kuchni. Nie mogę jeszcze, ustawiać i układać ale …. ugotować i zmywać jak najbardziej. Jak jestem przy zmywaniu. Zmywarka ustawiona ukosem. 😪

Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Poniedziałek 11/13/17

Dziś miałam trudny dzień w pracy. Wyjechałam przed 6am do domu wróciłam po 3pm. Pocieszające że jutro wolny dzień.

Ponad miesiąc temu na córci przód samochodu na parkingu najechał inny samochód. Młody człowiek zamiast włączyć automatyczną skrzynię na D włączył na R. Nie duże uszkodzenie ale dlaczego miałaby pokrywać koszty naprawy z własnej kieszeni. Nareszcie ubezpieczenie wczoraj się odezwało. Córcia przesłała im wszystkie zdjęcia jakie miała z tego zdarzenia i teraz czeka.

Rozpoczęłam ozdabianie yardu. Mam mnóstwo pomysłów na zrobienie ozdób.

Zmęczona z zapchanym brzuchem od słodyczy smacznie i szybko usnęłam.

Zegarek

Wczorajszej nocki, po całodziennym dmuchaniu liści z przewą na szybki wyjazd do sklepu w roboczym ubraniu, także szybkim prysznicu i lampce wina do malutkiej kolacji, którą przyszykował MM, wsoczyłam do łóżka. Jak dla mnie była wczesna jeszcze godzina, bo przed 9pm, usnęłam nie czując, że odleciałam. Ostatnio przesypiam 10-11 godzin. Czyżbym wracała do czasów niemowlęcych? A mówią i piszą, stary człowiek przesypia 5-6 godzin. Tylko się cieszyć, moje spanie nie wskazuje na starzenie się mego orgazizmu. Martwi mnie, czyżbym w krótkim czasie potrzebowała piaskownicy😀😀😀.

Śniadanko mieliśmy w Einsteinie, jak zawsze kanapki z łososiem i kawka. Przejrzałam nowości i ….wpadłam na pomysł. Zastanawiałam się jakiś czas nad moim pomysłem w ciszy. MM ciekaw był mego pomysłu, a właściwie pomysłu na prezenty konkretnie dla nas. Zdradziłam. MM zachwycony.

– ale do świąt daleko

– a dlaczego mamy czekać do świąt, każdy dzień jest świętem / odpowiedziałam

MM podchwycił. Sklep apple odwiedziliśmy po południu sprawiając sobie po zegarku. MM kupił większy bo i ręka większa, mój jest damski i mniejszy. Teraz będę dostępna 24/7. Nie będę musiała pilnować iphona, ipada. Mam nowy gadżet. Do świąt, prawdę mówiąc trzeba dożyć, chcę już cieszyć się i korzystać dziś a nie za kilka tygodni.

Mieliśmy frajdę uruchamiając no i poznając zegarek app. Jak kiedyś pisałam jestem fanką apple. Dziwię się, że dopiero w tym roku zdecydowałam się na zegarek. MM dawno proponował.

Do wszystkiego trzeba dojrzeć, dorosnąć.

 

Kuchnia

Zdecydowanie za dużo liści i żołędzi. Nawet połowy liści z drzew nie pospadało a ja urobiona po pachy. Dmucham i dmucham a one wciąż lecą. Musiałam prace na yardzie przerwać bo dziś mam kontrolną wizytę u specjalisty. Kręgosłup nie dolega, pracuję w specjalnym pasie. Tylko ciśnienie mi skacze. Głowa boli i w tej chwili wiem że mam wysokie ciśnienie krwi. Tabletki dodatkowe zawsze mam ze sobą, w razie komplikacji jestem zabezpieczona. Pielęgniarka zmierzyła ciśnienie, za wysokie, przyjęłam połówkę tabletki. 

Po wizycie u lekarza, z kręgosłupem jest wszystko dobrze. Nie pracuję na yardzie tzn. nie noszę płyt kamiennych, nie dźwigam ciężkich rzeczy ani zakupów,  w pracy mam lżej bo teraz pracuję co drugi tydzień, dużo nie chodzę, wszystko będzie dobrze. Rehabilitację zaniedbałam. Każdego dnia obiecuję sobie, że to dziś zaczynam, nic mi nie wychodzi. Na wizytę mam udać się w razie jakiś komplikacji ostatecznie za 6 miesięcy. Tabletki przyjmować w razie konieczności. Przeciwbólowych prawdę mówiąc wogóle nie przyjmowałam będąc w Polsce. Miałam tych prochów ze sobą całą torbę. Nie wiele skorzystałam. 

