Choroby są składową naszego życia. Czy chcemy, czy też nie, jedne choroby przychodzą i odchodzą inne są w uśpieniu czekając na odpowiednie warunki do rozwoju, inne natomiast atakują znienacka, dając szansę na wyzdrowienie lub nie. W swoim życiu przeszłam dużo ale i dużo jeszcze przede mną. Poddawałam się, jak też walczyłam. Do walki potrzebujemy rodziny lub jeśli na tyle jesteśmy silni, że potrafimy zwalczyć chorobę w pojedynkę, w samotności. Walcząc w samotności zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy sami bo jeśli na źle nikogo przy nas nie ma, to na dobre jesteśmy tylko i wyłącznie obiektem do wykorzystywania.
Mego męża atakują komórki rakowe. Nie są agresywne, ale krążą po jego organizmie. Biopsje miał robione już w czterech różnych miejscach. Gdy zauważyłam zmianę na ciele, był zawiedziony… znowuuuu? słowo wypowiedziane jako pytanie lub stwierdzenie. Nie chciał iść do lekarza i wizyty ustalać. Moje prośby odbijały się od ściany, po dwóch tygodniach, ustalił wizytę i odetchnęłam z ulgą. Rozumiem, bardzo dobrze rozumiem, że poddanie się nie jest tak do końca poddaniem, to jest oczekiwanie i nadzieja, że samo zniknie, samo się wyleczy i budząc się o poranku będzie wszystko dobrze. Życie wróci na swoje dawne miejsce, będziemy pełni sił i radości z nadchodzącego dnia. Sił nie przybywa, a ubywa, nadzieja znika i trzeba udać się do doktora.
To co się pojawiło to tym razem nie komórki rakowe i poddano zabiegowi zamrożenia, co nie znaczy, że należy zaprzestać obserwacji.
Na jakiś czas mamy spokój.
Wczoraj byliśmy na rutynowym badaniu uzębienia. Nic nie ubyło i nic nie przybyło, pocieszające. Następny rok do przodu w tej kwestii. W innych … ociągam się z ustaleniem terminu wizyty u specjalisty. Zawiadomienie na stawiennictwo dostałam z początkiem tego roku. Odczekam do lutego, kiedy mrozy puszczą.
Pozdrawiam i życzę Tobie zdrówka.
Leave a comment