Grupa budowlano – temontowa przyjechała dziś bez zapowiedzi. Układali glazurę w kuchni, instalowali piekarniki, pochłaniacz, mikrofalę i lodówkę – gotowe do użytku. Wstawili zmywarkę i płytkę gazową – w tygodniu podłączą. Zainstalowany wczoraj zlew czeka również na na podłączenie. Podoba mi się nowa kuchnia. Jeszcze nie mogę z niej korzystać ale……będzie mało że ładna ale i nareszcie funkcjonalna.  

Odkryłam, że lodówka jest cicha nie wydaje żadnych dźwięków. Zobaczymy jutro co z tego będzie. 

Jestem zmęczona dniem dzisiejszym. 

Liście

Dzień sprzątania liści. Drzew dużo to i liści ogromnie dużo. W tym roku jest urodzaj na żołędzie i inne orzechy. Miliony tego dobra, żeby dało się to sprzedać to byłabym milionerką a może miliarderką. Można tego pozbyć się, tylko w jeden sposób, upchnąć do wora i wystawić przy śmietniku. Dmuchanie liści jest jak na razie bezowocnym zajęciem. Przed sobą mam dmuchawę a więc czysto a za mną, z drzew sypią się liście. Powinnam 2 razy w tygodniu pakowac liście do worów ale to jest bardzo ciężka praca. i nie ważne, raz czy dwa razy na dzień. Trzeba przecież podmuchać i się schylić. Same nie wpadną do worka. Można byłoby cały yard przykryć, czymś, a potem zwinąć wraz z liśćmi i wyrzucić. Folia być nie może, bo gleba potrzebuje wody i powietrza. A to byłoby najtaniej. Na razie jest jak jest. Gdy zaczęło padać to jeszcze pracowałam, ale MM mnie skrzyczał. Pogod wspaniała, deszcz cieplutki, więc nie miało znaczenia pada czy nie bo i tak spocona. MM nie pozwolił pracować. Spocona i mokra wzięłam się za porządki w domu. Jakoś trzeba zorganizować porozstawiane krzesła, walający się skrędony dywan na środku korytarza, szafka w poprzek stojąca w tvroomie. Z pomocą przyszedł MM. Posprzątałam i odkurzyłam dom od piwnicy po pierwsze piętro. MM zamówił,pizze a ja w międzyczasie wskoczyłam pod prysznic.

To był bardzo pracowity dzień.

Remont

img_2771img_2770img_2772img_2773img_2774

Trochę poddenerwowania zawsze musi być przy dużych projektach. Całkowita wymiana kuchni: szafki, piekarniki, doprowadzenie gazu, zlew, kontakty elektryczne, inne miejsce na lodówkę oraz szafki wiszące które zasłaniały część sufitu zdemonowane. Przeniosłam się do piwnicy ale nie mam tutaj kuchennego zlewu. Zlewozmywak w łazience ma się tak do zlewu kuchennego jak….

Podobnie z lodówką, mała lodóweczka nie zastąpi dużej gdzie wszystko miało swoje miejsce.

Gotuję jeśli gotuję, na płytce dwupalnikowej, nie jest źle z tym, że się muszę nabiegać. Bo lodówka została w jadalni kuchennej. Dziś rozpoczyna się drugi tydzień od rozpoczęcia prac remontowych. Brygada była w poniedziałek, następna ekipa była w czwartek – zjawili się pod moją nieobecność jedynie w celu pobrania wymiarów.

Czekam na emaila od firmy remontowej. Kiedy ewentualnie ktoś się pojawi, bo …. nie jestem pewna czy wigilję będę przyrządzać w nowej kuchni czy na płytce dwupalnikowej w piwnicy.

To jest moje drugie gotowanie. Kwestia przyzwyczajenia i będę mogła przenieść do podziemi. Oczywiście, że zartuję. Dziś gotuję obiecany MMowi rosołek na puersi z kurczaka. Pachnie dobrze, smakuje wyśmienicie. W tym tygodniu nie robie porządków. Wszystko gdzieś poupychane, bo przecież w pralni też stare szafki zerwane.

Jednym słowem oczekiwanie.

Pieski

Walczę z pchłami i MM. Podobno psów nie lubię i nie pozwalam im chodzić i brudzić wszędzie. Tak, tak najlepiej żeby załatwiały się w domu, brudziły i znosiły wszystko z podwórza. MM byłby wniebowzięty i spał wraz z psami w tym kale i brudzie. A pomyśleć, że tęskniłam będąc w Polsce za domem. Na drugi raz wezmę poprawkę. Popłakałam się z tej niemocy, niezrozumienia, że nie chcę psów w sypialni. Mów do księżyca, a właściwie wyj do księżyca. Teraz rozumiem dlaczego jego córki nie mogą się odnaleźć, szukają wciąż drogi życia dochodząc do 40tki. Pozwalanie na wszystko nie jest dobrym sposobem na wychowanie, żadnego żyjącego stworzenia na tej ziemi. Każdy musi znać swoje miejsce, obowiązki i swoje prawa. Jeśli nie jest to ustalone nawet w takim wąskim kręgu jakim jest dom, to zachwiana będzie wszelka równowaga. No i w moim domu zachwiało się, nawet muszka mi do kieliszka wpadła.

Upiekłam dziś chlebek pszenny na pszennym zakwasie i kajzerki. Córcia po te smakołyki jutro wpadnie. Chlebek pieczony był w stresie więc skórka za twarda ale do jutra rozmięknie, przykryję mokrą ściereczką.

MM napsuł mi krwi, jak to się mówi. Nie wiem o co mu chodzi ale… wiem, że mniej się mówi to i krótsza dyskusja. Dla mnie pasuje, MMowi nie bardzo. Mniejsz o to, ja na podwórzu z lampką wina, on w domu przed tv. Trzeba ochłonąć.

Nie trzeba tęsknić za czymś czego nie doświadczyliśmy.

Tak na przyszłość.

Bo miałam w swoim polskim domu źle? Chciałam lepiej, to mam, to lepsze.

“Odkurzacz”

Chyba jestem odkurzaczem, wsysam wszystkie zamartwienia: Dana z Canady-problemy, starsza siostra-problemy, mamusia-będzie miała, zwariowała pranie dziś robiła jak gdyby robiła za praczkę, córcia-zmartwień nie ma ale za to szalone pomysły, jeśli je urzeczywistni, będą problemy, Sandra-złamała nadgarstek, potrzebuje pomocy, a ja nie jestem w stanie jej udzielić. Jestem zmęczona, muszę pomyśleć o sobie. 

Dana obchodziła nie dawno którąś tam rocznicę ślubu. Wydawało się, że wszytko w najlepszym porządku. Zgodnie gotowali i pieścili swoich dorosłych synów pidczas mojej u nich wizyty. Niańczenie się z dorosłymi facetami nie przypadło mi do gustu, tym bardziej, że starszy syn skrzyczał matkę w mojej obecności. Znamy się bardzo długo, nie omieszkałam wypowiedzieć zdanie na ten temat. Dla nich codzienność dla mnie brak kultury i szacunku. Wtedy wydawało się, że wszystko w porządku, może i było, na obecną chwilę nie jest, mąż Dany zakochany, bynajmniej nie w niej. Nie chce już z nim dzielić swego życia i łoża. Boi się o swoją przyszłość. Co będzie? Zapewne nic dobrego, Dana myśli o rozwodzie. 

Starsza, zięć nie potrafi bawić się ze swoim synem. Drażni się z nim, mały płacze bo nie rozumie żartów. Wykręca rączki dziecku niby w żartach, mały z bólu płacze. Okazało się, że w ten sposób był on sam karany gdy był dzieckiem. Siostra ma pełne ręce roboty.  Jeszcze wieke innych spraw jej się pogmatwało. 

Córcia, pomysł jak najbardziej do zrealizowania. Czy po zakończeniu go nie wpadnie w depresję? 50/50. To jest na razie pomysł i niech na tym to poprzestanie.

Sandra, nadgarstek złamała na lotnisku w Niemczech. Ma założony gips i czeka na mnie. Nie mam siły spotyjać się z kimkolwiek. Nie ważne, śniadanie, lunch czy diner. 

Do zmroku siedziałam na decku. Tak szybko ciemnieje. 

Do łóżeczka położę się wcześnie.